Dodaj do ulubionych

religia w szkole czy poza szkołą ?

IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 10:38
Wątek ten "wypączkował z wątku "religia w przedszkolu". Ciekawa jestem
refleksji na temat czy religia w szkole "się sprawdziła" . Już chyba mozna
coś na ten temat powiedzieć po tylu latach doświadczeń. Czy lepsze
byłoby "wyprowadzenie" religii ze szkół, albo zastąpienie bardziej dostępnym
dla ludzi o innych światopoglądach religioznawstwem?? Co sądzicie na ten
temat ?
Obserwuj wątek
    • miska77 Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 18.09.03, 12:33
      Witam !
      moim zdaniem religia powinna byc poza szkola. Na religie do kosciola chodzilam
      z przyjemnoscia, uczylam sie i bylo to dla mnie swietnym odreagowaniem po calym
      tygodniu. Jak bylam w 7 klasie wprowadzono religie do szkol, zbuntowalam sie i
      nie chodzilam na zajecia. Rodzice sa wierzacy ale nie praktykujacy wiec poparli
      mnie w tej decyzji ale ja i inne dzieci, ktore nie uczeszczaly na religie byly
      dyskryminowane przez nauczycieli... dostawalismy gorsze stopnie, czesciej nas
      pytano i nie liczyli sie z nami wogole, mimo to, ze mielismy wplywowych
      rodzicow.
      Uwazam, ze wprowadzenie religii ogranicza wolnosc swiatopogladowa i nakazuje
      jeden kierunek aby byc katolikiem. Nasze spoleczenstwo jest zdewociale a uwaza
      sie za za prawdziwych katolikow. Ida w niedziele do kosciola, zeby sasiedzi
      widzieli, ale zdaza wyjsc poza mury kosciola to klna, bija zony i dzieci, etc.
      Jestesmy w Panstwie demokratycznym i kazdy powinien miec wybor.

      Pozdro,
      Ewa
      • bardzociekawski Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 18.09.03, 20:39
        Całkowicie popieram. A jeśli miałaby zostać, to w formie bardziej etyki, a kto
        chce uczęszcza do kościoła czy domu parafialnego na religię . Bez przymusów i
        negatywnych kosekwencji w końcu wiara to prywatna sprawa każdego człowieka,
        nawet nastolatków.
        A propo religii:sądzę że księża powinni być pod nadzorem dyrekrora szkoły tam
        gdzie pracują a nie proboszcza.U mnie w pracy mam wrednego księdza i dyrekcja
        nie bardzo może go usunąć chociaż rodzice moich wychowanków wielokrotnie już o
        to prosili. Nauczyciel za takie zachowanie wyleciałby z pracy juz z 5 razy o
        ile nie dostałby zakazu wykonywania zawodu!
      • mike_mike Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 23.09.03, 12:27
        miska77 napisała:

        > Witam !
        > moim zdaniem religia powinna byc poza szkola. Na religie do kosciola
        chodzilam
        > z przyjemnoscia, uczylam sie i bylo to dla mnie swietnym odreagowaniem po
        calym
        >
        > tygodniu. Jak bylam w 7 klasie wprowadzono religie do szkol, zbuntowalam sie
        i
        > nie chodzilam na zajecia. Rodzice sa wierzacy ale nie praktykujacy wiec
        poparli
        >
        > mnie w tej decyzji ale ja i inne dzieci, ktore nie uczeszczaly na religie
        byly
        > dyskryminowane przez nauczycieli... dostawalismy gorsze stopnie, czesciej nas
        > pytano i nie liczyli sie z nami wogole, mimo to, ze mielismy wplywowych
        > rodzicow.

        To straszne, nie liczyli się z tobą, mimo, że masz wpływowych rodziców...
      • Gość: Adrianna Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.kim.pl / 10.0.3.* 26.09.03, 10:35
        miska77 napisała:

        >> Uwazam, ze wprowadzenie religii ogranicza wolnosc swiatopogladowa i
        nakazuje
        > jeden kierunek aby byc katolikiem. Nasze spoleczenstwo jest zdewociale a
        uwaza
        > sie za za prawdziwych katolikow. Ida w niedziele do kosciola, zeby sasiedzi
        > widzieli, ale zdaza wyjsc poza mury kosciola to klna, bija zony i dzieci,
        etc.
        > Jestesmy w Panstwie demokratycznym i kazdy powinien miec wybor.
        >
        > Pozdro,
        > Ewa
        Oczywiscie, ze kazdy powinien miec wybor i MA WYBOR. Mozesz posylac swoje
        dziecko na katecheze badz tez nie posylac.Dla tych dzieci, ktore uczeszczaja
        na katecheze na pewno wygodniej i latwiej jest, kiedy odbywa sie ona na
        terenie szkoly, i nie musza gzies dodatkowo jezdzic. Pomysl tez o nich!!!
        Dodatkowy plus to taki, ze rodzice nie musza sie martwic, ze ich dzieciaki
        musza przejechac, b. czesto na drugi koniec miastea, lub do wioski obok na
        religie. widzisz tylko "jedna strone medalu".
        pozdrawiam
        Adrianna
      • Gość: Zelislaw Religia oczywiscie poza szkola. IP: 5.2.1R* / *.public.lawson.webtv.net 04.10.03, 23:16
        Oczywiscie, ze nauczanie religii powinno miec miejsce poza szkola. Religia nie daje rozsadnych rozwiazan tych problemow jakie stawia zycie. Jezeli rodzice chca niszczyc umyslowosc dziecka, niech to sie przynajmniej dzieje poza szkola, na wlasna odpowiedzialnosc rodzicow.
        Co w zamian religii? W mlodszych klasach - wiedza empiryczna dostosowana do umyslowosci dziecka, o swiecie zywym i martwym, o ludziach z sasiedztwa i z szerokiego swiata, bez szczegolego moralizowania i z mozliwie jak najwiekszym udzialem dziecka w zyciu jego rowiesnikow. W gromadach dzieciecych spontanicznie utworza sie zawiazki grup spolecznych. Przywodcy gangow znacznie lepiej organizuja grupy mlodziezy, niz ludzie z pedagogicznym wyksztalceniem. Moze wreszcie pedagodzy zaczeliby przygladac sie, na czym to polega, i wyciagac wnioski pozbawione uprzedzen, a nastawione na skutecznosc w osiaganiu celow.
        W starszych klasach - powoli dozowany sceptycyzm na przykladzie wszystkich tych doktryn religijnych i innych ktore zawiodly lub po prostu przedawnily sie i obecnie sa juz nieaktualne. Jest tutaj olbrzymi material, jaki ludzkosc nagromadzila, ten material nalezaloby zaczac eksploatowac. Moze kolejne pokolenia w oparciu o ten material ymysla cos lepszego. To na uzytek indywidualny. Na uzytek spoleczny, poki sami jestesmy w glebokim kryzysie swiatopogladowym, i poki organizacja naszego spoleczenstwa w wielu miejscach zawodzi, moze dla szybkiej poprawy nalezaloby zaczac szukac wzorow godnych nasladowania wsrod narodow ktore sa naszymi blizszymi i dalszymi sasiadami, i przepisywac te wzory w nasze ustawy i konstytucje.
        UE w jakims stopniu zalatwi te sprawe, ale byloby lepiej, gdyby Polacy mieli w tym "zalatwianiu" swoj wlasny intensywny udzial, a nie beda go mieli jezeli umyslowosci ich dzieci beda deprawowae z jednej strony przez dominujaca w Polsce religie z jej wyimaginowanym swiatem nadprzyrodzonym i moralnoscia ktora juz w pierwszym wieku naszej ery zawodzila, jak to ilustruje Nowy Testament, a z drugiej strony przez wszystko co jest najgorsze w "swieckich" propozycjach, jakie podsuwa wspolczesny amerykanski brutalny, bezwzgledny konsumeryzm. Samodzielnosc myslenia i ostroznsc ze wszystkim co jest nam podsuwane rokuje nadzieje, ze nasze dzieci podsumuja swoje zycie jako sukces. Nie nalezy tych dzieci powierzac religii ktora zawodzi we wszystkim czego sie dotknie.
    • niedzwiedziczka Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 18.09.03, 13:06
      Jestem wierzącą i praktykującą katoliczką i zdecydowanie uważam, że religia
      powinna być poza szkołą. Religia jest sprawą bardzo osobistą, a jak wiadomo, to
      co narzucone - często bywa znienawidzone. A jak ktoś lubi manifestowac swoją
      religię - ma okazję właśnie przez uczęszczanie na nią poza szkołą.
      --
      "Czas na małe conieco"
    • Gość: agatka_s Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.acn.pl / *.acn.pl 18.09.03, 14:04
      A ja mam na ten temat 2 opinie:

      1. jako zwolennik tolerancji i traktowania praktyk religijnych jako prawa do
      wyboru każdego człowieka, tak jakoś mi się zdaje (intuicyjnie), że bardziej by
      pasowało aby religia była uczona w Kościele niekoniecznie w szkole.

      2. jako matka bardzo zabieganego (na różne zajęcia pozalekcyjne) 2-go
      klasisty, dziękuje Bogu, że przynajmniej na te "zajęcia dodatkowe" nie muszę
      go prowadzać.

      ale w sumie jak tak sobie myślę to wszystko jedno, u mojego syna są dzieci nie
      chodzące na religie i naprawdę nic się z tego powodu nie dzieje (ani tym
      dzieciom ani reszcie klasy, ot cóż jeden jast taki a drugi inny a dzieci są
      bardziej tolerancyjne (już !!!) niż dorośli, wiec myślę ze całe to gadanie o
      szykanach itp itd to jest wyraz jakiś fobii a miekoniecznie prawda. Jak ktoś
      nie chce być Katolikiem to nie musi niezaleznie czy religii uczą w szkole czy
      nie. A nawet w ostateczności, jak rodzice nie sa Katolikami a powiedzmy
      wojującymi ateistami, a ich dziecko pochodziło by na religie to i tak nic by
      tam złego go nie spotkało (taka jest moja opinia), więc nie ma co robić
      urojonego problemu.
      • miska77 Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 18.09.03, 14:13
        mozliwe, ze teraz uwagi na to sie nie zwraca czy dziecko chodzi na religie czy
        nie... Ja napisalam o swoich odczuciach jak wprowadzili religie do szkoly, pod
        koniec lat 80-tych. Czy cos sie zmienilo czy nie - nie wiem.
        Jezeli religia w szkole to tylko pt"religie swiata", zeby dzieci wiedzialy czym
        sie od siebie roznia, w czym sa podobne - taka ciekawostka kulturowa.
        • apniunia Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 18.09.03, 14:47
          popieram
          ja też przeszłam okres buntu, kiedy wprowadzono religię do mojej szkoły
          uważałam , że krzyż nie powinien wisieć w sali lekcyjnej, gdzie podczas
          chwilowej nieobecności nauczyciela 30ścioro rozszalałych nastolatków daje upust
          swojej energii
          w kościele była cała otoczka, która jest nie do uzyskania w szkolnej ławce
          atmosfera jaka panuje w kościele, czy w salce katechetycznej, to coś czego
          nasze dzieci juz nie doświadczą
          teraz religia jest tylko kolejną lekcją, dzieciaki odbębnią polski i biologie,
          to odbębnia też przy okazji i religię
          ja w czasie religii odrabiałem zalegle prace domowe, robiłam ściągi itp,
          ksiądz, który się gdzieś w tym wszystkim próbował odnależć miał niezły orzech
          do zgryzienia i jakoś nie udało mu się przekonać nas, żeby tę lekcję i tą salę
          lekcyjną potraktować inaczej niż zwykle, czyli byle do przerwy...
          religia w szkole to błąd- takie jest moje zdanie i nie jest to żadna nagonka na
          ludzi wierzących, kościół, czy księży
          religia w szkole ma tylko jedną zaletę - młodsze dzieci nie trzeba prowadzać do
          salki katechetycznej - czyli wygoda rodziców - reszta to jakieś wielkie
          nieporozumienie
          a religia w przedszkolu - przeczytałam wszystkie posty tego dotyczące i
          chciałam się dopisać, ale szkoda moich nerwów i czasu - od nauki żegnania są
          rodzice, a nigdy nie pewności, jak pani katechetka odpowie na pytanie maluszka,
          dlaczego Jezusek na dziurki w nogach, to musiało go boleć i czy mój tatus też
          mnie zabije - orginalne wypowiedzi znajomego 3,5 latka - rodzice
          niepraktykujący, ale posyłający malucha na religię w przedszkolu, bo
          przedszkola bez religii w świeckim państwie nie uraczysz, dodam też że nie
          wymyslono zajęć zastepczych dla malucha na czas religii, więc chodził jak
          pozostała reszta
          smutne
      • Gość: Ula Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 217.153.71.* 22.09.03, 07:46
        Otóż wyobraź sobie, że dzieci są bardzo mało tolerancyjne i potrafią być bardzo
        podłe. Bo chyba nie sądzisz, że odsuwanie od zabawy dziecka tylko dlatego, że
        nie chodzi na religię jest w porządku. Nie zawsze są tu winni rodzice. Dzieci
        się nakręcają nawzajem. Jeżeli dziecko z silną osobowością nie chce bawić się
        (a także dokucza i wyzywa) z dzieckiem, które nie chodzi na religię, to inne
        dzieci postępują tak samo, bo boją się że nie będą lubiane. Moja córka nie
        chodzi na religię i właśnie tak się dzieci do niej odnoszą. Zdażało się, że
        dzieci atakowały ją, że nie kocha Boga, że jest niewierząca itp. A to akurat
        kompletna bzdura (nie należy mylić wiary w Boga z wiarą w kościół katolicki).
        Oczywiście jestem za religią poza szkołą. Wówczas różnice religijne nie są tak
        widoczne.
      • feminina Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 24.09.03, 02:15
        Ej Agatka! To, że w szkole twojego syna dzieci niechodzące na religię nie są
        dyskryminowane, nie znaczy że w innych szkołach jest tak samo. Nie wyciągaj
        wniosków ogólnych na podstawie wyłącznie swojego doświadczenia. Bo mojego
        kolegę dotknęła dyskryminacja właśnie dlatego, że na religię nie chodził i był
        zdeklarownym ateistą. A było tak: Liceum co roku przyznawało medal najlepszemu
        uczniowi z rocznika maturalnego. Chłopak w rankingu wypadł najlepiej, ale
        medalu nie dostał, bo ... (pewnie ty nie uwierzysz) veto zgłosił ksiądz. Ale
        jaki jest morał z tej banalnej historyjki? Ano taki, że religia w szkole, a
        tym bardziej na świadectwie, stwarza potencjalne ryzyko dyskryminacji. Czy
        istnieją jakieś racje, które pomimo ryzyka dyskryminowania nie-katolików
        przemawiają za pozostawieniem religii w szkole? Ja ich nie widzę...
    • Gość: ruda Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 62.148.79.* 18.09.03, 14:38
      Myślę, że w szkole (ale w starszych klasach, gdzie już jest historia,
      geografia, żeby to nie było w zawieszeniu) powinien być przedmiot, wszystko
      jedno, pod jakim tytułem, o religiach, systemach filozoficznych, pojmowaniu
      kwestii etycznych. W ujęciu historycznym, antropoligicznym, w duchu chęci
      zrozumienia świata. Dla wszystkich. Dla katolików też. A może, przy takiej
      przewadze liczebności, zwłaszcza dla katolików.
      Natomiast katecheza (katolicka czy inna) mogłaby umiejscowiona w szkole,
      mogłaby korzystać z infrastruktury szkoły, ale nie powinna być w żadnym wypadku
      ujęta w planie lekcji, katecheta nie powinna należeć do grona nauczycielskiego.
      Czyli: szkoła jak najbardziej świecka, rozdział państwa i kościoła.
      Równocześnie pomoc zabieganym rodzicom.
      • Gość: maika7 prośba IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 14:51
        Mam taką uwagę ogólną do tego wątku. Temat jest kontrowersyjny i budzi wiele
        emocji bo dotyka nas zazwyczaj bardzo osobiście. Na swojej drodze spotykamy się
        z różnymi postawami. Jedni doświadczają dyskryminacji z powodu wiary inni z
        powodu niewiary. Spróbujmy nie wnikać i nie uogólniać jak jest w całej Polsce,
        i jacy są katolicy (bo w sumie każdy jest inny..) czy niekatolicy (bo tak
        samo...), a tylko pisać o swoich doświadczeniach z religią w szkole lub poza
        nią.

        Ja też jestem zdania, że nauka religii powinna wywędrować ze szkół, bo masowość
        nie idzie w parze z jakością. Ale ja nie jestem katoliczką (tzn. statystycznie
        jestem, ale praktycznie od wielu lat określam się jako osoba niewierząca).
    • gso Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 18.09.03, 14:59
      Wydaje mi się, że nawet niegdysiejsi entuzjaści wprowadzenia religii do szkół
      widzą ujemne strony tego rozwiązania. Obowiazek szkolny jest, jak sama nazwa
      wskazuje obowiązkiem, choć oczywiście uczęszczanie na lekcje religii jest
      dobrowolne a fakt nieuczestniczenia nie spotyka się obecnie z jakąkolwiek
      dezaprobatą otoczenia. Dla mnie, jako dziecka, lekcje religii były czystą
      przyjemnością, wątpię czy byłby to mozliwe w szkole, pomiędzy lekcją chemii a
      wf.
      • cala2 Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 18.09.03, 15:36
        Tak jak pisalam w watku o „Religii w przedszkolu” w SP chodzilam na religie do
        parafii a w liceum religia była już w szkole. Dokad zajecia odbywaly sie w
        parafii były prowadzone przez siostre zakonna (ktorea pamietam do dzis!!) i
        były naprawde swietne, siostra przychodzila na zajecia z gitara, spiewalismy,
        rozmawialismy, nie były to zajecia sztuczne z przewidziana kazda minuta, były
        spontaniczne i z checia na nie chodzilam. Natomiast religia w liceum była
        prowadzona juz przez katechete ale nawet nie pamietam go dokladnie. Nic z tych
        zajec nia pamietam szczegolnego poza tym, ze był to przedmiot jak każdy inny i
        tak byl traktowany przez mlodziez.
        Moj syn natomiast w przedszkolu mial zajecia bardzo fajnie prowadzone, milej je
        wspomina i wiecej pamieta niż z tych prowadzonych obecnie w szkole przez
        katechete. Jest to taka sucha lekcja polegajaca na odczytaniu przez rozne
        dzieci czytanki z ksiazki, rozwiazaniu zadan lub krzyzowki i to wszystko.
        Lekcje sa po prostu koszmarnie nudne, może w innych szkolach podst. wygladaja
        inaczej.
        Wg mnie religia powinna być przy parafii, może była by ciekawiej prowadzona. Na
        pewno by to mniej wygodne dla rodzicow ale może bardziej wartosciowe dla
        dziecka.
        Wczoraj przeczytalam jedno z opowiadan, które było „odczytane” przez dzieci na
        lekcji i mowiac szczerze się troszke zbulwersowalam faktem wymowy tej
        opowiastki i moralu wynikajacego z tresci. W dodatku katecheta nie rozmawial z
        dziecmi i nie tlumaczyl tresci.
        Jak mi się uda to postaram się przytoczyc tekst tego opowiadania bo być może
        przesadzam ale jestem ciekawa opinii forumowiczow co do sensu podawania akurat
        takiego a nie innego przykladu w opowiadaniu.
      • Gość: dyro Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.09.03, 00:03
        Oczywiście, że poza szkołą. Przeczytałem kilkanaście wypowiedzi. Wiele tematów
        mogę potwierdzić.
        - księża się szrogęsią? Prawda, - ale to zależy od ich kultury osobistej,
        ktorej w większości nie posiadają. Na 7 kksieży, ktorzy pracowali w mojej
        szkole tylko jeden był wysokiego lotu. Pozostali - siepacze.
        - czy ksiadz to święta krowa i wszystko mu wolno? - nie obowiazują go te
        same zasady co innych nauczycieli. Ale większość jest takich co uważa, że są
        ponad wszystko. Tych mozna usunąć dysponując niezbitym dowodem, np
        notorycznego nieodbywania lekcji, stosowania kar cielesnych itp. Szkoła
        musiwystąpić do b iskupa o ODWOŁANIE TAKIEGO KATECHETY. O ile jest to po myśli
        proboszcza, to poprze i zostanie odwołany.
        O ich wybrykach i niekompetencji pedagigicznej katechetów mozna by napisać
        pokaźną książkę.
    • Gość: ewcia Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.csfb.com 18.09.03, 17:56
      Ja mimo, ze jestem praktykujaca katoliczka, tez jestem zdania,
      ze religia powinna byc poza szkola. Wtedy nie byloby tych
      wszystkich kontrowerski i sporow. Ja nie wiem komu przeszkadzalo
      to, ze religia byla w parafiach!!
      Ja mam szczescie, bo mieszkamy w Anglii i dzieci chodza do szkoly
      katolickiej, wiec ten problem dla mnie nie istnieje, ale wiecie
      co mi sie najbardziej podoba w tej naszej szkole. To, ze owszem
      od czasu do czasu sa specjalne zajecia z religii, ale ze wiara
      i zachowanie jakie przystoi chrzescijaninowi przekazywane sa
      i na innych lekcjach i w czasie przerw i zabawy. Ale oczywiscie
      ja sama chcialam, zeby dzieci poszly do takiej, a nie innej szkoly.
      Z tym, ze do naszej szkoly chodza rowniez dzieci nie-katolicy.
      • galadren Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 20.09.03, 14:53
        Ponieważ mieszkasz w Anglii, postanowiłam Ci wyjaśnić, dlaczego religia w
        szkołach zrobiła więcej złego niż dobrego. Otóż ze względu na fakt, że nie ma
        już rejonizacji, dzieciaki chodzą do szkoły zwykle poza swoją parafią -
        zwłaszcza gimnazjaliści i starsi, więc "wypadają" ze wspólnoty parafialnej,
        która jest dla Kościoła tym, czym rodzina dla społeczeństwa - "podstawową
        komórką". Młodzi nie utożsamiają się ze swoją parafią, gdzie indziej
        odprawiają rekolekcje, kontaktują się z zupełnie innym księdzem lub całkowicie
        obcym katechetą. To jest dla Kościoła w Polsce prawdziwa tragedia - zamiast
        przyciągać młodzież do wspólnot wierzących, zrobiono wszystko, aby ich
        wyobcować . Dawniej kilkudziesięcioosobowe grupy przyparafialne, np. oaza,
        stały się niewielkimi, kilkunastoosobowymi klubikami. Zazdroszczę Ci, że
        mieszkasz w Anglii - ostatnio w tamtejszym systemie edukacji dzieje się wiele
        dobrego. Może i u nas szanowna pani minister wreszcie zostanie zastąpiona
        przez kogoś kompetentnego? Jestem marzycielką... Pozdrawiam!
    • Gość: normalna Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 5.3.1R* / *.terra.net.lb 18.09.03, 18:37

      ,,moim zdaniem religia powinna byc poza szkola. Na religie do kosciola
      chodzilam
      z przyjemnoscia, uczylam sie(...)

      Uwazam, ze wprowadzenie religii ogranicza wolnosc swiatopogladowa i nakazuje
      jeden kierunek aby byc katolikiem. Nasze spoleczenstwo jest zdewociale a uwaza
      sie za za prawdziwych katolikow.(...)

      Jestesmy w Panstwie demokratycznym i kazdy powinien miec wybor.’’

      ,,Jestem wierzącą i praktykującą katoliczką i zdecydowanie uważam, że religia
      powinna być poza szkołą. Religia jest sprawą bardzo osobistą, a jak wiadomo, to
      co narzucone - często bywa znienawidzone. A jak ktoś lubi manifestowac swoją
      religię - ma okazję właśnie przez uczęszczanie na nią poza szkołą. ,,

      ,,Jako zwolennik tolerancji i traktowania praktyk religijnych jako prawa do
      wyboru każdego człowieka, tak jakoś mi się zdaje (intuicyjnie), że bardziej by
      pasowało aby religia była uczona w Kościele’’

      ,, Jezeli religia w szkole to tylko pt"religie swiata", zeby dzieci wiedzialy
      czym
      sie od siebie roznia, w czym sa podobne - taka ciekawostka kulturowa.’

      ,, ja też przeszłam okres buntu, kiedy wprowadzono religię do mojej szkoły
      uważałam , że krzyż nie powinien wisieć w sali lekcyjnej, gdzie podczas
      chwilowej nieobecności nauczyciela 30ścioro rozszalałych nastolatków daje upust
      swojej energii
      w kościele była cała otoczka, która jest nie do uzyskania w szkolnej ławce
      atmosfera jaka panuje w kościele, czy w salce katechetycznej, to coś czego
      nasze dzieci juz nie doświadczą’’

      =========

      Chcialabym sie podpisac pod fragmentami powyzszych wypowiedzi. Wprowadzenie
      religii do szkol, powieszenie krzyzy w szkolach byloposunieciem, ktore
      wyrzadzilo najwiecej szkody samej religii.

      Mam prawie 50 lat ale wciaz pamietam atmosfere panujaca na lekcjach religii w
      pobliskim kosciolku obok liceum, ksiedza, ktory nauczyl mnie, o dziwo!,
      tolerancji i filozoficznego stosunku do zycia, jego rzucane nam do przemyslenia
      mysli, ktore kielkowaly potem przez wiele lat w mojej glowie... To byly lekcje,
      na ktore szlam z wlasnej woli, chetnie. czekalam na nie.
      ========
      • camel_3d Re: Poza szkołą, na koszt zainteresowanych. 18.09.03, 22:49
        Gość portalu: tempus napisał(a):

        > Nauczanie katolicyzmu w szkołach publicznych, za państwowe pieniądze kłóci
        się
        > ze świeckim (teoretycznie smile) charakterem naszego państwa. W tym nieszczęsnym
        > kraju brakuje pieniędzy na leczenie i dożywianie dzieci, ale na robienie z
        > nich katolików pieniądze są...


        Ja bym powiedzial, ze swiecki charakter naszego panstwa to czysa, niczym nie
        zmacona teoria. Praktyka jest nieco inna...
    • praktycznyprzewodnik Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 18.09.03, 23:19
      A ja pamietam czasy, gdy religia była w szkole, to było dawno temu, bo miałam 7
      lat. W drugiej juz mieliśmy w parafii. I wspominam to jako horror, bo w kościle
      nie było warunków na nic innego jak siedzenie w koscielnych ławkach w
      płaszczach i trzesieniesie z zimna przez około 3o minut. Nawet nie bardzo jak
      było zapisac w zeszycie cokolwiek, a religia polegała na powtarzaniu do
      znudzenia katechizmu. Bardzo szybko sie zbuntowałam i przstałam na te religię
      chodzić. "Nic mi to nie dawało"... Nie znajdowałam odpowiedzi na nurtujące mnie
      pytania.Poziom tych zajec był żenujący.
      W LO - poszłam do prywatnego liceum katolickiego, co w latach siedemdziesiątych
      było ewenementem, mielismy religie dwa razy w tygodniu w planie zajęc. Bardzo
      wiele sie nauczyłam, spragniona byłam głównie wiedzy a nie przeżyc duchowych.
      Moja najstarsza córka poszła na religie do parafii - to był koszmar, to
      odprowadzanie i przyprowadzanie jej po ciemku, miała 7 lat, a ja dwoje małych
      dzieci w domu.Lekcje odbywały się w salce przy kosciele, gdzie nie było(i dalej
      nie ma ) ani szatni ani toalety. Starsze dzieci uczestniczyły w katechizacji
      niezbyt systematycznie (mimo deklarowanych checi, nie zawsze były w stanie na
      lekcję dotrzeć).
      Odetchnełam z ulgą, gdy zorganizowano religię w szkole.
      To prawda, ze straciła ona charakter przezycia "sacrum", ale na pewno dzieci
      uczą sie w bardziej higienicznych (przed południem) warunkach. I sa dożo
      wieksze mozliwosci metodyczne. Szansa na to,ze wiedza religijna dzieci będzie
      wieksza są znaczne. W klasach młodzszych religii ucza osoby przygotowane
      merytorycznie i ze znajomością metodyki. W gimnazjum jest oczywiscie trudniej,
      ale to wcale nie przekresla sensu tych zajęć. Te lekcje sa po prostu inne niż
      przywykło pokolenie rodziców dzisiejszych katechizowanych.
      W kosciołach nadal organizowane jest bezposrednie przygotowanie do sakramentów
      i inne nieformalne zajęcia religijne (młodsza córka spiewa z zapałem w chórku)
      dla chętnych.
      • Gość: Weller Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.lubin.dialog.net.pl 19.09.03, 13:22
        Jak najbadziej popieram Cię! Niestety, jak zuważyłem przeczytając wcześniejsze
        posty forumowiczów, piszą oni o wprowadzeniu religii do szkół nie pamiętając z
        historii, że religia był już wcześniej obecna w szkole, były krzyże w salach
        itp.. Wtedy nikogo to nie raziło, nie było pretensji bo cały NARÓD był bardziej
        wierzący i przez duże W. NIehtórzy forumowicze piszą jestem wierzący/a, lecz
        niepraktykująca, co to znaczy. Takiego pojęcia nie ma. Albo się jest człowiekim
        wierzącym, a co za tym idzie świdczy się swoim żyiem o swokjej wierze, albo
        jest się nie wierzącym - atetistą. Pojęcia pośredniego nie ma. Wiara człowieka
        uzewnętrznia się w czynah, gestach itp., człowiek nie praktykujący nie
        uzewnętrznia swojej wiary, więc tak jakby jej po prostu nie miał. Smutna to
        rzeczywistość współczesnej Rzeczypospolitej, która niegdyś przed dziesiątkami
        lat zawierzała Naród Bogu. A teraz słyszymy głosy, że wiara to przywatna
        sprawa. Owszem w pewnym sensie się ztym zgodzę, że prywatna, ale spójrzmy na
        Kościół wczesnochrześcijański. Tam wierzący wspólnie się gromadzili, podobnie
        jak my współcześnie na modlitwie, Eucharystii. Będąc we wspólnocie nie ma tam
        czegoś takiego jak prywata, wszyscy stają się jedną Rodziną. Ale w naszym
        współczesnym swiecie upadł autorytet rodziny, wspólnotowy charakter życia
        społecznego. Stąd ludzie alienują się od drugich, budują sobie domy, odgradzają
        je wielkimi murami i chcą także aby nikt w ich życie nie zaglądał. W Kościele
        się tak nieda, tam są konkretne wymagania. No i trzeba się spowiadać ze swoich
        grzechów, a to jest według niektórych atak na ich prywatność. Reasumując
        dziesiejsze społeczeńswto poprzez wpływ zachodnie mocno odhodzi od wiary, co
        jest smutne i z całą pewnością martwiło by naszych przodków, którzy walczyli o
        WOLNĄ POLSKĘ, a ich walka poprzedzona była Modlitwą. To też o czymś świadczy!
        Także drodzy forumowicze zachęcam sięgnąć do historii i odświeżyć pamięć, bo
        religia nie jest wprowadzana do szkół, tylko powraca tam gdzie wcześniej była,
        a która nie pasowała komunistycznym rządom.
        Pozdrawiam
        Weller
    • svsv Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 18.09.03, 23:52
      etyka albo religioznastwo
      zresztą co za różnica
      mam w szkole religie i mogę powiedzieć że dla nas uczniów jest to coś jak długa
      przerwa
      można odespać wczorajszy melanż albo spisać lekcje
      a ksiądz coś tam mówi w tle
      • kathy38 Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 19.09.03, 08:54
        svsv napisała:

        > etyka albo religioznastwo
        > zresztą co za różnica
        > mam w szkole religie i mogę powiedzieć że dla nas uczniów jest to coś jak
        długa
        >
        > przerwa
        > można odespać wczorajszy melanż albo spisać lekcje
        > a ksiądz coś tam mówi w tle


        I to jest chyba najważniejszy głos w tej dyskusji - głos z tamtej strony. My -
        dorośli się spieramy o miejsce religii a tak ją odbierają dzieci.

        --
        Życie jest poszukiwaniem właściwej sygnaturki.
        • kalamburka_89 Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 19.09.03, 10:25
          No to skoro głos "z tamtej strony" jest najważniejszy, to może ja też się
          wypowiem. Mnie sprawy religijne interesują, ale mam własne wątpliwości, które
          chciałabym rozstrzygnąć. Tylko że niestety każda próba moja, albo
          kolegi/koleżanki z klasy rozpoczęcia dyskusji na temat który nas nurtuje kończy
          się stwierdzeniem: jesteście jeszcze za młodzi, albo: kiedyś to zrozumiecie.
          Tylko że to akurat nie zależy od tego gdzie odbywa się religia, ale od
          katechety. Szczerze mówiąc gdyby w kościele odbywały się takie lekcje jak w
          szkole to nie chciałoby mi się na nie chodzić. Do szkoły rzeczywiście pasowałby
          przedmiot pt. religioznawstwo, ale prowadzony przez nauczyciela, który nie boi
          się dyskutować, nawet z takimi smarkaczami, którzy jeszcze nic nie rozumieją.
          --
          KALAMBURKA
          Cóż ja poradzę, że jestem ładna, fotogeniczna i taka zgrabna, cóż ja poradzę,
          że talent mam i więcej seksu od innych pań, ta r a r a r ar a... wink
    • Gość: Ginny Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 81.15.254.* 19.09.03, 10:02
      W zerówce jeszcze chodziłam na religię do salki katechetycznej przy kościele, a
      od mojej pierwszej klasy szkoły podstawowej przeniesiono ją do szkół: i tak
      przez 12 lat... Religa w szkole jest pomysłem fatalnym. Chodzą na nie z reguły
      wszystkie dzieci (w podstawówce; w liceum już nie), bo nie mają co ze sobą
      zrobić. Połowa nie jest w najmniejszym stopniu zainteresowana, gada, wyśmiewa
      sie, przeszkadza. Ksiądz nie umie nad tym zapanować i sprawdza, czy ktos
      odrobił pracę domową. Tak pamiętam lekcje religii w SP> Koszmar, który nic nie
      wniósł do mego życia duchowego. Myślę, że gdyby na religię trzeba było
      specjalnie pofatygować się do kościoła, przyvchodziłyby tylko osoby, które tego
      chcą - i można byłoby z tych zajęć skorzystać w pełni.
      • Gość: maika7 do praktycznyprzewodnik i innych IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 10:17
        a jestem "pośrednia". Nie pamiętam czasów kiedy religia była w szkole,
        natomiast chodziłam na religię (od przedszkola!!! co w latach przełomu 60/70
        też było ewenementem) w parafii (a nawet kilku, bo się przeprowadzaliśmy).
        Wszędzie było to zorganizowane tak, że nie było problemu. Poziom nauczania był
        różny. Katechetkę przedszkolną (duże miasto) wspominam ciepło, księdza (male
        miasteczko na Mazurach) nie pamiętam (czyli był bezbarwny...), księdza
        proboszcza (wróciliśmy do tego samego dużego miasta) sympatycznie, siostrę
        zakonną z innej parafii w tym dużym mieście (znów się ptrzeprowadziliśmy...)
        bardzo sympatycznie, potem jeszcze kilku katachetów (różnych), potem krąg
        oazowy... A potem odejście...
        Nie przeżyłam religii w szkole na własnej skórze i jest to jednym z powodów
        utworzenia tego wątku. Drugi (ważniejszy) powód, to to, że chciałabym wiedziec
        jakie są opinie na ten temat po wielu latach funkcjonowania tego systemu
        nauczania.

        Zależy mi bardzo na odczuciach tych, którzy się uczyli lub uczą religii w
        szkole. Zdanie rodziców też jest dla mnie ważne, ale chodzi mi głównie o
        odpowiedź na pytanie (czy moja wiara zyskała na religii w szkole czy był to
        cenny czas, czy stracony). I wiem, że nie będzie "jednolicie", bo najwięcej
        zależy chyba nie od organizacji zajęć, tylko od ludzi, jakich spotykamy na
        swojej drodze, i tego, co mają nam do przekazania.

        Nie polemizuję z prawem rodziców do zajęć religijnych w publicznej szkole (to
        jest inna sprawa) tylko zastanawiam, się jak to prawo funkcjonuje w praktyce.
        Mój podatek idzie na opłacenie jednego katechety dla jednego dziecka i nie wiem
        na co w przypadku drugiego...
        A to drugie dziecko ma np. na początku roku szkolnego w ramach zajęć lekcyjnych
        w publicznej świeckiej szkole mszę... W ten dzień dziecko wstaje o 6-stej rano,
        jest dowożone gimbusem 9 km do gimnazjum, ma pierwszą lekcję, potem jest
        wspomniana msza, potem jeszcze jedna lekcja i powrót. Buntuję się przeciwko
        takiemu funkcjonowaniu prawa do manifestowania swoich odczuć religijnych...


        maika7
        • maika7 Re: do cala2 19.09.03, 10:28
          To jeszcze raz ja. Doszukałam sie opowiadania, które cię poruszło.
          Wklej je moze w ten wątek też???
          Przeczytałam je i wrócę do niego później. Posłając moje dzieci na religię bałam
          się właśnie takiej indoktrynacji (bo tak to nazywam).
          M.
    • xkropka Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 19.09.03, 13:13
      Ja zaczynalam uczyc sie religii przy parafii (akurat byla dobra infrastruktura,
      bo lekcje odbywaly sie w specjalnych salach w nowowybudowanym budynku
      klasztornym) i bardzo sobie chwalilam takie specjalne podejscie do tego tematu.
      Natomiast na lekcjach ogolniaku ksiadz nie potrafil sobie dac z nami rady,
      doszlo do tego, ze zawarlismy poloficjalna umowe - 30 min. katechezy, a reszta
      na odrabianie lekcji, a i to nie bylo przestrzegane.
      Jakis czas temu rozmawialam z zaprzyjaznionym ksiedzem, ktory sam stwierdzil,
      ze coraz czesciej w kregach duchownych wprowadzenie religii do szkol okresla
      sie jako bledne - spowodowalo to przede wszystkim oslabienie zwiazku mlodziezy
      i dzieci z parafia, a w konsekwencji z calym Kosciolem. Stad wlasnie wziely sie
      np. te wszyskie zajecia przygotowujace do bierzmowania, ktore odbywaja sie jako
      dodatkowe przy parafiach. Tylko, ze mlodziez chodzi na nie wlasciwie tylko po
      to, by nie miec pozniej problemow z zawarciem slubu koscielnego, a na
      odbudowanie wiezi w wspolnocie parafialnej i wieksze zaangazowanie w jej zycie
      jest juz zdecydowanie za pozno.
    • miaua Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 19.09.03, 13:40
      Jak najbardziej poza szkołą. Wiara to osobista sprawa każdego człowieka i nie
      powinna byc narzucona, nie powinna byc obowiązkiem. Co z tego, ze mozna było
      zreezygnowac w szkole z religii, skoro w zamian za nia nie było zadnego innego
      przedmiotu? A jak nie było, to trzeba było na nia chodzic! A to już jest
      łamianie prawa do wolności wyznania...
      • Gość: maika7 Do Weller i do kalamburka_89 IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 14:37
        Do Weller:
        Słaba byłam z historii, to fakt, ale moja mama chodziła do szkoły z dzićmi
        żydowskimi. Na południu Polski (dopóki ich nie wysiedliliśmy po wojnie)
        mieszkali prawosławni Łemkowie, jeżdżąc po Polce natykam się na zniszczone
        cmentarze żydowskie, ewangeliczne, prawosławne, że nie wspomnę o muzułmanach na
        północnym wschodzie (sorry, nie pamiętam od kiedy) i starowiercach na
        Suwalszczyźnie. Przed wojną nie byliśmy narodem jednolitym i po wojnie nie
        jesteśmy.

        Wprowadzenie religii do szkół nie rozwiązuje problemu religijności lub
        niereligijności narodu.

        Do kalamburka_89
        Uważam, że właśnie wtedy, kiedy kształtuje się wiara (całe dzieciństwo, wiek
        szkolny) właśnie najistotniejsze jest odpowiadanie na pytania (przede wszystkim
        te trudne i budzące wątpliwości), bo odsuwając pytania na potem nie rozwiewamy
        wątpliwości, ale je potęgujemy. Mam dobre doświadczenia z katechetami z zakonu
        franciszkanów i benedyktynów. Kiedyś mi pomogli "poustawiać" sobie świat.
    • Gość: Praktycznyprzewodn Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 80.51.242.* 19.09.03, 18:54
      Bo cały problem polega - powtrarzam - na przekonaniu, ze szkolne lekcje religii
      powinny być podobne do katechezy parafialnej. Po prostu, my rodzice, pamietamy
      taką, i nie wyobrazamy sobie innej.
      A polaska katecheza parafialna lat sześćdziesiątych to zenująco prymitywne
      lekcje katechizmu.Lekcje dla dzieci starszych i młodzieży były to róznego typu
      spotkania przyparafialne, nie dawały one żadnej WIEDZY religijnej, bo były
      prowadzone metodą zwaną liturgiczno-sakramentaln.a. Metoda ta zakłada, ze
      kształtowanie wiry odbywa sie poprzez uczstnictwo w liturgii i sakramentach.
      Przy okazji katechizowany zdobywa też pewną religijną wiedzę, z reguły
      fragmentaryczną i nieuporzadkowaną. Nie było studiów katechetycznych, gdzie
      osoby uczace religii (nawet jesli były to siostry zakonne) mogłyby poznac
      metodyke, dydatktyke, psychologię... księza w seminarium także nie uczyli sie
      nowoczesnej katechetyki i technik ewangelizacyjnych.
      Dopiero w latach siedemdziesiątych, po soborze coś się ruszyło - ale to była
      kropla w morzu potrzeb. Kto chodził na religie w wiekszych miasatch zapewne
      uczony był przez osoby przygotowane do zawodu. Na wsi - pani organiscina jak
      dawniej recytowanki z katechizmu urzadzała, a potem do zeszytu kazała zapisać
      ogłoszenia parafialne.
      Z wolna powstała katecheza antropologiczn, kerygmatyczna i wiele innych
      ciekawych nurtów.Wystarczy wystuka c sobie KATECHETA na wyszukiwarce. Z
      przyjemnościa obserwuję lekcje religii w szkole podstawowej u najmłodszego
      synka, to jest naprawdze ciekawe !! I super prowadzone pod wzgledem metodycznym
      (masa nowoczesnych pomocy, metody aktywizujące....). Jesli rodzice narzekają,
      to chyba dlatego, ze nie widzieli nigdy lekcji w zimnej, śmierdzącej plesnią
      lekcji w salce przy kosciele.

      • Gość: maika7 Do praktycznyprzew... IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:30
        Mam dwa pytania do ostatniego listu:
        1. Jeśli teraz jest tak nowocześnie (świetnie, że i takie są doświadczenia), to
        dlaczego ci, którzy się wypowiadają powyżej o swojej edukacji są
        niezadowoleni?? Większość są to ludzie młodzi i mówią o czasach dzisiejszych i
        nie mają porównania z czasami dawnymi (chyba tylko Ty (jeśli można?), Weller i
        ja pamiętamy lata 70-te i poniżej). Czyli mówią o swoich osobistych
        współczesnych odczuciach na temat religii w szkole. Dlaczego mówią o
        katechetach unikających pytań, o nudnych lekcjach itp??
        2. Doświadczenia nasze są różne (ta moja katechetka z przedszkola to była
        przedwojenna, wykształcona pani, ciepła, serdeczna i lubiła to co robiła, nie
        umiem teraz ocenić jak uczyła - ale pozostała pozytywnie we mnie). I myślę, że
        doświadczenia młodzieży współcześnie uczącej się religii też mogą się
        diametralnie różnić. Myślę, że z katechetami jest jak z nauczycielami - są
        wykształceni, a jak niektórzy dali nam w szkole "popalić".
        • praktycznyprzewodnik Re: Do praktycznyprzew... 20.09.03, 08:58
          Na pewno moze być swietniej, nie przeczę. To samo można powiedziec o matodyce
          kazdego przedmiotu. Chodzi mi o to, ze uruchomiono studia katechetyczne, które
          przygotowały specjalistyczne kady katechetów. I nauka religii bynajmniej nie
          jest taka nudna piłą, jak pamiętam sama z dzieciństwa.

          Młodzież, która w latach osiemdziesiątych chodziła na religie w parafii miała
          sznse przeżyć cos szczególnego. Były to lata wielkiego ozywienia polityczno-
          społecznego,zapewne katecheza grup młodziezowych zaspokajała rozmaite
          niekoniecznie duchowe potrzeby uczestników. A chodzenie na te zajecia było
          swoistą deklaracją swiatopoglądową. Czy na tych zajęciach zajmowano sie
          katechezą czy omawiano bieżace wydarzenia polityczne, nie wiem. Zgadzam się, ze
          mogło byc ciekawie,ale czy to na pewno była lekcja religii ?

          Katecheci i młodzież a nawet rodzice, nie mówiąc juz o dyrekcji szkół,
          usłyszawszy z dnia na dzien, ze od 1 wrzesnia religia w szkole byli zaskoczeni
          i przezyli wiele frustracji.
          Katecheci - nie byli przygotowani do pracy w szkole. Metody jakie wypracowała
          sobia katecheza parafialna nie sprawdzały sie w szkole i trzeba było
          przynajmniej kilku lat, by ustalić, ze jednak nie "katecheza szkolna",
          ae "szkolna lekcja religii" . Tj. nacisk głównie na wiedzę, wiary , a tym
          bardziej wtajemniczenia liturgicznego w warunkach klasy szkolnej kształtować
          sie nie da.
          Czy to dobrze ? Czy to źle ? Nie wiem. Jest po prostu INACZEJ i to jest szansa
          dla wszystkich zainteresowanych, o ile nie będą sztywno trzymac sie "jedynego
          słusznego modelu katechezy liturgicznej", skoncza z biadaniem , ze było
          swietnie (nieprawda - nie było !) a jest fatalnie (nieprawda - nie jest!).

          Spory problem, to młodzież gimnazjalna i licealna, która pojawia sie na religii
          niejako z rozpedu, z ciekawosci.
          1. Na religie przychodza takze niewierzacy, poszukujący. A więc mamy do
          czynienia z mieszanką uczestników o róznych potrzebach duchowych i
          intelektualnych (co dla jednego oczywiste i go znudzi, innego zadziwi; co
          jednego zaciekawi, innemu wyda sie trudne, zawikłane i "jakies głupie").
          Szkolne lekcje religii nie mogą ( a nierzadko z założenia są takimi) spełniac
          zadania zajec przygotowujących do sakramentów, bo na takich zajeciach
          zakłada się wiarę, chec uczestnictwa w czynnosciach liturgicznych itp., ale
          porzadkowac i uzupełniac wiedzę religijna wyniesioną z domu, programów
          polskiego, historii...
          2. Problemem jest, szczególnie w gimnazjum, dyscyplina na lekcjach. To wiek
          przekory i załamania wartosci i autorytetów. Dokazywanie na religii jest dla
          dzieci w tym wieku forma podkreslania autonomii pogladów, a nawet jakims moze
          wołaniem o pomoc...
          Katecheta musi być twardy, nie dać się "zjeść w kaszy" dzieciakom i rodzicom.
          A jesli jest gwałtownie krytykowany - cieszyc się. Widocznie lekcje religii to
          wazny temat, a osoba jego, jakkolwiek zapamietana - jest osoba znaczaca w
          zyciu młodzieży.
          Nie słyszałam, zeby ktos gorąco dyskutował o zasadności nauczania astronomii w
          szkołach i kwalifikacjach odnosnych wykładówców.
      • tempus Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 21.09.03, 22:27
        Gość portalu: Praktycznyprzewodn napisał(a):

        > Bo cały problem polega - powtrarzam - na przekonaniu, ze szkolne lekcje
        religii
        >
        > powinny być podobne do katechezy parafialnej. Po prostu, my rodzice,
        pamietamy
        > taką, i nie wyobrazamy sobie innej.... (skróciłem)

        Mylisz się to nie cały problem. Owszem sposób prowadzenia zajęć zapewne ma
        znaczenia, ale głównie chodzi o to że w szkołach państwowych wg. niektórych
        osób (także mnie) nie powinno być nauki jednej, jedynie "słusznej" religii.
        Zamiast tego (wg. tych osób) powinno być religioznawstwo lub etyka.
    • Gość: Weller Re: religia w szkole czy poza szkołą? DoTempusa. IP: *.daminet.pl 19.09.03, 22:29
      Witam!
      Na wstępie przepraszam za błedy w poprzednim poście, miałem trochę problemów z
      kompem.
      Wracając do sprawy Tempusie, coś chyba dawno byłeś w szkole bo twierdzisz, że
      podatki idą na kształcenie katolików. Czy nie widzisz, że tak samo kształci
      się matematyków, fizyków, polonistów, chemików, a także tych, których w pewien
      sposób nie da się kształcić, gdyż swoim zachowaniem świadczą inaczej. Podatki
      w takim wypadku idą na wszystkich uczących się, czy to katolik, czy to
      protestant, czy to prawosławny lub ateista. Na każego z nich idą te podatki.
      Zauważ także w swoim krótkowzrocznym horyzoncie, że Kościół nie jest
      utrzymywany przez państwo, tylko przez wiernych, a szkoła jako miejsce
      publiczne, udostępnione całemu społeczeństwu, (a w pewien sposób nakazane,
      przez obowiązek kształcenia, który ma zapobiegać analfabetyzmowi
      społeczeństwa) jest utrzymywana przez państwo. Zarówno podatki wierzącego, jak
      i nie wierzącego są w pewnej częsci przeznaczane na szkolnictwo. Ja jako osoba
      wierząca nie mam nic przeciwko temu, że z moich podatków opłacone są zajęcia
      ateistów takie jak etyka. To, że część szkół przeprowadza marne te lekcje, to
      nie moja wina, a mój podatek i tak na to idzie. Skoro nie chcesz marnować
      swojego podatku, proponuję zrobić specjalność pedagogiczną o kierunku etyka i
      iść do szkoły jej uczyć, a nie tylko wytykać Kościołowi, że religia powróciła,
      zaznaczam powróciła, a nie została wprowadzona do szkoły. Wówczas będziesz
      wiedział, że Twoje podatki idą na Twoje nauczanie etyki, tak samo jak na
      nauczanie religii. A od Ciebie i Twojego sposobu nauczania zależeć będzie, czy
      będą to zmarnowane podatki, czy słusznie wykorzystane. Twoje i moje podatki
      idą także, na utrzymanie złodziei, gwałcicieli i wszelkich przestępców
      przebywających w zakładach karnych i poprawczych. Tych ludzi nie obchodzili
      inni, ich los, ich bezpieczeństwo. Siedzą sobie teraz w cieplutkich celach z
      telewizorkiem, codziennym prysznicem, posiłkiem, jakiego niektórzy w domu nie
      mają itp. I co? Tu już nie ma problemu? Podatki powinny być przekazywane, bo
      przecież trzeba im pomóc powrócić na dobrą drogę, z której przecież sami
      dobrowolnie zeszli. A co takiego złego robi Kościół religią w szkole, że się
      jej tak sprzeciwiasz. Czy wychowuje do bycia przestępcami? Kończę już ten post
      i proponuję Ci abyś głębiej wniknął w strukturę przekazywania podatków, a
      wówczas zobaczysz, że jest tysiące innych, bardziej błachych rzeczy na które
      są one przeznaczane i z całą pewnością to nie religia w szkole odbiera
      fundusze na leczenie i pomoc innym, co zresztą Kościół poprzez m.in. Caritas
      samodzielnie czyni!
      Pozdrawiam
      Weller
      • Gość: tempus Do Wellera IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:13
        O błędy się nie martw, nikt rozsądny na to nie zwraca uwagi, taka jest
        netykieta.

        > Czy nie widzisz, że tak samo kształci
        > się matematyków, fizyków, polonistów, chemików...

        widzę, ale Ty nie widzisz, że jest to obowiązkiem konstytucyjnym państwa.
        Natomiast kształcenie obywateli na Katolików, protestantów, buddystów itp. nie
        jest obowiązkiem państwa. Państwo świeckie nie powinno wyróżniać ŻADNEGO
        wyznania!!! A w polsce finansuje nauki watykańskie, pensje kisięży w policji,
        wojsku, dwie uczelnie katolickie i tzw. pielgrzymki papieża. Aby być
        obywatelem świata trzeba mieć wiedzę z zakresu matematyki, fizyki, chemii,
        jęz. obcych i ewentualnie RELIGIOZNAWSTWA a nie religii katolickiej!

        Finansowanie więzień jest obowiązkiem państwa. Nie stworzono na razie innego
        systemu karania lub izolowania przestępców. A finansowanie nauk rzymsko-
        katolickich powinno być obowiązkiem Kościoła Rzymsko-Katolickiego lub osób
        zainteresowanych.

        Religia w szkole nie odbiera pieniędzy na leczenie i dożywianie dzieci?! Jest
        finansowana przez Marsjan smile))? Co do pozostałych Twoich wątpliwości, to
        poczytaj inne posty...
        • praktycznyprzewodnik Re: Do Wellera 20.09.03, 09:07
          Z ostatniej chwili: "Nauczycieli publicznychszkół francuskich zobowiazano do
          głebszego poznania religii. Otarto w Paryzu Osrodek Nauk o Religii ( z
          inicjatywy Jacka Langa - socjalisty) Lang: chodzi o przezwyciężenie uprzedzen
          i stereotypów wobec tego co religijne w szkołach. Nalezy dokonac rozróznienia
          pomiedzy religia jako "przedmiotem kultu" i religią jako "przdmiotem kultury" i
          nie mieszac katechezy z informacja o religii. Nauczyciele w ramach podnoszenia
          kwalifikacji mają zgłebiać wiedze konieczna do nauczania przedmiotu
          (sciezki) "Filozofia i historia religii"
          Le Figaro Magazine 12 kwietnia 2003

          Francja jest jedynym w Europie Zachodniej panstwem, w którym nie ma w szkołach
          publicznych lekcji religii. Można je organizowac w szkołach prywatnych. dzieci
          chodzące do szkół panstwowych mają wolny dzień ( czwartek) od szkoły, by móc
          udac sie tam, gdzie przewidziano na lekcje religii swojego wyznania.
            • Gość: abcd Re: Do Wellera IP: 80.51.242.* 21.09.03, 08:18
              Jaki sens miałoby nauczanie dzieci o religiach swaita. Podstawa programowa
              wyraznie mówi, ze program szkoły na odpowiadac na potrzeby lokalnej
              społeczności. Małe dzieciaki w podstawówce musza poznac zagadnienia związane z
              własną religią (czy - powiedzmy szerzej - z religia wyznawaną powszechnie w
              ich otoczenia), to jest prosta zasada metodyki. A dalej w gimnazjum, na religii
              ( przejrzyj podręczniki chocby ks. Tomasika)uczą ssie o zagadnieniach
              ekumenizmu chrzescijańskiego, chrystologii, eklezjologii, o judaitycznych
              korzeniach Koscioła. Bo ich horyzonty są juz szersze i potrafią zrozumiec
              pewne niuanse teologii. W LO mówia o buddyzmie, islamie, oczywiście z punktu
              widzenia katolików - ale jest to wreszcie katechizacja a nie religioznawstwo.
              Ale prowadzący bierze pod uwagę, ze ma na lekcji osoby niewierzace lub nawet
              innych religii
        • Gość: Weller Re: Do Temp. IP: *.lubin.dialog.net.pl 20.09.03, 10:29
          Witam!
          Z tego co czytam w Twoim poście, to próbujesz wszystko podciągnąć i patrzeć na
          całe sprawy z perspektywy obowiązku państwa. Może i słusznie?! Tylko zwróc
          także uwagę na to, że powrót religii do szkoły także nie wziął się z Marsa,
          tylko rząd RP tak postanowił,że religia ma powrócić do sal szkolnych, tak jak
          to było w przeszłości. Kościół, nie wiem czy o tym wiesz, także płaci podatek i
          jest on w takim samym stopniu przeznaczany na naukę wierzących, jak i nie.
          Kościół prowadzi także różne szkoły i uczelnie, które są utrzymywane przez
          Niego i nie kształcą tam się tylko Katolicy - np. KUL. Oprócz tego Kościół
          organizuje bardzo dużo akcji przeróżnej pomocy dla najuboższych rodzin ze swej
          parafii. Są to m.in. paczki żywnośiowe, wyprawki do szkoły, organizacje
          stołówek społecznych dla bezdomnych itp. Widać z tego wyraźnie, że mimo iż
          Kościół płaci swój podatek, tak jak prawo tego wymaga, dosterzega On
          niewystarczalność tychże środków podatkowych na pomoc społeczną i sam z własnej
          inicjatywy organizuje pomoc dodatkową. A TY? Kiedy pomogłeś komuś tak z własnej
          inicjatywy poza normą podatkową, czyli obowiązkiem każdego obwatela wobec
          państwa? Widzisz. Stare powiedzenie się sprawdza: drzazgę dostrzegasz u innego,
          a belki u siebie nie widzisz.
          Pozdrawiam
          Weller

          P.S.
          Co do tego religioznawstwa, to u mnie religia nie była ksenofobiczna i
          normalnie rozmawialiśmy o innych wyznaniach i religiach, także o sektach. Nie
          były to rozmowy idealizujące Katolicyzm, tylko ogólno poglądowe. Miały one na
          celu ukazanie wielości religii. Nie wiem jak jest gdzie indziej. A co
          doczytania innych postów, to zadanie odrobiłem i lekturkę przeczytałem. Co
          prawda niczym mnie nie zaskoczyła, bo widząc tutejsze Twoje poglądy domyślałem
          się jakie będą tamte. Zadziwia jednak jeden fakt, gdyż nie mogłem pominąć
          innych postów, które odnosiły się do Ciebie, czy do tematu tamtych forum.
          Bardzo szybko z nich znikałeś gdy pisał do Ciebie "Dziczu". Dlaczego? Czyżby
          brak argumentów Cię do tego zmuszał, a rzeczowość postów wspomnianego "Dzicza"
          zniechęcała?
          Jeszcze raz pozdrawiam i miłego dnia wszystkim!!!!!!!!
          Weller
          • tempus Re: Do Temp. 21.09.03, 22:48
            Gość portalu: Weller napisał(a):

            > Witam!
            > Z tego co czytam w Twoim poście, to próbujesz wszystko podciągnąć i patrzeć
            na
            > całe sprawy z perspektywy obowiązku państwa. Może i słusznie?! Tylko zwróc
            > także uwagę na to, że powrót religii do szkoły także nie wziął się z Marsa,
            > tylko rząd RP tak postanowił,że religia ma powrócić do sal szkolnych, tak
            jak
            > to było w przeszłości.

            To marny argument. W przeszłóści była też inkwizycja ("święta"smile). To znaczy,
            że mamy do niej wrócić?

            Kościół, nie wiem czy o tym wiesz, także płaci podatek i
            >
            > jest on w takim samym stopniu przeznaczany na naukę wierzących, jak i nie.

            A skąd bierze forsęna ten podatek?

            > Kościół prowadzi także różne szkoły i uczelnie, które są utrzymywane przez
            > Niego i nie kształcą tam się tylko Katolicy - np. KUL. Oprócz tego Kościół
            > organizuje bardzo dużo akcji przeróżnej pomocy dla najuboższych rodzin ze
            swej
            > parafii. Są to m.in. paczki żywnośiowe, wyprawki do szkoły, organizacje
            > stołówek społecznych dla bezdomnych itp. Widać z tego wyraźnie, że mimo iż
            > Kościół płaci swój podatek, tak jak prawo tego wymaga, dosterzega On
            > niewystarczalność tychże środków podatkowych na pomoc społeczną i sam z
            własnej
            >
            Pochwalam pomoc ludziom. Czy ja kiedyś pisałem, że Kościół Kat. nikomu nie
            pomaga? Ale jest bardzo dużo organizacji spoza KK które też pomagają.

            > inicjatywy organizuje pomoc dodatkową. A TY? Kiedy pomogłeś komuś tak z
            własnej
            >
            > inicjatywy poza normą podatkową, czyli obowiązkiem każdego obwatela wobec
            > państwa? Widzisz. Stare powiedzenie się sprawdza: drzazgę dostrzegasz u
            innego,
            >
            > a belki u siebie nie widzisz.
            > Pozdrawiam
            > Weller

            Nie bój się, nie raz pomagałem. I nie raz pomogę. (małymi kwotami - w miarę
            moich możliwości).


            > P.S.
            > Co do tego religioznawstwa, to u mnie religia nie była ksenofobiczna i
            > normalnie rozmawialiśmy o innych wyznaniach i religiach, także o sektach.
            Nie
            > były to rozmowy idealizujące Katolicyzm, tylko ogólno poglądowe. Miały one
            na
            > celu ukazanie wielości religii. Nie wiem jak jest gdzie indziej. A co
            > doczytania innych postów, to zadanie odrobiłem i lekturkę przeczytałem. Co
            > prawda niczym mnie nie zaskoczyła, bo widząc tutejsze Twoje poglądy
            domyślałem
            > się jakie będą tamte.

            Wiem, wiem. Zawsze gdy się atakuje KK są obrońcy którzy twierdzą że nie ma
            momopolu tej organizacji i wszystko jest OK!

            Zadziwia jednak jeden fakt, gdyż nie mogłem pominąć
            > innych postów, które odnosiły się do Ciebie, czy do tematu tamtych forum.
            > Bardzo szybko z nich znikałeś gdy pisał do Ciebie "Dziczu". Dlaczego? Czyżby
            > brak argumentów Cię do tego zmuszał, a rzeczowość postów
            wspomnianego "Dzicza"
            > zniechęcała?
            > Jeszcze raz pozdrawiam i miłego dnia wszystkim!!!!!!!!
            > Weller

            Dziczu to kobieta. Nie zniknąłem "szybko", ale z doświadczenia wiem że
            prowadzenie długich rozmów na forum z pewnymi osobami nie prowadzi do niczego.
            Wolę ten czas przeznaczyć na inne zajęcia. Jest wielu fanatyków KK którym nie
            da się nic przetłumaczyć. Rozumują tylko poprzez nauki katolicki jakie im
            wtłaczano od dziecka. Zrezygnowałem z wielu takich dyskusji. Dlaczego? Jak mam
            dyskutować z kimś, kto udowadnia mi, że w Biblii jest sama prawda bo nad jej
            treścią czuwa duch święty? Sorry, w duchy wierzyłem w wieku kilku lat. Wiele
            razy próbowano mi udowodnić "prawdę" płynącą z katolickich nauk jakimiś
            cytatami z Biblii, które były nie na temat! Nie chcę nikogo urazić, ale
            dyskusja ateisty z żarliwym Katolikiem często wchodzi na tory które prowadzą
            do nikąd... Po prostu Katolik w coś wierzy (na tym chyba polega każda
            religia smile) a ja nie wierzę. Nie wszystko da się udowodnić logicznie.
            Pozdrawiam oponentów i zwolenników!
            • Gość: Weller Do Temp. IP: *.daminet.pl 22.09.03, 21:15
              tempus napisał:

              > > A skąd bierze forsęna ten podatek?

              Kościół jak wydaje mi się że wiesz utrzymuje się z dobrowolnych ofiar swoich
              wiernych. Jak mi wiadomo ma to miejsce w każdej religii, a nawet sekcie.

              > Wiem, wiem. Zawsze gdy się atakuje KK są obrońcy którzy twierdzą że nie ma
              > momopolu tej organizacji i wszystko jest OK!

              Nie jestem obrońcą KK, twierdzącym "że nie ma monopolu tej organizacji i
              wszystko jest OK!" Przedstawiłem tylko to jak było u mnie na religii i nigdzie
              w mojej wypowiedzi nie znajdziesz twierdzenia "że nie ma monopolu tej
              organizacji i wszystko jest OK!" więc nie "przylepiaj" do mnie słów, których
              nie wypowiedziałem.

              > Dziczu to kobieta. Nie zniknąłem "szybko", ale z doświadczenia wiem że
              > prowadzenie długich rozmów na forum z pewnymi osobami nie prowadzi do
              niczego.
              > Wolę ten czas przeznaczyć na inne zajęcia. Jest wielu fanatyków KK którym
              nie
              > da się nic przetłumaczyć. Rozumują tylko poprzez nauki katolicki jakie im
              > wtłaczano od dziecka.

              Nie uważałbym ludzi jasno prezentujących swoje poglądy za fanatyków, bo
              inaczej o sobie też musiałbyś powiedzieć że jesteś fanatykiem ateistą któremu
              nie da się przetłumaczyć pewnych rzeczy.

              > Po prostu Katolik w coś wierzy (na tym chyba polega każda
              > religia smile) a ja nie wierzę. Nie wszystko da się udowodnić logicznie.
              > Pozdrawiam oponentów i zwolenników!

              Właśnie na tym polega wiara, że rzeczy niemożliwe do rozumowego i logicznego
              udowodnienia przyjmuje się wiarą. Rozum ludzki sięga tylko świata
              materialnego, a swiat duchowy jest widoczny oczami wiary. Szkoda że swój świat
              ograniczasz tylko do świata rozumowego. W sumie to mi Ciebie szkoda (jak
              każdego Ateisty), gdyż dopiero gały wywalisz jak po śmierci zobaczysz że Bóg
              naprawdę istnieje. Ofiaruję za Ciebie modlitwę, może zdaży się cud i się
              nawrócisz. Powiem Ci tak: kiedyś sam zastanawiałem się nad sensem religii.
              Debatowałem czy Bóg jest czy Go nie ma? Ale doszedłem do wniosku, patrząc na
              cały otaczający mnie świat - naturę, że ludzka ręka i skończony ludzki rozum
              nie byłby w stanie stworzyć tego swiata. Patrząc także na inne religie
              uświadomiłem sobie iż ich mnogość daje dowód na to że człowiek odczuwa
              wewnętrzną potrzebę "jakiegoś" boga, tym chociażby rózni się od zwierząt. KK
              nie jest jedyną religią na świecie która ukazuje człowieka i jego życie na
              ziemi jako okres przejsciowy, jako etap na drodze do wieczności. Tym samym
              podczas tego pobytu na ziemi człowiek podlega pewnym prawom religijnym, które
              nie czynią go złym, wręcz przeciwnie są one tak sformułowane aby człowiek
              przygotowywał się przez swoje ziemskie życie i zasłużył nim na spotkanie z
              Bogiem. W takiej sytuacji każda religia proponuje coś wiecej niż ateizm.
              Człowiek ma pewne wyznaczniki życia, pewien cel, gdyż każdy z nas jest bytem
              pochodnym i śmiertelnym, a ateizm? Jest on taką samowolą, bezwiarą, bezsensem,
              każdy jest swoim panem i wyznacznikiem praw. Brakuje pokory. A co po śmierci?
              Tylko ziemia i "wąchanie kwiatków od spodu"? To w takiej sytuacji jaki sens ma
              Twoje, jako ateisty życie?
              A tak na marginesie, to zadziwia mnie Twoja jako ateisty antykatolicka
              postawa, gdyż jeżeli uważasz, że Boga nie ma to dlaczego tak bardzo walczysz z
              Jego Kościołem. W nim Bóg, w Którego nie wierzysz jest stale obecny. To w
              takim razie dlaczego walczysz z kimś, którego uważasz, że nie ma? To bezsensu!
              Pozdrawiam i dobrej nocy wszystkim!!
              Weller
    • Gość: Nasz Dziennik Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 80.51.242.* 20.09.03, 09:34
      Nawiązując do przypadków znęcania się uczniów nad nauczycielami w Toruniu, w
      Opolu i gdzie indziej - nie tylko w tym roku, ale i w latach poprzednich -
      trzeba powiedzieć, że w dużej mierze jest to właśnie efekt owych nowych teorii
      pedagogicznych i dydaktycznych. Przy tej okazji trzeba poskarżyć się katolikom
      polskim, zwłaszcza władzom i politykom, że tragicznie bywa na lekcjach religii,
      oczywiście nie tyle na wsiach, co w miastach, opanowanych przez tę obłędną
      teorię. Religia w szkołach to przedmiot nieobowiązkowy, bez wystawiania stopni
      na świadectwie, w klimacie dawnej i nowej niechęci do religii oraz moralności
      chrześcijańskiej. Katecheta nie ma żadnych sankcji i uczniowie dobrze o tym
      wiedzą, a ateistom polskim o to chodziło. Katecheta jest zdany tylko na moc
      swojej osobowości i talentu, a dodatkowo na mądrość i wielkoduszność
      dyrektorów. Ale nie każdy katecheta ma większy talent. Toteż nierzadko
      uczniowie opuszczają lekcje religii, zwłaszcza w późniejszych godzinach,
      siadają sobie tyłem do katedry, urządzają w grupach imieniny czy urodziny,
      ostentacyjnie jedzą, głośno rozmawiają, kręcą się po sali, puszczają "gołębie",
      grają w coś pod ławką, stawiają prowokacyjne pytania pod publiczkę, żeby
      przerwać lekcję. I nie wolno ucznia przywołać ostro do porządku, zbesztać,
      prowodyra "zamieszek" nie wolno usunąć z lekcji, bo katecheta odpowiada za
      ucznia. Nic nie daje odesłanie do dyrekcji, bo katecheta traci od razu wszystko
      u uczniów, a dyrektor jest w kropce, bo gdy poprze katechetę, to naraża się
      ciągle jeszcze na zarzut "klerykała"; gdy zaś nie poprze, to daje zielone
      światło rozrabiakom. Rodzice, jeśli się dzieckiem interesują, odpowiadają
      czasem żałośnie: "I my sobie nie radzimy, niech ksiądz jakoś do naszego dziecka
      trafi".
      Wychowanie i uczenie to wielka praca, ale i wielka sztuka, trzeba być wprost
      artystą i geniuszem. Można osiągnąć wyżyny wartości i ducha, ale można też
      wszystko przegrywać bez własnej winy. Weźmy znowu przykład lekcji religii.
      Pewien katecheta radził sobie w szkole znakomicie. Ale został przez władze
      kościelne przeniesiony. Przyszedł drugi: ksiądz pobożny, dostojny, szlachetny,
      z doktoratem. Jednak już po trzech dniach maluchy szkoły podstawowej wołały za
      nim: "Walery, idź do cholery!". Co im przyszło do głowy? Nawet nie miał takiego
      imienia. Coś im się skojarzyło. Po prostu jego osobowość jakoś wszystkich
      prowokowała. Są takie postacie i wśród uczniów: nic nikomu nie jest winien, a
      wszyscy go zaczepiają. A cóż mówić o najprzeróżniejszych fantazjach, pomysłach,
      no i zdarzeniach. Każdy wie, jaka to męka, gdy nauczyciel to beztalencie i
      nudziarz. Kiedyś w szacownym KUL-u na drewnianej ławce w sali wykładowej z
      prawa figurował taki sympatyczny zapis, wyryty głęboko scyzorykiem: "Tu
      umierali z nudów studenci, cześć ich pamięci!". Uczenie jest rzeczą bardzo
      skomplikowaną. Przeważnie wybitni naukowcy mają nudne wykłady, niech Pan Bóg
      broni, a często słabi i nietwórczy naukowcy mają świetne wykłady, ale to jest
      zwykłe oszustwo, chodzi im o to, żeby nie pracować i niejako odwrócić role:
      nauczać profesora swoją pseudowiedzą.
      Poza tym zrozumiałe jest ukrywanie większych niepowodzeń dydaktycznych i
      wychowawczych. Kiedyś za późnego Gomułki uczono religii w punktach
      katechetycznych. W pewnym mieście księża katecheci zdawali biskupowi
      sprawozdanie z frekwencji uczniów na katechezie. Wszyscy podawali, że mają
      uczniów 90 proc. i więcej, wliczali w to, co mogli. Jeden, skądinąd zdolny
      ksiądz, przyznał, że u niego na katechezę chodzi tylko ok. 30 proc.
      odpowiednich klas licealnych. Natychmiast go wyrzucono jako "niezdolnego" do
      katechezy. A on tylko powiedział prawdę. Jeszcze gorzej było w szkołach
      zawodowych, tylko to ukrywano. Dopiero min. Henryk Samsonowicz, wprowadzając
      naukę religii do szkół, opublikował obliczenia, że do punktów katechetycznych
      uczęszczało w całej Polsce tylko ok. 3 proc. młodzieży szkół zawodowych. Mimo
      to nie brakowało idiotów i zdrajców, którzy nawoływali, żeby nadal uczyć tylko
      w punktach katechetycznych, uważając religię za sprawę "prywatną". Ale i dziś w
      szkołach, ponieważ nauka religii jest dobrowolna dla ludzi o nieumocnionych
      jeszcze charakterach, katecheza w wyższych klasach nie może spokojnie wykładać
      prawd trudnych i poważnych, tylko musi kaptować uczniów i poruszać ciągle tylko
      sprawy dotyczące seksu, małżeństwa itp., bo młodzież najczęściej tylko tym się
      jeszcze interesuje.
    • Gość: Doki a to juz zalezy jaka szkola IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 20.09.03, 11:05
      Sam do szkoly chodzilem w czasach, gdy sprawdzano obecnosc na pochodach
      1-majowych, wiec na religie szlo sie do kosciola i osobiscie uwazam takie
      rozwiazanie za daleko lepsze.
      Gdy przyszlo do wyboru szkoly (no, przedszkola, ale to ta sama instytucja, jeden
      osrodek szkolny od 3 do 18 lat), moglem wybrac neutralna swiatopogladowo szkole
      publiczna, albo niepubliczna szkole katolicka. Takze w szkole publicznej mozna
      zorganizowac zajecia z dowolnej religii, ktora jest uznana przez wladze
      panstwowe (a wiec chrzescijanstwo, prawoslawie, islam i judaizm) zamiast
      obowiazkowych zajec z etyki ogolnej, jesli tylko jakas grupa rodzicow zglosi
      zyczenie, ale w praktyce rodzice, ktorym zalezy na lekcjach religii posylaja
      dzieci do szkol katolickich, Zydzi- do zydowskich, a muzulmanie- do islamskich.
      Albo zapisuja dzieci na zajecia przy swiatyniach. I tak powinno byc.

      Moje dziecko chodzi zatem do szkoly katolickiej, ale nie tylko ze wzgledu na
      religie. Takze ze wzgledu na "filtr swiatopogladowy"- nie musi, poki co siedziec
      w klasie np. z dziewczynkami zakutanymi w chustki po dziurki w nosie.

      I tak powinno byc: swoboda wyboru. Panstwowa szkola powinna byc neutralna
      swiatopogladowo i nie powinna nauczac (czytaj: promowac. Umowmy sie, ze religia
      to tez biznes, i to dochodowy) zadnej wiary.
        • Gość: Doki Re: a to juz zalezy jaka szkola, no i jeszcze cos IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 20.09.03, 12:11
          grrrrw napisała:

          > Neutralna światopoglądowo nie znaczy ateistyczna.

          W praktyce to wlasnie to znaczy. Co to za neutralnosc swiatopogladowa szkoly, na
          ktorej tocza boje o rzad dusz rozne wyznania, a takze ci bez wyznania. Prosciej
          i zrozumialej jest, jesli szkola jako zasade postepowania przyjmuje, ze
          kwestiami religii kompletnie sie NIE ZAJMUJE, zainteresowanych odsylajac do
          przedstawicieli stosownego wyznania w ramach zajec pozaszkolnych. Mozna, rzecz
          jasna, zorganizowac lekcje czy dyskusje w odpowiedzi na pytania nurtujace
          uczniow, ale w kontekscie nauczania jakiegos przedmiotu, a nie jako osobny
          przedmiot. Tak jest lepiej i dla szkoly, i dla religii.

          Zreszta czy jest cos zlego w ateizmie? Czy w ogole jest jeszcze przyszlosc dla
          religii? Czy religia to w ogole jeszcze cos dobrego? Poki co religie przynosza
          same nieszczescia. Ale to juz duzo szersza dyskusja.

          Jeszcze cos: nie sadze, ze ktokolwiek przy zdrowych zmyslach uwazal, ze poprzez
          dwie godziny tygodniowo lekcji religii mozna wychowac katolika. Wychowanie w
          wierze to przede wszystkim przyklad w codziennym zyciu, wyniesiony z domu, a
          lekcje w szkole to tylko uzupelnienie o formalna znajomosc pism i wyjasnienie
          tradycji. Walka o religie w szkole to jeszcze jeden przyklad spychania pracy
          wychowawczej przez leniwych (lub zaklamanych) rodzicow na szkole. O innych
          niegatywnych skutkach, jak spoleczne pietnowanie tych, co nie chodza, nie
          wspomne. A tu nie ma lekko. Jesli rodzice nie odmawiaja modlitwy przed
          posilkami, to dzieci pewnie tez nie beda.
      • grrrrw Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 20.09.03, 11:44
        To tylko swiadczy o dojrzałosci i kulturze uczestników.
        Co do religii w kościele przypomnij sobie Martynko przygotowanie do
        bierzmowania, kiedy to pojawili sie na zajęciach i w kosciele ci, którzy na
        religie przestali uczeszczac około klasy czwartej szkoły podstawowej . No i
        jak, fajnie było ?
        Były te same problemy co dzis na religii w szkole, prawda.


        W szkole, w której ucze zorganizowano ( po adaptacji budynku) zajęcia w klasach
        integracyjnych. Nie brakło przeciwników takiego pomysłu. Wymieniano: koszty
        adaptacji, "dzieci sa okrutne, beda sie wysmiewac", "po co ciągac tych biednych
        inwalidów do szkoły i tak mają wystarczająco cięzkie życie..." I rzeczywiście
        nie brakło z poczatku problemów, bo niektóre dzieci z dysfunkcjami ruchu
        zachowują sie "smiesznie", 'dziwacznie" a nawet "nieestetycznie". Okres
        adaptacji sałej społeczności zaangazowanej w przedsięwzięcie trwał spory czas,
        ale dzis nikt nie powie, ze to głupi pomysł.
        MAmy tez wymianę przygraniczna z dziecmi z Niemiec. I tu z początku zdarzały
        sie agresywne zaczepki "tych szwabów przegonic" - ale wymina trwa dalej i cel
        jest słuszny . przynosi korzysci wychowawcze.
        Podobnie przepracowac należy z dziecmi i rodzicami w szkole reakcje typu: "on
        nie chodzi na religie, bo to kamunisty", czy "jehowy takie...".Czesto i rodzice
        dzieci nie uczeszczajcych na religie, czy małolicznych w Polsce wyznań
        woleliby nieupubliczniać faktu, ze nie sa katolikami. Nie ma jednak innej
        drogi do wychowania do tolerancji swiatopoglądowej i dojrzałej wiary jak
        kontrolowana i umiejetnie dawkowana konfrontacja juz na poziomie wczesnej
        edukacji.
        • Gość: martynka Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.lukowa7.waw.pl 21.09.03, 00:10
          Grrw- przygotownie do bierzmowania - u mnie przynajmniej wygląda (masz rację )
          podobnie jak religia w szkole - tzn , w 1/2 klasie liceum w kościele spotkała
          się cała "wiara" z podstawówki i nadrabiali zaległości na zajęciach
          przygotowujących do bierzmowania. o to ci chodzi? Jeżeli tak - faktycznie
          zajęcia z bierzmowania w kościele nie wiele wnosiły do atmosfery ogólnej
          euforii "spotkania po latach"wink
          Generalnie dalej uważam , że religia powinna być w kościele, sama pamiętam
          atmosfereę uczęszczania na religię do kościoła, to było coś...Bo nie wszystkie
          dzieciaki chodziły...
          • Gość: grrrrw Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 80.51.242.* 21.09.03, 08:10
            Bo zapewne mieszkałas w miescie i do koscioła na religie miałaś na sąsiednią
            ulice. Ze mna było inaczej, wczesne dziecinstwo spedziłam w bardzo małej
            miejscowości, dowozono nas do szkoły, a do kosioła było bardzo daleko,w zimie -
            niesposób dotrzec po południu nawet w grupce przez ciemne pola i lasy.
            Organizowano nam jakies spotkania w niedzielę po mszy, ale było zimno. Dopiero
            w liceum miałam dośc blisko.
      • michalmly Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 20.09.03, 14:37
        Jestem pierwszakiem-licealistą z niedużego miasta w lubuskiem. Religia w
        gimnazjum przez 2 ostatnie lata była w salce katechetycznej na plebanii (200 m
        od szkoły) – problemem był brak gabinetów w budynku gimnazjum.
        No więc możecie się domyślać, iż nigdy nie było 100% frekwencji na religiach.
        Ksiądz uczący nas rzadko sprawdzał obecność, rzadko też prowadził lekcje.
        Najczęściej odrabialiśmy zadania domowe i uczyliśmy się na sprawdziany.
        Czasami oglądaliśmy jakiś film na video (m.in. Shreka, ale i program o
        uzależnieniach!).

        Jeśli lekcja już się odbywała normalnie, ksiądz prowadził ją naprawdę
        ciekawie, nie narzucał katolicyzmu, często prowadził rozważania natury
        etycznej, robił nam testy psychologiczne itp. Naprawdę ciekawe lekcje...
        Niestety zarówno księżom, jak i uczniom brakuje zaangażowania na lekcjach
        religii. Jeśli klasa nie chce się uczyć, ksiądz sobie też odpuszcza.

        Jestem za wprowadzeniem zamiast religii filozofii czy religioznawstwa. Ale
        chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jedno. W każdej klasie są DWIE GODZINY
        RELIGII TYGODNIOWO. W gimnazjum miałem 2 godziny informatyki TYLKO przez dwa
        lata, teraz mam jedną historię, jedną biologię, dwie informatyki i DWIE
        RELIGIE! Czy to są właściwe proporcje??? Czy tyle godzin religii pomoże mi
        zdać maturę/egz. gimnazjalny?

        Propozycja: 1 godzina filozofii zamiast 2 religii i 1godzina INFORMATYKI
        WIĘCEJ.
        Myślę że wtedy szkoła byłaby wydajniejsza i efektywniejsza.
        • Gość: maika7 moje refleksje po dzisiejszej lekturze: IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.03, 14:49
          Do Praktycznyprzewodnik:
          Odnośnie tej Francji. Czym wiedza o religiach świata różni się od
          religioznawstwa? Właśnie jestem za tym, tzn. za neutralnymi światopoglądowa
          lekcjami przybliżającymi młodym (niezależnie od wyznania lub jego braku)
          różnorodność światopoglądową wspólczesnego świata. Piszę trochę emocjonalnie,
          bo żal mi, że moje dziecko, które (jak już wspomniałam wcześniej) nie chodzi na
          religię, siedzi sobie w świetlicy (czekając na autobus), a mogłoby się
          dowiedzieć w tym czasie czegoś interesującego.

          Odnośnie lat osiemdziesiątych i religii wtedy: zahaczyłam o te lata i moje
          doświadczenia są takie: nie pamietam nic o polityce z tamtych lat z katechez.
          To juz były czasy, kiedy chodziłam do parafii prowadzonej przez Franciszkanów -
          dawali duzo odpowiedzi na pytania dotyczące wiary i życia w wierze, nie
          zajmowali się polityką. Gdyby się tym zajmowali pewnie odeszłabym wcześniej..

          Czy "szkolna lekcja religii" nie ewoluuje w stronę religioznawstwa??

          Jeszcze odnośnie młodzieży gimnazjalnej i licealnej - często są to ludzie,
          którzy chodzą na religię "bo rodzice kazali" (z rozmów z nimi). Bo rodzice boją
          się (to szczególnie dotyczy gimnazjalistów) zaakceptować (czasem tylko
          chwilową) niechęc dzieci do lekcji religii lub do konkretnego katechety, a to
          oni (rodzice) muszą podpisać deklarację (przynajmniej w "moim" gimnazjum), że
          dziecko nie będzie chodziło na religię. Dla wielu jest to zbyt trudne, bolesne,
          bulwersujące itp. No i młodzież, nawet ta, która nie chce - chodzi na siłę lub
          ucieka z lekcji, lub przeszkadza...

          Astronomia nie dotyka "wnętrza"....

          Do Weller i Tempusa:
          Miało być o odczuciach na temat religii w szkole, a nie o podatkach. Panowie
          litości!!!

          Do Nasz Dziennik:
          Mnie- ateistce polskiej o nic takiego nie chodziło i uważając, że wyznawany
          światopogląd jest jak najbardziej sprawą prywatną, w imię miłości bliźniego,
          przyjmuję do wiadomości, że jestem uznana za idiotkę i zdrajczynię. Jesli nawet
          tak to wygląda, to proszę zauważyć, że i Judasza Bóg powołał, aby "wypełniło
          się słowo", więc może ateiści są na coś Bogu potrzebni??? Piłat i faryzeusze
          też mieścili się w planach Bożych... A ich wszystkich Chrystus zaliczył do
          bliźnich...

          Do Doki
          Popieram, czuję podobnie. Ale chyba szkoła neutralna światopoglądowo, to nie
          znaczy ateistyczna. Bo nie powinna promować również tego "nurtu" . Neutralna
          znaczy neutralna - nie wartościująca.

          Aj, przypaliłam mus jabłkowy na zimę do szarlotki... Lecę ratować...
          Maika7

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka