azile.oli
12.02.09, 09:10
Mój syn chodzi do pierwszej klasy gimnazjum. Jest bardzo dobrym
uczniem, ogólnie zdolny chłopak. W szkole uczy się niemieckiego, z
któtego ma 6. Może nie ma szczególnych zdolności językowych, ale
niemiecki lubi, pisał próbny test po gimnazjum, napisał na max.,
pisał próbną maturę - wynik powyżej średniej. Angielski miał w
szkole podstawowej (były dwa języki obce), ale podstawowym był
niemiecki. Dodatkowo razem z córką uczą się od 5-ciu lat
niemieckiego prywatnie, od 3 również prywatnie angielskiego. Ale mój
syn tego angielskiego nienawidzi, wiem, że problem ma korzenie w
podstawówce, tam była beznadziejna anglistka, na dodatek bardzo
niesympatyczna. Obecnie uczą się angielskiego tylko w domu, pani
miła, dużo łagodniejsza niż korepetytorka z niemieckiego, mimo to
dalej woli niemiecki. Córka zresztą też, ale ona rozumie potrzebę
znajomości tego języka. Syn zaczął się też skarżyć , że
korepetytorka słabo tłumaczy, spytałam córki- potwierdziła, ale w
sumie nie narzekała specjalnie. Obiecałam, że od września poszukam
kogoś innego, widocznie materiał bardziej skomplikowany i pani sobie
nie radzi. No ale mojemu synowi to też nie odpowiada, czyli głównym
problemem jest to , że ten angielski jest nieodwołalny.
Wymyślił ostatnio, że chce się uczyć gry na gitarze, jest taka
możliwość w szkole. W sumie z całej rodziny tylko on wykazuje jakieś
zdolności muzyczne, więc czemu nie? No , ale mój syn wymyślił, że to
będzie zamiast angielskiego. Więc go oświeciłam, że jedyne zajęcia
dodatkowe, jakich nie odpuszczę to właśnie zajęcia językowe.
Oboje z córką mają sporo zajęć, 3 razy w tygodniu treningi, w
pozostałe 2 - języki, ale na dobrąś sprawę te treningi uwielbiają i
to dla nich rozrywka po wysiłku umysłowym, po drugie tak szybko się
uczą, że na dobrą sprawę mogą sobie jeszcze pozwolić na jakieś
hobby.Powiedziałam synowi, że może próbować różnych rzeczy, ja mu
kupię potrzebny sprzęt, jeśli będzie chciał, opłacę prywatne lekcje,
ale angielski musi przeboleć.
Tym bardziej, że te lekcje angielskiego odbywają się w takich
godzinach, że nie kolidują mu z niczym. On wymyśla cuda, że chciałby
się uczyć rosyjskiego, włoskiego, hiszpańskiego, byle nie
angielskiego. No nie wiem, jak do chłopaka dotrzeć, niby poważny,
odpowiedzialny, a zachowuje się jak dziecko. Córka też nie lubi
angielskiego (za niemieckim przepada, świetnie mówi w tym języku),
ale rozumie potrzebę uczenia się tego nielubianego, bo po pierwsze i
tak ją to może czekać w szkole średniej, po drugie pojmuje, że
będzie on jej przydatny w życiu. Jak rozmawiać z tym chłopakiem? On
jest głęboko nieszczęśliwy , jak dla mnie z durnego powodu.
Ja nie odpuszczę, zmienię korepetytorkę, choć dla mnie nie ona jest
powodem niechęci, ale sygnał dany mi przez córkę jest cenny.