Dodaj do ulubionych

Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje?

09.07.08, 11:31
Znowu musze zasiegnac opinii szerszej. Problem dotyczy chlopca z
rodziny patologicznej ktorej pomagam jako wolontariuszka juz 4 lata.
Chlopiec we wrzesniu skonczy 10 lat.
Chodzi o to czy pozwolic mu jechac na "normalne" kolonie, takie
odplatne ponad 1000 zl ale on dostal miejsce darmowe, z gory
przeznaczone dla jakiegos "biednego" dziecka. To są kolonie o
charakterze sportowym, splywa kajakami, wspinaczki, zjazdy na linie,
wycieczki rowerowe, basen itd. Program super, chlopiec uwielbia
sport i tryska energia.
Problem jest z jego zachowaniem. Pochodzi z rodziny wielodzietnej (7
dzieci od niemowlecia do 12-latki), matka uposledzona umyslowo,
ojciec alkoholik z ograniczonymi prawami rodzicielskimi. Nikt
chlopca nie wychowuje, nie poswieca mu czasu. W szkole jest
utrapieniem dla wychowawczyni, uwielbia sie bic z innymi, zaczepia,
prowokuje, nie slucha pani, rozwala lekcje. To w grupie (tak,
wszyscy wiemy ze probuje zwrocic na siebie uwage), w pojedynke
zmienia sie w spokojnego i uczynnego dzieciaka.
Jednak jego zachowanie jest naprawde starszne, mial juz jedno
podejrzenie o kradziez ale nie zostalo mu to udowodnione. Objety
jest wolontariatem juz 4 lata, jezdzil wiele razy na kolonie, mial
setki rozmow z wychowawczynia i wolontariuszka, ktorą wręcz
kocha smile. Niestety wszystko bierze w łeb gdy chlopiec znajdzie sie w
grupie.
Wlasnie wrocil z jednych kolonii, takich dla biednych [czytaj:w
wiekszosci patologicznych] dzieci. Zachowywal sie tak skandalicznie
mimo rozmow z wychowawca, mimo telefonow przy nim do matki, mimo
grozb odeslania go do domu - ze powiedziano nam ze wiecej tego
dziecka nie wezma ze soba. Chlopiec przed wyjazdem obiecywal ze
bedzie "grzeczny" - oczywiscie rozmawialismy o konkretnych
sytuacjach i zachowaniach.
Za niecale 3 tygodnie ma jechac na te kolonie "normalne" gdzie beda
dzieci ze srednio zamoznych rodzin, z niepatologicznych srodowisk.
Dostal miejsce za darmo. Ma byc wycieczka na Slowacje. Jednak
chlopiec nagminnie nie wykonuje polecen wychowawcy - wyobrazam sobie
ze nie bedzie sie sluchal plynac kajakiem albo zacznie sie popisywac
zjezdzajac na linie... i nieszczescie gotowe.
Matka dziecka wlasnie tak sie obawia, ze on "sie zabije na tych
koloniach". Jednak jak teraz synek zaczal ją ze lzami w oczach
przekonywac jaki to grzeczny bedzie na tychy drugich koloniach,
znowu chce zeby jechał. A decyzje musi podjac wolontariuszka czyli
ja...
Gdyby jechal, kazalabym matce podpisac oswiadczenie ze to byla jej
decyzja aby nie miala do mnie pretensji jak mu sie cos stanie.
Poza tym nie chcę zeby stał sie utrapieniem dla kolejnego wychowawcy
i przeszkadzal kolegom.

jedni mowia: daj mu szanse skoro obiecuje, dla takich dzieci tylko
dobre przyklady i wysilek wychowawczy cos daje. rozumiem ale z
drugiej strony nad chlopcem pracuje grono ludzi od 4 lat a jego zle
zachowania sie tylko poglebiaja.

moim zdaniem jak dziecko ma 10 lat czas przesunac akcent z "dawania
szansy" na wyciaganie konsekwencji - "nie dotrzymales slowa, zobacz
co straciles"
ale moze sie myle, co radzicie?

ps. moderatorke prosze o nieusuwanie watku nawet jesli o to samo
zapytam psycholog na innym forum, zalezy mi na roznych opiniach
Obserwuj wątek
    • miacasa Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 11:44
      ten wyjazd jest dla chłopca szansą na zobaczenie "innego świata", nie potrafię
      przewidzieć czy będzie to dla niego doświadczenie frustrujące czy motywujące do
      zmian na lepsze, opowiadałabym się za wysłaniem go na kolonię ale wcześniej
      razem z nim spisałabym kontrakt, w przypadku niewypełnienia zobowiązania
      zabrałabym dziecko z kolonii
      • sion2 wazny szczegół 09.07.08, 11:47
        miacasa napisała:

        > ten wyjazd jest dla chłopca szansą na zobaczenie "innego świata",
        nie potrafię
        > przewidzieć czy będzie to dla niego doświadczenie frustrujące czy
        motywujące do
        > zmian na lepsze, opowiadałabym się za wysłaniem go na kolonię ale
        wcześniej
        > razem z nim spisałabym kontrakt, w przypadku niewypełnienia
        zobowiązania
        > zabrałabym dziecko z kolonii

        no wlasnie zapomnialam: wazny szczegol jest taki ze nie bedzie mial
        go kto zabrac z drugiego konca Polski gdyby zachowywal sie
        skandalicznie
        • sir.vimes Trudna sprawa 09.07.08, 11:59
          szczególnie jeżeli chłopiec rozumie, że konsekwencji w razie czego nie poniesie
          tzn, że nie ma kto go zabrać jeśli "nawali".

          Czy on odstaje od grupy czymś poza zachowaniem? Tzn. czy np. mozę czuć się z
          powodu ubrania , przedmiotów fatalnie w porównaniu z innymi dziećmi na tych
          koloniach?

          Poczucie "gorszości"" chyba często uwidacznia się właśnie w taki sposób - tzn.
          gra huligana-zabijake by byc w czymkolwiek lepszy.

          Biorąc pod uwagę dobro chłopca pewnie warto byłoby spróbować. Biorąc pod uwagę
          komfort psychiczny dzieci , które tam będą - niekoniecznie.



          • sion2 Re: Trudna sprawa 09.07.08, 12:20
            Chlopiec nie bedzie odstawal raczej od rowiesnikow wygladem. Mamy
            sprawnie dzialajacy system pomocy wink i dzieci z tej rodziny maja
            zestawy kolonijne ktore leza u wolontariuszek caly rok (typu
            latarki, kosmetyczki, ekstra kurtki itd), maja pizamy tylko
            kolonijne - w tym roku nowiutkie bo powyrastali itd, chlopcu udalo
            sie nawet kupic super buty na gorskie wycieczki ze stypendium
            unijnego, tak wiec ubiorem i wyposazeniem nie bedzie sie wyroznial.
            Moze bedzie mial mniejsze kieszonkowe bo zaplanowalam "tylko" 75 zl
            a teraz dzieci i po 150 biora na kolonie, ale dla tego dziecka i tak
            takie pieniadze beda duze, na kolonie "dla biednych" dostawal po 40
            zl i byl szczesliwy.

            Przez rowiesnikow chlopcow jest lubiany bo on odgrywa role blazna.
            problem ze dobiera sobie kolegow i staje sie prowodyrem zlego
            zachowania, oni go nasladuja. I lubi sie bic, podobnie jak skakac,
            biegac, tarzac sie itd.
            • sir.vimes Re: Trudna sprawa 09.07.08, 14:05
              Chyba bym zaryzykowała.

              To sportowe kolonie więc jest spora szansa , że zwyczajnie nie będzie miał
              energii na głupie popisy. A potem będzie miał ogromną satysfakcję, ze wreszcie
              wszyscy są zadowoleni z jego zachowania, dumni z niego- i może wyciągnie wnioski.

              • dorcia1234 Re: Trudna sprawa 09.07.08, 14:14
                pracuję w domu dziecka i z doświadczenia wiem, że nasze dzieciaki, którym do aniołow daleko, które często mają za sobą konflikt z prawem i które na naszych wyjazdach zachowują się skandalicznie, posłane w "normalne" środowisko kolonijne, wracają zadowolone, wypoczęte i bez skarg. Nie zdarzyło mi sie przez ponad 10 lat wysyłania dzieci na takie wyjazdy odbierać kogoś za karę.
                Myślę, że warto zaryzykować, po raz ostatni - i tego się trzymać, Tym bardziej, że jak piszesz jest to wyjazd z dużą dawką sportu, czyli jest gdzie się wyszaleć
        • miacasa Re: wazny szczegół 09.07.08, 12:13
          a czy chłopiec wie o tym, że nie ma go kto odebrać przed czasem? przecież któryś
          z rodziców odwiedzających swoje dziecko może dostać upoważnienie do odwiezienia
          go do domu ale też może w nagrodę za dobre zachowanie dowieźć mu od rodziców
          jakieś drobiazgi potrzebne w kolejnych dniach pobytu na kolonii
    • majenkir Re: 09.07.08, 12:52
      Z jednej strony obietnice 10-latka sa g...o warte, z drugiej strony
      chcialoby sie dac dzieciakowi szanse....Nie przewidzisz jego
      zachowania sad. Moze "zapowiedziec" mu przed wyjazdem, a potem
      dzwonic do niego codziennie i przypomiac jak sie ma zachowywac?
    • sylwiam_m Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 12:53
      Zdecydowanie wyciągnąć konsekwencje.Ile szans można dawać.Ja to
      piszę z innej perspektywy.Sama byłam opiekunką na wycieczce,gdzie
      pojechał chłopiec w podobnym wieku,któremu też dawano niezliczone
      szanse.Bogu dziękowałam,że to tylko 3 dni.Ja zajmowałam się 2
      grupami-czyli 19 grzecznymi dziewczynkami,druga pani 10 mniej
      grzecznymi ale całkiem ok.chłopcami,a siostra zakonna tylko tym
      jednym chłopcem.Kiedy wysiadł z autobusu siostra zwyczajnie się
      rozpłakała.To co robiłyśmy było narażaniem dzieci,u mnie starsze
      dziewczynki pilnowały młodszych bo zwyczajnie nie dawałam rady,nie
      mogłam być w kilku miejscach na raz.To było łamanie prawa,bo 1
      opiekun może mieć tylko 10 dzieci.A chłoptaś bawił się
      wybornie,trzymany praktycznie cały czas za rękę.Raz mało nie rzucił
      się ze schodów,ze 3 razy nie wylądował pod samochodem,z toalety do
      której siostra z wiadomych przyczyn nie weszła zwiał przez
      okno.Szukaliśmy go godz.i grupa już nie weszła na Wawel.
      Piszę też jako matka dzieci,które właśnie jeżdżą na takie kolonie
      za tys.z kawałkiem.Dla 2 dzieci+kieszonkowe+zakup brakującej
      garderoby to wydatek rzędu 3 tys.Zbieramy na to cały rok,dzieci
      dokładają pieniążki od babci czy chrzestnych.Jeśli taki goguś
      jedzie za darmochę jako 10 szansa i psuje wypoczynek innym dzieciom-
      jestem zdecydowanie na nie.Jeśli mają darmowe miejsca powinno
      pojechać dziecko z niezamożnej rodziny w nagrodę za wyniki w
      nauce,czy dobre zachowanie,czy za konkurs jakiś,czy dzieci
      powodzian lub pogorzelców.To co robisz jest zwyczajną
      demoralizacją.Uczysz go,że cokolwiek zrobi i tak wyprosi i jest
      git.Zabieranie go z kolonii jest też nie fair,w to miejsce może
      pojechać inne,nie mniej potrzebujące dziecko.
      Moje córki miały okres,że b.się kłóciły,wręcz czasami dochodziło do
      rękoczynów.Miały obiecany wyjazd nad jezioro na 2
      dni.Zapowiedziałam,że w tym domu nie ma przemocy,jeśli jeszcze raz
      któraś rękę na siostrę podniesie z jeziora nici.Podniosła młodsza i
      nie pojechały,ryczały,błagały,nic to nie dało.Od tego czasu mam
      spokój.Po pierwsze wiedzą,że słów na wiatr nie rzucam,po drugie z
      rękoczynami koniec(a może zwyczajnie są starsze).
      • sion2 Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 13:16
        dziekuje za ostre slowa aczkolwiek nie zgadzam sie że ja
        demoralizuje dziecko, zdecydowanie jest przeciwnie - jestem jedyna
        osoba w jego zyciu ktora bezposrednio i we wspolpracy z innymi (w
        tym pedagoga, psychologa i pracownikow MOPSu) usiluje te dzieci
        poddac innym wplywom niz demoralizujace z ich wlasnego srodowiska

        ja tez sie sklaniam ku nieposylaniu go na takie wakacje, ale nie
        uwazam ze pozjadalam wszystkie rozumy i dlatego pytam i pytam i
        szukam opinii...
      • sion2 Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 15:29
        naprawde nie wiem co zrobic, z tymi obietnicami jest tak, ze ta
        rodzina jest przesiaknieta do szpiku kosci fałszem - dzieci maja
        codzienny przyklad matki szastającej obietnicami wobec roznych osob
        ktore koryguja jej opieke nad dziecmi - dawania obietnic, wzruszania
        kogos łzami... i niedotrzymywania slowa. Wiedza że jak cos obiceuja
        to robi to wrazenie. Gdy dzieci byly mniejsze, gdy miala doczynienia
        z 6 do 8-latkami to i wiecej szansy i wyrozumienia stosowalam.
        Jednak boje sie aby sobie dzieciak nie wykombinowal że jak ładnie
        obieca, popłacze chwile (a on wypracowal sobie sposob ze natychmiast
        zalewa sie łzami jak mu sie cos wypomina) - to sie "ciocia" wzruszy
        i wszystko osiagnie. nie wiem czy nie jest to juz moment
        doswiadczenia na wlasnej skórze przez chłopca że okreslone
        zachowanie ma okreslone konsekwencje... nie wiem!
        • paszczakowna1 Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 17:26
          Nie zazdroszcze decyzji, Sion. Tu kazde rozwiazanie moze okazac sie zle.

          Do sprawy "obietnic" nie przywiazywalabym takiej wagi - niestety, chyba musisz
          po prostu przyjac, ze nic one nie znacza. I ciezko nawet egzekwowac inny
          stosunek do tego od Pawla, bo i wiek, i srodowisko nie sprzyja. Moze za pare lat.

          Inna zupelnie sprawa jest zachowanie na koloniach, bo tu chodzi o konkrety, nie
          o abstrakcje. Pytanie podstawowe - co wiecej Pawlowi da w sensie wychowawczym,
          wyslanie go nie czy wyslanie? Z jednej strony, to jeszcze dosc male dziecko, ale
          z drugiej...

          Czy, realnie rzecz biorac, jest szansa, ze on w innym srodowisku i sytuacji
          zmieni zachowanie? Czy naprawde nie da sie jakos zorganizowac odebrania go,
          gdyby powstala koniecznosc?

          W sumie, moj instynkt mowi - nie posylac, chyba ze w razie czego da sie
          zorganizowac powrot. Bo jesli Wasze dzialanie go nie nauczy, ze nieodpowiednie
          zachowania pociagaja za soba okreslone konsekwencje, to kto? Ewidentnie rodzice
          nie zycza sobie byc odpowiedzialni za cokolwiek. A chlopiec, nie ze swojej winy
          oczywiscie, jest w takiej sytuacji zyciowej, ze bardzo niedlugo za
          nieodpowiednie zachowanie zaplacic moze bardzo powaznie.
          • sion2 Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 17:35
            Jeszcze pogadam z ludzmi czy nie mialby kto go odebrac ale raczej
            nie, matka ma 6 innych dzieci na glowie, ojciec najczesciej pijany i
            nieobecny a wolontariuszki nie znajde takiej co po dziecko pojedzie
            w calodniowa podroz... bez przesady.
            Ciekawa jestem zdania Verdany, co by zrobila. te wszystkie "dac
            szanse" "nie przekreslac" znam na pamiec ale chyba trzeba tez
            wymagac. Jesliby Pawel mial nie jechac na pewno musialabym wziac go
            na rozmowe powazna i wyjasnic dlaczego nie jedzie, bo jego matka
            jest naprawde nieobliczalna wychowawczo, kazde wytkniecie
            dzieciakowi jego zachowania bierze jako dyshonor dla siebie i
            zaczyna przy dziecku obgadywac i oskarzac tę osobę ktora osmielila
            sie zauwazyc ze jej dziecko jest na zlej drodze. Koszmar pracy z
            takimi rodzinami...
    • zocha16 Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 16:53
      sion2, podziwiam Ciebie bardzo za to co robisz na codzień. Ale moim
      zdaniem ten chłopiec nie powinien jechać i powinien wiedzieć
      dlaczego nie pojedzie. W jego przypadku przydałaby sie konsekwencja
      na własnej skórze.
      Powiem tak, nie należe do biednych ludzi i moim dzieciom niczego na
      co dzień nie brakuje, wręcz przeciwnie, w porównaniu do koegów maja
      niejednokrotnie bardzo dużo. Ale jeżeli mają cos obiecane po
      warunkiem, że.... to sie tego trzymam (dotyczy to przede wszystkim
      prawie 9 letniej córki, bo syn nie ma jeszczse 3 lat nawet-ale też
      jestem w stosunku do niego konsekwentna. Moja córka bardzo chciała
      pojechać na obóz konny w tym roku na wakacje. W związku z tym, że
      wyjazd był bardzo drogi (prawie 2 tyś) to powiedziałam ok., ale na
      taki wyjazd trzeba sobie zasłużyć. Dostaniesz wzorowego ucznia na
      koniec roku szkolnego (czyli dasz coś z siebie - i to bardzo dużo)
      to pojedziesz. Nie dostaniesz, to nie pojedziesz. Do końca nie
      wiedziała czy dostanie, czy nie. Postarała sie i dostała, więc
      pojedzie, ale gdyby jej nie wyszło to by na 100% nie pojechała.
      Wydaje mi się że dzieci też coś muszą z siebie dawać, a nie tylko
      dostawać. 10-letni chłopiec jest już na tyle rozumny że powinien
      sobie zdawać sprawę z konsekwencji swojego postępowania i zachowani,
      inaczej nigdy niczego sie nie nauczy. Ja tak przynajmniej uważam.
      Pozdrawiam
      • joa66 Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 17:42
        Czy jeżeli nie pojedzie w tym roku, będzie miał szansę na podobne,
        albo fajniejsze kolonie w przyszłym roku?

        Jeżeli tak, czy jest jakieś "zadanie", które można mu wyznaczyć na
        ten rok, które jest w stanie wykonać? Nie chodzi o to, żeby w
        aniołka się zamienił, tylko np. jeżeli będzie miał średnią w nauce
        3, 5 (4 ? sama musisz ocenić jak wyglądają jego możliwości) i/lub
        dobrą (bardzo dobrą?) ocenę z zachowania, to wyjedzie w przyszłym
        roku? I jednocześnie zaoferowac pomoc w osiągnięciu tego celu?
        • verdana Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 17:51
          No to się wyłamię. Posłalabym. Bo to jedyna szansa na zetkniece się
          z niepatologicznym srodowiskiem, z innym światem. To jest tak -
          wychowuje się dziecko w patologiczej rodzinie, rodzice klamią, on
          robi to co widzi w domu, czego go uczą rodzice, a potem konsekwencje
          ponosi on sam. Nie ci, którzy go demoralizują.
          10 lat to jeszcze małe dziecko - mam wrazenie, ze w tym wieku
          szanse się dziecku należą. Gdyby byl o 3-4 lata starszy, nie bylabym
          taka przekonana.
          Jesli nie pojedzie, nie wyciągnie wniosków typu "byłem niegrzeczny,
          więc mnie nie wzięli, lepiej być grzecznym". Po pierwsze dlatego, ze
          on najwyraźniej nie potrafi być grzeczny (czy jest zdiagnozowany pod
          kątem ADHD i FAS?). Po drugie dlatego, ze rodzina na 100% mu
          wytłumaczy, ze gdyby był niegrzeczny i miał kasę , to by pojechał,
          co zresztą jest prawdą.
          Ja tylko zrobiłabym jedno - nie wyciagała od niego żadnych
          kłamliwych obietnic. Powiedziała szczerze, ze nie wierzysz, ze
          będzie szczególnie grzeczny, ale niech się choć postar, abys mogła z
          niego być dumna. Że mimo wszystko nadal ufasz, ze może.
          • sion2 Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 18:06
            No Verdano, skrycie oczekiwalam ze napisze iz ma nie jechac...

            Ale napisz jeszcze raz to samo - jesli dodam ze Pawel mial
            dziesiatki dobrych przykladow przez prace wolontariuszki, ma
            naprawde wspaniala wychowawczynie ktora szczerze martwi sie nim ale
            jest mu zyczliwa i traktuje bardzo powaznie jego problemy. Ona,
            pedagog szkolny, jedna wolontariuszka, druga wolontariuszka i
            wychowawcy na poprzednich koloniach naprawde ukazywali i ukazuja
            chlopcu dobre wzorce - oczywiscie ze srodowisko domowe ma tu
            najwiecej do powiedzenia - ale powiedzmy szczerze, jesli chlopiec
            jest od 4 lat jakos formowany przez takze "dobrych" ludzi, czy nie
            nalezaloby oczekiwac ze w minimalnym stopniu zacznie stosowac sie do
            norm spolecznych?
            poza tym wiecie boje sie tez o to ze moja kolezanka z dobrej woli
            wywalczyla te kolonie dla niego, rozmawiala z samym prezesem firmy i
            jesli Pawel uprzykrzy zycie wszystkim - jak ona bedzie wygladac?

            najchetniej bym z chlopcem jakis kontrakt zawarla ale jaki? ze
            pojedzie/nie pojedzie za rok jesli bedzie sie
            grzecznie/niegrzecznie zachowywal caly nastepny rok szkolny to moim
            zdaniem przesada w przypadku 10-latka, dla niego rok to prawie
            wiecznosc...

            mam jeszcze taki pomysl zeby poslac go na kolonie caritasu gdzie byl
            juz dwa razy i wychowawcy owszem informowali o problemach ale
            radzili sobie z nim i po prostu wykazywali wole pracy z dzieckiem,
            tam nie ma super atrakcji ale dla Pawla kazdy wyjazd z domu jest
            dobry, on jeszcze nie wartosciuje wyjazdow, ciuchow itd - i umowic
            sie z nim ze jezeli na tych koloniach bedzie zachowywal sie dobrze
            to pojedzie na super zimowisko? tylko co wtedy gdy w szkole zacznie
            chuliganic znowu....
    • agatka_s Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 18:13
      A ja bym rozgraniczyla 2 sprawy.

      Po pierwsze odpwiedzialnosc-jesli dziecko moze stanowic zagrozenie
      dla siebie, lub dla innych dzieci-to bym sie zapytala siebie, czy
      mam ochote taka odpowiedzialnosc brac na siebie, jesli rzeczywiscie
      do nieszczescia dojdzie. Pytanie jest tylko czy to dziecko stwarza
      realne zagrozenie ? No bo glupio na kajakach to moze sie zachowac
      kazde dziecko, nawet takie na codzien najgrzeczniejsze, po to sa
      kapoki, po to takie zajecia powinny miec ratownika itp.

      Co innego jeslio dziecko bywalo np agresywne wobec innych w
      przeszlosci, albo jesli mialo podobne wypadki na koncie gdzie celowo
      np doprowadzało do sytuacji nioebezpiecznych.

      TY znasz dziecko, i ty musisz zdecydowac czy dziecko rzeczywiscie
      takie zagrozenie dla siebie lub innych stwarza.

      Druga sprawa to jak postapic wychowawczo, jak najlepiej dla dobra
      dziecka-ja tez bylabym za tym aby dziecku dac szanse. Ja
      sporzadzilabym cos o czym ktos tu juz wspomnial-kontrakt.
      Napiasalabym na komputerze zbior zasad do ktorych dziecko sie
      zobowiazuje (kilka prostych)-dalabym miejsce na podpisy, i nawet
      zorganizowalabym cos w rodzaju uroczystego podpisania tego
      kontraktu. Jednoczesnie powiedzialabym chlopcu ze bardzo wierze w
      to ze on tych zasad dotrzyma.

      Moze sie myle, ale takie "zinstytucjonalizowanie" zasad moze pomoc.
      (teraz mi sie przypomnialo ze Superniania tez radzila aby zasady
      spisywac)-mysle ze samo to ze dziecko ma cos podpisac, ze jest
      potraktowane poeaznie, jak dorosly-moze mu dac pozytywnego kopa.

      A tak w ogole, to trzeba chlopaka oddac pod opieke jakiegos faceta-
      trenera, instruktora sportu-to taka klasyka-jak chlopak odnajdzie
      sie w sporcie, jak bedzie mogl energie skierowac w cos, a jeszcze
      jak bedzie w czyms dobry, to napewno mu to pomoze.

      Trzymam kciuki.
      • verdana Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 18:28
        Napisze jeszcze raz - rodzina dla dziesieciolatka to zupelnie co
        innego, niż wolontariuszki, chocby i swiecace przykladem.
        Oczywiscie, ze dziecko nie powinno być zagrożeniem dla innych, ale i
        takie dzieci jadą, wystarczy, ze ich rodzice zapłacą.
        Dziecko pozbawione przez "dobrych ludzi" wakacji na pewno się nie
        poprawi. To ogromna kara i najprawdopodobniej jedynym skutkiem
        będzie wiara, ze "biednemu to zawsze wiatr w oczy" i ze biedny nie
        moze liczyć na czyja dobroć.
        • sion2 Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 18:42
          verdana napisała:

          > Napisze jeszcze raz - rodzina dla dziesieciolatka to zupelnie co
          > innego, niż wolontariuszki, chocby i swiecace przykladem.
          > Oczywiscie, ze dziecko nie powinno być zagrożeniem dla innych, ale
          i
          > takie dzieci jadą, wystarczy, ze ich rodzice zapłacą.
          > Dziecko pozbawione przez "dobrych ludzi" wakacji na pewno się nie
          > poprawi. To ogromna kara i najprawdopodobniej jedynym skutkiem
          > będzie wiara, ze "biednemu to zawsze wiatr w oczy" i ze biedny nie
          > moze liczyć na czyja dobroć.

          No nie, z tym sie nie zgodze. Tu jest problem odwrotny - swiadomie
          coraz bardziej ograniczam pomoc materialna i spelnianie marzen
          dzieci bo zaczely dostawac wiecej niz dzieci z normalnych rodzin. Że
          mu "pod wiatr" to Pawel nie moze powiedziec, o nie... Oczywiscie za
          straszna atmosfere jego domu (naprawde dantejskie sceny odkad matka
          postawila sie konkubinowi ze wiecej do lozka z nim nie pojdzie,
          policja, niebieska karta, rozprawa w sadzie itd) nie wynagrodze mu
          niczym. Ale naprawde przez 4 lata baaaardzo duzo otrzymywal - tylko
          z siebie nie dal. Nie mowie tu o rzeczach materialnych ktore
          otrzymywal ale wiele zainteresowania obcych ludzi i wyjazdow itd.
      • sion2 to jeszcze wam cos opowiem.... 09.07.08, 18:29
        Jako ciekawoste ale najpierw odniose sie do pierwszej czesci postu
        agatki_s - tak, Pawel w przeszlosci stanowil zagrozenie dla siebie i
        dla innych dzieci, m.in. na basenie szkolnym i nawet przez jakis
        czas mial zakaz jezdzenia na basen z klasa gdyz mimo zajec z
        ratownikiem, Pawel mial akcje w rodzaju: wszyscy stoja w szeregu i
        czekaja na pozwolenie, nauczyciel tlumaczy cos tam a Pawel nagle
        hop! i do wody.

        Pawel uwielbia karate. Akurat w szkole do ktorej chodzi zajecia
        prowadzi doskonaly trener-wychowawca chlopcow, ktory cieszy sie
        uznaniem i autorytetem wsrod chlopcow oraz ich rodzicow. Pawel
        ciagle marzyl o zajeciach karate ale byly odplatne. Karate szkolne
        jest poparte baaaaaardzo systemem wychowawczym i nauka ze karate
        sluzy do obrony a nie ataku a bic innych to hanba dla karateki.
        Znalazl sie sponsor dla Pawla i od drugiego polrocza mial chodzic na
        karate, ogromnie sie cieszyl.
        Razu pewnego gdy rozmawialam z jego wolontariuszka wspomnialam o tym
        karate ze bedzie chodzil. Ona malo nie spadla z krzesla i mowi "jak
        to BĘDZIE chodzil? to on nie chodzi jeszcze?" - coz sie okazalo? ze
        od wrzesnia do stycznia Pawelek na kazdej wizycie u wolontariuszki
        rozporomieniony opowiadal co on to nie robil na ostatnich zajeciach
        karate, pokazywal chwyty, wymienial nazwiska, opowiadal o zawodach i
        kolejnych etapach wtajemniczenia... wiec z kolei ja oslupialam...
        okazalo sie szybko ze dziecko tak marzylo o zajeciach karate ze
        calkowicie "przywlasszczyl" sobie opowiadania kolegi ktory na te
        zajecia chodzil i traktowal jak swoje zycie... oczywiscie nie mozna
        tego uznac za klamstwo ale raczej konfabulacje majaca zrekompensowac
        jego niskie poczucie wartosci siebie i chec zwrocenia na siebie
        uwagi.

        Tym bardziej wiec ucieszylismy sie ze jest sponsor. Pawel byl na
        zajeciach 3 razy. Jak sie okazalo ze na noszenie stroju musi
        zasluzyc praca, cwiczeniami i posluszenstwem trenerowi - sam
        zrezygnowal.

        Bo w tej rodzinie tak jest: wszystko mi sie nalezy ale bez wysilku z
        mojej strony.
          • sion2 Re: to jeszcze wam cos opowiem.... 09.07.08, 18:43
            agatka_s napisała:

            > sion...ty juz podjelas decyzje

            No tak na 80% podjelam.... moze za skrupulatna jestem i dziele wlos
            na czworo, troche mi szkoda dzieciaka...


            >
            > Teraz szukasz argumentow, czemu ja podjelas. Prawda ?
            >
            > Jesli mozesz wyslac na inne Kolonie, te z Caritasu-to tak zrob.
            > Dziecko pojedzie, a i ty bedziesz spokojniejsza.
            • verdana Re: to jeszcze wam cos opowiem.... 09.07.08, 18:57
              Wszystkie niemal dzieci tak robią jak Paweł - chcą czegoś, zapisują
              się, a potem uznaja, ze to nie dla nich. Nie zawsze ze zlej woli -
              dzieci po prostu nie mają na tyle wiedzy i wyobraxni, aby z gory
              przewidzieć, co będzie na zajęciach, czy im sie to spodoba. Nawet
              dorosli ludzie nie zawsze sa konsekwentni w swoich wyborach. Moje
              dzieci czasem zaczynały zajęcia, potem z nich rezygnowały i ja to
              rozumiałam - to nie było "to".
              No, ale podopieczby opieki spolecznej nawet w wieku 6-10 lat ma być
              wdzieczny za to, co otrzymuje. Nie moze jak inne dzieci traktować
              tego lekko, bo jest dzieckiem i te wakacje czy zabawa
              sa "norma;lnie" przypisane do dziecięcego wieku jak u dzieci z
              zamozniejszych rodzin. takie dziecko powinno wiedzieć, że nic mu się
              nie nalezy, ze wszystko ma z laski i za te łaske być wdzieczne -
              wybacz Sion, ale dokładnie tak zabrzmiało mi w uszach zdanie, ze
              dziecko od 4 lat 9dziesięciolatek, nie 18 latek!) stale cos dostaje,
              a niz z siebie nie daje. A co ma dać, przepraszam??? begfraniczna
              wdzięczność i uwielbienie dla "dobrych pań?" Odrzucenie rodziny?
              Sion, mam przykre wrażenie, ze dziecko nie pojedzie nie dlatego, ze
              jest niegrzeczne, tylko dlatego, ze jest niedostatecznie wdzięczne.
              Jako porazka wychowawcza ma zaplacić za to, ze nie udało się go
              latwo i przyjemnie wychowac i teraz być dumnym z własnych osiągnięć.
              • sion2 przeginasz verdano 09.07.08, 19:52
                verdano lekko przeginasz
                gdybys miala kontakt kilka razy w tygodniu z dziecmi tymi mialabys
                prawo oceniac czy mnie zalezy na czyjejs wdziecznosci DLA MNIE czy
                nie, gdybys widziala z bliska dzialalnosc naszą (nie moją tylko
                calej grupy osob we wspolpracy z pedagogiem, psychologiem i MOPSem)

                walisz prosto kawe na ławe wiec odpowiem w tym samym stylu: żenujące
                jest dla jesli ktos podejrzewa mnie o szukanie satysfakcji w tak
                ciezkiej pracy jaka są kontakty z rodzinami patologicznymi, gdyby mi
                zalezalo na wdziecznosci zrezygnowalabym 3,5 roku temu, zaledwie po
                kilku miesiacach

                w zime mielismy przejscia ze starszymi dziewczynkami - zaczely
                nasladowac matke i traktowac wolontariuszki jak sluzące, klamac i
                manipulowac, ale ze to dzieci jeszcze (wtedy 10,5-latka i prawie 12-
                latka) to klamstwa same z siebie szybko wychodzily na jaw
                byly to klamstwa wredne, sluzace zmanipulowaniu aby osiagnac
                korzysci - sytuacja nowa bo wczesniej dzieci byly troche za glupie
                zeby osmielac sie stosowac to wobec wolontariuszek choc przyklad
                matki mialy codziennie
                byly rozmowy, umowy, wyjasniania itd. w koncu powiedziane: jesli
                jeszcze raz mnie oklamiesz, wiecej nie zabiore cie do siebie
                (podkreslam ze to PO wielokrotnych rozmowach i dawaniu drugiej,
                czwratej i szóstej szansy) - mimo tak postawionej sprawy najstarsza
                jeszcze raz oklamala swoja "ciocie", sprawa sie wydala juz jak byla
                u niej w domu i zazywala roznych przyjemnosci
                kolezanka postawila sprawe jasno - bede ci pomagac na odleglosc,
                przyjade na twoje urodziny itd, mozesz mnie prosic o pomoc w roznych
                sprawach ale do wakacji nie zaprosze cie do siebie
                dziewczynka zamknela sie w łazience gdzie godzine wyła z rozpaczy a
                wolontariuszka łykała łzy pod drzwiami
                ale coz, slowo sie rzeklo...

                zgadnij jaki byl skutek tej sytuacji? podpowiem ze taki wstrząs
                bardzo dobrze zrobil tej dziewczynce

                uznalysmy wtedy ze wymagac od 6 czy 8-latki przeciwstawienia
                zwyczajom domowym jest niemozliwe
                ale gdy dziewczynka za 3 miesiace miala skonczyc 12 lat, jest bardzo
                inteligentna (najstarsza) - MUSIALA doswiadczyc ze normalnym
                swiecie, klamstwo oznacza konsekwencje bolesne predzej czy pozniej

                zastanow sie Verdano: jesli te dzieci maja wyjsc z patologii, jesli
                maja odbic sie od wzorca domowego, jesli choc jedno z nich ma szanse
                inaczej zyc niz jego rodzice - czy powinny znac i uwewnętrzniac
                takie wartosci jak: szacunek do innych, uczciwosc, prawdomownosc,
                pracowitosc oczywiscie NIE jako cnoty heroiczne ale czy powinny
                myslec ze ludzie inni sluza do manipulowania nimi, wykorzystywania i
                ze oni "biedni" stanowia pępek swiata? czy takie myslenie pozwoli im
                wyrwac sie z patologii?

                i nie mowie tutaj o cnotach heroicznych "predzej umre niz sklamie" -
                ale o zrozumienie ze postawa jaka znaja z wlasnego domu że ŻADNEJ
                sprawy nie da sie załatwic bez kłamstwa, że oszukuje sie MOPS,
                pedagog, szkołe, lekarke, rodzine i pomagajacych, że kłamie sie
                nawet na temat tego co sie jadlo na sniadanie - ze taka postawa nie
                pozwoli im odnalezc sie w swiecie niepatologii?

                komu potrzebna jest wdziecznosc, prawdomownosc czy uczciwosc tych
                dzieci - wolontariuszkom czy samym dzieciom?
                • verdana Re: przeginasz verdano 09.07.08, 21:15
                  Alez Ty oczekujesz wdzięcznosci w postaci zmiany zachowani. Ty sie
                  starasz, wiec dziecko też musi, musi, bo przecież ty włozylaś w nie
                  tyle energii i pracy.
                  Ale to Twoja sprawa - dziecko w tym wieku nie traktuje Twojej pomocy
                  jako łaskawosci i dobroci, tylko jako rzecz normalna i należną. I
                  jesli Twoje działania wychowawcze nie dzialaja, nie możesz uznać, ze
                  winne jest dziecko i nalezy je za to ukarać. A to własnie robisz. On
                  nie spelnia Twoich oczekiwań, mimo ze powinien. A powinien
                  zrozumieć, ze to Ty masz byc dla niego wzorem, a nie mama i tata -
                  bo to patologia i dziesięciolatek ma to dostrzec.
                  przepraszam Cię bardzo, ale dokladnie tak opisujesz sytuację.
                  dziecko z rodziny patologicznej ma pod wplywem ochotniczek stac sie
                  grzecznym, milym dzieckiem. Nie staje się - to tylko jego wina, nie
                  zasuguje na nic więcej.
                  A moim zdaniem własnie takie dziecko powinno zetknąć sie z "lepszym"
                  srodowiskiem. a Tu postanowilaś, ze dla niegrzeczych - tylko
                  środowisko patologiczne.
                  Te dzieci maja wyjść z patologii na zasadzie - nie bedziesz nas
                  sluchac, to my dalej nie pomagamy? Nam sie nie udaje ciebie
                  wychować - to Twoja wina, nie nasza? To dobre dla dorosłych, dla
                  dzieci jest proste - zajmujemy się tylko wdziecznymi egzemplarzami,
                  dzieci niewdzięczne i trudne niech wiedza, ze my nie pomożemy. Łatwo
                  jest pomagać grzecznym.
                  Nie, to tak nie działa. A już wymaganie od dziecka by dostrzegało
                  patologię rodziców i się od niej odcięło to patologia. Pamiętam, jak
                  prowadzilas dyskusję, jak ukarac dziecko, ktore sklamało na
                  polecenie matki. To dla mnie dopiero przegiecie.
                  • sion2 Re: przeginasz verdano 09.07.08, 23:36
                    verdana napisała:

                    > Alez Ty oczekujesz wdzięcznosci w postaci zmiany zachowani. Ty sie
                    > starasz, wiec dziecko też musi, musi, bo przecież ty włozylaś w
                    nie
                    > tyle energii i pracy.
                    > Ale to Twoja sprawa - dziecko w tym wieku nie traktuje Twojej
                    pomocy
                    > jako łaskawosci i dobroci, tylko jako rzecz normalna i należną. I
                    > jesli Twoje działania wychowawcze nie dzialaja, nie możesz uznać,
                    ze
                    > winne jest dziecko i nalezy je za to ukarać. A to własnie robisz.
                    On
                    > nie spelnia Twoich oczekiwań, mimo ze powinien. A powinien
                    > zrozumieć, ze to Ty masz byc dla niego wzorem, a nie mama i tata -
                    > bo to patologia i dziesięciolatek ma to dostrzec.
                    > przepraszam Cię bardzo, ale dokladnie tak opisujesz sytuację.
                    > dziecko z rodziny patologicznej ma pod wplywem ochotniczek stac
                    sie
                    > grzecznym, milym dzieckiem. Nie staje się - to tylko jego wina,
                    nie
                    > zasuguje na nic więcej.
                    > A moim zdaniem własnie takie dziecko powinno zetknąć sie
                    z "lepszym"
                    > srodowiskiem. a Tu postanowilaś, ze dla niegrzeczych - tylko
                    > środowisko patologiczne.
                    > Te dzieci maja wyjść z patologii na zasadzie - nie bedziesz nas
                    > sluchac, to my dalej nie pomagamy? Nam sie nie udaje ciebie
                    > wychować - to Twoja wina, nie nasza? To dobre dla dorosłych, dla
                    > dzieci jest proste - zajmujemy się tylko wdziecznymi
                    egzemplarzami,
                    > dzieci niewdzięczne i trudne niech wiedza, ze my nie pomożemy.
                    Łatwo
                    > jest pomagać grzecznym.
                    > Nie, to tak nie działa. A już wymaganie od dziecka by dostrzegało
                    > patologię rodziców i się od niej odcięło to patologia. Pamiętam,
                    jak
                    > prowadzilas dyskusję, jak ukarac dziecko, ktore sklamało na
                    > polecenie matki. To dla mnie dopiero przegiecie.
                    >

                    wiesz co verdano, zaluje ze zaprosilam cie do rozmowy
                    nie bede dementowac kazdego twego wyobrazenia o mnie bo szkoda mi
                    czasu, sorry
                    liczylam na powazne podejscie a nie kierowanie sie uprzedzeniami bo
                    nie zyje wedlug twego swiatopogladu a niesttey przebija z ciebie
                    uprzedzenie

                    nie ma sensu zebym dyskutowala z fikcja, z twoimi wyobrazeniami o
                    moim podjesciu do dzieci
                    jak bedziesz zainteresowana rozmowa oparta na faktach - daj znac
              • weronikarb Re: to jeszcze wam cos opowiem.... 21.07.08, 12:36
                Verdano myślę, że tym razem zbyt ostro pojechałaś i na wyrost.


                > Sion, mam przykre wrażenie, ze dziecko nie pojedzie nie dlatego,
                ze
                > jest niegrzeczne, tylko dlatego, ze jest niedostatecznie
                wdzięczne.

                Moje dziecko właśnie z tego powodu by NIE pojechało

                Ja aby moc miec pieniadze musze pracowac, mojego syna praca jest
                nauka i bycie grzecznym.
                Jest dopiero w przedszkolu ale ma to wpajane i wie, że jak bedzie
                grzeczny w przedszkolu to tak jakby wykonal dobrze prace. W domu tez
                ma byc grzeczny - tak jak my.

                Wiadomo jest dzieckiem ma odpaly, tym barzdiej ze to zywe srebro,
                jednak przez rok przedszkola tylko raz mi sie poskarzyly

                Dostaje duzo - choc nie wszystko co zapragnie.


                Znam rodzine patologiczna z tez ok. 6 dzieci.
                Rodzice zdrowie - nie shanibili sie praca, bo oni biedni,
                wielodzietni wiec im sie NALEZY.
                Dzieci - obecnie najmlodsza ok 16 lat - zadne z nich nie pracuje -
                dwoje najstarszych po wyrokach w wiezieniu.

                Nikt sie dziecmi nie zainteresowal, nie dal dobrych przykladow -
                wystarczylo ze dali pomoc finansowa.

                Mysle tak jak Sion ze powinna juz zaczac wyciagac konsekwencje, bo
                inaczej nic dobrego z chlopaka nie bedzie, a jest szansa ze jeszcze
                go wyciagnei na dobra droge
                • agatka_s Re: to jeszcze wam cos opowiem.... 21.07.08, 13:04
                  Nie zgadzam sie.

                  Wakacje, podobnie jak jedzenie, spanie , ubranie, zabawki, czas
                  wolny i szacunek rodzicow-dziecko powinno miec niezaleznie od tego
                  czy bylo grzeczne, czy sie dobrze uczylo, czy mozna sie nim bylo
                  pochwalic przed znajomymi i rodzina itp.

                  Ja rozumiem ze dziecko marzy o jakims super wyjezdzie, i to jest
                  nagroda za cos, cos extra, za jakis ponad przecietny wysilek wlozony
                  w nauke. Niemniej nawet jesli dziecko jest niegrzeczne, kiepsko sie
                  uczy i w ogole nie spelnia naszych oczekiwan, ma wciaz prawo do
                  odpoczynku, np poprzez pojechanie na oboz. Inaczej to tresura.

                  No i najgorsza rzecz-szkola nauka, nie jest praca dziecka !!!!! To
                  jakis absurd.

                  Dziecko nie chodzi do szkoly w zamian za cos (tak jak my do pracy-w
                  zamian za wynagrodzenie). Szkola dziecka jest dla niego samego-nie
                  chodzi sie do szkoly zeby zadowolic rodzicow, ktorzy w zamian za to
                  zadowolenie dadza nagrode !!!!! Do szkoly chodzi sie dla siebie,
                  zeby sie czegos nauczyc.

                  Przestrzegam przed takim mysleniem, bo jesli dziecko zacznie miec
                  klopoty, to moze dojsc do wniosku ze i tak nie ma po co chodzic do
                  szkoly, rodzicow i tak nie zadowoli bo mu nie wychodzi, nagrody nie
                  bedzie, to po co chodzic ? Lepiej zostac "bezrobotnym" uczniem....
                  • weronikarb Re: to jeszcze wam cos opowiem.... 21.07.08, 13:17
                    Agatka nie zgodze się.
                    Nauka to praca i to ciężka praca - bo osobiscie wole chodzic do
                    pracy zawodowej i miec popoludnie luz smile

                    Dlatego doceniam ciezka prace dziecka - i to nei koniecznie
                    finansowo, jest wiele innych form doceniania.

                    Pozatym neiwiem moze jestes ewenementem, ale ja w podstawówce
                    napewno nie myslalam o przyszlosci, raczej aby jak najszybciej
                    odbebnic swoje i miec luz. Mimo iz matka non stop trabila, ze to nas
                    z start w dorosle zycie.

                    Dziecko musi miec motywacje, aby moc wykrzesac z siebei wszystkie
                    poklady sily.
                    Wez nie chwal dziecka za nauke - po co skoro robi to dla siebie -
                    jak myslisz bedzie sie uczyc, bo bedzie myslec o przyszlosci??

                    Nie, jest czlowiekiem, a on potrzebuje motywacji, bodźca aby moć
                    dzialać i na kazdym etapie rozwoju jest on inny.

                    Jak jest malutkie - to motywacja to usmiech mamy, klaskanie z radosci
                    Pozniej w przedszkolu - pochwaly, jakies tablice ze sloneczkami.
                    Pozniej coraz to inne - jakie powiem Ci jak ja z moim dojde tam smile

                    Jednak tak jak ja bylam wychowywana, to na ogol - wyjscie dluzsze w
                    weekend, badz cos nowego ekstra, innym razem wycieczka itd.
                    • agatka_s Re: to jeszcze wam cos opowiem.... 21.07.08, 13:34
                      Motywacja-tak tu sie zgadzam, potrzebna jest i to bardzo. T

                      Tylko ze dziecko ma prawo do wielu rzeczy, tak jak napisalam,
                      niezaleznie od tego jak "pracuje". Do takich rzeczy nalezy np
                      odpoczynek w wakacje. I cos co dziecku sie nalezy z tego tylko
                      tytulu ze jest dzieckiem, nie moze byc przez rodzicow wykorzystywane
                      jako "motywacja".

                      I jeszcze jedno, czym innym jest jesli mama pochwali za piatke, a
                      zupelnie czym innym jest jak dziecko walczy o te piatke aby mama
                      pochwalila. Subtelna roznica ale jednak olbrzymia.(i bardzo
                      widoczna golym okiem wsrod dzieci !!!!).

                      Tak jak nie wolno dzieci karac, zabierajac im cos co im sie nalezy,
                      z tego tytulu ze sa dziecmi, nie wolno dzieci nagradzac za cos co
                      jest ich normalnym obowiazkiem, jako dzieci.

                      Jesli dziecko mieszka w domu, to jego obowiazki domowe nie sa praca
                      za ktora nalezy sie jakies extra wynagrodzenie, tak samo nauka
                      dziecka, dobre sprawowanie nie jest wysilkiem dziecka za ktore
                      nalezy sie gratyfikacja. (wiadomo, jak dziecko zrobi cos super ito,
                      to mozna jakos pochwalic, ale z zasady dziecko nie powinno wyrzucac
                      smieci po to aby go ktos za to pochwalil)

                      Praca zawodowa jest oparta na zupelnie innych zsadach-wrecz jest to
                      handel wymienny, codzimy do pracy bo nam za to placa, jak przestana,
                      noga nasza w pracy wiecej nie postanie. I dlatego nigdy nie wolno
                      twierdzic ze szkola dziecka to tak jak praca doroslych. Jest to
                      poprostu demoralizujace-nawet najmniejszy szkrab musi miec
                      swiadomosc ze nikt mu za nauke "placic" (w dowolnej formie !!!) nie
                      bedzie, bo tak jak jest oczywiste ze sie oddycha, ze sie sprzata jak
                      sie nabrudzi i ze sie mamie pomaga w domu, tak samo oczywiste jest
                      ze chodzi sie do szkoly.
                      • weronikarb Re: to jeszcze wam cos opowiem.... 21.07.08, 14:52
                        > niezaleznie od tego jak "pracuje". Do takich rzeczy nalezy np
                        > odpoczynek w wakacje. I cos co dziecku sie nalezy z tego tylko
                        > tytulu ze jest dzieckiem, nie moze byc przez rodzicow
                        wykorzystywane
                        > jako "motywacja".

                        I owszem - dlatego w wakacje nie dorabia a "odpoczywa", jednak
                        wyjazd na kolonei nie należy sie jak tzw "psu buda".
                        Moje dziecko jak caly rok bedzie "zlewac" szkole, zle sie zachowywac
                        to bankowo by nie pojechalo nna kolonie i do tego "wypasione"
                        W tym wypadku odebranie kolonii to poprostu konsekwencja jego
                        zachowania
                        • agatka_s Re: to jeszcze wam cos opowiem.... 21.07.08, 14:59
                          a ja uwazam, ze dziecku odpoczynek nalezy sie jak psu micha. Wyjazd
                          na kolonie, to przyjemnosc (zazwyczaj), ale przede wszystkim
                          regeneracja po roku szkolnym. Madry rodzic wie ze kolonie, wyjazd,
                          zmiana otoczenia, klimatu, zmiana srodowiska, poznanie nowych
                          kolegów jest poprostu w interesie dziecka, i dlatego nalezy sie mu
                          jak psu micha.

                          To tak jakby przestac dawac dziecku jesc mieso albo zdrowe jarzyny,
                          bo nie bardzo sie staralo w szkole....
    • mma_ramotswe Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 19:02
      Powiem tak: wobec 10latka można już wyciągnąć konsekwencje.
      Ja to zrobiłąm u syna, gdy miał 11 lat. Palił papierosy, miało się
      to już nei powtórzyć - stawką była zielona szkoła. Nie pojechał, bo
      jednak go z papierosem złapano.
      Był płacz i zgrzytanie zębów, obietnice itd. Nie pojechał.
      Teraz syn ma 13 lat i jest zupełnie innym dzieckiem. teraz mówi, że
      to go nauczyło.
      Ale nie wiem, czy u wszytskich działa. Wiem, że są tacy, których to
      dobije. "Skoro uważasz, że jestem zły, to ja ci właśnie to
      pokażę", "nie warto się wysilać, bo i tak jestem zły".
      Bardzo trudna sprawa
      • agatka_s Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 19:07
        no więc właśnie, ja wiem doskonale co zrobiłabym wobec mojego syna-
        byłabym konsekwentna.

        Ale wobec dziecka którego nie znam, a co najważniejsze dziecka
        którego nie rozumiem, bo nie wiemy co w takiej główce, pokrzywdzonej
        przez los, sie dzieje-nie odważyłabym sie dawać takich
        jednoznacznych pedagogicznych rad.

        Z drugiej strony rozumiem też sion. Rozumiem też i to że ona też
        nie dobrze się z tym czuje że ktoś ją zawiódł, nawet jeśli to tylko
        10 letni chłopiec....
    • ata-07 Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 19:49
      Daj mu szansę. Ma okazję być w innej,grzeczniejszej grupie. Moja
      córka była w zeszłe wakacje na półkolonii razem z dziećmi
      alkoholików/dla biednych dzieci nie ma kolonii/. Po przyjeżdzie była
      zadowolona z pobytu,ale mówiła,że te dzieci przeklinały cały czas,aż
      uszy puchły słuchać. A dzieci były w wieku do 18 lat. Dlatego nie
      dziwię się,że ten chłopiec tak się zachowuje,ale podejrzewam,że
      tylko w takiej samej grupie dzieci,jak on. Taka odmiana bardzo by mu
      pomogła-być może,gdyby nie te kolonie, nigdy by nie zobaczył,że
      można żyć i zachowywać się inaczej. Każdy człowiek zasługuje na
      jeszcze jedną szansę! A w przyszłości,jeżeli będzie miał taką okazję
      pojechania na normalne kolonie-to byłoby najlepsze dla niego,bo
      pojechanie z dziećmi alkoholików nie zmienia za bardzo otoczenia.
      Takie dziecko powinno odpocząć i starać się wyjść z takiego
      środowiska,a nie w niego dalej brnąć poprzez zadawanie się tylko z
      dziećmi z rodzin patologicznych. I jeszcze jedno-zauważyłam,że te
      dzieci biedne lubią się chwalić-moja córka tak ma,nie chce
      pokazać,że jest gorsza od innych,wymyśla niestworzone rzeczy.
      Dlatego nie dziwię się,że może coś ukradł.W tym roku moja córka
      pojechała na wakacje normalne,dzięki pewnej e-mamie,za co bardzo
      dziękuję,jest bardzo zadowolona. Acha,im dłuższe kolonie,to lepiej
      dla niego. Odpocznie od rodziny,zapozna nowych kolegów-na takich
      koloniach sportowych napewno wychowawcą jest mężczyzna,więc dadzą
      sobie z nim radę. Powodzenia,daj mu szansę-to jego szansa na nowe
      życie.A i mama odpocznie.
    • ata-07 Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 20:19
      Poza tym,skąd wiadomo,że będzie się żle zachowywał? Podejrzewam,ze
      jeżdził tylko na kolonie dla dzieci z patologicznych rodzin.Nie
      można skreślać dziecka za coś,co się jeszcze nie wydarzyło.Napewno
      będzie lepiej się zachowywał,choćby z tego powodu,żeby zostać,bo to
      frajda dla chłopca być na takich sportowych koloniach.I może lepiej
      nie mow mu:"jakby co,nie będzie miał cię kto odebrać"/bo to dla
      niego lepiej-chulaj dusza/,tylko mó:"jak mi wychowawca powie,ze się
      żle zachowujesz-przyjeżdżam natychmiast"-niech sie trochę
      obawia.Powiedz mu to spokojnie,to jeszcze dziecko-nie stresuj na
      zapas i nie psuj humoru i zabawy.Od tego są wychowawcy.
    • m_regina Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 20:26
      Ja stawiałabym na to, żeby Pawłowi dać szansę. Jemu każdy tydzień
      poza domem, w którym jest tak nieciekawa atmosfera daje naprawdę
      dużo. Jeśli pojedzie na te kolonie, znajdzie się w zupełnie innej
      niż dotąd (nie-patologicznej) grupie i do tej grupy będzie się
      musiał dostosować. Wiem, piszesz, że ma kontakt z mnóstwem dobrych
      i normalnych ludzi, ale ten kontakt odbywa się na nieco innych
      zasadach - to przeważnie dorośli, od których Paweł otrzymuje pomoc.
      W szkole, niezależnie od tego, że jest lubiany i ma fajną
      wychowawczynią, funkcjonuje (o czym wszyscy wiedzą) jako dziecko z
      rodziny patologicznej. Jeśli pojedzie na te kolonie, wreszcie
      będzie inaczej. Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że wśród dzieci
      z normalnych rodzin będzie się zachowywał znacznie lepiej niż na
      koloniach dla "biednych dzieci" właśnie dlatego, że w grupie będą
      panowały inne standardy zachowań i większość mu je w jakiś sposób
      narzuci. Dziesięciolatek to jeszcze na tyle małe dziecko, że będzie
      mu zależało na dopasowaniu się do nowej, obcej mu grupy. Poza tym,
      przy mocno atrakcyjnym i sportowym programie facet nie będzie się
      nudził i demonstrował swojego nizadowolenia. Możemy mieć nadzieję,
      że przynajmniej część energii zostanie spożytkowana we właściwy
      sposób, co ograniczy niepożądane "akcje". Jasne, ochrzań go raz
      jeszcze za to, co było na poprzednim wyjeździe, ale zgódź się na
      ten (z zapowiedzią, że jeśli jego zachowanie będzie znów
      skandaliczne, to następnej szansy nie będzie). Nie ma co liczyć na
      to, że będzie szczególnie grzeczny (o czym, jak radzi Verdana,
      możesz mu powiedzieć), warto mu wskazać rzeczy niedopuszczalne (ale
      te naprawdę niedopuszczalne, tak żeby nie było ich aż tak wiele) i
      tych absolutnie zabronić, pod groźbą, że w ich przypadku to będzie
      ostatni wyjazd, a inne, drobniejsze, trochę mu odpuścić. Myślę, że
      opiekunowie na koloniach widzieli już trochę nieobliczalnych,
      niesłuchających się dziesięciolatków lubiących się bić i dadzą
      radę. Myślę, że w tym momencie nie jest problemem to, co
      organizatorzy kolonii pomyślą o koleżance, która ją załatwiła
      (zresztą, powinni zdawać sobie sprawę, że z takim dzieckiem mogą
      być problemy, a koleżanka powinna im o tym powiedzieć). Aha, moim
      zdaniem zamiennik w postaci caritasowych kolonii jest bez sensu -
      jeśli młody faktycznie nie różnicuje wyjazdów, to specjalnie się
      tym nie przejmie, a przy małej ilości atrakcji i grupie, która może
      być zbliżona do tej z poprzedniego wyjazdu, mamy prawie pewność, że
      będzie się zachowywał fatalnie. No i pamiętaj - to jeszcze
      stosunkowo mały chłopiec, wychowujący się w fatalnej atmosferze, na
      dodatek niedojrzały i mający spore braki w wychowaniu i
      funkcjonowaniu społecznym. On jeszcze może Cię zawodzić...
        • verdana Rozwazania ogólne 09.07.08, 22:11
          Jeszcze jedno.
          Karanie dziecka przez kochajacego rodzica to zupełnie co innego, niż
          karanie przez osoby obce dziecku. psychologowie czesto zwracaja
          uwagę, ze dzieci stosunkowo dobrze i z niejakim zrozumieniem
          przyjmują kary, gdy osoby sa im bardzo bliskie, a przede wszystkim
          mają pewność, ze kara sobie, a milość sobie. czyli - mama mnie
          ukarala, bo bylem niegrzeczny i jest mi przykro, bo kocham mame i
          ona mnie kocha - ja jej własciwie nie chce zrobić przykrosci, a ona
          się zezloscila, ale moze dla mojego dobra (oczywiscie dziecko TAK
          tego nie mysli, ale o to chodzi).
          Kary wymierzane przez osoby dalsze, a przede wszystkim takie, o
          ktorych dziecko wie, ze nie zywia do niego uczucia sa odbierane
          zupelnie inaczej. Stąd nieskuteczność kar wymierzanych przez
          nielubianych nauczycieli - bywaja skuteczne tylko, gdy dziecko się
          boi, natomiast nie zmienią na stałe zachowań. te kary dziecku
          kojarza sie tylko z niesprawedliwoscią i budzą chęć odwetu "będę
          jeszcze gorszy, zrobie mu na złość". kara wymierzona przez
          wolontariusza, ktory podobno ma pomagać dziecku, nie budzi wyrzutow
          sumienia, raczej pewność, ze wolontariusz po prostu dziecka nie lubi
          i je odtrąca. To nie sprzyja dalszej mozliwości wywierania wpływu.
          Raczej budzi dalsza agresją "jak jestem już taki zły i nikt mnie nie
          lubi, to ja naprawde pokażę, co potrafie".
          No i mam watpliwosci, czy małe dzieci z patologicznych rodzin, gdzie
          rodzice nie maja odbieranych praw powinny być wychowywane przez
          obcych ludzi z założeniem, ze wychowa się dzieci tak, by nie
          słuchały rodziców (rodzice oszukują, kłamia) i robily co innego, niż
          rodzice im każą mama kaze skłamać - nie klam). To jest dla dziecka
          niemal niemożliwe do zrobienia, jest stale rozdarte miedzy dwa
          systemy wartości, przy czym obie strony domagaja się posłuszenstwa i
          wyłącznosci. Tak raczej nie wychowa się nikogo.
          • andaba Re: Rozwazania ogólne 09.07.08, 22:24
            Ze względu na chłopca - posłałabym go, chrzanić akcje wychowawcze,
            jak widać na wiele się nie zdają, a będzie miał szanse pobyć w
            normalnym środowisku. Ale z drugiej strony - stawcie się w sytuacji
            tych współkolonistów i wychowawców - wiem z doświadczenia, że jeden
            upiór potrafi całkowicie zepsuć komuś kolonie (dawniej kolonie były
            tanie, jeździli wszyscy, także dzieci z rodzin patologicznych -
            czasami był to koszmar - zwłaszcza dla chłoppców do których grupy
            trafił, dziewczyny bardziej potrafiły się dostosować do ogółu).
            Dlatego też nie posłałabym dzieci na kolonie Caritasu...
          • anndelumester Re: Rozwazania ogólne 09.07.08, 22:29
            Zgadzam sie z Verdaną. Ja bym nie liczyła na jakąs spektakularna
            poprawę - 4 lata to nie jest wiele (patrzac na to w skali i biorac
            pod uwage, ze pierwsze lata zycia tego dziecka sa stracone).
            Podobnie, nie wymuszałabym nierealnych obietnic. Prawdopodobnie
            chłopak ma szereg nieprzepracowanych dysfunkcji i nie jest w stanie
            dopełnic obietnicy "bycia grzecznym"... Przebywanie w grupie
            rówiesników, która akceptuje inne - nazwijmy to pozytywne
            zachowania - moze mu pomóc (jest taka metoda pracy z dziecmi
            trudnymi, ze one szybko dostosowuja sie do małej grupy, która
            narzuca swoje zachowania/zasady i nie akceptuje "złych" zachowań -
            kluczem do sukcesu jest liczebność i proporcje takiej grupy).

            ---
            Every need got an ego to feed...
            • sion2 Re: Rozwazania ogólne 09.07.08, 23:33
              no tak ale ja nigdzie nie napisalam ze wymagalam od dziecka jakis
              obietnic - NIGDZIE nie napisalam tego, bo NIGDY nie zmuszalam go ani
              nie przyjmowalam obietnic
              natomiast rozmawialismy o konkretnych sytuacjach np. skaczesz do
              wody gdy nie ma pozwolenia, mozesz narazic się na zachlysniecie,
              utoniecie, dezorganizujesz prace grupy
              grzebiesz w plecakach - jesli komus cos zginie oskarza ciebie nawet
              jesli nic nie ukradles
              itd itd

              sorki ale zaczelam miec wrazenie ze verdana ma jakas wizje tego
              naszego "pomagania" niezgodna z rzeczywistoscia
              • mader1 Re: Rozwazania ogólne 09.07.08, 23:57
                Sionku,

                według mnie albo niech jedzie na te kolonie, albo na żadne - nawet
                te Caritasu.
                Napiszę dlaczego.
                Kolonie to kolonie. Na wszystkich są dzieci i wychowawcy. Jeżeli
                uważasz, że on nie nadaje się na kolonie ze względu na to, że
                zagraża bezpieczeństwu innych dzieci, a to poważna i trudna sprawa i
                konsekwencją jest to, że nie powinien jechać na żadne kolonie.
                Dzieci wysłane na kolonie Caritasu i wychowawcy tam pracujacy, to
                nie są jacyś "inni" ludzie. Mają swoją wytrzymalośc i godność.
                Jeżeli zaś chłopiec " nadaje się" ogólnie na kolonie, jeździ na
                kolonie i będzie nań jeździł, może jechać i na te " drogie" kolonie
                sportowe.
                Można tylko porozmawiać z wychowawcą o specyfice podopiecznego.
                Wychowawcy na koloniach sportowych na ogół mają swoje sposoby na
                ujarzmienie ' niepokornych". Są przyzwyczjeni do dzieci żywych i
                rozrabiających. Będą mieli więcej dzieci z "normalnych" rodzin, więc
                może trochę więcej czasu na zajęcie się " szczególnych przypadkiem".
                Chłopiec będzie miał okazję poznać nowe środowisko.
                Ciekawe czy i jak bardzo lepsze ? wink
                Może coś dobrego z tego wyniknie ?
                Krzywdę sobie i inym może zrobić na każdych koloniach.
                • sion2 Re: Rozwazania ogólne 10.07.08, 10:29
                  Dziekuje Mader za wypowiedz. sęk nie tylko w zachowaniu, ale i
                  bezpieczenstwie - on juz jezdzil na "caritas" dwa razy i radzili
                  sobie z nim dlatego ze nie zatrudniaja jako kadry byle kogo a poza
                  tym nie zabieraja dzieci wyłacznie z patologii na te kolonie, jeżdża
                  tam srodowiska mieszane a w normalnym trybie kolonie Caritasu
                  kosztuja ok 800-900 zl, "nasze" dzieci jezdzily po 150 zl od łebka
                  za 2 tygodnie. Mozna sie zawsze starac o zwolnienie z oplat ale te
                  ceny powoduja ze nie jedzie tam sama patologia zas w programie maja
                  duzo zajec o podlozu psychologii (typu jak wazna jest rodzina,
                  nazywaj swoje uczucia, o szkodliwosci narkotykow itd)

                  ale faktycznie raczej nie bedzie dobrze zeby jechal na caritas
                  zamiast na te kolonie sportowe

                  Pawel ma wybryki chuliganskie niestety, na tych ostatnich koloniach
                  za kazdym wyjsciem poza teren rzucal kamykami z potoku w mlodsze
                  dzieci - panie caly czas na niego musialy patrzec, rozmawialy,
                  prosily, tlumaczyly i w koncu grozily odeslaniem do domu - nic nie
                  dalo to w zmianie zachowania chlopca, zupelnie nic
                  Pawel potrafi na powaznej rozmowie z wychowawczynia patrzec jej w
                  twarz i smiac sie z wyrazem twarzy "co mi pani zrobi"

                  nie zamierzalam nigdy przedstawic tej sytuacji dziecku jako kary ale
                  jako naturalnej konsekwencji jego postepowania: nie sluchasz polecen
                  opiekunow a podczas splywu kajakami czy zjazdach na linie bedzie to
                  stanowilo zagrozenie dla ciebie wiec nie mozessz brac w tym udzialu,
                  wchodzisz do wody kiedy chcesz i jak chcesz, popychasz inne dzieci
                  wiec nie mozesz jechac z grupa gdzie takie zachowania beda grozne
                  dla ciebie i innych itd
                  • mader1 Re: Rozwazania ogólne 10.07.08, 12:09
                    No właśnie. Bo sprawa nie polega na karaniu. Polega na tym, że on
                    stanowi zagrożenie. I dorosły, który sobie z tego zdaje sprawę, nie
                    może na takie zagożenia pozwolić.
                    Powtarzam- jeżeli one stanowią zagrożenia, te zachowania, to mały
                    nie nadaje się na kolonie na tym etapie...
                    Natomiast uparłabym się na coś " zamiast". Wiem, że to późno, ale
                    może jakąś wzmożoną opiekę psychologiczną, jakieś zajęcia tego typu -
                    wykorzystać to, że są wakacje i można zamiast nauki czas poświęcic
                    na naukę życia.
                    Żeby to coś dało, to " niejechanie".
                    Jeżeli obóz Caritas zapewnia taką opiekę psychologa i terapię, może
                    potraktować to, jak właśnie terapię.
                    I przedstawić chłopcu w ten sposób, że dopóki nie poprawi
                    zachowania, króre stanowi zagożenie, będzie mógł jeździć tylko na
                    takie kolonie terapeutyczne ? Bo na innych nie mogą się nim zająć ?
                    A potem, jak nauczy cię współżycia i współpracy, otwierają się inne
                    możliwości ?
          • sion2 Re: Rozwazania ogólne 09.07.08, 23:44
            super verdano ale co twoj wpis ma wspolnego z tym co my robimy dla
            tych dzieci? bo jakos zwiazku nie widze...

            dziwie sie ze tak mądra osoba nie rozroznia kary od konekwencji
            czy dziecko ktore nie zalozy czapki na mroz i sie przeziebi zostalo
            ukarane bo nie chcialo postapic jak trzeba?
            nigdy nie ukaralam zadnego z tych dzieci, nigdy
            nigdy nie namawialam do nieposluszenstwa rodzicom

            a wedlug tego co piszesz nalezy popierac patologiczne zachowania i
            myslenia dzieci zeby bron Boze nie zorientowaly sie ze robia cos
            zlego z czym w normalnym swiecie zostana odrzucone
            na szczescie w wyzej wymionych sprawach zawssze sluchalam sie
            fachowcow, psychologow dzieciecych wspolpracujacych ze szkola i
            poradnia gdzie dzieci chodza
            widze ze musisz udowodnic ze szkodze dzieciom - nie uda ci sie bo
            nie uwazalam sie nigdy za najmadrzejsza i postepuje wedlug zalecen
            fachowcow
          • sylwiam_m Re: Rozwazania ogólne 10.07.08, 00:35
            Verdana za przeproszeniem ale pie....sz w bambus.Cały Twój wywód o
            karach zadawanych przez nielubiane osoby jest na nic.Sion wyraźnie
            pisze,że młody ją wielbi.Nie wyjechanie na atrakcyjne kolonie nie
            jest też karą tylko konsekwencją złego zachowania.
            • sion2 Re: Rozwazania ogólne 10.07.08, 10:33
              Nie, chlopiec nie mnie "kocha" ale swoja wolontariuszke, ja
              oragnizuje wszystko i swego czasu zajmowalam sie osobiscie siostra
              chlopca. I jedyne czego ucza wolontariuszki to normalnych zasad, z
              normalnego swiata poprzez ukazywanie go dziecku. Nie zaczynaja same
              klamac, manipulowac i akceptowac chuliganstwo aby bron Boze nie
              stworzyc dziecku dyskomfortu że z systemem wartosci jaki jest w jego
              rodzinie jesst cos nie tak.
          • sylwiam_m A ja Wam zadam przewrotne pytanie 10.07.08, 00:46
            Czy chciałybyście,żeby wasze dzieci pojechały na w sumie drogie
            kolonie z dzieckiem które może rozwalić plan dnia?Przez które
            korzystanie z atrakcji może być ograniczone?Dzięki któremu Wasze
            dzieci mogą być narażone na niebezpieczeństwo,bo uwaga wychowawców
            jest skupiona na nim.Czy chciałybyście być wychowawczyniami na
            takich koloniach?
            Zaraz zakrzyczycie,że chłopiec może zachowywać się całkiem ok.A
            niby dlaczego?Ma świetną wolontariuszkę,którą mami czczymi
            obietnicami.Fajną wychowawczynię,której rozwala lekcje.Sztab
            psychologów i pedagogów.Czy nie za dużo tego?Może on też by ruszył
            4 litery i mózgownicę i zaczął myśleć.Może wpadłby na to,że za złe
            zachowanie ponosi się konsekwencje.Albo wychowanie albo
            litowanie.Na razie koleś jest na etapie należymisię.
            • sylwiam_m Re: A ja Wam zadam przewrotne pytanie 10.07.08, 00:52
              Ajeszcze do sion.Rozmawiałam na ten temat z koleżanką,która lata
              bywa kierowniczką na koloniach.Też zawsze mieli darmowe miejsca i
              było ok.do czasu aż nie pojechał problematyczny
              chłopiec.Organizatorzy mieli problemy,zapowiedzieli,że nigdy
              więcej.No i niestety dzieci wróciły z przekonaniem,że biedny=źle
              zachowujący.
            • sir.vimes Nie, to nie za dużo 19.07.08, 13:48
              > Zaraz zakrzyczycie,że chłopiec może zachowywać się całkiem ok.A
              > niby dlaczego?Ma świetną wolontariuszkę,którą mami czczymi
              > obietnicami.Fajną wychowawczynię,której rozwala lekcje.Sztab
              > psychologów i pedagogów.Czy nie za dużo tego?Może on też by ruszył
              > 4 litery i mózgownicę i zaczął myśleć.

              Dzieci z niepatologicznych rodzin nie potrzebują wolontariuszek itd. Dlaczego?
              Bo pochodzą z niepatologicznych rodzin. Nie ma w tym ich zasługi.

              Ten chłopiec nie miał takiego szczęścia - i nie ze swojej winy. To, że jest pod
              szczególną opieką to żadna łaska - to wyrównanie tego co dziecku należy się jak
              psu miska a czego ten chłopiec nie otrzymał.

              Nie musi być za żadną pomoc wdzięczny ani nie musi się starać na to zasłuzyć -
              tak jak nasze dzieci nie musza być wdzięczne za swoje normalne domy i nikt ich
              nie rozlicza czy na nie "zasłużyły".

              Natomiast oprócz samego chłopca ważne są też inne dzieci , które będą na
              koloniach (nieważne czy tych caritasowych czy tych "normalnych"). I ich dobro
              też powinno być brane pod uwagę.
        • sion2 Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 09.07.08, 23:37
          joa66 napisała:

          > sion, przepraszam jeżeli nie zauważyłam Twojej odpwoiedzi na
          pytanie
          > verdany, ale jak w końcu było..ten chłopiec był diagnozowany pod
          > katem ADHD i FAS?

          oczywiscie ze TAK - wlasnie z moich staran, tak szkodliwych dla
          dzieci wedlug verdany - jest caly czas pod opieka poradni
          psychologiczno-pedagogicznej

          nie stwierdzono wyzej wymienionych zesspolow
    • mader1 Jeszcze raz... 10.07.08, 00:01
      ... bo przepraszam, wpisałam się w złym miejscu

      Sionku,

      według mnie albo niech jedzie na te kolonie, albo na żadne - nawet
      te Caritasu.
      Napiszę dlaczego.
      Kolonie to kolonie. Na wszystkich są dzieci i wychowawcy. Jeżeli
      uważasz, że on nie nadaje się na kolonie ze względu na to, że
      zagraża bezpieczeństwu innych dzieci, a to poważna i trudna sprawa i
      konsekwencją jest to, że nie powinien jechać na żadne kolonie.
      Dzieci wysłane na kolonie Caritasu i wychowawcy tam pracujacy, to
      nie są jacyś "inni" ludzie. Mają swoją wytrzymalośc i godność.
      Jeżeli zaś chłopiec " nadaje się" ogólnie na kolonie, jeździ na
      kolonie i będzie nań jeździł, może jechać i na te " drogie" kolonie
      sportowe.
      Można tylko porozmawiać z wychowawcą o specyfice podopiecznego.
      Wychowawcy na koloniach sportowych na ogół mają swoje sposoby na
      ujarzmienie ' niepokornych". Są przyzwyczjeni do dzieci żywych i
      rozrabiających. Będą mieli więcej dzieci z "normalnych" rodzin, więc
      może trochę więcej czasu na zajęcie się " szczególnych przypadkiem".
      Chłopiec będzie miał okazję poznać nowe środowisko.
      Ciekawe czy i jak bardzo lepsze ? wink
      Może coś dobrego z tego wyniknie ?
      Krzywdę sobie i innym może zrobić na każdych koloniach.Niezależnie
      od ich ceny.
      • mader1 Re: Jeszcze raz... 10.07.08, 00:18
        czyli ja zrobiłabym tak. Zastanowiłabym się, czy to złe zachowanie,
        o którym pisałaś, to " wybryki" dziecka niedopilnowanego,
        niewychowywanego przez rodziców czy wybryki w rzeczywisty sposób
        zagrażające życiu, zdrowiu dziecka lub kolegów, koleżanek.
        Jeżeli to drugie, wzięłabym dziecko na rozmowę i powiedziała,
        dlaczego nie może być uczestnikiem żadnych, ŻADNYCH, nawet
        najtańszych kolonii.
        Ale wydaje mi się, że wcześniejszy skok do wody na basenie, choć
        jest irytujący, raczej nie stanowi zagrożenia. Ratownik stał obok smile
        Jeżeli uznasz, że jednak nie zrobił nic takiego, co rzeczywiście
        zarazałoby życiu, zdrowiu innych, wybrałabym kolonie droższe,
        sportowe.
        Jeżeli tak lubi sport, może będzie mógł się wykazać, że jest w nim
        dobry i nie będzie musiał udowadniać tego inaczej ? smile
        • paszczakowna1 Re: Jeszcze raz... 10.07.08, 11:18
          > Jeżeli tak lubi sport, może będzie mógł się wykazać, że jest w nim
          > dobry i nie będzie musiał udowadniać tego inaczej ? smile

          Beda lepsi, podejrzewam. A jesli chlopiec ma taka strategie zdobywania szacunku
          w grupie, jaka opisuje Sion, to malo prawdopodobne, by z nowa grupa byla
          inaczej. Zwlaszcza, ze z jego dotychczasowych doswiadczen wynika jasno, ze jest
          to sluszna i skuteczna strategia - innym dzieciom imponuje, a nic nieprzyjemnego
          go nie spotyka. I nie oszukujmy sie, jesli na kolonii beda 10-latki, to na pewno
          znajdzie takich, ktorym zachowanie jego sie spodoba i beda go nasladowac. (Chyba
          niedobrze pod tym wzgledem sie stalo, ze on jest w klasie z mlodszymi od siebie
          dziecmi, choc rozumiem, ze byla to koniecznosc z innych wzgledow.) Co innego,
          gdyby znalazl sie razem z dziecmi starszymi (a moze da sie to zalatwic, Sion?),
          te by pewnie umialy go ustawic.

          Mnie najbardziej tu martwi (ale ja z natury jestem pesymistka, na co nalezy
          wziac poprawke), brak mozliwosci odebrania go z tych "sportowych" kolonii. Czy
          ktoras z osob wypowiadajacych sie w tym watku puscilaby w takich warunkach na
          kolonie swoje dziecko, i to dziecko, z ktorym moga byc powazne problemy? Bo ja nie.
          • mader1 Re: Jeszcze raz... 10.07.08, 12:00
            Nie. Nie puściłabym swojego. I nawet nie w jakimś tam odwecie. Po
            prostu uznałabym, że naturalną konsekwencją tego, że nie potrafi się
            na koloniach zachować, jest to, że na nie nie jeździ.Żadne. I że
            trzeba nad nim intensywniej popracować, może przy pomocy psychologa,
            poświęcając swój czas.
            Ale trzeba powiedzieć, że tu nie będzie też dodatkowej pracy nad
            dzieckiem ze strony mamy sad
          • babapolska Droga SION! 10.07.08, 12:25
            Jestem pełna podziwu widząc Twoją postawę, chęć niesienia pomocy,
            otwartość na rady, zaangażowanie smile I tak sobie myślę, czy mimo
            wszystko nie powinno się dołożyć starań, aby odebrać prawa
            rodzicielskie i wyrwać tego dzieciaka z obecnego, patologicznego
            środowiska. Inaczej może się okazać, że Wasz trud i tak pójdzie na
            marne.

            Co do meritum, jeśli zdecydujesz się na posłanie chłopca na
            kolonię, musi zostać - moim zdaniem - spełnionych kilka warunków.
            Bez tego, w świetle Twoich opisów, taki wyjazd wydaje się być po
            prostu demoralizujący zarówno dla chłopca, jak i innych uczestników.

            1. MUSI istnieć możliwość wcześniejszego odebrania chłopca z
            placówki.(Potraktuj to jak np obowiazek zapewnienia opieki
            ratownika; nie ma możliwości, bez względu na smutak, żal, itp, itd -
            nie ma obozu nad jeziorem)

            2. Spisujesz listę konkretnych punktów, koniecznych, ale i
            mozliwych do zrealizowania przez chłopca (np.: zakaz rzucania
            kamieniami); sama bedziesz wiedzieć najlepiej, co jest
            najistotniejsze w jego przypadku. Przykazujesz, aby każdego dnia
            (po obudzeniu, po obiedzie, przed zaśnięciem najpierw jeszcze w
            domu, potem na obozie) chłopak czytał ową listę. Jedno wykroczenie -
            konkretna reprymenda (bez kazań), drugie wykroczenie - bezwzględny
            powrót do domu. Oczywiście przed wyjazdem na obóz stosowne rozmowy
            i ustalenie jasnych reguł.

            3. Wcześniejsza rozmowa z kierownikiem i wychowawcą, który będzie
            miał przydzieloną jego grupę. Po prostu trzeba rozeznać temat, czy
            ta osoba (najlepiej facet) ma odpowiednią charyzmę, wiedzę i
            doświadczenia z "niepokornymi". Podrzucanie kukułczego jaja, z
            którym przeciętny wychowawca sobie nie poradzi to po prostu
            nieuczciwość. Dodatkowo biezący kontakt z wychowawcą podczas pobytu
            i chłopcem (rozmowy typu : pochwały, wychowawca przekazł mi, że
            dzisiaj ładnie ...., wierzę, że codziennie czytasz listę obietnic,
            równiez na temat odczuć chłpca).

            Moim zdaniem wysyłanie dzieciaka na coś zamiennego (Caritas) nie
            powinno wchodzić w grę. Wiem, że to przykre, ale głową muru nie
            przebijeszsad Tak, jak nie jesteś w stanie uratować wszystkich
            głodujących na świecie dzieci, czy zapewnić właściwej opieki
            wszystkim cierpiącym psom, tak i nie jest możliwe wyprowadzić
            każdego podopiecznego z patologicznych rodzin na prostą, usiłując
            mu przychylić niebasad. Przykre, ale prawdziwe. Wspierać chłopaka
            emocjonalnie, ale być konsekwentnym. Inni ludzie, ich zdrowie,
            spokój też są ważne.
            Powodzenia!
            • 123redomino Re: Droga SION! 10.07.08, 22:15
              Bardzo trafny punkt trzeci i w ogóle cały post. Konsekwencje mogą
              spotykać już zupełnie małe dzieci i uczyć je najwięcej. Dziecko jak
              się wydaje do tej pory było zalewane głównie tłumaczeniami i
              poradami. Niech mu się te konsekwencje zaczną od pobytu na tym
              drogim obozie. Wyjazd na obóz jest szansą a konsekwencje powinny się
              odnosić do konkretnych zachowań podczas pobytu tam. Jeśli mu się
              spodoba w tym nowym otoczeniu dotkliwym byłaby utrata tegoż.
              A tak w ogóle to jemu potrzebny jest ktoś kto naprawdę by go kochał.
              Mądrze.I wymagał oczywiście. Czy jako Panie wolontariuszki jesteście
              w stanie sprawić aby ta rodzina uwolniła się od alkoholika ?
              • maksimum W zyciu bym go nie wyslal. 11.07.08, 01:33
                Wysyla sie na podstawie dotychczasowych doswiadczen i jesli te sa zle,to nie ma
                co liczyc na obiecanki dzieciaka czy mamusi.
                Ja gram w kosza niemal codziennie z roznymi malolatami i widze ktorzy i na ile
                sa nawiedzeni i ktorym szkoda czasu poswiecac.
                Poza tym ,wszystkie inne dzieciaki jada tam by miec FUN,a ten jeden im to
                wszystko zniszczy.
                Gdybym byl rodzicem jednego z pozostalych dzieci,to wolalbym byc uprzedzony,czy
                na wycieczce bedzie jakis nawiedzony,ktory na codzien ma kuratora.
    • triss_merigold6 Wzruszające 13.07.08, 12:29
      Z perspektywy matki, która bedzie zapewne w przyszłości wysylać
      dziecko na obozy/kolonie za WŁASNE ciężko zarobione pieniądze:
      dostałabym szału gdyby w grupie był chłopak z patologii, agresywny,
      najwyraźniej upośledzony społecznie i psujący innym wypoczynek.
      Dostałabym szału gdybym się dowiedziała, że moje dziecko może być
      zagrożone, bo mały chuligan dostał kolejną szansę. Ja sobie
      eksperymentów wychowawczych nie życzę i nie życzę sobie sprawdzania
      czy może w grupie normalnych dzieci łobuz bedzie grzeczny.

      Tak, chłopak powinien być wdzięczny za to, że ma szansę w ogole
      gdzieś pojechać a jeśli nie jest to sorry. Już chyba rozumie, że od
      własnych rodziców niewiele może oczekiwać i że wakacyjny wypoczynek
      + full wypas wyprawkę ZAWDZIĘCZA obcym ludziom o dobrych sercach.
      • verdana Re: Wzruszające 13.07.08, 19:34
        Do klasy mojego syna zostal przeniesiony patologiczny chuligan z
        klasy równoleglej - został przeniesiony, bo klasa byla
        najgrzeczniejsza w szkole.
        I ci? Wprawdzie nie jak z XIX elementarza - nie sta sie wzorowym
        uczniem i podpora wychowawczyni, ale po doslownie dwóch tygodniach
        był całkiem do zniesienia. I tak zostło.
        Pozostawmy niegrzeczne dzieci w towarzystwie tylko patologii, niech
        nie stykaja się z naszymu zamożnymi, wychuchanymi, dobrze
        wychowanymi dziećmi. Bedzie za kilka lat miał kto napadać na nasze
        dzieci w ciemnych uliczkach.
        Kazmy biednym dzieciom byc bezgranicnie wdziecznymi za kazdą łaske
        jalmuzny, jaka my, dobrzy panstwo, ich obdarzamy, zeby nie mysleli,
        ze sa tacy sami dobrzy, jak nasze pociechy. I kupujmy zloto, zakopmy
        w ogrdku - przyda się w trakcie rewolucji.
        • joa66 Re: Wzruszające 13.07.08, 20:34
          Może się mylę, ale wydaje mi się, że ten chłopiec potrzebuje sukcesu
          i nagrody , a nie prezentu. Nie o to chodzi, żeby sobie "zasłużył"
          na kolonie i inne dobra, tylko o to, żeby pomóc mu osiągnąć
          jakikolwiek sukces...
          • triss_merigold6 Re: Wzruszające 13.07.08, 21:02
            Zdaje się, że sukcesy bez wkładu własnego raczej rzadko przychodzą.
            Jak się postara to będzie miał jakiś sukces ale na razie - z opisu
            sądząc - absolutnie nic na to nie wskazuje. Wszystko wskazuje
            natomiast na to, że cała rodzina znakomicie potrafi wykorzystywać
            dobrą wolę i pracę innych. Nie szanując jej przy tym. Wysłanie tego
            chłopaka na atrakcyjne kolonie mimo braku jakiejkolwiek pracy nad
            zachowaniem, starania się jest demoralizujące i wzmacnia postawy
            roszczeniowe. Dziesięciolatek chyba już przyswaja, że jest przyczyna
            i skutek. Dostaje za frajer więc po co ma się starać?
        • triss_merigold6 Re: Wzruszające 13.07.08, 21:15
          W szkole, w klasie jest ustalona pewna hierarchia i układy między
          uczniami, nowa osoba musi się przynajmniej częściowo dostosować.
          Obóz, kolonie to inna bajka, bo dzieci się nie znają.
          Z opisów wynika, że chłopak potrafi stwarzać zagrożenie dla siebie i
          innych a próby kontrolowania jego zachowania zawodzą ergo nie nadaje
          się na normalny obóz z normalnymi dziećmi. Ja bym nie chciała, żeby
          moje dziecko wróciło z takiego wyjazdu z traumą, bo jakiś dzieciak
          skupiał na sobie 300% uwagi opiekunów i był aspołeczny.
          BTW z ktorej strony chłopak jest wyłącznie w towarzystwie patologii?
          Sion pisze, że pracują z nim wolontariusze, szkoła też chyba nie
          jest w całości patologiczna więc inne wzorce ma.

          BTW2 chłopak swoją sytuację życiową zawdzięcza kompletnie
          niewydolnym wychowawczo rodzicom i to już powinien rozumieć. Pomoc
          wolontariuszy, organizowanie czasu, wypoczynku etc. to jest DOBRA
          WOLA OBCYCH LUDZI i nikt nie ma obowiązku mu tego fundować. Skoro
          jednak ktoś mu to funduje to niech docenia i przynajmniej stara się
          zachowywać w miarę poprawnie. Zresztą to demoralizujące, że rodzice
          palcem nie kiwną tylko radosnie się mnożą a dzieciak dostaje
          kolonie, wyprawkę, kieszonkowe. Po diabła pracować skoro wystarczy
          być upośledzoną umysłowo i alkoholikiem, żeby otoczenie zapewniało
          dzieciom to co powinni zapewniać rodzice?
          • wieczna-gosia Re: Wzruszające 14.07.08, 00:28
            > BTW2 chłopak swoją sytuację życiową zawdzięcza kompletnie
            > niewydolnym wychowawczo rodzicom i to już powinien rozumieć. Pomoc
            > wolontariuszy, organizowanie czasu, wypoczynku etc. to jest DOBRA
            > WOLA OBCYCH LUDZI i nikt nie ma obowiązku mu tego fundować. Skoro
            > jednak ktoś mu to funduje to niech docenia i przynajmniej stara się
            > zachowywać w miarę poprawnie.

            Triss jako 10 latka docenialas to co rodzice ci dawali i staralas sie
            "przynajmniej przyzwoicie zachowywac"? Kolonie to tez jest dobra wola rodzicow w
            koncu smile

            Zresztą to demoralizujące, że rodzice
            > palcem nie kiwną tylko radosnie się mnożą a dzieciak dostaje
            > kolonie, wyprawkę, kieszonkowe. Po diabła pracować skoro wystarczy
            > być upośledzoną umysłowo i alkoholikiem, żeby otoczenie zapewniało
            > dzieciom to co powinni zapewniać rodzice?
            Masz racje- to demoralizujace. Siedzenie w domu cale lato byloby bardziej
            wychowawcze.
            Rozumiem ze temat gryzie cie w piete ale chyba na wakacjach nierozstalas sie z
            rozsadkiem na tyle by miec swiadomosc ze zadne panstwo ani otoczenie nie zadba o
            dziecko tak jak zrobia to kochajacy rodzice ize te swietlice, kolonie i wyprawki
            to erzatze opieki rodzicielskiej? Co widaczreszta po opisywanych przez sion
            dzieciakach.
            • weronikarb Re: Wzruszające 21.07.08, 12:56
              Tak docenialam, nawet glupia spodnice, bo wiem ze mama mi to dala ze
              swojej pracy. Tak jak ja staralam sie swoimi wynikami i zachowaniem.
              Nie bylam aniolem, ale sie staralam i o to chodzi.
              Aby bylo widac iz stara sie, a on ma wszystko w du... szy, bo mu sie
              NALZEY

              I to trzeba by bylo zmienic, ze nawet bogatym manna z nieba nie
              spada.
    • limonka_3 pytanie do sion 13.07.08, 20:04
      Gdzie można załatwić dziecku takie kolonie? Czy wystarczy że rodzina jest
      zarejestrowana w MOPSie?

      W klasie mojego syna jest taki chłopiec, biedny, ale grzeczny. Jego mama
      pracuje, a poniewaz w naszym mieście nie ma półkolonii w godz. dla rodziców
      pracujących, a ich nie stac na opiekunkę - chłopiec cały dzień jest na placu
      zabaw i w jego okolicach. Jeździ na rowerze. Wczoraj mówił mi, że nigdzie nie
      pojedzie, bo jego mama musi pracować. Był przy tym bardzo smutny, bo moje dzieci
      powiedziały mu, że właśnie wróciły znad morza.

      Wiem, ze jego mama nigdzie się nie zwróci, ale - gdyby jej podsunąc pomysł - za
      rok być może gdzieś by pojechał.

      I nie musiałby mieć super butów górskich. On jest "przyzwyczajony" do tego, że
      dzieci zwracają uwagę na jego "brzydkie ubrania" sad

      Ja sądzę, że takie dzieci POWINNY korzystać z takich okazji, jaką dostał Paweł.
      • sion2 Re: pytanie do sion 14.07.08, 10:35
        Nie polecam kolonii z MOPSu bo tam jedzie 80% patologii i troche
        dzieci biednych ale z normalnych rodzin.

        Polecam natomiast kolonie Caritasu - pisalam juz w tym wątku że tam
        NIE jezdzi sama patologia, miejsca wypozczynku sa bardzo ciekawe, 5
        posilkow dziennie, kadra zas przygotowana do pracy z trudnymi, jak
        Pawel jezdzil w zeszlych latach na caritas to owszem byly telefony
        ze zle sie zachowuje ale tez przywozil dyplomy podkreslajace
        najdrobniejsze jego sukcesy np. dyplom najgzreczniejszego dziecka
        podczas kolacji na stołówce big_grin z czego dumny byl jak cholera... i
        zawsze dostawal zaproszenie na za rok "czekamy na Pawla za rok".

        jesli twoj chlopiec znajomy jest z Warszawy NAPISZ DO MNIE na
        sionek@o2.pl
    • rycerzowa Do Tris 13.07.08, 21:24
      Ponieważ w naszym kraju dzieje się, jak się dzieje, istnieje spore
      prawdopodobieństwo, że również TWOJE dziecko, jako pochodzące z rozbitej
      rodziny, będzie zaliczone do patologii i żaden przyzwoity, porządny, nobliwy
      rodzic swojej pociechy na kolonie z TWOIM nie pośle.
      • triss_merigold6 Tak jasne 13.07.08, 21:35
        To małolat pojedzie za granicę. Proste. Będzie mieć wybór.
        Nobliwe, konserwatywne towarzystwo w rozumieniu galicyjsko-
        krakowskim jest ostatnim na jakiego opinii mi zależy.D
        Porównanie zadbanego dziecka mającego oboje pracujących,
        wykształconych i wydolnych wychowawczo rodziców z łobuzem z
        dysfunkcyjnej, wielodzietnej rodziny alkoholika i upośledzonej
        umysłowo pani jest hm... mało przekonujące. Oni nie rozpoznaliby
        pracy nawet gdyby ich kopnęła w d..ę.

        Zresztą tu najmniej ważne jest z jakiej rodziny opisywany chłopak
        pochodzi. Ważne jest to, że istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że
        będzie psuł wypoczynek innym dzieciom i stwarzał zagrożenie.
    • sion2 jak sie rozwija sytuacja 14.07.08, 13:35
      No wiec kolezanka ktora zalatwila mu te kolonie wrocila na
      sszczescie wczesniej z urlopu i w zasadzie do niej nalezy decyzja.
      Bo ona pracuje w firmie ktora organizuje te kolonie, prosila samego
      dyrektora ze ten chlopiec mogl jechac za darmo. I jesli on
      przyniesie swoim zachowaniem same klopoty to ona bedzie miala
      nieprzyjemnosci w pracy.
      Rozmawialam tez z psycholog ktora zna te rodzine i dzieci, ktora je
      diagnozowala pod katem roznych zaburzen. Powiedziala ze wyslalaby
      chlopca pod warunkiem ze wychowawca bedzie uprzedzony co do zachowan
      Pawla i wyrazi zgode na jego pobyt oraz bedzie chcial jakos
      wspolpracowac z nami tzn bedzie mozna dzwonic i sie zapytac o Pawla
      albo bedzie go chwalil za kazda pozytywna zmiane itd.
      Dokladnie na to samo wpadla firma ktora to organizuje, kolezanka
      powiedziala szczerze jaka jest sytuacja i czekamy na decyzje
      wychowawcy.

      Mnie sie zdaje, znajac chlopca, ze on bardzo potrzebuje męskiego
      autorytetu i ze mężczyzna stanowczy a życzliwy chlopcu nie bedzie
      mial z nim problemow. Bo duuuuuzo zalezy w tym wieku jeszcze od
      wplywu nauczyciela.
    • ata-07 Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 15.07.08, 12:51
      Przepraszam,ale jak można powiedzieć,że ktoś się nadaje,a ktoś nie
      nadaje na kolonie? To tak,jakby ktoś się nadawał,a ktoś nie nadawał
      do szkoły. A może od razu niech idzie do poprawczaka albo do
      więzienia?! Bo izolując go od normalnych dzieci do tego
      dążycie.Werdana ma rację.Poza tym tak go traktujecie
      dziewczyny,jakby on jeden miał zepsuć innym kolonie i to na
      100%.Skąd ta pewność,że wszystkie inne dzieci będą grzeczne? Co to
      za pomoc,skoro 10-letnie dziecko spisujecie na straty? To przecież
      dopiero początek jego życia.
      • jogo2 Re: Nie posyłać 15.07.08, 22:02
        Ja bym nie posłała. Co mu zrobisz, jak nie dotrzyma obietnic? Zbijesz go, łeb mu
        urwiesz? Nie. Obietnic nie dotrzymywał już wcześniej. Na kolonie pojedzie inne
        dziecko, które potrafi się zachować. Takich miejsc gratis na super kolonie nie
        jest dużo, może skorzysta ktoś biedny, kto bardzo chciałby i POTRAFI docenić to
        co dostaje. Bo ten Paweł nie potrafi. Może nie umie, ale nie potrafi.
        Konsekwencja to bardzo prosty mechanizm, który uczy błyskawicznie, zawsze, przez
        całe życie.
        Dam Ci przykład. Niedawno skończyłam studia podyplomowe. Wykładowcy wymagali
        prac domowych. Przed terminem, na termin, po terminie, 3 naraz zaległe. Jedna
        pani powiedziała, że życzy sobie pocztą elektroniczną na 3 dni przed zajęciami,
        inaczej nie uzna, pracuje w takim systemie, że tak sobie życzy. I do niej prace
        domowe odrabiali wszyscy.
        Weź to sobie Sion pod rozwagę, a te wszystkie rzewne wywody pachnące
        komunistyczną urawniłowką i wzbudzaniem wyrzutów sumienia, za to że się miało
        rodziców nie z rynsztoka to weź w gruby nawias.

        Niestety, świat ten nie jest, nie był i pewnie nie będzie urządzony
        sprawiedliwie, nie każdy dostał równe i takie same szanse na starcie i żeby
        dostać to co się chce, to musi przede wszystkim chcieć sam zainteresowany i ta
        zasada jest niezmienna od wieków. A jak się nie nauczy chcieć zmienić tylko
        ludzi nabijać w balona to zmarnuje mnóstwo ludzkiej dobrej woli i energii, która
        mogłaby być lepiej spożytkowana gdzie indziej, a sam od tego nie poczuje się lepiej.
    • mamusia1999 Re: Dac szanse czy wyciagnac konsekwencje? 18.07.08, 22:01
      moze na tym polega jego wielki problem - z nadmiaru zrozumienia dla
      jego koszmarnego dziecinstwa nikt go nigdy nie pociaga do
      odpowiedzialnosci? ja bym go z kolonii wykluczyla, dla jego wlasnego
      dobra. rzadko zadjemy sobie sprawe, ze odpowiedzialnosc za swoje
      czyny to oczywiscie ciezar ale rowniez poczucie sily - bo moge aktem
      woli zadecydowac o tym, co sie wydarzy. wlasnej wartosci trzeba w
      ten sposob doswiadczyc, zeby ja czuc - tu nie wystarcza neistety
      sympatia ze strony otoczenia.
      wiem, ze sa specjalne kolonie dla dzieci trudnych, gdzie
      wychowawcami sa psychologowie obeznani z problemytyka agresji etc, i
      jest ich odpowiednia ilosc w stos. do dzieci. nie sa zbyt
      atrakcyjne jesli idzie o program - niech tam pojedzie, zobaczy co
      stracil, ale tez swoim zachowaniem pokazal, ze potrafi sie dostosowac
    • sion2 Decyzja zapadla 21.07.08, 14:13
      No wiec chlopak... jedzie.
      Decyzja nalezała do osoby ktora zaproponowala ten wyjazd. Ona
      poinfromowala firme a firma wychowawce kolonii ze dziecko moze
      sprawiac takie a inne klopoty. Ku naszemu zaskoczeniu firma podeszla
      bardzo pozytywnie do sprawy i chca chlopca wziac, chca dac mu szanse.

      Poniewaz Pawel NIE mial postawionego zadnego warunku ze jezeli
      bedzie sie dobrze zachowywal na pierwszych koloniach to pojedzie na
      drugie, sytuacja nas zaskoczyla, chcemy byc uczciwi wobec niego i ma
      szanse na poprawe na tych koloniach.
      Zawarlismy z nim kontrakt, dokladnie wytlumaczylismy czego i
      dlaczego nie wolno mu robic, ze nikt nie kaze mu byc mamninsynkiem
      ale ze musi przestrzegac zasad bezpieczenstwa i sluchac polecen
      wychowawcow - to minimum
      Pawel zostal poinformowany i zgodzil sie na podpisanie kontraktu ze
      jezeli nie poprawi zachowania na lepsze, nigdy wiecej wolontariuszki
      nie zorganizuja mu kolonii.
      Pisze skrotowo, wiec niech wszechwiedzaca Verdana ssie odczepi bo
      nie zna kontekstu calego. Chlopiec dobrze wiedzial co ma zmienic w
      zachowaniu i dlaczego, rozróżnia dobro od zla.
      Postanowilismy jednak ze nie pojedzie na wycieczke na Slowacje bo to
      by byla wprost nagroda za zle zachowanie (wycieczka nieobowiazkowa w
      ramach kolonii).
      napisze wam jak sie zachowywal.
      • joa66 Re: Decyzja zapadla 21.07.08, 15:13
        A czy wiesz czy będą inne dzieci , które nie pojadą na Słowację, czy
        on będzie jedyny, który zostanie???

        Prawdę mówiąc nie miałam zdecydowanego zdania na pytanie czy ma
        jechać na te kolonie czy nie. Ale jeżeli już jedzie , a większość
        dzieci na kolonii pojedzie na Słowację, on też powinien. Jeżeli nie
        pojedzie - będzie to formą kary. Za co?

        Jedynym wytłumaczeniem tego byłoby gdyby wiele dzieci, nie tylko
        on, zostało w ośrodku, kiedy inne są na Słowacji.

        • verdana Re: Decyzja zapadla 21.07.08, 17:37
          To smieszne, ze wychowawca kolonijny podzielił jednak zdanie
          wszechwidzacej Verdany, nie uznając, ze trzeba zostawić w domu 10-
          latka z patologicznej rodziny, bo nie potrafi byc grzeczny i
          wdzięczny za dobrodziejstwa, tylko ze trzeba mu postawic warunki i
          zabrac.
          • sion2 Re: Decyzja zapadla 21.07.08, 17:40
            Alez nie pisz ze wspominalas cos o warunkach - pisalas ze ma jechac
            bo mu sie nalezy i juz. Nie znalazlam w twoich wpisach ani cienia
            stawiania wymagan chlopcu za to mnostwo insynuacji na swoj temat.
    • sion2 rozmawialam z wychowawczynia 30.07.08, 16:37
      ... chlopiec zachowuje sie na razie bez zastrzezen. spi blisko
      pokoju wychowawczyn i jak to okreslila pani "zwracamy na wszystko
      uwage" ale Paweł nie wyróznia sie na razie niczym negatywnym,
      trzymajcie kciuki oby tak dalej.
      • alicja0 Re: rozmawialam z wychowawczynia 05.08.08, 02:03
        przeczytałam dopiero teraz ten wątek i też zwróciłam uwagę na to, co
        sion napisałaś tuż przed wyjazdem: że NIE stawialiście chłopcu
        żadnych warunków typu"złe zachowanie to brak kolonii:.
        W takim przypadku, odmowa wyjazdu to była by jakaś zemsta,
        niesprawiedliwa kara i tak pewno byłaby odebrana przez Pawła.
        W ogóle jak czytałam przykłady z życia Pawła, to sprawiają na mnie
        wrażenie, że wokół siebie ma jakieś ciocie-klocie. Wszystko mu
        tłumaczą, rozmawiają, ułatwiają. Znam wiele rodzin wielodzietnych i
        to nie patologicznych (tak, takie istnieją, nawet finansowo też
        nieźle stoją) i tam nie ma myślenia, że 10 letnie dziecko nie może
        odczuć konsekwencji. Ba, konsekwencje zachowania swego ponosi nawet
        roczniak. Przy czym konsekwencja jest naturalna np. rozwaliłeś
        zabawki, to teraz sprzątasz je na miejsce. Wylałeś zupę, wycierasz.
        Natomiast jesli ktoś ma mieć coś w nagrodę, to wcześniej zna warunki
        i wie jak może zasłużyc na to - i to wie dokładnie i konkretnie. W
        takim przypadku jak Paweł, wpierw powinien wiedzieć np. jeśli nie
        będziemy mieli skarg z pierwszych kolonii, to pojedziesz na drugie
        dobre, sportowe.
        Inaczej nie pojedziesz na super sportowe.
        Akurat tutaj trzeba też pamiętać, że kara nie może być bardzo
        dotkliwa pamiętając o tym, że chłopiec nie zmieni się w aniołka od
        razu, bo nie potrafi. Ale powinna być widoczna poprawa zachowania i
        wtedy nagroda. To co piszesz o koloniach Caritasu - te pochwały za
        każde drobne osiągnięcie, to jest droga do sukcesu.
        ALE też muszą być i konsekwencje za niesubordynację zaplanowaną i
        chcianą - odmawiać (uprzednio ustaliwszy co) rzeczy/sytuacji
        chcianych przez dziecko, ale też trzymać się proporcji kary w
        stosunku do winy.
        Ja nie zabierałabym Pawła z tych sportowych kolonii za pierwszą czy
        drugą niesubordynację, ale za każde złe zachowanie miałby jakieś
        kary na samej kolonii np. dyżur na stołówce, sprzątanie sal, odmowa
        dyskoteki itp. Jeśli to nie działałoby, wtedy dopiero powrót do domu.
        Dla dziecka najważniejsze jest to, że wie, iż jest kochane, że zna
        zasady gry i że w 99 przypadkach na 100 odbiera konsekwencje
        (zarówno dobre jak i złe) swoich czynów.
        Ten jeden przypadek, gdzie nie ma konsekwencji to miłosierdzie smile)
        Nie jest dobrze, kiedy zawsze jest kara, kiedy zawsze jest nagroda.
        Trzeba pokazać, że zwykle jest konsekwencja, ale stać też nas na
        dobre serce, jednak to jest extra wyjątek.
        POdobnie brak nagrody - też wyjątkowo sporadyczny, aby uczyć, że nie
        zawsze dostaje się nagrodę i trzeba umieć przyjąć takie sytuacje.
        Dla chłopca autorytet mężczyzny jest niezastąpiony żadną, nawet
        kochaną wolontariuszką, niestety. MUsi mieć wzór konkretnego mąrego
        faceta, który kocha i wymaga. Żadne wykłady i rozmowy tego nie
        załatwią. Facet bez słów potrafi powiedzieć więcej, niż 100
        pogadanek.
        Dobrze, że chłopiec wyjechał. Po powrocie warto go skontatktować z
        jakimiś normalnymi mężczyznami, którzy lubią sport, bo chłopak musi
        wyładować swoją energię w sporcie, a nie na lekcjach.
        Polecam książkę "równi ale różni" o różnicy w wychowaniu chłopców i
        dziewcząt,jak pewne zachowania działają na chłopców a jak na
        dziewczynki (oczywiście nie są to dwa światy oddzielne, ale jednak
        pewne rady w praktyce się sprawdzają i ułatwiają prowadzenie lekcji
        nauczycielom).
        Pozdrawiam i powodzenia.
        • sion2 tak, udalo sie 28.08.08, 12:35
          Chlopiec do konca kolonii zachowywal sie "w normie" jak powiedziala
          wychowawczyni. W kazdym razie zadne chuliganienie nie mialo miejsca.
          Mieli tam mnostwo wycieczek i ciekawych zajec, Pawel zas przyznal ze
          nie mial kolegow do zlego zachowania i bylo mu latwiej. Zostal
          zaproszony za rok na ten sam wyjazd smile. Nie wiem co pomoglo, mysle
          ze jednak mocno nim wtrząsnelimy po tym pierwzym wyjezdzie no i
          towarzytwo mial lepsze... jestem zadowolona ze pojechal, ze
          zmienilam swoje poczatkowe...
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka