azile.oli
20.11.08, 11:55
Mam bardzo zdolną córkę,to nie moja opinia,ale i nauczycieli,choć
osobiście sama zdaję sobie z tego sprawę.Nadszedł czas konkursów i
olimpiad i niestety,rozpoczęła się totalna bitwa wśród nauczycieli o
moją córkę,bo problem polega na tym,że ona jest uzdolniona
praktycznie ze wszystkich przedmiotów(oprócz muzyki).Oczywiście
córka zdaje sobie sprawę,że nie da ze wszystkim rady,to byłoby nawet
głupie,dlatego też niektórym nauczycielom musiała odmówić,a
dotyczyło to zwłaszcza przedmiotów,których nie można nauczyć się
samemu,bo musiałaby nadrabiać program jednej klasy.Oczywiście każdy
nauczyciel by chętnie z nią pracował,ale czasowo jest to po prostu
niemożliwe,bo konsultacje z niektórych przedmiotów się
pokrywają.Poza tym konkursy odbywają się w zbliżonych terminach,ale
jest jednak kilka dni przerwy i chyba normalne jest,że córka zawsze
skupia się najbardziej na najbliższym konkursie,po jego napisaniu
przechodzi do następnego itd.Młoda jest dość asertywna i potrafi
odmówić,ale jest konkurs,na którym szczególnie jej zależy i
nauczycielka bardzo ją w tym wspiera.córka ma już trochę
sprecyzowane plany na przyszłość,choć mogą jeszcze ulec zmianie i co
za tym idzie,wie,czego chce.Ale teraz się okazuje,że każda
nauczycielka ma do niej żal,że się rozprasza czymś innym,zamiast
zająć się jej przedmiotem.Tak,jakby nie były w stanie pojąć,że doba
ma tylko 24 godziny,a dziecko nie jest w stanie uczyć się
wszystkiego naraz,tzn noie dzień przed jedna olimpiadą robić
wnikliwe powtórki do drugiej.Nie wiem ,co mam robić,żal mi młodej,bo
wiem,że w przyszłym roku będzie podobna sytuacja.Nawet nauczycielki
już zaczynaja na siebie krzywo patrzeć i sobie dogadywać.Jak to
obserwuję,to zaczynam dochodzić do wniosku,że lepiej się nie
wychylać i nie pokazywać,że wykracza się znacznie wiedzą ponad
program,chyba znacznie lepiej jest przeciętniakom.Nie wiem,co mam
robić,bo choć sama jestem nauczycielką,to jednak nie potrafię tego
zrozumieć.A dziewczyny mi szkoda,bo nie dość,że zasuwa,to jeszcze
musi się tłumaczyć,że nie weźmie udziału w czymś,co nie jest
obowiązkowe.Doprawdy,lenie się tyle nie tłumacza,bo nauczycielom nie
chce się z nimi gadać.pomijam już fakt,że oprócz konkursów sa
przecież jeszcze normalne lekcje i sprawdziany w
szkole.Podkreślam,córka nie narzeka,że nie da rady,bo da,tak sobie
wszystko rozplanowała,żeby zdążyć,ale nauczycielom się wydaje, że
przedkłada jeden przedmiot nad drugi.Pomóżcie,bo mi jej żal.