marta13sar
14.07.09, 08:48
hej. Może trochę przesadzam, a właściwie mój małż. Po wczorajszym
telefonie syna powiedział że trzeba ze skargą na wychowawczynię z
koloni zadzwonić. Oto sytuacja: syn dzwoni trochę zapłakany (ma 10
lat), że pani powiedziała że nie dostanie już pieniędzy. Dzisiaj
mają wycieczkę i wczoraj chciał pieiądze na dzisiaj, na to pani
odpowiedziała że pieniądze oddała do biura i są złożone w banku, a
poza tym kupi sobie za nie coś ładnego. Ja jak to usłyszałam to
powiedziałam że pani z pewnością żartowała, ale syn twierdził że
nie, że mówiła poważnie. Gdy chciałam żeby panią odszukał, żebym
mogła
z nią porozmawiać, to przez pół godz. nie mógł jej zlokalizować, a
potem zadzwonił, że jak ją odszukał, to powiedziała że żartowała,
ale nie ma czasu ze mną rozmawiać. Wcześniej też była niezbyt fajna
sytuacja. W piątek mieli mieć zorbing, na który czekał już przed
koloniami (zorbing był wcześniej już opłacony). Okazało się nagle że
zorbingu nie ma , a na pytanie syna kiedy będzie i czemu nie ma ,
pani odpowiedziała "bo nie". Ja nie robiłabym raczej problemu,
chociaż takie podejście nie bardzo mi się podoba, ale mąż twierdzi
że takiego zachowanie w stosunku do dziecka nie należy tolerować.
To nie są pierwsze kolonie syna (był już 3 razy na koloni i 3 razy
na zimowiskach), więc jest przyzwyczajony, że nie jest zawsze
idealnie.