10-latek:bunt?depresja?załamanie?

08.01.09, 18:15
Problemy z zachowaniem syna zaczęły się na początku tego roku
szkolnego.Najpierw były wagary potem kradzieże,nieodpowiednie na jego wiek
towarzystwo(chłopcy 14-16 lat)Obecnie syn jest na obserwacji w szpitalu
psychiatrycznym.Oddałam go tam bo jestem już bezradna a widzę że coś się złego
z nim dzieje.Stwierdził,że nie będzie chodził do szkoły bo go nie interesuje i
koniec.Szkoła poinformowała policję i sąd rodzinny.Rozmawiałam z nim na ten
temat wiele razy.Tłumaczyłam,że mogą go zabrać do pogotowia opiekuńczego a
jego to wogóle nie wzrusza.Niczego się nie boi,nie odczuwa wstydu,że
ukradł.Nic go nie interesuje ...tylko spotkania z ojcem.I tu jest jak
podejrzewam pies pogrzebany.Jestem po rozwodzie.W trakcie małżeństwa mąż nie
interesował się dziećmi.Nigdzie ich nie zabierał.Jak prosiły o kieszonkowe to
najczęściej nie miał.Jak był w domu to albo pijany albo zajęty oglądaniem
telewizji.Po podziale majątku wyprowadził się.Byłam prawie pewna że pójdzie i
ślad po nim zaginie.Ale nastąpił zwrot o 180 stopni(zaczęła się sprawa o
podwyższenie alimentów)i żeby nie płacić więcej zaczął zabierać dzieci na
pizze kręgle do kina itp.Starszy syn ma prawie 16 lat i rozumie doskonale
motywy jego postępowania a młodszy się w tym pogubił.Powiedział dla
psychologa,że tato chce się teraz z nim widywać.Serce mi mało nie
pękło.Odstawił mnie i wszystko na boczny tor.Psycholog w szpitalu
powiedział,że w tych starszych kolegach szuka zamiennika ojca.Jeżdżę do niego
prawie co dzień do szpitala i już się wyciszył uspokoił pozwolił babci się
przytulić.Przyjechał w odwiedziny były mąż.Na drugi dzień dziecko nie do
poznania!Nie chciał rozmawiać,nie dał się pocałować.Powiedział że nie pojedzie
do domu na święta tylko z tatą na kręgle i na kebaba a jak ex nie przyjechał
na drugi dzień to aż go trzęsło z nerwów.Nie wiem co mam robić .Powiedziałam
ex że to jego wina(choć on tego nie rozumie i podejrzewam że może się cieszy
że syn ciągnie jego stronę teraz)on na to: to co mam się nie widywać? Boję się
że teraz to już nie pora na zerwanie kontaktu.Lekarz powiedział że nie będzie
proste odkręcenie tego.Może ktoś miał podobny problem i może mi poradzić jak
ratować dziecko.Poruszyłam już niebo i ziemię.Odsyłali mnie z jednej poradni
do drugiej(prywatnie mnie nie stać)Nie wiem co będzie jak wypiszą go ze
szpitala bo o szkole nie chce dalej słyszeć.Wszystko jest na nie tylko na ojca
czeka
    • verdana Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 08.01.09, 18:29
      A dlaczego jest w szpitalu psychiatrycznym? Przeciez tam nie
      przyjmuja dziecka dlatego, ze się xle zachowuje i teskini za ojcem?
      Musi byc podejrzenie jakiejść choroby - a w takim razie my niewiele
      pomozemy. Tu może pomoc i wskazac droge postepowania tylko lekarza.
      • vika35 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 08.01.09, 19:21
        Nie jestem do końca pewna czy były mąż jest jedyną przyczyną zmiany jego
        zachowania.Na izbie przyjęć lekarka po wysłuchaniu mnie stwierdziła że to
        bardzo dobrze że go przywiozłam.A poza tym to raczej nie jest tęsknota za ojcem
        tylko pranie mózgu.Dzieciak mi sfiksował dlatego że wcześniej nie miał ojca a to
        że ex teraz się nim zainteresował przynosi opłakane skutki. Jestem zdania że nie
        da się odrobić straconych lat.Ex nie potrafi się zajmować dziećmi i pewnie nie
        zechciałby go wziąć do siebie więc po co robić mu nadzieję(zresztą nigdy się na
        to nie zgodzę).Czy powinnam ich odseparować? Jakie inne wyście?
        • jakw Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 08.01.09, 19:55
          A mi się wydaje, że najbardziej skupiasz się na obwinianiu exa. Być
          może on z kolei deprecjonuje ciebie. Powinniście razem z exem udać
          się na jakąś terapię dla byłych, bo wasze młodsze dziecko
          najwyraźniej sobie nie radzi z waszymi problemami. Może jakiś
          mediator by wam się przydał? A jak już będziecie w stanie ze sobą
          się choć trochę porozumieć, a nie tylko przerzucać się tekstami "to
          twoja wina", zajmijcie się dziećmi, a zwłaszcza tym młodszym.
          • jakw Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 08.01.09, 20:03
            Być może dość ostro się wypisałam, ale tak czytając twojego posta
            tak to wygląda. W każdym razie wydaje mi się, że jeśli ex zdradza
            zainteresowanie dzieckiem to warto się przełamać i spróbować z nim
            współpracować dla dobra dzieciaka, a nie tylko walczyć z exem. Nawet
            jeśli ex do tej pory niespecjalnie sprawdzał się w roli ojca to może
            jednak jakaś klapka w mózgu mu się otworzy i będzie w stanie coś
            pomóc.
          • vika35 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 08.01.09, 20:55
            Byliśmy na spotkaniu z psychologiem w poradni zaburzeń emocjonalnych i lekarz od
            razu stwierdził że dziecko żyje w dwóch światach Jeden to mój gdzie jest nauka
            mycie zębów wyprowadzanie psa na spacer i parę innych obowiązków i drugi świat
            ojca -wyłącznie przyjemności i on wybrał ten drugi odrzucając całkowicie całą
            resztę.Psycholog powiedział że jedynym rozwiązaniem jest zamiana ról i żeby
            ojciec nie zabierał syna na miasto tylko spotykał się na neutralnym gruncie(a on
            jak pisałam wcześniej pojechał potem do szpitala i powiedział mu że go zabierze
            na miasto !!)Rozmawiałam o tym z lekarzem i zabronił ale dzieciak znowu tym żyje
            ) .Skłonna jestem zgodzić się aby spotykali się w naszym mieszkaniu dla dobra
            dziecka(choć mogłabym go udusić za te jego bezmyślne zagrywki) choć wątpię czy
            syn się na to zgodzi.Jego zainteresowanie ojcem jest czysto materialne.Dzwoni do
            niego wtedy gdy chce gdzieś pójść.Ex go przekupuje wyjściem na kręgle np. Często
            pyta syna a co od mamy dostałeś?Dla mnie to jest chory facet i do tej pory nie
            miałam z nim żadnego kontaktu,dzieci się nie pytały o niego.Starszy syn wogóle
            nie wspomina a ten mały ma słabszą psychikę po prostu.
            • croyance Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 11.01.09, 15:37
              Ekhm, ale to, co opisujesz w tym poscie to klasyka, zazwyczaj
              wlasnie tak sie to rozwija i nie ma w tym nic tajemniczego.

              Po co szpital psychiatryczny? Dzieciak reaguje jak kazdy inny w jego
              sytuacji, a Ty robisz z tego jakies Bog wie co. W dodatku, mlody
              placi za Wasze bledy i jest tzw. delegatem do terapii. Psychiatryk
              to strzelanie z armaty do muchy.

              Super, ze syn ma kontakt z ojcem - i jesli nastapilo to po latach
              braku faktycznej wiezi, to nic dziwnego, ze zawirowalo mu w glowie.
              Widzisz w tym cos nienormalnego?! Ustalcie miedzy sobie - Ty i ex
              (ale najlepiej przez mediatora) - praktyczna strone tych kontaktow,
              czyli kto, co i kiedy, jakie sa zasady - i juz, zycie potoczy sie
              swoim torem.
    • aniak04 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 08.01.09, 19:33
      ...przeczytałam Twój post i przeraziłam się nie na żarty... jakbym
      czytała o swoim dziesięciolatku, tylko z pominięciem szpitala,
      kradzieży i wagarów - reszta jest identicosad mój syn podobnie jak
      Twój ojca uważa za wyrocznię (a zainteresowanie ojca dzieckiem także
      wzrosło w okolicach wakacji, tyle że z innego powodu)
      ostatnio dowiedziałam się także o incydentach szkolnych (próba
      imponowania w grupie szkolnej wulgaryzmami, przechwałkami sytuacjami
      wyssanymi z palca...) jestem tak jak Ty bezradna w rozmowach z
      dzieckiem i próbą wytłumaczenia dziecku co jest właściwe a co nie
      (zdarzają się z jego strony pogróżki typu - jak ty mi coś tam nie
      kupisz, zrobisz, to zadzwonię na policję) ma dużą świadomość swoich
      praw jako dziecko (nie wolno na dziecko krzyczeć, dać klapsa itd.)
      hasła typu - wyprowadzę się do ojca, zdarzają się coraz częściej (i
      nie wiem czy to nie byłby najlepszy sposób na to aby przejrzał na
      oczy i zobaczył jak to naprawdę wygląda...)

      Trudne to wszystko, jestem umówiona z psychologiem na konsultację i
      nie wiem co z tego będzie, mam nadzieję że jakoś z tego wybrniemy...

      a wszystko przez tych ex, co im się przypomniało że dzieci mają...

      współczuję Ci bardzo bo Twoja sytuacja jest o wiele gorsza (mój się
      chociaż dobrze uczy), mam nadzieję że jednak będzie dobrzesmile
      • vika35 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 08.01.09, 21:16
        Mój nie jest złym dzieckiem.Nie jest agresywny ma dobry kontakt z rówieśnikami
        Tylko że kompletnie nie mogę do niego dotrzeć od jakiegoś czasu.Właśnie ojca ma
        za Boga a mnie i dziadków traktuje jak wroga.Nawet mój starszy syn bardzo martwi
        się jego zmianą bo szkoła to poważna sprawa.Nie wiem co będzie dalej jeśli nie
        przejdzie mu ta niechęć do nauki.A na byłym to kompletnie nie mogę polegać.Syn
        przez długi okres czasu oszczędzał pieniążki a ostatnio zażądał ich zwrotu w
        całości(to jest duża suma wiec nie mogę mu ich oddać ot tak bo on sobie
        życzy)Kuratorka z sądu mówi do mnie :Mam nadzieję że pani nie oddała! a były mąż
        nabuntował syna że to są jego pieniądze i powinnam mu oddać On jest porąbany
        Dzieciakowi ni z gruszki ni z pietruszki taka myśl przyszła to trzeba się
        zastanowić jaka przyczyna ,może ktoś na nim wymusza.Ja właśnie myślę ciągle i
        ciągle..i nie w głowie mi żadne walki czy przepychanki z ex
        • croyance Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 11.01.09, 15:39
          Zartujesz, prawda?
          Syn zbieral pieniadze, czyli sa JEGO wlasnoscia - a TY nie chcesz mu
          ich oddac?
          Na drugi raz nie powinien powierzac swoich oszczednosci Tobie, bo
          nie jestes wiarygodna.
      • rolo12345 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 15.01.09, 00:03
        Dziesięcioletni chłopcy tak mają. Dla twego syna ojciec jest guru. I to
        prawidłowy etap jego rozwoju. On uczy się, jak to jest być facetem. Sorry, od
        ciebie się nie nauczy, bo jesteś kobietą.

        HOMOFILNY OKRES ROZWOJU PSYCHOSEKSUALNEGO - faza rozwoju poprzedzająca okres
        rozwoju seksualnego, w której dominuje zainteresowanie i fascynacja
        przedstawicielami własnej płci, a wobec płci przeciwnej odczuwana jest obcość, a
        czasami i wrogość. Jest to prawidłowa faza rozwojowa, dzięki której pogłębia się
        świadomość własnej płci i jej specyficznej inności,

        A że w waszym i jego życiu było tyle zawirowań, to biegnie to tak burzliwie.
        Sorry za dosadność: wszyscy do terapeuty - mediatora. Praca z samym dzieckiem tu
        nie pomoże. Jest najsłabszym ogniwem w Waszym rozbitym układzie, dlatego takie
        objawy. Dziecko nie powinno być delegatem do terapii, i nie w szpitalu
        psychiatrycznym, chyba że jest jeszcze coś, o czym nie napisałaś.

        DZIESIĘCIOLATKI Z NATURY SĄ SUPER FAJNE. 10 LAT MA SIĘ TYLKO PRZEZ JEDEN ROK. I
        TEN CZAS NIGDY SIĘ JUŻ NIE POWTÓRZY. NIGDY WCZEŚNIEJ I NIGDY PÓŹNIEJ NIE
        POWTÓRZY SIĘ NAJLEPSZY ROK DZIECIŃSTWA. TRACICIE TEN ROK BEZPOWROTNIE!!!
    • lolinka2 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 08.01.09, 21:48
      wygląda na to, że młodzieniec zaczyna spełniać kryteria diagnostyczne
      zaburzeń zachowania. A gdyby się w nie wczytać, to wychodzi na to, że
      powodem występowania tych zaburzeń jest po prostu brak wychowania.

      Odpuść sobie walkę z byłym. Wiem, że jest ciężko, gdy masz dziecko w
      psychiatryku (wiem, bo też miałam - miesiąc tam spędziła), wiem, że
      wymaga pokory przyjęcie pewnych faktów do wiadomości. Weź się za
      dziecko, pochyl się nad nim, bo jest naprawdę wg opisu bardzo
      zagubionym dzieckiem.

      Sporą pomoc znajdziesz tutaj portal.adhd.org.pl/phpbb/index.php

      Nie sugeruj się tytułem. Zasady omawiane i wałkowane do bólu na tym
      forum, są identyczne dla wszystkich dzieci z zaburzeniami różnej
      maści i pokroju.
      • vika35 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 09:00
        Wiem że jest zagubiony Próbowaliśmy do niego dotrzeć:ja,babcia,starszy syn i nic
        .Zablokował się kompletnie.Poczytałam sporo na forum o ADHD i innych
        zaburzeniach i część objawów na pewno występuje u mojego syna .Przyznaję ,bycie
        samotną matką nie jest proste.Czasem brakuje czasu ,czasem siły żeby odpowiednio
        zająć się dziećmi.Ale dla mnie niepokojące jest to że zmiana zachowania
        nastąpiła nagle.Wcześniej syn był zwykłym ,przeciętnym dzieckiem. Miał swoje
        humory,lubi np.rządzić jak wiele innych dzieci.I nagle wagary itp itd.Jakaś
        przyczyna musi być tylko jak ją znaleźć jeśli on nie chce rozmawiać.
    • alabama8 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 08:39
      Wygląda na to, że przeszkodą w ustabilizowaniu sytuacji jest ojcec.
      I wygląda na to że jest to taki ojciec którego żadna głupia krowa
      nie będzie pouczać - bo on wie lepiej, gorzej nawet - jeśli będzie
      pouczać to on zrobi zupełnie na odwrót.
      Albo jest szansa na to że ojciec da się przekonać do pilnowania
      nauki dziecka, chodzenia na wywiadówki i klepania mu do głowy że
      nauka jest ważna (2% szansy), albo pora na podjęcie drastycznych
      kroków.

      SPORT - próbowałaś zainteresować syna np. sportem. Zapisać na karate
      czy do drużyny harcerskiej (he, he - pewnie się nie zgodzi), ew. do
      drużyny piłkarskiej - to są dobre miejsca gdzie chłopcy mogą ze sobą
      konkurować plus zazwyczaj trenerem jest mężczyzna który może być
      idealnym przewodnikiem dla młodzika.
      • vika35 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 09:08
        Masz rację.Tylko,że on dostał się właśnie do klasy sportowej.Cieszył się bardzo
        bo było kilku chętnych a zakwalifikowało się tylko dwóch z jego klasy .A potem
        stracił cały zapał.Nie chodził na sks-y.Cały czas myślę że to właśnie przez ojca
        tylko nie wiem co z tym fantem dalej robić .Starać się o ograniczenie kontaktów?
        • scher Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 10:02
          Ty się cały czas skupiasz na eksmężu, nie na dziecku.

          Co w tym złego, że pozwolisz chłopcu spotykać się z ojcem? Nawet jak facet jest wg ciebie nieodpowiedzialny, spotkania z nim zaszkodzą dziecku mniej niż brak spotkań albo wyrzuty z twojej strony, albo ciągłe nastawianie dziecka przeciwko ojcu. Co w tym złego, że dziecko będzie mieć ostatecznie dwa różne światy - skrajnie różne - twój i ojca? A niech nawet ojciec pozwala na wszystko - co ci do tego? Ty skup się na dziecku i rób swoje.

          Postaw sprawę jasno: do ojca się nie wtrącam, ale ja nie ojciec, w moim domu obowiązują moje zasady. I kochaj to dziecko, okazuj mu to jak najczęściej! O ojcu i jego metodach zapomnij.

          Jednym słowem: pilnuj siebie, będziesz w niebie.
    • scher Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 10:10
      vika35 napisała:

      > Ale nastąpił zwrot o 180 stopni(zaczęła się sprawa o podwyższenie
      > alimentów)i żeby nie płacić więcej zaczął zabierać dzieci na
      > pizze kręgle do kina itp.Starszy syn ma prawie 16 lat i rozumie
      > doskonale motywy jego postępowania

      Nawet jeśli motywy nie są z twojego punktu widzenia szlachetne, to twoje dzieci potrzebują, chociażby takiego, kontaktu ze swoim ojcem. Zachowujesz się w tej sprawie jak typowa głupia gęś. Nie potrafisz dla dobra własnych dzieci wznieść się ponad swoje osobiste uprzedzenia, swoją niechęcią do eksmałżonka obarczasz niedojrzałe dzieci. Wolisz oddać dziecko do psychiatryka niż pogodzić się z faktem, że desperacko potrzebuje ono ojca, niechby i pijaka, niechby i głupiego, ale potrzebuje go!

      W sprawie alimentów: najwyżej sąd uzna, że ojciec jest dobrym ojcem, bo zabiera dzieci na kręgle - i nie zgodzi się na podwyższenie alimentów. Nie jesteś w stanie tego zaryzykować? Lepiej sprzedać swoje dziecko do psychiatryka - dla tych paru złotych?

      Pamiętasz, jak to było z dwiema matkami i Salomonem? Czy na tyle mocno kochasz swoje dziecko, żeby nie pozwolić rozerwać je na dwie części?

      Przykro mi, nie mam dla ciebie dobrego słowa.
      • vika35 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 11:55
        Potrzebują ojca pijaka żeby zmarnować sobie życie?!I ja mam na to pozwolić kiedy
        już paru specjalistów stwierdziło że te spotkania z ojcem mu nie służą?! Tu nie
        chodzi o żadne pieniądze tylko o przyszłość mojego dziecka.Kuratorka sądowa po
        zrobieniu wywiadu(trwał 2 godz.i opowiedziałam wszystko od a do z)stwierdziła że
        jest pod ważeniem tego co już zrobiłam,gdzie dotarłam żeby ratować własne
        dziecko,żeby nie zabrali go do placówki opiekuńczej a ty mi mówisz że ja mu
        szkodzę że lepszy ojciec pijak niż żaden Chyba sam masz podobna sytuację i
        stoisz po drugiej stronie barykady Nie widzę innego wytłumaczenia na twoje
        wnioski
        • scher Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 12:30
          vika35 napisała:

          > Potrzebują ojca pijaka

          Tak, potrzebują. Korona ci z głowy nie spadnie, jak pozwolisz dziecku samodzielnie się przekonać, że ich ojciec jest nic nie wart.

          > lepszy ojciec pijak niż żaden

          Prawda, święta prawda. Jak ci specjaliści mówią inaczej, to zmień lekarza, bo ten cię okłamuje. Zmarnujesz dziecko, żeby postawić na swoim?

          > stoisz po drugiej stronie barykady

          Nie, mam trójkę dzieci i jestem z w szczęśliwym związku.
        • lolinka2 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 12:43
          vika, nie pluj się tylko wejdź na to forum, które ci zalinkowałam - i
          zatop się w lekturze, nie o objawach ADHD, tylko o ZASADACH
          WYCHOWAWCZYCH, NAGRODACH i KONSEKWENCJACH. A potem wprowadzaj po
          jednej w życie. Dotarło?

          P.S. Gdyby istotnie, wg idiotycznego przesądu, na każde wspomnienie
          byłego przez ciebie, miałby on dostawać czkawki, nie mówiłby jak
          człowiek tylko szczekał jak pies, tak się nie potrafisz od niego
          odczepić.
    • zebra12 Mam podobną sytuację rodzinną 09.01.09, 12:50
      Sama wychowuję 3 córki. Ex nigdy się nimi nie interesował. Teraz po rozwodzie
      też zaczęło się to, co u Ciebie. Ale ja już czułam pismo nosem i zaczęłam robić tak:
      1. Mówić dzieciom, że to ich tata, że ich bardzo kocha i będzie zawsze kochał i
      że nie ma to związku z naszym rozwodem, bo to ja się rozwiodłam, nie dzieci.
      2. Umożliwiam spędzanie dzieciom czasu z mężem. Zachęcam i jego i dzieci do
      kontaktów.
      3. Wysyłając z nim dzieci zlecam im też jakiś obowiązek, np: Jadzia ma czytać
      lekturę, albo ćwiczyć to i to na fortepianie... smile
      4. Wspólnie z exem ustalam pewne sprawy dotyczące nauki, zajęć poza lekcyjnych
      itp i staramy się mieć wspólny front.
      5. Sama staram się uprzyjemniać dzieciom życie i poza obowiązkami mają tez czas
      na głupoty, szaleństwa i nicnierobienia.

      No i w sumie nie mam jakichś poważnych problemów. Najbardziej lgnie do ojca
      średnia, która ma prawie 9 lat. Niespełna 12 latka ma to gdzieś, choć i tak
      udało mi się ją przekonać, żeby pojechała parę razy do taty na wieś. Najmłodsza
      jest jeszcze obojętna, bo ma 2 latka i lubi każdego, kto się z nią bawi smile
      • vika35 Re: Mam podobną sytuację rodzinną 09.01.09, 14:34
        Podobna ale w niewielkim stopniu tylko.Po pierwsze moje dzieci są za duże żeby
        im wmówić że tata je kocha bo wiedza że tak nie jest.Starszy syn nie wspomina
        wogóle o ojcu.Jak młodszy syn wyprosi spotkanie (bo ex nigdy sam nie dzwoni i
        nie wyjdzie z propozycją)to starszy skorzysta przy okazji(dobre żarcie i kasa
        nie zaszkodzi).Ex rzucił się kiedyś do mnie że zabraniam starszemu odpisywać na
        sms-y.Nie jest w stanie zrozumieć że jeśli przez 14 lat małżeństwa nie
        interesował się dzieckiem to ono po prostu nie czuje do niego żadnego
        przywiązania .I to ja prosiłam syna: odpisz bo ojcu będzie przykro (ciągle się
        zastanawiałam czemu ja jestem taka głupia ,że nie warto)a syn powiedział nigdzie
        nie będę odpisywał nie chcę i tyle.Nigdy nie broniłam dzieciom spotykać się z ex
        ale teraz widzę że to był błąd.Są ludzie i ludziska.Mój ex nie należy do tych
        ojców którzy pomagają dzieciom w odrabianiu lekcji.Nie mamy i nie mieliśmy
        wspólnego frontu jeśli chodzi o wychowanie dzieci.To on zawsze twierdził że
        rozpieszczam dzieci a teraz robi wszystko na odwrót.To on dla młodszego syna(jak
        miał 6 lat) na prośbę daj tato 2 zł odpowiedział a skąd ci wezmę ,wyrucham?!A
        teraz każe dla mnie dawać dziecku pieniądze kiedy i ile sobie zażyczy.Czy ktoś w
        końcu zrozumie o co mi chodzi ?!Jego osoba jest mi kompletnie obojętna i nie
        miał na pewno żadnej czkawki od mojego wspominania bo do czasu kiedy zaczęły się
        poważne problemy z synem to on dla mnie nie istniał A teraz psycholog mówi że
        powinniśmy chodzić razem na terapię kiedy on na samym wstępie zamiast pomóc to
        zaszkodził
        • pam_71 Re: Mam podobną sytuację rodzinną 09.01.09, 15:07
          vika35 napisała:

          "Czy ktoś w końcu zrozumie o co mi chodzi ?!Jego osoba jest mi
          kompletnie obojętna i nie miał na pewno żadnej czkawki od mojego
          wspominania bo do czasu kiedy zaczęły się
          poważne problemy z synem to on dla mnie nie istniał A teraz
          psycholog mówi że powinniśmy chodzić razem na terapię kiedy on na
          samym wstępie zamiast pomóc to zaszkodził "

          Vika opisałaś tu bardzo dramatyczną i skomplikowaną sytuację ...
          niewiele moge pomóc zważywszy, że nie jestem specjalistą w
          dziedzinie.
          Wydaję mi się jednak,że aby terapia była skuteczna potrzeba
          zaangazowania obojga rodziców. Relacja syn-ojciec (jakkolwiek
          pozostawiająca do życzenia) jednak istnieje.
          Skorzystaj z rad dziewczyn ...
          Pozdro i powodzenia
          Pam
        • zebra12 Vika, ja Cię rozumiem 09.01.09, 15:09
          Myślisz, że ja pałam miłością do mojego ex? On się nigdy dziećmi nie zajmował,
          nie wie nawet jaka jest data ich urodzin. Do dziś zdarza mu się zachować
          nieodpowiedzialnie, np wozi dzieci bez fotelika... Albo zapomina położyć spać...
          Często zapominał dać leki. Nieraz karcił dzieci biciem! Nikt się nie rozwodzi
          bez przyczyny. Mój mąż też uważał, że dzieci rozpuszczam, dlatego on je
          "wychowywał" twardą ręką. Ja byłam temu przeciwna. Były kłótnie. Mąż potrafił
          nie widzieć się z dziećmi kilka tygodni i nawet nie spytał o nie. A kieszonkowe?
          Ani grosza nie dawał. O dzieciach mówił: wypierdki, smarki, gó...arze. Ale
          dzieci kochają rodziców bezwarunkowo. Nawet jeśli są tacy, czy inni. I wiesz co?
          Ja mam raczej negatywne uczucia do mojego exa, ale to co robię, ROBIę DLA MOICH
          DZIECI! Bo je kocham! I pewnie mój mąż też. Na swój sposób, ale też. I Twój
          także, bo inaczej szkoda by mu było czasu i kasy dla syna. Zrozum, on tyle lat
          nie umiał kochać i być odpowiedzialnym - tak jak mój - ale teraz zrozumiał, ze
          coś traci. Pozwól mu zaistnieć w życiu dzieci. To nie jest łatwe, ja to wiem. A
          dzieci mamy w trochę podobnym wieku. Moja najstarsza córka też nie chciała
          widzieć ojca. Ale ja starałam się zmienić ten obraz taty, jaki znała. I widzę,
          że jest lepiej, bo wcześniej dokuczała średniej, ze była u taty, że z nim
          rozmawiała itp.
          Jeśli Twój mąż jest zdrowym psychicznie człowiekiem (czyli choroba nie
          uniemożliwia dorosłą, konkretną rozmowę z nim), a Ty wykażesz trochę dobrej
          woli, to uratujecie syna. Inaczej możesz go stracić na zawsze. Wybór należy do
          Ciebie. Do Was.
        • lolinka2 Re: Mam podobną sytuację rodzinną 09.01.09, 15:22
          prawda jest taka, że zachowujesz się na maxa toksycznie. Jak dla mnie
          EOT. Wyciągnęłam rękę z pomocą, pokazałam, gdzie pójść, a ty jak
          nakręcona swoje. Powodzenia w dalszym rujnowaniu życia dzieciom.
        • jakw Re: Mam podobną sytuację rodzinną 09.01.09, 21:10
          > A teraz psycholog mówi że
          > powinniśmy chodzić razem na terapię kiedy on na samym wstępie
          zamiast pomóc to
          > zaszkodził
          Ale może wcale nie chciał zaszkodzić, tylko tak wyszło z powodu jego
          nieumiejętności. Brałaś to pod uwagę? To, że ex dopiero teraz
          zainteresował się dziećmi to może być skutek "ile cię cenić trzeba
          ten tylko się dowie, kto cię stracił". Jak rozumiem psycholog
          proponuje terapię wam obojgu - co ex na to? Bo na razie się
          zastanawiasz nad ograniczeniem kontaktów młodego z ojcem, piszesz
          głównie "ex kiedyś to, kiedyś tamto, on zawsze siamto, a wogóle to
          chory człowiek". Jeśli takie teksty przypadkiem puszczasz przy
          młodym to się nie dziw, że jest przeciwko Tobie. On ojca jakoś
          potrzebuje, do wyrobienia sobie poglądu "mam ojca kretyna" jeszcze
          nie dorósł, więc twoje anty- w stosunku do jego ojca raczej nie
          naprowadzi go na właściwy, twoim zdaniem, tok myślenia. Nie możesz
          traktować uczucia młodego do ojca jako zdrady twojej osoby. Raczej
          nie tędy droga. I nie pisz, że osoba exa jest ci kompletnie
          obojętna. Nie jest - to widać w twoich postach. Za dużo negatywnych
          emocji w stosunku do exa, za mało spokojniejszej oceny sytuacji. Co
          z tego, że 4 lata temu coś młodemu powiedział? Młody może już tego
          nie pamiętać (od tego czasu postarzał się o 80%), ex , jak znam
          życie, pewnie też tego nie pamięta - pewnie pamiętasz tylko ty i na
          dzisiejsze układy syn-ojciec nie ma to żadnego wpływu.
          Imho terapia dla ciebie i exa wcale nie jest najgłupszym
          rozwiązaniem. Jeśli będziecie w stanie nie pluć na siebie podczas
          rozmowy tylko w miarę normalnie ustalić zasady postępowania z młodym
          (zgodnie z wytycznymi specjalistów od leczenia młodego) to na pewno
          będzie łatwiej młodego wyprowadzić na prostą, nawet jeśli wskutek
          problemów z nauką przezimuje w IV klasie. Btw to dość trudna klasa,
          niechęć syna do szkoły może też wynikać ze świadomości, że i tak ma
          przechlapane w szkole, a zaległości w nauce wydają mu się nie do
          odrobienia.
    • maxxt Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 14:55
      1. Skonsultowałabym się z lekarzem prowadzącym syna i zapytała jaki wpływ
      miałoby na niego całkowite zerwanie kontaktów z ojcem/ znaczne ich ograniczenie.
      Czy takie wyjscie mogłoby zaprocentowac dla przyszłości dziecka tzn. teraz
      pocierpi (tak to troche okrutne podejscie)ale przy mądrym podejsciu wyjdzie na
      prostą.
      2. Wystąpiłabym do sądu rodzinnego o ponowne sprecyzowanie formy i zakresu
      kontaktów z ojcem lub o ograniczenie/odebranie ojcu władzy rodzicielskiej- o ile
      jestes w stanie czarno na białym udowodnic ze ojciec ma tak destruktywny wpływ
      na syna. Bedzie ciezko ale dzieciak ma 10 lat- trzeba o niego walczyć.
      • verdana Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 16:20
        A ja nadal nie rozumiem - piszesz, że skierowałas dziecko do
        placowki opiekunczej. Nie, zamknęłas go w szpitalu psychoiatrycznym
        i nie widac, aby miał jakąś diagnoze. czyli - albo jest chory (a nie
        sadze, aby rozpuszczający dziecko tata mogł wpedzic je w chorobe
        psychiczna), albo jest zdrowy, a zamkniecie zdrowego, choc
        klopotliwego dziecka w szpitalu psychiatrycznym jest wyjątkową
        glupotą.
        Pojawienie się ojaca moglo spowodować klopoty z zachowaniem - to
        rozumiem. Ale chorobe psychiczna? To już raczej widzialabym
        przyczyne choroby w tym, ze dziecko kocha ojca (przypusćmy nawet
        wyrodnego), a matka uwaza, ze jest to zdrada wobec niej, ze ojca
        kochac nie wolno. Nie wolno tez marzyc, ze się bedzie z wlasnym
        ojcem mieszkało. dziecko nie jest rozdarte miedzy dwoma swiatami,
        tylko wymaganiami matki, ktora nie pozwala zaakceptowac ojca i
        miłościa do ojca. A to już problem, z ktorym dziecko sobie nie
        poradzi. Poza tym sprawa pieniędzy. Dziecko dalo Ci na przechowanie
        swoje pieniądze. Jesli uważałas, ze nie powinno oszczędzać, ze te
        pieniądze będa potem dla niego niedostepne - trzeba było to
        powiedzieć od razu. Nie masz prawa dysponowac nie swoimi pieniedzmi,
        ktore dziecko - ufając - Ci powierzylo. Okazalo sie jednak, ze ufać
        Ci nie można - zabrałas wlasność dziecka. Nie ulega watpliwosci, ze
        wiecej Ci juz nie zaufa i słusznie. Ojciec miał rację - należy
        zwtracać ludziom to, co jest ich wlasnoscią.
        Niestety, wyglada na to, ze dla Ciebie najwazniejsze jest nie dobro
        dziecka, ale to, by dziecko, jak jego starszy brat zrozumiało, ze
        ojciec ma byc dla niego nikim - jesli nie, skonczy w zamknięciu,
        nieakceptowany przez matke.
        • vika35 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 17:01
          Ręce mi opadają .Nie będę się już rozpisywać bo trzeba by było napisać książkę.W
          szpitalu leczą depresje nerwice itp i leżą tam bardzo różne dzieci a poza tym
          nikt by go nie przyjął dlatego że ja tak chcę,dla mojego widzimisię.Jak łatwo
          zmieszać kogoś z błotem nie znając obrazu całej sprawy.Co do pieniędzy to jest
          to bardzo duża kwota jak na 10 latka .Sam mi te pieniądze dał na
          przechowanie.Miał plany bardzo dorosłe na co je wyda w przyszłości.Potem wpadł w
          nieodpowiednie towarzystwo i nagle zażądał zwrotu całej sumy.Nie trzeba być
          psychologiem żeby podejrzewać że może ktoś na nim to wymusza.Jestem dobrą matką
          i martwię się że coś mu może grozić a on zablokował się kompletnie i nic nie
          chce mówić.Sprawa jest bardziej skomplikowana niż się wydaje a osoba ojca jest
          tutaj tylko jedną z przyczyn zmiany jego zachowania(dla mnie,i nie
          tylko,przyszło do głowy wykorzystywanie seksualne przez starszych kolegów,bo z
          takimi się tylko spotyka)ale ty się skupiłaś tylko na obronie biednego tatuśka
          • verdana Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 18:19
            Czyli Twój syn jest chory. Chory. Nie mozesz za chorobe winic
            jedynie ex-męża. Z jednej strony piszesz, ze jest chory, a więc
            trzeba leczyc i lekarz - nie my - wie jak, z drugiej piszesz
            o "zmianie zachowania" - nawet uwiedzenie nie jest chorobą
            psychiczna. Jesli dziecko jest chore, to prawdopodobnie wina jest
            niczyja, lub lezy po stronie calej rodziny.
            Co do pieniedzy - nie sa Twoje. Nie uprzedzilaś dziecka, ze dając Ci
            je nie będzie mogl odebrac ich na żądanie. Oczekiwanie, ze 10-latek
            nie zmieni planow wydania pieniedzy jest - wybacz- bardzo naiwne.
            Tak czy inaczej nie oddalas dziecku jego pienidzy, ma wiec prawo
            uznać, ze go oszukałas. Nawet, jesli Twoim zdaniem, robisz dobrze,
            zabralas dziecku to, co do Ciebie nie należalo. Nie trzeba było
            mówic o przechowaniu, tylko o tym, ze zabierasz pieniądze i będziesz
            je oddawała tylko wtredy, kiedy zechcesz. Nie sadze jednak, aby syn
            powierzył ci wtedy cokolwiek. Nie sadze też, aby Ci jeszcze ufał -
            nie wiem wiec, czy było warto...
            Pomyśł tez o jeszcze jednej rzeczy - Twój syn jest synem swojego
            ojca. Wie, ze ojciec Twoim zdaniem jest nic nie wart, że nie ma go
            za co cenić. Wie, ze w połowie pochodzi od czlowieka, ktoego matka
            uwaza za drania, łajdaka i ktory jest nic nie wart. Trudno więc, aby
            syn takiego czlowieka myslal o sobie dobrze i aby się dobrze
            zachowywał. Przeciez jest synem nic nie wartego człowieka.
          • srebrnarybka Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 18:41
            Będę jeszcze bardziej brutalna niż Verdana. Jeżeli nie oddałaś
            synowi jego pieniędzy, które dał Ci na przechowanie, to nie możesz
            się dziwić, że brał udział w kradzieży. Przekonałsię, że można komuś
            odebrać cudzą własność i jest to zgodne z systemem wartości, który
            wpaja mu najwyższy autorytet czyli matka. Dlaczego więc on nie może
            komuś innemu odebrać tego, co należy to osoby okradzionej?
            • scher Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 20:13
              srebrnarybka napisała:

              > Będę jeszcze bardziej brutalna niż Verdana. Jeżeli nie oddałaś
              > synowi jego pieniędzy, które dał Ci na przechowanie, to nie możesz
              > się dziwić, że brał udział w kradzieży.

              Jeśli chodzi o to, uważam, że z verdaną przesadzacie. Sam bałbym się dać dziecku duże pieniądze w takiej sytuacji. Matka pieniędzy nie zabrała, one są w depozycie. Jak dziecko do nich dorośnie, sytuacja się wyklaruje, to je dostanie.
              • verdana Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 21:39
                Scher, mniemam, ze masz nieco mlodsze dzieci. Owszem, mozna umówic
                się z dzieckiem, ze pieniadze przechowuje mama na konkretny cel,
                albo, ze oszczedza, ale nie może zabrać calej sumy od razu bez zgody
                rodziców, albo, ze dostanie, jak dorosnie. Jesli takiej umowy nie
                ma, to nawet, jesli rodzicowi wydaje sie, ze jest rozsadny, dla
                dziecka jest to jawna kradzież. Dał matce pieniadze i matka ich nie
                chce oddać - innymi slowy, pieniadze mu "zwinęła". Nawet jesli ma
                się sto racjonalnych tłumaczeń, to dla dziecka, szczegolnie
                zbuntowanego sprawa jest jednoznaczna - dalem mamie własne,
                zaoszczedzone pieniądze, i już teraz sa jej, nie moje. Ewidentny
                przypadek kradzieży, z punktu widzenia poszkodowanego.
                Czasem lepiej, aby dziecko zużylo te pieniadze fatalnie, niż gdyby
                wiedziało, ze powierzenie matce czegokolwiek oznacza faktycznie
                utrate tego czegoś. Przyznam, ze do takiej matki nie mialabym juz
                zaufania, bo jak mozna mieć?
                Patrzysz na sprawę z punktu widzenia doswiadczonego,
                zdroworozsadkowego doroslego. dzieci tak tego nie widza. Dla nich
                zabranie cudzych pieniedzy bez zgody jest kradzieżą. I tak naprawde -
                jest kradzieżą.
                • scher Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 22:06
                  verdana napisała:
                  CytatPatrzysz na sprawę z punktu widzenia doswiadczonego,
                  zdroworozsadkowego doroslego. dzieci tak tego nie widza. Dla nich
                  zabranie cudzych pieniedzy bez zgody jest kradzieżą.

                  W opisanej sytuacji raczej się z Tobą nie zgodzę. To moim zadaniem
                  jest wpoić dziecku dorosłe, dojrzałe, zdroworozsądkowe widzenie
                  świata i uzasadnić mądrze swoje decyzje. Nie mogę natomiast ja
                  przejmować od dziecka jego infantylnego widzenia wielu spraw.

                  Argumentacji nie rozwijam, bo nie chcę zaśmiecać tego wątku
                  dygresjami.
                  • srebrnarybka Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 23:09
                    To moim zadaniem
                    > jest wpoić dziecku dorosłe, dojrzałe, zdroworozsądkowe widzenie
                    > świata i uzasadnić mądrze swoje decyzje. Nie mogę natomiast ja
                    > przejmować od dziecka jego infantylnego widzenia wielu spraw.

                    - oczywiście, ale to nie ma nic do rzeczy, tzn. do prawa własności.
                    Prawo własności na tym właśnie polega, że mogę ze swoją własnością
                    zrobić, co chcę, nawet rzecz głupią i infantylną i nikt mnie w tym
                    nie może ograniczać, o ile nie szkodzę komuś innemu. Te pieniądze
                    były własnością syna, powierzył je matce, chociaż nie musiał, skoro
                    powierzył, to miał zaufanie, że je odzyska. Jeśli matka mu nie
                    oddała, to nadużyła zaufania. A skądinąd matka powinna go wychować
                    tak, by można było się spodziewać, że pieniądze wyda mądrze. Ale nie
                    metodą ich aresztowania, tylko poprzez kształtowanie w nim
                    sensownych nawyków.
                    Co myślę o własności dzieci niebędącej własnością rodziców,
                    uzasadnię na przykładzie z mojego życia. Uczono mnie, by szanować
                    przybory szkolne, by uniknąć niepotrzebnych wydatków na kupowanie
                    nowych w miejsce zgubionych lub zniszczonych przez niewłaściwe
                    używanie. Rodzice nie byli specjalnie zamożni. Ale od różnych
                    zamożnych cioć dostawałam w prezencie różne bajeranckie długopisy,
                    był to mój ulubiony prezent. I pamiętam, jak kiedyś szłam po ulicy z
                    moim ojcem i ze źle zapakowanej torby z zeszytem na religię wypadł
                    mi piękny parker, prezent od cioci, i wpadł do studzienki
                    kanalizacyjnej. Ojciec, który już nie pamiętał, skąd długopis,
                    ochrznił mnie, że bezmyślnie gubię rzeczy, na które on ciężko
                    pracuje (pracował bardzo ciężko). I pamiętam, jak z dumą
                    odpowiedziałam, że ten długopis dostałam od cioci Luni i Ojcu nic do
                    tego, że go bezmyślnie zgubiłam, bo on był tylko mój. I mój Ojciec
                    faktycznie dał spokój, bo rzeczywiście nie miał się do czego
                    wtrącać. Długopis od cioci Luni mogłam zgubić albo spalić i to była
                    wyłącznie moja sprawa.
                    • scher Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 23:44
                      O ile wiem, majątkiem 10-latka zgodnie z prawem rozporządzają rodzice. I nie porównuj jakiegoś długopisu do znacznej, jak napisała autorka wątku, kwoty pieniędzy.
                      • srebrnarybka Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 23:49
                        Nie rozmawiamy tu o prawie, ale o wychowaniu i zaufaniu. Po drugie,
                        ile mógł 10latek oszczędzić? To może byla znaczna suma, ale na
                        możliwości 10latka. W tamtych czasach długopis parker był też
                        znaczną rzeczą i zgubienie go było oczywiście nierozsądne. Ale
                        ukarałam się za to sama, natomiast moim rodzicom nic było do tego,
                        skoro nie oni mi go kupili.
                        • scher Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 00:23
                          srebrnarybka napisała:

                          > Nie rozmawiamy tu o prawie

                          Ale prawo nie bez powodu takie jest.
                          • srebrnarybka Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 11:48
                            napisałeś, że wg prawa rodzice dysponują majątkiem dziecka do 10
                            roku życia. Syn autorki wątku właśnie skończył 10 lat.
                            • lolinka2 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 13:51
                              srebrna, jeszcze jedną kawę wypij smile

                              scher pisze "zgodnie z prawem majątkiem dziesięciolatka (...)" a nie
                              "dziecka do lat 10ciu". To ZNACZNA różnica, tym bardziej, że ten
                              przepis dotyczy nieletnich w ogóle, a więc istot poniżej 18 r.ż.

                              i wtóre: młody mógł chcieć za tę kasę zrobić krzywdę - opłacić
                              szantażystów, opłacić kolesi z bramy żeby skuli jakiegoś innego
                              gościa, kupić usługi prostytutki, kupić narkotyki, alkohol,
                              papierosy....... a skłonności do zachowań skrajnych zdają się
                              umacniać takie przypuszczenia. I tu, choć ogólnie autorkę potępiam za
                              działanie na modłę "dziecko we mgle" i kierowanie się nienawiścią i
                              żądzą zemsty na exie nawet za cenę utraty szacunku, zaufania, miłości
                              i w ogóle utraty dzieci, to jednak scher ma rację - ta kasa MUSIAŁA
                              zaczekać, aż młodzieniec wydobrzeje.
                        • net_amino Re: w sprawie kasy 13.01.09, 21:35
                          Nie macie racji!!! Nie zgadzam się z własnego doświadczenia. Kto (mający
                          zwłaszcza kłopoty z charakterem, dyscypliną, itp.) raz przehula sporą kwotę, to
                          mu zostanie na resztę życia, będzie się wstydził, żałował ale dopóki nie sięgnie
                          dna (materialnego - typu: wiązka chrustu i kapelusz do żebrania na całą zimę) to
                          wyrośnie hulaka. Wasze teorie - własność, zaufanie, trele morele są o kant ....
                          potłuc. Matka ma rację. Mówię z własnego doświadczenia.
                      • jakw Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 14:28
                        scher napisał:

                        > O ile wiem, majątkiem 10-latka zgodnie z prawem rozporządzają
                        rodzice.
                        Ale może młody by wolał, żeby jego kasą zarządzał ojciec?
                        • scher Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 15:02
                          jakw napisała:
                          Cytat CytatO ile wiem, majątkiem 10-latka zgodnie z prawem rozporządzają rodzice.Ale może młody by wolał, żeby jego kasą zarządzał ojciec?
                          A opiekę nad młodym sąd przyznał matce czy ojcu? wink
          • jakw Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 09.01.09, 21:38
            > Jestem dobrą matką i martwię się że coś mu może grozić a on
            zablokował się kompletnie i nic nie chce mówić.
            Imho jesteś pewnie tak dobrą matką, że nie uważasz za stosowne
            słuchać kogolwiek innego, pewnie nawet swojego własnego dziecka.
            Więc nie dziw się, że już nie chce nic mówić. Jeśli młody ma
            problemy z wymuszaniem i nie jest w stanie tego tobie powiedzieć to
            przede wszystkim to twoja klęska, a nie twojego exa. A jeśli młody
            chciał tylko mieć te pieniądze w ręku, a ty go olałaś ("bo ja wiem
            lepiej na co będziesz wydawał") to też się nie dziw, że nie chce
            rozmawiać.
            A temu, że wątek skupia się na twoim exie się nie dziw. Przecież
            twoje pisanie skupiało się głównie na opisywaniu jaki to ex jest
            okropny i jaką masz potrzebę ograniczenia kontaktów młodego z ojcem.
            A co mają kontakty z ojcem do ewentualnego wykorzystywania przez
            starszych kolegów? Pewnie wina exa...
            Pewnie rzeczywiście nie da się odrobić straconych lat kontaktu na
            linii ojciec - syn. Ale nie znaczy to, że należy marnować wszystkie
            następne lata na przepychanki z synem, który ciągnie do ojca.
            • vika35 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 10:10
              Nie chce rozmawiać ani ze mną ani z ojcem.Na jakim ty świecie żyjesz?W mediach
              na okrągło bębnią że jak jest jakiś poważny problem to nie ma znaczenia jak
              dobra jest matka .Blokuje się i koniec i trzeba na to czasu,terapii aby do niego
              dotrzeć.Nie ma znaczenia osoba ojca jeśli dziecko wybiera sobie starszych
              kolegów?!Właśnie że ma i to podstawowe.Dziecko szuka w nich zamiennika ojca i
              zrobi dla nich wszystko żeby zdobyć ich zainteresowanie czyli np. ukradnie lub
              jeszcze gorsze rzeczy.Duża suma jak napisałam którą syn oszczędzał z własnej
              nieprzymuszonej woli i nie chciał ich na nic wydawać nijak się ma do tego
              marnego parkera.Mój były przez 14 lat małżeństwa nie miał tylu
              oszczędności.Marni z was doradcy jeśli uważacie że 10 letnie dziecko z jakimś
              ewidentnym problemem ma prawo rządzić rodzicami.A co będzie potem? Pieniądze się
              skończą i co ?Pójdzie dalej kraść?Powiedziałam mu że umówimy się na jakąś
              konkretną sumę dziennie ale to go nie interesuje on chce wszystko A kraść zaczął
              dużo wcześniej zanim mi powiedział że chce zwrotu pieniędzy.Dodam że w domu
              niczego nie brakuje.Starszy syn nie ma z pieniędzmi żadnego problemu.Potrzebuje
              dostaje
              • joa66 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 11:06
                vika - a czy były mąż wie o wszytskich problemach syna? Jesli tak co
                mówi o wagarach, kradzieżach?

                I czy jesteście w stanie, dla dobra dziecka, spotkac się gdzieś i
                spokojnie porozmawiać? Jeżeli nie czy były zgodziłby się na wspólne
                z Tobą spotkanie u psychologa?
              • srebrnarybka Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 11:50
                jakim cudem 10latek mógł zaoszczędzić więcej niż dorosły człowiek w
                ciągu 10 lat małżeństwa? Skąd miał takie dochody? A jeżeli
                wiedziałaś, że miał, to trzeba było go przygotować do tego, by umiał
                je mądrze wykorzystać. Co zaś do parkera: nie wiesz, ile wart był
                taki parker w 1968 r., zapewne przywieziony z zagranicy lub kupiony
                w komisie. Warto czasem trochę myśleć historycnie.
                • zawilec1 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 12:38
                  Od kilku miesięcy chłopiec ma problemy ze zdrowiem psychicznym,
                  matka tu pisze, bo tez potrzebuje wsparcia, a nie wałkiem po
                  głowie... Obwiniana tylko sama moze wpaść w depresję, a wtedy nie
                  bedzie w stanie w ogóle pomóc swemu synowi. Zamisat oceniania
                  proponuje wsparcie i doradzanie, ale ona sama ma prawo zadecydować,
                  która z porad jest najwartościowsza.
                  Nie oddałabym dziecku wszystkich pieniedzy, bo wielce prawdobodobne
                  iz w takim stanie, ze starszymi kolegami wydałby je na narkotyki!
                  Słuchac intuicji i lekarzy, czytac fachowe opracowania i zadbac o
                  relaks i terapię dla siebie, bo musisz byc zdrowa i silna dla
                  swojego synka.
                  • srebrnarybka Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 13:43
                    ona sama ma prawo zadecydować,
                    > która z porad jest najwartościowsza.

                    - nikt jej tego prawa nie pozbawia, przecież jej nie znamy i nie
                    mamy możliwości w żaden sposób się temu przeciwstawić. Ale skoro
                    matka prosi o radę, to piszę, co myślę. Moim zdaniem jest to
                    klasyczna sytuacja dziecka zagubionego po rozwodzie rodziców,
                    któremu świat się zawali, a każde z rodziców ciągnie go na swoją
                    stronę i które reaguje na to zachowaniem przestępczym. I dopóki
                    rodzice nie zaczną widzieć w nim człowieka, najbardziej
                    skrzywdzonego historią, która go nie dotyczy (rozwód), a nie kartę
                    przetargową, żeby sobie wzajemnie przy pomocy dziecka dokopać, nic
                    się nie da zrobić. Mam w bliskiej rodzinie podobną sytuację, tam nie
                    doszło do przestępstw, bo dziecko było starsze w chwili rozwodu,
                    więc bardziej stabilne, ale mechanizm szkód jest podobny. Co do
                    zamknięcia w szpitalu psychiatrycznym - bardzo dla mnie wątpliwa
                    pomoc. Myślę, że pobyt w tym miejscu może być dla dziecka bardziej
                    toksyczny i więcej zaszkodzi, niż pomoże. W każdym razie nic się nie
                    zrobi bez odbudowy zaufania dziecka.
                    • verdana Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 13:48
                      Powtarzam - niepotrzebny pobyt w szpitalu psychiatrycznym, tylko
                      dlatego, ze matka nie radzi sobie z dzieckiem to zwykle
                      okrucieństwo. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym dla dziecka jest nie
                      tylko powazną trauma, ale niezmywalna (w rozumieniu wielu osob)
                      plama na życiorysie. jest to przymusowe zamknięcie dziecka, dlatego,
                      ze mama ma klopoty wychowawcze.
                      Jesli natomiast dziecko jest chore psychicznie, to nie forum, a
                      lekarze powinni dawac matce rady co robić.
                      Najdziwniejsze jest to, ze matka uznając dziecko za chore
                      psychicznie ma do niego pretensje, ze się źle zachowuje - o czysty
                      absurd. Dlatego tez sadze, ze zamknięcie dziecka w szpitalu jest
                      głównie po to, aby matka miała spokoj i czyste sumienie, a nie
                      dlatego, ze dziecko trzeba leczyć.
                      Na miejscu dziecka (o ile nie jest chore) panicznie bałabym się
                      wrocic do matki, ktora oddaje je bez wyraxnego powodu do szpitala. A
                      jesli jest wyraxny powód - to po co ten post?
                      • lolinka2 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 13:56
                        verdana, ja po swoich doświadczeniach ze szpitalem psychiatrycznym
                        dziecka (chorego autentycznie) nie oczekiwałabym w życiu sensownych
                        rad wychowawczych od lekarzy. W ciągu miesiąca słyszałam codziennie
                        same sprzeczności - gdyby spróbować wszystko wcielić w życie, to
                        dopiero rozbiłabym regularność, konsekwencje, rutynę...
                        finalnie, wobec bezradności personelu, dziecko ze szpitala zabrałam i
                        działamy z mężem na własną rękę. Jak na razie ok.
                        • srebrnarybka Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 14:11
                          Opisane przez autorkę objawy (popadnięcie w przestępcze zachowanie
                          dziecka rozdartego przez rodziców, którzy za jego pomocą próbuję
                          wyrównać między sobą rachunki) nie dowodzą w ogóle choroby
                          psychicznej, tylko ciężkich przeżyć dziecka. I zaradzić im powinna
                          jakaś rozsądna terapia rodzinna, uzdrawiająca stosunki w rodzinie po
                          rozwodzie, a nie szpital. A pobyt w szpitalu psychiatrycznym dla 10
                          latka będzie dodatkową trauną, która niczego nie rozwiąże, pogłębi
                          tylko rozdźwięk między synem a matką.
                          • lolinka2 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 14:16
                            prawda, ale prawdą jest też fakt, że personel nie wszystkich
                            oddziałów psychiatrii dziecięcej wykazuje się kompetencjami
                            wychowawczymi w codziennych kwestiach. Sądzę, że terapia rodzinna
                            mogłaby pomóc... ale o czym my rozmawiamy, skoro autorka prędzej
                            połknie własne sznurówki niż pójdzie na terapię w towarzystwie ojca
                            chłopca?
                            • srebrnarybka Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 15:42
                              ale prawdą jest też fakt, że personel nie wszystkich
                              > oddziałów psychiatrii dziecięcej wykazuje się kompetencjami
                              > wychowawczymi w codziennych kwestiach.

                              - co jeszcze wyraźniej dowodzi, że nie należy tam dziecka zamykać.

                              ale o czym my rozmawiamy, skoro autorka prędzej
                              > połknie własne sznurówki niż pójdzie na terapię w towarzystwie
                              ojca
                              > chłopca?

                              - i to jest właśnie nieszczęście. Dobro dziecka jest dla niej mniej
                              ważne niż chęć dokopania ojcu. A do dziecka ma pretensję nie tylko o
                              złe zachowanie, ale i o to, że ono szuka kontaktu z ojcem. Przecież
                              przeciwstawiny mu "dobry" 16letni brat jest dobry, bo rozumie, że
                              ojciec jest zły. Tylko uparty 10latek nie chce tego zrozumieć.
                              • lolinka2 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 15:59
                                popieram, sporo wody w rzece upłynie zanim oddziały psychiatrii
                                dziecięcej staną się miejscem, gdzie bez ryzyka demoralizacji można
                                wysłać chore dziecko i mieć pewność że pobyt tam mu istotnie pomoże w
                                sensie terapeutycznym.
                  • srebrnarybka Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 13:45
                    na jakiej podstawie twierdzisz, że pieniądze poszłyby na narkotyki?
                    O narkotykach nic autorka wątku nie pisze, myślę, że raczej 10latek
                    wydałby te pieniądze na chodzenie na jakieś kebaby i kręgle, na
                    które chodzi z ojcem.
                  • vika35 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 16:02
                    Dziękuję bardzo za miłe słowa.Masz rację weszłam na to forum aby znaleźć
                    odpowiedź choć na część pytań które mnie dręczą.Nie spodziewałam się że zostanę
                    zaszczuta jak pies przez ludzi (z jednym chyba tylko wyjątkiem )którzy nigdy nie
                    byli w podobnej sytuacji.Część nie czyta jak widzę dokładnie wszystkiego co
                    napisałam.Zjem sznurówki szybciej niż pójdę na rozmowę z byłym mężem do
                    psychologa?!Pierwszą rzeczą którą zrobiłam była wspólna wizyta w poradni.Mam z
                    nim stały kontakt od kiedy syn jest na obserwacji.Ale o tym już pisałam tylko
                    nie chciało się komuś czytać uważnie.Byłam dziś u niego i widzę poprawę i
                    właśnie odnoszę wrażenie że on potrzebował tego odosobnienia.Jest wrażliwy, ma
                    raczej słaby charakter i może sam własnymi siłami nie umiał się wydostać z tego
                    toksycznego środowiska.(Jestem pół dnia jednak w pracy i nie mogę go ciągle
                    pilnować) Dziś już bez złości porozmawiał ze mną o szkole.Coś tam już robił na
                    lekcji.Może pomalutku uda nam się wyjść na prostą.Wiem że muszę być silna teraz
                    ,choć siłę już mam od kiedy wyrwałam się z toksycznego małżeństwa.
                    • verdana Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 16:48
                      Szpital pscyhiatryczny jako miejsce odosobnienia? Kobieto, zastanow
                      sie , co piszesz - potraktowalas szpial jako dom poprawczy, nie
                      miejsce, gdzie dziecko ma byc wyleczone...
                      I moze rzeczywiscie dziecku to pomogło - zastanów sie jednak,
                      dlaczego. Czy dlatego, ze zostalo odseparowane od kolegów, czy
                      dlatego, ze zostało odseparowane od mamy, czy tez dlatego, ze
                      dostalo etykietke chorego psychicznie i chce wyjść na wolność.
                      Obieca cokolwiek, by wydostać się z więzienia.
                      I zastraszajaca jest Twoja pewność, ze jesteś dobrą matką. Prawde
                      mowiac, gdy moj syn dostał nerwicy, winilam raczej siebie, niż cały
                      świat. Nie bardzo wyszło Ci wychowanie dziecka, skoro kazdy ma na
                      niego większy wplyw niz Ty - wredny ojciec, zdemoralizowani koledzy -
                      wyglada na to, ze to oni sa dla dziecka autorytetyem, Ty zas
                      calkiem nie. Dlaczego? To, co byloby normalne dla nastolatka, dla
                      dziecka w wieku 10 lat normalne nie jest. Wyglada na dramatyczne
                      zaniedbania wychowawcze, albo rzeczywiscie - chorobe psychiczną.
              • jakw Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 14:38
                vika35 napisała:

                > Nie chce rozmawiać ani ze mną ani z ojcem.
                Czyli jest zablokowany przed rodzicami wogóle. Nadal jesteś pewna,
                że to wskutek wpływu exa? A może młody ma was obojga po prostu
                dosyć i ta cała kasa jest mu potrzebna po to, żeby wsiąść w samolot
                i uciec od was jak najdalej?

                >W mediach na okrągło bębnią że jak jest jakiś poważny problem to
                nie ma znaczenia jak dobra jest matka.
                Co ty, w mediach na okrągło bębnią o złych matkach, złych ojcach,
                pijanych kierowcach, zabójcach, wojnie w Gazie, gazie, różnych
                kryzysach. O dobrych matkach to chyba nie trąbią wogóle, co najwyżej
                o Owsiaku.


                >Nie ma znaczenia osoba ojca jeśli dziecko wybiera sobie starszych
                > kolegów?!
                Chodziło mi o to, że ex nie musi być winny wszystkiemu złemu.

                > Mój były przez 14 lat małżeństwa nie miał tylu oszczędności.
                Jak rozumiem, małżeństwo służy głównie do oszczędzania...

                >Marni z was doradcy jeśli uważacie że 10 letnie dziecko z jakimś
                > ewidentnym problemem ma prawo rządzić rodzicami.
                Ewidentnym problemem tego dzieciaka są na pewno rodzice.
                • srebrnarybka Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 10.01.09, 15:44
                  dziecko nie chciało rządzić rodzicami, tylko swoimi pieniędzmi.
                  • ab554 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 11.01.09, 00:59
                    Moj w marcu tego roku 10-letni syn dostal stowe od babci po wizycie na
                    Wszystkich Swietych , schowal... i do dzisiaj nie znalazl.Pieniadze komunijne
                    schowal i ... znalazl na szczescie po paru godzinach szukania .10 latki sa za
                    male na dysponowanie duza kasa i masz pelne prawo do rzadzenia tymi pieniedzmi
                    , przechowywania czy co tam chcesz , przynajmniej dopoki nie pojdzie normalnie
                    do szkoly i nie poprawi sie w nauce.Kupic moze sobie oczywiscie co chce , bo to
                    jego pieniadze , ale Ty masz prawo to z nim uzgodnic , wiedziec .Jestes rodzicem
                    i kierujesz jego zyciem.Jestem przerazona niektorymi babolami , ktore
                    wypowiadaly sie w tym watku.Do teraz , przyznaje , lubilam to forum .

                    Bezdzietne Babole Radza.Zgroza.Trzymaj sie dziewczyno.
                    • bi_scotti Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 11.01.09, 02:59
                      Wiekszosc problemow wychowaczych ma zwiazek z kwestia KONTROLI. W przyopadku
                      Twojego syna to sie wydaje dosc oczywiste i raczej czeste - znakomita wiekszosc
                      dzieci rodzicow, ktorzy sie rozwodza lub sa tuz po rozwodzie, ma poczucie utraty
                      kontroli nad otaczajacym Ich swiatem. Nikt Ich nie pyta o zdanie, nikt sie nie
                      liczy z Ich opinia, dzieciom wiec wydaje sie, ze nikomu na Nich nie zalezy. Z
                      tego poczucia biara sie najrozniejksze zachowania, ktore o podstaw maja prosta
                      chec zachowania choc minimum kontrtoli nad otaczajacym swiatem. Twoj syn olal
                      szkole, bo to mogl kontrolowac sam. Zwiazal sie z grupa kolegow, ktorych sam
                      wybral, bo mogl to kontrolowac. Zaobserwowal, ze moze wygrywac pewne rzeczy
                      antagonizujac Ciebie i Twojego ex-malzonka - znowu kwestia kontroli. Dal Ci
                      pieniadze, Ty Mu ich nie oddalas - utwierdzilas Go w przekonaniu, ze w
                      kontaktach z Toba On nie ma zadnego wplywu na to, cvo sie wydarzy! W podobnych
                      okolicznosciach, dziewczynki np. przestaja jesc (anoreksja) wlasnie w
                      dranatycznej walce o uzyskanie kontroli chociaz w jednej z zyciowych spraw!
                      Tak wiec kwestia kontroli to jedno.
                      Druga wazna rzecz to przyczyna-objaw-skutek. Twoj syn wyladowal w szpitalu
                      psychitrycznym. Nie piszesz jaka w koncu zostala zwerbalizowana diagnoza ale
                      jakakolwiek by ona nie byla to w przyoadku dzieci to NIGDY nie jest problem
                      wylacznie jednego czlonka rodziny. Twoj syn jest tym, na ktorym PROBLEM CALEJ
                      RODZINY uwidocznil sie najszybciej i najbvardziej wyraznie. Ale musisz byc
                      swiadoma, ze CHORY JEST UKLAD. Ty- Twoj byly maz - Twoj 16 letni syn - Twoj 10
                      letni syn - najprawdopodobnie i dziadek, i babcia, o ktorych wpsominasz - CALY
                      UKLAD potrzebuje terapii zeby wyjsc z impasu wzajemnych oskarzen, braku
                      zaufania, niecheci do wspolpracy itp. Twoj 10-latek jest jak papierak lakmusowy
                      - wskazuje swoim indywidualnymn kryzysem, ze Wy wszyscy macie problem, ktorym
                      musiecie sie zajac JUZ. Wszuyscy jestescie ofiarami tego probnlemu i
                      jednoczescie wszyscy go wciaz kreujecie! Zamkniete kolo sad
                      Nalezy tylko miec nadzieje, ze znajdziecie MADREGO, cierpliwego terapeute, ktory
                      bedzie w styanie namowiec Was WSZYSTKICH do wspolpracy. Zycze powodzenia!
                      • srebrnarybka do bi scotti 11.01.09, 10:07
                        100/100 bardzo mądry post
                    • srebrnarybka Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 11.01.09, 10:05
                      10 latek już od ładnych paru lat (co najmniej od pójścia do szkoły)
                      powinien dostawać kieszonkowe po to, by nauczyć się gospodarowania
                      pieniędzmi, w tym również ich przechowywania. Gdyby pieniądze
                      dostawał regularnie, nawet niewielkie kwoty, to po pierwsze mógłby
                      nauczyć się kalkulowania, czy opłaca mi się bardziej wydać to na
                      lody albo gumę, czy też odłożyć trochę i za 3 miesiące kupić sobie
                      jakąś fajną zabawkę, po drugie - nauczyłby się przechowywania
                      pieniędzy, bo wtedy musiałby przechowywać je stale. Jeżeli tego nie
                      potrafi, to jest Twoja porażka wychowawcza, bo nie nauczyłaś go
                      tego, co 10 latek już umieć powinien.
                      • verdana Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 11.01.09, 10:23
                        Nie ma nic bardziej kształcącego i uczacego porzadku, niz zgubienie
                        pieniedzy. Tylko dla wielu rodzicow wazniejsze sa pieniadze dziecka
                        od dziecka.
                        Nie mowiac już o tym, ze jak zdarzy mi się sporadycznie zgubic
                        pieniadze (a zdarza się i mnie i pewnie 99% dorosłych) to oczekuję,
                        ze mąż wyrazi współczucie, a nie pozbawi mnie mozliwosci
                        dysponowania wlasnymi pieniedzmi. No, ale od dzieci wymaga sie , aby
                        były doskonałe - od samych siebie - nie.
                        • srebrnarybka Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 11.01.09, 10:33
                          Z tym też się zgadzam, chociaż uważam, że 10 latek powinien już być
                          generalnie nauczony postępowania z pieniędzmi i że nauczenie takie,
                          poprzez dawanie kieszonkowego, jest obowiązkiem rodziców wynikającym
                          z faktu, że dziecko wychowują. Ale jeśli nie jest nauczone, to
                          istotnie zgubienie stówy może być dla niego bardziej pożyteczne, niż
                          jej "rozsądne" wydanie.
                          Z opisanej sytuacji wynika, że syn dyskutantki pieniądze gubi
                          regularnie, czyli w ogóle nie jest przygotowany do ich posiadania, a
                          powinien już być, co nie wyklucza "wpadek", bo wpadki zdarzają się
                          każdemu, dorosłemu też.
                          No, ale to jest element szerszego problemu: wielu rodziców w ogóle
                          nie uważa, że ich obowiązkiem jest przygotować dziecko do
                          samodzielnego radzenia sobie w życiu, tylko robienie wszystkiego za
                          dziecko i w ten sposób uważają, że są dobrymi rodzicami. To uwaga
                          ogólniejsza, wynikająca z wielu postów, ale post o zgubieniu
                          pieniędzy doskonale się w to wpisuje.
                          A co syna założycielki wątku i jego pieniędzy: jeśli te pieniądze
                          wydałby głupio albo oddał owym starszym, mitycznym kolegom, którzy
                          są złym towarzystwem, także mogłaby to dla niego być nauczka i
                          otrzeźwienie.
                  • net_amino Do srebrnej rybki 15.01.09, 10:32
                    10 latek, któremu przydarzyła się już kradzież chciał "rządzić swoimi
                    pieniędzmi"??? I ty to popierasz???

                    Pijak też nie chce rządzić rodzicami tylko swoją wódką, ale do ciebie moje słowa
                    nie dotrą.

                    Podobno jesteś psychologiem z zawodu. Nic tylko ręce łamać.
                    Ale nic, miej sobie swoje poglądy. Po prostu powiem ci, że poglądy sobie, a
                    życie sobie. Ale oczywiście, jeżeli rzeczywistość nie przystaje do poglądów,
                    należy zmienić rzeczywistość.
                    Pozdro,
                    • srebrnarybka Re: Do srebrnej rybki 15.01.09, 10:50
                      nie jestem psychologiem. A co do meritum: kradzież to właśnie
                      uniemożliwienie komuś rządzenia własnymi pieniędzmi. Dlaczego więc
                      10latek, któremu uniemożliwiono rządzenie własnymi pieniędzmi, ma
                      rozumieć, że nie wolno tego zrobić komuś innemu?
                      • scher Re: Do srebrnej rybki 15.01.09, 16:06
                        srebrnarybka napisała: Cytatkradzież to właśnie uniemożliwienie komuś rządzenia własnymi pieniędzmi.

                        Art. 95 Kodeksu rodzinnego
                        1. Władza rodzicielska obejmuje w szczególności obowiązek i prawo
                        rodziców do wykonywania pieczy nad osobą i majątkiem dziecka[...]
                        • srebrnarybka Re: Do srebrnej rybki 15.01.09, 16:11
                          pieczę tę jednak można wykonywać różnie. Matka sama napisała, że syn
                          POWIERZYŁ JEJ WŁASNE PIENIĄDZE, zatem nie musiał w ogóle tego
                          czynić. Poza tym nie pisze, by ojciec był pozbawiony władzy
                          rodzicielskiej, zatem być może syn wolałby, by to ojciec sprawował
                          pieczę nad jego majątkiem? Poza tym jeśli syn powierzył, to miał
                          zaufanie, że pieniądze te otrzyma z powrotem, gdy zechce. Nie
                          otrzymał i ma prawo czuć się okradziony.
                          • verdana Re: Do srebrnej rybki 15.01.09, 16:13
                            Majątek małżonków także jest wspólny. Jednakze, gdy dam mężowi na
                            przechowanie swoje oszczędnosci i on mi ich nie zwróci, to bedzie
                            kradzież. Nie w rozumieniu prawa, tylko moralnosci.
                          • scher Re: Do srebrnej rybki 15.01.09, 16:19
                            srebrnarybka napisała:
                            Cytatnie pisze, by ojciec był pozbawiony władzy rodzicielskiej
                            Ale decyzją sądu bieżącą opiekę sprawuje matka.

                            CytatPoza tym jeśli syn powierzył, to miał zaufanie, że pieniądze te otrzyma z powrotem, gdy zechce.
                            Nie "gdy zechce". bo zaszły ważne, wyjątkowe okoliczności.
                            - Mamo, daj mi moje pieniądze, bo jestem winien Tomkowi za narkotyki i chcę zapłacić Pawłowi za pobicie sąsiada.
                            Dajesz? wink
                            • srebrnarybka Re: Do srebrnej rybki 15.01.09, 16:22
                              gdzie w tym wątku jest mowa o narkotykach i pobiciu sąsiada? Jest
                              mowa tylko o tym, że syn uczestniczył w kradzieży.
                              • scher Re: Do srebrnej rybki 15.01.09, 16:44
                                Matka ma wątpliwości - uzasadnione! - czy dziecko chce te pieniądze
                                wykorzystać w celu moralnie dopuszczalnym.
                                • verdana Re: Do srebrnej rybki 15.01.09, 16:49
                                  Nie - matka tylko nie ufa dziecku, raczej po prostu nie wie, na co
                                  dziecko kase wyda. jesli mu nie ufa, nie nalezalo dopuszczać do
                                  takiej umowy. Matka nie ufa dziecku - teraz dziecko ma także prawo
                                  nie ufać matce. Mozna to zalatwic o wiele bardziej kulturalnie - np.
                                  powiedziec dziecku prawde "boje się, ze cię szantazuja" i obiecać,
                                  ze o ile dziecko chce sobie cos kupić - pójdzie sie razem z nim i
                                  jego pieniędzmi. Ale po prostu nie oddac cudzej wlasnosci - to JEST
                                  czyn nieuczciwy, a już na pewno w rozumieniu dziecka, ktore nie jest
                                  obeznane z kodeksem rodzinnym.
                                  Matka, bojac się o moralność dziecka sama dała mu przyklad, że
                                  powierzonego dobra można nie zwrocić. Nie jest to wychowawczo dobre
                                  posuniecie.
                                  • srebrnarybka Re: Do srebrnej rybki 15.01.09, 17:44
                                    Z postów matki zrozumiałam, że obawia się ona nie tyle tego, że
                                    pieniądze pójdą na niemoralny cel, typu narkotyki, ale, że zostaną
                                    roztrwonione, czyli po prostu nie ma zaufania do tego, czy dziecko
                                    będzie dobrze z punktu widzenia ekonomicznego gospodarowało swymi
                                    pieniędzmi. Zatem nadużycie zaufania dziecka, które być może nie
                                    chce tych pieniędzy przeznaczyć na nic niemoralnego, tylko po prostu
                                    wydać je "głupio", jest jeszcze poważniejszym uchybieniem. A poza
                                    tym matka, jeśli chce oddziaływać wychowawczo na dziecko, musi
                                    zyskać jego zaufanie. Bez wzajemnego zaufania nie ma mowy o
                                    jakimkolwiek wychowywaniu, a chyba na tym zależy matce. To, że
                                    dziecko zamknięte w psychiatryku i pozbawione własnych pieniędzy nie
                                    robi aktualnie nic złego to żaden sukces wychowawczy - jest
                                    ubezwłasnowolnione. Problemem matki powinno być to, jak przekazać
                                    dziecku dość podstawowe wartości etyczne, a tego nie zrobi się bez
                                    wzajemnego zaufania.
              • croyance Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 11.01.09, 15:49
                Vika35, syn nie jeste chory - chory jest SYSTEM, rodzina - czyli WY -
                a dzieciak jako najmlodszy jest nosnikiem symptomow, czyli wlasnie
                delegatem do terapii. W ten sposob z problemem nie musi radzic sobie
                nikt inny. Ale to nie jego probem, de facto, tylko Wasz i Waszych
                nieuregulowanych stosunkow. To, co dzieje sie z mlodym, to klasyka,
                pogadaj z jakimkolwiek psychologiem systemowym. Twoj syn nie ma
                problemu - to na nim skupiaja sie problemy SYSTEMU, ktory on, jako
                najslabsze ogniwo, wzial na siebie.

                Co wiecej, jesli system/rodzina sie nie zmieni, nie ma szans na to,
                ze jemu bedzie lepiej. Jesli jemu sie poprawi, to problem przeniesie
                sie na kogos innego - czyli np. najstarszego syna. Dzieciak jest bez
                szans sad
                • croyance Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 11.01.09, 15:54
                  To nie Ty masz 'problem z synem' i nie syn ma problem. To TY masz
                  problem, WY, i to powinno byc leczone, a nie syn - objawy syna sa
                  jak goraczka; cokolwiek z nim nie zrobisz, bedzie to leczenie
                  objawowe.
                  • marminia Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 11.01.09, 22:00
                    Nie znam diagnozy, którą wystawiono synowi w szpitalu, ale raczej
                    wygląda mi to na niedostosowanie społeczne, niż chorobę psychiczną
                    (wymieniłaś większość wczesnych objawów niedostosowania
                    społecznego!) uwarunkowane czynnikami środowiskowymi. Oczywiście
                    dobrze zrobiłaś, że szukałaś pomocy, ale myślę, że lepiej byłoby
                    syna skierować na socjoterapię, a całą rodzinę na terapię rodzinną.
                    To nie chodzi o to kto zawinił, ale o to, by każde z Was, a
                    szczególnie syn i Ty, poczuło się lepiej (nie odbieraj tego jako
                    atak, ale po prostu przemyśl, czy nie jest tak, że nieświadomie
                    walczysz nie tylko z byłym mężem (co zrozumiałe), ale też w pewnym
                    sensie z synem?). Nie jesteś temu winna (nie chciałaś przecież,
                    żeby syn miał kłopoty), ale stało się tak z Twojego i Twego męża
                    powodu. Nie broń się więc, nie walcz "przeciwko", ale walcz "o" (o
                    syna, o poczucie własnej wartości).
    • rolo12345 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 15.01.09, 00:06
      Dziesięcioletni chłopcy tak mają. Dla twego syna ojciec jest guru. I to
      prawidłowy etap jego rozwoju. On uczy się, jak to jest być facetem. Sorry, od
      ciebie się nie nauczy, bo jesteś kobietą.

      HOMOFILNY OKRES ROZWOJU PSYCHOSEKSUALNEGO - faza rozwoju poprzedzająca okres
      rozwoju seksualnego, w której dominuje zainteresowanie i fascynacja
      przedstawicielami własnej płci, a wobec płci przeciwnej odczuwana jest obcość, a
      czasami i wrogość. Jest to prawidłowa faza rozwojowa, dzięki której pogłębia się
      świadomość własnej płci i jej specyficznej inności,

      A że w waszym i jego życiu było tyle zawirowań, to biegnie to tak burzliwie.
      Sorry za dosadność: wszyscy do terapeuty - mediatora. Praca z samym dzieckiem tu
      nie pomoże. Jest najsłabszym ogniwem w Waszym rozbitym układzie, dlatego takie
      objawy. Dziecko nie powinno być delegatem do terapii, i nie w szpitalu
      psychiatrycznym, chyba że jest jeszcze coś, o czym nie napisałaś.

      DZIESIĘCIOLATKI Z NATURY SĄ SUPER FAJNE. 10 LAT MA SIĘ TYLKO PRZEZ JEDEN ROK. I
      NIGDY WCZEŚNIEJ I NIGDY PÓŹNIEJ NIE
      POWTÓRZY SIĘ NAJLEPSZY ROK DZIECIŃSTWA. TRACICIE TEN ROK BEZPOWROTNIE!!!
      • net_amino Re: do vika 35 15.01.09, 10:34
        A mnie twoja postawa przekonuje, w przeciwieństwie do głosów przeciwnych. Nie
        przejmuj się, chyba robisz dobrze.
        Pozdrawiam,
      • net_amino Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 15.01.09, 21:59
        A propos pieniędzy - widzę, że dorosłe panie nie rozumieją już co to jest
        autorytet i władza rodzicielska, a bez niej, jakże trudno wychować dziecko, żeby
        nie miało ostrych zakrętów w życiu. Rodzic i dziecko to nie jest relacja
        równoważna, rodzic to nie kumpel i w jego relacjach z dzieckiem nie jest
        najważniejsza wzajemność i równoważność. To znaczy dziecina zdeponowała u mamy
        pieniądze (w ferworze sporu obrończyniom uciśnionego deponenta nie przyszło
        dotąd do głowek pytanie, w jaki sposób dziecko weszło w posiadanie tak dużej
        kwoty: prawdopodobnie podostawało od różnych cioć i wujków, wszak jest w wieku
        pokomunijnym), których w żaden sposób nie zarobiła ciężką a uczciwą pracą (np.
        zbierając na polu kartofle - kto tego nie robił nie wie jak ciężko jest zarobić
        np. 100 zł w 3 dni, jak bardzo bolą kolana osobę nieprzyzwyczajoną do tego i
        dotyczy to nie tylko 10 latka ale i starszych okazów, którym już wolno w
        majestacie prawa pracować). Pieniądze, mimo że dziecko to w żaden sposób ich nie
        zarobiło (idę o zakład, że nawet 20 zł z tej sumy nie zarobiło), matka
        potraktowała UCZCIWIE, to znaczy nie kupiła za to np. nowych okien do domu -
        chociaż poniekąd w domu tym też mieszka i dziecko i jeżeli dom potrzebuje
        naprawy, to dlaczego nie mają się do tego dołożyć wszyscy w nim mieszkający?
        Zwłaszcza, skoro waszym zdaniem dziecko jest na tyle dorosłe, aby dysponować
        pieniędzmi, które otrzymało? Nie przyszło to paniom do głowy? Tylko jako lokatę
        na jego przyszłość. Ale widzę, że paniom argument kształtowania charakteru,
        czego przyzwolenie na wydanie bez sensu kwoty nieproporcjoalnie dużej i której
        już potem łatwo a być może nigdy nie osiągnie jest absolutnym przeciwieństwem,
        ten argument paniom nic nie mówi. Zamiast tego w stosunku do 10-latka, który ma
        nieukształtowany charakter, natomiast wielkie z nim kłopoty - czyli umiejętność
        przezwyciężenia doraźnych zachceń i niechceń w imię bardziej długofalowych
        celów, którego kształtowanie jest właśnie zadaniem rodzica i które vika moim
        zdaniem bardzo dobrze rozumie, mimo że ma na tym polu liczne przeszkody,
        wytaczacie argumenty jak wobec klienta banku: no patrzcie, wpłacił, a nie może
        dostać z powrotem.
        Dlaczego nie polecicie do Monaru i nie staniecie w obronie różnych innych,
        którym a to pójść nie pozwolą, gdzie by chcieli, a to różne inne rzeczy każą i
        też po główce nie głaszczą? A jak oni z nimi niesprawiedliwie postępują tam.
        Niektórzy to wręcz tego nie mogą wytrzymać i słusznie, wszak zdobyć zaufanie to
        trzeba się starać, a nie rozkazywać i zabraniać, tak?
        Oni też nie lubili się uczyć, uważali że mogą sobie różne rzeczy popożyczać i
        nie oddać i nie mieli innego pomysłu na spędzenie wolnego czasu i wiele wiele
        usprawiedliwień dlaczego tacy są.

        ja po prostu podziwiam jak rozmaite aktualnie modne teorie niektórym i to
        matkom, jak mniemam, po prostu zrobiły dziurę w mózgu. Poczytajcie sobie bajkę
        Andersena o gołym królu bo to o was (to znaczy wy nie jesteście tym dzieckiem).

        Vika bardzo prawidłowo rozumuje i ja też nie uważam, aby rolą rodzica było
        siedzieć i patrzeć jak się dziecko stacza i jeszcze mu w tym staczaniu
        dopomagać dostarczając na to środki. Bo siły i chęć do zmiany to się ma dopiero
        jak się jest na dnie. Tylko że nie każdemu się potem udaje od tego dna odbić, z
        różnych przyczyn. A żal o zmarnowanie kawału życia i zdrowia, które potem się
        nie dostanie z powrotem, potem nie wiadomo do kogo mieć. Pewnie do rodziców,
        którym mundre panie na forum mózg lasowały, że ojciec pijak to tak samo dobry
        wychowawca, bo choćby pił i psuł, to cokolwiek matka powie to pewnie zżera ją
        zazdrość. Albo odmienianie słowa terapeuta przez wszystkie przypadki. Terapeuta
        to na pewno na koniec sesji wystawi rachunek - to jest pewne. A tak samo jak
        lekarz i każdy inny człowiek jeden drugiemu nie równy: jeden pomoże, a drugi
        zaszkodzi. Najlepszym terapeutą to jest własny zdrowy rozum, którego jak widać
        wielu osobom rozpaczliwie potrzeba, a nie mają skąd wziąć - na koniec serialu w
        TV nie rozdają za darmo.
        • srebrnarybka Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 15.01.09, 22:19
          Obie panie (sądzę, że i Verdana też, chociaż nie mogę mówić w jej
          imieniu) rozumieją, co to jest autorytet i władza rodzicielska,
          tylko gołym okiem widać, że autorka wątku żadnego autorytetu u
          dziecka nie ma i w sposób, jaki opisuje, tego autorytetu nie zyska.
          Im dziecko starsze, tym bardziej autorytet powinien opierać się na
          zaufaniu i coraz większym współdecydowaniu dziecka o swoich
          sprawach. A dziecko powinno być od najmłodszych lat rozumnie
          przygotowywane do coraz większej samodzielności. W opisanej sytuacji
          matka zyska tyle, że przez parę miesięcy syn będzie uwięziony w
          szpitalu i wtedy unieszkodliwiony. Natomiast straci u dziecka
          wszelki autorytet i wszelką możliwość oddziaływania na jego
          charakter i przekazywania mu jakichkolwiek wartości i nie powstrzyma
          go przed staczaniem się.
          • lolinka2 Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 16.01.09, 09:36
            srebrna, zgadzam się w tym aspekcie.
          • verdana Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 16.01.09, 16:38
            Hm, brutalnie mowiąc - dziecko wychowywane przez matkę, ktora
            zabiera mu pieniadze, autorytet podpiera pomstowaniem na ojca
            dziecka, kontroluje dziecko bezustannie i zamyka je - nie wiadomo
            dlaczego w szpitalu psychiatrycznym - własnie sie stacza i to szybko.
            Moje dzieci wychowane w stosunkowo liberalnej rodzinie, gdzie do
            utrzymania autorytetu nie potrzebowałam zabierac dziecku pieniędzy,
            nawet sie nie buntowaly i nie buntuja.
            Autorytet to nie stała kontrola, dysponowanie wlasnoscia dziecka i
            nie zwracanie uwagi na to, na czym mu zalezy. Terror to nie
            autorytet - jak widać.
            • bi_scotti Re: 10-latek:bunt?depresja?załamanie? 16.01.09, 19:44
              Do powyzszego postu Verdany dodam jeszcze, ze nawet zakladajac, ze
              rodzic ma prawo do "oswieconego absolutyzmu" jako metody wychowania,
              istotny jest ten przymiotnik "oswiecony" a raczej nalezaloby
              powiedziec "oswiecajacy". Dziecku nalezy wytlumaczyc swoje racje -
              oswiecic je dlaczego pewne decyzje, w danym momencie przykre badz w
              jego mniemaniu bezsensowne, rodzic podejmuje i dlaczego ten rodzic
              uwaza je za sluszne. Tlumaczenie dziecku swoich decyzji NIE JEST
              tlumaczeniem sie przed dzieckiem! Jest natomiast uczeniem dziecka,
              ze sa skutki i przyczyny, ze nalezy kierowac sie logika i wyciagac
              wnioski, ze jestesmy od siebie wzajemnie zalezni i ze z rodzicem
              ZAWSZE mozna porozmawiac NAWET jezeli NIE ZAWSZE da sie zmienic
              rodzica decyzje! To jest zdecydowanie bardziej PRAKTYCZNE podejscie
              do wychowania (nawet, a zwlaszcza, jesli kwestia autorytetu rodzica
              jest dla danej osoby sprawa zasadnicza!) niz postawa typu "nie bo
              nie" albo "ja mam racje, bo jestem mama/tata". Posiadanie racji nie
              zwalnia nikogo z wylozenia jej w sposob jasny i zrozumialy, i
              wlozenia wysilku w wytlumaczenie tej racji dziecku, ktore ja
              kwestionuje.
              Jesli chodzi o te nieoddane pieniadze to jest zapewne prawdopodobne,
              ze Mlody nie wydalby ich sensownie i byc moze autorka watku miala
              racje zatrzymujac (chwilowo!) sume, ALE sposob w jaki wyegzekwowala
              te swoja racje wola o pomste do nieba! Mozna wrecz powiedziec, ze
              swoja postawa w tej sprawie zrobila wiecej krzywdy niz pozytku w
              calym procesie wychowania, a przede wszystkim w komuniklacji ze
              swoim synem, z ktorym juz i tak nie miala ostatnio jakichs swietnych
              ukladow.
              Czy tego chcemy, czy nie, jako rodzice uczymy i wychowujemy GLOWNIE
              przez swoj wlasny przyklad. I tego nie mozna zapominac. Jesli chce
              zeby moje dzieci byly uczciwe, najpierw JA MUSZE byc uczciwa. Jesli
              chce zeby mi ufaly, najpierw JA MUSZE okazac Im zaufanie. Jesli chce
              zeby jadly szpinak, sama MUSZE zjadac go ze smakiem wink Inaczej sie
              po prostu nie da wychowac przyzwoitego czlowieka... No chyba, ze sie
              chce wychowac nieprzyzwoitego wink
              Ciagle jestem ciekawa jaka byla ta faktyczna diagnoza w szpitalu
              psychiatrycznym ale autorka watku juz sie jakis czas nie odzywa wiec
              moze jest lepiej i poswieca czas synkowi. Miejmy nadzieje, ze z
              pozytkiem dla wszystkich zainteresowanych smile
Pełna wersja