azile.oli
24.11.08, 17:41
Mam znajomą,której syn chodzi razem z moim do jednej klasy w
gimnazjum,razem chodzili też do podstawówki,ale nie łączą ich żadne
więzy koleżeńskie,po prostu inne zainterwsowania,styl bycia itd.Ta
znajoma uważa się za moją koleżankę i często mi się zwierza,a w
zasadzie pyta o radę,bo jej młody ma problemy z nauką,które jak dla
mnie wynikają z olewactwa.Matka przybiera postawę atakującą wobec
nauczycieli i podkreśla,że syn jest znerwicowany i bardzo wszystko
przeżywa,ale prawda jest taka,że on tak zachowuje się tak tylko przy
niej,w szkole nic sobie nie robi z ocen,totalny luz,wariowanie i
prowadzanie się za rękę z dziewczyną.Wiem,że tamten matkę
okłamuje,mówiac,że był na konsultacjach poprawiać ocenę,ona się
chwali,że taki odpowiedzialny,a ja wiem,że nie mógł tam być,bo
nauczycielka pojechała np z klasą na wycieczkę,o czym powiedział mi
mój syn,który chodzi na kółko z tego przedmiotu.Za to moja córka
doskonale wiedziała,gdzie ten kolega był i co robił,ponieważ
spotkała zakochaną parkę na skwerku.Ta znajoma podkreśla,że teraz ma
do syna zaufanie,bo przecież jej nie okłamuje,a dowodem na to mają
być słowa owej sympatii syna,która oczywiście każdą wersję
potwierdza,a też chodzi do jednej klasy z naszymi synami.Ja wiem,jak
prawda wygląda,nie chcę kablować,ale czasami ta moja nieszczęsna
znajoma podaje takie wersje wydarzeń ,że mnie z nóg
zwala;mało,domaga się,żebym razem z nią pomstowała na nauczycieli,a
ja mogę jedynie milczeć,bo wszelkie próby delikatnego sugerowania,że
dziecko czasami może minąć się z prawdą,nie docierają.W sumie nie
moja sprawa,ucinam rozmowy jak mogę,bo wiem,że z chwilą,gdy powiem
jej prawdę w oczy stanę się jej wrogiem nr1,a tego nie chcę.Staram
się jej unikać ,jak mogę,ale jak już mnie dopadnie,to mi wciska
ciemnotę i chce,żebym potakiwała.Nie chcę z nią zadzierać,bo jest
straszną plotkarą,a wnioski wysnuwa z dupereli.Powiedzieć jej w
końcu prawdę,czy nie?Jej syn,to jej sprawa,ale rozpowszechnia też
nieprawdziwe historie o nauczycielach i innych rodzicach,podczas gdy
sama nie jest w porządku.Jak dać nauczkę takiej babie,ale w białych
rękawiczkach,bo jest mściwa,do dziś odsądza od czci i wiary
kobietę,która jej poskarżyła,że jej syn,wtedy uczeń 3 klasy
sp,przebiegał przez jezdnię nie oglądając się ani razu i omal nie
wpadł pod samochód.Ja bym za taką informację kobitkę ozłociła,a
tamta ją wyzwała.