opiekunki i "pracodawczynie", poradźcie

IP: *.chello.pl 16.12.03, 13:58
Kochane Forumowiczki, proszę Was o poradę w bardzo, moim zdaniem, niezręcznej
sytuacji, w jakiej się przez przypadek znalazłam. Od stycznia miałam wrócić
do pracy na pełen etat, w związku z tym już od października zatrudniłam moją
sąsiadkę (mieszka obok) jako nianię do dziecka. Początkowo miała być to 1/2
etatu, tak, by dziecko przyzwyczaiło się do niej, jednak od 1 listopada szef
zaproponował mi już prace zlecane w domu (biuro projektowe) więc
zaproponowałam jej cały etat (z pełną świadomością, że i tak część dnia
jestem w domu, więc młody będzie mnie miał również w jej godzinach pracy). I
co się stało. Za żadną ze zleconych prac nie otrzymałam pieniędzy (kłopoty
firmy) i wcale nie jest pewne, czy jak wrócę to nie zechcą ze mnie
zrezygnować (już zwolnili 12 osób). Z drugiej strony .... przez ten
miesiąc "pracujący" odkryłam, że wciąż mam potrzebę bycia z moim 11
miesięcznym synem i oboje nie jesteśmy jeszcze gotowi na rozstanie. Ponieważ
mój mąż dobrze zarabia, nie muszę się martwić o stronę finansową. Zastanawiam
się, czy nie zostać z dzieckiem do końca przyszłych wakacji i dopiero od
września poszukać pracy. Tylko co z opiekunką? Szkoda mi kobiety, bo jest b.
dobrą i życzliwą osobą, przez 2 lata była na bezrobociu (wcześniej pracowała
jako sprzątaczka, kucharka, naprawdę imała się każdej możliwej pracy), bardzo
cieszyła się na tą pracę. Dziecko lubi i ją i jej rodzinę (biega pomiędzy 2
domami) i jet tam traktowane (przez jej męża i syna) jak członek rodziny , a
nie jak "podopieczny". Stać mnie na jej utrzymanie, nawet na warunkach
pełnego etatu (około 1000 zł + ok 100-150 zł za wieczorne dodatkowe wyjścia -
ze 2-3 razy w miesiącu), ale ....przyznaję, ze ta sytuacja trochę ją
rozleniwiła. Lubię wychodzić z Małym na spacer, on uwielbia się ze mną bawić -
czesto więc bawimy się we 3. Ja oprócz tego muszę robić obiad, sprzątać,
prasować (widzący mnie malec lgnie do mnie i robi wszystko ze mną, jak się go
zabiera - ryczy. Pani zaś troszkę się "zdemoralizowała" - skoro ja jestem to
ona: "skoczy do domu przygotować obiad" "skoczy do sklepu po bułki" "skoczy
do taty" (w godzinach pracy), do głowy jej nie przyjdzie, że skoro ja idę na
2 godziny na spacer to mogłaby odkurzyć czy zmyć choćby butelki małego albo
poukładać zabawki. Kilka razy próbowałam zasugerować takie rozwiązanie żeby w
trakcie moich nieobecności ugotowała z już przygotowanych produktów obiad,
czy sprzątnęła - mam na myśli kurze, odkurzanie, proste rzeczy) ale bez
rezultatu. Mój mąż uważa, że to skandal, że wydajemy kasę a on nie ma
wypoczętej żony, tylko od 20.00 wrak i kategorycznie nakazuje mi rozmowę w
tej kwestii ("skoro ty się zajmujesz dzieckiem, to zatrudnię ci 2 razy w
tygodniu panią do sprzątania, przynajmniej coś będziesz miała z głowy!" "Nie
będę płacił Pani do towarzystwa, która wpada kiedy chce i wychodzi kiedy jej
pasuje") Ja zaś cenię sobie to, że dziecko ja lubi, ma do niej zaufanie, i
wiem, że jeśli zechcę wócić do pracy czy założyć sama firmę, mogę jej
powierzyć dziecko bez obaw. Zależy mi na niej. Nie chcę jej
również "przerobić" na pełną pomoc domową. Moja propozycja jest następująca:
w momencie kiedy ja opiekuję się dzieckiem, ona wykonuje jakąś "moją" pracę
domową (typu odkurzanie, wytarcie kurzu, uprasowanie czegoś albo zmycie
łazienki czy kuchni).Czy uważacie, że postawienie takich warunków jest nie
fair (umawiałyśmy sie na opiekę nad dzieckiem w sumie)? Na dzień dzisiejszy
ja gotuję, prasuję, sprzątam piorę i opiekuję się plączącym się maluchem
podczas gdy ona bierze go na parę minut do siebie i odnosi po jakimś czasie.
Poradźcie. Aśka
    • lola211 Re: opiekunki i "pracodawczynie", poradźcie 16.12.03, 17:45
      Wydaje mi sie, ze powinnas po prostu poinformowac ją , ze plany sie zmieniły,
      nie z twojej winy w koncu.Powiedz jaka sytuacja w pracy i ze nadal jestes nia
      zainteresowana jako opiekunka, tylko ze za jakis czas.Twój maz ma racje, bo
      płacisz w koncu nie wiadomo za co.
      Powiedz, ze jedyne co mozesz zaproponowac do tego czasu to praca jako pomoc
      domowa i jesli by jej odpowiadało, to z checia ja w tym charakterze zatrudnisz.
      Mysle, ze skoro nie ma przcy, to na to pójdzie, bo w koncu zawsze lepiej miec
      mniej niz nic.
    • Gość: kasia Re: opiekunki i "pracodawczynie", poradźcie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.03, 18:32
      hmm, mysle, ze powinnas przedstawic cala sytuacje opiekunce i zatrudnic ja na
      pol etatu. Nie powinno sie w trakcie jej pracy zmieniac obowiazkow, bo to
      przeciez nie jest jej wina, ze twoja praca nie wyglada tak jakbys chciala, ze
      mozesz przebywac w domu. Umawialyscie sie na opieke nad dzieckiem a nie
      sprzatanie mieszkania. Mozesz zaproponowac jej, ze jak chce to moze dorobic
      sobie sprzatajac twoje mieszkanie- mysle, ze to bedzie uczciwe.
      Jesli chodzi o zalatwianie wlasnych spraw, to uwazam, ze opiekunka nie jest
      fair - mimo wszystko powinna zajac sie dzieckiem, nawet, gdy ty jestes w domu.
      Ja sama opiekuje sie maluszkiem, juz ponad rok. Jego tato ma taka prace, ze
      moze pracowac w domu i czesto to mu sie zdarza. Nigdy go nie poprosilam o
      wyjscie np do sklepu, bo zapomnialam wziasc sniadania z domu i chce sobie cos
      kupic, chociaz skalep jest pod nosem. Jesli zapomnialam, to kupuje sobie bedac
      na spacerze z dzieckiem.
      Dziecko tez zadko zaczepia ojca, gdy ja jestem w domu. Znajduje mu zabawy, ze
      sie nie nudzi i czasami zapomina przywitac sie z tata, jak zawita do domku w
      trakcie pracy. Zaobserwuj jak dziecko reaguje na opiekunke - moze sie jej boi
      i dlatego placze za toba. Ja mialam odwrotna sytuacje - dziecko nie pozwalalo
      mi wyjsc z domu - musialam jakos odwrocic jego uwage, by wyjsc i naczej byla
      awantura, kopanie rodzicow itp.

      pozdrawiam
    • Gość: ruda Re: opiekunki i "pracodawczynie", poradźcie IP: 62.148.79.* 17.12.03, 13:19
      Nie fair byłoby, jakbyś jej nie zapłaciła, nic nie mówiąc wcześniej.

      Nie fair jest też tak sobie się denerwować, że wychodzi, a nic jej nie mówić.

      Jak coś chcesz, żeby robiła, albo nie chcesz, żeby robiła, to nie sugeruj,
      tylko powiedz wyraźnie. To częsty błąd kobiet.

      Z praktycznego punktu widzenia, to najlepiej by było, jakbyś ją zatrzymała
      (będziesz ją potrzebowała później), miałaby być powiedzmy codziennie 2-3
      godziny z dzieckiem (wtedy ty wychodzisz, załatwiasz sprawy, robisz zakupy,
      szukasz pracy, uczysz się czegoś, cokolwiek) plus codziennie 2-3 godziny
      wykonywać prace domowe, najlepiej wtedy to ty wychodź z dzieckiem na spacer (co
      akurat jej zlecisz, albo codziennie to samo: zmywać, odkurzyć, prasować)

      Trzeba z nią usiąść, powiedzieć, jak byś chciała, posłuchać, czy jej to pasuje
      (może wolałaby u ciebie pracować w innych godzinach, i może by to tobie nie
      robiło różnicy?) i się umówić na nowo. Jak najbardziej konkretnie. Jeśli tobie
      niezręcznie, poproś męża, żeby razem z tobą usiadła do rozmowy z nią.

      pozdrawiam
      ruda
      • Gość: asia Re: opiekunki i "pracodawczynie", poradźcie IP: *.chello.pl 17.12.03, 14:10
        Gość portalu: ruda napisał(a):

        > Nie fair byłoby, jakbyś jej nie zapłaciła, nic nie mówiąc wcześniej.

        Płacę jej z góry, coś Ty.... nie jestem ani skąpa ani nieuczciwa.


        Twoje rozwiązanie jest chyba tym, którego szukałam. Zrobię to, co proponujesz.
        Oczywiście, z chwilą pójścia do pracy wszelkie zastępcze obowiązki
        zostaną "anulowane" Serdecznie pozdrawiam i Wesołych smile))
    • Gość: Iza2 Re: opiekunki i "pracodawczynie", poradźcie IP: *.k.mcnet.pl 18.12.03, 09:58
      A ja bym na twoim miejscu zostawiła opiekunkę na pół etatu, a do sprzątania raz
      w tygodniu wynajęła inną osobę. Wasz układ zrobił się dość niekonkretny i trudno
      będzie go unormować. Pani przez tydzień będzie się starać, a potem znów pójdzie
      ugotować obiad. Poza tym, z tego co piszesz ona nie ma smykałki do sprzątania, a
      to niestety trzeba lubić. Znam mnóstwo opiekunek, które nieproszone sprzątają
      czy prasują, bo nie lubią siedzieć bezczynnie, twoja zdaje się do tych nie należy.
Pełna wersja