szymanka
11.09.03, 09:10
Nie bardzo wiedziałam jak nazwać ten wątek. Bo nie bardzo sama wiem co mysleć
o zachowaniu rodziców, a raczej co leży u podłoża takiego zachowania:
bezmyślność a może egoizm? Ale do rzeczy. Sami oceńcie.
Mój syn rozpoczął w tym roku naukę w szkole. Przed lekcjami wiadomo dzieci
rozbierają się w szatni, nauczycielka jeszcze w szatni ustawia wszystkich w
pary i dopiero prowadzi do klasy. Szatnia szkolna nie jest ogromna, ma
ograniczoną pojemność

a do tego boksy z wieszakami i ławeczkami naprawdę
malutkie.
Większość dzieci jest przyprowadzane przez rodziców i praktycznie każdy
rodzic wchodzi do niewielkiego boksu żeby pomóc swej pociesze się przebrać, a
jak nie przebrać to chociaż worek potrzymać

Siada zwykle na ławeczce i nie
zwraca uwagi na to że inne dziecko na stojąco zmienia buty i nie może się
dopchać do wieszaka. W takim małym boksie odbywa się istne pandemonium:
tornistry, buty, kurtki, worki przesuwane, szukane a nie rzadko deptane nie
tylko przez dzieci ale również przez dorosłych.
Na nic uwagi nauczycielki żeby do boksów wchodziły same dzieci. Nie. Rodzice
muszą pomóc swojemu maluchowi, a że inne dzieci mają wtedy trudności z
przebraniem się...
Kolejna sytuacja. Dzieci poszły do klasy. Rodzice wychodzą ze szkoły. Drzwi
są jedne. Cały tłum musi przez nie wyjść. W tym samym czasie często nadchodzą
dzieci które dopiero chcą wejść do szkoły, często spóźnione, zdenerwowane,
ale nie mogą wejść bo drzwi są zatarasowane przez wychodzących rodziców.
Myślicie że któryś z rodziców wpuści wchodzące dziecko? Owszem zdarza się.
Jedna na dwadzieścia, trzydzieści osób przepuści czekającego malucha. A
reszta? Nie widzi że dziecko czeka?
Denerwuje mnie ta sytuacja. Chętnie odprowadzałabym syna tylko pod szkołę,
dalej mógłby iść sam, ale w tej sytuacji boję się że nie poradzi sobie w tym
tłumie niezważających na inne dzieci rodziców.
To dwa przykłady, podejrzewam że gdyby poszukać w pamięci znalazłoby się ich
więcej. Przykłady że my rodzice często dostrzegamy potrzeby tylko naszego
własnego dziecka a inne... to juz nie nasz problem.