po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadka?

15.02.07, 09:18
Adaś ma dopiero pół roku i jeszcze nie umiem podejść do jego niejedzenia z
dystansem. Martwię się czy będzie się zdrowo rozwijał, cały czas przyrównuję
go do innych pulchniutkich bobasków w podobnym wieku, zastanawiam się czy
taka jego uroda czy coś jest nie tak (czy mogę jeszcze coś zrobić)

Mamy starszych dzieciaczków powiedzcie po jakim czasie przechodzi takie
zamartwianie i czy w ogóle przechodzi? Chodzi mi zwłaszcza o wiek niemowlęcy
    • trojakowamama Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 15.02.07, 11:36
      Moje dzieci mają 2 lata a ja do tej pory nie zaakceptowałam tego, że to
      niejadki. W życiu nie zjadły całego ziemniaka, całej kromki chleba, chyba nawet
      połowy nie zjadły. Wczoraj Antoś (2 lata - 9kg) po nakarmieniu go połową
      parówki zwymiotował wszystko.
      • felonia Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 15.02.07, 11:57
        to jak reagujesz na takie karmienie i zwracanie? Zagryzasz sie w sobie i
        karmisz dalej czy wyładowujesz złość na kimś/czymś ?
        • smallwitch Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 15.02.07, 12:39
          Niejadkostwo jako takie zaakceptowałam dość szybko. Długo natomiast szukałam przyczyny, głównie ze strachu, żeby nie przeoczyć jakiejś choroby. Do tej pory czasami budzi się we mnie strach, że coś zaniedbałam. Głownie wtedy, kiedy tak jak w tej chwili od 7 miesięcy waga Tomka stoi jak zaczarowana (11 kg). Ale ponieważ wzrost idzie w górę, to staram sie myslec, ze nie jest źle. Tomek nigdy (od 5 miesiąca życia) nie zdobył 3 centyla, raz się do niego zbliżył (właśnie 7 mjiesiecy temu), ale teraz nie przybierając coraz bardziej się od niego oddala. Po prostu taki już jest.
          Z Idą jest nieco inaczej urodziła się grubusia (4 kg 59 cm) i długo taka była przepięknie jedząc i przybierając na wadze. Niestety eldorado się już skończyło, w centylach spada na łeb na szyję. Je bardzo mało, 70-80 gramów na karmienie (ważę ją z całym tobołkiem przed i po karmieniu). Ja na szczęście laktację mam tak silną, że mleko jest w nadmiarze. Ale jeżeli mała nadal będzie odmawiała rozszerzania diety, to juz wkrótce pewnie w ogóle przestanie przybierać.

          Natomiast w kwestii tej złości i zagryzania się w sobie, to największy błąd jaki można zrobić przy niejadku! Wiem to doskonale, bo sama byłam mega niejadkiem i moje dzieciństwo to udręka bólów brzucha, wiecznego zmuszania do jedzenia, itp. Jak zobaczyłam jak moja mama zabiera się do karmienia Tomka to powiedziałam sobie, że moje dzieci nigdy nie przezyją tego co ja. Przy karmieniu niejadka najważniejszy jest absolutny spokój. Jak Tomek zaczął jeść cokolwiek poza moim mlekiem to nakarmienie go 50 ml sinlacu trwało nieraz godzinę. Ale była to dobra godzina, po prostu niektóre dzieci spędzają czas z rodzicami głównie poza posiłkami, a niejadki głównie w trakcie posiłków. Jest wtedy opowiadanie, odkrywanie świata, zabawa. Zdaję sobie sparwę, że niektórzy psycholodzy uważają, że kategorycznie należy oddzielić jedzeie od zabawy, ale ja wole mieć dziecko ze "złymi" nawykami jedzeniowymi niż półżywe pod kroplówką w szpitalu. Bo to groziło Tomkowi przez długie miesiące. Odmowa dwóch kolejnych posiłków kończyła się bardzoi kiepsko - brakiem równowagi elektrolitowej i tym podobnymi historiami.
          Do zabawiania w wieku niemowlęcym głównie wykorzystywałam narzędzia kuchenne ;) Jedna rzecz z zawartości szuflady i jedna łyżeczka - czasami 10 rzeczy z szuflady i tylko dwie łyżeczki. Później zwłaszcza jak było ciepło, karmiłam na spacerach, jedna łyżeczka na kilka przejeżdżających samochodów które fascynowały. Trzeba znaleźć coś, co daje dziecku wielką radość i wtedy karmić, bo jest szansa, że jedzenie będzie się wtedy kojarzyło miło :)
          Przez dwa lata nikt poza mną nie umiał nakarmić Tomka, nikt nie wytrzymywał... A ja zabraniałam wszelkich działań "noszących znamiona przemocy". Przy jedzeniu miał być spokój. I to procentuje :))))))
          Teraz Tomek siada do posiłków uśmiechnięty, potrafi sam jeść, je niewielkie porcje, ale chętnie, bez przymusu. No i zawsze wie, że jeżeli odmawia jedzenia to jest to uszanowane. Teraz oczywiście, bo kiedyś niestety musiał zjeść, żeby żyć. Ale to jest efekt naprawdę ciężkiej, ale przede wszystkim SPOKOJNEJ, kilkudziesieciomiesiecznej pracy.

          A co do wymiotów, to był taki moment, że Tomek na widok miski z jedzeniem miał odruchy wymiotne, był czas, kiedy dzień bez wymiotów był dniem straconym... Mnóstwo łez wtedy wylałam wieczorami kiedy on spał. Bałam się, że sobie nie poradzę z karmieniem takiego dziecka. Ale ten spokój i opanowanie i bajki, książeczki, nawet bajki w telewizji pomogły - udało się wyeliminować te wymioty. Dużo mnie to kosztowało, ale najważniejsze jest dziecko i świadomość, że jemu jest ciężej niż nam, bo ono tak naprawdę nierozumie dlaczego "musi" jeść. Jemu sprawia to przykrość więc tego unika. Naszym zadaniem jest sprawienie, żeby dziecko to jedzenie polubiło, a przynajmniej żeby nbie kojarzyło mu się z czymś przykrym...

          Ech, ale elaborat mi wyszedł... Sorry...
          • felonia Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 15.02.07, 13:08
            ech ... aż miło poczytać ...
            Dzięki za elaborat - trochę mnie to nauczyło i dało do myślenia
            • gosiunia11 Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 15.02.07, 16:57
              Ja też z przyjemnością czytałam.Mnie tej cierpliwości czasmi brakuje
              (niestety),ale staram sie robic wszystko żeby jedzenie przeistoczyć w zabawe.
              • trojakowamama Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 15.02.07, 18:44
                Mi to może nawet nie cierpliwości brakuje, ale siły...Czasami nawet się pobeczę
                z bezsilności. Nie wiem czy Wy też tak macie, ale jak zbliża się pora karmienia
                to mi się słabo robi:/ Próbowałam metody "przegładzania", podobno dzieci z
                głodu nie umrą...moje chyba jednak by pomarły, bo po opuszczeniu jednego
                posiłku apetyty im nie wzrosły. Czekam na bilans dwulatka - za m-c - jak okaże
                się, że wszystko O.K. z centylami i wynikami badań to obiecuję sobie, że
                trochę "odpuszczę":)
                • felonia Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 15.02.07, 19:50
                  Właśnie, to bezsilność jest najbardziej trudna do zniesienia. Wiesz, że nie
                  możesz nic zrobić.
                  Płakałam już dwa razy :)
                • smallwitch Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 15.02.07, 20:06
                  Oj tak, siły też czasem mnie opuszczają... Choć obecnie z Tomkiem już takich schiz nie mam, a w kwestii młodszej to na razie po prostu odpuszczam - nie chcesz jeść to nie jedz. Choć to codzienne proponowanie też daje w kość, bo znowu łamię swoje zasady i musze do tego przywyknąć. Tzn. daje Młodej z talerza Tomka, jak daję mu np. Sinlac. Ona i tak nie je, ale ja nie mam juz siły przygotowywać dla niej jedzenia, którego i tak nie ruszy. Ciekawe kiedy zacznie jeść, czy tak jak Tomek w wieku 9 miesięcy?...

                  A co do przegładzania, to reguła, że dziecko się nie zagłodzi ma wyjątek np. w moim synku (i pewnie jeszcze w wielu niejadkach). Tomka gastroenterolog polecił zaprzestać moich "sztuczek" - jak nie chce niech nie je. Tomek miał wtedy 15 miesięcy i był wtedy jeszcze na piersi, ale miałam polecone nie zwiększać liczby karmień i nie karmić dłużej, natomiast nie namawiać do jedzenia innego. Efekt był taki: 1. dzień: 2x po 4 łyżeczki Sinlacu, 2. dzień: 2x po 2 łyżeczki Sinlacu, 3. dzień: 1 łyżeczka Sinlacu, 4. odmowa totalna, a przy okazji z mojego słodkiego, miłego, grzecznego chłopczyka zrobił się rozdrażniony, wrzeszczący o byle co potwór, który na dodatek zaczął odmaiać jeszcze piersi... Skończyło się szpitalem...
                  Więc przegłodzenie w przypadku prawdziwych niejadków (a nie takich, które są np. przekarmione słodyczami i dlatego nie chcą jeść) jest kompletnie nieskuteczne...
                  • lena-marie Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 15.02.07, 23:25
                    Potwierdzam jezeli chodzi o przegladzanie! Cos takiego mowia tylko ci, ktorzy
                    nie mieli kontaktu z prawdziwym niejadkiem... A najbardziej draznia mnie teksty
                    w rodzaju "nie przejmuj sie, jak zglodniej to sam przyjdzie" - problem w tym,
                    ze NIE przychodzi:-((((
                    Pozdrawiam wszystkie mamy niejadkow.
                    • niux3 Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 16.02.07, 00:10
                      No właśnie mnie też wkurzaja takie teksty.
                      Bo nikt nie może zrozumieć że jakbym nie chodziła za córeczką cały dzień z
                      jedzeniem to by pewnie wogóle nic nie zjadła
                      • sewerynki Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 17.02.07, 15:20
                        Och to forum to chyba lek na umeczone serce. jak wrocilam do pracy to
                        najwieksza radosc polegala na tym ze dwa posilki mniej do karmienia mi
                        przypadna :)
                        Hanka ma 14 mc, nie zaakceptowalam, ta panika przed odwodnieniem i szpitalem
                        (przerabiane wizyty codziennie w szpitalu u przecudownej lekarki ktora bardzo
                        nie chciala nas polozyc i w koncu nie polozyla, ale codziennie stres juz
                        odwodniona czy nie - mowa o wtedy 3mc dziecku)wciaz ma swoje skutki.
                        Tego spokoju bardzo mi trzeba.
    • kosmonaucik Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 20.02.07, 16:50
      Hmm.. przyznam się, że wyluzowałam gdzieś tak koło 2,5 roku Hani.
      Przedtem masa badań w kierunku alergii, pasożytów...
      Doszły jeszcze ciężkie zaparcia, testy, które nie wykazały żadnej alergii.
      W końcu sama odstawiłam jej mleko krowie i wróciłam do NAN HA2, które do tej
      pory pije. Odstawiłam danonki, serki itp.
      Zaparcia ustały, to może i apetyt wzrośnie w końcu kiedyś.
      W każdym razie radzę gorąco wsłuchać się w swoją intuicję, ona naprawdę wiele
      podpowiada w kwestii dziecka. W końcu to my, matki, jesteśmy z naszymi dziećmi
      najwięcej.
    • felonia Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 27.03.07, 21:34
      już mi się czasem wydaje że chyba mogę z tym żyć
      i wtedy pojawia się jakaś babcia z textem "taka drobinka pewnie dziewczynka?"
      i mam ochotę jej dogadać: taka gruba baba pewnie facet!!!!
      i znów mam doła że sobie nie poradzę
    • pile Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 28.03.07, 11:14
      Miłosz ma 14 mies. od 11 miesięcy zrezygnował z jedzenia. martwię się tak jak
      ty, że może coś jest z nim nie tak, robiłam setki badań, chyba wyczerpałam całą
      listę, byliśmy w szpitalu. wszystko jest ok oprócz tego że ma refluks, ale to
      podobno "nic takiego" !! wczoraj ostatni posiłek wcisnęłam mu o 17 a dziś o 8
      rano drugąłyżkę mleka trzymał w buzi pół godziny i na tym sięskończyło. ja mam
      przypływy złości, doły, płacz, potem zaczynam myśleć pozytywnie że muto
      musiprzecież minąć, ale tych dobrych myśli coraz mniej!!! czekam na poprawę
      każdego dnia. Nadzieja miesza mi się z niemocą. Może zwariowałam ?????
      Pozdrawiam i ściskam. Miej siłę!!! mamy mają siłę bo muszą!!!!!
      • morelka_28 Re: po jakim czasie zaakceptowałam mojego niejadk 28.03.07, 16:46
        ja chyba jeszcze nie zaakceptowałam mojej panienki-niejadka.
        Raz jest z tym lepiej, raz gorzej. raz jestem w pełni wyluzowana- nie chce,
        niech nie je. Są dni, kiedy płaczę z bezsilnosci i jestem na skraju załamania.
        Miotają mną skrajne emocje jak widac. Nie chce narazac dziecko na kolejne
        stresy zwiazane z badaniami. mamy juz ich kilka za sobą.
        Dobrze że wiosna juz przyszła i duzo słonca. Moze to naładuje nasze baterie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja