kornelia111 Re: moze jednak usprawiedliwic? 13.12.08, 21:10 Czar-marie. Od 4 grudnia, czyli od podanego przez Ciebie terminu zebrania minął ponad tydzień. Jak wygląda sytuacja? Rozmawaiłaś z wychowawczynią i nauczycielem? Zdecydowałaś się usprawiedliwić nieobecności? Syn zaliczył zaległy materiał? Chodzi do szkoły? Odpowiedz Link Zgłoś
czar-marie Re: moze jednak usprawiedliwic? 13.12.08, 22:00 kornelia111 napisała: > Czar-marie. Od 4 grudnia, czyli od podanego przez Ciebie terminu > zebrania minął ponad tydzień. Jak wygląda sytuacja? Rozmawaiłaś z > wychowawczynią i nauczycielem? Zdecydowałaś się usprawiedliwić > nieobecności? Syn zaliczył zaległy materiał? Chodzi do szkoły? Pisałam już wyżej: rozmawiałam z historykiem, rozmawiałam z nauczycielami. Syn uczęszcza do szkoły, nauczył się historii (cały semestr), jest pytany na każdej lekcji. Na część pytań zna odpowiedź, na ostatnie, przy którym jest sadzany do ławki, nie. Dla mnie ważne jest, że materiał opanował (pytałam go). Na dwóję na pewno. Do nauczyciela należy ocena. Zobaczymy jak sprawa się skończy. Syn doskonale wie, że zawalił na całej linii. Nie uczył się, potem wagarował i oszukiwał. To co teraz dostrzegam, to zmiana nastawienia syna do szkoły, do historyka i do mnie również. Na korzyść. Każdy ma prawo do błędów. Mimo oporów wewnętrznych wyraziłam gotowość usprawiedliwienia nieobecności - syn jednak nie skorzystał. Odpowiedz Link Zgłoś
kornelia111 Re: moze jednak usprawiedliwic? 13.12.08, 23:59 Syn doskonale wie, że zawalił na całej linii. Nie uczył się, potem wagarował i > oszukiwał. > > To co teraz dostrzegam, to zmiana nastawienia syna do szkoły, do historyka i do > mnie również. Na korzyść. > Każdy ma prawo do błędów. > Mimo oporów wewnętrznych wyraziłam gotowość usprawiedliwienia nieobecności - sy > n > jednak nie skorzystał. No i dobrze. Tak trzymać. Odpowiedz Link Zgłoś
kkokos Re: moze jednak usprawiedliwic? 15.12.08, 08:34 > Mimo oporów wewnętrznych wyraziłam gotowość usprawiedliwienia nieobecności - sy > n > jednak nie skorzystał. to jednak świetny facet, gratulacje! Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 14.12.08, 20:37 Rzadko zgadzam się z Verdaną, ale tu jestem z nią zgodna. Nie da sie przejść przez życie nie kłamiąc. Każdy z nas robi to kilka(naście) razy dziennie. Ważne, żeby nie były to kłamstwa sztuka dla sztuki. Dziś skłamałam: odmawiając znajomym pójścia z nimi na Sylwestra ( nie powiedziałam , że będzie beznadziejnie nudno i mam już ciekawszą propozycję), moim synom, że czuję się dobrze ( wściekle bolała mnie głowa więc się połozyłam, po 2 godzinach przeszło, więc nie było sprawy, po co miałam ich denerwować), sprzedawcy choinek, że mam przy sobie tylko 130 zł ( chciał za jodełkę 150, więc opuścił), koledze,który telefonował że męża nie ma w domu ( był,wiedzieliśmy, że jak mąż podejdzie do telefonu będzie godzinna pogawędka, a chcielismy w spokoju zjeść obiad - po obiedzie mąż oddzwonił). Żadne z tych kłamstw nie było ze szkoda dla kogokolwiek. Nie było "kłamię po to aby kłamać". Nigdy nie walę prawdy prosto w oczu dla własnej wygodny czy żeby komuś zrobić przykrość. Bywa , i to nierzadko, że kłamie się, aby oszczędzić okłamywanego. Patrząc w oczy okłamywałam moja teściową, że nie ma raka ( a miała, umierała nieświadoma choroby). Śmieszy mnie twierdzenie, że nalezy za wszystko ponosić konsekwencje, a gdy dziecko jest wyręczane wyrasta na ciamajdę. Moja teściowa wyręczała męża, usprawiedliwiała mu wagary, nieobecności, ba pisała za niego wypracowania i robiła ściągi. Słowem kłamała. Mąż jest jednym z bardziej odpowiedzialnych ludzi jakich znam. Prowadzi spora klinike, odpowiada za zdrowie i życie wielu ludzi. W domu jest odpowiedzialną głową rodziny - zawsze można na nim polegać. Tak, nie zna prądów literackich dwudziestolecia międzywojennego ( a jak mu to jest potrzebne to wie gdzie ma o nich przeczytać), nie zna dat wojen napoleońskich, nazwisk dowódców, ba miałby trudności z datami rozbiorów Polski. Nie zna i nie umie pokazać na mapie dopływów Odry i Wisły, nie ma pojęcia jakie bogactwa naturalne występują w Azji. Jest natomiast znakomitym chirurgiem. Szkoła wtłacza i wtłaczała bardzo duzo idiotycznych rzezy do głowy - i kiedyś - za naszych szkolnych czasów- i teraz. Można na zasadzie ZZZ ( zakuć, zaliczyć, zapomnieć) nauczyć się tego co chce usłyszeć nauczyciel. Można tylko po co marnować energię, czas ? Czy nie lepiej uczyc się tego co w przyszłości zaowocuje, co się przyda. Co jest lepsze - czy poprawna wiedza ze wszystkich przedmiotów czy olimpiada z jednego? W życiu trzeba umiec wybierać i umieć sobie radzić. Chyba rok temu miałam pacjenta - niedoszłego samobójce, który przez głupote rodziców i nauczycieli powtarzał rok. Odpowiedz Link Zgłoś
azile.oli Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 14.12.08, 21:08 Wiesz co, niektórych Twoich kłamstw nie rozumiem : mówienie synom, że dobrze się czujesz, podczas gdy tak nie było, na pewno dwóch licealistów prawda przyprawiłaby o głęboką depresję, sprzedawcę choinek po prostu naciągnęłaś, jak za drogo, to się nie kupuje, negocjuje, a nie udaje pustkę w portfelu, ciekawa jestem, czy zanim spławiłaś kolegę męża, zapytałaś samego zainteresowanego o zdanie? Co do osób śmiertelnie chorych : ja akurat wolała bym wiedzieć i przygotować się na śmierć, bo jestem katoliczką i chciałabym umierać świadomie, ale tu już zależy od człowieka. Co do męża, mój jest ekspertem w branży technicznej, też jest człowiekiem odpowiedzialnym, prowadzi dużą firmę. Mimo , że nie był super uczniem zna daty wojen napoleońskich, podstawowe prądy w literaturze, doskonale orientuje się w geografii Polski i świata. Po prostu uczył się dla wiedzy, nie dla stopni i widać, że zainteresowania ma raczej szerokie. A co do olimpijczyków i ocen z innych przedmiotów : znam laureatów olimpiad, którzy ogólnie świetnie radzą sobie w szkole i nie są to jakieś odosobnione przypadki. Uwierz mi, są osoby , które mimo, że są ekspertami w swojej dziedziny posiadają też szerokie ogólne wykształcenie. I co więcej, lekarzy też takich znam i to świetnych. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 14.12.08, 21:21 Tiak, po co denerwować bliźnich? W imie mówienia im prawdy?I nie chodzi o depresję! Naciaganie sprzedawcy? To raczej on chciał nas naciągnąć ( mieszkamy w elitarnej dzielnicy). Nie chciałby sprzedać to by nie sprzedał. Czy byłas kiedyś w krajach arabskich? Wiesz jak wygląda targowanie? Mąż siedział przy stole i wiedział z kim rozmawiam. Tak więc było to za zgodą zainteresowanego. Może Ty chciałabys wiedzieć, że umierasz 9 chociaż tego nie możesz być pewna, bo jak dotąd nie umierałaś), moja teściowa , a o tym wiem z cała pewnościa bo dobrze ja znalam, nie chciała czekac na śmierć, choć pewnie się czegoś domyślała. I nie była katoliczką. A tak na marginesie - najwięksi dranie jakich kiedykolwiek spotkałam to gorliwi katolicy. O olimpijczykach mam odrębne zdanie. Z obserwacji. Materiał szkolny jest bardzo obszerny. Mozna go opanować z lekcji na lekcje, tylko, że po roku niewiele się z niego pamieta. I nikt mi nie wmówi, ze jest inaczej. Zrób, tak dla zabawy kartkówke z Twojego przedmiotu z materiału przerabianego przed rokiem. 90% odpowiedzi będzie błędnych. A pomiędzy radzeniem sobie w szkole a wkuwaniem jest róznica. Nie wiem co umie Twój mąż, ale mało kto ma szeroką wiedzę i z historii i geografii i swojej dziedziny. To juz nie te czasy. Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 14.12.08, 21:54 protozoa - jesteś po prostu notoryczną kłamczuchą i szukasz usprawiedliwienia Zabawne w każdym razie. A w Tesco na Pradze Płn malutkie jodły kanadyjskie były po 160 zł, a dzielnica raczej mało ekskluzywna . Ja się nie targowałam, powiedzialam, że za drogo i pojechałam do Carrefoura, gdzie zapłaciłam 70 zł za taką samą choinkę. Jak się chce to się bez kłamstwa można spokojnie obyć A co do wiedzy ogólnej, to ja bardzo dużo pamiętam z liceum i strasznie mnie irytuje jak niektórzy ludzie nie maja bladego pojęcia o podstawowych sprawach. Ale masz rację - jest coraz więcej niedouczonej młodzieży i za naszych czasów na pewno lepiej to wyglądało Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 15.12.08, 07:39 Nie, nie jestem notoryczną kłamczuchą, a do tego nie jestem hipokrytką. Żyje normalnie i pozwalam normalnie życ innym. Wiem, że jest grupa ludzi, którzy nie potrafia tego zrozumieć, walą bez zastanowienia prawdę w oczy, i sami maja dobre samopoczucie, bo przecież nie są kłamczuchami. Miałam kilka lat temu taka sytuację. Sąsiadka moich rodziców umierała na raka ( tak, tak to jedyna sytuacja, w której dopuszczasz kłamstwo, znamy, znamy...). Rodzina zdecydowała się nie mówic jej prawdy, ona chwytała sie każdej nadziei. Bardzo chciała żyć. I przyszła do niej inna sąsiadka. Taka, która przechodząc koło kościoła wstąpi na pacierz, emerytowana polonistka, brzydząca się kłamstwem, wdowa. Ciężko chora pani poprosiła, zeby odwiedzająca ją sąsiadka przysięgła na pamięć jej męża, że nie jest oszukiwana. Pani-sąsiadka ( bo przecież nie jest notoryczną kłamczuchą) powiedziała, że tego nie może zrobić. Po czym pożegnała sie i pobiegła pewnie do kościoła. Ostatnie świadome dni ( nie wiem 10-12) zamieniła w koszmar. No, ale sumienie miała czyste bo nie skłamała. I taka jest mniej więcej filozofia tych "uczciwych do bólu". Co by mi przyszło gdybym oddała słuchawke mężowi w trakcie obiadu? Rozwalony niedzielny obiad i zimna zupa. Przez sprzedawcę choinek po prostu nie dałam sie naciągnąć. I tak sprzedałaby mi za tę cenę, tylko podroczyłby się, zmarzłabym, musiałabym się targowac, a tego nie znoszę. Nie mam usposobienia handlary. Co by mi przyszło z tego, zebym powiedziała synom, ze mam migrenę? Dokładnie nic, prócz tego, że by sie zmartwili. Nie kłamie dla zasady, nie jestem święta, nie jestem hipokrytką. Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 15.12.08, 07:53 Skoro wiesz, ze ja w ponizszym przypadku bym sklamala dla dobra umierajacej kobiety, to po co podajesz taki przyklad. Nie jestem fundamentalistka religijna, tylko mam mocny kregoslup moralny i dosyc dobre wyczucie taktu. A twoja postawa, ktora tu prezentujesz jest dla mnie porazajaca. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 15.12.08, 07:57 Bo taka sytuacja miała miejsce. Nikogo nie namawiam do kłamania dla zasady, ale nie da się, nawet przy najmocniejszym kręgosłupie moralnym przejść przez życie bez kłamstwa. I raz jest to kłamstwo, aby nie denerwować najbliższych ( czy niekoniecznie najbliższych), inne by nie dać się zwariować itd. Nie wiem jakie masz wyczucie taktu, ale walenie prawdy w oczy nie świadczy o tym. Moja postawa może przerażac hipokrytów. I bardzo by było dobrze, gdyby większość ludzi prezentowała właśnie taka postawę, uczciwość i prawdomówność. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 15.12.08, 08:04 O mocnym kręgosłupie moralnym tez mogłabym cos tam powiedzieć. Miałam taka szkolną koleżankę. "Uczciwa do bólu", "mocny kręgosłup moralny"itd. I razu pewnego widzę zza szyb samochodu jak ulicą sunie jej ojciec. Tak sunie, przemieszcza się. Więc łamiąc przepisy ( patrz jaka przerażającą postawę reprezentuję) staję i pytam czy go nie powieść. Ucieszył sie człowiek i prosi, żeby zawieść go do baru dla ubogich, bo dostał talon z opieki społecznej na obiad. Zawiozlam. Po czym zadała sobie trochę trudu, odnalazłam telefon mojej szkolnej koleżanki. Mieszkała w komunalnym ( ok 120 metrowym mieszkaniu) z mężem, ojcem, dziećmi. Powodziło jej sie przeciętnie. Nie widziała nic złego, żeby ojciec stołował sie w bida-barze, a o pomocy w dotrarciu tam nawet nie pomyslała. Al e o mocnym kręgosłupie moralnym wspomniała nawet w rozmowie po latach. To ja już wole swój. Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 15.12.08, 08:27 Ciągle podajesz przykłady ze swojego życia i otoczenia, ale to nie jest moje życie i moje zachowania. Nie znasz mnie i nie wiesz jak reaguję w określonych sytuacjach, więc niech ci wystarczy stwierdzenie, że wcale nie trzeba kłamać, żeby przejść przez życie godnie i na poziomie. Nie wiem skąd u ciebie pogląd, że nie da się nie kłamać, ale to nie jest moje życie i nigdy nie będzie. A swoją drogą jak na lekarza to masz masę czasu Odpowiedz Link Zgłoś
kkokos Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 15.12.08, 08:43 fogito, jesteś po prostu konkursową hipokrytką. oszukujesz sama siebie i tyle. sama przed sobą udajesz taką doskonałą. "w szkole zawze uważałam"... przez 12 lat na każdej lekcji zawsze byłaś tak samo skupiona i pewnie jeszcze byłaś w klasie najładniejsza i najbardziej lubiana, miss perfect po prostu... a teksty typu "gdybym miałą dwoje dzieci, kochałabym je tak samo" świadczą po prostu o naiwności albo samookłamywani się. nie masz dwójki dzieci i nie wiesz, co by było, gdyby. no chyba że miss perfect takie rzeczy wiedzą - normalny, zdrowy, uczciwy względem siebie człowiek nie. Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 15.12.08, 09:35 Chciałabyś, żebym była hipokrytka, bo wtedy lepiej byś się poczuła? Ja uwielbiałam szkołę i dlatego zawsze byłam ze wszystkiego przygotowana conajmniej na 3. Odkąd dostawałam oceny zawsze miałam na świadectwie średnią 5,0 w czasach kiedy nie było jeszcze 6. I tak było od pierwszej klasy podstawówki aż do egzaminu magisterskiego. A jedyną dwóje jaka dostałam w szkole była ta za brak zeszytu do muzyki, którego zapomniałam zabrać z domu. Ale dla uspokojenia dodam, że nigdy nie byłam ani najładniejsza ani najbardziej lubiana, bo przecież kujon to nie jest najpopularniejsza osoba w klasie Nie mam dwójki dzieci choć bardzo bym chciała, ale absurdalne wydaja mi się teksty, że dzieci mozna kochać mniej lub bardziej. Moja mama ma nas trójkę i zawsze powtarzała, że kocha nas jednakowo. Ale pewnie dlatego, że ona też jest hipokrytką I nigdzie nie napisałam, że jestem 'perfect' chociaż faktycznie bycie perfekcjonistka w każdym calu może być męczące Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 15.12.08, 20:39 Dzieci można kochać nie mniej i nie bardziej, ale nie ma sily - nie kocha się ich jednakowo. Bywa tez, ze ma sie okresy , że kocha sie jedno dziecko ciut bardziej lub ciut mniej. Twoja mama rzuca tekst jedyny mozliwy w takiej sytuacji, aczkolwiek niezgody z prawdą. Zadziwiające, ze dorosla kobieta jest tak naiwna. A teksty osob, ktore maja więcej niz jedno dziecko nie sa absurdalne, tylko prawdziwe - tak wlasnie wygląda prawda, ktora chcesz glosic zawsze i niezaleznie od okoliczności. Odpowiedz Link Zgłoś
azile.oli Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 15.12.08, 21:25 Mam dwoje dzieci, już nie malutkich i mogę powiedzieć jedno - kocgham je inaczej, choćby z racji płci i różnicy charakterów, ale oboje dzieci kocham tak samo mocno. Nie było w moim życiu okresu, żebym którekolwiek dziecko kochała odrobinę mniej, niezależnie od tego, czy może mnie zawiodło, czy może wręcz przeciwnie, wydawało się, że tej miłości potrzebuje jakby mniej. Każdy sądzi według siebie. Mam liczne przykłady, że matki nie kochają swoich dzieci równie mocno. Ale nie pozwolę wysnuć z tego tezy, że jest to niepodważalna reguła, bo ja swoje dzieci kochałam, kocham i mam nadzieję, że zawsze będę kochać równie mocno. Bo to najbliższe mi osoby. Co nie znaczy, że zawsze będę je chwalić i mówić, że są najwspanialsze, zdrowa krytyka też jest potrzebna i nie świadczy o braku miłości. Jeśli np miałabym grubą córkę, to na jej pytanie , czy tak uważam, odpowiedziałabym zgodnie z prawdą, że do wiotkich nie należy.Bo chyba dziecko ma lustro , pewne rzeczy widzi i moje kłamstwo dla poprawy jej samopoczucia nie wniosłoby nic dobrego. Natomiast dziecko powinno mieć świadomość, że jest dla mnie najważniejsze, pomimo tego, że nie jest doskonałe. Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re:azile.oli 15.12.08, 21:57 Twoje posty przywracaja mi wiarę w człowieka. Pozdrawiam serdecznie i gratuluję całokształtu. Odpowiedz Link Zgłoś
azile.oli Re:azile.oli 16.12.08, 08:13 Dziękuję Ci bardzo. Po prostu bardzo nie lubię jak ktoś kłamie, bo to ułatwia mu życie, a potem dorabia do tego ideologię, że wszyscy kłamią i kłamstwo jest do życia niezbędne, zwłaszcza, jeśli polega tylko na wycyganieniu choinki za niższą cenę. Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 15.12.08, 21:54 dawno mnie nikt tak niczym nie rozbawił. Może zamiast pisać własne scenariusze posłuchasz co ludzie maja ci do powiedzenia. Jak koleżanka poniżej - wierzę, że dzieci można kochać jednakowo i mam nadzieję doświadczyć kiedyś tego uczucia. A moja Mama podobnie jak ja jest prawdomówna i bezkompromisowa i ja mam to po niej Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Kilka pytan 17.12.08, 18:18 To mam odpowiedź - znajomy pyta cie "co słychać" - odpowiadzasz mu dokladnie zgodnie z prawdą? Czy zdawkowo "wszystko dobrze" - co jest klamstwem, o ile nie wszystko dobrze? Nigdy nie opowiadałas dziecku, ze Mikołaj daje prezenty (ja nie opowiadałam, dla mnie to akurat kłamstwo...). Nigdy nie odpowiedziałas na pytanie "Dlaczego jesteś zla, niezadowolona, znudzona" - "wcale nie jestem". Nigdy nie przerwałas rozmowy telefonicznej "Przepraszam, ale muszę już konczyć", kiedy wcale nie musiałaś, tylko mialas już dosyć rozmowcy? I w takim razie co mowilas "Nudzsz, odkladam sluchawke?" Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re: Kilka pytan 17.12.08, 19:04 Jak mnie ktoś pyta jak słychać to odpowiadam zgodnie z prawdą - 'az lepiej raz gorzej'. Nigdy nie jest 100% źle ani 100% dobrze - to niemożliwe. U nas w domu Mikołaj to pojecie abstrakcyjne - czyli ktoś kto daje prezenty, ale go nie widać. Jak jestem zła, znudzona to mówię to bez problemu, bo najczęściej adresatami są najbliżsi, więc nie widzę powodu kłamać. Jedynym rozmówcą, którego miałam kiedykolwiek dość to moja siostra i do niej po pół godzinie wysłuchiwania narzekań mówiłam - 'kończę, bo już jestem zmęczona rozmową' - co zawsze było prawdą, bo moja siostra to specjalistka od męczenia. Do osób natrętnych próbujących mi cos sprzedać - 'dziękuje, nie jestem zainteresowana'. Wszystko można powiedzieć zgodnie z prawdą - zwłaszcza takie 'bzdety' jakie wymieniłam. Nie widzę powodów do kłamstw w tak błahych sprawach. Poćwicz stukę dyplomacji a przekonasz się, że to mozliwe. Jak juz pisałam bardziej skłonna jestem zaakceptować kłamstwo w sprawach najtrudniejszych, dotyczących życia i śmierci. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Kilka pytan 17.12.08, 22:45 Czyli w sprawie Mikolaja zwyczajnie klamiesz. Ty dajesz prezenty, a dziecku wmawiasz co innego. Dziecku, ktore mowi do ciebie i pyta "mamo, jesteś znudzona moimopowiadaniem" - odpowiadasz - tak, nudzisz mnie? To gratuluję. pare takich odpowiedzi i dziecko będzie wiedziało, ze mame nudza jego opowisci i powinno milczeć. Nie pytam co odpowiadasz siostrze - pytam co odpowiadasz znajomej, ktora cię nudzi - nie jestes przecież zmęczona, tylko znudzona. I dlatego chcesz przerwać. Nie widzisz, byc moze powodów do klamstw, bo nic cie pozostali ludzie nie obchodza - nie intersuje cię, czy dziecku będzie przykro, czy znajoma się zmartwi - wazne, abys Ty się dobrze czula - nic innego na świecie się nieliczy, oprocz Twego samopoczucia. Zmartwienie innych to nie Twój problem. To, co mowisz nie jest dyplomatyczne - jest często chamskie i krzywdzace, w dodatku nie zawsze zgodne z prawdą - jakw przypadku siostry, ktora cie nie mczy, tylko nie masz ochoty jej słuchać ... Jestes sklonna natomiast zaakceptowac klamstwo tam, gdzie powiedzenie prawdy byloby dla Ciebie truddne. Nie wahasz się powiedzieć, ze ktoś Cie nudzi, ale nie zrobisz sobie tej przykrosci, zeby powiedzieć komus o złej diagnozie. Wiec ja się czuje uczciwsza - nigdy nie powiem dziecku,z e mnie nudzi, ale bez wahania powiedzialam synowi o prawdopodobieństwie bardzo złej diagnozy, potencjalnie śmiertelnej. Choc moglam to przed nim ukryć, ale uwazam, ze to byloby rażąco nieuczciwe. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Kilka pytan 18.12.08, 07:39 Ja też , choć zdarza mi się kłamac w podobnych okolicznościach, czuję się uczciwsza. Bo nie usiłuje nikomu wmówić, że zyję w jakims nierealnym swiecie. Walenie bez zastanowienia sie prawdy w oczy jest i niedelikatne i chamskie. Przykład kłamstwa z wczoraj. Matka młodej dziewczyny z podejrzeniem choroby nowotworowej dzwoni do mnie i pyta czy są juz wyniki histopatologii. Nasza prawdomówna rzekłaby, że są i to złe. No bo przecież trzeba mówic prawdę. Ja skłamałam, że jeszcze nie mam i to nie dla własnej wygody. Skonsultowałam wynik ( nie papier a bloczek) z patologiem i onkologiem i okazało sie, ze nowotwór jest mniej groźny niz wynikało to z opisu. Gdybym nie skłamała ta kobieta miałaby bardzo nerwowe godziny. Odpowiedz Link Zgłoś
pam_71 Re: Kilka pytan 18.12.08, 08:22 A co szkodzi powiedziec, że są ale z uwagi na "wątpliwośc wyników" musisz skonsultować ze specjalistami w celu ustalenia optymalnego leczenia? Przykłady "nowotworowe" tak łapią za serce .. prawda ??? **************************************************************** No to proszę : Chirurg po ciężkiej operacji informuje pacjenta: "Zrobilismy wszystko zgodnie z planem." Uśmiech, klepnięcie w ramie. Ale rodzina już wie, że nie wszystko .. bo jest rozsiany juz proces nowotworowy i nie da się po prostu wszystkiego wyciąc. Myślimy sobie ..ok - przecież nikt nie informuje ledwo co wybudzonego pacjenta, że jest bez szans ... ale nie ... lekarz-chirurg umywa ręce "Nie mam obowiazku przekazywać takich (złych)informacji. Owszem jeśli zapyta (pacjent) wprost to powiem". Pacjent wychodzi ze szpitala nieswiadomy, a żona dostaje od chirurga karteczkę z nazwiskiem onkologa w celach konsultacji ... "Kochanie, .. masz jednak raka .." Całą historia ma na szczęście ciąg dalszy, ale postawy lekarza nie rozumiem, nie zaakceptuję i tłumaczyć sobie mogę jedynie jego strachem lub niedouczeniem z psychologii(a może w ogóle nie ma czegoś takiego jak rozmowa z umierajacym pacjentem na studiach???). ***************************************************************** Pam - okiem rodziny pacjenta PS: wiem - są ludzie i taborety Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Kilka pytan 18.12.08, 16:19 Kobieto, nie życzę Ci, zebyś KIEDYKOLWIEK W ZYCIU usłyszała od lekarza informacje, ze "wątpliwość wyników należy skonsultować itd". A juz przenigdy!!!! żeby taka diagnoza dotyczyła Twojego dziecka. Czy przykłady nowotworowe łapią za serce - nie wiem. Mniej więcej 30- 40-% operowanych przeze mnie chorych to chorzy to chorzy onkologiczni. Tak więc podaję przykłady z życia. A już opowieść o chirurgu to chyba zmyśliłaś - prawda? Bo: - Po ciężkiej operacji pacjent jest w rękach anestezjologa i nie nadaje się do konwersacji, w każdym razie logicznej - chirurg po cięzkiej operacji też nie wdaje się w dyskusje na temat rokowania a już napewno nie klepie po ramieniu - rozsiany proces nowotworowy widać makroskopowo ( czyli przy operacji), ale najczęściej tak naprawdę w 100% wiadomo dopiero po zbadaniu wycianka. Czyli ostateczną diagnoze stawia histopatolog - Można rodzinie wstępnie powiedzieć co jest na 90%, ale tylko tyle Lekarz póki nie ma pewności nie powinien zwłaszcza ciężko choremu przekazywać złych informacji. I tylko ludzie, którzy nie zetneli się ze śmiercią ( ewentualnie gdy mieli 5 lat umarła im babcia) mogą wypisywac bzdury typu "chcę znać prawdę", "chcę przygotowac się na śmierć". Bez wyjątku wszyscy (!!!!) boją się śmierci. I jesli nie pytają wprost - a wbrew temu co piszesz pyta bardzo mało ludzi - lepiej nie mówic. Pacjent i tak po jakimś czasie się domysla, a póki nie usłyszy złowieszczych słów - ma nadzieję. A ta nadzieja pozwala mu w mairę godnie żyć - nie z pewnym wyrokiem. Oczywiście zdajęs obie sprawę, że zaraz pojawi się chór Prawdomównych i Tych Które Chca Wiedzieć Kiedy Umra. Zapraszam do hospicjum, jak popatrza na umierających może zmeinia pogląd. Odpowiedz Link Zgłoś
pam_71 Re: Kilka pytan 19.12.08, 08:59 Przesłałam Ci wiad. na gazetowego maila. Pam Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re: verdana 18.12.08, 12:58 ty się dziewczyno w głowę puknij, bo zaczynasz konfabulować. Chcesz mi wmówić, że kłamię pomimo, że tego nie robię. Życzę powodzenia, ale nie popadaj w histerię przy okazji. Nie chce mi się nawet już tego komentować, ale uwierz, że ja dziecku nigdy nie powiedziałbym, że 'jestem znudzona jego opowiadaniem'. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: verdana 18.12.08, 16:01 Czyli znów kłamiesz jeśli nie powiedziałabys, bo nie raz i nie dwa KAŻDA matka jest znudzona opowiadaniem dziecka co Marysia robiła w przedszkolu albo Kazio w szkole..... Nie ma sensu wzajemnie sobieudowadniac kto kłamie a kto nie kłamie. Dla mnie osoba, która twierdzi, że NIGDY nie kłamie nie jest wiarygodna. Ot tak! Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re: protozoa 18.12.08, 16:56 Może zacznij pisac za siebie - co to oznacza 'każda matka'? Ja nie jestem znudzona opowieściami mojego syna. Ja wprost uwielbiam jak on mi opowiada historie z przedszkola. Ja wiem, że osobom przyzwyczajonym do kłamstwa na 'codzień' jest trudno uwierzyć, że w życiu można się obejść bez kłamstw. Ale akurat w tym wypadku wcale nie zależy mi na przekonaniu kogokolwiek do czegokolwiek, bo każdy żyje tak jak mu się podoba. Ja nie cierpię kłamczuchów i nie mam takich osób w swoim otoczeniu. W każdym razie udowadnianie, że białe jest białae a czarne czarne staje się męczące. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: protozoa 18.12.08, 17:11 Tak każda(!) matka może czasem być znudzona, zmęczona, zniechęcona i nie miec ochoty wysłuchiwać opowieści z przedszkola. I jesli twierdzi, że jest inaczej - kłamie. Człowiek jest człowiekiem a nie cyborgiem. Nie kłamię dla zasady, ale opowieści, że mozna przejść przez życie bez kłamstwa są nieprawdziwe. I nie zamierzam dalej ciągnąć tematu o wyższości prawdy ( za wszelką cenę) nad kłamstwem czy odwrotnie. Ty nie cierpisz kłamczuchów, ja nie znoszę ludzi nawiedzonych. Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re: protozoa 18.12.08, 18:31 Owszem każdy może być zmęczony, ale nie każdy będzie kłamał z tego powodu. Ja nie potrzebuję kłamać, po prostu mówię, że jestem zmeczona. Proste to jak budowa cepa. Odpowiedz Link Zgłoś
pam_71 Re:o kłamstwie, odpowiedzialności- głos hipokryty 15.12.08, 22:28 Ja mam dwoje dzieci. Kocham każde inaczej, ale tak samo mocno Mam na sumieniu małe grzeszki, przychylam sie do tezy Protezoa, że nie da się( inaczej: mi się nie udaje !) przejśc przez życie bez małych(dobrych?!) kłamstewek ... jednakże w opisanej sytuacji czar- mari nie usprawiedliwiłabym nieobecności. I za diabła nie pojmuje czemu u nas "dobrem pacjenta" zakrywa się własny strach przed rozmową o śmierci .. dla mnie to nie jest bohaterstwo Mój teśc ma raka trzustki ... Jesteśmy w trakcie zmiany chemii, bo gemcytabina przestała działac. On wie i My wiemy ... czy wiemy dokładnie to samo ?! czasami mam wrażenie, że wiemy tyle ile chcemy wiedziec ... Uprzedzając pytanie Wszystkowiedzących Forumwiczek co odpowiem jesli Tata zapyta "czy to już koniec .. czy umiera ?" - Nie wiem .. dzisiaj tego nie wiem .... ale przeciez ja hipokrytą jestem więc co za różnica ... Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 16.12.08, 07:47 Podaję przykłady ze swojego otoczenia, bo stykam się z ogromna ilością ludzi - znajomi, koledzy w pracy, pacjenci, ich rodziny, koledzy moich synów, ich rodzice itd. Nie zyję na bezludnej wyspie i nie kontaktuje się z 5 osobami z rodziny reprezentującymi podobne do mnie zachowania i poglądy. Stąd też moje otoczenie jest bardziej reprezentatywne i prawdziwe. A ponieważ zyje kilka lat na tym świecie zdążyłam poznac rózne zachowania i reakcje ludzi. I najbardziej paskudne są tych ludzi, którzy głoszą teorie typu "nigdy nie kłamię", "mam poczucie taktu", "jestem katoliczką", "nie lawiruję". Ci niekłamiący -kłamią, ci kochający identycznie 2 dzieci - róznicują je krzywdząc, ci walący prawdę prosto w oczy - są nietaktowni i swoim zachowaniem przynoszą wiele szkody, choć ich samopoczucie jest pozornie doskonałe. Katolicy, szczególnie ci gorliwi, mówiący, że są katolikami - miałam niejednokrotnie z nimi do czynienia- potrafią zniszczyć blixnich. Bez mrugnięcia oka. Osobiście wole ludzi normalnych. Ze wszystkimi ich słabostkami, grzeszkami, kłamstwami- kiedy jest to konieczne-, zdrowym stosunkiem do religii ( niech sobie wierzy w co chce, ale nie musi o tym wszystkich informować). P.S. Jesli Pani detektyw przesledzi godziny moich postów to będzie wiedziała, że piszę wyłącznie rano ( przed odprawą), czasem czekając na swoja kolejke na bloku, sporadycznie po zabiegach i przed druga pracą. Popołudniami nie bo własnie nie mam na to czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
azile.oli Re:o kłamstwie, odpowiedzialności i moralności 16.12.08, 08:08 Wiesz co, nie tylko Ty stuykasz się z większą ilością ludzi, inni też nie żyją w czterech ścianach. Nic nie upoważnia Cię do stwiierdzenia, że Twoje sądy są batdziej prawdziwe, bo to, że większość osób postępuje w określony sposób nie znaczy, że postępuje dobrze. Czepiasz się tego, że napisałam, że jestem katoliczką, ale to ma znaczenie tylko w jednym kontekście - chciałabym wiedzieć, że umieram i się do tej śmierci przygotować. To , że staram się nie kłamać nie wynika z mojego wyznania, ale raczej z tego, że tak mnie wychowano. Czasem zdarzy mi się kłamstwo, ale w błahej sytuacji, gdy mogłabym zrobić komś przykrość, przemilczenia nie przyjmuje, a sprawa jest duperelna np czy podoba mi się czyjś nowy płaszcz. Chociaż też wtedy staram się odpowiedzieć wymijająco np dobrze ci w ciemnym kolorze, gdy płaszcz jest ciemny, ale poza tym paskudny. I nie rozumiem, dlaczego to mam krzywdzić dwójkę dzieci, kochając je jednakowo? To chyba normalne, że czasami różnicuję postawę wobec nich, jeśli jedno zasługuje na pochwałę, a drugie na zwrócenie uwagi. Ale nigdy swoich dzieci nie porównuję do rodzeństwa, traktuję je jako odmienne jednostki ludzkie. Taki proces nazywa się wychowaniem i moim zdaniem jak najbardziej wiąże się z miłością, bo gdybym dzieci nie kochała, to ich wychowanie niewiele by mnie obchodziło. Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Pytanie dla inteligentnych. 15.12.08, 01:55 protozoa napisała: > Szkoła wtłacza i wtłaczała bardzo duzo idiotycznych rzezy do głowy - i kiedyś - za naszych szkolnych czasów- i teraz. To nie sa rzeczy idiotyczne,co specjalistyczne.W Lieceum nie wiadomo jeszcze kto zostanie fizykiem,matematykiem,chemikiem,czy geografem,dlatego daje sie wszystkim wszystkiego w wystarczajacej ilosci.Na studiach juz jest specjalizacja i mozna sie ograniczyc do przedmiotow ktore sie lubi. > Można na zasadzie ZZZ ( zakuć, zaliczyć, > zapomnieć) nauczyć się tego co chce usłyszeć nauczyciel. Można tylko po co > marnować energię, czas ? Czy nie lepiej uczyc się tego co w >przyszłości zaowocuje, co się przyda. To jest typowo materialistyczne podejscie do zycia,ktore msci sie wtedy,gdy juz osiagniemy wygodny status ekonomiczny i zadamy sobie pytanie ,po co zyjemy.Czy jestesmy tylko maszyna do robienia pieniedzy,czy chcialoby sie od zycia troche wiecej? PS.Pytanie na inteligencjelaczego Bill Gates rozdaje teraz niemal wszystkie swoje pieniadze na cele dobroczynne? > W życiu trzeba umiec wybierać i umieć sobie radzić. Z tym,ze te umiejetnosci przez roznych ludzi sa roznie rozumiane. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Pytanie dla inteligentnych. 15.12.08, 07:47 Dziś w liceum najczęściej wiadomo kto zostanie geografem a kto chemikiem. Klasy są sprofilowane. W dzisiejszych czasach gdy jakaś informacja jest potrzebna mozna sięgnąć do internetu i w ciągu kilku sekund mieć wydruk wojen napoleońskich, powieści Brechta, charakterystykę klimatu Afryki itd. Większość z nas wyrzucila z pamięci wiadomości z lieum, których nie używa i które są niepotrzebne. Bzdurą i nieprawdą ( to do tych , które zawsze mówią prawdę) jest to, że pamieta sie wszystko. Ile z Was, bez zaglądania do książki, potrafi opisać mejozę? Ba, wie co to jest mejoza? Ja wiem, bo skończyłam studia przyrodnicze ( biologoe zdawałam na egzaminie wstępnym), ale rodzaje gleb i uprawy w Ameryce Południowej są mi obce. Po prostu tego nie potrzebuję! W klasie moich synów jest dziewczynka, która z dnia na dzień, z klasówki na klasówke uczy się pilnie wszystkiego. W elitarnym liceum miała średnia 5,4. Tylko.... w trzeciej klasie nie pamiętała co było w pierwszej. Nie mówiąc juz o jej stanie zdrowia. Życie jest takie, że po to, żeby z części rzeczy być dobrym część rzeba sobie odpuścić. I gdyby większość nauczycieli to rozumiała uczniowie nie byliby zmuszani do kombinowania i oszustw. Po prostu nie musieliby sobie radzić. Odpowiedz Link Zgłoś
azile.oli Re: Pytanie dla inteligentnych. 15.12.08, 08:55 Wiesz co, ja pamiętam z liceum akurat wiele rzeczy, i to nie tylko z przedmiotłów kierunkowych, ale takąe tych, którymi się średnio interesowałam. Mam więc wiedzę z geografii, matematyki, fizyki i biologii również. Podobnie mój mąż; nie wyobrażam sobie , o czym byśmy w domu rozmawiali, gdyby każde skupiło się tylko na swojej dziedzinie. Moja córka też doskonale pamięta zagadnienia sprzed trzech lat z większości przedmiotów, bo jak się uczy czegoś ze zrozumieniem, to się dłużej pamięta. Nie jest kujonem. A nazywając katolików hipokrytami, zdrowo przegięłaś. Zapewne są i tacy, ale nie generalizuj, proszę. Odpowiedz Link Zgłoś
jakw Re: Pytanie dla inteligentnych. 17.12.08, 18:00 protozoa napisała: > W dzisiejszych czasach gdy jakaś informacja jest potrzebna mozna sięgnąć do > internetu i w ciągu kilku sekund mieć wydruk wojen napoleońskich, powieści > Brechta, charakterystykę klimatu Afryki itd. Tylko wcześniej trzeba wiedzieć, że - był taki gość jak Napoleon i robił jakieś rozróby - był taki gość jak Brecht i pisał jakieś teksty - Afryka to coś co ma coś takiego jak klimat A jeśli się nie wie to żaden internet nie pomoże, bo delikwent nawet nie będzie wiedział, że chce znaleźć coś takiego. Aha, dyskusja tyczy się młodzieży w liceum. Co jak co, ale od ludzi z maturą chyba można wymagać, żeby mieli mgliste pojęcie nt II wojny światowej, że prędkość ma jakiś związek z drogą i czasem, kto to był Einstein, jak się rozmnażają ludzie, że Afryka to kontynent i jak obliczyć 18% z jakiejś liczby. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: Pytanie dla inteligentnych. 18.12.08, 07:41 Tak, trzeba wiedziec, że był taki gość jak Napoleon, ale daty jego wojen, nazwiska dowódców nie są juz potrzebne.Analogicznie z innymi przytoczonymi przykładami. Odpowiedz Link Zgłoś
daga_j Re: moze jednak usprawiedliwic? 17.12.08, 12:58 Przeczytałam wyrywkowo trochę odpowiedzi i jestem zdziwiona, że większość z nich była na "usprawiedliwić". Nie mam jeszcze dziecka w wieku szkolnym ale za to pamiętam moje dzieciństwo i nasza mama nigdy nam wagarów nie usprawiedliwiała. Toteż nie wagarowaliśmy sporo, ja to w ogóle prawie. Czasem jak byłam zmęczona to urywałam się z dwóch lekcji i szłam wcześniej do domu, ale nie miałam problemów z nadrobieniem. Uczeń liceum to już duże dziecko i powinien znać zasady, brać odpowiedzialność za swoje czyny. Jeśli zrobił sobie wolne od szkoły na tydzień to prawdopodobnie zasługuje na obniżenie oceny ze sprawowania, bo obowiązkiem ucznia jest chodzenie do szkoły. Jak ma tam problemy to po prostu powinien być tak wychowany już wcześniej, że nie boi się rodzicom o nich powiedzieć. Teraz powinien dostać lekcję: przykro mi synu, że nieodpowiednio podszedłeś do swojego problemu z historią, podczas całotygodniowych wagarów nie nauczyłeś się by poprawić ocenę. Teraz musisz jakoś sobie poradzić - z codziennym chodzeniem do szkoły, z nadrobieniem historii, a jeśli ocena ze sprawowania będzie niższa to trudno - sam na to zapracowałeś. Myślę jednak, ze jak poprawisz tę jedynkę to udowodnisz mi i sobie, że stać Cię na wiele i dla nas nieważna będzie Twoja ocena ze sprawowania, ja będę Cię oceniać na "bardzo dobry". Jest jeszcze problem załatwienia sprawy w szkole. Niestety i tu uczeń powinien spuścić uszy po sobie i pójść z matką by sam przyznać się wychowawcy, dlaczego nie chodził na lekcje, a nawet udać się do historyka by ustalić datę poprawki, a jeśli historyk nie chce dać tej szansy to po prostu dalej się uczyć a na koniec semestru najwyżej pisać podanie o komis z historii - żadna tragedia. W tym wieku dziecko nie powinno wysyłać rodzica w sytuacji "mamo narozrabiałem - posprzątaj" (i to kolejny raz). Ja tak miałam, czasem trzeba było niezły obciach przeżyć przyznając sie do czegoś ale nie było mowy, że mama mnie gdzieś za coś wytłumaczy.. Nauczyło mnie to odczuwania konsekwencji swego działania. A co do tłumaczenia przeładowanym programem nauczania - żadna wymówka, bo dlaczego reszta klasy ma chodzić, uczą się, a tu taki jeden nie musi, bo mama go zawsze wybroni? I tak jak ktoś mówił - po to w liceum uczą różnorodnych rzeczy, żeby każdy uczeń mógł odnaleźć swoje największe zainteresowanie. Żeby nauczył się podporządkowania regułom (nauczyciel wymaga - ja wykonuję), nauczył się uczyć - nawet na pamięć - przecież trzeba ćwiczyć mózg. Odpowiedz Link Zgłoś
kkokos Re: moze jednak usprawiedliwic? 17.12.08, 18:12 daga_j napisała: > Przeczytałam wyrywkowo trochę odpowiedzi i jestem zdziwiona, że większość z nic > h > była na "usprawiedliwić". Nie mam jeszcze dziecka w wieku szkolnym... to wrócimy do tematu, jak będziesz miała. życie niesie niespodzianki i to, że pamiętasz, jak to było za twoich szkolnych czasów wcale nei oznacza, że sytuacja twoich dzieci w szkole będzie taka sama jak twoja. koniec-kropka. ja się tam nie wymądrzam np. na forum o bliźniętach, bo takowych nie mam, a fakt, że bliźniaczki chodziły z moim synem do podstawówki to chyba za mało. podobnie z forum miłośników lokomotyw lub leworęcznych. i nie rozumiem, dlaczego osoby nieposiadające dzieci lub posiadające dużo młodsze uważają, że mogą pouczać tych, którzy stoja twarzą w twarz z problemem tamtych nie dotyczącym... Odpowiedz Link Zgłoś
pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 17.12.08, 21:26 kkokos ... problem w tym, że czytamy te same wypowiedzi .. a jakbyśmy zupełnie co innego czytały Ja zgadzam się z tym co napisała daga_j i wcale w tym co napisała nie wyczułam tonu wyższości czy wymądrzania sie. Ot napisała dziewczyna to co pomyslała po przeczytaniu kilku "głosów w sprawie". Pech chce,że myslę podobnie ...hihihi Pozdrawiam Pam Odpowiedz Link Zgłoś
daga_j Re: moze jednak usprawiedliwic? 17.12.08, 22:03 Trafiłam tu z głównej strony gdzie ten wątek był "zareklamowany", tak to się Wam nie wcinam w rozmowy Ale o ile temat bliźniąt czy lokomotyw mnie nigdy nie dotyczył to szkolne nieobecności tak, więc uznałam, że mogę się wypowiedzieć. Pewne zachowania i normy są dla mnie niezmienne czy to teraz czy nasćie lat temu. A skoro większość głosów było na "usprawiedliwić" to dodałam swój przeciwny głos by ewentualnie autorka problemu mogła sobie to przemyśleć. Mam nadzieję, że nie wypowiedziałam się tonem pouczającym a jedynie wyraziłam moje zdanie, jak ja bym postąpiła. I nie sądzę by mi się to zmieniło za 10 lat. Radę zawsze można podać nawet jak się nie miało takiego problemu, bo ma się wyobraźnię i jakiś plan wychowawczy - przede wszystkim wyniesiony z dzieciństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: moze jednak usprawiedliwic? 18.12.08, 07:48 "Plan wychowawczy" bywa najczęściej modyfikowany, bo każdy z nas jest inny, żyje w odmiennych warunkach, chodzi do innej szkoły itd. Mozna grzemieć o odpowiedzialności za swoje czyny, ale są sytuację, w których warto a nawet trzeba pomóc, wziąć razem z młodym człowiekiem odpowiedzialność. Bo idąc dalej takim tokiem rozumowania gdy np. dziewczyna zajdzie w ciążę z nieodpowiednim człowiekiem przed którym przestrzegali ja rodzice to też nalezy wyznawać zasadę "twój probme,, nie mówiliśmy, radź sobie sama, bierz odpowiedzialność itd". Mozna tez pomóc. I co więcej - jak matka prawie dorosłych dzieci moge z czystym sumieniem powiedziec, że jeśli młody człowiek wie, ze w domu nie zostawi się go samego z jego problemami, poda się rękę, pomoże to nie będzie szukac powiernikow i przyjaciół( czasem mocno wątpliwych) nie wiadomo gdzie tylko przyjdzie z kłopotami do rodziców. I dzis jest to usprawiedliwienie historii a jutro poważniejsza sprawa. Odpowiedz Link Zgłoś
azile.oli Re: moze jednak usprawiedliwic? 18.12.08, 08:45 Tylko dobrze by było, gdyby syn przyznał się do kłopotów wcześniej, a nie jak się zbliżało zebranie, bo dla mnie to żadna szczerość , tylko nóż na gardle. podobnie z tą hipotetyczną dziewczyną, jeśli ma do nich zaufanie, to przyzna się do ciąży, zanim brzuch będzie widać. Bo jak prawda sama na wierzch wyłazi, to gdzie tu mowa o zaufaniu. Dlatego ważne jest, aby dzieci wiedziały, że mówiąc prawdę, mogą liczyć na wsparcie. Kłamiąc - to zależy od sytuacji- dziewczynę w ciąży wsparłabym w każdej chwili, sprytnego szkolnego lesera - niekoniecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: moze jednak usprawiedliwic? 18.12.08, 16:07 Masz rację, dzieci powinny wiedziec, że mówiąc prawdę mogą liczyc na wsparcie. Tylko jeśli matka nie usprawiedliwi synowi nieobecności to nie będzie to wsparcie. Chłopak sie nie uczył, wagarował,bardzo jestem ciekawa ile z Was, tych prawdomównych i prawych, pomogło by mu gdyby powiedział, że ma w nosie historię ( a więc prawdę!). Jestem przekonana, że niewiele. A ciąża? Jakoś nie wyobrażam sobie, że córka ( na szczęście nie mam cóki) informuje matkę, że własnie dzis wieczorem idzie do Frania i odbędzie z nim stosunek płciowy. ( a więc prawdę). Ile matek i ojców zareaguje pozytywnie, zwłaszcza gdy córka jest w liceum a Franio z szemranej rodziny? Nieliczne. A brzuch zaczyna być widać dość późno. Po mnie w ciąży bliźniaczej gdzieś ok 4 miesiąca. Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re: moze jednak usprawiedliwic? 18.12.08, 16:24 gdyby mi synalek powiedział, że ma w nosie historię to bym mu odpowiedziała, że jak zawali szkołę, to zawsze może iść rowy kopać A na moją pomoc mógłby liczyć w kwestiach merytorycznych a nie w usprawiedliwianiu własnego lenistwa. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: moze jednak usprawiedliwic? 18.12.08, 17:17 Ile lat ma Twoje dziecko 5? 6 ? W tym wieku możesz mu spokojnie powiedzieć, że jak nie zje kaszki to będzie to albo tamto. Jeżeli nastolatkowi powiesz , że jak ma w nosie historie to może iść kopac rowy to natychmiast stracisz z nim kontakt i zacznie Cie oszukiwac i to jak. I Ty jako osoba prawdomówna, nieznosząca kłamczuchów znienawidzisz własne dziecko, albo sama zaczniesz kłamac. A tak na marginesie - ja miałam w nosie historię - skończylam studia, zrobiłam doktorat i własnie nie kopie rowów tylko jestem na dyżurze. Mój mąz miał w nosie i historie i geografię, i ... jakos mu to nie przeszkodziło w robieniu kariery naukowej. A rowów, niestety , kopac nie umie. Jak trzeba było wykopac dołek najęcilismy człowieka.:) A lenistwo jest rzecza jak najbardziej ludzką. Każdy z nas na swój sposób jest leniwy. A jesli ktos twierdzi, że jest inaczej - znów kłamie. Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re: moze jednak usprawiedliwic? 18.12.08, 20:53 Jak na osobę wykształconą, to masz problem ze zrozumieniem tekstu pisanego. Już kilka razy napisałam, że można być leniwym, bo każdy ma w sobie lenia, ale należy nazwać to po imieniu a nie owijać w bawełnę. A tekst o kopaniu rowów słyszałam w dzieciństwie i świetnie działał nam na wyobraźnię. Nie oszukiwalismy matki ani nie straciliśmy z nia kontaktu W stwierdzeniu tym chodzi wyłącznie o wzięcie odpowiedzialności za samego siebie - uczę się i idę na studia albo leseruję i idę kopać przysłowiowe rowy Ja miałam 5 z każdego przedmiotu niezaleznie jak bardzo byłam nim zainteresowana. Jedne przedmioty wchodziły mi do głowy łatwiej a inne trudniej, ale wszyskiego można się nauczyć jeśli się chce. Ja chciałam. A rowy kopać umiem, bo jestem wielofunkcyjna. Codziennie też po odrobieniu lekcji pomagałam babci w gospodarstwie i jakoś udawało mi się wszystko pogodzić. Teraz dzieciaki sa rozpieszczane przez rodziców i efekty tego widać na każdym kroku, ale co ja ci będę mówić. Sama na pewno wiesz lepiej ps. A synowi mam zamiar przekazać wpojony mi model - ciężka praca i odpowiedzialność za swoje czyny. Z możliwościa leniuchowania na własny koszt Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: moze jednak usprawiedliwic? 19.12.08, 07:39 Miałam w swojej klasie kilku kujonów, którzy mieli ze wszystkich przedmiotów 5, a w sumie dziś, z pewspektywy wielu lat, widze, że wiele w głowach im nie zostało. I wiesz kto ma w życiu najlepiej? Wcale nie ci piatkowicze. Moje dzieciństwo i młodośc też były poukładana, tez dość wcześnie zarabiałam na własne przyjemności, ale nie musiałam pomagac babci w gospodarstwie, bo babcia nie prowadziła gospodarstwa. Dziś nie ma już ludzi wielofunkcyjnych - nie te czasy. Jeden kopie rowy, drugi naprawia lodówki. Jesli ktoś zabiera się za wszystko to znaczy, że nie umie tak do końca nic..... albo zwyczajnie kłamie. Ty nie zamieniłabyś się na moje życie, ja na Twoje. Bo w przeciwieństwie do tego co usiłujesz mi udowodnoć to Ty żyjesz w zakłamaniu i to jakim!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re:protozoa 19.12.08, 11:57 Wybacz, ale zaczyna cie ponosić. Nic nie możesz wiedziec o moim zyciu wiec nie stawiaj diagnozy - zwlaszcza, ze to nie twoja dziedzina Jesli nie mozesz czegos zrozumiec to przyjmij to po prostu do wiadomosci i przejdz nad tym do porzadku dziennego. No chyba, ze poza kłamstwem obrażanie kogoś to zestaw twoich codziennych zachowań Poza tym czyż to nie śmieszne i paradoksalne nazwac osobę prawdomówna - 'zakłamaną'. Ja kończę ze swojej strony, bo oprócz kłamstwa nie znoszę chamstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re:protozoa 19.12.08, 13:38 Tak, bo jesteś w swojej "prawdomówności" osoba zakłamaną. I jesli oprócz kłamstwa nie znosisz chamstwa to musisz bardzo, ale to bardzo sie nie znosic. A obrażanie ludzi to Twoja domena. Wesołych Świat i nieco refleksji nad samą soba. Odpowiedz Link Zgłoś
daga_j Re: moze jednak usprawiedliwic? 19.12.08, 14:28 Znowu się tu wypowiem, bo zgadzam się całkowicie z fogito. Mnie też mama (i moje rodzeństwo - razem piątkę dzieci) "straszyła" kopaniem rowów Skończyliśmy wszyscy studia (najmłodsza jest w trakcie) choć za swoje nieusprawiedliwione nieobecności odpowiadaliśmy sami, nikt nam lewych uspr. nie pisał. Pamiętam, że źle myślałam o koleżankach/kolegach, którzy czasem mieli lewe zwolnienia lekarskie. Nie widziałam sensu w wagarowaniu, bo więcej potem roboty przy przepisywaniu lekcji, przyswojeniu materiału, co jednak na lekcji dzieje się tak jakoś "samo". Dodam, że podobnie jak fogito z każdego przedmiotu miałam 5, no czasem 4, a czasem nawet 6 Czerwony pasek od pierwszej klasy do maturalnej, miło to wspominam, wybaczcie za brak skromności Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re: daga_j 19.12.08, 16:47 Nie! to niemożliwe, na pewno kłamiesz! Żartowałam i witam w klubie 'nawiedzonych' Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: moze jednak usprawiedliwic? 18.12.08, 16:33 To ja pojadę "po bandzie"...myślę, że wszystkie zgodzimy się, że (jeżeli ktoś jest w stanie) można było kłamać na przesłuchaniach prze gestapo itd. Wiem, ze przesazdam, ale świadomie....po to, żeby pokazać, że żadna idea (prawdomówność) nie jest ważniejsza niż człowiek. A wracając do naszych przyziemnych historii...najważniejsze jest chyba szeroko, nie krótkofalowo rozumiane dobro człowieka (naszego dziecka) i to, żeby nie odbywało się kosztem innego człowieka. I chyba to jest podstawowa zasada, którą nalezy się kierować. I są sytuacje, kiedy można wagary usprawiedliwić i takie kiedy nie powinno się tego robić. Różne są nasze dzieci i różni są nauczyciele. Na pewno tez problem jest inny kiedy taka sytuacja pojawiła się piewrszy raz i wtedy kiedy jest to się powtarza. Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re: moze jednak usprawiedliwic? 18.12.08, 17:00 ...dlatego dopuszczam kłamstwo w sprawach zycia i smierci. Nie toleruję w tzw. dooperelach - jak np. usprawiedliwianie lenistwa własnego dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: moze jednak usprawiedliwic? 18.12.08, 17:17 czasmi to nie jest lenistwo, tym bardziej uporczywe lenistwo...czasami młody człowiek gdzies się zagubi...a jeżeli nałoży się to na sytuacje, kiedy z nauczycielem się nie da rozmawiać.. Nie wypowiem się konkretnie na temat syna autorki topiku, bo za mało wiem. Ale jestem w stanie wyobrazić sobie sytaucje, kiedy uznałabym, że usprawiedliwienie wagarów jest lepszym rozwiązaniem, zwłaszcza, gdyby to był jednorazowy wybryk, a nauczyciel nie należałby do tych najbardziej sprawiedliwych. Poza tym, zastanawiam się nad jednym...gdyby podobna sytuacja dotyczyła mnie i uznałabym, że rozumiem przyczyny wagarów dziecka, usprawiedliwiam je szczerze w duchu, to czy usprawiedliwienie napisane przeze mnie byłoby oszustwem ( gdybym nie wstawiła kłamstwa typu "jaś był chory", tylko napisał cos ogólnikowo) ...? nie mam zdania, to tylko pytanie Odpowiedz Link Zgłoś
daga_j Re: moze jednak usprawiedliwic? 19.12.08, 14:34 No ale autorka wątku przyznała, że to nie były pierwsze wagary, tylko pierwsze całotygodniowe. Wcześniejsze mu usprawiedliwiała tylko ciekawe czemu? No i się młody człowiek przyzwyczaił. Swoją drogą gdyby bał się tylko historii to chyba chodziłby na inne lekcje? a z kim się spotykał na tych wagarach skoro raczej większość kolegów była w tym czasie w szkole? Bez sensowne były te wagary. Pewnie spał do 10, potem włóczył się po domu, po południu do kolegów i historia leżała odłogiem. A matka chce mu to lenistwo usprawiedliwić, uważam, że niesłusznie, już wcześniej napisałam co ja bym im radziła. I nie byłoby to ze strony matki "pozostawieniem dziecka z problemem". Odpowiedz Link Zgłoś
pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 19.12.08, 14:56 Przypomniała mi się historia z mojego LO. Mieliśmy Panią od matematyki tuz przed emeryturą i na dodatek schorowaną. Ktoś wpadł na pomysł, żeby dopisać oceny w dzienniku ... z okazji skorzystały chyba trzy osoby najbardziej "potrzebujące" - w tym moja koleżanka. Udało jej się tym sposobem wyjść na "3" z matematyki ... dostała jednak oceny niedostateczne z dwóch innych przedmiotów i tak czy siak powtarzała klasę. Pam Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: moze jednak usprawiedliwic? 19.12.08, 15:19 Jest jeszcze jedno pytanie (być może autorka na nie odpowiedziała i nie zauważyłam). Jak były traktowane poprzednie wagary...jeżeli były usprawiedliwiane bez słowa, to chłopak mógł uważać to za rzecz naturalną...Może to głupie, ale oczekiwałabym przynajmniej jednego "ostatni raz to robię" zanim bym odmówiła...tzn. nie podoba mi się sytuacja, że najpierw wszytsko jest ok, a potem bez osrzeżenia okazuje się, że mama wcale nie myśli, że jest ok. ale to tylko takie ogólne gdybanie, bo nie znam szczegółów. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: moze jednak usprawiedliwic? 18.12.08, 19:05 masz zatem wszelkie szanse, że Twoje dziecko nigdy Ci się do lenistwa nie przyzna i będzie klamac na potegę, nie czując w domu żadnego wsparcia, a matka będzie jedynie nadzorcą, pilnująca, aby wszystko to, czego ządają od dziecka inni - slusznie czy nie - bylo wykonywane. Bowiem szkola ma część wymagań rozsadnych i część idiotycznych. A Ty dopilnujesz, aby dziecko bezmyslnie wykonywało wszystko, kosztem czasem swojego zdrowia, albo oszukiwało cie, ze je wykonuje. jako matka doroslych dzieci, nauczycielka i autorka programów szkolnych zaręczam ci, ze jedno dziecko na sto potrafi wykonac wszystko to, czego ząda szkoła. Jesli trafi ci się jedno z tych 99 - pewnie faktycznie skonczy się na kopaniu rowów. Albo leczeniu . Znajomi psychologowie twierdza, ze takie wlasnie matki, żądające bezwzględnie całkowitej szczerości i nie dopuszczające do siebie myśli, ze ich dziecko moze być niedoskonałe i czasem leniwe są dla nich blogoslawieństwem. Bez nich nie mieliby z czego zyc. Odpowiedz Link Zgłoś
fogito Re: moze jednak usprawiedliwic? 18.12.08, 19:38 To było do mnie? Pewnie tak... Jakież to dla ciebie trudne uwierzyć, ze są młodzi ludzie, którzy uczą sie dla siebie i zależy im na czerwonym pasku na świadectwie. I wcale nie muszą mieć mamusi stojącej im nad głową z bacikiem Dzieci w pewnym wieku powinny się same kontrolować i odpowiadać za swoje czyny. Tylko tyle i aż tyle. Ja nie przypominam sobie idiotycznych wymagań ze szkoły, ale pewnie wtedy inni ludzie programy pisali Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: moze jednak usprawiedliwic? 18.12.08, 20:27 "Po mnie w ciąży bliźniaczej gdzieś ok 4 miesiąca." A nie zauwazylas,ze jeden z chlopcow chcialby byc dziewczynka? Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: moze jednak usprawiedliwic? 19.12.08, 07:53 Komentarz dość idiotyczny. Odpowiedz Link Zgłoś
protozoa Re: moze jednak usprawiedliwic? 19.12.08, 07:53 Czyli znów kłamiesz!!! Idiotyczne wymagania były sa i będą w każdej( sic!!!) szkole, bo nauczyciele są tylko ludźmi. Nie ma idealów, nie ma cyborgów, nie ma ludzi doskonałych ( tak jak w przyrodzie nie znajdziesz gazu doskonałego - o czym jako prymuska powinnas chyba wiedzieć). Każdy z nas ma ułomności, prawo do zmęczenia, lenistwa itd. A jeżeli twierdzi inaczej - kłamie. Kążdy z nas ma w swoim otoczeni ludzi ze wszystkimi ludzkimi słabostkami - i jeżeli upiera się, ze jest inaczej -kłamie. Sa młodzi ludzie- chorz z ambicji- którym zalezy na czerwonym pasku na świadectwie. I tylko na pasku, po to, żeby pokazać go cioci i pochwalic sie, ze jest sie lepszym od sąsiada z ławki/klatki schodowej/kuzyna. Czy wszystkiego (sic!!) mozna z radościa uczyć się dla siebie? Nie! Jeśli ktos chce to udowodnic - kłamie!!! Dla siebie i dla swojej przyjemności można uczyć sie czegos co najbardziej interesuje. A jesli ktos przywołuje tezę, że interesuje go w równym stoponiu geografia, historia, angielski, biologia i literatura starozytna to są dwie możliwości, albo nie interesuje go nic, albo kłamie! Dzieci w pewnym wieku powinny ponosic odpowiedzialnośc za czyny. I nie tylko dzieci. Ale każdy , i dziecko i dorosły, ma prawo do pomyłek, błędów i każdy - nawet przestępca ma prawo do obrony. Bo idąc dalej Twoim tokiem rozumowania urząd adwokacki nalezałoby zlikwidowac. Nie twierdze, że nie nalezy ponosic konsekwencji swoich czynów, ale jest granica. Szkołe kończyłam nieco wczesniej niz Ty, i dobrze pamiętam programy - tez były idiotyczne. Uważam, ze nikt sie tu wzajemnie nie przekona, podobnie jak ateista katolika i odwrotnie. Ty zyj sobie w swoim wirtualnym, nierealnym świecie, ja w swoim, w którym jest miejsce na dyscypline, lenistwo, prawdomówność i kłamstwa, kiedy są one potrzebne. P.S. Cos mi sie wydaje, że całe Twoje życie jest w jakims stopniu zbudowane na kłamstwie. Tylko nie umiesz lub nie chcesz zdawac sobie z tego sprawy. Odpowiedz Link Zgłoś
pam_71 Re: moze jednak usprawiedliwic? 19.12.08, 09:15 Do wszystkich piszących: Więcej pokory i mniej zadufania w sobie Pam Odpowiedz Link Zgłoś
maksimum Re: moze jednak usprawiedliwic? 21.12.08, 07:04 protozoa napisała: > Każdy z nas ma ułomności, prawo do zmęczenia, lenistwa itd. Z tym,ze nie kazdy z tego korzysta.Patrze na corke i widze,ze ona ze wszystkiego chce byc najlepsza i dobrze jej to wychodzi. > Sa młodzi ludzie- chorz z ambicji- którym zalezy na > czerwonym pasku na świadectwie. U nas to dziala troche inaczej.Jesli nie wybijesz sie w gimnazjum,to nie dostaniesz sie do najlepszego liceum w miescie,a chwalenie sie cioci czy sasiadom nie wchodzi w rachube,bo kazdy zyje na wlasny rachunek. > Czy wszystkiego (sic!!) mozna z radościa uczyć się dla siebie? Moze i mialbym wczesniej watpliwosci,ale teraz mam taka osobe w domu. >Nie! Jeśli ktos > chce to udowodnic - kłamie!!! Dla siebie i dla swojej przyjemności >można uczyć sie czegos co najbardziej interesuje. To dotyczy ludzi zdolnych ,ale nie najzdolniejszych.Ci najzdolniejsi maja czas i energie byc najlepsi ze wszystkiego.Widze roznice miedzy synem a corka.Syn jest zdolny i lapie sie do najlepszych szkol,a corka jest w tych samych szkolach najlepsza. > A jesli ktos przywołuje tezę, że > interesuje go w równym stoponiu geografia, historia, angielski, biologia i literatura starozytna to są dwie możliwości, albo nie >interesuje go nic, albo kłamie! Moj syn np faworyzuje historie i angielski,a corka ze wszystkiego ma po 95%. > P.S. Cos mi sie wydaje, że całe Twoje życie jest w jakims stopniu >zbudowane na kłamstwie. Tylko nie umiesz lub nie chcesz zdawac >sobie z tego sprawy. Testy nas studia(SAT) sa zarowno z angielskiego,matematyki i logicznego myslenia i rokrocznie okolo 200 z okolo 1 mln uczniow robi te testy na 100%.Bill Gates zrobil go na 99,5%. Odpowiedz Link Zgłoś