carrie78
02.09.09, 11:35
Witajcie,
mieszkam na peryferiach Warszawy. Razem z rodzicami innych dzieci z
przedszkola mojej córki zapisaliśmy nasze maluchy całą grupą do
zerówki w szkole, oddalonej kawałek od naszego osiedla. W
naszej 'rejonówce' jest przeludnienie i nawet nie zrobili zerówek.
Wczoraj podczas rozpoczecia roku szkolnego okazało się, że nasze
dzieciaki mają salę w suterenie, stare meble, a zabawki i gry
przyniosła im uzywane nauczycielka. Nie mają szatni. Cała szkoła
jest nieduża, ale ladna, nowoczesna, super wyposazona. Tylko dzieci
z naszego osiedla zostały tak potraktowane. Dyrekcja zakłada, że po
zerówce zabierzemy je do szkoły bliżej domu, więc nie opłaca się
inwestować w nasze dzieci.
Czuję w tym dyskryminację, bo dzieci są spoza ich rejonu. Odnoszę
tez wrażenie, że to kara bo rodzice nie zdecydowali się na zapisanie
dzieci do eksperymentalnej klasy I dla sześciolatków (rada dzielnicy
bardzo na to nalegała przed wakacjami).
Czy ktoś z Was się spotkał z czymś podobnym? Jak jest w Waszych
szkolnych zerówkach? Są zajęcia dodatkowe?