Ograniczam własne dzieci?

17.06.09, 20:17
Ostatnio wpadł mi w rece artykuł o wychowywaniu dzieci, o
pobudzianiu ich wyobrazni, mobilizowaniu do dzialania a z drugiej
strony o dzialaniach mogących hamować ich wyobraznię, ekspresje i
tym samym ich rozwój.
i pytanie czy prosba i egzekwowanie sprzatania u dziecka(8 lat0
swojego biurka jest działaniem ograniczajacym jego rozwój? bo
przeciez mozna nieład wytlumaczyc "nieladem tworczym" a trzymanie
biurka w nalezytym porzadku tłamszeniem. Czy fakt ze miesz wojownika
zawisł z mojej inicjatywy nad lóżkiem syna a nie lezał na szafce ( z
ktorej non stop spadał) jest narzucaniem synowi wlasnego zdania?
Pytam, bo artykuł mocno mnie poruszył, a nie doszukalam sie na forum
podobnego watku.

Będę wdzieczna za opinie, czy przyklady z zycia


--
www.youtube.com/watch?v=3WV5sc8xorU&feature=related
    • julka1800 Re: Ograniczam własne dzieci? 17.06.09, 20:22
      Ostatnio wpadł mi w rece artykuł o wychowywaniu dzieci, o
      pobudzianiu ich wyobrazni, mobilizowaniu do dzialania, a z drugiej
      strony o dzialaniach mogących hamować ich wyobraznię, ekspresje i
      tym samym ich rozwój.
      I pytanie: czy prosba o egzekwowanie sprzatania u dziecka (8 lat)
      swojego biurka jest działaniem ograniczajacym jego rozwój? bo
      przeciez mozna nieład wytlumaczyc "nieladem tworczym", a trzymanie
      biurka w nalezytym porzadku tłamszeniem. Czy fakt, ze miecz
      wojownika zawisł z mojej inicjatywy nad lóżkiem syna, a nie lezał na
      szafce ( z ktorej non stop spadał), jak chciał syn, jest narzucaniem
      synowi wlasnego zdania?
      Pytam, bo artykuł mocno mnie poruszył, a nie doszukalam sie na forum
      podobnego watku.

      Będę wdzieczna za opinie, czy przyklady z zycia

      ps
      pisze raz jeszcze bo z dzieckiem wiszacym nad głową poszło w
      błędamismile
      • nika_j Re: Ograniczam własne dzieci? 18.06.09, 09:49
        > Czy fakt, ze miecz
        > wojownika zawisł z mojej inicjatywy nad lóżkiem syna, a nie lezał na
        > szafce ( z ktorej non stop spadał), jak chciał syn, jest narzucaniem
        > synowi wlasnego zdania?

        Jasne. Bo powinnaś była zapytać syna - hej, może masz jakiś pomysł, gdzie można
        by powiesić twój miecz, żeby był pod ręką/efektownie się prezentował smile
    • monika19782 Re: Ograniczam własne dzieci? 18.06.09, 12:09
      Są pewne granice rozsądku, dla mnie trzymanie twórczego nieładu jest
      po prostu tłumaczeniem się z lenistwa. Moje dzieci mają obowiązek
      trzymać porządek w pokoju, w ciągu dnia robią co chcą, nie jestem
      pedantką ale mamy zwyczaj, przed spaniem często oglądaja bajkę na
      dvd lub wspólnie czytamy, warunkiem jest czysty pokój tzn zabawki w
      pudłach czysto na biurku ubrania poskładane w szafie, nie ingeruję w
      to co gdzie leży czasem tylko sugeruję.
    • blanka.g1 Re: Ograniczam własne dzieci? 18.06.09, 14:29
      matko to ja ograniczam męża dwoje dzieci i siebie i byłam
      ograniczana całe życie przez swoich rodziców......... idę na
      terapię wink porządek powinien być ( zasady jakieś powinny obowiązywać
      bo inaczej przestaną się myć, uczyć, itd itp)
      • morekac Re: Ograniczam własne dzieci? 18.06.09, 14:33
        zasady jakieś powinny obowiązywać
        > bo inaczej przestaną się myć, uczyć, itd itp)
        Nie przesadzaj, nie ma to aż tyle wspólnego. Nie jest to tak, że
        jak nie sprząta, to wyrośnie na nieuka i przestępcę...
        • oldrena1 Re: Ograniczam własne dzieci? 18.06.09, 16:32
          morekac napisała:
          > Nie przesadzaj, nie ma to aż tyle wspólnego. Nie jest to tak, że
          > jak nie sprząta, to wyrośnie na nieuka i przestępcę...

          Nieno, ja zrozumiałam, że poprzedniczka zastosowała skrót myślowy.
          Powinny obowiązywać jakieś zasady dotyczące mycia, nauki,
          sprzątania... bo inaczej...
          Czy jakoś tak.
          • morekac Re: Ograniczam własne dzieci? 19.06.09, 11:26
            Chciałam tylko zwrócić uwagę, że -w moim odczuciu - związek pomiędzy
            podejsciem do sprzątania a nauką jest żaden (albo bardzo niewielki).
            Niektóre dzieci uczą i myją się same z siebie - i nie potrzebują
            żadnych zasad w tym względzie - ale nie ma to żadnego wpływu na
            sprzątniecie przez nie pokoju.
      • nangaparbat3 Re: Ograniczam własne dzieci? 20.06.09, 00:35
        Całkiem mozliwe, ze w pewnym momencie i tak przestana sie myc i uczyc.
    • marajka Re: Ograniczam własne dzieci? 19.06.09, 22:27
      Ty tak na serio? A jak do szkoły nie będzie chciał iść, to będzie znaczyło, że
      chce być wolny i nie masz prawa go ograniczać. Jestem dziś wkurzona, idę na
      osiedle rozwalić kilka ławek i niech mnie policja nie próbuje ograniczać! Mam
      prawo pokazać złość!
      Paranoja jakaśuncertain Nie pochwalam wcale pruskiego drylu, ale jednak świat wydał
      mnóstwo artystów którzy w dzieciństwie musieli sprzątać, wydał wielu mówców i
      polityków którzy w dzieciństwie musieli milczeć jak mówił ojciec. Rozsądkuuuuuuu!
      • julka1800 Re: Ograniczam własne dzieci? 20.06.09, 22:05
        Tak. Ja zupełnie serio. Mysle ze nalezy zachowac rownowage pomiedzy
        tym co trzeba robic (np totalny balagan gdzie nic nie mozna znalezc
        w pokoju) a tym co mozna odpuścic (powiedzmy ze ksiazki leza w
        jednym miejscu a zabawki w drugim niekoniecznie poukladane). Pytanie
        tylko czy ową równowage zachwujemy na co dzien.
        Co do szkoły. Gyby dziecko nie chcialo pojsc do szkoly i wyczulabym
        ze to cos innego niz "bol brzucha", pewnie by nie poszło. Ale gdyby
        moja intuicja mnie zawiodla to pewnie nastepnym razem poszloby tak
        czy siak.
        Zlosc masz prawo pokazac. U siebie w domu.
        • morekac Re: Ograniczam własne dzieci? 21.06.09, 08:31
          Ustal minimalne zasady BHP i po sprawie (tzn.minimalne to one beda
          dla ciebie...)
    • kerry_weaver Re: Ograniczam własne dzieci? 22.06.09, 11:03
      A ja myślę że bałagan może bardziej ograniczać rozwój niż Twoje
      nakazy.
      Przykład mojego syna (skończył III kl.). Syn generuje "twórczy
      nieład" notorycznie i wszędzie. Po czym godzinami szuka w tym
      sajgonie: fletu, książki do religii, czerwonej kredki, nożyczek,
      tenisówek na wf, czytanej właśnie książki, karty do czujnika w
      furtce, portfela z legitymacją, kserówki z pracą domową na kółko
      matematyczne itp. Utrudnia mu to życie, czasem denerwuje i
      doprowadza nawet do płaczu.
      Wprowadzenie prostych zasad organizacji miejsca pracy dziecka moim
      zdaniem nie ogranicza jego rozwoju a wspomaga i ułatwia. Łatwiej i
      przyjemniej rysować, odrabiać lekcje, budować z klocków kiedy nie
      trzeba w trakcie przez 20 minut miotać się po pokoju w poszukiwaniu
      potrzebnej rzeczy. Tak samo mnie jest łatwiej pracować kiedy mam
      słowniki pod ręką a papiery na biurku posegregowane choćby
      ogólnie "zrobione/niezrobione" czy "do korekty/do wysłania"
      Ja egzekwuję duże "ogarnianie" pokoju dzieci raz w tygodniu, plus
      codziennie wieczorem odkładanie rzeczy mniej więcej na stałe miejsca
      (kserówki do specjalnego pudła, książki szkolne i zeszyty na biurko,
      kredki do wyznaczonego pojemnika, itp.).
      Co do świetlnego miecza itp. to byłoby mi wszystko jedno gdzie leży
      dopóki: a) leży zawsze w tym samym miejscu i przed zabawą w
      wojownika nie trzeba go szukać pod stertą brudnych ciuchów i
      książek, b) nie przeszkadza (czyli np. nie spada na głowę przy
      każdym otwarciu szafki).
Pełna wersja