suziiza
30.01.08, 15:44
W klasie mojej córki, I-wsza podstawowa, jest chłopiec, który
notorycznie okrada swoje koleżanki i kolegów. Jego łupem padają
ołówki, gumki, oraz pieniądze. Jeśli nie "wyczyści" komuś tornistra
to posuwa się nawet do tego stopnia, że jeśli zauważy, że dziecko
wyciaga z placaka piniądze, aby udać się do sklepiku szkolnego,
prowokuje na korytarzu sytuację, w której posiadacz kasy się
przewraca. Zazwyczaj w asekurując się podczas upadku dziecko
wypuszcza pieniądze, a młodociany rozbójnik chwyta je i ucieka. Mama
chłopca umywa ręce i twierdzi, że wychowuje go sama i nie ma na
niego większego wpływu. Generalnie młodemu wielokrotnie udało się
uniknąć odpowiedzialności. Co zrobić, przecież to jest dopiero 7
letnie dziecko, co będzie za kilka lat. Czy poprosić, któregoś z
ojców...żeby przeprowadził z nim rozmowę. Może wystraszy go
policjant. Szkoda mi tego dzieciaka, mam wrażenie, że on nie do
końca zdaje sobie sprawę z tego co robi. A może się mylę.
Pozdrawiam