Dodaj do ulubionych

moze jednak usprawiedliwic?

04.12.08, 14:37
popołudniu maszeruje do syna (II LO) na zebranie
od rana bije sie z myślami jak postąpić, co będzie lepsze...

sytuacja jest następująca:
syn oświadczył mi dziś rano, że nie idzie do szkoły - zastałam go rano przy
książce od historii, nie spał całą noc - oczywiście nie tylko dlatego, że się
uczył (komputer również był okupowany)
po rozmowie okazało się, że:
- nie chodzi do szkoły od tygodnia (w tym roku jak na razie miał 100% frekwencje)
- swoją nieobecność w szkole tłumaczył potrzebą przygotowania się do
odpowiedzi z historii
- nauczyciel historii zakuminikował mu w niezbyt przyjemnej formie, że już
teraz, w drugiej klasie "załatwił" sobie maturę, bo prostu nie zda do
nastpenej klasy...
- nauczyciel swoje wywody wysnuł nastęnego dnia po oddaniu sprawdzianu, z
którego syn otrzymał jedynkę (z poprzedniego miał 3), odpytywanie dotyczyło
materiału, który był na sprawdzianie, syn dostał kolejną jedynkę
- następnego dnia znowu zapytał syna, młodzieniec się tłumaczy, że przecież i
tak nie zdążyłby sie nauczyć z dnia na dzień nawet gdyby wiedział, że będzie
pytany)
- przez ten tydzień niechodzenia do szkoły niestety nauczyl sie tylko częsci
materiału (materialu jest naprawdę sporo)
- w tym czasie b. dużo czasu poświęcał na tzw. własne zainteresowania czyli
sport i przyjaciele wink, książka do historii spoczywała na biurku (spoczywala
to tu chyba odpowiednie słowo)
- syn przed dzisiejszym zebraniem prosil, żebym z rzeczonym nauczycielem nie
rozmawiała - mówił nawet, że jeśli będe z owym nauczycielem rozmawiać nie
pójdzie wiecej do szkoly (!) - problem wiec jakiś z tym nauczycielem jest

Tłumaczenie, że nie chodząc do szkoły powoduje, że zbierają się zaległości z
innych przedmiotów nie pomaga sad

Wychowawczyni na pewno będzie pytać co się dzieje z synem, ale ten nie chce
żeby z nią na ten temat w ogóle rozmawiała...
Nie zamierzam (jak juz bywalo dawniej w przypadku wagarowania) usprawiedliwiać
mu tej nieobecności. Wychowawczyni jednak, moim zdaniem, należą się wyjaśnienia.
Problem w tym, że gdzieś tam głęboko korci mnie, żeby mu te dni jednak
usprawiedliwić...
Mam wątpliwości, z jednej strony chciałabym go uchronić przed nagannym, z
drugiej strony zdaje sobie sprawę, że musi ponieść konsekwencje swojego
postępowania.
Obserwuj wątek
    • green_sofia Re: moze jednak usprawiedliwic? 04.12.08, 15:00
      Usprawiedliwić. Dzieciak ma kłopoty więc usprawiedliwieniem
      częściowo mu pomożesz. Z drugiej strony należy wyciągnąć
      konsekwencje bo jak mówisz przez ten tydzień wcale tak dużo się nie
      uczył. I nie tłumacz że materiału jest sporo, przez tydzień można
      się nauczyć materiału na cały semestr, nie wspominając o jednym
      sprawdzianie.
      Czy syn jest w klasie o profilu historycznym? Bo jesli nie to należy
      olać historię, zdać na 2 i tyle. A jeśli jest w takiej klasie to
      chyba należy zastanowić się nad zmianą profilu póki czas bo jesli
      dziecko przez tydzien nie jest w stanie nauczyc się do sprawdzianu
      to znaczy że kompletnie nie ma predyspozycji do tego przedmiotu.
      • azile.oli Re: moze jednak usprawiedliwic? 04.12.08, 15:41
        Uświadom synowi,że zachował się kompletnie nieodpowiedzialnie, jak
        nie nauczył się do sprawdzianu, to chyba raczej wiedział,że kiepsko
        napisał, co się potwierdziło, bo odpowiadał i dostał z tego samego
        materiału jedynkę. Zazwyczaj nauczyciel rzadko oddaje sprawdzian
        następnego dnia, więc jak się kiepsko napisało, to trzeba to
        powtórzyć, a nie tłumaczyć, że nie było czasu. Wspominałaś o maturze
        z historii, syn ma ją zamiar zdawać, czy też to były tylko takie
        gołosłowne pogróżki nauczyciela? Bo to ważne. A teraz jeśli chodzi o
        usprawiedliwienie nieobecności - sama nie wiem, co bym zrobiła,
        jestem zwolenniczką ponoszenia konsekwencji własnego postępowania
        przez dziecko, zwłaszcza już w liceum, ale z drugiej strony, jeśli
        tego nie zrobisz, nie wiadomo, jakie będzie dalsze postępowanie
        syna. Bo albo weźmie sobie to do serca, albo wyjdzie z założenia, że
        i tak już ma wagary, to następne nie zrobią różnicy. Usprawiedliw,
        ale zapowiedz młodemu, że robisz to jedyny i wyjatkowy raz, ma
        pilnować obowiazków i tyle. Postąpił wobec Ciebie nieładnie,
        postawił przed faktem dokonanym, mógł powiedzieć wcześniej ,że ma
        kłopoty, musi nadrobić, wtedy nie ma problemu - w porozumieniu z
        rodzicem zostaje w domu 2 dni, ale uczy się, a nie udziela
        towarzysko. Uświadom chłopakowi, że wychowawczyni mogła do Ciebie
        zadzwonić, wyszłoby, że o niczym nie wiesz. Do historyka nie idź,
        ale trzymaj rękę na pulsie i kontroluj sytuację.Pozdrawiam.
        • czar-marie Re: moze jednak usprawiedliwic? 04.12.08, 16:06
          azile.oli napisała:

          > Wspominałaś o maturze
          > z historii, syn ma ją zamiar zdawać, czy też to były tylko takie
          > gołosłowne pogróżki nauczyciela? Bo to ważne

          to miały być pogróżki w stylu, że nie zaliczy tej historii w drugiej klasie i
          tym samym nie zda matury bo w ogole nie dotrwa w liceum do III klasy, nie
          zostanie dopuszczony do matury

          syn nie anioł - wiadomo, ale jeszcze takiej sytuacji w historii szkolnej nie
          było, żeby miał aż taki uraz do nauczyciela?
          oczywiscie tym razem zawalil sprawe na maksa, pewnie nie jest w stanie trzeżwo
          ocenić teraz swojej sytuacji (o ile w ogole w tym wieku można to zrobić) ale
          naprawdę szkodzi sobie bardzo, nawet jeśli mu to usprawiedliwie, to zaległości z
          innych przedmiotów pozostaną - ale pewny jest, ze wszystko poza tą historią jest
          do ogarnięcia i w razie czego zaliczenia (w sumie z innych przedmiotów tragedii
          nie ma)

          z nauczycielem pogadam ale tak ogólnie, chetnie poznam tego człowieka, bo do tej
          pory nie miałam okazji...
          • a.nancy Re: moze jednak usprawiedliwic? 04.12.08, 19:44
            > to miały być pogróżki w stylu, że nie zaliczy tej historii w drugiej klasie i
            > tym samym nie zda matury bo w ogole nie dotrwa w liceum do III klasy, nie
            > zostanie dopuszczony do matury

            napisałaś, ze nauczyciel powiedział chłopcu, ze już "załatwił" sobie maturę.
            czyli nie: "ucz się, bo nie zaliczysz", tylko "nie zaliczysz i już". dobrze
            rozumiem?
            ja bym w takim razie poszła do tego nauczyciela i zakomunikowała, ze skoro nie
            ma wyjścia i syn TAK CZY INACZEJ nie zda (co oczywiście jest bzdura, bo do końca
            roku daleko i mógłby się poprawić), to zwalniasz go z obowiązku chodzenia na
            lekcje historii, bo szkoda jego czasu.
            ale ja jestem bezczelne babsko wink
    • protozoa Re: moze jednak usprawiedliwic? 04.12.08, 15:30
      Usprawiedliwić! Jeśli nie chcesz stracić dobrego kontaktu z synem to tak zrób. A
      swoja droga współczuję synowi nauczyciela-durnia.
      Czyżby był to ten sam, który uczył w ubiegłym roku moich synów? Prestizowe
      warszawskie liceum .
      • hbk Re: moze jednak usprawiedliwic? 12.12.08, 13:56
        Tak jest usprawiedliwic. Czy to wasza jedyna solucja na rozwiazanie problemu?
        Nauczyciel duren, na jakiej podstawie to zakladasz, wysluchania realcji matki
        (ktora rozmawiala poki co tylko z synem)? A rozmowa z druga strona sie nie
        liczy. Ja bym najpierw porozmawial z nauczycielem, bo nie mozna sie opierac
        tylko na tym co powiedzial syn. A co do materialu z historii, z autopsji wiem,
        ze nie jest go tak duzo i w tydzien mozna sie wszystkiego nauczyc (oczywiscie
        mowie tylko o materiale dotyczacym jednego roku). Relacje z synem nie sa
        najwazniejsze, najwazniejsze jest nauczenie syna NORM, ktorych nie moze
        przekraczac. Wszystkim co kaza usprawiedliwiac po przeczytaniu tego pierwszego
        postu, radze sie puknac w glowe, nie mozemy tworzyc spoleczenstwa ludzi
        nieprzystosowanych do zycia, nie robiacych nic i nie szanujacych nauczycieli
        [wkoncu jak zawsze po dostaniu zlej oceny rodzic bedzie lecial do nauczyciela i
        sie darl, ze nie maracji i krzyczal, ze jest "tepy" i "osiol", to czego sie
        nauczy dziecko? Chyba tylko tego, ze nie trzeba miec szacunku do nauczyciela i,
        ze cokolwiek zrobie mama/tata mnie wybroni... ehhh bezstresowe wychowanie]
        • drwal88 Ja mialem usprawiedliwiane! 12.12.08, 20:47
          Jak najbardziej usprawiedliwic! Przez 12 lat w szkole i teraz przez 3 na studiach prawie niczego sie nie nauczylem. Uczen przy polskim systemie nauczania musi sie wszystkiego nauczyc w domu, szkola mu tylko w tym przeszkadza bo zabiera 6-8h dziennie.

          Ja do matury przygotowywalem sie w ten sposob, ze przez cala wiosne nie chodzilem do liceum - pod koniec III klasy i tak nic sie nie robi a tylko traci czas, ktory w domu jest, lepiej czy gorzej, bardziej czy mniej sumennie, ale jednak przeznaczany na nauke.

          Mam bardzo madra matke nauczycielke, ktora napisala "Prosze usprawiedliwic nieobecnosci syna w marcu i kwietniu z wiadomych mi powodow".

          P.S.
          Uprzedzajac pytanie - nie mialem w maturalnej 18 lat, wiec nie moglem sam sobie usprawiedliwic.
    • allija Re: moze jednak usprawiedliwic? 04.12.08, 16:47
      różnie bywa z nauczycielami, moj syn ma klopoty, zreszta jak
      wiekszość uczniów szkoly i to od lat, z nauczycielka matematyki.
      Probowałam z nia rozmawiać w 1. klasie, syn nie zabraniał a ja
      czulam sie zaniepokojona sytuacja. Byl to pierwszy i ostatni raz,
      takiej dawki betonu, antytalencia pedagogicznego i
      zakompleksienia /leczonego na uczniach/ w jednym to juz dawno nie
      widziałam, nawet ja takiej nauczycieli nie miałam. Syn ma kłopoty do
      dzis /klasa maturalna/, nie mam pojecia jak z szóstkowicza /w
      róznych szkolach i z różnymi nauczycielami/ stał sie nagle
      głąbem /wg nauczycielki/ i szczerze mowiąc jednak w to watpię.
      Zaproponowałam synowi pomoc np zmianę klasy, szkoły. Nawet to
      przemysliwał ale w efekcie ambitnie został, jest z tych
      niepokornych. I tak się szarpiemy, na szczeście juz matura.
      Ja jednak porozmawiałabym z nauczycielem zeby chocby przekonac sie
      co to za człowiek, czy jakis sensowny, czy to syn zawalił czy nie do
      konca. Z wychowawcą o ile sie da, u mnie nie, wychowawca zupełnie
      nie sprawdza się w roli. I na pewno wyciągnąc pomocna dłoń do syna,
      poszukac wspólnie rozwiązania, moze właśnie zmienić nauczyciela.
      Oczywiście, syn troche zlekceważył co też powinien sobie uswiadomic
      ale to typowe dla osób w tym wieku, myslę że to też jest jakas nauka
      dla nich. Ale to przecież nie znaczy, ze nie mamy pomoc swojemu
      dziecku, lekcję dostał a teraz trzeba poszukać najlepszego
      rozwiazania, wspólnie z nim, rozmawiac raczej jak przyjaciel a nie
      rodzic i jak z dorosłym człowiekiem. Nawet jesli zostanie na drugi
      rok to swiat też sie nie zawali.
      • thaures Re: moze jednak usprawiedliwic? 04.12.08, 22:03
        Trudna sytuacja. Pracuję w szkole średniej i jak nieraz widzę matki,
        które przychodzą i usprawiedliwiają wszystko jak leci, nawet nie
        wiedząc co usprawiedliwiają, to mi ręce opadają. Wtedy dzieciak,
        którego rodzic tak nie usprawiedliwia może mieć problem np z oceną z
        zachowania. Z grugiej strony piszesz,że synowi już się zdarzały
        wagary..
        Poszłabym do wychowawcy i z nim porozmawiała, chyba też poszłabym do
        nauczyciela historii- nic nie tracisz. Jeżeli gość okazałby się
        sensowny to powiedziałabym mu prawdę i spytała o radę co robić.
        Facet, jak zobaczy,że jesteś autentycznie zainteresowana może
        zdradzi dlaczego są problemy..
    • zawilec1 Re: moze jednak usprawiedliwic? 04.12.08, 23:23
      Syn oszukiwał sam siebie pozostając w domu celem nauki historii...
      Syn oszukał ciebie, kłamiąc, że chodzi do szkoły...
      Teraz zastanawiasz się, czy oszukać wychowawcę pisząc
      usprawiedliwienie, aby nie miał obnizonej oceny z zachowania... A
      zasługuje na wyższą? Brak kary to nagroda, ponownie przekona się, że
      warto oszukiwać, tym bardziej, ze sama mozesz dac zły przykład.
      Z nauczycielami nalezy porozmawiać i ich też wysłuchać, bo syn mówi
      tylko swoją "prawdę"- jeżeli ci zalezy na rzeczywistym rozeznaniu
      sytuacji.
      • maksimum Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 06:43
        Masz powazny problem z synem i nie ma co zwalac wszystkiego na nauczycieli.
        Czy nauczyciel historii jest upierdliwy tylko w stosunku do twojego syna,czy tez
        wszystkich chce zostawic na drugi rok?
        Tydzien nie chodzil do szkoly i cie oszukiwal,nie uczyl sie w tym czasie tylko
        wyglupial z kumplami.
        Oczywiscie porozmawialbym ze wszystkimi nauczycielami a szczegolnie z
        historykiem i wychowawczynia i jestem pewien,ze dowiesz sie ciekawych rzeczy o
        swoim synu.
        • pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 09:11
          No powiem szczerze .. włos mi się lekko zjeżył na głowie po
          przeczytaniu poprzednich wypowiedzi ...
          Zastanawiam się po co wychowujemy dzieci ?! Żebyśmy miały z kim
          porozmawiać na starość .. żeby było miło im i nam ?
          Wydawało mi się, że raczej aby przygotować ich do samodzielnego
          życia - odpowiedzialnego życia. Aby mogli podejmować właściwe,
          dojrzałe decyzje w coraz bardziej zwariowanym świecie. Aby nie
          wyrośli na egoistów, aby umieli dać wsparcie innym itd.itd.
          Czego nauczy usprawiedliwienie wagarów ??? Chyba tylko tego, że może
          bezkarnie komibinować i oszukiwać .. a i tak się "upiecze" ;-(
          I Tak sobie myślę czy my dorośli mając "nielubianego" szefa, który
          znowu coś nam "dokłada" ... robimy sobie wagary ?! No teoretycznie
          możemy, ale wtedy raczej wywalą nas z pracy ...
          Nie nauczymy dzieci opowiedzalności przymykając oczy na ich
          przewinienia.
          I powiedzcie mi jak nauczyciele mają cokolwiek wyegzekwować od
          uczniów jeśli za nimi stoją rodzice gotowi wszystko usprawiedliwić i
          wybielić nastolataka we własnych oczach?
          czasami warto spojrzeć w lustro wink
          Pozdr
          Pam
          • czar-marie Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 09:42
            pam_71 napisała:

            > I powiedzcie mi jak nauczyciele mają cokolwiek wyegzekwować od
            > uczniów jeśli za nimi stoją rodzice gotowi wszystko usprawiedliwić i
            > wybielić nastolataka we własnych oczach?

            zawsze potepialam rodziców, którzy na zebraniu brali dziennik, spisywali
            nieobecności dziecka, a potem pisali stos usprawiedliwień - dalej to niestety
            obserwuje (wczoraj na zebraniu jedna z mam, przy mnie wreczyla wychowawczyni 7
            takowych usprawiedliwien...)
            nigdy czegos takiego nie robilam, prawdopodobnie i tym razem nie zrobię
            jako jedna z niewielu rodziców posyłałam dziecko do szkoły w tzw. pracujące
            soboty i ostatnie tygodnie roku szkolnego, kiedy z klasy przychodzilo 5-6
            uczniow (rodzice gładko sie godzili na nieobecność swoich pociech?)

            zawsze byłam pod względem obowiązku szkolnego syna wymagająca i nieustępliwa,
            dlatego myślę sobie, że może ten jeden raz mu podarować - nie wiem co zrobię -
            czas mam do poniedziałku
            myślę też, że syn i tak poniesie konsekwencje swojego niechodzenia do szkoły -
            zwyczajnie trudno mu będzie nadrobić zaległości minionych dni, szykują się
            ostatnie sprawdziany, kartkówki, testy z materialu na którym nie był obecny
            • komnen3 Tym razem 13.12.08, 06:05
              Moim zdaniem, jeśli wcześniej nie było takich problemów, możesz z nim
              porozmawiać, powiedzieć mu, że ten raz i jedyny raz możesz mu usprawiedliwić
              nieobecności, ale tylko wtedy, gdy od jutra zacznie chodzić na wszystkie
              zajęcia, będzie się uczyć historii grzecznie i nigdy to się nie powtórzy. A
              najlepiej napisz te usprawiedliwienia dopiero kilka dni po tym, jak zacznie
              znowu chodzić do szkoły.

              Wydaje mi się, że warto się spotkać z nauczycielem. Audita est et altera pars.

              Pozdrowienia.
        • czar-marie Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 09:24
          Nie zwalam wszystkiego na nauczycieli i nigdy tego nie robilam, choc uważam, że
          wielu z nich jest nieprzygotowanych do pracy z młodzieżą.
          Jeżeli jednak młodzieniec jest tak zdeterminowany, że ucieka się do kłamstwa i
          deklaracji, że nie pójdzie więcej do szkoły to dla mnie jednak coś znaczy.
          Nauczyciel musiał mu porządnie dopiec. Poza tym tak jak pisałam wcześniej
          zapytał go zaraz na następny dzień po oddaniu sprawdzianu, z ktrórego syn
          otrzymał jedynkę, potem na jeszcze następny. Jasne więc było, że z dnia na dzień
          nie opanował obszernego materiału. Czyli dostał 3 jedynki w przeciągu 3 dni z
          tego samego materiału. I nawet nie to mnie zaniepokoiło ale fakt, że nauczyciel
          sprowadza ucznia do parteru wyrokując, że juz teraz "załatwił" sobie maturę -
          tego robić nie powinien.
          Rozmawiałam z wieloma uczniami na temat syna, opinia jest w zasadzie jedna:
          zdolny, inteligentny ale leń.
          Nauczyciel historii ograniczyl sie do stwierdzenia, że jak syn będzie miał
          jedynkę na semestr to będzie musiał siedzieć w ferie i się uczyć, materiał musi
          być zaliczony.

          W kwestii wagarów - w tym roku syn w ogóle nie wagarował (100% frekwencja),
          wczesniej zdarzało się, ale były to najczęściej pojedyncze godziny, które
          spędzał w szkole, snując się po korytarzach z kolegą.
          • azile.oli Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 09:59
            Jakkolwiek nauczyciel może być złośliwy ,wredny, nawiedzony, to
            jednak musisz spojrzeć prawdzie w oczy. Jest sprawdzian. Uczeń nie
            wie, jaką ocenę dostanie, ale z pewnością wie, jak napisał. Czyli
            zdaje sobie sprawę, że czegoś nie umie. Pierwszym odruchem w takiej
            sytuacji powinno być powtórzenie materiału, bo trzeba się liczyć, że
            nauczyciel może zapytać, że braki i tak kiedyś wyjdą. zgadzam się,
            że trudno jest p[owtórzyć większą partię materiału w jeden dzień,
            ale chyba od czasu, gdy sprawdzian został zapowiedziany, napisany,
            sprawdzony i oddany minął więcej niż jeden dzień. Nauczyciel pyta
            syna specjalnie, może nawet jest złośliwy, ale jedno w tym wszystkim
            jest pewne - ma prawo pytać i tu nic zarzucić ani udowodnić mu nie
            można. Dlatego ja radziłam Ci, żebyś do tego nauczyciela na razie
            nie szła, bo nie masz argumentów na obronę syna. Nauczycielowi można
            wiele zarzucić, ale wtedy uczeń musi być w porządku. A tu sytuacja
            wyglądała tak, że syn może liczył,że dostanie przynajmniej
            dopuszczający, nie wziął pod uwagę faktu, że zaległości trzeba
            nadrobić i to im szybciej , tym lepiej. Mam niewiele młodszą córkę.
            co prawda ona nie ma takich problemów, ale jak coś na sprawdzianie
            sprawiło jej trudność, to natychmiast to w domu powtarza, a nie
            czeka, aż nauczyciel odda test. Tego niech się syn trzyma. Należy
            być przygotowanym do lekcji. Jak się umie, to nawet przy
            najwredniejszym nauczycielu jest się górą, bo zawsze można poprosić
            o dodatkowy egzamin, złożyć skargę na nauczyciela. A tak, zamiast
            rzeczowych argumentów syn ma na razie lukę w wiedzy.
            • maryko.m Re: moze jednak usprawiedliwic? 13.12.08, 11:48
              co ty, kobieto piszesz?

              Przepytanie ucznia , bez uprzedzenia,z tego samego materiału, na drugi dzień po
              oddaniu zawalonego sprawdzianu w celu udowodnienia mu, że jest głąbem, a
              następnie powtórzenie tej szopki następnego dnia (oczywiście przy pełnej klasie
              i z komentarzem) uważasz za naturalne postępowanie nauczyciela?

              Toż to nawet szóstkowy uczeń by się psychicznie załamał!

              No i nie dziwmy się, że ten chłopak po zakuciu i zaliczeniu historii w życiu już
              nie zajrzy do żadnej książki - historycznej czy nie, i będzie miał głęboko
              gdzieś wszelkie daty, rocznice, nazwiska wielkich Polaków itd. itd.

              Takiego nauczyciela powinno się szybko zmusić do przekwalifikowania zawodowego
              - może w roli kasjera bardziej by się sprawdził (chociaż nie, w sklepach nie
              można pomiatać ludźmi)

              A założycielce wątku radzę pilnować syna. To głupi wiek i przez takie
              niepowodzenie faktycznie może zawalić szkołę. Tę nieobecność bym
              usprawiedliwiła, ale z zaznaczeniem, że to ostatni raz w tym roku szkolnym!
            • pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 10:46
              Czar-marie własnie dlatego, że z "lenistwa" przyszły te problemy
              trzeba stanowczości!
              Nie szkoda Ci, że zaprzepaści rok tylko dlatego,że mu się nie
              chciało, że nie lubi historii ? Jeśli nie zdaje hist. na maturze
              niech choć na miernego zda .. a tak - przez tydzień niechodzenia
              narobił sobie chłopak przecież zaległości i w przedmiotach
              maturalnych .. a jak na studia się nie dostanie to też powiesz,że
              zdolny ale leń ?
              Zostanie magazynierem (bez urazy wink) dlatego, że mu się nie chcialo
              uczyć ... To nie prawda, że jak inteligentny i zdolny to potem
              nadrobi .. jak tylko mu się zachce ;-O
              Pamiętam po sobie jak zawaliłam na drugim roku jeden przedmiot ..
              niewinnie - był warunek wink Ciągnął się potem jak smród po gaciach
              przez III rok na którym było więcej przedmiotów i ciąższych ...
              skutek był taki,że z trzeciego roku też "coś zostało" , bo wtedy już
              choć chciałm to nie dałam rady .. Ja też z tych zdolnych, ale
              leniwych wink
              Wstrząśnij Młodym póki czas .. potem oboje możecie nie dać rady,
              pomimo chęci sad
              Pozdr
              Pam
    • agatka_s Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 10:32
      U mojego syna w gimnazjum nie doszloby do takiej sytuacji. Jesli
      dziecka nie ma w szkole rodzic ma obowiazek zadzwonic i poinformowac
      o tym szkole, jesli nie to conajmniej drugiego dnia nieobecnosci
      jest telefon do rodzica z pytaniem czy rodzic jest swiadomy. To
      samo jest w dzienniku internetowym, nieobecnosci sa wyswietlane na
      biezaco. Usprawiedliwienie pisemne jest tylko honorowane na
      pierwszej lekcji gdy dziecko ma kontakt z wychowawca (i nie ma to
      znaczenia, czy jest to lekcja przedmiotu, czy wychowawcza). Za
      okreslona liczbe nieobecnosci nieusprawiedliwionych (liczonych w
      godzinach) szkola ma prawo ucznia relegowac.

      A co do klopotow.

      Ja doprowadzialabym do wspolnego spotkania ja-matka, nauczyciel i
      syn, celem po pierwsze ustalenia faktow, a po drugie wypracowania
      jakiegos scenariusza jak dziecko moze sie z tych klopotow wyplatac.
      Jakis harmonogram-co ma nadrobic do kiedy, itd. I to powiem wiecej
      poprosilabym o podpisanie przez wszystkich spisu glownych punktow
      tego porozumienia. No oczywiscie pod warunkiem ze syn wykazalby
      inicjatywe i rzeczywiscie bylby zainteresowany aby sytuacje naprawic-
      no bo jesli syn olewa, to ja bym tez olala. Trudno, sparzy sie to
      sie nauczy.
      • kkokos Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 18:19
        agatka_s napisała:

        > U mojego syna w gimnazjum nie doszloby do takiej sytuacji. Jesli
        > dziecka nie ma w szkole rodzic ma obowiazek zadzwonic i poinformowac
        > o tym szkole, jesli nie to conajmniej drugiego dnia nieobecnosci
        > jest telefon do rodzica z pytaniem czy rodzic jest swiadomy. To
        > samo jest w dzienniku internetowym, nieobecnosci sa wyswietlane na
        > biezaco.

        i to ma ręce i nogi. szkoda tylko, że taki system jest w szkole, w której i tak
        gros uczniów uczy się przyzwoicie, a tam, gdzie taka wzmożona czujność ze strony
        jednocześnie szkoły i domu by się przydała, oczywiście nic takiego się nie dzieje.

    • inguszetia_2006 Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 10:48
      Witam,
      Ja bym usprawiedliwiła.
      Kłopot już jest, stres także, programy przeładowane,a historia to
      kucie na pamięć, jeśli ktoś nie czuje tematu.
      Uczeń w polskiej szkole odrabia lekcje metodą selekcji.
      Tu mogę się nie nauczyć, bo pani jest miła, tu musze się nauczyć, bo
      pan jest surowy, tu muszę się przygotować, bo jest kartkówka, a
      reszta leży odłogiem. Tylko dzieci wybitne i wybitnie pracowite będą
      uczyć się wszystkiego jak leci.
      Na to nie ma rady.
      Jest "albo albo".
      Albo kuję się wszystkiego i mój dzień kończy się o 20.
      Albo prześlizgnę się i będę mieć czas dla siebie.
      Wina leży po stronie kuratorium i ministerstwa oświaty.
      Odciążyć programy,postawić na lekcje "w naturze", muzealne,
      wycieczki, eksperymenty itp., a nie przygniatać dzieci materiałem.
      Jak byłam w L.O to myślałam, że padnę trupem;-D
      Codziennie prace domowe na godziny, dosłownie godziny.
      Z dnia na dzień wypracowania, materiał do wykucia, ćwiczenia z
      angielskiego, z matmy, z fizyki, z biologii itd. Gdybym to wszystko
      miała odrobić, to bym siedziała do 20 ciurkiem.
      Szkoła zraża dzieci do siebie już na starcie.
      Potem jest jeszcze gorzej, bo materiału przybywa.
      Musisz więc wesprzeć syna, bo tak naprawdę i tak ma pod górkę.
      To co zrobił było głupie, bo powinien ci powiedzieć;"Mama, nie daję
      rady. Potrzebuję czasu, by się nauczyć. Chciałbym dwa dni zostać w
      domu.". Trudno, sytuacja jest podbramkowa.
      Niestety, te przeładowane programy,istnieją chyba tylko po to,by
      nauczyć dzeici cwaniakowania. Bez zmian w tej materii, wszyscy będą
      się prześlizgiwać, a nie uczyć.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 11:04
        Ludzie .. no co Wy ?!
        To może w ogóle dzieci nie posyłać do szkół, bo po co ... skoro i
        tak nic dobrego nie naucza tylko wymagać będą wink
        LO tylko dla wybitnych ... ?!
        Ja to już wapniak jestem (37lat), ale nasza wych. LO (wcale nie
        renomowanym i o nienajwyższym poziomie) miała pewną metodę wink Jak
        delikwent dotał pałę z odp. to było wiadomo,że będzie pytany w
        semestrze praktycznie bez przerwy ...hihi przerąbane prawda ?
        Ale skutej był.. uczylśmy się. I nikomu z rodziców nawet do głowy
        nie przyszło do Dyr. iść na skargę. pytał syna/córkę -
        "Umiałeś ?" ... "- no nie" "To sam jesteś sobie winny!" . I po
        latach wspominamy Naszą Pańcię bardzo miło i sympatycznie .. nawet
        Ci wiecznie wywoływani do odp.
        Dzisiaj jak widzę pewnie na donosie do KUr by się nie skończyło.
        MY RODZICE SAMI uczymy dzieci kombinowania jak wymigać się od
        obowiązków !!!
        Pam
        PS: Sorki,że gadam jak moja mama-nauczycielka wink ale
        mnie "ruszyło" ...
        • azile.oli Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 12:07
          No właśnie ,pam. Tu masz rację, niestety, dzieci muszą się nauczyć,
          że ponosi się konsekwencje swoich wpadek. Po prostu trzeba przyjąć,
          że nauczyciel ma prawo pytać na każdej lekcji ucznia, który mu
          podpadł. Nie wolno mu grozić, ośmieszać, poniżać, ale pytać może.
          To, że uczeń danego przedmiotu nie lubi nie ma tu nic do rzeczy.
          Wtedy uczy się tylko tego, co konieczne i godzi z dwóją. Można
          interweniować w sprawie pogróżek nauczyciela, ale dopiero wtedy, gdy
          nadrobi się materiał ,a bieżący umie na pozytywną ocenę. W gimnazjum
          u moich dzieci też najczęściej pytani są jedynkowicze i to wcale nie
          złośliwie. dla jednych jest to pognębiające - bo dalej nie umieją,
          dla innych -ratunkowe, bo mają okazję się poprawić. Ten historyk
          dał chłopakowi niezłą nauczkę. Trzeba pilnować swoich spraw i jak
          się coś zawaliło, natychmiast poprawiać. W sumie chłopak zrobił
          krzywdę tylko sobie. Nie ma sobie co brać do serca gadki
          nauczyciela, tylko robić swoje. Historia jest akurat przedmiotem,
          którego można się samodzielnie nauczyć, gorzej byłoby np z
          matematyką. A dla autorki wątku rada - obserwować nauczyciela, syna
          wypytywać dyskretnie, nie roztrząsać w obecności chłopaka kwestii
          charakteru tego pana, do syna prosty komunikat, tak czy inaczej,
          uczyć się musi. Istnieje opcja , że nauczyciel uwziął się na syna,
          ale niech młody się teraz na tym nie skupia, bo poczuje się
          usprawiedliwiony.
          • anajas Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 12:18
            Wiecie co, może nie jestem zorientowana jakie teraz w szkołach są praktyki,ale w
            życiu nie spotkałam się żeby nauczyciel pytał na drugi dzień po oddaniu
            sprawdzianu z materiału, który był na sprawdzianie. Jak dla mnie to jest czysta
            złośliwość, bo nauczyciel wiedział, że uczeń prawdopodobnie w jeden dzień nie
            zdąży się przygotować i chciał mu udowodnić że jest matołem i nic nie umie. Za
            moich czasów było tak, że jak ktoś dostał pałę, to "poprawiał" czy po prostu
            zaliczał ten materiał ale w terminie ustalonym z nauczycielem, np. za tydzień.
            • pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 12:41
              anajas - nie przeczę, nauczyciel nie zachował się do końca fair ...
              ale pytanie brzmi : "Czy to usprawiedliwia wagary ?"
              "Czy w ogóle jakiś powód poza chorobą i zdarzeniami losowymi może
              usprawiedliwić samowolne opuszczanie lekcji ?"
              Tym bardziej, że "nie po raz pierwszy ..." i że mówimy o
              chłopcy "zdolnym i inteligentnym" ...
              Nie chcę nikogo urazić, ale wydje mi się, że akurat Pan Historyk ma
              nosa i wyłapuje leniuchów na odległość wink
              Taka była moja Mama - emerytowana nauczycielka matematyki w LO wink
              Dokładnie wiedziała kiedy zawaliłam coś "bo mi się niechciało" .. i
              nie było zmiłuj ... Jej uczniowie też lekko nie mieli. Niektórzy
              dosłownie "płakali po kątach" ... Ciekawe, że dzisiaj na Naszej
              Klasie ma pozytywne opinie jako ta ostra, ale sprawiedliwa wink
              To tak "od kuchni" ... Na opinię od strony "matki licealisty" muszę
              jeszcze parę lat poczekać .. moje jeszcze w SP. Ale już dzisiaj
              postanawiam pracować nad sobą i pociechami, aby nie mieć takich
              dylematów "usprawiedliwić czy nie ..."
            • jakw Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 18:43
              anajas napisała:

              > Wiecie co, może nie jestem zorientowana jakie teraz w szkołach są
              praktyki,ale
              > w
              > życiu nie spotkałam się żeby nauczyciel pytał na drugi dzień po
              oddaniu
              > sprawdzianu z materiału, który był na sprawdzianie.
              Ja się z tym spotkałam osobiście - na lekcji na której były oddawane
              klasówki. Mój mąż w ten sposób dostał trzy dwóje na 1 lekcji. To
              było 20-25 lat temu.

              Jak dla mnie to jest czysta
              > złośliwość, bo nauczyciel wiedział, że uczeń prawdopodobnie w
              jeden dzień nie
              > zdąży się przygotować i chciał mu udowodnić że jest matołem i nic
              nie umie.
              Taa, sprawdzian to się w 1 dzień sprawdza?
              A może nauczyciel chciał dać szansę:"kiepsko ci poszła klasówka, ale
              może już poszedłeś po rozum do głowy i się nauczyłeś"
            • komnen3 Re: moze jednak usprawiedliwic? 13.12.08, 06:15
              To prawda, ale z drugiej strony, jeśli ktoś napisał coś na jedynkę, to wie to
              zwykle już wtedy, gdy się uczy (albo raczej nie uczy) do klasówki, a na samej
              klasówce nabiera pewności. Dlatego nie sądzę, by uczeń był zaskoczony taką oceną.
        • inguszetia_2006 Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 14:08
          Witam,
          Jak to; "Ludzie, no co Wy?"?
          Przecież sprawa jest jasna i oczywista dla każdego myślącego
          człowieka.
          Edukacja polska wymaga reformy.
          I to nie reformy strukturalnej, administracyjnej, tylko czegoś
          więcej.
          Trzeba uczyć dzieci tak, by umiały, a nie by zdawały z klasy do
          klasy.
          Proszę zademonstrować po tylu latach, czego się w szkole nauczyłowink
          Wtedy każdy rodzic blednie i się zacznie jąkać.
          Niech wymieni te wszystkie wzory, niech zrobi zadanie, niech opowie
          o życiu pantofelka, niech przedstawi przebieg wojny
          trzydziestoletniej itd. Czy ktoś to pamięta? Nie, nie pamięta.
          I taka edukacja jest o kant d...
          Wszyscy to rozumieją, ale nikt słowa nie piśnie w obronie dzieciaków.
          Po co im ta encyklopedyczna wiedza? Jesteś ciekawy świata to
          włączasz internet, wypożyczasz książkę i zgłębiasz dowolną gałąź
          wiedzy.
          Skrócić programy, powyrzucać bzdety, niech dzieci zapamiętają trwale.
          A nie - wielkie oburzenie, że ktoś nie daje sobie rady.
          Cwaniacy zwasze sobie dają radę i to zdaje się pochwalać polska
          szkoła. Bo przecież jasne jest, że nie ten ma problemy, kto się nie
          uczy, tylko ten, kto daje się na tym złapać. Tak to wygląda w
          polskiej szkole(sic!).
          Aż dziw bierze, że trzeba to tłumaczyć, podczas gdy polska edukacja
          wypuszcza "doskonale wyuczonych" dyletantów. Przecież oni zdawali z
          klasy do klasy i mieli dobre oceny. To w czym rzecz?
          Pzdr.
          Inguszetia




          • pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 15:06
            Ingu .. masz rację. Polski system oświaty, tak jak polska słuzba
            zdrowia i wiele innych gałęzi wymaga reform .. bo jest źle.
            Tylko czy z powodu tego, że system do dupy małodzież ma wagarować ?
            Może dowolnie "olewać" obowiązki, bo to jest "nudne" a ta teoria do
            niczego w danej chwilii nieprzydatna..
            Ja odebrałam autorkę wątku inaczej ... nie ma nic o tym,że syn nie
            daje rady ... ale że "zdolny i inteligentny" i "trochę leniwy" ...
            Zastanawiam się, jak przełozy się takie "usprawiedliwienie" ma
            późniejsze życie młodego człowieka ... a jeśli zapragnie zostać
            lekarzem ... na studiach też uczyć się bedzie wybiórczo(bo tam to
            dopiero tyle materiału) ... czy zdąży uratować życie chorego ..a
            może akurat trafi na przypadek z brakującego wykładu, bo akurat to
            było dla niego nudne.
            Dlaczego My-Polacy jesteśmy minimalistami ... dlaczego nie zależy
            nam na tym,żebyśmy (obojętnie co robili) robili to DOBRZE ..
            I nie siedzieli w godzinach pracy na forum wink Czego sobie i Wam
            życzę wink
            • inguszetia_2006 Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 15:28
              Witam,
              Nie, młodzież ma nie wagarować.
              Ale żeby tego nie robiła, musi być reforma.
              Żeby się uczniom nie chciało tak wagarować, mówiąc w skrócie.
              Albo żeby ich zachęcić do siedzenia w szkole.
              Nauka nie może nudzić.
              Nauka ma rozwijać,uwrażliwać,czynić otwartym.
              A nie powodować senność i zgrzytanie zębówwink
              Dopóki tak będzie, uczniowie będą wagarować, a rodzice będą im te
              wagary usprawiedliwiać albo i nie. Ci co usprawiedliwiają sami się
              pewnie nudzili;-D
              A ze studiami przykład nietrafiony, bo studia wybiera się samemu.
              I można zrezygnować, iść na inny kierunek itp. A edukacja do 18 roku
              życia to obowiązek. Tu wyboru nie ma. Jest za to cwaniactwo.
              I błędne koło. Bo jak rodzic widzi absurdalność wymagań nauczycieli,
              to też go szlag trafia i chętniej usprawiedliwi nieobecność.I tak
              ciągle i w nieskończoność. A wystarczy wreszcie zreformować to nasze
              pozaborowe szkolnictwo.
              Pzdr.
              Inguszetia



            • czar-marie Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 15:57
              pam_71 napisała:

              > Zastanawiam się, jak przełozy się takie "usprawiedliwienie" ma
              > późniejsze życie młodego człowieka
              tez sie zastanawiam, choć wydaje mi się, że jednorazowe usprawiedliwienie nie
              zaważy na całym późniejszym życiu młodego człowieka - nie przesadzajmy smile
              zaważyć może teraz, czy kompletnie sie załamie chłopak czy będzie próbował w
              przyszłości też się migać i liczyć na uniknięcie konsekwencji
              prawda jest taka że i tak ich nie uniknie


              > Dlaczego My-Polacy jesteśmy minimalistami ... dlaczego nie zależy
              > nam na tym,żebyśmy (obojętnie co robili) robili to DOBRZE ..

              proponuję nie generalizować, akurat mam tę przyjemność mieć wokół sporo udanych
              egzemplarzy gatunku ludzkiego narodowości polskiej smile

              • marzeka1 Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 17:35
                Opowiem historie sprzed lat mojej koleżanki- nauczycielki.Miała syna tzw. zdolnego lenia. Zawalił 1 klasę LO, nie chodził, kręił zrzucał winę na "okropną panią od matmy".Mama nauczycielka wysłuchiwała,rozmawiała, synek chęci poprawy nie wykazywał,pewny, że mama nauczycielka załatwi wszystko, bo wiadomo: sama jest nauczycielką, zna t5ych nauczycieli itp. Zbliżał się koniec roku, matka wcześniej poszła do szkoły,poszliby jej na rękę, poprosiła sama o ukaranie syna drugorocznością, syn szedł pewien po świadectwo, przezył szok, że siedzi. Obraził się na 3 tygodnie,ale dostał taką nauczkę,że lepszej nie trzeba, liceum skończył już z wyróznieniem, dawno już skończył studia. Podziwiam tę koleżankę, bo nie wiem, czy sama bym tak potrafiła.
                • kkokos Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 18:09
                  marzeko1, ale ty piszesz o rozbestwionym, aroganckim gów.niarzu, a autorka wątku
                  o drugoklasiście, który się zapętlił, bo przegiął i nie umie z tego wybrnąć.
                  między tym co piszesz:


                  > zawalił 1 klasę LO, nie chodził, kręił zrzucał winę na "okropną pani
                  > ą od matmy".Mama nauczycielka wysłuchiwała,rozmawiała, synek chęci poprawy nie
                  > wykazywał,pewny, że mama nauczycielka załatwi wszystko, bo wiadomo: sama jest
                  nauczycielką"

                  a tygodniowymi wagarami i trzema jedynkami pod rząd z jednego przedmiotu jest
                  duża różnica smile
                  ja bym na miejscu autorki wątku usprawiedliwiła te godziny. nie bez rozmowy i
                  nie bezwarunkowo, ale jednak tak. wolałabym raz dać się wyrolować (bo oczywiście
                  bachor może uznać, że jak raz się ugięłam, to dalej się będę uginać) niż od razu
                  pójść na noże, konfrontację itp. i doprowadzić do sytuacji, że dzieciak oleje
                  szkołę do końca, bo przecież i tak już ma tydzień nieusprawiedliwiony, a i z
                  historii przecież nie zda.

                  szczerze mówiąc, jak czytam, że "uczeń w szkole ma się uczyć, a w tym wieku
                  należy ponosić pełne konsekwencje swego postępowania", to trochę włos mi się
                  jeży. nie rozumiem, dlaczego sztywniactwo i bezduszność mają być najlepszymi
                  metodami wychowawczymi.
    • jakw Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 18:30
      No dobra, swojego czasu mój mąż w liceum dostał trzy dwóje z
      matematyki na 1 lekcji: za klasówkę, za pytanie ws tego co było na
      klasówce i za patrzenie na tablicę (w szoku był już chyba). Maturę z
      matematyki zdał, na polibudzie miał stypendium naukowe.
      Twój syn prawdopodobnie przebimbał 2 m-ce w szkole i kolejny tydzień
      na wagarach w domu. Ja bym jednak poszła do tego nauczyciela i
      dowiedziała się o co chodzi. Czasami warto wysłuchać 2 stron.
      A jeśli masz synowi usprawiedliwiać te wagary to proponuję zawrzeć z
      nim jakąś sensowną umowę dotyczącą:
      a) poprawienia stopnia z historii
      b) nadrobienia zaległości z tego tygodnia
      c) niepowtórzenia się podobnych sytuacji w przyszłości
      PS
      Jeśli syn będzie umiał, a nauczyciel będzie się upierał przy 1 to
      chyba jest możliwość o wystąpienia o egzamin komisyjny?
    • protozoa Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 20:57
      Ciekaw w jakim wieku mają dzieci te emamy, które tak pięknie piszą o
      odpowiedzialności, konsekwencji itd. Czy sa to przedszkolaki czy uczniowie
      podstawówki czy jak syn Agatki I gimnazjum?
      Jestem matka maturzystów czyli dzieci mniej więcej w wieku Twojego syna. Zawsze
      mieliśmy umowę, że usprawiedliwiam jezeli powiedza prawdę, zero wagarów.
      Po kiego grzyba potrzebne są im daty kolejnych wojen napoleońskich, analiza
      klimatu południowej Afryki itp bzdury, które zawsze moga sprawdzic w internecie
      gdy będzie im to potrzebne. Jeden z synów idzie na biotechnologie drugi na
      medycynę i wole, aby byli dobrzy z przedmiotów kierunkowych a nie bzdurnych. Syn
      Agatki musi tak samo uczyc się historii jak i fizyki bo od średnej ocen będzie
      zalezało czy dostanie się do wymarzonego liceum. Moi synowie muszą być dobrzy
      tylko z wybranych przedmiotów.
      Nauczyciel-facet często frustruje się i wyzywa na uczniach bo sam jest
      niespełniony ( praca za 1500 złotych, mały prestiź).
      Absolutnie bym usprawiedliwila i nie pozwolila aby chłopak tracił czas na
      przysłowiowe wojny napoleońskie. Lepiej niech idzie na basen, odpocznie.
      • agatka_s Do protozoy 05.12.08, 21:14
        Mogłabyś się uprzejmie odczepić od mojego syna i tego czego się musi
        uczyć ? To naprawde nie Twoja sprawa (poza tym,że gadasz głupoty
        nijak się mające do sytuacji faktycznej). Nie jest też Twoją sprawą
        dywagować do jakiego Liceum pójdzie mój syn. Nie napisałam w tym
        wątku słowa o moim synu, więc uprzejmie proszę nie "wycierać sobie
        gęby" nami.
        • protozoa Re: Do protozoy 08.12.08, 12:35
          Ojej, Agatko, ale się zezłościłaś, a złość piekności szkodzi smile
          Pisałam, bo smieszy mnie jak o sprawach licealistów wypowiadają się matki dzieci
          z przedszkola, podstawówki czy gimnazjum.
          • agatka_s Re: Do protozoy 08.12.08, 13:53
            Może Cię to śmieszyć, Twój problem.

            Nie używaj ani mnie ani mojego dziecka w swoich wątkach. Nie używaj
            na dodatek fałszywie , bez jakiejkolwiek wiedzy, która uprawniałaby
            stawianie tez, nieprawdziwych takich jak Ci wyobraźnia podpowiada.
            Koniec-kropka
      • azile.oli Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 21:15
        Moja córka kończy w tym roku gimnazjum. Nie musi sę martwić o
        średnią ocen, bo jako laureatka konkursu przedmiotowego z historii
        może sobie wybrać liceum i zostanie do niego przyjęta. Właściwie
        mogłaby sobie odpuścić inne przedmioty, pewnie w liceum też skupi
        się na kierunkowych. Nie oznacza to jednak, że ma przynosić jedynki
        z przedmiotów, których nie lubi i do niczego jej się nie
        przydadzą.To już jej sprawa, czy sobie odpuści, czy mimo wszystko
        będzie się starała. Ale przez odpuszczenie rozumiem nie staranie się
        o super oceny, ale również nie bycie zagrożonym. Co do frustracji
        nauczyciela i rzekomo niskiego prestiżu - daruj sobie. Nie znasz
        człowieka, nie wypowiadaj się. Nie każdy nauczyciel jest
        sfrustrowany i nie każdy musi pracować dla kasy. Ja pracuję dla
        przyjemności. I cieszę się, jeśli wśród uczniów wyłowię
        prawdziwą ''perełkę''. Samopoczucie mam całkiem niezłe, a uczę w
        liceum przedmiotu, który każdy musi na maturze zdawać. I niestety,
        na te 30 procent się wysilić, nawet jak się na medycynę idzie.
      • jakw Re: moze jednak usprawiedliwic? 05.12.08, 21:28
        protozoa napisała:

        > Moi synowie muszą być dobrzy tylko z wybranych przedmiotów.
        Niemniej z pozostałych muszą dostać stopień lepszy niż 1. Jak na
        razie syn założycielki wątku (chłopak, jakby nie było, niemal
        pełnoletni) załapał dwie pały z historii, po czym kolejny tydzień
        robił sobie zaległości w szkole. A tej nieszczęsnej historii i tak
        się nie nauczył.
        • allija Re: moze jednak usprawiedliwic? 07.12.08, 01:57
          Ja tez uwazam ze dobrze jest sie madrzyc kiedy ma sie dzieci w wieku
          co najwyzej podstawowki. Takze chetnie zobacze te mamy za kilka lat.
          Z licealistą nie da sie dogadac wyłącznie nakazami i wymaganiami, co
          najwyzej przstanie mowic nam cokolwiek a i tak zrobi swoje jak
          bedzie chciał, ciekawe jak mu tego zabronicie? Jeśli mlody człowiek
          zwraca sie do nas z prosbą to oznacza tylko tyle, ze ma do nas
          zaufanie, ze liczy na nasza pomoc i to jest cenniejsze niż jakis
          głupawy tydzień nieobecnosci w szkole, tydzien to nie tragedia,
          szczególnie dla zdolenego choc czasami lenia. Mój syn, zdarzało sie
          nie raz, pytał czy moze nie iść do szkoly z jakiegos tam powodu,
          nigdy nie odmawiałam choc wg was powinnam sie na niego wypiąć bo
          jeśli sie nie przygotował to sam sobie winien. Dla mnie ważniejsze
          było to że zwrócil sie do mnie, szkola to tylko epizod a synem moim
          bedzie cały czas i nie chciałabym zeby zakodował sobie, że na matke
          to i tak liczyc nie mozna. Oczywiscie to nie znaczy, że lekceważyć
          sytuacje ale nie zostawiac go samemu sobie bo jeśli prosi to
          widocznie nie radzi sobie sam.
          Nie można zapominac że chlopcy w tym wieku sa naprawde w trudnej
          sytuacji, hormony buzują, przewartosciowuje sie ich cały
          swiatopoglad a tu nie ma czasu na takie głupoty bo matura za pasem.
          Moja znajoma miała swojego czasu straszne problemy z synem, bardzo
          dużo wagarował no i automatycznie pojawily sie klopoty z ocenami.
          Matka rwała sobie wlosy z głowy, nic nie pomagało. I wtedy
          wychowawczyni syna powiedziala cos w stylu, niech pani sie nie
          martwi, nawet pani sobie nie wyobraza jak z takich młodych ludzi
          wyrastają madrzy odpowiedzialni ludzie, za pare lat bedzie pani z
          niego dumna. I faktycznie tak jest, syn obecnie jest na studiach a w
          weekendy pracuje jako sprzedawca w jednym z młodzieżowych butików,
          prace załatwił sobie sam zeby odciazyć finansowo samotna matke a
          kiedy ta jest w pracy to zaopiekuje sie mlodszym bratem wlącznie z
          gotowaniem dla niego obiadu.
          A tamta nauczycielka byla madrym pedagogiem, ktory już niejednego
          takiego mlodego człowieka wychował.
          A tak w ogole to ciekawa jestem ile z tych pomstujacych tu mamus
          bylo na wagarach, ilu rodzice pisali usprawiedliwienia i ile z was
          zawsze i do konca było doskonałymi i bez reszty uczciwymi
          uczennicami, zapomniał wół...?
          • zawilec1 Re: moze jednak usprawiedliwic? 07.12.08, 13:03
            Takie usprawiedliwianie to oszustwo!
            Nastolatki w tej sytuacji liczą na pomoc i zaufanie? A może jednak
            na naiwność swoich opiekunów, niejednokrotnie wykorzystując /i
            manipuljąc/ lęk takowych przed utratą " dobrych relacji"?
            Nastolatki mają swój okres buntu i uważam, że własnie rodzice winni
            stać na straży niezłomnych wartości, do których dzieciaki kiedyś
            powrócą i chodzi o to, aby miały do czego wrócić. Pobłażliwością
            autorytetu sie nie buduje! Co nie znaczy, że nie mamy nie być
            elastyczni. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość
            trąci... Dajać przyzwolenie na takie "drobne" kłamstewka budujemy
            społeczenstwo, które nie ma szacunku dla prawa i siebie nawzajem, i
            własnych rodziców też, wszyscy potem cierpimy. Rodzic z autorytem
            tzw. autorytatywny / nie mylić z autorytarnym/ oczekuje i wymaga od
            dziecka, że bedzie zachowywać się rozsadnie i zgodnie ze społecznymi
            normami na poziomach zgodnych z wiekiem i zdolnościami, wysłucha
            opinii dziecka i wyjaśni mu swoje decyzje, ale nie ustąpi w
            imię "świetego spokoju". Jezeli tak postepujemy od malenkości mamy
            szansę, że nastolatek o wiele mniej bedzie skłonny sie buntować i
            przekraczać wszelkie granice.
            • jola_ep Re: moze jednak usprawiedliwic? 07.12.08, 13:35
              > Pobłażliwością
              > autorytetu sie nie buduje!

              Tu nie chodzi o pobłażliwość, ale o to, czy konsekwencje muszą być
              udzielane "zewnętrznie" - czyli czy usprawiedliwić, ale pod
              określonymi warunkami i konsekwencje zastosować w domu, czy nie
              usprawiedliwić.

              Moja mama (nawiasem mówiąc nauczycielka) była dla mnie w wieku
              nastolatkowym autorytetem. I wcale mi nie zaszkodziło, gdy pewnego
              dnia powiedziała mi, że jak bardzo, ale to bardzo nie będzie mi się
              chciało iść do szkoły, to mam jej powiedzieć i mi usprawiedliwi
              nieobecność. Przy tym wspomniała, że ona też w liceum raz nie poszła
              do szkoły.
              Nigdy tego nie wykorzystałam. Ale był to dla mnie sygnał, że z
              jednej strony mogę na nią liczyć, z drugiej muszę pamiętać, że jest
              to rzecz incydentalna ("RAZ").

              Pamiętam, jak moja koleżanka z liceum nie poszła do szkoły, pech
              chciał, że nasza wychowawczyni spotkała w tym dniu jej mamę i
              spytała, czemu jej córka nie przyszła do szkoły. A ta nie tracąc
              głowy zaczęła opowiadać, jak to jej dziecko rano całe zielone było i
              zakazała mu wychodzić z domu. Nie muszą dodawać, że jej postawa
              wzbudziła nasz podziw wink Moja koleżanka skończyła liceum, zdała
              maturę z bardzo dobrym wynikiem i dostała się na świetne studia.

              Myślę, że każda matka wie najlepiej, kiedy może usprawiedliwić,
              kiedy nie.

              W szczegółach się nie wypowiadam, bo moje starsze ma dopiero 13 lat.

              Pozdrawiam
              Jola
              • allija Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 00:12
                no, dziekuje ci jolu, bo ja najwyraźniej nie potrafiłam tego
                wszystkiego wytłumaczyć.
                Osobiscie zaś uważam, że najlepiej jest sobie przypomniec swoje
                naście lat i to jak było z naszymi rodzicami, co nam sie podobało a
                co byśmy zmieniły, co było dobre a co niekoniecznie i co sie
                sprawdzało. Ostatecznie nasze dzieci nie powinny się az tak bardzo
                różnić od nas wtedy. Ja tam sklerozy nie mam i pamietam. Moja matka
                była osoba bardzo tolerancyjną i jakos nie zeszłam na przysłowiowe
                psy.
          • pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 09:12
            > A tak w ogole to ciekawa jestem ile z tych pomstujacych tu mamus
            > bylo na wagarach, ilu rodzice pisali usprawiedliwienia i ile z was
            > zawsze i do konca było doskonałymi i bez reszty uczciwymi
            > uczennicami, zapomniał wół...?
            No właśnie wół pamięta wink
            Mam dzieci w podstawówce .. dlatego w swoich wypowiedziach bazuję na
            swoich doświadczeniach z lat szkolnych.
            Na wagarach byłam raz z cała klasą w podstawówce w tzw. Dzień Wiosny
            i wcale nie było fajnie, a konsekwencje chyba zaskoczyły
            wszystkich ...
            W LO też miałam wiele szczegółowych informacji do "wkucia i
            zapomnienia" ... historii nie lubiłam, ale jakoś nie wpadłam na
            pomysł żeby z tego powodu nie iść do szkoły wink
            Moja mama niczego "nie usprawiedliwiała" w imie zagrożonych "dobrych
            relacji" ..a akurat w tych czasach kontakt ze sobą miałyśmy dobry.
            Wagarów po prostu nie uznaję.
            I chętnie się podzielę spostrzeżeniami za kilka lat, kiedy moje
            bąble bedą się wspinać po kolejnych szczeblach edukacji ...
            Pozdrawiam
            Pam
            • fogito Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 10:50
              pam_71 zgadzam się z Tobą w 100%. Przejrzałam wątek i w szoku
              jestem, że tyle osób usprawiedliwiłoby oszustwo swojego dziecka.
              Liceum ogólnokształcące jak sama nazwa wskazuje ma kształcić ze
              wszystkiego i taka jest jego idea. Specjalizacje to są dopiero na
              studiach. Wiem, że jest ciężko, bo przeszłam liceum jak większość z
              nas, ale na litość nie jest niemożliwym nauczyć się nielubianych
              przedmiotów przynajmniej na 3. Ja kiepska byłam z fizyki i chemii,
              ale zawsze miałam 5 na swiadectwach. Kosztowało mnie to masę
              wysiłku, ale wtedy nikt nie pisał usprwiedliwień z powodu lenistwa!
              Jeśli juz dzieciaki w gimnazjm zaczynaja lawirowac i oszukiwac to co
              będzie dalej.
              • azile.oli Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 11:29
                Masz zupełną rację fogito. Problem w tym, że rodzice
                usprawiedliwiają postępowanie dzieci już od najmłodszych lat (patrz
                wątek o gadającej siedmiolatce), i jakoś ciągle nie mogą zauważyć,
                że te dzieci dorastają i chłopak na rok przed maturą, to nie małe
                dziecko. Poza tym przyznał się matce do wagarów mając p[oniekąd nóż
                na gardle, bo zbliżało się zebranie, więc i tak by się
                dowiedziała.Czasem są w szkole sytuacje podbramkowe i jak młody ma
                dobry kontakt z matką, to mógł powiedzieć, że zostaje 2 dni w domu,
                żeby się uczyć historii, którą zawalił. ale nie zrobił tego, bo jak
                matka nie wiedziała o wagarach, to życie towarzyskie też mógł
                prowadzić, a tak , to by pewnie pilnowała.
                • jakw Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 19:32
                  Dokładnie. Matka i tak by się dowiedziała, że go przez tydzień nie
                  było w szkole i o pałach z historii. Gdyby przyznał się się do tych
                  jedynek przed skorzystaniem z wagarów to, zakładając, że mama by mu
                  pozwoliła na tydzień poza szkołą, rzeczywiście musiałby się pewnie
                  tej historii pouczyć. Totalne bimbanie i kłamanie u osoby niemal
                  pełnoletniej ma być nagradzane?
          • sabina Re: moze jednak usprawiedliwic? 13.12.08, 13:42
            >"Jeśli mlody człowiek
            zwraca sie do nas z prosbą to oznacza tylko tyle, ze ma do nas
            zaufanie, ze liczy na nasza pomoc i to jest cenniejsze niż jakis
            głupawy tydzień nieobecnosci w szkole, tydzien to nie tragedia,
            szczególnie dla zdolenego choc czasami lenia."
            Chyba sobie jaja robisz ? wink Oznacza to tylko i wylacznie
            tyle : "Wpadlem w klopoty. Ale jak podpiszesz papierek to sie
            wywine. Dzieki mamo" i pisze to jako byla licelaistka, ktora
            doskonale pamieta te klimaty.
            W moim domu byly takie zasady - jesli wprowadzilas sie sama w
            klopoty nic nas o tym nie informujac, musisz poniesc konsekwencje i
            sama sobie poradzic. Czywiscie mowie o takich blachych problemach
            jak wagary itd.. Liceum jest taka głowna szkoła życia- nawyki ktore
            tam sie wyrabia procentuja na cale życie. To chyba pierwsza swiadoma
            praca mlodego czlowieka.
            A zdolny leń to wcale nie pochwala, to jedna z najgorszych
            charakterystyk, zdolny, ale len to nieudacznik - sama byłam tak
            okreslana i dopiero po czasie zrozumialam ze w tym wyrazeniu
            wazniejszy jest leń niż zdolny. Kazda zdolność niećwiczona z czasem
            zanika.
            • protozoa Re: moze jednak usprawiedliwic? 14.12.08, 18:50
              Jak widać szkoła niewiele Cię nauczyła. Polecam słownik ortograficzny . Słówko
              "błahy" pisze się właśnie tak.
              P.S. Moi rodzice pisali mi usprawiedliwienia, gdy ich o to poprosiłam. Nie
              robiłam tego często, ale się zdarzało. I nie przeszkodziło mi to skończyć
              studiów, zrobić specjalizację,i doktorat.
    • protozoa Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 12:43
      Odezwał się chór uczciwych!!! Pięknie. Pytanie tylko skąd tyle chętnych po
      naciagane zwolnienie lekarskie. Raz w tygodniu przyjmuje w punkcie
      konsultacyjnym i nie ma tak, żeby nie było chociaż jednej osoby z taka prosba. A
      zwolnienie lekarskie też jest forma usprawiedliwienia, ba jeszcze gorszą bo o
      ile uczeń nie wyłudza pieniędzy to "chory" pracownik juz tak.
      • fogito Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 12:54
        Dzięki za komplement smile A co myślałaś, że tacy na świecie nie
        istnieją wink
        A czy jak proszą o niepotrzebne zwolnienie, to ty im dajesz? Mam
        nadzieję, że nie.
        Ja nigdy nie oszukiwałam, bo tak mnie wychowano. Żadnych zwolnień
        lekarskich na lewo przez całą edukację i później też nie. Będąc w
        ciąży pracowałam do ostatniego momentu przed porodem.
        Ludzie nieuczciwi zawsze się znajdą, ale czy to znaczy iz mamy
        równać w dół?

        Trudno uczyć młodziez odpowiedzialności i uczciwości jeśli samemu
        się ich nie przestrzega w życiu.
      • azile.oli Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 12:55
        Kobieto, a co ma piernik do wiatraka. Jesteś wszystkowiedząca z
        racji swego zawodu? Może akurat nikt z tego forum z takiego lipnego
        zwolnienia nie skorzystał? Ale w jednym się zgodzę, są tacy
        naciągacze i cwaniactwa często się uczą w szkole, a jeszcze częściej
        w domu. Jak może być łatwiej i przyjemniej, to po co się
        wysilać.Gorzej, jak taki przyszły lekarz też w procesie nauki
        potraktuje swoją wiedzę wybiórczo, bo przecież nie wszystko jest
        takie ciekawe.
        • protozoa Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 13:24
          A wiesz, że będąc dobrą studentka traktowałam na studiach wiedzę wybiórczo!!!
          Tak WYBIÓRCZO!!! Wiedziałam, że nie będę okulistą i nie wysilałam się, aby
          obejrzeć tarczę nerwu wzrokowego.
          Wiedziałam tez, że nie będę dermatologiem i zajęcia z dermatologii ( i
          wenerologii) traktowałam "lajcikowo". Nie wgłebiałam sie w objawy kiły pierwotnej.
          Wiedziałam natomiast, że będę zabiegowcem - chirurgiem lub
          ginekologiem-połoznikiem i to ( plus interna, anestezjologia) a także kilka
          innych przedmiotów stanowiły zakres mojej znacznie rozszerzonej nauki.
          I nie wyszło mi to na złe, a zwłaszcza moim pacjentom.
          Nie ma nic gorszego niż udawanie, że we wszystkim jest sie dobrym. We wszystkim
          czyli tak naprawdę w niczym, wiedza jest powierzchowna, niewielka. I, niestety,
          wielu nauczycieli tak ma.
          • pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 13:56
            No ale mam nadzieję,że z jedynką z dermatologii czy okulistyki nie
            zaliczałaś roku ... jakieś minimum chyba miałaś nieprawdaż ?
            Ja też nie byłam "orłem" ze wszystkiego ... cząść tzw. humanistyczna
            zawsze stanowiła kulę u nogi .. tym niemniej na świadectwach z tych
            przedmiotów miałam "3+" lub "4-". Moje małe "grzeszki" sprowadzały
            się do przedlekcyjnego wywiadu z treści nieprzeczytanej lektury i
            aktywności na lekcji j.polskiego (odp. na pytania na które
            wiedziałam ...) a skutki tego odczuwam dzisiaj - kłopoty z
            ortografią sad .
            Moja Mama (po części z racji wykonywanego zawodu=nauczyciel) nigdy
            przy mnie nie podważyła kompetencji moich nauczycieli ... choć jak
            się okazało po latach raz nawet zwróciła delikatnie mojej
            matematyczce z podstawówki uwagę za rażące błędy merytoryczne.
            Myślę, że to też ma duże znaczenie jak my-rodzice wypowiadamy się
            przy dzieciach o ich nauczycielach. Nie twierdzę, że N. są
            nieomylni .. bo nie są. Już kilka razy musiałam korygować pewne
            poglądy Pani Katechetki wink Nigdy nie odważę się jednak nazwać ją
            przy synu per."głupia baba" (co nie oznacza,że tak nie pomyślę ... ).
            Pozdr
            • inguszetia_2006 Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 14:16
              Witam,
              Pam_71, czym dalej, tym weselej;-D
              Twoje "małe grzeszki" to były klasyczne uczniowskie przekręty i
              cwaniakowanie. Dzięki cwaniakowaniu nie musiałaś czytać lektur,za to
              mogłaś udawać, że je czytasz i dlatego dostawałaś 3+ albo 4-.
              To Ty nie uczyłaś się dla siebie? Tylko dla ocen?;-D
              Oj nieładnie;-D
              To się nazywa hipokryzja i nic więcej.
              Nie byłas orłem, ale miałaś swoje sposoby.
              I o to w tym wszystkim chodzi.
              Inni mają inne sposoby np. nie chodzą do szkoły i udają chorych.
              Jak zwał, tak zwał, przekręt to przekręt.
              Czy może zrobimy prywatną gradację przekrętów na użytek wątku?;-D
              Pzdr.
              Inguszetia

              • protozoa Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 14:26
                1. Usprawiedliwiam nieobecności w szkole moich dzieci ( czasem prosząc nawet o
                to kolegów), gdy wiem, że potrzebują czasu, żeby sie pouczyć.
                2. J.w + gdy wiem, ze są zmęczeni
                Wole to niż wagary!!!!!
                3. Zrobiłam za jednego z nich prezentację z geografii, żeby miał lepsza ocenę na
                koniec roku ( dostałam 6 syn nie stuknął palcem o palec)
                4. Wspólnie z mężem w podstawówce kleiłam pociagi, domki itd
                5. Napisałam ( przy pomocy internetu) wypracowanie z historii na temat rządów
                Ludwika któregos tam ( nie pamietam) też dostałam dobry stopień.
                6. Gadam przez telefon komórkowy prowadząc samochód ( a złapana na gorącym
                uczynku skłamałam panu policjantowi, ze dzwoniki z pracy - mam Eskulapa na
                szybie, więc pan policjant nie ukarał mnie mandatem a życzył szerokiej drogi)
                7.Odganiam od męża namolnych pacjentów odbierając jego komórkę ( mówię, że to
                pomysłka).
              • pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 14:27
                No możemy wink
                Cholercia... miałam tylko sposób na polonistkę wink
                Mój hostoryk nie był tak "przewidywalny" ... musiałam wkuwać.
                Ciągle będę się jednak upierać, że WAGARY to jednak innego rodzaju
                kaliber.
                To tak jakby czołg do wiatrówki przyrównać wink choć pewnie Cię nie
                przekonam ...
                To samo inaczej - Czy pozwoliłabyś swojemu dziecku na wagary ?
                wink
                Pam
                • allija Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 22:26
                  nie, to nie jest inny kaliber, albo jest sie uczciwym albo nie, nie
                  mozna byc troche w ciąży, pamietasz?
                  Oszukiwałaś nauczycielke i tyle, dzieki temu twoje stopnie były
                  nieuczciwe, powinnas dostac pałę, byc moze nie jedną, być może
                  zdałabys do nastepnej klasy,w czym tu mniejszy kaliber?
                  • allija Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 23:12
                    miało byc "nie zdałabyś" oczywiście.
                    Przy okazji w sasiednim wątku sama piszesz "tylko oszukiwałam
                    polonistke". OSZUKIWAŁAM, sama to przyznajesz, no naprawde, w czym
                    ty jestes lepsza od oszukujacego rodzica wagarowicza? odpowiedź
                    brzmi: w niczym.
                    • pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 09.12.08, 07:38
                      allija napisała:
                      >w czym
                      > ty jestes lepsza od oszukujacego rodzica wagarowicza? odpowiedź
                      > brzmi: w niczym.
                      I wychodzi całe nasze polskie forum wink
                      Allija .. ale ja wcale nie napisałam i dodatkowo nie twierdzę, że
                      jestem lepsza czy gorsza od rodzica wagarowicza ... Na prawdę
                      zdziwiło mnie to jak wiele osób popiera czy przyzwala na taka
                      sytuację.
                      Z drugiej zaś strony .. ktoś powyżej zauważył, że nie ma
                      czarne/białe - są jeszcze różne odcienie szarości wink
                      I (cholipcia wink) czy tu mają się wypowiadać same "kryształy" ...
                      Lubię dyskutować o dzieciach i o wychowaniu .. wbrew pozorom ten
                      wątek w całości stał się dla mnie źródłem wielu przemyśleń i
                      doprowadził do ciekawych wniosków ....
                      i to wcale nie takich "czy jestem lepsza czy gorsza" wink
                      Szkoda, że nie można tutaj porozmawiać konstruktywnie ...
                      Pozdr anyway wink
                      Pam
      • pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 13:25
        No to teraz wiem czemu mój kuzyn-syn lekarza był tak święcie
        przekonany, że pytania maturalne można kupić wink
        Nie wiedział tylko "za ile" wink
        Pozdr
        Pam z kółka "tych ostatnich sprawiedliwych ... "
        PS: Dziewczyny wink Zapisujecie się wink
        • azile.oli Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 13:34
          Ja się zapisuję pam.Bo przyznam, że posty niektórych osób mnie po
          prostu rozwalają. Dobrze, że ja trafiłam chyba na taką lekarkę
          pierwszego kontaktu, która się chyba na studiach wybiórczo nie
          uczyła. Dzięki temu tylko w poważnych przypadkach muszę korzystać z
          porady specjalistów.
          • protozoa Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 14:19
            Oj szybko uciekłabym od takiego lekarza, który usiłuje leczyć wszystko i uważa,
            że zna sie na wszystkim.
            Może ma dość szeroką wiedzę, tak jak większość lekarzy rodzinnych, ale niestety
            dość powierzchowną, bo nie sposób ogarnąc wszystko.
            Teraz już przestaje się dziwić, że trafiaja do mnie ludzie u których lekarz
            rodzinny nie rozpoznał "ostrego brzucha", a leczył "grype żołądkową".
        • czar-marie Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 13:58
          pam_71 napisała:

          > Pam z kółka "tych ostatnich sprawiedliwych ... "
          > PS: Dziewczyny wink Zapisujecie się wink

          a cała reszta towarzystwa to już niesprawiedliwa, skreślona, istny wrzód
          społeczeństwa?
          polecam wszystkim z kółka:
          www.psychologia.net.pl/testy.php?test=uczciwosc

          • pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 14:15
            Mój wynik testu:
            > Jesteś osobą ostrożną. Nie podejmujesz ryzyka bycia złapanym. W
            Twoim mniemaniu nie opłaca się aż tak ryzykować. Twój próg
            uczciwości jest niski, czyli niewiele okazji może Cię skusić do
            bycia nieuczciwym. Możesz bez obaw pokładać w sobie zaufanie co do
            przyszłych pokus defraudacji lub korupcji (chyba że akurat te
            odpowiedzi zaznaczyłeś w teście). Jeśli chcesz, możesz zastanowić
            się z czego wynikają Twoje odpowiedzi twierdzące. Być może
            znajdziesz argumentację, która jeszcze bardziej obniży Twój próg
            uczciwości i pozwoli wyeliminować te zachowania. Wtedy będziesz
            jeszcze bardziej ostrożny, jeszcze bardziej uczciwy. <
            Czyli nie jest rewelacyjnie oj nie jest wink
            A tak poważnie Czar-marie ... przecież "to na wesoło i z
            przymrużeniem oka było" .. jeśli masz chwilę to przeczytaj moje
            refleksje z wątku o "wyrzucaniu za drzwii w Ikl. SP" .. na prawdę
            uważasz, że w naszym społeczeństwie "nie ma problemów z wychowaniem
            dzieci i młodzieży" ...
            Mi chodzi o ogólne tendencje, ktore nie tylko mnie na tym Forum
            porażają ... z drugiej strony ...
            Kilka dni temu moja dobra kumpela tak wyraziła się o pewnej naszej
            znajomej: " .. bo wiesz, Ona taka służbistka jest wink" (czytaj:
            frajerka). Nie zareagowałam, bo mnie zatkało ... Wyglada, że jak my
            kogoś w konia zrobimy to "jestesmy zaradni ... ". Ktoś postępujący
            zgodnie z przepisami to frajer ;-(
            Pozdr.
            Pam
              • fogito Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 15:12
                Im dłużej czytam ten wątek w tym większym szoku jestem.
                Już teraz rozumiem, dlaczego mamy tak kiepskich lekarzy w Polsce,
                którzy nie umieją spojrzeć na zdrowie pacjenta w szerszym spektrum.
                I co tu się dziwić, że Polska tak kiepsko przędzie na arenie
                międzynarodowej, skoro większość uważa, że oszukiwanie i lawirowanie
                to norma uncertain
                  • fogito Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 20:41
                    Dobrze wykształcona to jest garstka i zwykle pracują za granicą.
                    A co do hipokrytów - to może za często do lustra zaglądadz tongue_out
                    Ja nigdy nie oszukiwałam i nie oszukuję. Jestem wręcz obrzydliwie
                    uczciwa i tego oczekuję od innych.
                    • protozoa Re: moze jednak usprawiedliwic? 09.12.08, 07:57
                      To jesteś chlubnym wyjątkiem. Bo ja obserwując naprawde wiele róznych środowisk
                      jakos nie widzę ludzi, którzy są obrzydliwie uczciwi, widzę za to cała mase
                      hipokrytów.
                      Nie, nie usprawioedliwiać dzieckuI Nie się gó...arz uczy. Wszystkiego :
                      polskiego i matematyki, biologii i geografii, historii i angielskiego. A ta sama
                      osoba - wyjdzie godzinę wczesniej z pracy, utnie pogawędkę ze słuzbowego
                      telefonu, itd.
                      Każdy z nas ma na sumieniu takie i inne grzeszki . Nie kradnę , ale zdarzało mi
                      sie w czasach studenckich jeżdzic na gapę. Nie wszystkiego na studiach uczylam
                      się na 5, ale to co mam umiec umiem. I nie wyznaję dwóch zasad:
                      - polityki Kalego
                      - hipokryzji.
                      I tego samego uczę moich synów.
                      • pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 09.12.08, 08:08
                        Kobitki ... wyluzujcie wink
                        Ja tez mam małe i większe grzszki .. bo nikt nie jest doskonały ;-(
                        A jednak uparcie twierdzę, że gdzieś GRANICĘ trzeba postawić.
                        Sobie i dzieciom.
                        Dla mnie tą granicą są np. WAGARY i tyle.
                        Mogą się forumowicze ze mną zgodzić .. nie muszą.
                        Czy ja jestem hipokrytką ... hm .. ?! Czy z racji mojego "systemu na
                        polonistkę" mam nie wypowiadać własnego zdania ...
                        wink
                        Nie wagarowałam i nie pozwolę na to swoim dzieciom
                        • alabama8 Re: moze jednak usprawiedliwic? 09.12.08, 09:16
                          Pogadać z matołkiem, wprowadzić plan naprawczy i usprawiedliwić.
                          Wagary to odpowiedź na nieradzenie sobie z sytuacją. Najpierw
                          dzieciak nie idzie na pierwszą lekcję bo nie wie jak wybrnąć z
                          sytuacji, a nie chce drażnić rodziców. Potem nie idzie na kolejną bo
                          nie był na pierwszej i ucieczka wydaje się idealnym rozwiązaniem.
                          A potem się zapętla i tak naprawdę potrzebuje wspracia, pomocy od
                          rodziców - tego żeby ktoś go w końcu uratował. Jeszcze jest młody,
                          czuje respekt przed nauczycielem, nie potrafi jeszcze dochodzić
                          swoich racji i jest ... dzieckiem które potrzebuje ratunku.
                          Żeby ktoś je wzioł na kolana i rozwiązał probem. Dzieciak boryka się
                          ze strachem, niepewnością, poczuciem winy (głównie w stosunku do
                          rodziców), wie że oszukuje, wie że robi źle ale strach wygrywa.
                          Łatwo to ot tak nazwać wagarami. Dla nas, starych bab - nauczyciel
                          to po prostu człowiek, dla dzieciaka to pan i władca jego losu który
                          lekką ręką rozdaje pały i piątki. Nie pamiętacie ze swojego okresu
                          szkolnego tego uczucia bezsilności?
                      • fogito Re: moze jednak usprawiedliwic? 09.12.08, 09:20
                        Smutno mi się robi jak to czytam. Ja nie jestem nawet w stanie
                        przejechać jednego przystanku na gapę. Myslę jednak, ze uczciwych
                        ludzi jest więcej niż nam się wydaje.
                        A co do nauki dziecka - mnie usprawiedliwiała tylko choroba i tak
                        mam zamiar postępować z synem. Jak mu się nie będzie chciało to
                        będzie ponosił konsekwencje i tyle. W końcu facet powinien mieć
                        silny kręgosłup moralny. Kobieta zresztą też bez wyjątków smile
    • mamusia1999 Re: moze jednak usprawiedliwic? 08.12.08, 15:20
      ja bym nie usprawieliwiala (ale tez bym sie dlugo bila z myslami).
      jak pojdzie na noze, to zostanie w tej klasie i moze zmieni sie
      nauczyciel historii. albo syn zacznie jednak kombinowac, jak sobie z
      sytuacja poradzic. nie bez kozery matura to egzamin dojrzalosci -
      miedzy innymi trzeba sie nauczyc ukladac z roznymi ludzmi.

      moi Mlodzi jezscze daleko od matury, ja sama nigdy zadnych problemow
      nie mialam. ale za to moj malzonek do gimnazjum (D) dostal sie
      rzutem na tasme, potem powtarzal jedna klase (z trzema 2 bodajze).
      moi tesciowie ludzie prosci i calkowicie sprawe pozostawili
      synalkowi (masz czas i okazje sie wyksztalcic, a jak nie to zmienisz
      szkole na zawodowa i potem do terminu). i ruszylo z kopyta. nagle
      dalo sie nauczyc i historii, i franca i fizyki - choc nauczyciele ci
      sami "wariaci". synalek skonczyl budowe maszyn i zrobil doktorat.
      • marjot40 Re: moze jednak usprawiedliwic? 12.12.08, 13:34
        Niestety, nie wszyscy nadają się do liceum. To smutna prawda.
        Poziom, generalnie coraz niższy, a tu nowe technologie,
        wyzwania...Może lepiej przenieś go do budowlanki. Tylko czy i tam
        będzie się nadawał. Współczuję.
    • wieczna-gosia Re: moze jednak usprawiedliwic? 12.12.08, 14:00
      a jaki w ogole jest syn- bo od tego zalezy odpowiedz. Mnie by nie wkurzylo to ze
      historia mu nie idzie i nie to ze nie chodzi do szkoly. Wkurzyloby mnie to ze mi
      nie powiedzial o tym wszystkim wczesniej, tylko ze rozmawiamy z tygidniowym
      poslizgiem.

      Moim zdaniem nauczyciel ktory dzien po dniu testuje ucznia z materialu, o ktorym
      wie ze ten go nie umie- jest swiadomie zlosliwa malpa. I tez czesciowo jest
      winny sytuacji w ktorej dziecko wybiera wagary- no tez bym chyba wybrala, byc
      moze nie na tydzien tylko na dzien, w ktorym przypada historia smile ale zawsze.

      Sama bywalam na wagarach, moje dzieci bywaja na wagarach, jak widze ze juz nie
      daja rady pociagnac. Bywa ze usprawiedliwiam, jesli wiem ze do szkoly nie poszlo
      to owszem.

      Teraz bym sie skupila na tym by sytuacje wyprowadzic z impasu. Syn cie prosi o
      dyskrecje bo sam czuje ze zawalil. I na tym bym sie skupila- najwyrazniej
      sumienie mu zaczelo dzialac wink pogadalabym z nim o mozliwych opcjach- ze pogadam
      w wychowawczynia ze pogadam z historykiem, a moze ze spotkamy sie z nimi razem i
      go wespre w tlumaczeniach. Generalnie konsekwencje nalezy poniesc- niech sie
      nauczy materialu, ktory opuscil, niech zalicza przed kazdym nauczycielem osobno.
      Z drugiej strony- nie pastwilabym sie nad nim zbytnio jesli to jakis pojedynczy
      wyskok. Kazdy popelnia w zyciu glupoty a nastolatkom to sie zdarza czesciej smile
      • mruwa9 podpisuje sie pod powyzszym 12.12.08, 14:32
        wieczna-gosiu, tradycyjnie madrosc przez Ciebie przemawia wink
        W kim chlopak ma miec wsparcie, jesli nie w rodzicach? Azile.ola,
        najlepiej kopac lezacego? najlepiej, jesli tym lezacym jest wlasne
        dziecko?
        Ja bym usprawidliwila, zawierajac umowe z dzieckiem , ze warunkiem
        jest wyprostowanie sytuacji z historii. Byc moze nauczyciel(ka?)
        naprawde zlosliwie zneca sie (nazwijmy rzecz po imieniu, to
        ordynarny mobbing ze strony nauczyciela), chlopak przezywa ciezkie
        chwile i potrzebuje pomocy. Mnie sie, podobnie , jak mojemu
        rodzenstwu, zdarzaly takie legalne wagary w czasach szkolnych, mama
        usprawiedliwiala, wychodzac z zalozenia, ze lepiej , jesli o tym
        wie, niz mialabym oszukiwac rodzicow. Ale umowa takich wagarow
        obejmowala obowiazek posprzatania mieszkania i ugotowania obiadu,
        wiec srednio oplacalo sie korzystac z tej mozliwosci wink Jakos
        szkoly i studia pokonczylam z calkiem dobrymi ocenami i o dziwo nie
        wyladowalam w kryminale.
        Nie da sie budowac autorytetu rodzica bez budowania zaufania dziecka
        do rodzica.
        • fogito Re: podpisuje sie pod powyzszym 12.12.08, 15:38
          II klasa liceum to dziecko?! No ludzie.
          Tu nie chodzi o kopanie tylko nauczenie młodego człowieka
          odpowiedzialności za własne czyny. A takie usprawiedliwianie przez
          mamusię to porażka wychowawcza i obciach totalny. Kawał chłopa a
          zachowuje się jak przedszkolak. Zachowanie matki jeszcze gorsze, bo
          tak go właśnie traktuje.
          I potem mamy takich fajtłapowatych facetów, którzy z każdym
          problemem do mamusi biegają uncertain
          • mruwa9 Re: podpisuje sie pod powyzszym 12.12.08, 16:51
            Dziecko nie dziecko, chlopak ma problem, bo wedlug opisu jest ofiara
            mobbingu, gdzie osoba znecajaca sie jest nauczyciel, a to sytuacja
            bardzo niesymetryczna i bez wsparcia z zewnatrz ( ze strony
            rodzicow, bo taki powinien byc naruralny porzadek rzeczy) moze sobie
            z tym problemem nie poradzic. Podpowiedz w takim razie, jak sobie ma
            chlopak poradzic sam z nauczycielem, ktory postanowil go zgnoic, bo
            taki jest punkt wyjscia? Co konkretnie proponujesz?
              • ahhna Re: podpisuje sie pod powyzszym 13.12.08, 01:39
                A z nauczycielem poradzi sobie łatwo. Wystarczy, że się w
                > końcu nauczy i będzie znał odpowiedzi na zadawane pytania.

                Fogito, czy ty chodziłaś kiedykolwiek do polskiej szkoły? Zawsze
                miałaś sprawiedliwych, uczciwych i odpowiedzailnych nauczycieli,
                którzy stawiali taką ocenę, na jaką zasługiwałaś, według uczciwych i
                jasnych reguł, którzy nie gnoili, nie byli złośliwi i nie robili
                osobistych wycieczek? Jesli tak, to podaj mi namiary swoich szkół.
                Poślę tam swoje dzieci. Bo ja takich na palcach jednej ręki mogę
                policzyć. świetnie za to pamiętam "rundki" chemicy, która
                przepytywała całą klasę po kolei z materiału,którego nie przerobiła
                albo przerobiła pobieżnie. Nie pomagały wyjaśnienia, że "tego, pani
                psor, nie było". Czy to było uczciwe, odpowiedzialne i te właśnie
                cechy wyrabiało u młodych ludzi..? Wątpię.

                II klasa liceum to z pewnością nie dzieciak, ale i nie dorosły, a
                juz na pewno mniej dorosły niż rzeczony nauczyciel historii.
                Nauczyciel ów zachował się karygodnie, nieuczciwie i
                nieodpowiedzialnie,odpytując z trudnego - jak mniemam - materiału
                dzień po wtopie na klasówce. Co chciał sobie czy uczniowi tym
                udowodnić? Że wie więcej od niego? I teraz ten 17- czy 18-latek ma
                odpowiedzieć odpowiedzialnym i uczciwym zachowaniem na draństwo i
                gó...arstwo nauczyciela, bądź co bądź sporo starszego od siebie,
                czyli takiego, który powinien wskazywać drogę, a nie z niej spychać?
                Czego ty wymagasz od dzieciaka (jednak)? Uczciwości i
                odpowiedzialności za siebie, nauczyciela, szkołę i wszystkich wokół?
                Patrzy chłopak,co się wokół niego wyrabia, i tego własnie się uczy,
                niestety. Bo za takie zachowania młodych zawsze jesteśmy
                odpowiedzialni my, dorośli. W tym wypadku wtopę zaliczył historyk.
                Nie mam najmniejszej wątpliwości, że to bezpośrednio to, co zdarzyło
                się na historii, spowodowało wagary, skoro do tej pory nie zarzały
                sie one wcześniej.

                Byłam w swoim życiu nauczycielką, w tym na uczelni. I przysięgam, że
                nie przyszłoby mi do głowy takie traktowanie uczniów (na uczelni
                również zaoczni, a więc dorosli). minimum szacunku do drugiego
                człowieka wymaga, żeby dać mu czas na naprawienie błędu według
                scisle określonych reguł, wytycznych i w określonym, ustalonym przez
                obie strony terminie. Ja tak zawsze starałam się zachowywac sie
                wobec moich uczniów i nigdy ie iałam ani problemu z frekwencją, ani
                nikogo, kto konczyłby nauke ze mną, nic nie wynosząc z niej.
                • fogito Re: podpisuje sie pod powyzszym 13.12.08, 08:23
                  smile Oczywiście, że chodziłam do polskiej szkoły - najpierw
                  podstawówki, potem liceum a potem na studia.
                  I oczywiście, że nauczyciele nie zawsze są tacy jak powinni być, ale
                  z reguły nie czepiają się uczniów, którzy są sumienni,
                  odpowiedzialni i zawsze przygotowani. Ja zawsze byłam, bo takiej
                  odpowiedzialności nauczyła mnie mama, która również w tym liceum
                  uczyła.
                  Ja tu nie widzę, żadnego draństwa. Chłopak najprawdopodobiej jest
                  zwykłym leniem a na dodatek jeszcze oszukuje własną matkę. Sorki,
                  ale dla mnie to juz nie dziecko i niezależnie od poziom złośliwości
                  nauczyciela - której też tu nie widzę - taki prawie dorosły człowiek
                  powinien umieć sobie poradzić. Bo potem na studiach - jeśli
                  oczywiście się dostanie - nie da sobie samodzielnie rady. A przecież
                  wykładowcy też są różni. I różni są pracodawcy. Kiedyż 'dzieciak' ma
                  się nauczyć odpowiedzialności i funkcjonowania w stresie? Pewnie
                  nigdy jak mamusia bez przerwy będzie go usprawiedliwiać. A potem
                  mamy masę żon na forum, które narzekają na swoich ciapowatych mężów,
                  którzy bez mamusi nie sa w stanie podjąć żadnej decyzji.

                  Ja nigdy nie wagarowałam, bo takie cos nie wchodziło po prostu w
                  grę. Rozmiem, że ludzie mają różne podejście do życia, ala w tym
                  wypadku dla mnie to porażka na całej linii.
                • azile.oli Re: podpisuje sie pod powyzszym 13.12.08, 08:44
                  Jeżeli założymy, że chłopak mówi całkowitąż oprawdę (a tego nie
                  wiemy), to być może nazwałabym zachowanie nauczyciela drństwem, ale
                  gó...arsko to zachował się ten chłopak. Zgadzam się, że uczeń jest
                  zestresowany przed egzaminem komisyjnym, ale do takich stresów to 17-
                  latek, a wkrótce już 18- latek to niech się przyzwyczaja. Bo
                  wkrótce wejdzie w dorosłe życie, może będzie musiał pójść do pracy i
                  niech zaprezentuje pracodawcy postawę ''jestem zdolny, ale leniwy",
                  taką opinię o chłopaku mają też oinni nauczyciele i jeśli się tego
                  lenistwa nie pozbędzie to i matura może być średnio napisana i
                  studia do widzenia, a witaj dorosłe życie. Co do mnie i tej
                  matematyczki : nie mogłyśmy na siebie patrzeć z wzajemnością,
                  dogryzała mi i docinała, ale matematykę miałam w jednym palcu i u
                  mnie problemem mógł być egzamin komisyjny na piątkę, a nie na
                  dwójkę. Czwórkę miałam bez problemu, choć baba naprawdę chciała mnie
                  zagiąć. Posłałam mamę do szkoły nie ze względu na ocenę, ale
                  dlatego, że dość miałam terroru na matmie i poniżania mnie na równi
                  z jedynkowiczami i wagarowiczami. ten historyk mógłby wskazać matce
                  wyjście z sytuacji, ale chłopak ewidentnie nie chce konfrontacji. To
                  wydaje się podejrzane. I nie wmawiajcie mi, że nauczyciel będzie
                  kpił przed cała klasą z chłopaka z powodu wizyty matki. Bo to tak,
                  jakby kpił z tej matki, a na to, jeśli jest myślący sobie nie
                  pozwoli, bo to oznaczałoby dla niego kłopoty. Historia jest akurat
                  takim przedmiotem, którego można się nauczyć na dwóję. I szczególiki
                  nie mają tu nic do tego. Moja córka, jeszcze gimnazjalistka, ucząc
                  się do olimpiady z historii korzystała z podręczników licealnych,
                  musiała przeczytać całego Jasienicę,korzystała z podręczników
                  akademickich, zwracała uwagę na wszystkie ryciny, studiowała
                  interaktywne mapki, czytała kroniki, korzystała też z kronik
                  niemieckich. Jednocześnie nie opuściła się z innych przedmiotów. Nie
                  jest typem kujona, soboty i niedziele ma zajęte, bo startuje w
                  zawodach sportowych, trzy razy w tygodniu ma treningi, a dwa razy
                  dodatkowe lekcje z niemieckiego i angielskiego. Robi to wszystko, bo
                  jej się chce. Dlatego nikt mi nie wmówi, że zdolny chłopak nie może
                  się przyłożyć i nauczyć historii na dwóję. A szkoła jest z natury
                  stresogenna, w życiu też się nie uniknie stresu.
        • azile.oli Re: podpisuje sie pod powyzszym 12.12.08, 17:26
          A gdzie ja napisałam, żeby kopać leżącego, żeby mu nie pomóc? Ale
          fakty są takie, że chłopak jest bezmyślny. Nie wiem, może to kwestia
          wieku. Przede wszystkim powinien był powiedzieć matce, że chce
          zostać w domu, żeby się pouczyć. Ustalić, ile mu to zajmie, żeby nie
          narobił sobie zaległości z innych przedmiotów. A efekt teraz jest
          taki, że nie chodził tydzień do szkoły, historii też się uczył
          raczej w przerwach między epizodami życia towarzyskiego. Jakby był
          zastraszony przez nauczycoiela to powinien usiąść nad historią i
          naprawdę się jej nauczyć. Pomijając już fakt, że mógł się nauczyć na
          ten test, wiedząc, że ma na pieńku z nauczycielem, to mógł się
          zacząć uczyć już po jego kiepskim napisaniu. Dlaczego chłopak nie
          chce, żeby matka poszła do historyka? Być może dlatego, aby się nie
          dowiedziała, że syn olewa przedmiot (przynajmniej w opinii
          nauczyciela), a szczerze powiedziawszy fakty za tym przemawiają.
          Nauczyciel może być złośliwcem, ale ma dowody na poparcie swojej
          opinii. A co ma chłopak? tygodniowe wagary i dalej niedouczoną
          historię. Poza tym powiedzenie matce o wagarach przed samym
          zebraniem to żaden dowód zaufania, tylko strach przed tym, że
          wszystko się wyda, a zaskoczona matka nie usprawiedliwi. Tu nie
          chodzi o te wagary, ale o kompletny brak odpowiedzialności. Wszędzie
          znajdzie się wredny nauczyciel. A najlepszą na niego radą jest uczyć
          się. Wtedy, jeśli jest złośliwy można nasłać na niego rodziców,
          dyrekcję , kuratorium.
          • mruwa9 zapomnial wol jak cieleciem byl 12.12.08, 17:48
            pamietasz siebie z okresu 2 klasy szkoly sredniej? Naprawde bylas az
            tak obowiazkowa, poukladana i przewidujaca? I) naprawde umialaws,
            jak rowny z rownym, rozmawiac z nauczycielem w sytuacji
            konfliktowej? Naprawde nie mialas w otoczeniu (jako uczennica, nie
            teraz, jako nauczyciel) upierdliwych, zlosliwych nauczycieli, ktorzy
            rzucali haslami w stylu: zapomij, ze uda ci sie zaliczyc ten
            przedmiot. U mnie na studiach, dorosli,, pelnoletni ludzie w takich
            sytuacjach popelniali samobojstwa, zdarzalo sie. Czujac sie
            zgnojonym, jak w matni, bez wsparcia i pomocy z zewnatrz, ze strony
            najblizszych. Czego oczekujesz od 16-17-latka? Nie jest
            powiedziane, ze chlopak olewa przedmiot, raczej- ze ma problem z
            zaliczeniem i problem z nauczycielem i nie potrafi sie sam z tej
            sytuacji wyplatac. Wagary nie sa tu IMHO przejawem olewactwa tylko
            objawem nieradzenia sobie z sytuacja. Z punktu widzenia bohatera
            watku: jaki sens ma teraz zakuwac historie , jesli nauczyciel i tak
            oswiadczyl, ze chlopak moze zapomniec o zaliczeniu? Nie potrafiac
            samemu rozwiazac problemu, postanowil od niego uciec, zachowanie
            typowe dla wieku. nawet, jesli krotkowzroczne. Czego spodziewa sie
            po rozmowie mamy z nauczycielem? Dalszego gnojenia przez historyka,
            publicznego wysmiania na forum klasy. Naprawde nie wierzysz, ze
            takie sytuacje sie zdarzaja?
            • fogito Re: zapomnial wol jak cieleciem byl 12.12.08, 18:44
              Ja zawsze byłam przygotowana do każdej lekcji i to był najlepszy
              sposób na złośliwych nauczycieli. To jedyna metoda i bardzo
              skuteczna. A nauczycielowi chodziło pewnie o to, że jak się chłopak
              do nauki nie weźmie to najpewniej zawali rok przez historię.
              A matka nie ma w ręku żadnych argumetów, bo syn najzwyczajniej w
              świecie leseruje. W końcu historia to nie chemia i fizyka, więc i
              łatwiej jest się nauczyć.
              • ahhna Re: zapomnial wol jak cieleciem byl 13.12.08, 01:55
                > Ja zawsze byłam przygotowana do każdej lekcji i to był najlepszy
                > sposób na złośliwych nauczycieli. To jedyna metoda i bardzo
                > skuteczna.

                Nie, to niejedyna metoda, i nie zawsze skuteczna. Dorosły, a w
                jeszcze większym stopniu nauczyciel ma nieporównanie większy arsenał
                środków nacisku, manipulacji, władzy. I często z nich korzysta;
                bywa, że ze zwyczajnej złośliwości. Bo chyba zgodzisz się, że
                nauczyciele też są różni i nie wszyscy na poziomie? Trafaiają się i
                zakompleksieni, którzy coś sobie udowadniają, i niesprawiedliwi, i
                nieuważni, i nie w humorze akurat tego dnia. Nasłuchałam się i
                napatrzyłam w pokoju nauczycielskim - często byłam zażenowana
                opowieściami skadinąd sympatycznych kolegów o tym, jak "poradzili"
                sobie z trudniejszym uczniem, co mu odparowali, jak zagięli.
                Nauczyciel, jeśli chce, zawsze może tak się zachować. I często to
                robi - obserwowałam to jako uczeń i jako nauczyciel.
                • ahhna Re: zapomnial wol jak cieleciem byl 13.12.08, 02:01
                  Dodam jeszcze, że nauczyciel NIE POWINIEN BYĆ ZŁOŚLIWY, bo jesli
                  jest, to zwyczajnie brakuje mu kompetencji do wykonywania tego
                  zawodu. I to nie sprawą ucznia jest, jaką metodę zastosować na
                  złośliwego nauczyciela, tylko sprawą nauczyciela jest, by nie
                  pozwalać sobie na złosliwość, bo tego powinni go nauczyć w ramach
                  specjalizacji pedagogicznej i tego wymaga jego praca. Jeśli jest
                  inaczej, to uważam, że gnojony uczeń ma prawo radzić sobie z takim
                  nauczycielem tak, jak potrafi. Sprawą nauczyciela i dyrekcji szkoły
                  jest, by nie dopuszczać do takich sytuacji.
            • azile.oli Re: zapomnial wol jak cieleciem byl 12.12.08, 18:49
              Tak, byłam obowiązkowa i poukładana, jeśli miałam problem,
              rozmawiałam z matką przed, a nie po. Miałam niezwykle upierdliwą
              matematyczkę, która mnie nie znosiła i okazywała to w bardzo
              nieprzyjemny sposób. Ale matematykę umiałam i nawet gdyby ta
              nauczycielka bardzo chciała mnie zostawić, nie dałaby rady, istnieje
              coś takiego, jak egzamin komisyjny. Prócz tego, wiedząc, że baba
              mnie nie znopsi bardzo się z tej matmy pilnowałam, chociaż chodziłam
              do klasy humanistycznej i wogóle mnie ten przedmiot nie interesował,
              nawet na maturze go nie zdawałam. Jak baba przegięła sama
              poprosiłam, aby mama poszła do szkoły. Porozmawiała z nią ,
              wcześniej z moją wychowawczynią i kobieta doszła do wniosku, że
              lepiej nie mieć komisji z kuratorium na karku, bo mnie to nie
              zaszkodzi, a jej opinii może. Starałam się nie dawać tej
              nauczycielce atutów do ręki. Wbrew pozorom nauczyciel ma nad sobą
              zwierzchników i to nie tylko w szkole i nie można pozwolić, aby
              gnoił chłopaka. Ale jak na razie powiedział mu tylko, że nie zaliczy
              historii. Szczerze mówiąc przy takich ocenach to jedyny komentarz,
              jaki się ciśnie na usta, choć powinien go sobie oczywiście darować.
              A sens zakuwania historii jest taki, że daje promocję do następnej
              klasy. Chłopak nie marzy o piątce tylko o zwyczajnej dwójeczce, więc
              trochę wysiłku i można się nauczyć. Jestem w stanie zrozumieć , że
              uczeń może coś zawalić, ale to w jego interesie jest, żeby nie
              narobić sobie jeszcze większych zaległości. Nie znoszę też kłamstwa
              i bezmyślności. Moja córka jest niewiele młodsza od tego chłopaka.
              Nie wyobrażam sobie, żeby mi nie powiedziała od razu o problemie, a
              w czasie tygodniowych wagarów ''dla douczenia'' prowadziła normalne
              życie towarzyskie. Od małego uczyłam dzieci, że ponosi się
              konsekwencje swoich poczynań, oraz że przyjmę najgorszą prawdę i
              zawsze pomogę. Jak dotąd żadne z dzieci się na mnie nie zawiodło. Bo
              popełnić błąd to ludzka rzecz, ale trzeba się do niego przyznać i
              naprawić. Oczywiście wierzę, że zdarzają się nauczyciele psychopaci
              zdolni zgnoić ucznia za wyraz twarzy. Ale w tej sytuacji znamy tylko
              opinię chłopaka. Szczerze mówiąc takie pogróżki, że ktoś nie
              zostanie dopuszczony do matury ,albo nie zda do następnej klasy
              pojawiały się za moich szkolnych czasów dość często. I zazwyczaj
              uczeń nie miał innego wyjścia, jak się do tej nauki wziąć.
              Teraz zbliża się półrocze i z opowieści moich dzieci wiem, że niemal
              codziennie nauczyciel snuje przed jakimś uczniem wizję jedynki. No
              bo jaką ocenę można wystawić z czterech jedynek ? Do mnie też
              przychodzą rodzice zagrożonych uczniów, ale nie dlatego , że straszę
              dzieci, ale dlatego, że proszę tych rodziców o konsultacje ze mną.
              Wtedy rodzic jest poinformowany o moich spostrzeżeniach (czy uczeń
              sobie olewa,czy też spostrzegłam jakieś inne, niepokojące sygnały,
              czy po prostu jest mniej zdolny i warto, aby chodził na zajęcia
              wyrównawcze, a nie chodzi). Czasem rodzicowi w czasie rozmowy
              otwierają się oczy, bo dociera do niego, że dziecko go okłamywało.
              Zazwyczaj wyznaczam uczniowi jakieś terminy zaliczeń, robię to w
              obecności rodzica, jeśli istnieja np jakieś problemy rodzinne też
              idę na ustępstwa (oczywiście nie domagam się dokładnych informacji).
              Nie są to jednak w szkole średniej praktyki stosowane powszechnie
              przez nauczycieli.
              A wracając do tego chłopaka - musiał wiedzieć, że ma tolerancyjną
              matkę, bo mój syn po tygodniowych wagarach, w czasie których uczył
              się po łebkach , a miał czas na spotkania z kolegami miałby , to
              nadrabia materiał zanim nauczyciel odda sprawdzian i nie dopuszcza
              do sytuacji, gdzie dostaje trzy jedynki pod rząd. Pomijając fakt, że
              nie dopuszcza nawet do jednej jedynki, bo uczy się na zapowiedziany
              sprawdzian.
              • ahhna Re: zapomnial wol jak cieleciem byl 13.12.08, 02:06
                Ale matematykę umiałam i nawet gdyby ta
                > nauczycielka bardzo chciała mnie zostawić, nie dałaby rady,
                istnieje
                > coś takiego, jak egzamin komisyjny.

                No istnieje, tylko że istnieje jeszcze coś takiego, jak próg
                odporności dzieciaka na takie sytuacje. Zgnojone dziecko,
                niewierzące juz we własne umiejętność i inteligencję, łatwo zagiąć
                nawet wówczas, gdy do tej pory jakoś sobie radziło.
    • ka_krejzolka_net Re: moze jednak usprawiedliwic? 12.12.08, 14:41
      hmmm ale ludzie o co wam chodzi? przeciez matka wie dobrze ze syn sie nie
      nauczyl! Moim zdaniem jest tak, że dziecko sie nie nauczylo...ok! ale po co ten
      komentarz nauczyciela? To wina pedagoga ze pokazal kto jest gora,,, zupelnie nie
      potrzebnie! chlopak sie zestresowal i nie chcial byc wiecej tak traktowany a
      wiadomo ze albo by przestal chodzic albo by zaczal sie klucic z nauczycielem...
      bo przeciez nikt nie pozwoli sobie na grozby, kpiny itpsmile uwazam ze nauczyciele
      sa od tego aby przekazac material i robic spr... a nmie komentowac oceny! to
      jeszcze nic nie dalo... studiowaliscie pedagogike to sami powinniscie o tym
      wiedziec!
    • ludwik_13 Re: moze jednak usprawiedliwic? 12.12.08, 14:45
      Trudna decyzja. Szkoda, że nie powiedzial wcześniej, że ma probem,
      pewnie nie czuje się do końca pewny swoich racji. I pewnie jest
      zmęczony, bo to prawie już końcowka semestru.
      Nie wiem, czy bym usprawiedliwiła. Moje na szczęście jak uważały, że
      pójście do szkoły jest bez sensu, prosiłyi tłumaczyły w czym rzecz.
      Zwykle ulegałam, choć Małż mi to wypomina. Niestety następuje
      eskalacja żądań. Dobrze, że starsza już na studiach i nic nie muszę
      usprawiedliwiać. W Liceum trójkowa, teraz średnia ponad 4,5 i
      studiuje drugi kierunek (polibuda). Z Mlodym gorzej, ale czasem
      trudno wytlumaczyć racjonalnie , dlaczego ma jechać do szkoły 1,5h w
      jedną stronę na 2 lub góra 3 lekcje, wwtym WOS i podtsawy
      przedsiębiorczości (na maturze zdaje matmę i fizykę).
      Czasami lepiej zostać w domu i naprawdę rzetelnie się pouczyć.
      Wprawdzie nie mam nad tym żadnej kontroli i wiem, że spora część
      tego czasu będzie wykorzystana w inny sposób.
      Czekam z utęsknieniem, żeby zdal maturę i zaczął za siebie bardziej
      odpowiadać.
    • braksodont Re: moze jednak usprawiedliwic? 12.12.08, 15:34
      Usprawiedliwić, a potem zająć się problemem. Dlaczego zrobić rzecz
      niewychowawczą? Bo wspólny front szkoły i rodziców nie istnieje. To po pierwsze.
      Po drugie dziecię dawno nie jest już dzieckiem i proces wychowawczy się
      skończył. Szkoła nie jest naszym przyjacielem, to zdziecinniała, zesklerotyziała
      instytucja, która potrafi wychować rekruta i robotnika przemysłowego. Pan od
      historii ma go gdzieś, podobnie jak wychowawczyni. Jeśli nie mają go gdzieś, to
      chcą go ukształtować wg własnych pomysłów na życie. Wystarczy 5 minut rozmowy,
      żeby się przekonać, że nie sa to osoby, którym można powierzyć odpowiedzialność
      za innego człowieka.
      Opisany problem nie dotyczy szkoły, ale człowieka, który się zagubił. Jest on do
      rozwiązania w domu, a jednym z elementów jest nieprzyjazne środowisko w szkole,
      z która pożegna się za półtora roku. Proszę zadać sobie pytanie: po czyjej
      jesteśmy stronie? Czy zastrzeżenia zgłaszane przez zatrudnionych w instytucji,
      która traci 12 lat na nauczenie człowieka trochę lepiej rozwiniętej umiejętności
      czytania i pisania (i to nie zawsze) są godne uwagi?
      Wracając do rzekomego meritum: program szkolny z historii to znowu nie takie
      wielkie halo. Jak to się stało, że przeciętnie inteligentny człowiek ma z tym
      kłopoty? Co oni robią po blisko 40 godzin tygodniowo?
      Nie sądzę, żeby w szkole zmieniło się coś na lepsze od wiosny 2007 r., kiedy to
      szczęśliwie opuściło ten system nasze młodsze dziecko, a i tak ostatnie lata to
      nie była państwowa szkoła.
      Pozdrawiam i doradzam wysłuchanie młodego głąba, analizę jego wypowiedzi, jeśli
      oczywiście dojdzie do kontaktu, co jest wątpliwe. Wydaje mi się, że najpierw
      trzeba go otworzyć, a będzie mówił tylko wtedy, gdy będzie wiedział, że nikt
      tego nie wyniesie gdziekolwiek.
      Pozdrawiam
    • hanaemori Re: moze jednak usprawiedliwic? 12.12.08, 15:42
      Ja zawsze mialam wolną rękę w kwestii chodzenia do szkoły i usprawiedliwiania
      nieobecności - za zgodą rodziców, robiłam to zawsze sama.
      Sprawa byla postawiona jasno - jeżeli zawalę, sama poniosę konsekwencje. Gdybym
      nadużywała zaufania rodziców zasady pewnie by się zmieniły. Chodziłam czasami na
      wagary, opuszczałam sprawdziany, gdy uważałam, że nie napiszę ich dobrze,
      opuszczałam lekcje, na których mogłabym być odpytywana, a nie byłam dobrze
      przygotowana. Uczyłam się wtedy naprawdę dużo i miałam trochę zajęć
      pozalekcyjnych, w szkole też lekcji było dużo. Gdybym chciała karnie chodzić do
      szkoły non-stop, musiałabym uczyć się codziennie do nocy i czasami zawalać
      przedmioty, które były dla mnie ważne. A mnie akurat zależało na stopniach (taka
      dziwna byłam wink ), zdawałam sobie sprawę, że wiedza z biologii, chemii czy
      fizyki nigdy mi potrzebna nie będzie. Tak strasznie byłam wychowywana przez
      rodziców, w rezultacie czego maturę zdałam z wyróżnieniem (starą, średnią z
      matury miałam powyżej 5 - w naprawdę dobrym liceum) i dostałam się za pierwszym
      podejściem na dzienne prawo na dwóch renomowanych uczelniach. I wiedzę z
      interesujących przedmiotów miałam (i mam) sporą.

      Ja bym nie robiła tragedii z powodu postępowania syna. Usprawiedliwiłabym go na
      pewno, przeprowadziwszy z nim uprzednio poważną rozmowę - chłopak jest na tyle
      dorosły, by brać odpowiedzialność za swoją naukę. Nawet opuszczać lekcje trzeba
      z głową i nie powinno się to odbijać na końcowych wynikach.

      Czytam powyższe wpisy i dziękuję Opatrzności, że mam normalnych rodziców. Polska
      szkoła i programy nauczania są chore i kompletnie nieprzystosowane do
      rzeczywistości. Można się bezmyślnie uczyć na blachę wszystkiego, choćby nie
      dało się w określonym czasie dogłębnie opanować materiału - tylko po co?
      • sabinac-0 Re: moze jednak usprawiedliwic? 12.12.08, 16:12
        Nie usprawiedliwilabym . Czy mnie ktos usprawiedliwi jesli nie przyjde do pracy
        bo "nie lubie szefa" albo "chcialam odpoczac"? Obowiazek jest obowiazkiem.
        A z drugiej strony polska szkola jest dla uczniow wrecz wroga. Jak sama bylam
        uczennica nieraz bylam obrazana i upokarzana przez nauczycieli. Nigdy nie
        poszlam na wagary ale nienawidzilam szkoly, pomimo ze bylam zdolna zawsze mialam
        marne oceny, choc potem na studiach bylam jedna z lepszych na roku. Podobnie moj
        syn - jego bystrosc i ciekawosc swiata, zadawanie pytan i opinie byly
        interpretowane jako bezczelnosc i brak szacunku wobec starszych, ze sprawowania
        stawiano mu nieodpowiednie pomimo ze nigdy nie naruszyl dyscypliny, nie
        wagarowal, nie byl agresywny. Rowniez nie znosil szkoly, tracil chec do nauki i
        balam sie ze zacznie sprawiac problemy. Na szczescie wyjechalam za granice,
        tutaj nauczyciele sa przyjazni a niezaleznosc myslenia jest zaleta a nie wada.
        Efekt - mlody odzyl, wrecz uwielbia chodzic do szkoly, chetnie sie uczy, ma
        dobre stopnie, sam pilnuje by byc punktualnym i nie trzeba go pilnowac by zrobil
        lekcje. Co ciekawe, miejscowi Polacy narzekaja ze tutejsza szkole ze jest "zbyt
        tolerancyjna" i ze dzieci "sa nieznosne i mowia co mysla".
        • ahhna Re: moze jednak usprawiedliwic? 13.12.08, 02:15
          Czy mnie ktos usprawiedliwi jesli nie przyjde do pracy
          > bo "nie lubie szefa" albo "chcialam odpoczac"?

          Weź pod uwagę, że ty masz ileś tam dni urlopu do wykorzystania w
          dowolnej chwili, w tym kilka dni na żądanie. Dorosłym daje się prawo
          do nagłych niedyspozycji niewynikających z kłopotów ze zdrowiem (od
          tego jest zwolnienie), ale dzieciakom czy młodzieży już nie.
          • azile.oli Re: moze jednak usprawiedliwic? 13.12.08, 08:57
            No bez przesady, że ktoś goni chorego nastolatka do szkoły. Idzie do
            lekarza i dostaje zwolnienie, jak dorosły. W pracy też nie bywa tak
            różowo, bo czasem przemęczony pracownik raczej pójdzie do pracy, niż
            będzie zbyt często korzystał z urlopu na żądanie, chyba, że chce
            stracić pracę. Bo stawia wtedy pracodawcę w sytuacji, gdy ten musi
            znaleźć szybko zastępstwo. Sporadyczne sytuacje ujdąś, ale jak to
            się będzie zdarzało zbyt często, to prywatny pracodawca go zwolni i
            to w majestacie prawa, z zastosowaniem okresu wypowiedzenia i
            odprawą. Ma prawo zwolnić pracownika, jeśli jest właścicielem i
            poszukać takiego, który się będzie trochę liczył z innymi. A
            przemęczony uczeń też może powiedzieć rodzicowi, że źle się czuje i
            zostać w domu za jego wiedzą i zgodą. W gimnazjum moich dzieci nie
            wchodzi w grę tygodniowe usprawiedliwienie nieobecności przez
            rodzica, powyżej 3 dni musi to zrobić lekarz. Pomijając sporadyczne
            przypadki, że ktoś musi wyjechać z ważnego powodu, ale wtedy rodzic
            uzgadnia takie sytuacje wcześniej z wychowawcą.
    • naprawdetrzezwy Jedno jest pewne - syn jest kłamcą i idiotą. 12.12.08, 17:05
      Kłamcą, bo:

      zar-marie napisała:
      > syn oświadczył mi dziś rano, że nie idzie do szkoły (...)
      > po rozmowie okazało się, że:
      > - nie chodzi do szkoły od tygodnia


      Idiotą bo:

      > - swoją nieobecność w szkole tłumaczył potrzebą przygotowania się do
      > odpowiedzi z historii


      A mnie zastanawia, dlaczego takie ważne jest to, że chodzi do liceum z dwójką w
      nazwie:

      czar-marie napisała:

      > popołudniu maszeruje do syna (II LO)


      Jeśliby chodził do I LO, to nie byłoby problemu?
      • verdana Re: Jedno jest pewne - syn jest kłamcą i idiotą. 12.12.08, 17:59
        Jako i matka dwojga bylych maturzystów, i była nie najlepsza
        uczennica, i wieloletnia nauczycielka historii (znająca nauczycieli
        także od strony pokoju nauczycielskiego...) zrobiłabym moze synowi
        prywatne piekło i usprawiedliwiła bez wahania.
        Nauczycielowi najwyraźniej nie zalezy na nauczeniu ucznia, tylko na
        zgnojeniu go. Testy z historii (szczegolnie gdy chodzi o teksty
        źrodlowe i ich interpretację) czesto są skonstruowane tak, że uczeń
        nie moze wiedziec przed otrzymaniem wynikow czy napisał dobrze czy
        źle. To właśnie idiotyzm testów z historii. Pytanie zatem z testu
        nazajutrz po jego rozdaniu swiadczy wyłącznie o złej woli. Trudno
        się dziwic, ze w takich warunkach zastraszony młody czlowiek nie
        jest w stanie niczego się nauczyć. A już zapowiedź, ze nie dopusci
        się ucznia drugiej klasy do matury oznacza jedynie, ze nauczyciel
        postanowił się mścić, albowiem nikt nie jest prorokiem i nie moze
        wiedzieć, jak uczeń będzie sie przygotowywal dalej - od razu mowi mu
        się, ze jego wysiłek bedzie zmarnowany, nie ma na co liczyć.
        Zadziwiające jest też, ze tyle osob zapomniało swoje młode lata. Bo
        o ile sobie przypominam, w moim liceum NIKT nie odrabiał wszystkich
        lekcji i nie uczyl się do wszystkich klasówek, albowiem doba ma
        tylko 24 godziny. Jak glosiło prawo rzymskie "od nikogo nie można
        wymagac rzeczy niemożliwych".
        Moj magistrant pisze prace o mobbingu. Ilość osób, ktore rezygnuja z
        pracy, albo sa na dlugotrwałych zwolnieniach z powodu nerwicy jest
        ogromna. To, co w przypadku doroslych uznajemy skandal, zachowanie
        ndające się do sądu, w przypadku mlodziezy zawsze jest wina
        młodziezy - ma uczyc się i byc obowiązkowa niezaleznie od warunków.
        Jej prawa do zalamania sie nie dajemy.
        Co roku parę takich osób popełnia samobojstwo, jak moja kolezanka z
        klasy, zgnojona w ten sam sposób przez chemiczkę.
        I jako historyk, a nawet autor programów nauczania powiem wszystkim
        tu obecnym - nie da się nauczyć, poza przypadkami pasjonatów, calego
        programu historii do liceum. W przypadku złej woli podejmuje sie
        oblać nawet znajomych mi profesorow. I tyle.
        • azile.oli Re: Jedno jest pewne - syn jest kłamcą i idiotą. 12.12.08, 19:03
          Wiesz co, zgodzę się z Toba, że testy z historii są czasem debilnie
          skonstruowane, ale jakoś mi się nie chce wierzyć, żeby nauczyciel
          odpytywał ucznia na zasadzie testu. A na dwójkę nie potrzeba
          szczególnych zagadnień. A jak ten nauczyciel pytałby aż tak
          szczegółowo, to zgodzisz się ze mną, że większość klasy byłaby
          zagrożona. A chyba tak jednak nie jest. Bez przesady, że wizyta
          matki nu nauczyciela, nie z pretensjami, ale z zapytaniami miałaby
          przynieść efekt w postaci wyśmiewania przy całej klasie. No, chyba
          że chłopak ma coś do ukrycia. Historyk nie jest świętą krową i w
          dniu zebrania zapewne jak inni nauczyciele przyjmuje rodziców
          uczniów na konsultacjach.
          • verdana Re: Jedno jest pewne - syn jest kłamcą i idiotą. 12.12.08, 19:53
            W klasie mojego syna wiekszość klasy jest zagrożona z matematyki. W
            klasie mojego najstarszego na 28 osob jedynki na semestr z chemii
            otrzymalo 22. Kazdy kolejny rocznik w tej szkole miał to samo, zadne
            interwencje niczego nie wnosily. Sama bylam zagrozona z fizyki tylko
            dlatego, ze nauczycielka mnie nie lubiła - efektem interwencji bylo
            wyrzucenie nauczycielki (to dawne czasy byly), bowiem nawet
            czcigodne grono nie rozumiało, jak uczennica moze mieć piatke z
            matematyki, czworke z chemii i same jedynki z fizyki. Bywa.
            Nauczyciel nie odpytuje ucznia na zasadzie testu, ale z zagadnien
            testu - nie ludxmy się, uczeń nie jest przygotowany przez caly rok z
            14 przedmiotów od poczatku do konca, to niemozliwe. I nie o to
            chodzi przeciez, aby mu powtornie udowodnić, ze nie umie tego, czego
            nie umiał, tylko dac czas, aby się nauczył.
            A z historii naprawde można zapytac tak,z e uczeń nie odpowie -
            podreczniki sa przeladowane trzeciorzędnymi datami i szczegółami.
        • ahhna Re: Jedno jest pewne - syn jest kłamcą i idiotą. 13.12.08, 02:25
          Verdano:
          Jako była nauczycielka, w tym "akademicka" (epizod, ale zawsze),
          podpisuję się pod tym obiema rękami. Z oczywistą złosiwością
          historyka, która nie powinna miec miejsca w przypadku kompetentnego
          nauczyciela, gnojony uczeń ma święte prawo poradzić sobie w taki
          sposób, w jaki potrafi.
          Ja tez popatrzyłam sobie na szkołę z perspektywy pokoju
          nauczycielskiego (choc nie trwało to długo, ale mi wystarczyło) i
          niejeden raz włosy stawały mi dęba, do czego zdolni są wobec uczniów
          moi skadinąd sympatyczni koledzy.
      • xxxtabxxx Re: Jedno jest pewne - syn jest kłamcą i idiotą. 12.12.08, 18:18
        naprawdetrzezwy: moim zdaniem chodzi jednak o drugą klasę lo, a nie
        drugie lo smile
        miałam podobną sytuację w czasach liceum (klasa maturalna) - też
        byłam gnębiona przez nauczycielkę historii odpytywaniem co lekcję.
        przy niezapowiedzianym sprawdzianie i pierwszym odpytaniu lekcję
        później - ok zgodzę się - nie umiałam. za to później uczyłam się jak
        głupia i wyrwana do odpowiedzi na kolejnych dwóch lekcjach
        stresowałam się na tyle, że nie potrafiłam wykrztusić z siebie
        słowa, a jeśli już cokolwiek powiedziałam, to były to totalne
        głupstwa. nigdy w życiu nie zapomnę jak strasznie się wtedy czułam.
        też na jakiś czas odpuściłam sobie lekcje i uczyłam się tylko
        historii. niestety stres powodował, że nic nie wchodziło mi do
        głowy, byłam niewyspana i zmęczona. dorobiłam się dzięki temu ostrej
        nerwicy. po kilku wizytach u lekarza, który leczył mnie na żołądek,
        wątrobę, trzustkę itd. lekarz zdiagnozował u mnie ostrą nerwicę i
        powiedział, że jeśli chcę się pozbyć tych dolegliwości to powinnam
        zrezygnować ze szkoły. to oczywiście nie wchodziło w grę. liceum, a
        szczególnie ta klasa, z piekłem urządzonym mi przez nauczycielkę, są
        jednymi z moich najgorszych wspomnień. do rodziców z problemem nie
        poszłam, bo oni z gatunku tych hiper uczciwych i nigdy by mi nic nie
        usprawiedliwili bez powodu. dzięki temu męczyłam się z tym wszystkim
        sama. dodam jeszcze tyle, że nauczycielka na początku roku szkolnego
        zakomunikowała, że osoby, które nie zdają historii na maturze nie
        muszą uczyć się z lekcji na lekcję. ja byłam odpytywana na każdej,
        mimo, że historii nie zdawałam. krótko przed końcem semestru
        nauczycielka zadała mi pytanie: "czy ty na pewno chcesz zdawać
        historię na maturze?". odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, że zdaję
        biologię. nauczycielka na to: "tak? a ja myślałam, że historię."
        dzięki temu na świadectwie maturalnym z historii mam "2", a z
        biologii tylko "3", bo nie wystarczyło mi czasu na naukę tego
        przedmiotu dzięki historyczce. studia skończyłam bez jednej
        poprawki, z wyróżnieniem.
    • duzy.wielki.chomik Re: moze jednak usprawiedliwic? 12.12.08, 18:11
      Na wstępie przyznam się, że póki co nie jestem rodzicem. Mam 21 lat, studiuję, a wypowiem się, ponieważ w LO, delikatnie mówiąc, "nie byłem aniołkiem". Teraz mogę spojrzeć na to z dystansem, ale jednak w pewnym sensie z perspektywy Twojego syna.

      Usprawiedliwić. Narobił sobie kłopotów, owszem. Teraz jednak trzeba z nich wyjść i powinnaś mu w tym pomóc. Szkoła jest pod pewnymi względami instytucją dość nieczułą i jeśli zostawisz chłopaka z kilkudziesięcioma nieusprawiedliwionymi godzinami (jeśli chodzi o cały tydzień), będzie miał duże problemy (z którymi sam nic nie zrobi chyba, że zacznie podrabiać zwolnienia itp). Wyjdzie z tego w roli ofiary, na którą wszyscy się uwzięli - wychowawczo chyba dużo tym nie osiągniesz.

      Bezwzględnie porozmawiać z nauczycielami. Mam wrażenie, że chłopak coś przed Tobą ukrywa, w każdym razie nie chce, żebyś o czymś od nich usłyszała. Do tego bez przesady, on nabroił, więc niech nie stawia warunków wink.

      W jego wieku zachowywałem się podobnie, chociaż udało mi się w końcu załatwić swoje sprawy bez zawracania głowy rodzicom (pozdrowienia dla mądrej wychowawczyni, która to umożliwiła smile).
        • czterdziestyiczwarty Re: moze jednak usprawiedliwic? 12.12.08, 20:30
          Po pierwsze usprawiedliwic ale postawic pewne warunki (np.szlaban w
          kontaktach z kolegami dopoki nie poprawi ocen z zagrozonych
          nprzedmiotow czy tez limitowanie dostepu do komputera pod podobnym
          warukiem) aby syn nie pomyslal sobie ,ze tak juz zawsze bedzie gdy
          cos zawali w szkole i ze moze bezkarnie oklamywac
          rodzicow.Absolutnie porozmawiac z nauczycielem od historii aby
          poznac jego wersje ,a takze z wychowawca i innymi nauczycielami aby
          dowiedziec sie jakie sa ogolne postepy syna w nauce i co on
          ukrywa ,bo jak wynika z postu to syn dosc swobodnie klamie.
          Mam nadziej ,ze nauczyciel okaze sie kompetentnym przedstawicielem
          swojego zawodu - czyli pojmujacym swoja role jako przewodnika ktory
          pomaga uczniom opanowac wybrana dyscypline wiedzy a zarazem sprawdza
          poziom jej opanowania aby skorygowac niedostatki uczniowskiej
          znajomosci przedmiotu zamiast ponizac i zastraszac uczniow gdy
          takie niedostatki u nich stwierdzi.
          • verdana Re: moze jednak usprawiedliwic? 12.12.08, 21:02
            Czy widziales kiedys na wlasne oczy 17-latka??? Siedemnostalatkowi
            szlaban na komputer? Szlaban na kolegow - szczególnie jak ma
            dziewczyne, to poslucha...Najlepszy sposób, zeby prosic się o
            klopoty.
            Z siedemnastolatkiem da sie porozmawiać. Nie musi być od razu
            tresowany i karany. Tym bardziej, ze tak naprawde 17-latka ukarac
            się nie da. A jak się da, to znaczy, ze jest zbyt potulny.
            Nie klamie tylko mlodziez z Zespolem Aspergera. Ale to się leczy.
              • verdana Re: moze jednak usprawiedliwic? 13.12.08, 13:10
                Na pewnoo klamiesz.. Znajomej na pytanie, czy dobrze wyglada
                odpowiadasz, ze ohydnie? Czterolatkowi, ktory przychodzi pochwalić
                sie rysunkiem mowisz "śliczny", a nie "bazgroły, pojecia nie mam co
                to jest". Nauczycielce w szkole na pytanie "dlaczego nie uwazasz?"
                odpowiadałaś "Bo Pani nudzi i gada bzdury"? To wszystko sa kłamstwa,
                tylko tak aprobowane, ze się ich nie dostrzega. Brak umiejetnośći
                kłamstwa uniemożliwia normalne życie w społeczeństwie.
                • fogito Re: moze jednak usprawiedliwic? 13.12.08, 18:38
                  Koleżance odpowiadam - to do ciebie nie pasuje. Mój czterolatek ma
                  zdolności plastyczne po mnie więc tym bardziej kłamać nie muszę. A w
                  szkole zawsze uważałam i nigdy nie usłyszałam takiego pytania od
                  nauczyciela przez całą swoją karierę szkolną smile
                  Oczywiście mówienie prawdy prosto w oczy niesie za sobą wiele
                  niedogodności, ale ja już tak mam i jakos żyję sobie w
                  społeczeństwie wink
                  • verdana Re: moze jednak usprawiedliwic? 13.12.08, 19:09
                    Niedogodnosci dla Ciebie? Raczej przykrosci dla innych. No, ale inni
                    niewazni sa - waznajest uczciwość. Zawsze. Niezaleznie od
                    okolicznosci. Nawet, jeśli wymaga np. doniesienia na kogoś?
                    Nie znosze tych,co klamią bezustannie. Szczerze powiem, ze jeszcze
                    bardziej nie lubie tych, ktorzy z usmiechem na ustach'wala prawde
                    prosto w oczy" uwazajac, ze sa uczciwi i cieszac się z wlasnej
                    prawdomownosci, gdy widza przykrość lub dramat drugiej osoby. to
                    albo chamstwo albo brak elementarnych uczuc.
                    Nie mowiąc już o tym, ze nie wierze w czlowieka, ktory nigdy nie
                    sklamał. uwazam, ze nie ma wiekszego klamstwa niż takie wlasnie.
                    Wierze natomiast w ludzi uczciwych az do bolu, którzy czasem klamią.
                    Bo tak trzeba.
                    I rozumiem, ze jesli Twoje dziecko zapyta np, czy jest ladne, albo
                    mile, albo lubiane - a tak nie będzie - to powiesz mu "jesteś
                    brzydki, niemily i nikt cie nie lubi" i będziesz z tego dumna.
                    • fogito Re: moze jednak usprawiedliwic? 13.12.08, 21:48
                      verdana - zapomniałaś o trzeciej opcji - milczeniu. Jeśli nie chce
                      skłamać to najczęściej milczę właśnie po to, żeby kogoś nie urazić.
                      Ale też nie nabieram wody w usta jeśli ktoś na to nie zasługuje.
                      A z tym tekstem o dziecku to pojechałaś - przecież dla każdej matki
                      dziecko jest najpiękniejsze, najmądrzejsze i najmilsze na świecie.
                      Więc nie ma szansy, żebym skłamała w tej kwestii, bo to prawda smile))
                      A kłamstwo uznaję tylko w sytuacjach kiedy lekarz nie przekaże
                      wprost diagnozy dla dobra pacjenta. Ale lekarzem nie jestem więc
                      takich dylamatów nie mam.
                      • verdana Re: moze jednak usprawiedliwic? 13.12.08, 23:31
                        O nie, kochana. Nie zawsze mozna milczeć. Czasem dziecko domaga się
                        odpowiedzi - jesli masz dwoje dzieci i jedno z nich pyta, czy wolisz
                        jego czy brata, milczenie oznacza jednoznacznie, ze wolisz brata. A
                        odpowiesz dziecku zgodnie z prawdą "Zdecydowanie wolę twojego
                        braciszka"? W wielu wypadkach milczenie jest tylko wymówką, alibi -
                        bo gdy na zadane pytania "czy uwazasz, ze jestem ładna, mamo"
                        milczysz - mowisz po prostu córce - "jestes brzydka" i tyle - ona
                        jest i tak zraniona, a ty nie skałalas ust klamstwem.
                        Można tak w nieskończoność - są prawdy, ktore rania tak głęboko, ze
                        rozsądni ludzie zatrzymują je dla siebie. Nie ma to nic wspolnego z
                        nieuczciwoscia, przeciwnie. Uczciwy czlowiek to nie ten, co mowi
                        całą prawdę niezaleznie od okoliczności. Nie mówiąc już o tym, ze
                        dziecko wychowywane w kulcie mówienia prawdy i tylko prawdy nie ma
                        szans na żadną prywatność. Musi bowiem odpowiadać prawdę na
                        wścibskie pytania rodziny i wychowawców, dotyczace jego prywatnego
                        zycia - zycia, ktore ma prawo zachowac dla siebie. Na przyklad 19-
                        latka nie ma obowiazku odpowiadac prawdy na pytanie mamusi czy
                        nauczycielki, czy kolegi "Czy spałas już kiedyś z chłopakiem", a
                        milczenie, a nawet wymijajace odpowiedzi oznaczają "tak". Czyli
                        czlowiek mowiacy prawde i tylko prawdę jest pozbawiony intymnosci.
                        Mówiąc, ze nigdy nie kłamiesz, okłamujesz sama siebie. Dla mnie moje
                        dziecko nie jest najpiekniejsze, najmadrzejsze i najmilsze na
                        świecie - takia opinia jest też swoista forma oklamywania siebie
                        samej - na pewno widzialas dzieci madrzejsze i ładniejsze od
                        wlasnego...
                        A akurat w przypadku diagnozy jest to dla mnie niedopuszczalne.
                        Czlowiek chory wlasnie ma prawo dokladnie wiedzieć, na co jest chory
                        i jakie sa rokowania. W tym wypadku jest to kłamstwo o fatalnych i
                        dalekosiężnych skutkach.
                        Zwracam tez uwagę, ze jedno z przykazań brzmi "Nie będziesz dawał
                        fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu", a nie "Nie kłam".
                        Fałszywe świadectwo za bliźnim swoim najwyraxniej nie jest żadnym
                        grzechem, ani wystepkiem przeciw moralności.
                        • pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 14.12.08, 00:04
                          O rany ... Kobiety !
                          Tak mozna w nieskończonośc piłeczkę sobie odbijac wink
                          Dla rozładowania emocji ... Mój syn - kl III SP. Do swojej
                          najukochańszej Pani na jej stwierdzenie - "Mam nadzieję, że wszyscy
                          nauczyli się na dzisiaj czytac czytankę XY ..." Odpowiedział :
                          "Proszę Pani, a moja Babcia mówiła, że ja tak dobrze czytam,że nie
                          muszę już cwiczyc" wink Od tej pory nie był pytany z czytania ...
                          Dzieci naturalnie mówią prawdę .. do czasu aż nie nauczymy ich
                          kłamac.
                          Pozdr
                          Pam
                        • fogito Re: moze jednak usprawiedliwic? 14.12.08, 08:20
                          Ja kocham swoje dziecko i kłamać nie muszę w żadnej sprawie go
                          dotyczącej. Gdybym miała dwójke też bym nie kłamała, bo kochałabym
                          je jednakowo. I naprawdę nie widzialam mądrzejszego i piekniejszego
                          dziecka niz moje smile Widzialam równie piękne i mądre smile
                          Poza tym ja nie rozumiem co ty chcesz na sile udowodnic - że tak życ
                          nie można? Można, zapewniam cię.
                          A hipotetyczne pytania jakie podałas poniżej nigdy w moim przypadku
                          nie padły, więc nie musiałam okłamywać rodziców.
                          Poza tym, czy ty chcesz mnie uczyc moralnosci zachecajac do
                          kłamstwa? Niespotykana misja apostolska. Czyż nie powiedziano, że
                          prawda nas wyzwoli smile
                          • ahhna Re: moze jednak usprawiedliwic? 15.12.08, 16:51
                            Fogito, skoro mamy sobie tak mówić całą prawdę, to ja ci powiem, co
                            sobie naprawdę pomyślałam o tobie na podstawie twoich postów: jesteś
                            zakłamana albo masz marny kontakt z rzeczywistością. Przepraszam za
                            szczerość, nie miałam zamiaru cię urazić, ale dokładnie to przyszło
                            mi do głowy. Jeśli ktoś mówi o sobie, że zawsze będzie mówić prawdę
                            i tylko prawdę, mało tego - że tak się da żyć (jak rozumiem, nie na
                            bezludnej wyspie, tylko wsród ludzi, i to żyć spokojnie), to coś z
                            nim nie teges, moim zdaniem. Aniołów na ziemi nie spotakłam, ideału
                            takoż. Zwyczajnie nie wierzę w to co piszesz. Wierzę natomiast, że
                            masz zaburzony obraz własnej osoby.
                            Prawda nas wyzwala, tylko co jest prawdą? Moim zdaniem prawda jest
                            taka, że bezwzględna prawda nie istnieje - za bardzo się wszyscy
                            róznimy postrzeganiem rzeczywistości. Zresztą, psychologia do spółki
                            z socjologią już dawno odkryły, że bez drobnych kłamstewek w mniej
                            ważnych sprawach nie byłoby możliwe współżycie społeczne.
                            Społeczeństwo posypałoby sie jak domek z kart. Rytuały, tradycja,
                            konwenans, uprzejmość - to wszystko podszyte jest drobnymi
                            kłamstwami, a jakże jest potrzebne w obcowaniu z innymi!
                            Nie lubię kłamstwa, dla mnie to ostateczność. Ale jedno co wiem na
                            pewno o życiu to to, że jest ono nieprzewidywalne w 100%. Masz
                            urocze dzieci i nie musisz im kłamać, super, udało ci się. Ale
                            trudno ci wyobrazić sobie sytuację, że może twoje wnuki będą mniej
                            urocze? I co wtedy? Hipotetyczne pytania, które zadaje Verdana,
                            jeszcze w twoim zyciu mogą paść, i prawdopodobnie padną, bo mało kto
                            na tym świecie ma luksus życ kompletnie bezproblemowo i nie mieć
                            dylematów moralnych.
                            • fogito Re: moze jednak usprawiedliwic? 15.12.08, 17:35
                              Ahhna, to że nie możesz uwierzyć w to co piszę, to już nie moja
                              wina. Ja nie kłamię nawet na forum. Jestem tak po prostu
                              zaprogramowana. Już pisałam, ze wolę przemilczeć niż skłamać, ale
                              jakoś do nikogo to nie dociera.
                              Dla mnie to totalna bzdura co piszesz, ale może dla ciebie jest tak
                              fajnie życ w zakłamaniu. Dla mnie nie jest i dlatego nie kłamię.
                              Nie oznacza to, że nie mam problemów jak każdy. Ale prawdę można
                              przekazać w róznej formie - niekoniecznie trzeba walić prosto z
                              mostu, bo chyba głównie o to ci chodzi.
                              W każdym razie ja się otaczam ludźmi prawdomównymi i zwykle szybko
                              rozpozanję kłamcę po oczach smile
                              Wszystko się jeszcze w życiu może zdarzyć, ale póki co udało mi się
                              przeżyć 36 lat bez lawirowania, oszukiwania i uciekania się do
                              kłamstwa. Jesli ty masz inny sposób na życie to twoja sprawa i ani
                              mnie to ziębi ani grzeje.
                              A jeśli będę miała kiedys wnuczka, to zapewne będe go jeszcze
                              bardziej kochać niż syna, bo babcie juz tak mają, że ich miłość jest
                              bezwarunkowa smile
            • pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 13.12.08, 20:32
              Siedemnostalatkowi
              > szlaban na komputer? Szlaban na kolegow - szczególnie jak ma
              > dziewczyne, to poslucha...Najlepszy sposób, zeby prosic się o
              > klopoty.
              > Z siedemnastolatkiem da sie porozmawiać. Nie musi być od razu
              > tresowany i karany. Tym bardziej, ze tak naprawde 17-latka ukarac
              > się nie da. A jak się da, to znaczy, ze jest zbyt potulny.
              > Nie klamie tylko mlodziez z Zespolem Aspergera. Ale to się leczy.

              O rajciu ... i to kazdego z nas czeka ten koszmar (pod postacią 17-
              sto latka) wink Ja mam młodsze dzieci .. czy to znaczy, że wszystkie
              nastolatki wagarują , bo "Tym bardziej, ze tak naprawde 17-latka
              ukarac się nie da. A jak się da, to znaczy, ze jest zbyt potulny"
              (czytaj: dupowaty i bez charakteru) ???