Gość: Renata
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
04.11.03, 18:36
Czy zwracają wam często ludzie uwagę że dzieci są za głośno gdy jesteście w
miejscach publicznych. Miałam dziś taką sytuację. Mój syn chodzi na zajęcia
sportowe po przedszkolu jest to sala dżudo która mieści się razem z jakimiś
biurami. Moje dzieci to nie aniołki szczególnie syn 5lat który jest
dzieckiem żywym wiem o tym i staram się zwracać mu uwagę również mojej 2
letniej córce. Ale ci co mają dzieci wiecie że nie jest łatwo. Jednak
wierzcie mi staram się i potrafię ich poskromić. Jednak w holu tego biura i
hali sporowej siedzi pani nie wiem co tam robi ale ma tabliczkę ochrona. Od
pierwszego razu jak tam weszłam była nie miła. Od razu mnie wyprosiła(moje
dzieci były wtedy cicho) ale ona w harmonogramie nie miała wpisanych tych
zajęć. Gdy stwierdziłam że jednak poczekam to nawet nie chciała mi pozwolić
skorzystać z WC bo to nie dla obcych. Zajęcia oczywiście były. Ale od tego
dnia się zaczęło zawsze gdy przychodziłam to zwracała mi uwagę, że dzieci za
głośno, że buty że skaczą. Choć było pełno innych dzieci ciągle coś do mnie
miała.Dzieci nie siedziały nieme ale też nie aż tak jej głownym argómentem
było że tu są biura i ludzie pracują.Minęły trzy miesiące i ciągle to samo.
Siedziałam cicho. Bo nieraz faktycznie mały był głośniej ale go naprawdę
uspokajałam i on też się starał i siostra jego też. Ale dziś nie
wytrzymałam. Weszłam jak zwykle do holu a tam grupa pracowników sobie dość
głośno rozmawiała. potem się rozeszli. A my zostaliśmy bo na dworze już
zimno więc te 10 minut byłam wcześniejniż inni . Moje dzieci głośno
rozmawiały nie krzyczały ale na pewno było ciszej niż chwilę wcześniej. Owa
pani wcześniej też była w tej grupie a teraz znów zwróciła mi uwagę.
Wierzcie mi już nie wytrzymałam. I powiedziałam co myślę, że dzieci wcale
nie były głośniej niż ci dorośli przed chwilą a wdodatku wynajmując tą salę
dla dzieci powinni wiedzieć że dzieci nie będą chodzić na palcach, mogli
więc wynając w innych godzinach. Powiedziałam jej że od pierwszego dnia jest
niemiła i nie życzę sobie komentarza z jej strony a jak jej przeszkadza
niech se wsadzi zatyczki w ...uszy. Ponieważ starałam się w tych nerwach być
kulturalna co nie byo łatwe to nie wspomniałam o innej części ciała.
Wtedy przyszła jej kierowniczka i ona się jej poskarżyła. W międzyczasie
zeszło się już parę osób i ów trener który z ową panią też miał spięcia.
Kierowniczka też zaczęła coś do mnie jak ta pani nie chciała mnie dopóścić
do głosu, ale że głos mam mocny bo wytrenowany więc powiedziałam to co
wcześniej jak również że jestem parę lat po studiach i to pedagogicznych A
owa pani kierowniczka że ona też i to 30 lat temu. I że jestem od tego żeby
dzieci pouczać a najgorsze że ona wogóle nie słuchała co mówię tylko
trzymała stronę owej pierwszej pani. Czuję się okropnie. Wiem że mam rację i
obecni rodzice mi to przyznali, ale boli mnie ta sytuacja i to że nie
ugryzłam się w język i nie przemilczałam. Teraz mi wstyd że się tak uniosłam
i zniżyłam do jej poziomu. Ale ile człowiek może wytrzymać.A ta pani dalej
będzie taka sama, choć może w końcu odczepi się ode mnie. Ale jak mam tam
pójść znowu i jak się zachować?