Nalegać na kontakty z dziećmi ?

17.09.03, 13:57
Sam już nie wiem co robic.
Jak wpłynąć na matkę , żeby nie ograniczała swoich kontaktów z dziećmi?
Czy w ogóle to robić?
    • Gość: gorkai Re: Nalegać na kontakty z dziećmi ? IP: 217.153.45.* 17.09.03, 14:08
      Nalegać, nalegać.

      Swoją drogą, kiepski dowcip.
      • gso Re: Nalegać na kontakty z dziećmi ? 17.09.03, 14:15
        Gość portalu: gorkai napisał(a):

        > Nalegać, nalegać.
        >
        > Swoją drogą, kiepski dowcip.

        Jaki dowcip?
      • gso Re: Nalegać na kontakty z dziećmi ? 17.09.03, 14:26
        Gość portalu: gorkai napisał(a):

        > Nalegać, nalegać.
        >
        > Swoją drogą, kiepski dowcip.

        Dla mnie to wcale nie jest śmieszne.
        Dla dzieci też chyba nie, kiedy się dowiadują w przeddzień, że jutro znów nie
        przyjdzie do nich mama.
        Bardzo dobry dowcip.
    • Gość: sabi Re: Nalegać na kontakty z dziećmi ? IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 17.09.03, 15:49
      mysle, ze gorkai weszy jakis przekret. czasami na forum udzielaja sie ludzie,
      ktorych jedynym celem jest robienie sobie z kogos balona.
      A propos problemu. Kazdy kowalem swojego losu, tylko dzieci szkoda. Mozesz
      nalegac, ale czy to przyniesie rezultaty. Zdrowia na psujesz sobie, dzieci beda
      rozczarowane, a matka i tak zrobi co bedzie chciala. Wspolczuje
    • mary_ann Re: Nalegać na kontakty z dziećmi ? 17.09.03, 22:25
      dziwia mnie Twoje watpliwości (a może to rzeczywiście forumowa podpucha?)
      Naprawdę byłbyś w stanie odpuścić sobie kontakty z własnymi dziecmi??
      Zakładam, że nie (bo jesli tak, to odpuść sobie rzeczywiście dla dobra dzieci -
      po co im ktos, komu "tak trochę" zależy?).
      Jesli nie, to wpływać na matkę trzeba: w taki sposób, żeby nie budziło to w
      niej oporu czy poczucia zagrożenia - licho wie, co nią powoduje (tu sam pewnie
      wiesz najlepiej, więc uwaznie obserwuj). To tyle
      Wszystkiego najlepszego, choć b. smutne to wszystko
      mary_ann
      • mary_ann sorry, errata!!! 17.09.03, 22:30
        mary_ann napisała:

        bardzo, bardzo przepraszam, źle przeczytałam, sama nie wiem, dlaczego
        (schemat, ze to zwykle ojciec olewa kontakty??)
        Oczywiście zapomnij natychmiast, co Ci tu podle insynuowałam.
        Wpływaj, rzecz jasna, dzieciom potrzebnych jest w kazdym wypadku (poza
        sytuacjami skrajnych patologii) oboje rodziców. I działaj również w sposób nie
        budzący oporu - wg własnych obserwacji.
        Wiem z doświadczenia, ze warto schowac do kieszeni różne urazy, by
        zminimalizowac dziecięcą krzywdę
        Trzymaj się
        Mary_ann
        • Gość: ala Re: sorry, errata!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 01:28
          ja mam podobnie, dziecko rozczarowane, bo tata nie przyjedzie. a jak zabierał,
          to wiozl do swojej mamy.
          u mnie podzialalo, jak poszlam z dzieckiem do psychologa ( dziecko wracalo od
          taty kompletnie zestresowane i wybuchalo o wszystko histerycznym placzem-),
          ktory jednoznacznie orzekl, ze dziecko teskni za tata i jest mu przez to
          ciezko. wzielam ojca na kawe i opowiedzialam wszystko na zasadzie- potrzebuje
          Twojej pomocy, syn Cie potrzebuje, teskni za Toba, jestes mu ogromnie
          potrzebny, nie radzi sobie.
          On sie bardzo przejal, zaczal organizowac sam na sam z synem, wspolne wyprawy,
          albo po porstu spedzanie czasu. dziecku przeszlo jak reka odjal.

          to bylo jakis czas temu, teraz znow troche to sie nasila, ze bardziej dziecko
          idzie do babci niz do taty, ale gdy dzwonie, ze za nim teskni i go potrzebuje i
          opowiadam, jak to bawimy sie w tate( moj syn prosi o takie zabawy, w ktorych np
          dwa misie udaja tate i synka)on sie poczuwa i wpada choc na chwile.

          zauwazylam, ze jakiekolwiek komunikowanie problemu na zasadzie- " jak
          mozesz ,to Twoj syn" zaostrza tylko problem.
          natomiast komunikowanie na zasadzie- to nasze dziecko i oboje wspolpracujemy w
          pelni, by bylo mu jak najlepiej, zwracam sie do Ciebie w pelni zaufania, ze
          zrobisz wszystko co w twojej mocy, by syn sie czul przez Ciebie kochany i wazny
          dla Ciebie, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwosci, jest dla mnei
          oczywiste, ze starasz sie jak mozesz a jesli ci nei wychodzi to z innych
          przyczyn niz brak dobrej woli- taki komunikat zawarty między wierszami dziala
          bez pudla.
          Odlozylam zupelnie na bok relacje miedzy nami. bylo, minelo, nie jestesmy juz
          razem, czyli to co bolalo ze strony partnera jest do zaakceptowania ze strony
          exa, natomiast jesli nie bede traktowac go jako wspanialego, najbardziej
          zaangazowanego, najbardziej godnego zaufania ojca to wiem, ze mimo wielkiej
          milosci do dziecka trudno mu bedzie zachowac czestotliwosc kontaktow, wciaz to
          obserwuje, mimo, ze ma dobra wole. wiadomo, jak to z mlodym mezczyzna, tyle
          innych rzeczy dizeje sie w jego zyciu.

          rozumiem, ze skoro to mama odwiedza dzieci, sytuacja jest bardziej 'szczegolna"-
          w sensie, w Polsce takie przypadki zdarzaja sie bardzo rzadko, cyzli musialy
          byc po temu przyczyny-albo ona nie chciala zajmowac sie dziecmi, albo naprawde
          ewidentne bylo ,ze Ty to zrobisz lepiej. masz wiec ogromnie trudna sytuacje, i
          rozumiem, ze czasem opadaja Ci rece. zapewne maam Twoich dzieci jest ogromnie
          zagubiona i moze niedojrzala, pewnie ma jakies duze problemy ze soba. nie wiem,
          czy moja metoda sie sprawdzi w jej przypadku, ale zaobserwowalam, ze
          generalnie, jesli obdarzymy zaufaniem na wyrost czlowieka, ktory
          racjonalenirzecz biorac wcale na nie nie zasluguje, i im mniej zasluguje tym
          wieksze mu okazemy zaufanie- to nagle wygeneruje z siebie tyle, by naszego
          zaufania nie zawiesc. czasem chwile to potrwa, ale pozytywne zmiany sa
          zauwazalne bardzo szybko. to oczywiscie proces ktory jakos krok po kroku posuwa
          sie do przodu, ale jest nadzieja.
          skoro ona chce je odwiedzac, tylko jakos jej nei wychodzi, cos jej wypada, etc-
          to pewnie tak zle sie czuej sama zesoba, ze wydaje jej sie, ze nie ma dzieciom
          nic do zaoferowania. takie psotkania przypominaja jej tez, jak bardzo jako
          matka zawiodla- czyli musi tez czuc straszliwe poczucie winy i bol, ze tak sie
          zaplatala, ze do tego doszlo. chocby prezentowala totalną olewke, to w glebi
          duszy raczej wyje z rozpaczy.

          oczywiscie, to moje wyobrazenia na podstawie kilku Twoich zdan, moge sie mylic.
          tak sie tylko dziele impresjai- wyobrazam sobie, jak ja bym sie czula, gdymbym
          do takiej sytuacji doprowadzila z jakichs powodow..

          rety. zycze duzo sily. musi byc niezwykly z Ciebie facet.
          A! jesli dizeci beda widzialy, ze podchodzisz do mamy ze zrozumieniem, do jej
          slabosci zawalania terminow, etc, jesli przyjmiesz jej tlumaczenia i dasz jej
          szanse na ich oczach, bezie im pewnie latwiej, ufajac, ze mama ma swoje powody
          i ze nieradzi sobie ze soba, a nie po prostu ich nie kocha. widze, jak takie
          rozmowy pomagaja mojemu dziecku. ja mu czesto opowiadam, jak tatus go kocha,
          jak to bylo jak byl malutki, jak sie urodzil, co tatus robil, jak sie cieszyl,
          mamy zdjecia ich wspolne w domu, no i czesto dzwonimy do taty.

          wyszlam z zalozenia - i doswiadczenie mnie nauczylo- ze musze zdecydowac- czy
          chce pozostawic ojcu odpowiedzialnosc za swoje kontakty z dzieckiem i nie
          wzmacniac ich pozytywnie w zaden sposob, tylko neich sie sam martwi, czy tez
          zaangazowac sie tak, by moje dizecko jak najmniej cierpialo z powodu
          nieobecnosci ojca.

          wybralam to drugie. pare razy sie zacielam, ale nie wytrzymalam dlugo. moje
          pozytywne wzmocnienie, przypomienie mu, jak abrdzo jest potrzebny i
          niezastapiony, jak bardzo ukochany i wyczekany przez dziecko, jak bardzo ja tez
          ufam mu, ze bedzie dobrym wzorcem dla synka, sprawiaja, ze tata na nowo
          odnajduje sie w swojej roli.

          aceizko rpzeciez czuc sie dobrze, nei mieszkajac z dziecmi i majac poczucie, ze
          wzrastaja bez nas i wzrastaja w miejscu, gdzie nie ma o nas najlepszego
          wyobrazenia. z kims, z kim nam sie nie ulozylo zycie.

          to wszystko takie bolesne, takie trudne. wybaczenie , cierpliwosc, milosc do
          czlowieka, nawet tego, ktory nas tak zranil, sprawiaja male i duze cuda, ktore
          ulatwiaja nam zycie i oswietlaja je. nigdy nie jest warto poddac sie i
          odpuscic. chocbysmy juz nie mieli nadziei- udawajmy ja tym bardziej- a damy
          szanse temu zagubionemu...

          ludzie zwykle spelniaja nasze oczekiwania. zauwazylam,ze im lepszych rzeczy sie
          po niech spodziewam, tym lepsze sie dzieja. na przekor wszystkiemu, zdrowemu
          rozsadkowi, a przede wszystkim- na przekor dotychczasowemu dowsiadczneiu z nimi.

          to dziala!

          fakt, ze moj syn widuje sie z tata 2, 3 razy w tygodniu mowi sam za siebie! i
          rozmawiaja przez telefon prawie codzien.

          to dla mnei wazniejsze niz moja kobieca duma, niz moj zal do ojca dziecka..

          nie jestem w stanie dziecku zastapic drugiego rodzica. ani zaden nowy partner
          nie zastapi rodzica, skoro tatus zyje i mieszka niedaleko. i skoro syn za nim
          tak teskni.

          rozumiem, jak to ciezko. tyle razy musialam zacisnac zeby, tyle razy plakalam w
          poduszke, tyle razy przelamywac musialam wielki wewnetrzny bunt, i takie
          zniechecenie, bezsilnosc, frustracje, totalne poczucie bezsilnosci. czasem ma
          sie dosc.

          czasem ma sie dosc.


          ale jednak czlowiek wstaje, myje zęby i dzwoni. po raz kolejny.
          a wyraz twarzy dziecka jest taką nagrodą.


          moze niech dzieci nie czuja sie ofaira mamusi, niech mamusia nie wystepuje jako
          nieslowna i po raz kolejny przynosząca zawod, tylko jako istota zagubiona,
          potrzebujaca zrozumienia i wsparcia i wybaczenia- dzieciom bedzie z tym o wiele
          łatwiej.
          moze ja odwiedzicie , jesli nie da rady przyjechac? moze dzieci, w poczuciu, ze
          mama ma problem, ale to one sa silne i moga byc ponad ten problem, zaakceptowac
          go i wybaczyc, i silne sila swoja i wsparciem ojca, przestana cierpiec
          bezsilnie, a odnajda swoja moc wybaczania drugiemu, moc uzdrawiania sytuacji
          przez ofiarwanie zrozumienia i rozgrzeszenia?

          nie znam szczegolow, nie znam wieku dizeci, nei wiem nic. przepraszam ,ze sie
          tak mądrzę tutaj. dzielę sie swoja sytuacja i impresjami, ktore mi rpzychodza
          do glowy. nie twierdze, ze nie starsz sie robic wlasnie tak, ze nie robisz
          wszystkiego po sto razy, i potem jeszcze kolejne sto razy dajesz z siebie
          wszyztko i juz padasz na twarz.

          wspolczuje. rozumiem. mozesz sobie pogratulowac, ze walczysz tak o dobro swoich
          dzieci. dobrze, ze Ciebie mają. nie wątpię, ze sobie poradzicie.

          pozdrawiam serdecznie.




          • gso Re: sorry, errata!!! 18.09.03, 14:29
            Prawdę mówiąc próbowałem już chyba wszystkiego, a efekt jest mizerny. Wypada mi
            się pogodzić z tym i żyć dalej normalnie. Dzieci przyjmuja całą sytuacje nad
            podziw spokojnie, tylko ja zawracam sobie głowę.
Pełna wersja