Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klasie...

07.06.09, 09:56
Moje dziecko(kl.5) zostało przyłapane na ściąganiu podczas kartkówki
.Nauczyciel zabrał kartkę,postawił jedynkę i oczywiście nie mam nic przeciwko
temu,bo syn zrobił źle,więc jedynka Mu się należała,ale podczas rozmowy
telefonicznej poprosiłam nauczyciela o łagodne potraktowanie syna ze względu
na Jego silną nerwicę,leczenie u kardiologa i wysokie ciśnienie jakie ma moje
dziecko.Następnego dnia nauczyciel kazał wstać mojemu dziecku i przy całej
klasie opowiedział o nerwicy,o moim telefonie i do tego straszył dziecko,że
nerwicę to dopiero On Mu zrobi w szóstej klasie.
Co robić? Dzieci tego samego dnia wyzywały syna od psychicznie chorych
itp.Nauczyciel w ogóle nie poczuwa się do winy,mówi,że to nie Jego wina,że
dzieci tak to interpretują,wciąż wraca do tematu ściągania,a nie dociera do
Niego,że o chorobie powiedziałam Mu w zaufaniu.
    • fogito Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 10:33
      Poszłabym do dyrekcji i złożyła skargę na piśmie na nauczyciela.
      Oczywiście napisaną na spokojnie w domu. Nauczyciel nie ma prawa
      upokarzać dziecka przed innymi ani też przekazywać poufnych
      informacji nikomu postronnemu a tym bardziej dzieciom.
      Masz nauczkę na następny raz, że takich spraw się przez telefon nie
      załatwia i że sprawy zdrowotne dziecka lepiej jest omówić na
      początku.
      • aluc Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 10:49
        zgadzam się w całej rozciągłości

        z drugiej strony - nie mam pojęcia, w jaki sposób nerwica może
        usprawiedliwiać ściaganie
        • betta_6 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 11:39
          aluc napisała:

          > zgadzam się w całej rozciągłości
          >
          > z drugiej strony - nie mam pojęcia, w jaki sposób nerwica może
          > usprawiedliwiać ściaganie

          Absolutnie nie usprawiedliwiam ściągania,w domu wszystko dziecku wyjaśniłam,że to źle,że tak nie wolno.Chodzi mi teraz o to,że mojemu dziecku dokuczają w klasie z tego powodu(na przykład popchnął Go chłopiec i mówi" o sory przecież masz nerwicę,pewnie będziesz zaraz ryczał haha)Przecież choroba to sprawa nie do rozgłaszania,a nauczyciel opowiedział o tym z premedytacją i do tego straszy dziecko co Mu zrobi w następnym roku szkolnym.
          • azile.oli Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 12:41
            Nauczycielka postąpiła karygodnie i paskudnie. Trzeba to z nią
            załatwić, być może interweniując u dyrekcji.
            Ale nie obraź się, tak naprawdę to zrobiłaś dziecku najgorszą z
            możliwych przysług. O problemach zdrowotnych, w tym też
            emocjonalnych, informuje się nauczyciela na początku roku, a Ty to
            zrobiłaś w najgorszym z możliwych momentów, kiedy młody ewidentnie
            zawinił. Zabrzmiało to , jak próba tłumaczenia go. Jako dla
            nauczyciela byłoby dla mnie dziwne, gdyby dziecko miało poważne
            problemy zdrowotne, wymagało czasem ulgowego potraktowania, a ja
            dowiedziałabym się o tym w sytuacji, gdy złapałam tegoż ucznia na
            oszustwie.
            Niemniej jednak nauczycielka nie miała prawa poinformować całej
            klasy o tym, co Ty jej powiedziałaś telefonicznie ( wogóle zachowała
            się fatalnie), ale miej nauczkę, takich spraw nie załatwia się
            telefonicznie.
            • green_sofia Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 14:00
              sama skarga nie wystarczy. To karygodne zachowanie a skarga spłynie
              po nim jak po kaczce. Trzeba doprowadzić do nagany z wpisem do akt,
              a najlepiej do zwolnienia w następstwie powyższego. Za moich czasów
              nauczycielka przy całej klasie powiedziała ze mnie nienawidzi inie
              moze na mnie patrzeć. Moja mama tak własnie załatwiła sprawe.
              Dyrekcja, nagana, kuratorium, zwolnienie. I zapamięta do konca
              życia smile
              • aduerin Re: to za malo 19.06.09, 19:29
                green_sofia napisała:

                > sama skarga nie wystarczy. To karygodne zachowanie a skarga
                spłynie
                > po nim jak po kaczce. Trzeba doprowadzić do nagany z wpisem do
                akt,
                > a najlepiej do zwolnienia w następstwie powyższego. Za moich
                czasów
                > nauczycielka przy całej klasie powiedziała ze mnie nienawidzi inie
                > moze na mnie patrzeć. Moja mama tak własnie załatwiła sprawe.
                > Dyrekcja, nagana, kuratorium, zwolnienie. I zapamięta do konca
                > życia smile
                nie, nie, to zdecydowanie za mala kara. Wbic na pal, a nastepnie
                spalic na stosie!
                lecz sie, sofia...
                a co do sprawy - nauczyciel postapil skandalicznie, tak samo jak
                autorka watku - czego chcialas? zeby nauczyciel skreslil jedynke, bo
                sie znerwicowane dziecko zdenerwuje? Zenada z obu stron!
            • betta_6 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 14:06
              Kochani,ale o nerwicy mojego dziecka nauczyciel wiedział od pierwszej klasy,bo
              ów nauczyciel to jednocześnie wicedyrektor szkoły.W pierwszej klasie zwracałam
              się z prośbą o zmianę klasy synowi,gdyż po podziale zerówki tak się złożyło,że
              bliżsi koledzy mojego dziecka znaleźli się w innej równorzędnej
              klasie.Poprosiłam wtedy o przeniesienie i informowałam o poważnej nerwicy,ale
              dostałam odpowiedź odmowną.Przez te kilka lat w tej szkole miałam już różne
              sytuacje,na które musiałam reagować,ale teraz uważam,że moje dziecko zostało
              skrzywdzone.Wiem,że podchodzę do tego bardzo emocjonalnie i Wy pewnie widzicie
              te sprawę troszkę inaczej.Wiem też,że muszę coś zrobić.... .
              • mruwa9 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 14:13
                IMHO zadnych ustnych wyjasnien. Wszystko na pismie- oficjalna skarga
                do zwierzchnika nauczyciela (dyrekcja+kurator). Przy probie
                ukrecenia sprawie lba pozostaje jeszcze 4. wladza.
                Zanim cos napiszesz, przemysl dokladnie, zeby bylo rzeczowo i
                konkretnie, a nie emocjonalnie. To wazne, zebys nie zostala odebrana
                jako histeryczna matka-pieniaczka, tylko aby do merytorycznej skargi
                odniesiono sie rowniez merytorycznie. Na pewno nie powinno sie
                pozostawic takiej sprawy nierozwiazanej, zbyt karygodne to bylo.
              • fogito Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 14:34
                W takiej sytuacji należy złożyć jednocześnie skargę na piśmie do
                dyrekcji i do kuratorium. Niech przy pisaniu pomoże ojciec. Musi być
                rzeczowo i na temat. Żądaj zwolnienia nauczyciela, bo szykanuje i
                ośmiesza dziecko publicznie. Bądź twarda i nie daj się. Masz prawo
                żądać wywalenia go ze szkoły. Moja mama, kóra sama jest nauczycielem
                często musiała interweniować w mojej podstawówce w kuratorium, bo
                działy się tam rzeczy skandaliczne. Trzeba być twardym i pewnym
                swoich racji. Nikt nie ma prawa naruszać godności dziecka
                niezależnie od jego przewinienia.
                • betta_6 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 16:26
                  Dziękuję Wam serdecznie za podpowiedzi.Już piszę to pismo-skargę.Boję się
                  tylko,że inni nauczyciele w wyniku solidarności koleżeńskiej mogą odgrywać się
                  na moim dziecku w nowym roku szkolnym.
                • mgla_jedwabna Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 08.06.09, 00:39
                  Niech przy pisaniu pomoże ojciec. Musi być
                  > rzeczowo i na temat.


                  Czy ty sugerujesz, że dorosła kobieta, umiejąca się wypowiadać (jak wnioskuję z posta otwierajacego wątek) nie potrafi napisać vzegos takiego? I musi jej pomagać ojciec dziecka? Co chcesz przezto powiedzieć - że jak bez męskiej pomocy, to na pewno będzie od rzeczy i nie na temat?

                  I dziwią sie potem takie, że nikt ich poważnie nie traktuje i są dyskryminowane.
              • mariefurie Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 17:54
                Sciąganie, jednoznacznie - naganne. Jest to po prostu oszustwo.

                Zachowanie nauczyciela - karygodne. Nie dziwie sie, ze podchodzisz do tego
                emocjonalnie, masz pelne prawo. Nawet jakby to był sam bog a nie tylko
                wicedyrektor, zrob wszystko, aby Twoje dziecko nie mialo z tym czlowiekiem do
                czynienia nigdy więcej.
                Zrób, jak podaje w swoim przykładzie green-sofia. Ja bym tak zrobiła. Dokładnie tak.

    • scher Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 17:30
      Najpewniej nauczyciel potraktował twój telefon jako próbę usprawiedliwienia dziecka i chęć uniknięcia kary. Może twoje potępienie ściągania nie było dość wyraziste? Czy w rozmowie z nauczycielem zapowiedziałaś, że wyciągniesz konsekwencje wobec syna?
      • fogito Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 18:11
        Cokolwiek matka powiedziała lub nie, to nauczyciel nie ma żadnego
        prawa ośmieszać dziecka a juz tym bardziej robić tego publicznie na
        forum klasy. Co nie zmienia faktu, że ściagać tez nie wolno. Ale w
        tym wypadku wystarczyło zabranie kartkówki i ostrzeżenie.
        • scher Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 18:27
          fogito napisała:
          CytatCokolwiek matka powiedziała lub nie, to nauczyciel nie ma żadnego prawa ośmieszać dziecka
          Staram się tylko zrozumieć, jak do tego doszło. Najwidoczniej nauczyciel nie uwierzył w nerwicę i potraktował to jako próbę uniknięcia odpowiedzialności. W tych okolicznościach trudno jego zachowanie interpretować jako zamiar ośmieszenia dziecka. Chciał tylko napiętnować oszustwo.
          • fogito Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 18:40
            No wybacz scher, ale w żadnych okolicznościach nauczyciel nie ma
            prawa upokarzać ucznia przed całą klasą. Zachował się na poziomie 5
            latka a nie dorosłego człowieka i na pewno nie powinien pracować z
            młodzieżą. Sytuacja powinna zostać wyjaśniona w trójkacie matka
            dziecko i nauczyciel.
            • bi_scotti Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 18:51
              W opisanych okolicznosciach zrobilabym wszystko, co prawnie mozliwe aby
              nauczyciel stracil prace i prawo do wykonywania jej na co najmniej kilka lat!
              Zachowal sie karygodnie i o ile dla sciagajacemu 5-latkowi (!!!) mozna wciaz
              wiele wybaczyc, o tyle doroslemu profesjonalisci (???) takich zachowan sie nie
              wybacza. Nie znam polskiej rzeczywistosci ale w moim kraju pisma poszlyby do
              principal (odpowiednik dyrektora szkoly), board of education (kuratorium?) i
              przede wszystkim do teachers' college czyli instytucji wydajacej nauczycielom
              licencje do wykonywania zawodu. Ta ostatnia instytucja jest zreszta BARDZO
              wrazliwa na skargi uczniow i nauczycieli i kazdy nauczyciel bardzo sie strzeze
              przed tego typu skargami, bo ZAWSZE sa rozpatrywane bardzo dokladnie i niejeden
              nauczyciel stracil licencje na rok, dwa, piec, na zawsze wlasnie z powodu
              nieodpowiedniego zachowania w klasie. Nawet zwiazki zawodowe nie sa czesto w
              stanie wybronic nauczyciela przed konsekwencjami mimo, ze zwiazki sa u nas
              bardzo silne i wplywowe, ale publiczne osmieszenie ucznia to czysty skandal
              (niezaleznie od powodu!).
              Mam nadzieje, ze uda Ci sie doprowadzic do surowego ukarania tego nauczyciela.
              • arwena_11 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 19:38
                Zawsze można zgłosić sprawę do prokuratury, bo to podpada pod
                mobbing. Ciekawe jaką minę będzie miał pan wicedyrektor, jak
                dostanie wezwanie na przesłuchanie jako oskarżony.

                Nie można bezkarnie ośmieszać i upokarzać dziecka.

                Do Scher

                Czy jesteś nauczycielem, albo masz jakiś w rodzinie? Strasznie ich
                bronisz. Zwłaszcza wtedy, gdy są bezsprzecznie winni.
                • scher Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 21:34
                  arwena_11 napisała:
                  CytatZawsze można zgłosić sprawę do prokuratury, bo to podpada pod mobbing.
                  Nie przesadzaj, nie podpada to pod żaden art. kk.

                  CytatNie można bezkarnie ośmieszać i upokarzać dziecka.
                  Ale można piętnować zły czyn. Ja zachowanie nauczyciela odebrałem w tych kategoriach: potępienie ściągania oraz próby mataczenia (kłamstwo - w mniemaniu nauczyciela - o nerwicy) w celu uniknięcia odpowiedzialności.
                  • mariefurie Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 21:54
                    Scher, autorka powiedziała, ze zglaszała na początku roku zdrowotne problemy
                    dziecka. W zwiazku z tym ( a nawet i bez związku), tylko w ogóle, nauczyciel
                    NIE MA PRAWA w ten sposob potraktować ucznia, cokolwiek by ten zrobił nagannego.
                    Sciąga? - zabiera sie dziecku kartkę , bez prawa do poprawy sprawdzianu. I
                    sprawa zamknieta. Oceną "1" uczeń zostanie ukarany.Tj oceniony zgodnie z wiedzą
                    (jej brakiem), do tego naganne zachowanie za oszustwo. I tyle.
                    Uprawianie przez pedagoga, de facto, mobbingu - jest karalne. I nie miesci się w
                    zadnej etyce, nie tylko pedagoga, lecz w ogole - ludzkiej, szeroko pojętej.
                    Trzeba pamiętać, ze dorosły człowiek ZAWSZE jest w stanie zgnębić małego
                    człowieka, i trzeba zdawać sobie sprawę z konsekwencji tego typu zachowań.
                    Pedagog nie jest od tego by rywalizować z dzieckiem w kwestii "kto silniejszy,
                    ja- czy twoja mama", tylko jest od nauczania i - i WYCHOWANIA! Przykład, jaki,
                    chcący czy nie dał dziecku - jest poniżej krytyki.
                    Niestety, w tym przypadku nauczyciel dał plamę. Zachował się miałko,potem podle
                    i - powinien ponieść konsekwencje.
                    • scher Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 22:02
                      Ja uznaję twoje argumenty. Niemniej jednak nie jestem w stanie ocenić sytuacji i postawy nauczyciela jednoznacznie w kategoriach czarno-białych. Dla mnie jest tam wiele odcieni szarości.
                      • nangaparbat3 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 23:26
                        Sprawa jest doskonale czarno-biala, jak rzadko kiedy. Nikt nie ma prawa
                        upubliczniac wiedzy o stanie zdrowie kogokolwiek.
                    • mamagapka do: mariefurie 12.06.09, 17:11
                      kochana, jedynką uczeń nie została ukarany bo jedynka to ocena a nie
                      kara. ukarany to mógł zostać upomnieniem nauczyciela. nawet na forum
                      klasy (ściągnie należy tępić od małego), ale na pewno nie w takiej
                      formie w jakiej tewn nauczyciel to zrobił. powinien powiedzieć po
                      prostu: tomku/grzesiu/janku, ściągać nie należy wiecie o tym wszyscy
                      dobrze, w zwiazku z tym dostajesz jedynkę i niech to będzie nauczką
                      dla ciebie a przestrogą dla innych. wystarczyłoby w zupełności.

                      natomiast nie rozumiem dlaczego autorka postu do tego nauczyciela
                      dzwoniła. dziecko dostało jedynkę, sprawa zamknięta. po co dzwoniła,
                      mówiła o nerwicy (o której nauczyciel wiedział), prosiła o łagodne
                      potraktowanie? to znaczy co? miał ten nauczyciel jedynki jednak nie
                      wstawiać? czy co? to wygląda jednak na mataczenie, niestety.
                      • mariefurie Re: do: mariefurie 12.06.09, 17:27
                        Ale dlaczego to akurat do mnie skierownae?

                        Wydaje mi się, ze mamy calkiem zgodne zdanie w tej kwestii. Nie chce mi sie
                        szukac wprawdzie, ale powiedziałam wcześniej gdzies sama, ze ode mnie dziecko
                        dostałoby wpi...l za ściąganie.
                        I ze matak chłopca niepotrzebnie "wyjaśniała" sytuację, bo, jesli o mnie chodzi,
                        w takim przypadku NA PEWNO niczego bym nie wyjaśniała. I nie usprawiedliwiala.
                        Jedno (choroba) z drugim (ściąganie) nie ma nic wspolnego.
                        Inna sprawa, nie musiałabym swojego dziecka opieprzac, bo moje dziecko nie
                        sciąga. Mało tego,- nie czyta również streszczeń, tylko czyta książki. Bo sa
                        takie zasady, w domu, i już.
                        Nie wiem, dlaczego się mnie uczepilaś. Swoje zdanie bowiem wyraziłam w kilku co
                        najmniej postach w tym wątku.
                        • scher Re: do: mariefurie 12.06.09, 19:59
                          mariefurie napisała:
                          Cytatpowiedziałam wcześniej gdzies sama, ze ode mnie dziecko dostałoby wpi...l za ściąganie.
                          I ze matak chłopca niepotrzebnie "wyjaśniała" sytuację, bo, jesli o mnie chodzi, w takim przypadku NA PEWNO niczego bym nie wyjaśniała. I nie usprawiedliwiala. Jedno (choroba) z drugim (ściąganie) nie ma nic wspolnego.

                          Cytatnie czyta również streszczeń, tylko czyta książki. Bo sa takie zasady, w domu, i już.
                          Widzę, że mamy podobne zasady w wychowaniu dzieci. smile
                      • betta_6 Re: do: mamagapka 12.06.09, 21:47
                        > natomiast nie rozumiem dlaczego autorka postu do tego nauczyciela
                        > dzwoniła.

                        To nie ja dzwoniłam,tylko nauczyciel i kazał synowi poinformować mnie co
                        zrobił,a że moje dziecko było zapłakane i nie mogło nic powiedzieć(a do
                        płaczących z byle powodu nie należy) zaniepokojona tak właśnie nauczycielowi
                        powiedziałam.
                        A tak w ogóle to im więcej o tym myślę,a wciąż to rozpamiętuję,to żałuję że tak
                        mało zrobiłam,po tym jak za dwa dni wychowawczyni szarpała syna na korytarzu
                        powinnam to zgłosić do kuratorium,a nie tylko do dyrekcji,może oszczędziłabym
                        nerw i poniewierania następnego dziecka.
                  • arwena_11 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 08.06.09, 14:15
                    Scher, jak najbardziej podpada to pod mobbing ( przeczytaj
                    definicję ). Paragrafy dotyczące mobbingu są np. w prawie pracy.
                    Stosunek uczeń - nauczyciel, co prawda pod kodeks pracy nie podpada,
                    ale spokojnie można poszukać odpowiednich regulacji.

                    Za obrażanie kogoś publicznie też są paragrafy, i można wytoczyc
                    sprawe cywilną.

                    Rozmawiałam na ten temat z moim mężem ( jest prawnikiem ), i
                    powiedział, że gdyby naszemu dziecku ktoś zrobił taką krzywdę, to
                    nawet chwili by nie czekał ze zgłoszeniem sprawy do prokuratora.
                    Jakby nie wyszło ( bo by nieuznali np oczywistych spraw ), to z
                    powództwa cywilnego mozna sprawę spokojnie wytoczyć.

                    Myślę, ze nauczyciele muszą się w końcu dowiedzieć, ze nie są
                    bezkarni. Że nie wszystko im wolno.
                    • scher Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 08.06.09, 16:49
                      arwena_11 napisała:
                      CytatRozmawiałam na ten temat z moim mężem (jest prawnikiem)
                      Zapytaj męża, czy za godziwe wynagrodzenie podjąłby się obrony tego nauczyciela przed sądem. Zaręczam, że znajdzie mnóstwo argumentów na jego korzyść. wink
                      • arwena_11 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 08.06.09, 17:14

                        NIe podjął by się, po pierwsze bo nie może ( radca prawny a nie
                        adwokat ), a po drugie, nie lubi takich ludzi. Nawet prawnik może
                        mieć swoje zasady i nie bronić każdego ( niezależnie od kasy ).

                        Już prędzej by pomógł ( nawet za darmo ) drugiej stronie, czyli
                        rodzicom dziecka. Bo uważa, podobnie jak ja, ze nauczyciel za takie
                        coś powinien ponieść konsekwencje.

                        Podobnie jak konsekwencją sciągania powinna być 1, a nie osobiste
                        wycieczki do ucznia.
                        • scher Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 10.06.09, 08:52
                          arwena_11 napisała:
                          CytatNIe podjął by się, po pierwsze bo nie może ( radca prawny a nie adwokat ), a po drugie, nie lubi takich ludzi. Nawet prawnik może mieć swoje zasady i nie bronić każdego (niezależnie od kasy).

                          Naprawdę doświadczony prawnik udzieliłby ci zupełnie innej odpowiedzi:
                          - Trudno z posta na forum internetowym, po przeczytaniu relacji jednej tylko strony, wnioskować o okolicznościach sprawy. Musiałbym dokładnie zapoznać się ze stanem faktycznym.

                          Przekaż to mężowi. wink
                    • firmenell Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 24.06.09, 22:57
                      ukamienowac potwora, ukamienowac!!! A Ty pierwsza rzucisz kamieniem
              • jola_ep Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 19:40
                > sciagajacemu 5-latkowi (!!!)

                5 klasa. Czyli około 11-latkowi.

                Jola
              • protozoa Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 20:31
                Polska rzeczywistość jest, niestety, taka, ze w znakomitej większości przypadków
                nauczyciel jest nie do ruszenia. A w zaistnialej sytuacji, zgadzam się karygodne
                zachowanie, które powinno byc napietnowane, a sprawca ukarany, jak znam zycie
                nic mu sie nie stanie.
            • scher Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 21:29
              fogito napisała:
              CytatSytuacja powinna zostać wyjaśniona w trójkacie matka dziecko i nauczyciel.
              Nauczyciel informację o nerwicy potraktował jako próbę (ze strony matki) wybielenia ucznia i uwolnienie go od odpowiedzialności za ściąganie. Trzeba by się zastanowić, dlaczego tak się stało. Może autorka wątku była w rozmowie mało wiarygodna w swojej chęci potępienia czynu dziecka.

              W sensie prawnym nie ma szans na pociągnięcie nauczyciela do jakiejkolwiek odpowiedzialności. Jeżeli potraktował informację matki jako kłamliwą i miał podstawy, by tak przypuszczać, działał w granicach dopuszczalnego błędu. Nie ma żadnego powodu, żeby intencji nauczyciela nie brać pod uwagę przy ocenie sprawy.
              • betta_6 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 21:49
                Do scher
                Pragnę tylko przypomnieć,o czym już pisałam,że nauczyciel o nerwicy mojego
                dziecka był poinformowany,gdy syn był w pierwszej klasie,więc to nie była
                informacja,tylko przypomnienie.

                Nie wiem co robić,mam mętlik w głowie,skargę napisałam,ale wciąż obawiam się,że
                nic nie wskóram(jak niektórzy tu już wspomnieli),a moje dziecko być może dotknie
                zemsta innych nauczycieli.
                Jednak i tak bardzo Wam Wszystkim dziękuję za każde słowo.
                • scher Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 21:58
                  betta_6 napisała:
                  CytatPragnę tylko przypomnieć,o czym już pisałam,że nauczyciel o nerwicy mojego dziecka był poinformowany, gdy syn był w pierwszej klasie, więc to nie była informacja,tylko przypomnienie.
                  No fakt, umknęło mi to. Może wobec tego za słabo podkreśliłaś, że chodzi ci nie o uniknięcie konsekwencji, lecz o spokojne załatwienie sprawy. Myślenie ludzkie jest dość rutynowe, więc kiedy chcesz, by ktoś nieschematycznie podszedł do sprawy, warto mu argumentację kilka razy powtórzyć.
                  - Nie uniknięcie konsekwencji, te na pewno syn poniesie, chodzi tylko o spokój podczas rozmowy dyscyplinującej.
                  • nangaparbat3 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 23:32
                    teraz konsekwencje powinien poniesc nauczyciel. Porownanie sciagania na
                    kartkowce przez jedenastolatka i uzycia w złej woli wiedzy o chorobie dziecka,
                    ktorego bezpieczeństwo mu powierzono, przez dorosłego - ochłoń i pomysl przez
                    chwile.
                • protozoa Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 08.06.09, 07:44

                  Ja na Twoim miejscu zachowałabym się w sposób nastepujący:
                  1. Dokładnie(!!) w punktach DLA SIEBIE opisała cała sytuację. Tak, aby oddzielić
                  emocje matki, które w takich przypadkach zawsze są i nie sprzyjają obiektywnemu
                  spojrzeniu na problem.
                  2. Oddzieleniu 2 rzczy - ściągania i skandalicznego zachowania nauczycielki. Tu
                  równiez w punktach opisałabym swoje zastrzeżenia
                  3. Napisała pismo do Dyrekcji z prosbą o ustosunkowanie się, wyjasnienie i POMOC
                  ( tak, pomoc, bo to żaden wstyd) w takim załatwieniu sprawy, aby dziecko, które
                  i tak ma nerwicę nie było upokarzane i nikt się na nim nie wyżywał.
                  4. Poprosiła Dyrekcje o rozmowę z nauczycielem w obecności wychowawcy,
                  psychologa ( albo innego rzecznika ucznia)bez dziecka - po co dodatkowy stres.
                  5. Wysłuchałabym argumentów nauczyciela i gdyby kręcił zbijałabym je.
                  6. Zaproponowała ugodowe załatwienie sprawy,ale zaznaczyła, że jeśli bedą jakieś
                  problemy dowie się o tym kuratorium, rzecznik praw dziecka przy RPO ( jest taka
                  instytucja) i wszyscy święci.
                  7. Poprosiła Dyrekcje o odpowiedx NA PISMIE na Twoje pisemne zarzuty, żeby miec
                  podkładke przy wymianie korespondencji z w/w instytucjami.
                  Szkoła jest machina skostniała i więcej mozna zdziałać względnym spokojem niz
                  licznymi skargami. Zwłaszcza, że dziecko ma jeszcze w perspektywie rok wątpliwej
                  pzyjemności obcowania z tymi ludxmi.
              • nangaparbat3 Głupoty piszesz, Scher 07.06.09, 23:29
                informowac klasę o chorobie kolegi/kolezanki wolno tylko w razie wyraźnej zgody
                rodzicow i/lub samego zainteresowanego/zainteresowanej.
              • mgla_jedwabna Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 08.06.09, 00:57
                Na jakiej podstawie nauczyciel potraktował to jako próbę wybielania i uchylenia kary? Autorka wątku pisze, że uważa jedynkę za słuszną karę, więc od jakiej niby kary miałaby chronić syna? przecież nie powiedziała "proszę mu te jedynkę wykreślić, bo on choruje itd."

                Poza tym, nawet gdyby zaistniała taka sytuacja, jaką niektórzy tu sugerują: nauczyciel stawia dziecku 1 za ściąganie, a matka próbuje dzieccko "uchronić" przed konsekwencjami, to co? Sprawa powinna być załatwiona pomiędzy nauczycielem i matką ucznia. Nie wolno w tej sprawie zwracać się do samego ucznia, bo on przecież nie może odpowiadać za ewentualne mataczenia rodziców. Niestety, jak ktoś jest tchórzem, o dużo łatwiej jest naskoczyc na dziecko, niż dyskutować z rodzicami. Po drugie, tym bardziej nie wolno robić wyciągać kwestii na forum klasy, bo to nie jest sprawa innych dzieci, co czyjaś mama nagadała nauczycielowi w rozmowie telefonicznej. Po trzecie, forma wypowiedzi nauczyciela ("ja ci w szóstej klasie zrobie taką nerwicę, że popamiętasz") to zwykłe pogróżki i nauczyciel nie ma prawa odzywać się do ucznia w ten sposób.

                Nauczyciel informację o nerwicy potraktował jako próbę (ze strony matki) wybiel
                > enia ucznia i uwolnienie go od odpowiedzialności za ściąganie. Trzeba by się za
                > stanowić, dlaczego tak się stało.


                Na przykład może być człowiekiem podejrzliwym, wietrzącym wszędzie podstęp i matactwo. Albo człowiekiem zacofanym, nie wierzącym w takie przypadłości jak nerwica u dzieci. Albo zwyczajnym chamem i prostakiem. Zresztą, nawet gdyby jego podejrzenia byly uzasadnione (a nie były, ponieważ autorka wątku powiadomiła szkołę o problemie już wcześniej), to i tak nie miał prawa postąpic tak, jak postąpił.

                Normalny człowiek uznałby sprawę za zamkniętą po wstawieniu owej jedynki do dziennika. Nie zmieniłby zdania po telefonie od mamy, a gdyby miał jakieś podejrzenia, to po prostu powiedziałby "przykro mi, ale uważam, że niesłusznie broni pani syna. Jedynka mu się należała i już". I dalej uważałby sprawę za zamkniętą, a nie wywlekał na forum klasy.
                • scher Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 08.06.09, 05:27
                  mgla_jedwabna napisała:
                  CytatNormalny człowiek uznałby sprawę za zamkniętą po wstawieniu owej jedynki do dziennika. Nie zmieniłby zdania po telefonie od mamy, a gdyby miał jakieś podejrzenia, to po prostu powiedziałby "przykro mi, ale uważam, że niesłusznie broni pani syna. Jedynka mu się należała i już". I dalej uważałby sprawę za zamkniętą, a nie wywlekał na forum klasy.
                  No dobra, przekonałaś mnie. Piszcie tę skargę. smile
    • protozoa Re:Teoria sobie, praktyka sobie, niestety, 07.06.09, 19:24
      Nauczyciel postąpił karygodnie itd. Nalezy mu sie kara. To wszystko prawda, ale
      jak znam życie włos z głowy mu nie spadanie.
      Kuratorium nie będzie się tym zajmować.
      Nikt mu nie wpisze nagany, ba nawet upomnienia do akt.
      Po prstu spłynie jak po gęsi. Niestety. Bo znacznie powazniejsze sprawy w szkole
      uchodza na sucho.
      Nie usprawiedliwiam nauczyciela. Postapił podle, karygodnie, ale zrobił to
      dlatego, ze czuje sie bezkarny. I niestety nie myli sie.
      • fogito Re:Teoria sobie, praktyka sobie, niestety, 07.06.09, 19:54
        Nie byłabym aż taką pesymistka. Moja mama wywalczyła wiele spraw w
        kuratorium. Trzeba być tylko pewnym swoich praw i walczyć na drodze
        oficjalnej bezwzględnie.
        • mruwa9 Re:Teoria sobie, praktyka sobie, niestety, 07.06.09, 20:09
          fogito napisała:

          > Trzeba być tylko pewnym swoich praw i walczyć na drodze
          > oficjalnej bezwzględnie.

          I jak wyzej pisalam, nic na gebe, nic na telefon, wszystko pisemnie
          ( ewentualnie z kopia do wlasciwych instytucji- zwierzchnictwa), aby
          adresat (dyrektor, kuratorium czy inna instytucja) miala obowiazek
          pisemnie odpowiedziec w okreslonym terminie.
          • protozoa Re:Teoria sobie, praktyka sobie, niestety, 07.06.09, 20:28
            Zgoda, nic na gębę, wszędzie pisma itd, ale.... jak znam zycie i tę instytucję
            to odpowiedzi na pisma bedą w stylu:"przepraszamy, przyjrzymy sie, zwrócimy
            baczniejszą uwagę, czyn nie nosi znamion niezgodnych z tym a tym itd".
            Nie twierdzę, ze nauczyciel był ok. NIE BYŁ, zachował się paskudnie, reagowac
            powinniśmy, ale na jakąkolwiek karę bym nie liczyła. Znane mi są znacznie
            poważniejsze przypadki naruszenia zasad przez nauczycieli ( mobbing, jawne
            pastwienie się nad dziewczyna mającą bardzo poważne problemy rodzinne- smierc
            matki a niedługo potem ojca), były skargi, monity i ...nic.
            Sama znam przypadek milczenia władz oswiatowych w sytuacji gdy właściciel szkoły
            niepublicznej groził usunięciem ze szkoły ucznia tylko dlatego, że........
            rodzice poprosili policję o kontrolę autokaru mającego wieść na wycieczkę
            dzieci. Policja wykryła nieprawidłowości, wycieczka nie odbyła się ( organizator
            nie mógł na czas podstawic innego autokaru) i dyrektor rzucał się jak wściekły
            tygrys w klatce.
            • fogito Re:Teoria sobie, praktyka sobie, niestety, 07.06.09, 20:39
              Ale może jak pisemna skarga pjdzie do kuratorium to ów nauczyciel
              zastanowi się następnym razem zanim gębę otworzy. Zawsze lepiej jest
              cos robić niż nic nie robić, bo wtedy nie ma szansy na poprawę i
              trudno mieć do kogokolwiek pretensje.
              • protozoa Re:Teoria sobie, praktyka sobie, niestety, 08.06.09, 07:32
                Mozna napisac skargę, sama bym to zrobiła, ale nie warto na cokolwiek liczyć.
                W polskiej szkole naprawde dzieje się bardzo źle. Urzędnik w kuratorium
                odpowiedzialny za skargi napisze stosowne pismo, formułkę - zwykle dość grzeczną
                i.... na tym się skończy.
                Nie ma chyba szkoły, w której nie byłoby podobnych, NAGANNYCH zachowań
                nauczycieli. Dlaczego tak jest - mozna długo pisać.
                Oczywiście- tu chyba wszyscy są zgodni - powinno się reagować, pisać, domagać
                się wyjaśnień. Ale na radykalną poprawę nie warto liczyć.
                P.S. Mam 13 letnie ( z zerówka włacznie) doświadczenie szkolne. Moich dzieci,
                dzieci znajomych, przyjaciół, pacjentów. Z róznych szkoł, w tym renomowanych.
                Dziewczyny molestowane( !!!) przez nauczyciela PO.
                Nauczyciel w-f znęcający sie nad nieco tęższymi uczennicami.
                Polonistka robiąca testy, na które nie potrafi poprawnie ( według jej klucza)
                odpowiedzieć kilku profesorów ( belwederskich) -polonistów. I przy zwróconej
                uwadze robią rodzicom karczemną awanturę i odgrawają się nauczniach.
                Wspomniany psychopata, który bał się policji.
                Ja miałam z moimi dziećmi wersje łagodniejszą- pani w klasach początkowych
                publicznie osmieszała ich ponieważ ich rysunki były dalekie od tego co chciałaby
                zauważyć. Wypowiedzi typu "małpa by lepiej narysowała"- jak same przyznacie nie
                były budujące.
                Tak więc reagowac ( ja reagowałam na "małpę" w takim samym stopniu ostro co
                nieskutecznie, pani zmieniła stosunek do dzieci gdy na wywiadówki zaczął chodzic
                mój mąż - mąż z gatunku bardzo przystojnych, pani stara panna łasa na męskie
                spojrzenia i komplementy) i nie spodziewqać się rewelacji.
                • pam_71 Kij w mrowisko 25.06.09, 12:04
                  Hm... Tak mi się jakoś skojarzyło,że w Naszym Pokręconym Kraju jest jeszcze
                  przynajmniej jedna grupa zawodowa "nie do ruszenia", a błędy jej przedstawicieli
                  równie bolesne i czasami niestety nieodwracalne w skutkach.
                  Walczmy o swoje prawa ZE WSZYSTKIMI, nie tylko z tymi "podłymi nauczycielami" wink
      • nangaparbat3 Protazoa 07.06.09, 23:32
        naprawde nie jest tak źle.
        • azile.oli Re: Protazoa 08.06.09, 08:54
          Naprawdę, można tę sprawę załatwić, nawet bez udziału kuratorium i
          nauczyciel nie musi się wcale odgrywać na dziecku. Jestem
          nauczycielką, ale także, a może przede wszystkim matką i w sprawie
          dużo mniejszego kalibru mąż (bo to on załatwia takie sprawy)
          doskonale sobie poradził. Fakt, że nie wchodziła wogóle w grę
          jakakolwiek wina mojego syna, ale tak , czy siak nauczycielka bardzo
          delikatnie obchodziła się z nim aż do zakończenia edukacji w
          podstawówce.
          Można sobie też poradzić z molestującym panem od PO, wiem, bo
          przeżyłam, wtedy ciężko mu było coś udowodnić, ale interweniowała
          bardzo stanowczo wychowawczyni i pomogło. Nauczyciel też człowiek i
          można na niego wpłynąć. Jedynym wyjątkiem jest przypadek, kiedy
          tenże ma zaburzenia psychiczne. I wtedy jedynym ratunkiem jest
          dążenie do usunięcia go ze szkoły, co jest jak najbardziej wykonalne.
    • scher A kolegami z klasy trzeba by się wychowawczo zająć 07.06.09, 21:51
      betta_6 napisała:
      CytatDzieci tego samego dnia wyzywały syna od psychicznie chorych
      Abstrahując od źródła przekłamań podczas twojej rozmowy z nauczycielem, abstrahując od tego, czemu ci nie uwierzył, problemem dokuczania twojemu dziecku porządny nauczyciel powinien się natychmiast zająć. Moim zdaniem nauczyciel powinien kolegom i koleżankom syna zabronić takiego zachowania oraz wyjaśnić im istotę krzywdy, jaką mu wyrządzają. Warto by z uczniami porozmawiać na temat nerwicy i problemów kardiologicznych, objaśnić, dlaczego nie można utożsamiać tego z chorobą psychiczną.

      Po wyjaśnieniach zapowiedzieć, że takie zachowanie wobec kolegi będzie traktowane tak, jak sędzia traktuje faul na boisku. Określić konsekwencje - no i je wyciągać w razie potrzeby.
      • mariefurie Re: A kolegami z klasy trzeba by się wychowawczo 07.06.09, 22:00
        scher napisał:

        > Po wyjaśnieniach zapowiedzieć, że takie zachowanie wobec kolegi będzie traktowane tak, jak sędzia traktuje faul na boisku. Określić konsekwencje - no i je wyciągać w razie potrzeby.
        >
        I kto ma o tym powiedzieć? TEN nauczyciel, co sam dał ciała przed całą klasą? I myslisz ze po tym wszystkim młodzież mu uwierzy? Wątpię.
        • scher Re: A kolegami z klasy trzeba by się wychowawczo 07.06.09, 22:05
          Z tą młodzieżą to nie przesadzajmy. To piątoklasiści.
          Z całą pewnością intencją nauczyciela nie było to, żeby dzieci wyzywały kolegę od psychicznie chorych. Więc mają brak tych intencji przyjąć do wiadomości i uznać swoje zachowanie za niedopuszczalne - tyle.
          • bi_scotti Re: A kolegami z klasy trzeba by się wychowawczo 07.06.09, 22:42
            scher napisał:

            > Z całą pewnością intencją nauczyciela nie było to, żeby dzieci wyzywały kolegę
            > od psychicznie chorych.

            Ja Cie bardzo przepraszam, Scher, ale skad Ty masz te "cala pewnosc"? Z opisu
            wynika cos dokladnie przeciwnego - oblesna intencja nauczyciela uczynienia z
            chlopca "dziwadla" w oczach kolegow i kolezanek z klasy, a co za tym idzie
            sprowokowanie reszty dzieci do niewlasciwych zachowan wobec syna autorki watku.
            Wybielasz tego nauczyciela a to sukinkot nie wart nawet 5 minut Twojego czasu!
            Wyzyl sie na dziecku za pewnie niezbyt mila rozmowe z matka chlopca -
            obrzydlistwo i totalny brak profesjonalizmu, ktore powinny byc surowo ukarane.
            Zero tolerancji dla tego typu postaw!
            • scher Re: A kolegami z klasy trzeba by się wychowawczo 07.06.09, 23:19
              Cytatoblesna intencja nauczyciela uczynienia z chlopca "dziwadla" w oczach kolegow i kolezanek z klasy
              Cytatsprowokowanie reszty dzieci do niewlasciwych zachowan wobec syna autorki watku
              O la la! Aż tak?
              • bi_scotti Re: A kolegami z klasy trzeba by się wychowawczo 07.06.09, 23:37
                scher napisał:

                > Cytatoblesna intencja nauczyciela uczynienia z
                chlopca "dziwadla" w oczach ko
                > legow i kolezanek z klasy

                > Cytatsprowokowanie reszty dzieci do niewlasciwych zachowan wobec
                syna autorki
                > watku

                > O la la! Aż tak?
                >

                No a jak to inaczej postrzegac?

                betta_6 napisała:

                > Następnego dnia nauczyciel kazał wstać mojemu dziecku i przy całej
                > klasie opowiedział o nerwicy,o moim telefonie i do tego straszył
                dziecko,że
                > nerwicę to dopiero On Mu zrobi w szóstej klasie.

                Przeciez to jest jednoznaczne "wystawienie" ofiary na pastwe
                nieletnich "krwiozercow" - nie trzeba w szkole pracowac (ja akurat
                pracuje) zeby widziec mechanizm!
                • asia.sthm Re: A kolegami z klasy trzeba by się wychowawczo 07.06.09, 23:55
                  Nauczyciel zwyrodnialec, pedagog z koziej wolki jak Scher.
                  Brak slow z oburzenia.

                  Nauczyciele tego pokroju powinni wylatywac ze szkoly, powinni miec zabroniony
                  dostep do dzieci. Niech ich szlag...ile szkod narobia.
                  horror.
                  • protozoa Re: A kolegami z klasy trzeba by się wychowawczo 08.06.09, 07:55
                    Nikt nie twierdzi, że jest to wzorowy pedagog itd, ale określenie "zwyrodnialec"
                    jest chyba przesadzone. Gdyby za takie zachowania jak opisala autorka wątku
                    nauczyciele wylatywali ze szkoły, mieli zabroniony dostep do dzieci itd,
                    to...... szkoły świeciłyby pustkami.
                    W szkolach naprawdę dzieje sie źle, są ekscesy dużo gorsze niż ten opisywany
                    przez autorke wątku.
          • mariefurie Re: A kolegami z klasy trzeba by się wychowawczo 07.06.09, 23:27
            scher napisał:

            > Z tą młodzieżą to nie przesadzajmy. To piątoklasiści.


            Czepiasz się słów. a jednak widzę (i to potwierdzasz) ze problem wiekszości
            nauczycieli ( a nawet rodziców) polega na tym, ze niezaleznie od wieku traktują
            mlodego człowieka (niemowlaka, dziecko) jak półgłówka.
            Taka postawa dorosłego czlowieka w stosunku do dziecka - mści się.
            Z czasem.
            Potem nie dziwmy się, ze mamy tzw. przepaść międzypokoleniową i brak
            jakiegokolwiek porozumienia. Bowiem aby dziecko szanowało dorosłego, to NAJPIERW
            dorosły powinien wykazać się szacunkiem do dziecka. Nigdy na odwrót.
      • nangaparbat3 Ty sobie zartujesz? 07.06.09, 23:35
        Przeciez to wlasnie sposób, w jaki nauczyciel poinformował klase o chorobie
        chlopca spowodowal, że wykorzystuja wiedze o chorobie, by mu dokuczyc.
        sam ich zamodelowal, a teraz ma im tłumaczy, ze źle postepuja? Szczyt hipokryzji
        i niezla schiza.
    • morekac Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 23:51
      To, co zrobił nauczyciel jest wstrętne i pewnie podpada pod jakiś
      paragraf - co to zresztą za pedagog, co nie zna się na 11-latkach
      (dokuczanie 'odmieńcom' jest dość powszechne) . Ale z drugiej
      strony - sama zachowałaś się nietaktownie. Młody dostał jedynkę
      słusznie - więc po prostu nie trzeba było interweniować i
      kwestionować oceny, jak się z nią zgadzasz.
      • mgla_jedwabna Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 08.06.09, 01:02
        Autorka wątku nie kwestionowała oceny, a interweniowała w sprawie obchodzenia się z dzieckiem "około" tego wydarzenia, w związku z chorobą dziecka.
    • lolinka2 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 23:52
      nauczyciel, gwoli przypomnienia, jet funkcjonariuszem publicznym
      (dziękujemy pięknemu Romanowi).
      Ujawnienie informacji poufnych przez Iksińską z punktu skupu mleka
      może być bezkarne, ale ujawnienie informacji poufnych (stan zdrowia
      taką informacją jest) przez funkcjonariusza publicznego już na sucho
      nie uchodzi w myśl radosnych zapisów.

      Miałam akcję podobną - nauczycielka w oficjalnej opinii zawarła
      informacje o stanie zdrowia córki, uzyskane ode mnie jako dane
      poufne. Zerknęłam na opinię, poszłam do dyrektora szkoły i zapytałam,
      czy zmieniamy opinię od ręki czy mam sobie przypomnieć, że nauczyciel
      jest funkcjonariuszem publicznym. 3 minuty później wystawiono nową
      wersję. Dyr. nawet nie pytała o wyjaśnienia.... to jest naprawdę
      fajny przepis z punktu widzenia rodziców dziecka. któremu w szkole
      źle się dzieje.

      --
      A mnie to Vichy!
      • scher Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 07.06.09, 23:57
        lolinka2 napisała:
        Cytatnauczyciel, gwoli przypomnienia, jet funkcjonariuszem publicznym
        Nie jest.
        • mariefurie Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 08.06.09, 00:48
          scher napisał:

          > lolinka2 napisała:
          > Cytatnauczyciel, gwoli przypomnienia, jet funkcjonariuszem publicznym

          > Nie jest.

          Tiaaa, bo to jest w cwany sposób zrobione. Jak uczeń nabije mordę nauczycielowi - to ten ostatni wtedy jest funkcjonariuszem publicznym.

          Ale jak nauczyciel to samo zrobi z uczniem - to juz nauczyciel nie jest funkcjonariuszem publicznym.
          • scher Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 08.06.09, 05:26
            mariefurie napisała:
            CytatTiaaa, bo to jest w cwany sposób zrobione. Jak uczeń nabije mordę nauczycielowi - to ten ostatni wtedy jest funkcjonariuszem publicznym.
            Ale jak nauczyciel to samo zrobi z uczniem - to juz nauczyciel nie jest funkcjonariuszem publicznym.

            Co z tego, że teoretycznie masz rację?

            Zastanów się, jakie praktycznie konsekwencje poniesie uczeń, który pobije nauczyciela, a jakie nauczyciel, który pobije ucznia.
            • arwena_11 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 08.06.09, 14:25
              Wszystko zależy od rodziców.

              Jeżeli nauczyciel podniósłby rekę na moje dziecko, to zrobiłabym
              wszystko aby go zniszczyć, nie tylko w szkole ale i gdzie się da.

              Jeżeli moje dziecko uderzyłoby nauczyciela, to broniłabym dziecko do
              upadłego, wiedząc, ze była to ostateczność i dziecko nie umiało
              sobie już z debilem inaczej poradzić.

              Mam nadzieje, że nigdy do tego nie dojdzie, bo moje dzieci szanują
              swoich nauczycieli ( wręcz ich uwielbiają ), ale jeżeli kiedyś, w
              innej szkole,dojdzie do zatargów, to będę reagowała natychmiast, nie
              dopuszczając do takiego zaognienia się konfliktu, żeby z bezsilności
              dziecko uderzyło nauczyciela.


              Wszy
              • sion2 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 08.06.09, 17:23
                Hm... Arewno nieco mna trzepnelo jak czytalam twoja ostatnia
                wypwoiedz. Albo moze nawet niezle mna trzepnelo. Czyli hołdujesz
                zasadzie ze punkt widzenia zalezy i powinien zalezec od punktu
                siedzenia?
                Wiekszosc szkolnych pyskaczy, najbardziej wrednych i bezczelnych
                smarkaczy zwlaszcza w gimnazjum pochodzi z dobrych, normalnych
                rodzin. Nastolatki uzywaja miedzy soba takiego slownictwa że mamusi
                by sie slabo zrobilo a pomysly maja co najmniej wulgarne niektore.
                Podkreslam - chodzi o dzieciaki z dobrych rodzin.

                To ze drugoklasista kocha swoja panią to nic dziwnego, to taki wiek.
                Z twego wpisu wynika że jak ktos bedzie probowal potraktowac otrzej
                twego syna to spotka go kara i zemsta wraz z proba zniszczenia zycia
                osobistego nauczyciela. Jesli twoj syn wsadzi kosz na glowe
                nauczycielowi tez winny bedzie nauczyciel bo "doprowadzil dziecko do
                ostatecznosci". A tatus-prawnik zawsze go wybroni.

                Arweno zanim twoj syn wejdzie w okres dojrzewania ja bym podjela
                refleksje bo przyrzekam ci ze zanim sie obejrzysz twoj syn zwęszy
                doskonala dla niego sytuacje bezkrytycznej mamusi i tatusia prawnika
                ktorzy zawsze wezma jego strone. Bo tak napisalas - niewazne jaka
                bedzie sytuacja, winny bedzie zawsze nauczyciel. Zgroza.
                • mariefurie Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 08.06.09, 17:48
                  Prawdę mówisz, trzeba zachowac równowagę.
                  Ale tu jest duzo gdybania, jesli chodzi o przedstawiona sytuację, i każdy ją
                  rozpatruje wg swojej miarki.
                  Można przypuszczać, ze niektorzy rodzice, bedąc w podobnej sytuacji , opisywanej
                  przez autorkę, w ogole by sobie głowy nie zawracali dzwonieniem do nauczyciela i
                  "wyjaśnianiem" sytuacji. Ja na pewno bym nie zadzwoniła. Malo tego - op....łabym
                  dziecko za sciąganie, żeby mu w pięty poszło.
                  Jednakże w polskich szkolach ściąganie jest powszechne, i przez chyba wiekszość
                  ludzi (uczniów, rodziców, jak również - nauczycieli) jest traktowana na zasadzie
                  : "ach, a któż z nas nie sciągał". Więc traktują ta.... z pewnym błogosławieństwem.
                  Trafił sie nauczyciel, ktory surowo potraktował takie oszustwo. I to jest ok.

                  Ale wydaje mi się, ze gdzieś tam scher miała rację, ze można autorke postu
                  podejrzewać o próbę usprawiedliwienia syna. A NIE POWINNA tego robić w sytuacji,
                  kiedy syn został przyłapany na oszustwie. (bo prosta analogia się nasuwa, sorki
                  za skojarzenia, jak- sprawa Rywina,- do więzienia nie pójdzie, bo....serce chore).
                  TYM niemniej, nauczyciel, bez względu na okoliczności, nie powinien zachowac
                  sie w ten sposób. Nie powinien, i już.
                  Powinien odebrac klasówkę, wstawić pałę i do widzenia. w sposob jasny deklarując
                  swoje zasady. Niestety w tym przypadku wykazał sie, zdecydowanie, brakiem
                  profesjonalizmu osmieszając dziecko przed klasą i, co gorsza, grożąc mu.
                • arwena_11 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 08.06.09, 18:30
                  Sion, a nie uważasz, ze normalne ( nie zdemoralizowane, i
                  pochodzenie nie ma nic do rzeczy ), dziecko musi być naprawde
                  bezradne ze swoimi problemami aby uderzyć nauczyciela?
                  Nie usprawiedliwiam tego, ale są różne sytuacje. Kosze na głowe
                  wsadzają gimnazjaliści z najgorszych szkół. To kiedyś byli uczniowie
                  kwalifikujący się do zawodówek, a więc raczej nie intelektualny
                  kwiat młodzieży.

                  Ja niestety znam przypadki, gdzie nauczyciele gnębili uczniów do
                  tego stopnia, że ci słabsi i bez pomocy w domu, popełniali
                  samobójstwa. W moim liceum ( renomowanesad warszawskie ) było ok 3-4
                  samobójstw, gdzie główną przyczyną były kłopoty z nauczycielami (
                  zostawili listy ). Pomyśl co się musiało dziać, żeby 16 letnia
                  dziewczyna skoczyła z 10 piętra. Zawiodła rodzina, szkoła. A
                  nauczyciel był bezkarny.

                  Ja też miałam kłopoty, ale byłam silna psychicznie, nie dałam się
                  zniszczyć i przede wszystkim miałam za sobą rodziców.

                  Ja chce żeby moje dzieci miały we mnie oparcie i mogły do mnie
                  przyjść z każdym problemem, żeby można było reagować od razu, a nie
                  dopuszczać do ekstremalnych sytuacji. Ja jestem z nauczycielami
                  moich dzieci w stałym kontakcie. Mamy kontakt milowy i jeżeli jest
                  jakaś sytuacja wymagająca mojej interwencji to natychmiast jestem
                  proszona na rozmowę. I mogę cię zapewnić, że nikt z klasy ani
                  rodziców innych dzieci ( poza zainteresowanymi ), nie zna
                  szczegółów. Mój syn nie jest święty, jak każde dziecko ma swoje
                  wady, ale są one wyłapywane na bieżąco. Nauczyciele nie ośmieszają
                  dzieci, nie upokarzają. Probemy rozwiazują tylko z zainteresowanymi
                  i ich rodzicami. Czasami jest potrzebny psycholog, czasami rozmowa z
                  innymi rodzicami, ale to się dzieje poza klasą.


                  W tym wypadku mówimy, o przerażającym zachowaniu nauczyciela, który
                  powinien być natychmiast odsunięty od pracy z dziećmi, bo się nie
                  nadaje.
                  • azile.oli Re: Arweno 09.06.09, 11:03
                    Piszesz, że zawsze broniłabyś swego dziecka do upadłego, nawet,
                    gdyby uderzyło nauczyciela. To nie jest dobry sposób myślenia.
                    owszem, moje dzieci wiedzą, że im pomogę, ale wiedzą też, że nie
                    będę ich bronić bezkrytycznie i czasem lepiej pewne rzeczy
                    przemilczeć, niż iść w zaparte wobec nauczyciela, gdy dziecko
                    ewidentnie zawiniło. ( Absolutnie pomijam sytuację założycielki
                    wątku). Jedyną sytuacją, która usprawiedliwiałaby w jakiś sposób
                    uderzenie nauczyciela, to taka, gdyby on użył siły fizycznej wobec
                    dziecka. Nic innego nie jest takim powodem. Wyobraź sobie bowiem, że
                    to Twoje dziecko kogoś obraża (np starszego rówieśnika), a ten
                    dopuszcza się wobec niego rękoczynu. Pewnie znów broniłabyś swojego
                    dziecka, bo nieważne, że zaczepiło, ale reakcja (czyli uderzenie
                    przez zaczepionego) była niewspółmierna.
                    Gdyby moje dziecko uderzyło nauczyciela, to, niezależnie od
                    przyczyn , poniosłoby karę, oczywiście jako matka bym mu pomogła,
                    przenosząc do innej szkoły, ale nie stanęłabym przed nauczycielem
                    jak rozsierdzona lwica. Byłoby mi wstyd, że dziecko, nawet
                    sprowokowane, posunęło się do tego, że uderzyło dorosłą osobę.
                    Brońmy swoich dzieci, ale mądrze. Moje np wiedzą, że są sytuacje, w
                    których nawarzywszy sobie piwa wypija je sami. To taki wstęp do
                    nauki odpowiedzialności za własne czyny, bo mamusia całe życie nie
                    będzi chodzić i tłumaczyć. Oczywiście wszystko zależy od wieku
                    dziecka, ale po prostu pewne zasady są jasne, dzieci je znają, jeśli
                    je złamią, poniosą konsekwencje. Nie pójdę do szkoły tłumaczyć
                    dzieci z oczywistej sprawy, interweniować, kto zaczął, takie sprawy
                    od dawna załatwiają sami. Interweniuję tylko w przypadku ewidentnego
                    konfliktu z nauczycielem, prześladowania itd. Słowem wtedy, gdy
                    nauczyciel wykorzystuje uprzywilejowaną pozycję w nieetyczny sposób.
                  • morekac Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 09.06.09, 16:09
                    Wniosek z tego, że dzieci nalezy posyłać do srednich szkół - w tych
                    najgorszych dzieci gnebią nauczycieli, w tych najlepszych - na
                    odwrót...
                  • firmenell Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 24.06.09, 22:46
                    > Ja też miałam kłopoty, ale byłam silna psychicznie, nie dałam się
                    > zniszczyć
                    dalas sie. Cierpisz na paranoidalna nienawisc. A to powazne
                    schorzenie. Wszystko da sie jeszcze wyleczyc, tylko zamiast pluc
                    jadem i wyglaszac absurdy (patrz: Twoje wczesniejsze wypowiedzi)
                    udaj sie po pomoc psychologiczna.
              • scher Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 10.06.09, 08:54
                arwena_11 napisała:
                CytatJeżeli moje dziecko uderzyłoby nauczyciela, to broniłabym dziecko do upadłego, wiedząc, ze była to ostateczność i dziecko nie umiało sobie już z debilem inaczej poradzić.
                Pozwól, że uznam tę wypowiedź za chwilę słabości i powstrzymam się od komentarza.
    • betta_6 Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektorki 08.06.09, 21:00
      Kochani teraz to już się pogubiłam,muszę bronić swoje dziecko tylko nie wiem już
      sama jak.Chyba powinnam zacząć od zmiany szkoły,co będzie trudne,bo syn będzie
      musiał dojeżdżać,ale chyba to będzie teraz najrozsądniejsze wyjście.Po tym jak
      udałam się do Pani Dyrektor ze skargą na nauczyciela znaleźli się tacy,którzy
      solidarnie idą za kolegą.Mam wrażenie,że teraz tylko czekają na potknięcia
      mojego syna,a to jest jeszcze dziecko i popełni błąd pewnie nieraz.Dzisiaj na
      lekcji polskiego z wychowawcą,na której nic nie robili,bo nauczycielka
      wypełniała jakieś dokumenty,a dzieciom kazała się czymś zająć,po jakimś czasie
      mój syn wyjął komórkę,żeby sprawdzić która godzina,a nauczycielka od razu z
      buzią,że pewnie SMSy do matki pisze.Wyprowadziła Go na korytarz,zawołała
      Nauczyciela od przyrody i razem krzyczeli na zmianę na mojego syna min.że jest
      podły i teraz to się już doigrał.Dziecko oparło się o parapet(źle się czuł)a
      nauczycielka,że ma stać prosto i patrzeć Jej w oczy.Po powrocie do klasy
      wychowawczyni oznajmiła klasie,ze kogoś bardzo w tej klasie nie lubi i ma
      nadzieję,że dzieci wiedzą o kogo chodzi.Potem kazała synowi wyjść z klasy i
      orzekła,że na następnej lekcji będzie ciąg dalszy "rozmowy".Syn nie wytrzymał
      presji,uciekł ze szkoły.Znajoma do mnie przyjechała powiedzieć,że moje dziecko
      siedzi i płacze na przystanku.Mąż szybko pojechał po Niego,okazało się,że bardzo
      źle się czuje(skok ciśnienia),nie mógł dojść a powiadomić nas nie mógł,bo
      przecież telefon Mu zabrano.Byliśmy już u lekarza,orzekł,że zasłabł w wyniku
      silnego stresu.
      CO mogę zrobić? Jak Mu pomóc?
      • mariefurie Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 08.06.09, 21:15
        Ratuj dziecko. Zmień szkołę. Nawet kosztem dłuższych dojazdów i wcześniejszego
        wstawania.
      • fogito Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 08.06.09, 21:26
        Wybrałabym się z wizytą do kuratorium i to juz jutro - razem z
        mężem. Dziecka do szkoły bym nie posłała do momentu wyjaśnienia
        sprawy. Ja osobiście zrobiłabym starszny dym, gdyby to dotyczyło
        mojego syna. A znęcanie nad dzieckiem zgłosiłabym na policji.
        • fogito Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 08.06.09, 21:31
          ps. jednocześnie szukałabym innej szkoły dla dziecka, bo w obecnej
          chyba raczej nie ma co liczyć na naukę jeśli pracują tam jednostki
          patologiczne.
          Niezaleznie od zmiany szkoły wyciągnęłabym wszelkie możliwe
          konsekwencje.
      • e-emma-e Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 08.06.09, 21:31
        Jest mi wstyd za tak prostacką reakcję nauczycielek na tę skargę.

        Zanieś do szkoły zwolnienie lekarskie dziecka do końca roku
        szkolnego. W międzyczasie może znajdziesz w sobie resztki dobrej
        woli i spokojnie wyjaśnisz w szkole całe zajście. Choć nie wiem, czy
        tam jest z kim gadać.

        A co dyrektor na to?

        Zmiana szkoły jest, moim zdaniem, złym pomysłem.

        • betta_6 Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 08.06.09, 21:49
          Dyrektorka jest jedyną przychylną tam osobą,ale przecież nie jest w stanie
          pilnować czy w szkole temu jednemu uczniowi nie dzieje się krzywda.Jutro znowu
          tam jadę,nie wiem co usłyszę.Wychowawczyni straszyła syna,że postawi Mu naganne
          za świadectwie i nie zda.Czy może za ściąganie postawić naganne zachowanie?
          • e-emma-e Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 08.06.09, 22:08
            betta_6 napisała:

            > Dyrektorka jest jedyną przychylną tam osobą,

            Całe szczęście, bo już myślałam, że tam wszyscy są do kitu.

            > ale przecież nie jest w stanie
            > pilnować czy w szkole temu jednemu uczniowi nie dzieje się krzywda.

            Ale może chyba co najmniej opierniczyć nauczycielki? Udzielić im
            nagany do akt? To na szczęście nie jest jakiś prywatny folwark tych
            nauczycielek.



            > Wychowawczyni straszyła syna,że postawi Mu naganne
            > za świadectwie i nie zda.

            Nawet, jeśli postawi, to nie jest to równoznaczne z brakiem
            promocji. Poproś o uzasadnienie takiej oceny.


            > Czy może za ściąganie postawić naganne zachowanie?

            Generalnie chyba może. Wypadałoby jednak stosować w miarę jednakowe
            kryteria odnośnie wszystkich uczniów.
          • nangaparbat3 Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 08.06.09, 22:52
            Szkola ma obowiazek posiadac Wewnatrzszkolny System Oceniania z jasno podanymi
            kryteriami ocen - nie sądzę, by za jednorazowe sciaganie mozna bylo dac naganny.
            Syna juz do konca roku nie posylaj.
            Ja bym zmienila szkole i odwolala sie do kuratorium. Jest też rzecznik praw
            ucznia oraz praw dziecka, podobno.
        • mgla_jedwabna Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 08.06.09, 23:16

          Jest dobrym pomysłem i to nie tylko ze względu na stres dziecka zwiazany z incydentem.

          Co to za szkoła, w której:
          -nauczycielka na lekcji wypełnia papierki, a dzieciom każe się "czymś zająć"
          -dzieciom zabiera się komórki, które zostały im dane przez rodziców dla bezpieczeństwa (co by było, gdyby dziecko nie zostało zauważone przez znajomą autorki wątku na przystanku?)
          -nauczycielka wyciąga ucznia na korytarz, zostawiając pozostałe dzieci w klasie bez opieki (nie ma prawa tego zrobić)
          -dziecko może wyjść ze szkoły niezauważone
          -po nagonce naucznia rozpoczętej prze jednego nauczyciela dołączają do niej inni, zamiast się przeciwstawić
          -dziecko, o którym WIADOMO, że jest chore, słabnie tak, że nie może się utrzymać na nogach (opiera się o parapet), a dwoje nauczycieli nie jest w stanie odróżnić tego od tzw. bycia niegrzecznym (albo widzi, ze to choroba, i wykorzystuje sytuację przeciwko dziecku - jeszcze gorzej)

          E-mamma-e, chciałabyś, żeby twoje dziecko chodziło do takiej szkoły? Bo ja zabrałabym z takiego miejsca nawet zdrowe i nieprześladowane przez nikogo.
          • mgla_jedwabna Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 08.06.09, 23:22

            Właśnie doczytałam o tym nagannym zachowaniu. Tego się raczej nie da załatwić "za pięć dwunasta", w sytuacji, gdy nie bylo żadnych zastrzeżeń co do zachowania dziecka np. zgłaszanych na wywiadówkach, dziecko nie zostało nigdy ukarane np. naganą przez dyrektora szkoły (tzn. nigdy nie poszło "na dywanik", co jest częste u trudnych uczniów), nie ma lub ma niewiele uwag w dzienniku sprzed obecnej afery, a wreszcie - argument koronny - ma co najmniej obrą ocenę z zachowania na poprzedni semestr. Nwet gdyby w drugim semestrze zmienił się w diabełka, to nauczyciel musiałby się mocno nagimnastykować, żeby tę naganną ocenę uzasadnić.
            • kostruszka Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 08.06.09, 23:40
              Jestem nauczycielką i wychowawczynią w piątej klasie. Czytam i nie wierzę, że
              takie rzeczy się zdarzają... Ci nauczyciele zachowali się po prostu karygodnie -
              zastraszanie ucznia, emocjonalny szantaż, psychiczna presja - powinni ponieść za
              to konsekwencje.
          • e-emma-e Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 09.06.09, 00:01
            Nie upieram się przy swoim stanowisku. Mimo wszystko za mało mam
            danych do podjęcia decyzji. Przede wszystkim dobro dziecka.
            Niekoniecznie w nowej szkole będzie czuło się dobrze, choćby i nie
            było prześladowane. Sądzę, że autorka wątku też szarpie się z
            myślami.

            Moim zdaniem w tej sytuacji teraz dyrektor powinien przejąć pałeczkę
            i zastosować jakieś kary dyscyplinarne wobec tych nauczycieli. To
            powinno pomóc, tylko, że mam wrażenie, że dyrektor jakby umywa ręce.
            Poza tym z informacji nie wynika, by cała szkoła była do kitu.
            Beznadziejna jest ta wychowawczyni i pan od przyrody. Może nawet
            powinno dojść do zmiany wychowawcy.
            • nangaparbat3 Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 09.06.09, 06:10
              Nie wiem, czy pani dyrektor moze cokolwiek, czy kary pomogą.
              Pamietam taka podobną historie - nauczyciel zostal ukarany, wiec nie krzyczal,
              nie okuczal - przestał po prostu zauważac ucznia, za to na sprawdzianach stal
              nad nim nie ruszajac sie z miejsca. Uczeń zmienil szkołę.
              Można szykanowac osobe od nas zależną, taka nad którą mamy wladzę, a zwlaszcza
              dziecko, nie robiąc niczego, co daje sie opisac jako znęcanie się.
              • betta_6 Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 09.06.09, 08:07
                nangaparbat3 napisała:

                > Nie wiem, czy pani dyrektor moze cokolwiek, czy kary pomogą.
                > Pamietam taka podobną historie - nauczyciel zostal ukarany, wiec nie krzyczal,
                > nie okuczal - przestał po prostu zauważac ucznia, za to na sprawdzianach stal
                > nad nim nie ruszajac sie z miejsca. Uczeń zmienil szkołę.
                > Można szykanowac osobe od nas zależną, taka nad którą mamy wladzę, a zwlaszcza
                > dziecko, nie robiąc niczego, co daje sie opisac jako znęcanie się.

                Tego się właśnie obawiam,tej zemsty po cichu.
                • e-emma-e Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 09.06.09, 08:57
                  betta_6 napisała:

                  > Tego się właśnie obawiam,tej zemsty po cichu.

                  Realna szansa na zmianę (poprawę) sytuacji też jest ważnym
                  argumentem za zmianą szkoły.

                  A tak w ogóle to doskonale rozumiem taką zemstę po cichu - sama,
                  jeszcze jako uczennica, też kiedyś czegoś podobnego doświadczyłam
                  tylko dlatego, że naprawdę życzliwie opisałam warunki w jakich się
                  uczymy w jakiejś dziecięcej gazecie. Zostało to odebrane jako atak
                  na szkołę. wink Ale to były czasy komunistyczne. Byłam wtedy na tzw.
                  cenzurowanym, wyłapywano każde moje potknięcie. Dużej satysfakcji
                  jednak z tego nie mieli, bo byłam raczej dobrą uczennicą. wink
                • mariefurie Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 14.06.09, 00:07
                  Betta, tu jest jedna istotna sprawa w tym wszystkim. Twoja postawa.
                  Zauważ, ze gdybys nie zadzwoniła, to syn by dostal jedynkę i caly incydent na tym by się zamknął.
                  Jezeli czegoś nie doczytałam/nie zrozumiałam - to popraw mnie.
                  Bo ja to widzę tak, ze nauczyciel daL wyraźnie dziecku do zrozumienia, ze nie akceptuje sciagania. I to uważam za sluszne.
                  Ty- najwyraźniej- akceptujesz, bądź co najmniej przymykasz oko na tego typu praktyki, dlatego wydało Ci się stosownym zadzwonić do nauczyciela i probować prostować sytuację.
                  Ten się z kolei wkurzył.
                  (a może to nie było z Twojej strony po raz pierwszy? I ze strony syna - też?)
                  Fakt, niezależnie od tego , czy był telefon od Ciebie czy nie - nauczyciel nie powinien w ten sposob sie zachować. to co nastapiło dalej...reakcja innych nauczycieli,to już w ogole dla mnie niepojete.
                  Tym niemniej, zostawmy to.
                  Troche wydaje mi się podkopałaś własnego syna. właśnie swoją postawą.
                  Teraz, to TY powinnaś to rozwiązać. Nie syn. Możesz go przenieść do innej wszkoly, bo moim zdaniem, w tej, to on bedzie miał ciężko.
                  Ale, uwaga, po przeniesieniu do innej szkoły, może powstać podobna sytuacja. Bo, wydaje mi się, ze tu nawala komunikacja i brakuje jasnych komunikatów dla dziecka. Coś co Ty pochwalasz, szkola nie akceptuje. Ta rozbieżność wymagań jest dla dziecka nie do ogarnięcia.

                  Dam Ci taki przykład. Pamiętam jak byłam w drugiej klasie podstawowki (pamiętam ze w drugiej, bo w trzeciej to juz się pani zmieniła), w związku z jakimiś świętami mielismy więcej dni wolnego. Rodzice zaplanowali dłuższy wyjazd do rodziny, i , ten wyjazd dodatkowo przedłużyli o parę dni, nie informując o tym szkoly.
                  Po powrocie przychodzę do szkoły , jak gdyby nigdy nic, (no bo co? 8 lat mialam niecałe, więc powierzam się calkowicie woli rodziców), wchodzę do klasy, a pani do mnie: gdzie ja byłam przez dwa dni? Wywaliła mnie za drzwi przy całej klasie i kazała bez rodziców nie wracać. Boże, co ja pamiętam wtedy przeżyłam! rozpacz! Wrócilam do domu zapłakana i roztrzęsiona. No bo jaka moja wina w tym była, ze rodzice ani szkoły nie uprzedziły, ani dali żadnego usprawiedliwienia?
                  Żadna. A żal miałam potworny i do rodziców i do tej nauczycielki (zresztą ja po roku i tak wywalili, czy sama odeszła, nie wiem).
                  To jest podobny przypadek, kiedy rodzice wystawili dziecko.
                  Nie można tak.
                  Twoj przypadek i Twoja postawa, to jest mniej więcej to samo co opisałam. Tak mi sie wydaje. Szkoda mi twego chłopaka, bo cierpi niezasłużenie.
                  • betta_6 Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 14.06.09, 07:55
                    Już o tym pisałam,ale powtórzę:
                    >To nie ja dzwoniłam,tylko nauczyciel i kazał synowi poinformować >mnie co
                    >zrobił,a że moje dziecko było zapłakane i nie mogło nic >powiedzieć(a do
                    >płaczących z byle powodu nie należy) zaniepokojona tak właśnie >nauczycielowi
                    >powiedziałam.
                    >A tak w ogóle to im więcej o tym myślę,a wciąż to rozpamiętuję,to >żałuję że tak
                    >mało zrobiłam,po tym jak za dwa dni wychowawczyni szarpała syna na >korytarzu
                    >powinnam to zgłosić do kuratorium,a nie tylko do dyrekcji,może >oszczędziłabym
                    >nerw i poniewierania następnego dziecka.
                    • mariefurie Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 14.06.09, 12:22
                      Ok, rozumiem. Widocznie nie doczytałam.
                      Tak czy inaczej w tej sytuacji zmienilabym dziecku szkołę i nie narażałabym je na stres związany z obcowaniem z takimi "nauczycielami".

                      Tak jak Nanga napisała:
                      "<...>
                      Można szykanowac osobe od nas zależną, taka nad którą mamy wladzę, a zwlaszcza dziecko, nie robiąc niczego, co daje sie opisac jako znęcanie się. "

                      ...a dziecko bedzie cierpiało.
                      Więc wniosek nasuwa się sam, zrob tak - aby dziecko nie cierpiało.
      • mruwa9 a nie pisalam, 09.06.09, 00:13
        zeby nic na gebe, tylko skarga PISEMNIE z kopia do kuratorium, do
        tego spisywanie kolejnych sytuacji, wskazujacych na mobbing. Kazde
        takie wydarzenie- spisywac notatke: data-godzina-okolicznosci-
        uczestnicy -swiadkowie.
        • fogito Re: a nie pisalam, 09.06.09, 07:02
          No właśnie! Teraz trzeba napisac dwie skargi na dwóch odrębnych
          nauczycieli. Do wglądu do dyrekcji. Oryginały zawiezione do
          kuratorium. Dyrektorowi tez chyba należy się nagana, bo zdaje się,
          że z jego gabinetu wyciekają informacje skoro nauczyciele
          dowiedzieli się, że jest skarga. Poza tym co to za dyrektor, który
          nie potrafi zdyscyplinować nauczycieli we własnej szkole. Koszmar
          jakiś. Zrobiłabym tam aferę na sto fajerków. I błagam nie gadajcie
          tylko piszcie, bo tylko słowo pisane pozostawia ślad w sprawie. Bez
          tego możecie sobie gadać do ściany.
          W każdym razie dorośli jesteście i załatwcie to po dorosłemu.
          Co do stopnia z zachowania - jeśli nie było wpisywanych uwag do
          dzienniczka przez całe półrocze to nie ma podstaw do obniżenia
          zachowania.
          Nie wiem dlaczego dziecko ma nerwicę, ale gdybym ja chodziła do
          takiej szkoły to też bym ja miała surprised
          • e-emma-e Re: a nie pisalam, 09.06.09, 08:36
            fogito napisała:

            > Co do stopnia z zachowania - jeśli nie było wpisywanych uwag do
            > dzienniczka przez całe półrocze to nie ma podstaw do obniżenia
            > zachowania.

            To akurat nie jest żaden argument - w niektórych szkołach nie
            funkcjonują tzw. dzienniczki ucznia. A jeśli nawet i funkcjonują, to
            niekoniecznie każdy wybryk jest tam wpisywany. Zwłaszcza taki, o
            którym rodzic i tak już wie.

            Nie ocenia się zachowania tylko na podstawie wpisów w dzienniczku.
            • mgla_jedwabna Re: a nie pisalam, 09.06.09, 15:12

              Cały czas wszyscy powtarzają: tylko słowo pisane zostawia ślad w sprawie, na gębę to nic. To samo dotyczy oceny z zachowania i uwag w dzienniczku/dzienniku. Jeśli przez cały semestr nie postał ślad złego zachowania ucznia w postaci pisemnej uwagi, to nie da się mu postawić oceny nagannej. Nawet gdyby uczeń rzeczywiście na nią zasługiwał.
              • scher Re: a nie pisalam, 09.06.09, 16:20
                mgla_jedwabna napisała:
                CytatJeśli przez cały semestr nie postał ślad złego zachowania ucznia w postaci pisemnej uwagi, to nie da się mu postawić oceny nagannej. Nawet gdyby uczeń rzeczywiście na nią zasługiwał.
                Nieprawdę wam mówią. Ocenę zachowania w sposób ostateczny ustala wychowawca klasy, w świetle prawa ocena jest fachową opinią rzeczoznawczą, od jej treści nie ma odwołania. Nauczyciel może, ale nie musi mieć na nią oficjalnych, pisemnych "podkładek". Oczywiście dobrze, jak ma, bo pozostaje kwestia uzasadnienia oceny oraz oceny pracy samego nauczyciela. Nauczyciel powinien oceniać rzetelnie - to jest najważniejsze, nie biurokracja.
                • mgla_jedwabna Re: a nie pisalam, 09.06.09, 18:52
                  Ale tak na zdrowy chłopski rozum to chyba trudno bedzie wychowawcy uzasadnić tę ocenę naganną, jeśli dziecko nie miało uwag ani w dzienniczku, ani w dzienniku, nikt nie zgłaszał zastrzeżeń co do jego zachowania przez cały rok szkolny, w poprzednim semestrze ocena z zachowania też była w normie. Jeśli brak jest tych wszystkich rzeczy, o których mówię, to taka naganna wyglada jak zwykłe widzimisię wychowawcy. Z pewnością są jakieś możliwości odwołania się np. w kuratorium. Poza tym chyba trudno traktowac poważnie ocenę z zachowania wystawioną przez nuczyciela uczniowi, kiedy jednocześnie nauczyciel ten może sam dostac naganę za to, jak obchodził się z tym uczniem. A poza tym wiem, że wystawianie ocen skrajnych (naganne/wzorowe oraz z przedmiotów - szóstek i jedynek) wymaga szczególnego uzasadnienia.
                  • fogito Re: a nie pisalam, 09.06.09, 19:13
                    Są możliwości odwołania się do kuratorium. W podobny sposób chciano
                    mi w 7 klasie obniżyć ocenę ze sprawowania z wzorowej na poprawna na
                    koniec roku. Powodem był obrażony nauczyciel matematyki, któremu
                    powiedziałam, że 'chamstwo się szerzy' w reakcji na zabranie
                    kartkówki przed końcem sprawdzianu. Nauczyciel nie wpisał uwagi do
                    dziennika ani do dzienniczka ucznia. Moja mama - też nauczyciel -
                    zakwestionowała decyzję i 'postraszyła' rozmową w kuratorium. W
                    efekcie skończyło się chyba na wyróżniającym zachowaniu. Była to
                    jedyna skarga w całym roku, która na dodatek nie była niczym
                    podparta.
                    • scher Re: a nie pisalam, 10.06.09, 09:06
                      fogito napisała:
                      CytatSą możliwości odwołania się do kuratorium. W podobny sposób chciano mi w 7 klasie obniżyć ocenę
                      Ile lat temu to było? Nie sądzisz, że szkoła - i prawo szkolne - to już nie to samo? Od treści oceny nie ma odwołania.

                      CytatPowodem był obrażony nauczyciel matematyki, któremu powiedziałam, że 'chamstwo się szerzy' w reakcji na zabranie kartkówki przed końcem sprawdzianu.
                      A gdybyś mieszkała we Francji, tobyś za taką odzywkę jeszcze w papę dostała. smile

                      CytatNauczyciel nie wpisał uwagi do dziennika ani do dzienniczka ucznia.
                      I co z tego? Czyżby z tego powodu twoje ówczesne chamstwo przestało być chamstwem?

                      CytatMoja mama - też nauczyciel - zakwestionowała decyzję i 'postraszyła' rozmową w kuratorium.
                      Że mama też nauczyciel - to wiele wyjaśnia. Normalny rodzic w takiej sytuacji nie broniłby dziecka, tylko mu jeszcze po dupie natrzaskał.

                      CytatW efekcie skończyło się chyba na wyróżniającym zachowaniu.
                      No, się żeś naprawdę wyróżniła! wink
                      • fogito Re:scher 10.06.09, 17:01
                        smile Mam nadzieję, że nie jest gorzej w polskiej szkole niż było w
                        latach 70tych.
                        Nie znam regulaminu, ale na zdrowy rozum od każdej oceny można się
                        odwołać jeśli jest jakiś powód tego odwołania.

                        Co do oceny sytuacji - ja odezwałam się tak do nauczyciela, bo nie
                        zdzierżyłam jego niesprawiedliwego zachowania, nie pierwszego
                        zresztą. Więc zakomunikowałam mu w dosyć dyplomatyczny sposób, że
                        chamstwo się szerzy. Gdybym powiedziała mu, że zachowuje się jak
                        cham, to zapewne gorzej by to wyglądało.
                        W każdym razie - nie dostałam ani uwagi w dzienniczku ani w
                        dzienniku ani też nie poinformowano o niczym rodziców. Mama
                        dowiedziała się ode mnie i sama poszła do szkoły w momencie kiedy
                        obniżono ocenę ze sprawowania. I skwitowała moją odzywkę do
                        nauczyciela tekstem - "no bo szerzy się". W każdym razie mama jako
                        nauczyciel znała doskonale prawa i obowiązki obu stron i wiedziała,
                        że nauczyciel postąpił niewłaściwie. Poza tym miałam rację więc niby
                        z jakiego powodu miałam być ukarana. Uczeń to nie jest bezwolny
                        osiołek i ma prawo odpowiadać na niesprawiedliwość, która go w
                        szkole spotyka. A moje podstawówka była pełna takich sfrustrowanych
                        nauczycieli, którzy pili, ciągneli za uszy, rozbierali dzieci do
                        majtek i inne temu podobne kwiatki. I za każdym razem moja mama jako
                        najodważniejsza ze wszystkich rodziców i zaznajomiona w prawie
                        szkolnym szła i walczyła o mnie i inne dzieciaki. Zawsze z
                        pozytywnym skutkiem, bo towarzystwo bało się kuratorium jak ognia.
                        Ja wiem scher, że ty bijesz swoje dzieci, ale uwierz mi, że nie
                        wszyscy to robią.
                        Ja byłam najlepszą uczennicą w klasie, zawsze miałam średnią 5,0 i
                        znosiłam w milczeniu wiele rzeczy w mojej podstawówce. Mama naprawdę
                        w tej kwestii nie miała powodów do bicia. Prawdziwe lanie przydałoby
                        się raczej kadrze nauczycielskiej, ale przecież dorosłych bić nie
                        wolno tongue_out
                        A co do Francji - to nie mieszkam, ale jeśli tam uczniów w papę leją
                        to chyba nie najlepiej się dzieje.
      • morekac Re: Zaczęła się nagonka za moją skargę u Dyrektor 09.06.09, 16:18
        Zmień mu szkołę. Ja bym się nie chciała w takiej uczyć. Gwarantuję
        ci, że są fajniejsze.
      • scher Troje nauczycieli uwzięło sie na twoje dziecko 10.06.09, 08:49
        Wybacz, ale znam dzisiejsze realia szkolne oraz mentalność nauczycieli (skargi
        rodziców to nic przyjemnego i żaden nauczyciel z premedytacją nie doprowadza do
        eskalacji konfliktów) i nie wierzę w takie przypadki. Wydaje mi się, że
        opisywani przez ciebie nauczyciele bronią jakichś obowiązujących w tej szkole a
        kwestionowanych przez twoje dziecko i przez ciebie zasad, stąd ich duża
        determinacja w tym konflikcie.

        Troje nauczycieli uważa zachowanie twojego dziecka za niedopuszczalne, mają
        nawet odwagę nazwać jego zachowanie "podłym" (tak, we współczesnej
        pajdocentrycznej szkole wymaga to dużej determinacji). Nauczyciel przyrody,
        nauczycielka polskiego, wychowawczyni... Troje sadystów czy troje ignorantów -
        twoim zdaniem?

        Po przeczytaniu opinii lekarza (protozoa) też zaczynam się
        zastanawiać, czy twój syn po prostu nie manipuluje swoją chorobą w celu
        uniknięcia odpowiedzialności. Czy nie jesteś czasem matką nadopiekuńczą, z
        powodu choroby przyzwalającą synowi na zbyt wiele? Czy nie przyzwyczaiłaś
        dziecka może, że bronisz go jak lwica, niezależnie od okoliczności, od stopnia
        jego winy?

        Po reakcji nauczycieli sądzę, że nie wierzą jakoś w tę nerwicę, że dopatrują się
        tu jakichś form manipulowania otoczeniem.

        Nauczyciel przyrody, nauczycielka polskiego, wychowawczyni... Jest takie
        przysłowie: jeżeli dwóch ci mówi, żeś pijany, to idź spać!
    • protozoa Re:W tej sytuacji tylko zmiana szkoły 09.06.09, 07:58
      Niestety, nic innego nie wchodzi w grę. Awantury, skargi nic nie dadzą.
      Oczywiście trzeba je składać, ale bardziej dla siebie i swojego sumienia, zeby
      miec przeświadczenie, że zrobiło się wszystko.
      Sprawy zabrnęły za daleko.
      A mnie interesuje, jako lekarza, jeszcze jedna rzecz - stan zdrowia Twojego
      syna. Owszem zdarzają się, rzadko bo rzadko, zasłabnięcia pod wpływem strasu,
      ale czy tu syn trochę nie manipuluje swoim zdrowiem/nadciśnieniem ( w tym wieku
      - to tak na marginesie- wysokie ciśnienie wymaga intensywnego leczenia)/nerwicą?
      Czy masz pełny i obiektywny obraz tego co stało się/dzieje w szkole?
      Nie bronię nauczycieli. O części z nich mam jak najgorsze zdanie, ale jest
      najczęściej jeszcze jakies drugie dno.
      • betta_6 Re:W tej sytuacji tylko zmiana szkoły 09.06.09, 08:26
        Myślę,że mam jasny obraz,skoro w rozmowie nauczyciel przyrody mówi,że to nie
        Jego wina,że dzieci teraz dokuczają mojemu synowi,bo na ich wychowanie to On
        wpływu nie ma,a tego,że sam ujawnił informację poufną w ogóle nie przyjmuje do
        wiadomości,za to wciąż powtarza,że ściąganie to skandal.Czyli wygląda na to,że
        nauczyciel może wszystko,a ten kto się sprzeciwi jest piętnowany.
        Co do stanu zdrowia,nerwicę ma silną,nabawił jej się właśnie w szkole.
        Wysokie ciśnienie wykryte około trzy miesiące temu,jest w trakcie badań
        diagnostycznych.USG jamy brzusznej wykazało teraz powiększenie wątroby i
        śledziony.Pierwszego lipca mamy znowu wizytę w Klinice Kardiologicznej.
        • azile.oli Re:W tej sytuacji tylko zmiana szkoły 09.06.09, 09:49
          W tej szkole jakieś chore układy panują. Miałam podobną sytuację, że
          nauczycielka, i to wychowawczyni , prześladowała mojego syna. Z tym,
          że przyczyną było to, że nie poszedł poprawić uwaga, 4 z testu, w
          sytuacji, gdzie miał 15 piątek , trzy szóstki i dwie czwórki. a nie
          poszedł dlatego, że ja mu powiedziałam, że poprawianie 4 z testu
          jest bzdurą. Następnego dnia przyszedł z uwagą na całą stronę. Do
          szkoły poszedł mąż. Najpierw rozmawiał z wychowawczynią, nie
          docierało, poszli razem do dyrektorki, która zaczęła bronić
          pracownicy ( wogóle nie merytorycznie i na oślep). Na to mąż
          oświadczył, że w takim razie zabiera ze szkoły syna i córkę i
          zgłasza sprawę do kuratorium i niech się szkoła tłumaczy, dlaczego
          rodzice zabrali ze szkoły dwoje wzorowych uczniów, jednego ze
          średnią powyżej 5, drugą ze średnią 6,0. Powiedział, że dopilnuje
          sprawy, a przy okazji złoży wniosek o przeprowadzenie kuratoryjnego
          badania wyników . Oczywiście nie miał takich możliwości prawnych,
          ale szkole wcale nie zależało na negatywnej reklamie i inspekcji z
          kuratorium. I nauczycielka i dyrektorka zaczęły przepraszać, a
          wychowawczyni przeprosiła też syna (przy całej klasie, bo przy całej
          klasie wpisała mu tę uwagę). Zemsty innych nauczycielek nie było,
          pomijając już fakt, że większość wcale nie popierała tej
          nauczycielki.
          Na miejscu autorki wątku przeniosłabym dziecko na ten rok do szkoły
          prywatnej. Tak zamierzałam zrobić, gdyby pojawiły się oznaki, że
          którekolwiek z dzieci jest prześladowane.
        • basiak36 Re:W tej sytuacji tylko zmiana szkoły 09.06.09, 10:30
          betta_6 napisała:

          > Myślę,że mam jasny obraz,skoro w rozmowie nauczyciel przyrody mówi,że to nie
          > Jego wina,że dzieci teraz dokuczają mojemu synowi,bo na ich wychowanie to On
          > wpływu nie ma,a tego,że sam ujawnił informację poufną w ogóle nie przyjmuje do
          > wiadomości,za to wciąż powtarza,że ściąganie to skandal.Czyli wygląda na to,że
          > nauczyciel może wszystko,a ten kto się sprzeciwi jest piętnowany.

          Ja bym przede wszystkim chciala utwierdzic sie w przekonaniu ze nie pozwole na
          takie traktowanie dziecka. Obojetnie czy sciagalo czy nie, nauczyciel jest
          dorosly i obowiazuja go chyba jakies zasady?
          Nie mieszkam w Polsce od lat, ale tutaj cos takiego byloby nie do pomyslenia,
          taki nauczyciel 'bully' nie mialby szans na kolejny dzien w szkole. Gdyby
          dyrektor nic z tym nie zrobil, poszlabym do kuratora.
          Nie mozna przekazywac dzieciom wzorca ze jest ok osmieszac innych...
          Smutne to bardzo.
          Ja z moim 1-klasista ide jutro do ortodonty, dziwnie mu zab rosnie. Wyglada to
          nieciekawie, niemniej zadne z dzieci nie komentowalo. Nauczycielce powiedzialam
          ze nie bedzie nas jutro w szkole, a ona pytala jak chcialabym zeby odpowiadala
          na ewentualne pytania dzieci o ten zab - zaznaczajac ze dzieci traktuja wszelkie
          drobne 'innosci' naturalnie.
          Chyba ze rodzice naucza ich czegos innego...
        • protozoa Re:W tej sytuacji tylko zmiana szkoły 10.06.09, 07:03
          Mamy tu do czynienia z dwiema sprawami:
          - szkolną
          - medyczną - tak to nazwijmy roboczo.
          Nadciśnienie, powiększenie wątroby i śledziony nie ma związku ze szkoła.
          Podejrzewam, że nadciśnienia jest pochodzenia nerkowego i bardziej jest tu
          potrzebny pediatra mający szerokie spojrzenie na całe dziecko niz kardiolog.
          Samoistne nadcisnienie w tym wieku występuje bardzo, bardzo rzadko.
          Tyle jeśli chodzi o sprawy medyczne.
          Natomiast nerwica szkolna trwająca już od kilku lat pownna dać Ci wiele do
          myslenia. Raczej nie bierze się ona z dnia na dzień. Musiał to byc
          wielomiesięczny proces, musiało coś niedobrego dziac się w szkole. Dlaczego
          wtedy nie reagowałaś?
          Ponadto czy jesteś pewna, że "zawiniła" wyłacznie szkoła? Może było cos jeszcze?
          Dzieci chore mają ,niestety, tendencję do wykorzystywania swoich chorób w szkole
          gdy cos jest nie po ich myśli. Wiele lat temu dorabiałam sobie w Pogotowiu
          Ratunkowym. Jeździlismy do szkół do dzieci, które miały "bóle serca". Nauczyciel
          - zwykle przestraszony - wzywał karetkę, bo dziecko zaczynało sie gorzej czuc
          gdy np. dostało zły stopień. Samopoczucie znacznie poprawiało sie w karetce, a
          w Izbie Przyjęc, do której przylatywała przestraszona matka, było juz całkiem
          nieźle.
          Nie bronię szkoły. O tej instytucji mam swoje zdanie.♠ Ale spójrz, dla dobra
          własnego dziecka, na to i z innej strony.
    • komyszka jedno pytanie 09.06.09, 19:42
      czy jestes absolutnie pewna ze sytuacja wygląda dokładnie tak jak opisujesz?
      tzn. padają dokładnie takie inwektywy na syna jak przytaczasz, jest dosłownie
      tak traktowany? czy relacje o tym co sie wydarzyło masz tylko od niego? czy
      potwierdza to również inne źródło np. koledzy? pytam dlatego że niejedno już
      widziałam w polskiej szkole, a krótko mowiąc bywa rozmaicie. nie twierdze ze
      twoj syn kłamie, ale oprócz udzielenia mu oczywistego w tej sytuacji wsparcia-
      dzieje się coś co ciężko mu ogarnąć, zasięgnełabym tez jezyka u kogos kto był
      swiadkiem tych sytuacji.
    • joanna29 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 09.06.09, 20:49
      Najpierw piszesz, że o syna silnej nerwicy informowałaś już w
      pierwszej klasie, a nastepnie, że nerwicy nabawił się w szkole. To
      jak to jest? Poza tym syn jesli ma nerwice to mam nadzieje, że sie
      leczy, chodzi do psychologa i jest pod opieką pedagoga szkolnego.
      Przez 6 lat juz wszyscy powinni wiedziec o jego nerwicy w szkole,
      zarówno nauczyciele jaki uczniowie.
      Mysle jednak, że próbowałas syna tłumaczyc nerwicą. Nauczyciel zaś w
      klasie powiedział, że nerwica nikogo nie upoważnia do sciagania.
      Dzieci bedace świadkiem ściagania połaczyły fakty i zaczęły
      przezywać Twojego syna.
      • mgla_jedwabna Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 10.06.09, 00:11
        Dziecko chodziło do tej szkoly również w zerówce, tak więc pierwsza klasa to nie byl jego start w tej instytucji.

        Przez sześć lat rzeczywiście powinni wszyscy wiedzieć, ale szkoła jak widać tego rodzaju informacje ma w głębokim poważaniu.

        "Nauczyciel zaś w
        > klasie powiedział, że nerwica nikogo nie upoważnia do sciagania."

        nauczyciel powiedział dziecku, że w szóstej klasie to on mu dopiero nerwicę pokaże. To jednak co innego, nie uważasz? Poza tym temat nerwicy w ogóle nie powinien byc poruszany przy klasie i jeśli dzieci "połączyły fakty", to winny tego jest nauczyciel, który im te fakty "zapodał".

        Poza tym dzieci raczej nie przezywają i nie popychają jednego z nich z powodu ściągania. W polskiej szkole jest to zjawisko powszechne i nie spotyka sie z potępieniem u rówieśników. Przesladują syna autorki wątku raczej dlatego, że uważają go za "psychicznego", a to tylko WYŁĄCZNIE dzięki scenie, którą urządził w klasie nauczyciel.
        • scher Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 10.06.09, 09:10
          mgla_jedwabna napisała:
          CytatPrzesladują syna autorki wątku raczej dlatego, że uważają go za "psychicznego"
          Niekoniecznie. Być może uważają go za hipochondryka, co to w każdej dlań niewygodnej sytuacji krzyczy, że właśnie "globusa dostaje".
          • mgla_jedwabna Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 11.06.09, 13:37
            Padł tu np. przykład, gdzie dzieci popychały syna autorki wątku i złośliwie dodawały "bo ty psychiczny jesteś, pewnie się zaraz poryczysz". Trudno to nazwać "uważaniem za hipochondryka". Poza tym nawet gdyby tak było, ktoś powinien tym dzieciom wyjaśnić, ze to dziecko jest chore naprawdę a nie z urojenia.

            Poza tym, co to znaczy, ze "globusa dostaje" ? (żeby nie było, "Nad Niemnem" czytałam i źródło określenia znam) On jest naprawdę chory, a nie robi z siebie ofiarę, chyba, że nadciśnienie to pikuś, a kardiolog sie nie zna.

            Ale cos mi się wydaje, że ty należysz do osób mylących nerwicę - jednostke chorobową z mimozowatym charakterem. Zapewniam cię, ze różnica jest duża, mniej więcej taka sama jak między "downem i debilem" a chorym na trisomię 21.
          • mgla_jedwabna Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 11.06.09, 13:44
            "Następnego dnia nauczyciel kazał wstać mojemu dziecku i przy całej
            klasie opowiedział o nerwicy,o moim telefonie i do tego straszył dziecko,że
            nerwicę to dopiero On Mu zrobi w szóstej klasie.
            Co robić? Dzieci tego samego dnia wyzywały syna od psychicznie chorych
            itp."

            Chyba widać, że prześladowanie zaczęło się wraz ze sceną zrobioną przez nauczyciela, a nie było spowodowane reakcjami dziecka na niewygodne sytuacje.

            Poza tym dziecko tak na oko nie jest z tych co krzyczą. to raczej na niego krzyczą. Przeczytaj sobie jeszcze raz opis sceny, w której dziecko wyciagniete z klasy było opie...ne przez dwoje nauczycieli, jak najbardziej niesłusznie. On tylko oparł sie o parapet, bo mu było słabo. To nie to samo, co "krzyczeć, że dostaje globusa w kazdej niewygodnej sytuacji"

            Zresztą nawet jak dzieciak tę jedynkę dostal to też nic nie powiedział o swojej chorobie, dopiero mama przez telefon. Twoja teoria leży i kwiczy.
    • betta_6 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 10.06.09, 11:20
      >Troje nauczycieli uwzięło sie na twoje dziecko
      Autor: scher 10.06.09, 08:49

      Nie troje,a dwoje.Polonistka i wychowawca to jedna osoba,nauczyciel przyrody i
      wicedyrektor to tez ta sama osoba.

      >Dziecko chodziło do tej szkoly również w zerówce, tak więc pierwsza klasa to
      nie byl jego start w tej instytucji.
      Autor: mgla_jedwabna 10.06.09, 00:11

      Dokładnie tak.Syn w zerówce miął świnkę z powikłaniami.Długo nie chodził do
      szkoły.Po chorobie nauczycielka miała do mnie pretensję,że Go
      przyprowadziłam,według Niej skoro taki chorowity to powinien siedzieć w domu,bo
      zerówka nie jest obowiązkowa,a ona nie będzie nadrabiać Jego zaległości-jak się
      okazało przerobiłam z synem znacznie więcej materiału niż owa pani w
      szkole.Nauczycielka właściwie wtedy krzyczała na mnie przy dziecku.Od tego czasu
      wszystko się zaczęło,bał się chodzić do szkoły,a ja nie mogłam ustąpić,gdyż za
      chwile była pierwsza klasa i też by prosił,żeby nie iść,ale uwierzcie mi,że
      zrobiłam co mogłam,żeby pomóc swojemu dziecku.
      Dlatego w pierwszej klasie rozmawiałam z wicedyrektorem i ówczesną dyrektor o
      chorobie dziecka.

      Do protoza:
      Na pewno jako lekarz patrzysz na to inaczej,na pewno fachowo.

      Do scher i protoza:
      Poprosiłam p.Dyrektor o zapis z monitoringu jak na korytarzu wychowawczyni
      szarpie moje dziecko,czy to też manipulacja syna???
      Podałam nazwiska osób,które słyszały ostatnią awanturę,chyba potwierdziły,skoro
      nauczyciele dostali nagany i notatki do akt.

      Teraz zastanawiam się czy spróbować w nowym roku i liczyć na poprawę w nowym
      roku szkolnym czy jednak zmienić szkołę dziecku,mimo dalszej drogi z dojazdem.
      Dziękuję Wszystkim za każdą wypowiedź,naprawdę za każdą,bo czasem rzeczywiście
      pod wpływem emocji nie jesteśmy w stanie sami realnie ocenić sytuacji.Wiele z
      tych wypowiedzi mi pomogło.
      Pozdrawiam i dziękuję raz jeszcze.
      • fogito Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 10.06.09, 17:10
        Wydawało mi się, że zerówka jest obowiązkowa surprised A z drugiej strony,
        gdyby nauczyciel się na mnie wydarł przy dziecku to chyba bym się
        zastanowiła nad zmianą szkoły albo przynajmniej klasy na samym
        początku kariery szkolnej dziecka. To co się stało to się nie
        odstanie, ale może warto znaleźć dziecku szkołę, która będzie
        przyjzna człowiekowi. Bo ja osobiście nie miałabym sumienia wysyłać
        go tam jeszcze przez następny rok. No chyba, że syn nie będzie
        chciał zmian.
        A skoro nauczyciele dostali nagany i wpis do akt to może się
        przebudzą i zastanowią nad swoim zachowaniem.
        • betta_6 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 10.06.09, 18:03
          >Wydawało mi się, że zerówka jest obowiązkowa

          Teraz już jest obowiązkowa,o ile się nie mylę,to rocznik mojego syna był ostatni
          kiedy zerówka była dobrowolna,ale pewności nie mam.
      • angazetka Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 11.06.09, 12:08
        > Dokładnie tak.Syn w zerówce miął świnkę z powikłaniami.Długo nie
        chodził do
        > szkoły.Po chorobie nauczycielka miała do mnie pretensję,że Go
        > przyprowadziłam,według Niej skoro taki chorowity to powinien
        siedzieć w domu,bo
        > zerówka nie jest obowiązkowa,a ona nie będzie nadrabiać Jego
        zaległości-jak się
        > okazało przerobiłam z synem znacznie więcej materiału niż owa pani
        w
        > szkole.Nauczycielka właściwie wtedy krzyczała na mnie przy
        dziecku.Od tego czasu
        > wszystko się zaczęło,bał się chodzić do szkoły,a ja nie mogłam
        ustąpić,gdyż za
        > chwile była pierwsza klasa i też by prosił,żeby nie iść,ale
        uwierzcie mi,że
        > zrobiłam co mogłam,żeby pomóc swojemu dziecku.

        To dlaczego kazałaś mu iść do tej samej szkoły do pierwszej klasy???
        Po takiej zerówce zabrałabym stamtąd dziecko.
      • mgla_jedwabna Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 11.06.09, 13:48
        Wydaje mi się, że raz już zrobiłaś błąd zostawiając syna w szkole, której się bał. Chcesz zrobić go znowu? Przecież on i tak będzie się bał, nawet jak sytuacja się unormuje.

        Przekonasz się jak pójdziesz do dziecka, powiesz mu "synku, już nigdy nie bedziesz musiał isć do tej szkoły, znajdziemy ci lepszą". Uśmiech stuleci gwarantowany, a może nawet uściskanie mamy z radości.
        • betta_6 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 11.06.09, 14:39
          mgla_jedwabna napisała:

          > Wydaje mi się, że raz już zrobiłaś błąd zostawiając syna w szkole, której się b
          > ał. Chcesz zrobić go znowu? Przecież on i tak będzie się bał, nawet jak sytuacj
          > a się unormuje.
          >
          > Przekonasz się jak pójdziesz do dziecka, powiesz mu "synku, już nigdy nie bedzi
          > esz musiał isć do tej szkoły, znajdziemy ci lepszą". Uśmiech stuleci gwarantowa
          > ny, a może nawet uściskanie mamy z radości.

          Dziękuję za każde Twoje słowo.Pozdrawiamsmilesmile
    • doro-ta06 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 10.06.09, 23:24
      Przecież ten nauczyciel jest bezczelny!ja bym poszła do dyrektora i
      powiedziałabym o wszystkim.
    • reszka2 A co na to prowadzący psycholog? 11.06.09, 21:50
      Wina nauczyciela jest jasna - nie miał prawa tak zrobić.
      Ja mam jednak pytania odnośnie nerwicy.
      Kto rozpoznał u dziecka nerwicę?
      W jaki sposób jest prowadzone dziecko przez psychologa/pedagoga?
      Jakie działania pedagogizne/psychologiczne zostały przez te pięć lat
      zaproponowane a jakie wprowadzone?
      Na jaka pomoc prowadzącego terapeuty może liczyć twoje dziecko podczas obecnej,
      trudnej dla niego sytuacji?
      Czy terapeuta mógłby porozmawiać w szkole z nauczycielami, skoro takie
      zachowania powtarzają się?
      • reszka2 Re: A co na to prowadzący psycholog? 13.06.09, 14:53
        Ponawiam pytania jak wyżej.
        Wątkotwórczyni odpowiadała na inne, może też będzie uprzejma
        odpowiedzieć na moje.
        • betta_6 Re: A co na to prowadzący psycholog? 14.06.09, 08:01
          reszka2 napisała:
          > Wątkotwórczyni odpowiadała na inne, może też będzie uprzejma
          > odpowiedzieć na moje.

          Przepraszam,przeoczyłam najwyraźniej.
          Nerwicę u syna stwierdził neurolog(były też tiki nerwowe)i to on prowadzi
          leczenie nerwicy.Poza tym syn jest pod kontrolą pediatry i kardiologa.Wizyty u
          psychologa są,ale sporadycznie.
          • reszka2 Re: A co na to prowadzący psycholog? 15.06.09, 08:05
            dziekuję za odpowiedź.
            Zdumiewa mnie że neurolog podjął się rozpoznania i leczenia nerwicy
            szkolnej. Jak dziecko jest leczone przez neurologa na nerwicę?
            Psychotropami? Nerwice, nieomal z definicji - leczone są różnymi
            rodzajami psychoterapii idziałaniami pedagogicznymi, przez
            adekwatnych specjalistów. Neurolog nie jest od rozpoznawania nerwic,
            a już na pewno nie od leczenia. To nieodpowiedzialne. Twoje dziecko
            wymaga regularnej opieki ukierunkowanego psychologa i pedagoga, we
            współpracy ze szkołą, o ile się da.
            Wyjść ze zdumienia nie mogę.
            • fogito Re: A co na to prowadzący psycholog? 15.06.09, 12:26
              To fakt zdumiewające. Psycholog się kłania i to jak najszybciej.
              • marminia Re: A co na to prowadzący psycholog? 15.06.09, 12:52
                No właśnie! Nerwica to nie choroba nerwow, leki zmniejszające
                natężenie tikow są potrzebne, ale bez terapii psychologicznej raczej
                się nie obejdzie! Psychoterapia daje naprawdę dobre efekty,
                zwłaszcza gdy zacznie się ją w początkowej fazie zaburzenia (no i
                oczywiście z dobrym psychologiem).
                A nauczyciel niezależnie od istniejących okoliczności i pozniejszych
                reakcji dziecka i klasy postąpił nieetycznie!
                • azile.oli Re: A co na to prowadzący psycholog? 15.06.09, 13:27
                  Nauczyciel postapił nieetycznie, skandalicznie, a przede wszystkim
                  głupio. Piszę to jako nauczycielka, której do głowy by nie przyszło
                  dzwonić do rodzica z informacja, że dziecko ściągało. Wystarczyło
                  odebrać pracę, postawić jedynkę (ale nie za karę, a z tegoż
                  sprawdzianu), ewentualnie wpisać uwagę. Skoro zadzwoniła do matki i
                  kazała temuż dziecku przyznać się samemu, co zrobiło, to, mając
                  informację o stanie zdrowia chłopca i zauważywszy, iż ten się
                  popłakał, był roztrzęsiony, powinna sama sprawę wyjaśnić,
                  ewentualnie poprosić matkę o rozmowę.
                  Obserwując dzieci, także moje, z zachowania chłopca wysnułabym
                  jednoznaczny wniosek - on ma problem i to nie wymyślony. A wniosek
                  ten płynie stąd, że dziecko jest przez matkę traktowane ulgowo, więc
                  w jakim celu miałoby popadać w histerię, wyznając jej, że ściągało?
                  Toż chłopak raczej wiedział, że najłagodniej obejdzie się z nim
                  właśnie matka. Nie wyobrażam sobie, żeby którekolwiek z moich dzieci
                  w tym wieku płakało do słuchawki i nie mogło wydusić słowa, mimo, że
                  one wiedziały, że nie zastosuję wobec nich okoliczności łagodzacych
                  (oczywiście, mam na myśli ściąganie, bo wtedy wina jest jednoznaczna
                  zazwyczaj).
                  No i w żadnym razie nie wolno było przekazać klasie jakichkolwiek
                  szczegółów rozmowy z matką ucznia. Jeśli istnialo podejrzenie, że
                  uczeń próbuje manipulować rodzicem , wykorzystując swoje problemy
                  zdrowotne, to ta nauczycielka powinna porozmawiać z matką osobiście.
                  Bo to, że matka nie miała zamiaru kwestionować jedynki to jedna
                  sprawa, a to, czy dziecko nie miało nadziei na taki właśnie ratunek,
                  to już rzecz zupełnie inna.
                  Wogóle dziwna jakaś ta szkoła, te nauczycielki, wyciagajace dziecko
                  z klasy i szarpiące je na korytarzu. Nawet najwredniejsze, jakie
                  znam, nie odważyłyby się zrobić czegoś takiego.
                  • scher Re: A co na to prowadzący psycholog? 15.06.09, 13:33
                    azile.oli napisała:
                    CytatNawet najwredniejsze, jakie znam, nie odważyłyby się zrobić czegoś takiego.
                    No właśnie. Dlatego powątpiewam w wiarygodność relacji.
                    • zaciszanna Re: A co na to prowadzący psycholog? 19.06.09, 09:47
                      Scher, chyba sobie żartujesz?
                      Sama pamiętam sytuację jak nauczyciel geografii w mojej szkole (no to już było z
                      15-17 lat temu) na spółkę z babą od muzyki wydzierali się i potrząsali dzieckiem
                      na szkolnej przerwie wyzywając je od najgorszych, za to że przebiegając na
                      przerwie potrąciło panią od rzeczonej muzyki.
                      Innym razem ten sam nauczyciel geografii (dyrektor szkoły jednocześnie)
                      zorganizował apel dla klas 6-8 - taki na szybko - tylko po to, żeby trzem
                      chłopakom którzy grając w piłkę zbili szybę zlać gołe tyłki linijką. Przy
                      wszystkich klasach!

                      Takie rzeczy i tacy nauczyciele się zdarzają, niestety są wśród nich ludzie
                      którzy czerpią przyjemność z sadystycznego wyżywania się na dzieciach. Nie ważne
                      czy to znęcanie się jest fizyczne czy psychiczne - bo znęcanie się zawsze
                      znęcaniem pozostanie.
                      Są też tacy którzy są dobrzy i wspaniali, i też jest ich nie mało - ale niestety
                      nie są oni panaceum na tych którzy lubią się wyżywać.
                      • scher Re: A co na to prowadzący psycholog? 19.06.09, 10:19
                        zaciszanna napisała:
                        Cytatz 15-17 lat temu
                        No i wszystko na ten temat. Twoja znajomość realiów szkolnych oraz mentalności nauczycieli pochodzi z czasów przedpotopowych.
                        • zaciszanna Re: A co na to prowadzący psycholog? 19.06.09, 16:57
                          Proszę - udowodnij mi, że ludzie się zmienili.
                          Przepraszam bardzo - czy w ciągu tych 15 lat do szkoły zamiast ludzi dano
                          zaprogramowane roboty które nie mają własnego charakteru tylko wgrane programy
                          wychowawcze?
                          Ludzie byli i są tacy sami. I tak jak byli tak i są niekompetentni nauczyciele,
                          i nauczyciele z powołaniem.
                          Jeśli twierdzisz inaczej - to nie wiem na jakim świecie żyjesz - podaj adres,
                          chętnie się tam przeprowadzę.
                          • scher Re: A co na to prowadzący psycholog? 19.06.09, 17:23
                            Przez te 15-17 lat system szkolnictwa i mentalność pracujących w nim ludzi zmieniły się diametralnie. Dzisiejsza szkoła praktycznie w niczym nie przypomina szkoły twojego dzieciństwa.
                            • zaciszanna Re: A co na to prowadzący psycholog? 19.06.09, 18:30
                              Haha - moje dziecko z racji przeprowadzek zaliczyło już dwie szkoły
                              i jakoś nie zauważyłam drastycznej zmiany mentalności nauczycielskiego grona,
                              więc proszę Cię nie broń ich tak zaciekle, bo nie masz racji.
                            • pam_71 Re: A co na to prowadzący psycholog? 25.06.09, 12:58
                              I trochę chyba szkoda ... prawda wink
                    • babcia47 Re: A co na to prowadzący psycholog? 25.06.09, 02:01
                      > azile.oli napisała:
                      > CytatNawet najwredniejsze, jakie znam, nie odważyłyby się zrobić
                      czegoś takie
                      > go.

                      > No właśnie. Dlatego powątpiewam w wiarygodność relacji.
                      ja nie powatpiewam..i do tego moje przekonanie pochodzi sprzed
                      ćwierćwiecza, nauczyciel liceum, równiez wcedyrektor, został
                      powiadomiony w poufnej rozmowie przez matkę o tym, ze dziewczyna z
                      licealnej klasy ma dlatego problemy z nadrobieniem zaległości w
                      materiale, bo w ciągu roku dwukrotnie miała powazne problemy
                      zdrowotne, miała w ciągu roku m.in.kilkakrotne zabiagi wymagające
                      hospitalizacji..jakie!!??..przedstawiła dokumantacje medyczną, w
                      której stało, ze dziewczyna musiała być poddana czyszczeniu macicy
                      (wyłyżeczkowanie)..szanowny pan na wywiadówce poinformował rodziców,
                      ze dziewczyna ma przedłuzony okres klasyfikacji, bo
                      miała "skrobankę"..
                      • azile.oli Re: A co na to prowadzący psycholog? 25.06.09, 09:10
                        Za moich szkolnych czasów zdarzało się bicie po łapach linijka czy
                        ciągnięcie za uszy, szarpanie itd. Ale to było dawno temu, a
                        przypuszczam, że Twoje czasy szkolne jeszcze dawniejsze, skoro masz
                        dwóch dorosłych synów. Obecnie w szkole nie jest idealnie, są wredne
                        nauczycielki, są złośliwe, ale wyżywających się ot tak, ''bez
                        białych rękawiczek'' i przy świadkach wyciągających z klasy , na
                        dodatek pracujących w jednej szkole nie spotkałam. Nauczycielom
                        teraz po prostu wielu rzeczy robić nie wolno. Dawniej były na
                        porządku dziennym, a rodzic najczęściej siedział cicho, bo, co
                        ciekawe, to ofiarami przemocy fizycznej, czyli szarpania, wyciągania
                        na korytarz nie były spokojne, znerwicowane ''aniołki''. Nie ma co
                        opisywać szkoły sprzed 30-tu lat.
                        • azile.oli Re: A co na to prowadzący psycholog? 25.06.09, 09:28
                          Acha, żeby nie było. Ja nie kwestionuję relacji założycielki wątku,
                          tylko jeśli to prawda, to ta szkoła jest dziwna.
                          Opisywane przeze mnie ''ekscesy '' nauczycieli zdarzały się w szkole
                          podstawowej. W liceum jeśli nauczyciel uwziął się na ucznia, to
                          postępował z nim w sposób zdecydowanie bardziej subtelny.
                          Żadne ''poufne'' wiadomości nie wyciekały od nauczycieli do innych
                          uczniów. Maturę zdawałam 20 lat temu.
                          • pam_71 Re: A co na to prowadzący psycholog? 25.06.09, 13:13
                            Azile wink No to grabula wink Mi za rok stuknie 20 lat po Maturze ... A mnie
                            najbardziej brakuje w dzisiejszej szkole prostego "szacunku" jakim dawniej
                            obdarzało się Nauczyciela ... fakt, ze część ciała pedagogicznego przez lata
                            wypracowała taki stan rzeczy, ale i My Rodzice tez nie jesteśmy bez winy. Moja
                            mama uczyła w LO. Znam więc dwie strony medalu ... Nigdy jednak nie usłyszałam w
                            domu, że mój Nauczyciel jest głupi czy plecie od rzecz - choć dzisiaj wiem, że
                            Mama interweniowała u Matematycy kilka razy (po jej błędach merytorycznych wink)
                            .. ale tego dowiedziałam się długo po ukończeniu szkoły ... hihi .
                            Pozdrawiam
                            Pam
                            • angazetka Re: A co na to prowadzący psycholog? 26.06.09, 17:04
                              > Nigdy jednak nie usłyszałam w
                              > domu, że mój Nauczyciel jest głupi czy plecie od rzecz

                              Nawet wtedy, kiedy był głupi i plótł od rzeczy? To w sumie szkoda.
                              Nikt nie jest świętą krową, ani nauczyciel, ani uczeń.
                              • pam_71 Re: A co na to prowadzący psycholog? 29.06.09, 15:23
                                W podstawówce nigdy. W szkole średniej miałam pewien "incydent" ... i wtedy Mama
                                poparła moją stronę, a nie nauczyciela. Delikatnie z wyczuciem i bez epitetów wink
                                Każdy z nas jest niestety omylny i nie ma patentu na sama prawdę ... jednak z
                                obserwacji własnych widzę, ze coraz więcej dorosłych prezentuje postawę "ten
                                głupi N znowu krzywdzi Moje Dziecko
                                " - co gorsza wypowiadając negatywne opinie w obecności Dziecka. To jest
                                przeginka w druga stronę - no i efekty w postaci kubłów na głowie wink Żadna
                                przesada nie jest dobra ...
                                • scher Re: A co na to prowadzący psycholog? 29.06.09, 19:26
                                  pam_71 napisała:

                                  CytatW podstawówce nigdy. W szkole średniej miałam pewien "incydent" ... i wtedy Mama poparła moją stronę, a nie nauczyciela. Delikatnie z wyczuciem i bez epitetów ;
                                  Właśnie, tak wielu rodziców tego nie rozumie. Można stanąć po stronie dziecka, nie atakując nauczyciela.
            • firmenell Re: A co na to prowadzący psycholog? 24.06.09, 22:54
              no to wszystko jasne - neurolodzy nie lecza nerwic. Ale mamuska
              miala znajomego neurologa, ktory splodzil zaswiadczonko dla
              histerycznego dziecka. I tworzy tak co roku zeby dziecko mialo
              ochrone i bylo pod kloszem. Przydalaby sie kontrola tej "nerwicy",
              oraz owego wybitnego neurologa znawcy nerwic.
    • morekac Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 19.06.09, 13:06
      No i jakie jest zakończenie tego serialu?
      • joanna29 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 25.06.09, 12:20
        Matka wymusila na szkole i nauczycielach podwyzszenie zachowania i
        kilku ocen. Następna akcja z nerwicą będzie pod koniec semestru
        zimowego.
        • pam_71 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 25.06.09, 13:25
          E ... Joasiu ... chyba zbyt brutalnie wink
          Ja nie powiem .. wiele objawów nerwicy można zaaranżować powiedzmy "od reki",
          ale wysokie ciśnienie na zawołanie do nich raczej nie należy. Moja przyjaciółka
          (uczennica raczej bezproblemowa i czwórkowa) podczas Matury miała niezłą jazdę z
          przewodem pokarmowym i również z ciśnieniem (Ona akurat mdlała w domu - mało
          spektakularne ... prawda ?). No i choć z angola była od zawsze lepsza ode mnie
          to na egzaminie dostała gorszy stopień .... Duży stres może powodować przykre
          objawy somatyczne ;-(
          "Objawy somatyczne, czyli dotyczące odczuć i funkcjonowania ciała (soma-to,
          bodajże po grecku, ciało). Np. objawem somatycznym depresji może być bezsenność,
          schudnięcie itp a nerwicy bóle mięśni, głowy. Objawy somatyczne towarzyszą
          problemom natury psychicznej i często nie kojarzy się ich z prawdziwą przyczyną
          kłopotu. Z kolei często są tak typowe, że lekarz może zakładać, że wystapią. Np
          suchość w ustach i zaburzenia pracy serca po przyjmowaniu niektórych leków
          antydepresyjnych."

          Po Egzaminach przeszło jak ręką odjął.
          Pozdr
          Pam
          • alba27 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 25.06.09, 19:50
            Wiem, że się narażę ale napiszę co myślę. Nie będę pisać o
            zachowaniu nauczyciela, bo zachował się mało profesjonalnie, ale
            chciałabym poruszyć sprawę matki i dziecka. Moim zdaniem autorka
            wątku jest nadopiekuncza, obchodzi się ze swoim dzieckim jak z
            jajkiem a dziecko ucieka w chorobę zamiast zmierzyć się z problemem.
            Miałam podobnie w wieku dojrzewania, mdlałam jak się bałam, miałam
            ataki duszności itp. Teraz w dorosłym zyciu wiem, że problem leżał
            w mojej psychice, moje stany chorobowe były moją ochroną. Nerwica
            często ma swoje podłoże w psychice. Piszesz, że dziecko miało juz
            problem w zerówce, trzeba było wtedy powiedziec nauczycielce do
            słuchu a dziecku wytłumaczyć, że istnieją ludzie źli, złośliwi a my
            musimy sobie jakoś z nimi radzić. Ty zrobilaś z dziecka ofiarę i tak
            ono się teraz czuje, co więcej biorąc pod uwagę twoją
            nadopiekunczość dziecko podświadomie myśli, że takich zachowań po
            nim oczekujesz. Przepraszam, ale nie wierzę, że nerwica powstała w
            zerówce w wyniku jednorazowego incydentu. Poza tym inne dzieci tez
            chodzą do tej szkoły i co wszystkie mają nerwicę? Nie piszę tego
            złośliwie, ale pomyśl co wyrośnie z Twojego dziecka jak zawsze i
            wszędzie będziesz się za nim wstawiać i wszystko za niego załatwiać
            bo on ma nerwicę, wyrośnie osobnik niedostosowany do życia, jak
            będzie miał problemy w pracy to też będziesz dzwonić do pracodawcy i
            tłumaczyć się nerwicą w dziecinstwie. Mówię to jako matka wrażliwego
            i nieśmiałego dziecka, które wręcz nienawidzi być zagadywanym przez
            obcych ludzi i kiedy tak się dzieje mam ochotę im powiedzieć żeby
            spadali na drzewo, ale siedzę cicho i czekam, aż moj syn sam sobie
            poradzi bo zdaję sobie sprawę, że pójdzie do szkoły a ja nie zawsze
            będę mogła się za nim wstawić.
          • morekac Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 26.06.09, 16:48
            Człowiek musi byc odporny na stres, niestety. I czasem "średniak"
            potrafiący działać w stresie odnosi większe sukcesy niż prymus.
    • alba27 Re: Nauczyciel mówi o chorobie dziecka calej klas 26.06.09, 08:16
      I jeszcze jedna rzecz mi się nasuneła, pytasz czy przenieść dziecko
      do innej szkołay. A co na to twoje dziecko??? Może ma w klasie
      jakiegoś przyjaciela z którym nie chce sie rozstawać?a może nie ma
      wcale przyjaciół? To już by było niepokojące i przyczyn szukałabym
      gdzieś indziej niż w nerwicy. Zastanów się na spokojnie, przemyśl
      wszystko, łącznie z Twoim zachowaniem, bo matczyna miłość też może
      zaszkodzić jeśli nie jest odpowiednio dozowana.
Pełna wersja