vika35
08.01.09, 18:15
Problemy z zachowaniem syna zaczęły się na początku tego roku
szkolnego.Najpierw były wagary potem kradzieże,nieodpowiednie na jego wiek
towarzystwo(chłopcy 14-16 lat)Obecnie syn jest na obserwacji w szpitalu
psychiatrycznym.Oddałam go tam bo jestem już bezradna a widzę że coś się złego
z nim dzieje.Stwierdził,że nie będzie chodził do szkoły bo go nie interesuje i
koniec.Szkoła poinformowała policję i sąd rodzinny.Rozmawiałam z nim na ten
temat wiele razy.Tłumaczyłam,że mogą go zabrać do pogotowia opiekuńczego a
jego to wogóle nie wzrusza.Niczego się nie boi,nie odczuwa wstydu,że
ukradł.Nic go nie interesuje ...tylko spotkania z ojcem.I tu jest jak
podejrzewam pies pogrzebany.Jestem po rozwodzie.W trakcie małżeństwa mąż nie
interesował się dziećmi.Nigdzie ich nie zabierał.Jak prosiły o kieszonkowe to
najczęściej nie miał.Jak był w domu to albo pijany albo zajęty oglądaniem
telewizji.Po podziale majątku wyprowadził się.Byłam prawie pewna że pójdzie i
ślad po nim zaginie.Ale nastąpił zwrot o 180 stopni(zaczęła się sprawa o
podwyższenie alimentów)i żeby nie płacić więcej zaczął zabierać dzieci na
pizze kręgle do kina itp.Starszy syn ma prawie 16 lat i rozumie doskonale
motywy jego postępowania a młodszy się w tym pogubił.Powiedział dla
psychologa,że tato chce się teraz z nim widywać.Serce mi mało nie
pękło.Odstawił mnie i wszystko na boczny tor.Psycholog w szpitalu
powiedział,że w tych starszych kolegach szuka zamiennika ojca.Jeżdżę do niego
prawie co dzień do szpitala i już się wyciszył uspokoił pozwolił babci się
przytulić.Przyjechał w odwiedziny były mąż.Na drugi dzień dziecko nie do
poznania!Nie chciał rozmawiać,nie dał się pocałować.Powiedział że nie pojedzie
do domu na święta tylko z tatą na kręgle i na kebaba a jak ex nie przyjechał
na drugi dzień to aż go trzęsło z nerwów.Nie wiem co mam robić .Powiedziałam
ex że to jego wina(choć on tego nie rozumie i podejrzewam że może się cieszy
że syn ciągnie jego stronę teraz)on na to: to co mam się nie widywać? Boję się
że teraz to już nie pora na zerwanie kontaktu.Lekarz powiedział że nie będzie
proste odkręcenie tego.Może ktoś miał podobny problem i może mi poradzić jak
ratować dziecko.Poruszyłam już niebo i ziemię.Odsyłali mnie z jednej poradni
do drugiej(prywatnie mnie nie stać)Nie wiem co będzie jak wypiszą go ze
szpitala bo o szkole nie chce dalej słyszeć.Wszystko jest na nie tylko na ojca
czeka