tiny
07.12.03, 09:09
nasz synek - 5,5 roku. jak w temacie.
gra w chińczyka - od jakiegos casu stala sie koszmarem, również dla dziadków,
którzy przychodza w odwiedziny. Synek namawia wszystkich do gry, a w razie
"zbitego" pionka, przegranej - histeria włacznie z groźbami "ja wszystko rozwalę".
wczoraj na mikołajki dostał grę polegająca na układaniu pingwinów na ruchomym
lodowcu. Zabawa przednia dla całej rodzinki. ale wystarczyło, że jego
pingwinek spadł do "wody" - i tragedia. szlochał przez pół godziny w łózku, że
on nic nie umie...
i na nic były tłumaczenia, że pięknie czyta, uczy sie pływać jest madry,
kochany, że wszystkiego trzeba się nauczyć i nie da się być we wszystkim
"naj"... Usnął w moich ramionach spłakany.
na co dzień jest pogodny, kochany, chociaż bardzo lubi dominować. Ma duzą
wiedzę i jest pomysłowy, więc próbuje narzucać innym swoja wolę. mam wrażenie,
że on po prostu każde niepowodzenie traktuje jak straszną porażkę. nawet jak
posprzecza isę z kolegami, to opowiada o tym tak, jakby wszyscy go odrzucali i
nikt nie lubił. konsultowałam to z panią w przedskzolu - podobno problemu nie
ma, bawi się ładnie, a że czasami ise posprzecza - to normalne...
Jak mu pomóc, żeby nie zaszkodzić?

)))))