Dodaj do ulubionych

Zostaw swój slad jesli wpadłaś/eś do Wieliczki

12.07.05, 21:50
choćby przypadkowo :)
Nie ukrywam, że zalezy nam na liczniku, wystarczy tylko pozdrowić Wieliczkę,
lub podpisać się , że byliście, tak jak zostawia się swój ślad napisany na
desce lub drzewie .
Zawsze możesz pochwalić się w pracy i w rodzinie i wśród znajomych , że
byłaś/eś w Wieliczce i powiesz prawdę ;))))
Zapraszam więc do Wieliczki
Obserwuj wątek
    • sensei4 Re: Zostaw swój slad jesli wpadłaś/eś do Wieliczk 17.07.05, 19:49
      rita100 napisała:

      > choćby przypadkowo :)
      > Nie ukrywam, że zalezy nam na liczniku, wystarczy tylko pozdrowić Wieliczkę,
      > lub podpisać się , że byliście, tak jak zostawia się swój ślad napisany na
      > desce lub drzewie .
      > Zawsze możesz pochwalić się w pracy i w rodzinie i wśród znajomych , że
      > byłaś/eś w Wieliczce i powiesz prawdę ;))))

      Będę w Twoim mieście, w Wieliczce, przejazdem, dwa razy.
      Gdzie zostawić ślad ? czy tylko na Forum Wieliczki ? Czy jest tam deseczka na
      takie ślady ? Chętnie zostawię taki ślad. Ale podpowiedz mi jak z Wieliczki
      wydostac się na autostradę i dojechać na lotnisko w Balicach omijając Kraków.

      > Zapraszam więc do Wieliczki
      Zaproszenie przyjęte !
      Pozdrawiam! sensei4-ty.
      • rita100 Re: Zostaw swój slad jesli wpadłaś/eś do Wieliczk 17.07.05, 22:18
        haha - ciekawie napisane - nie mamy stałego miejsca w Wieliczce, gdzi możnaby
        zostawiać slad na desecce, ale mam pomysł, może bardziej usypiemy sobie kopiec
        i każdy kto będzie w Wieliczce połozy kamień - powstanie kamień na kamieniu i
        mam nawet takie miejsce - jak myślicie - na skrzyżowaniu dróg Kościuszki z
        drogą na Krzyszkowice stoi biała figurka i być może za nią możemy układać
        głazy , a ja przyjadę je liczyć ;) Dlaczego wybrałam figurke , ponieważ, jest
        to miejsce , które nie będzie zmieniane i nikt sie tym tak nie zainteresuje.
        Podkażdym kamyczkiem karteczkę , czyj to kamyczek i datę polozenia :)
        Może coś innego wymyslimy - coś fajnego.
        Ale na razie zostawmy slad na forum Wieliczki - kiedyś , kiedy internet będzie
        w kazdej chatce będziemy uwiecznieni.
        Dzięki za ten ślad :)
        A dalczego tylko dwa razy będziesz w Wieliczce ? Krucho z benzyną , czy taki
        limit ;)
    • sensei4 Re: Zostaw swój slad jesli wpadłaś/eś do Wieliczk 17.07.05, 22:38
      Dziekuję Ci "rita 100" ! Wielkie dzięki.
      Pytasz o powód dwukrotnego przejazdu przez Twoją Wieliczkę ?
      Prosty jak bat. Wiozę wnuczka na Balice i przywoże do dom wnuczkę z Balic.
      Taka zamiana, jeden poleci, druga przyleci. A jechał będę od Połańca przez
      Niepołomice. Jednemu pokażę Wieliczkę od "wlotu", drugiej od "wylotu".
      Ale zatrzymamy się na rynku by pooglądać Twoje miasto.
      A koło kapliczki warto kłaść kamyki.
      Pozdrawiam i dziękuję !
      sensei4-ty.
    • sensei4 Do Rity ! 19.07.05, 20:00
      Hej !
      Czy prwsdą jest, że otworzono wjazd na autostradę w Wieliczce, z drogi E 40 ?
      Jak tak to klawa sprawa dla Wielickich automobilistów. Mają szybką drogę do
      Katowic.
      Pozdrawiam !
      sensei4-ty.
      • rita100 Re: hehe 19.07.05, 22:14
        jedyną prawdą jest, że mamy takie teraz autostrady, że jadąc z Zakopanego do
        Wieliczki prawie wylądowałam w Katowicach, jadąc z Krakowa do Wieliczki w
        ślimaku wjechałam spowrotem do Krakowa, a kiedyś jadąc z Krakowa do Wieliczki
        wylądowałam na zjeździe na Zapopiankę ;))) Tak, są otwierane nowe autustrady
        ale koniecznie trzeba wiedzieś gdzie zjechac, by nie znaleź się w całkiem innym
        miescie.
        Sensei , a skąd klikasz ?
        Jeździsz często trasą katowicką ?
        Chyba już nie ma starego lotniska wojskowego w Krakowie - ostatnio jak byłam w
        celach zwiedzania to zauważyłam , ze bardzo sie rozbudowało, a jakie parkingi -
        podoba mi się .
        również pozdrawiam :)
        • sensei4 Re: hehe 20.07.05, 21:20
          Hej !
          Położyłem wirtualnie kamyk pod figurką. Nie bylo szasy zrobić tego
          materialnie.
          Za duży ruch na drodze. Nie mogłem przeszkadzać innym automobilistom.
          mam duszę szofera, choć nie byłem zawodowcem.Ale jazdy uczyłem się u i od
          szoferów.
          Skąd klikam ? Jam górnik siarkowy.
          Pozdrawiam.
          sensei4-ty.
          • rita100 Re: hehe 20.07.05, 21:32
            hehe - wiem , moj pomysł z kamykami nie był dobry, bo figurka stoi na
            skrzyzowaniu gdzie duży ruch - więc jak sie zatrzymać ?
            Myślałam własnie o tym, że jak ktoś będzie chcial polożyc kamyk to będzie w
            wielkim niebezpieczeństwie i może narazić sie na stłuczke , a ja będe winna :)
            Nie , nie ten pomysł jest zly :)
            Trzeba wymyśleć inny
            Semsei - powiedz dokladnie skąd kilkasz , nie kryguj się i co oznacza Twoj nik ?
            • sensei4 Do Rity. 20.07.05, 21:56
              Skąd ? Ze Staszowa.
              Co oznacza mój nik ?
              Kiedyś tam, dawno temu, na zapytanie na grupie sci odpowiedziałem koledze
              internetowemy na pytanie inżynierskie. Pó?źniej na drugie i dalsze. Wiele
              problemów było potem dyskutowanych miedzy nami. Kolega pracuje dla
              japończyków, jest japonistą pierwszej wody. Po pewnym czasie zaczął mnie
              tytułować sensei, czyli mistrz( w oryginale to miszcz w sztukach walki). Nawet
              było i tak, że inni koledzy mówili mu "zapytaj senseia co on wie na taki
              temat, niech nam to objasni". I tak zostało do dziś, a trwa to już trzy lata.
              Pisujemy do siebie na wiele tematów, w tym inżynierskie są w przewadze.
              Pozdr. sensei4-ty. ( czwarty, bo 4-ka wynikła z logowania).
              • sensei4 Re: Do Rity. 20.07.05, 22:01


                >> czyli mistrz( w oryginale to miszcz w sztukach walki). <<
                Pisze się MISTRZ .
                Sorry za byki ortograficzne !
                Mam tępy rozum po jeździe przez 320 km.
                Przepraszam !!!! Wszystkich przepraszam !
                sensei4-ty
                • kgeorge Re: Do Rity. 20.07.05, 22:27
                  ...............pamiętam, że jadąc z Połańca poprzez Rytwiany,
                  przy wjeździe do Staszowa, na miejscowym placu targowym w każdy
                  poniedziałek odbywały się targi.
                  Czy istnieją jeszcze?
                  Bo kopalnia siarki w pobliskim Grzybowie jest już zapewne nieczynna.

                  Natomiast w centralnym miejscu Staszowa na pewno stoi Ratusz,
                  którego w Wieliczce nie spotkasz.
                  Dalej poprzez Bogorię, Iwaniska, Opatów, w lewo do Ostrowca, w prawo do
                  Ożarowa...............

                  Stare dobre czasy.

                  • sensei4 Rytwiany-Staszów-Bogoria 21.07.05, 02:49
                    Hej!
                    Plac targowy jest jak za dawnych lat. Jarmarki też. Ale przejechać niby
                    obwodnicą jest łatwiej niż kiedyś. Centrum to rzeczywiście Rynek z ratuszem.
                    Ratusz to XVIII kramnice, dziś z jadnego końca Biblioteka Miejska, z drugiego
                    restauracja "Pod Zegarem" z parasolkami. Zegar jest, hejnał grany jest z
                    płyty. Tylko dźwięk taki byle jaki. Aparatura jest pod psem. Skrzypi.
                    Opatowską pod górkę i dalej Dobra, Sztombergi, rodowe gniazdo
                    Sztomberg-Kołłontajów, Bogoria i dalej pewnie znasz drogę , Wygiełzowska,
                    ścięta już dawno by dało sie podjechać zimą. Ale jak zawiewa śniegiem, to
                    zasypana do połowy. Chańcza, zalew i ośrodek domków różnych, małych i dużych.
                    Tylko Golejów jak by bez zmian. Stawów nie przybyło, ale i nie ubyło.
                    Kopalnia w Grzybowie już dawno nie czynna. Tam gdzie była pierwsza Rafinacja,
                    huta szklana. CS2 tylko coś tam dłubie jeszcze w szlachetnościach siarkowych.
                    Za to kopalnia przeniosła wysiłki wydobywcze do Osieka. ( To ten Osiek, co
                    mówi się: "Sprawa jak w Osieku" - powiedzenie historyczne).
                    Rytwiany maja odnowiony pałac, dziś tam jest hotel. Tylko "pół baszta" jak
                    dawniej stoi.
                    Pozdr. sensei4-ty.
                    • kgeorge Re: Rytwiany-Staszów-Bogoria 21.07.05, 19:15
                      .............i pamięć ludzka jest ulotna.
                      Całkiem zapomniałem o kąpielisku w Golejowie. Często tam bywałem,
                      ale cóż czas robi swoje. Tę instalacje w Grzybowie doskonale pamiętam,
                      gdyż budowałem dla niej rozdzielnię energetyczną 110 kV.

                      Jadąc natomiast z Opatowa w kierunku Ostrowca Świętokrzyskiego za miejscowością
                      Sadowie rozciąga się piękny widok na to miasto i jego okolice.
                      Po prawo, przy dobrej pogodzie w perspektywie 20 kilometrów można zauważyć dwa
                      dymiące kominy Cementowni Ożarów, trochę bliżej widać Ćmielów znany przede
                      wszystkim ze słynnej ćmielowskiej porcelany. No i w dole Ostrowiec
                      Świętokrzyski.

                      A wszystko to dobrze zmam, gdyż w latach swojej młodości, uczestniczyłem
                      w uruchamianiu duńskiej linii technologicznej produkcji cementu, natomiast
                      w Ostrowcu wspólnie z japończykami, uruchamialiśmy walcownie profili giętych.

                      W pierwszym przypadku była to duńska firma FLS Schmitt, a w drugim japońska,
                      o słynnej nazwie Mitsubishi. To właśnie wtedy i tam dowiedziałem się, że
                      istnieje taka firma, którą teraz znają w Polsce prawie wszyscy.
                      A co oznacza dosłownie ta nazwa ?
                      Czy wiecie.

                      Gdzieś między Staszowem a Opatowem, jest miejscowość Zima Woda.
                      Jadąc kiedyś autobusem, byłem świadkiem takiej właśnie sytuacji znanej
                      również z kawału.
                      Na pytanie skierowane do kierowcy autobusu, przez wracającą właśnie ze
                      staszowskiego jarmarku kobiety „panie kierowco czy staje w Zimnej Wodzie”,
                      z ust kierowcy (i tu przepraszam Ritę) padła odpowiedź
                      „chyba kaczorowi”. ;))))))))))


                      Pozdrowienia
                      dla Staszowa i jego mieszkańców.

                      • sensei4 Re: Rytwiany-Staszów-Bogoria 21.07.05, 20:36
                        kgeorge napisała:

                        Tę instalacje w Grzybowie doskonale pamiętam,
                        > gdyż budowałem dla niej rozdzielnię energetyczną 110 kV.
                        Czy tą 110 tkę w Nizinach ?
                        >
                        > Jadąc natomiast z Opatowa w kierunku Ostrowca Świętokrzyskiego za
                        miejscowością
                        >
                        > Sadowie rozciąga się piękny widok na to miasto i jego okolice.
                        Stąd jest wiele pięknych widoków. Całe pasmo świętokrzyskie, od pólnocnej
                        strony jest do podziwiania. Wystarczy wyskoczyć kilka kilometrów za Staszów.
                        A ze Staszowa, jak pogoda dopisuje i powietrze jest czyste, widać klasztor na
                        Św.Krzyżu. To widok z okolicy szpitala. Ale lepiej widać z drogi, tuż przy
                        zjeździe na most na Łagowicy, w lewo Chańcza, cały zalew ale trzeba zjechać
                        ciut niżej, bo las zasłania.
                        A kominy też widać, tyle że patrzeć trzeba w przeciwnym kierunku, na Połaniec.
                        Też dwa, elektrowniane. Po 250 metrów każdy.
                        >
                        > Pozdrowienia
                        > dla Staszowa i jego mieszkańców.
                        Dziękuję w ich imieniu !!
                        Ja nie jestem tutejszy,rodowity, co znaczy anim pniok, anim krzok. Ale pół
                        życia tutaj zaliczyłem.
                        Ja mam prawo do noszenia scyzoryka, nawet z korkociągiem, a to z racji
                        urodzenia w kieleckiem, na południowym brzegu Puszczy Świętokrzyskiej.

                        Pozdrówka jak 150 i pół.
                        sensei4-ty.
                        • rita100 Re: Rytwiany-Staszów-Bogoria 21.07.05, 21:48
                          oooo, również piękne okolice - może na mapie zobaczymy , są takie wirtualne
                          mapy, Kgeorge sie na tym zna. Kieleckie kojarzy mi sie z grzybobraniem i
                          wielkimi ilosciami grzyb. Pewnie jesteś grzybiarzem :)
                          Ale ten nik - to mistrzoski, fajny - malo kto wie co on oznacza ?
                          Powiedz mi Sensei jak to się stalo, że znalazłes się w Wieliczce u nas ?
                          Byłes już w Kopalni soli ? Jakie wrażenia ? I czy wnuki tez byly w niej ?
                          Dzieci lubia takie ciemne zakamarki :)
                • rita100 Re: Do Sensei. 21.07.05, 21:50
                  sensei4 napisał:

                  >
                  >
                  > >> czyli mistrz( w oryginale to miszcz w sztukach walki). <<
                  > Pisze się MISTRZ .
                  > Sorry za byki ortograficzne !
                  > Mam tępy rozum po jeździe przez 320 km.
                  > Przepraszam !!!! Wszystkich przepraszam !
                  > sensei4-ty
                  >
                  Co Ty , na to nie zwracamy uwagi - ale gdzie tak jechałes i ciagle tak
                  jeżdzisz ? Taka masz prace jezdząca ?
                  • sensei4 Do Rity 22.07.05, 06:01
                    Witam !
                    Nie na wszystkich forach panuje taka tolerancja literkowa.
                    Są wielcy puryści a tym trudno wytłumaczyć pomyłki literowo-fonetyczne.
                    Wiesz Rita, nie byłem w kopalni soli, aż wstyd!
                    Ale zawiozę tam wnuki, muszą zobaczyć piękno wykute w soli.
                    Ja już nie pracuję. Metryka zawodowa skończyła mi się 6 lat temu.
                    Zaliczyłem swoje 47 lat w robocie. W tym 17 lat w górnictwie siarkowym i 21 w
                    elektrowni. Trochę szkoda, że już się skończyła aktywność zawodowa. Można
                    byłoby coś jeszcze zrobić bo sklerozy nie mam zbyt wielkiej.
                    Co do jazdy to jadę jak potrzeba. Jak nie potrzeba, nie jadę. Była potrzeba do
                    Balic, to pojechałem. Następna będzie za pięć tygodni to pojadę. Jak czas
                    pozwoli to zrobię popas w Wieliczce.
                    Kieleckie to poza grzybami Puszcza Jodłowa ( ani moja, ani Twoja tylko Boża),
                    stare zagłebie górnicze, żelazo i miedź. Hutnictwo wiekowe, dziś ruiny
                    wielkich pieców. Najstarsze ponoć góry w Europie i te lasy,lasy, lasy z
                    przełomami rzek i rzeczek. Uroczysko Wykus, Klasztor na Św. Krzyżu, Wąchock z
                    klasztorem Cystersów i dowcipami o sołtysie.To w tym klasztorze spoczywają
                    prochy majora Piwnika-Ponurego, cichociemnego.
                    To tu jest Michniów, ten z mogiłą ponad dwustu zamordowanymi w czasie
                    pacyfikacji wsi za pomoc partyzantom Ponurego.
                    Ja zaś Wieliczkę oglądałem z powierzchni chyba trzy razy. Pierwszy raz dawno
                    temu.
                    Ładne miasto. Mnie się u Was podoba. A że brak ratusza ? No to co.
                    Pozdrawiam !
                    Ciebie i Wieliczan.
                    sensei4-ty.

                    • rita100 Re: witam 22.07.05, 21:40
                      Sama tolerancja zalezy od rozmowcy, ja na to nie patrze,a byków to już tyle
                      strzeliłam , ze już w ogole na to nie patrzę. Najważniejszy jest ton rozmowy, a
                      najtrudniejsze rozpoznanie czy to złośliwe czy żartobliwe - ile razy
                      tłumaczyłam sie , ze nie mam złych intencji i to chyba niech wszystkim
                      przyświeca.
                      Sensei, toś trochę się napracował dla Polski i to w tych najgorszych czasch.
                      Ja już mam 30 lat przepracowane , niestety jeszcze musze popracować do
                      emeryturki. A najgorsze jest to płacenie Zusu.
                      Powiedz mi Sensei - jak nauczyłes sie klikać w takim wieku jak ty i ja i inni ?
                      Zazwyczaj ludziom się nie chce już zdobywać techniki i to tak skomplikowanej.
                      Mnie nauczyły córki.
                      Kilecczyzna - kraina lasów i zapene partyzantów. Powiem Ci szczerze, ze
                      historii tak nie znam i sie nie interesowałam, ale kiedy czytam rózne dyskusje
                      to zaczynam sama myśleć nad tym. Znałam takiego cichociemnego, wspaniałego
                      czlowieka, już niestety umarł w Londynie choć pisał ksiązkę. Czy ty piszesz
                      książkę ? Teraz masz warunki pisać wszystko.
                      pozdrawiam
                      musze juz uciekac :)
                      • sensei4 Re: witam 22.07.05, 22:43
                        Ja zawsze jestem w tych sprawach literkowych bardzo wyrozumiałym.Nie toleryje
                        zaś złośliwości i chamstwa. Gniewa mnie arbitralność ocen, zacietrzewienie,
                        brak zrozumienia dla innych poglądów i wszelka "anty" - w historii czy innych
                        naukach społecznych. One nie są matematyką, gdzie i tak czasami suma kątów w
                        trójkącie nie zawsze jest równa połowie kąta pełnego. Na sferze już nie. Zatem
                        co się upierać przy swoim.
                        Czy napracowałem się ? I tak i nie. Lat sporo przepracowałem to fakt.Czy było
                        trudno, ciężko ? Czasami bardzo, czasami nie. dziś już wszystko zbladło. Stało
                        się szarawe, prozaiczne, takie nie podniecające nawet wyobraźni.
                        Sukcesy, takie sobie. Dziś nawet nie wiedziałbym czym sie pochwalić.
                        Sproziały. To od prozy życia.
                        Czy piszę książkę. Ja ? Nie polonista i nie historyk ? Co mogę napisać ?
                        O czym ? Trochę pamiętam z dawnych, nawet bardzo dawnych lat. Ale kogo to
                        zainteresuje ? Są lepsi do tego niż ja.
                        A wiesz że dewizą Cichociemnych wypisaną na rewersie ich znaku było : "
                        Wywalcz Jej wolność lub zgiń"? To wspaniali ludzie. Byli i są. Bo pewnie
                        kilku jeszcze jest. A jak nazywał się ten pan? Mam książke o nich. O
                        wszystkich.
                        Daty i miejsca skoku, przydziały, bitwy i funkcje. Fotografie, takie
                        legitymacyjne.
                        A mało kto wie, że projektodawcą, pierwszym rysownikiem znaku, tego jeszcze
                        bez wieńca, ale już z propozycją złota na dziób i szpony jako bojowego, po
                        skoku bojowym, był autor ilustracji "Koziołka Matołka"? Tak, p. Walentynowicz.
                        Kto mnie nauczył posługiwać sie komputerem ?
                        Troche pokazano w pracy. Reszta ćwiczeń w domu kiedy kupiłem dla wnuczków by
                        sie wprawiali. Nie mam oprogramowania "licz-rysuj- graj muzyczki itp".
                        Rysuję mało, bo i komu. Liczę podobnie, mało, bo i komu to potrzebne.
                        A jak potrzeba, to wyciągam kalkulator, takie pół kompa, z oprogramowaniem
                        łoj, łoj. Rysuje mi też na ekranie wielkości paczki Goldenów.
                        A jak coś łatwiejszego to i w pamięci się podrachuje.
                        Zatem komp do popisywania i czytania na sci.
                        Filmów na kopie nie oglądam i nie mam takich fajerek z filmami.
                        Ot i tyle.
                        Pozdrawiam Ciebie i Wieliczan !
                        sensei4-ty.
                        • rita100 Re: witam 23.07.05, 23:19
                          zacznę od tego nazwiska Cichociemnego - Alan Mack-Maćkowiak , ostatnio
                          zamieszkiwał Londyn. Mam caly jego adres, bo wyobraźcie sobie kupowal u mnie
                          bombonierke i winko dla jakiejś prawniczki jak był w Polsce. Od rozmowy do
                          rozmowy dowiedziałam sie dużo o nim. Chciał bym sie z nim skontaktowała , bo
                          pisze ksiązkę historyczną , to znaczy ktoś mu pisze ale wnet dowiedzialam sie
                          od tej prawniczki , ze umarł i ślad po nim zaniknąl. O ksiązce pisanej przez
                          niego nic się nie dowiedziałam.
                          Sensei i Dunajec, wasze losy muszą być bardzo ciekawe i naprawdę nie trzeba
                          dużego wysiłku by poklikać na komputerze i pisać. Ja w ogole w szkole byłam
                          nasłabsza z języka polskiego, wszystkie wypracowania pisala mi koleżanka , a na
                          maturę miałam przygotowane ściagi. Tak jest prawda. Wprawiłam sie w pisaniu na
                          forum i dzięki forum , bo i zaczełam czytać tu ksiazki.Trzy lata czytania dzień
                          w dzień z nudów, poniewaz markety mnie wykończyły i trzeba było zabijać czas i
                          do tej pory czoś zawsze czytam.
                          I nie piszcie , z esą lepsi , bo tak nie jest, kazdy ma swój styl i charakter.
                          Artyzm nie polega na wzorowaniu się lecz na swoim stylu. I do tego nie potrzeba
                          programów.
                          Sensei - spróbuj, bo to zostanie wnukom. Ja dopiero teraz mam czas na
                          utrwalanie prawd rodzinych , dociekanie kim byli i co robili. Doceniam swoje
                          wspomnienia, których nigdy takich nie będa miec nasze dzieciaki - oni żyja już
                          w innym stylu.
                          Musza wiedzieć o nas od nas , a nie z ksiązek pisanych przez wielkich
                          historyków czy nam narzucanych.
                          pozdrawiam
                          • sensei4 Alan Mack-Maćkowiak. 24.07.05, 14:19
                            Przegłądnąłem "Cichociemnych" Tucholskiego.
                            Znalazłem tylko jedną wzmiankę o por Maćkowiaku.
                            Fotografia z pogrzebu kpt.J. Lemmego,który zginął w wypadku drogowym.
                            Na ryc.84, str.71 pierwszy z lewej por. Maćkowiak w mundurze, ze znakiem nad
                            baretką (?). Ale nie ma dopisku, takiego w nawiasach (cc), co oznacza
                            cichociemny.
                            Inni, jak tu np, ppor.Sikorski (cc "Pożar) czy por Pospieszalski (cc "Łuk)
                            mają takie "dopiski".
                            Stąd ja wnioskuję, że albo nie skoczył do Kraju, albo, co mniej prawdopodobne,
                            skakał do innego kraju, ale wtedy byłby wymieniony w innych miejscach książki
                            Tyle wiem na ten temat.
                            • rita100 Re: Alan Mack-Maćkowiak. 24.07.05, 22:15
                              Sensei - ponoć skakał w kraju, bo do Krakowa przyjechał na jakąś rocznicę
                              lotnicza jak pamiętam. Widzisz, to juz pewnie nie wazne, pewnie sie już nic
                              więcej nie dowiem. Choć chiałabym sie dowiedzieć tak jak pewnego innego
                              klienta, był w obozie w Oświecimiu , miał numerek i wiele mi opowiadał.
                              Staruszek też pisał ksiązkę, tak ślicznie opowiadał, aż razu pewniego znikł i
                              już nigdy nie przyszedł - domyślam sie , że umarł. Wiesz w obydwóch opisanych
                              przeze mnie przypadkach byli to ludzie bardzo bardzo pokorni wobec życia,
                              delikatni i potrzebujący rozmowy, bardzo , a bardzo mądrzy życiowo.
                              powiedz coś jeszcze, może masz coś ciekawego , jakieś wspomnienie, ja już sie
                              dużo wypisalam, czasmi sie nawet powtarzam :)
                              pozdrawiam
                              • sensei4 Rita namawia mnie na wspominki. 25.07.05, 22:22
                                Jak tak, to tak wspominam dzień wyzwolenia, inni piszą -mówią nowej okupacji.
                                A pisałem to zimą tego roku.
                                Zostałem wywołany do opowiedzenia wspomnień jakie pozostały z tamtych dni.
                                Koleżanka pisze by opisać je oczami dziecka, które patrzyło jak Ruskie wkraczają
                                do Skarżyska.
                                Napisze tak, oczami jedenastolatka chodzącego już do piątej klasy ( tak, do
                                piątej). Jedenastolatka, który, który bywał na Borze, który widział budy
                                wożące ludzi z jego szkoły zamienionej na więzienie, który był omal świadkiem
                                egzekucji przy kościele pw Serca Jezusowego, który bał się wysiąść na dworcu bo
                                była obława a był owinięty połciem słoniny. Jedenastolatka, który przeżył
                                nieudane, a później udany wykonanie wyroku na takim jednym, a właściwie na
                                dwu. Dziecka , które bez podpowiedzi poszło pod ''Hasaga'' ostrzec ojca i
                                innych, że szykuje się łapanka? Który kolegował z wysiedlonymi po Powstaniu z
                                Warszawy równolatkami i już wiedział jak tam było w tym Powstaniu. Który pod
                                nieobecność ojca zajmował się krojeniem tytoniu, bo maszyna została a ojciec
                                był w Dreźnie. (Zaliczył tam szczęśliwie wszystkie trzy naloty).
                                Zatem czy to były oczy dziecka ? Czy może 130 centymerowego dorosłego ? Dziś
                                trudno jest odpowiedzieć na to pytanie. Ale i trudno dziś o zrozumienie przez
                                tych co tych czasów nie znają z dotyku losów, że taki czas zostawia ślad. Że
                                wrażenia są inne niż rozmówca spodziewa się odnieść, że oceny pewnych chwil,
                                zachowań, swoich i innych, też mają inny wymiar.

                                A jak było w ten dzień ?
                                Ano tak: pogoda mroźna, ale nie bardzo. Śnieg leżał ale nie wielki, tak
                                kilkanaście centymetrów. Nie padał.
                                Ostatnia noc, ta z 17-go na 18-ty była chyba nawet spokojna, nie strzelano w
                                pobliżu. Tylko most, ten kolejowy, żelazny na Kamiennej Niemcy wywalali na
                                raty. Dopiero trzecia próba przyniosła niewielki skutek. Ale solidny kawał
                                żelaza, taki ze trzy metry długi przyleciał w okolice przejazdu na Doliskach.
                                Ale most się ostał.
                                W nocy do piwnicy gdzie siedzieliśmy wszyscy, kilka rodzin, od kilku dni
                                zaglądnęli dwaj żołnierze niemieccy prosząc o ''przechowanie'' . Nie zostali
                                przyjęci .
                                A rano,jak się rozwidniło, sąsiad, najstarszy wiekiem wśród piwniczan
                                wychynął na podwórko, na ulicę, i przyniósł wiadomość. Już są Ruskie.
                                Byli, podchodzili ostrożnie do domów. Ubrani byli w białe maskujące
                                kombinezony,czapki z nausznikami, ale nie mieli założonych hełmów. Hełmy mieli
                                na workach, na plecach. Pytali czy nie ma germancew. Jak odpowiedziano im że
                                nie, nie ma , że już uciekli, śmiało podchodzili do nas i pobieżnie
                                przeglądali okolicę.
                                A skąd przyszli-wyszli ? Ja pamiętam, że wychodzili na przejazd z tej dolinki
                                zrośniętej krzakami łoziny, co płynęł nią strumyk przecinający tor na Końskie i
                                ulicę. Podejście do toru mieli od Kamiennej przez pola i zarośla. Od strony
                                torów na Kielce i fabryki.
                                Nie mieli jak Niemcy plecaków. Mieli worki na szelkach, a może grubszych
                                sznurach. Nie pamiętam .
                                Na nogach filcowe buty. Szli po śniegu i nie ślizgali się. Szli ulicą od miasta
                                w kierunku Bzina.

                                Jakie uczucie ma się wtedy, kiedy nie ma już Niemców ?
                                Taki luz wewnątrz , że coś strasznego się skończyło.
                                Widziałem szybko maszerujące ulicą kolumny Ruskich w białych kombinezonach
                                maskujących. Psy ciągnące sanki z karabinami na kółkach. Ale i puste sanki,
                                pewnie dla rannych.
                                Widziałem naszych, prawie znajomych, z polskimi flagami w rękach i
                                przepasanych taśmami piersiach.
                                Dziś powiedziałbym jak spieszeni czapajewcy. Prowadzili czerwonoarmiejców
                                pokazując im łatwe przejścia i podejścia.
                                Ruscy robili wrażenie bardzo życzliwych, powiadali nam, dzieciom stojącym
                                przed domem, że my już ''swobodni'' . Dopytywali dorosłych '' kuda Berlin''.
                                Dziś rozumiem to pytanie. Trzy lata być w natarciu. Maszerować trzy
                                lata ''na zapad'' i jeszcze nie widzieć Berlina , nawet na horyzoncie?
                                Uczucie paskudne.
                                Pytali o mydło, zamieniali je na tuszonkę. Szybko maszerowali . Patrole
                                pobieżnie przepatrywały okoliczne podwórka i domy. Byli jacyś tacy luźni,
                                swobodni. Pewnie to frontowa forma dyscypliny.
                                Nie pytali o jakieś kołchozy i takie inne duperele. Interesowało ich tylko
                                ile jeszcze do Berlina. Robili wrażenie ludzi chcących skończyć wojowanie i
                                wracać do domu.
                                Wiek żołnierzy był bardzo różny, ale takich, jak bym dziś powiedział, w wieku
                                wojskowym, dwudzietolatków to było mało. Byli starsi. A nawet starzy. A może
                                mnie się tak wydawało, bo zmęczeni, pobrudzeni, może trud wojenny tak
                                postarza.
                                Już przed południem przemarsze ulica się skończyły. Ale nim jeszcze nie
                                przemaszerowali to zaczęła się Polska. Flagi biało-czerwone, ludzie z biało –
                                czerwonymi opaskami na rękawach. Polska wybuchła ! Naraz ! Jest Polska! W pół
                                dnia ! Tak to widziałem wtedy. Tak zapamiętałem.
                                Luz, jak by dziś powiedziano, zupełny. Ruskich nie widać. Niemców też nie ma.
                                Zostaliśmy sami. Sami z powybijanymi szybami w oknach, z niewielką ilością
                                wiktuałów, ale z uczuciem że już nie ma Niemców.
                                Nikt nie mówił o drugiej okupacji. Po prostu, Ruscy weszli by pogonić dalej za
                                Niemcami. Podgonią do Berlina. Wygrają wojnę. Wrócą do siebie. My tu
                                zostaniemy na swoim. Tak to jakoś w te pierwsze dni się czuło. Nie byłem
                                rozpolitykowanym dorastającym , ale dzieckiem. Dla mnie wojna prawie się
                                skończyła. Tylko niech ojciec wróci do domu i będzie prawdziwy koniec
                                wojny. Może nie wszyscy tak czuli.
                                A później oglądałem wywalony most na Kamiennej, jeszcze drewniany po powodzi.
                                I te zapory po obu stronach ulicy. Miały utrudnić ruch Ruskim. Utrudniły odwrót
                                Niemcom. Zakorkowały drogi wylotowe z miasta. Bo były nie tylko przy bronionej
                                z uporem przeprawie obok mostu, ale i na szosie krakowskiej,
                                ( przy moście-mostku) i na wylocie na Kielce- Końskie. Tam ponoć Ruscy
                                sprawili Niemcom niezłe piekło. Ale to już było za daleko na
                                zwiedzanie dzielnicy w ten dzień.

                                Takie wspominki. Było, przeminąło. Niech nie wraca.


                                • rita100 Re: namawiam na wspominki. 25.07.05, 23:11
                                  Bo tego nigdzie sie nie przeczyta. Nic jeszcze nie powiem , ponieważ musze to
                                  dokladnie przeczytać. Nie dziekuje sie za wspominki , po prostu je sie czyta .
                                  Ale za czym sie odezwę, proponuję byś przeczytał co przeszlo miasto Gliwice ,
                                  ogromny dramat sam zobacz , jak u nich wyglądalo wyzwolenie.

                                  " By zrozumieć o co chodzi, warto przypomnieć, że Gliwice zostały zdobyte przez
                                  Armię Czerwoną jako pierwsze duże miasto śląskie. Odbyło się bez większych
                                  zniszczeń. Kominy fabryczne dymią, szpitale pracują, węgla pod dostatkiem,
                                  wiele nowoczesnych szkół i innych dobrze ogrzewanych obiektów: idealne miejsce
                                  na utworzenie miasta-szpitala dla armii, którą czekała coraz krwawsza walka o
                                  Odrę i Berlin.
                                  "Tak też się stało. W szpitalach i szkołach urządzono miejsca dla 17.000
                                  chorych żołmierzy. Cięzko ranni umierali. Do dziś samorząd gliwicki utrzymuje
                                  wielki cmentarz, gdzie złożono prochy 2.454 żołmierzy radzieckich, których
                                  pierwsze groby znajdowały sie w róznych częściach miasta i powiatu. Kwatery są
                                  odnawiane, opiekują się nimi harcerze z gliwickiego hufca ZHP, szkoły i zwykli
                                  mieszkańcy. Ci którzy gineli w tej strasznej wojnie - i Rosjanie i Niemcy -
                                  mają w Polsce swoje nekropolie. I są one szanowane. A kto szanuje groby
                                  Ślązaków na nieludzkiej ziemi ? Kto je wskaże ?...."
                                  Teraz mnie czeka opisanie najtragiczniejszych scen - wiesz, nawet w głowie mi
                                  się to nie miesciło, czytając o tym byłam purpurowa,że takie sceny się odbywały
                                  i mało kto o tym wie. Niesamowicie tragiczną macie historię. To nie czterech
                                  pancernych i pies - jak nam pokazywano.
                                  A tu znalazłam wypowiedź najlepszego filozofa świata na rok 2004 Leszka
                                  Kołakowskiego na temat - po co nam przeszlość ?

                                  - Chciałem państwu taką gadkę zaproponować - tak zaczął wykład o "pożytkach z
                                  przeszłości". Mówił o historii, bo - jak powiedział - "na dyplomacji się nie
                                  zna". - Historii nie da się użyć do wsparcia naszych prac, nie ma praw
                                  rządzących historią. Ale to nie znaczy, że historia jest jałowa. Wszyscy
                                  jesteśmy potomkami Aleksandra Wielkiego, Hannibala. Powiedzieć, że ich zbrodnie
                                  nie mają dla nas znaczenia, byłoby niemądre. Dzieje pokoleń minionych to są
                                  nasze dzieje. Historię musimy przyswajać jako własną. Musimy to czynić, jeśli
                                  chcemy wiedzieć, czym jesteśmy. Jest to konieczne dla zachowania naszej
                                  tożsamości. To banały, co mówię. Ale warto powtarzać takie banały, bo często
                                  mamy ochotę je zapominać. A jeśli będziemy je zapominać, to doprowadzimy się do
                                  ruiny. To tyle o tym, po co nam przeszłość - mówił Kołakowski.

                                  "W gliwickich szpitalach przebywali też krasnoarmiejcy lekko ranni i zwykli
                                  dekownicy. To oni byli postrachem miasta, które nadało im, wypowiadane ze
                                  zgrozą, miano "szpitalników". Wyobraźmy sobie ozdrowieńców, którym w szpitalu
                                  zaczyna się nudzić, a jeszcze mają parę dni przepustki na leczenie. Co robią,
                                  gdy komendant na wszystko pozwala ?
                                  To samo od wieków. A wiedzą, że gorod Glajwic jest pierwszym na ich trasie
                                  miastem, które przed wojną leżało w granicach hitlerowskich Niemiec.
                                  Zwyciężcy, zdobywcy... Bo przecież nie wyzwoliciele.
                                  cdn




                                  • rita100 Re: namawiam na wspominki. 25.07.05, 23:14
                                    Ogrom gwałtów, grabieży i rozbojów trudno wręcz sobie dziś wyobrazić. Przez
                                    cały rok zdarzały się też morderstwa, choć nie miały one skali tak masowej, jak
                                    w pierwszych dniach po zajęciu miasta.
                                    W maju z ręki żołmierza radzieckiego zginął nawet wiceprezydent Gliwic, Tadeusz
                                    Gruszczyński, który usiłował bronić napastowanej kobiety.
                                    Szpitalnicy wieczorami wychodzili za szpitali, w szynelach, z pepeszami i
                                    metodycznie ulica po ulicy, dom po domu, mieszkanie po mieszkaniu.....
                                    szukali ....
                                    Szukali wódki, kobiet, złota, zegarków.... Co noc przez wiele miesięcy. Co noc
                                    inna wataha."
                                    Pamiętajmy, że urządzono miejsca dla 17 tysięcy mniej czy więcej chorych
                                    żołmierzy.
                                    Takie były Gliwice w 1945 roku - to jeszcze nie wszystko....

                                    Nadchodzą urlopy, są wakacje, odwiedzamy rodziny - czy przypadkiem nie czas o
                                    zasięgnięcie wiedzy u samych zródeł, u ludzi jeszcze żyjących i naocznych
                                    świadków.
                                    "Co noc przez wiele miesięcy, dom po domu. Co noc inna wataha. Gdy ktoś się
                                    sprzeciwił lub choćby próbował się bronić - ginął. A nie wszędzie miał kto się
                                    sprzeciwiać. Ci męższczyżni, ktorzy nie zostali wcieleni do Wehrmachtu,
                                    zwłaszcza górnicy, niedługo cieszyli się wolnością. Oszustwa, jakimi ich
                                    zwabiano na punkty zborne, warunki, w jakich byli przetrzymywani i
                                    transportowani i miejsca w ZSRR, do których ich wywieziono - to główne tematy i
                                    ważne, nowe ustalenia, poczynione przez cytowanych tu autorów. Tego nie można
                                    streścić w paru zdaniach. Dobrze, że te ksiązki zostały napisane ! Powinny być
                                    dostępne w każdej bibliotece szkolnej, o co zresztą będzie trudno, gdyż -
                                    wydawało się, że nazbyt optymistyczny - tysięczny nakład ksiązki Tracza
                                    rozszedł sie w okamgnieniu, a szybkiego dodruku nie będzie, bo autor otrzymuje
                                    teraz nowe materiały i zapowiada wydanie drugie, rozszerzone, najwcześniej za
                                    rok."

                                    Ale nie tylko szpitalnicy grasowali po miastach i osiedlach....
                                    "Ale nie tylko szpitalnicy grasowali po miastach i osiedlach. Bandy dezerterów
                                    niemieckich, radzieckich i również polskich pustoszyły wsie, zabierając na
                                    przednówku ostatnią żywność i bydło, bo konie zostały już wcześniej
                                    zarekwirowane przez obydwie armie.
                                    Do tego szabrownicy cywilni, o których od dawna wiemy chyba wszystko. Jeszcze w
                                    maju, cytowany przez Tracza starosta gliwicki Paweł Marquart pisze do
                                    wojewody:....Bandyci rabują bydło, nierogaciznę, ubrania i wszystko, co im pod
                                    ręce popadnie, przy czym dość często przyjeżdzają na miejsce rabunku
                                    samochodami wywożą zrabowany łup w niewiadomym kierunku. Ofiarami napadów
                                    rabunkowych i gwałtów padają obywatele bez względu na narodowość."

                                    Słuchajcie, wydaje mi się , ze ten opis sytuacji wojennej jest całkiem
                                    prawdziwy, bo i w mojej okolicy wiem z opowiadań babci, że najbardziej się bali
                                    armii sowieckiej. To był naród biedny i widząc dobrodziejstwa niemieckie, ich
                                    domy pałali ich zdobyciem. Pamiętam jedno opowiadanie żołmierza radzieckiego -
                                    kiedy ujrzał poniemiecki dom i jego wyposażenie poczuł się jak własciciel. Oni
                                    nie mieli pojęcia , że Niemcy mogli tak żyć, że domy zadbane i urządzone ,
                                    ktorych prawdę mówiąc nigdy w swoich radzieckich pomieszczeniach nie zaznali.
                                    Życie ludzi radzieckich było piekłem w samej swojej ojczyżnie, więc widząc ten
                                    dobrobyt o którym nawet nie śnili w swych marzeniach jak gdyby podwójnie ich
                                    pozycję wzmocniła. Brali i rabowali co sie dało, dla nich każda rzecz miała
                                    znaczenie, a że byli panami świata w tej sytuacji to i demony wzieły w górę.
                                    cdn


                                    • rita100 Re: namawiam na wspominki. 25.07.05, 23:17
                                      "Jeżeli do rabunku wykorzystywano czołgi, to nie mogły to być akcje bez wiedzy,
                                      akceptacji, czy wręcz rozkazu najwyższego lokalnego dowództwa Armii Czerwonej.
                                      Dalej gliwicki starosta pisze: W dniu 26 maja 1945 r. został doszczętnie
                                      obrabowany sołtys i kierownik szkoly w Nieborowicach; w Szynwałdzie zdarzył sie
                                      wypadek ściągania odzieży z dzieci szkolnych, udających się do szkoly.
                                      Sprawcami wyżej wymienionych wypadków byli osobnicy ubrani w mundury żołmierzy
                                      sowieckich."
                                      Rodziny bez ojców

                                      Wszystkie lata czterdzieste i większość pięćdziesiątych to czas zły dla
                                      ślaskich rodzin. Bogusław Tracz tak rozpoczyna ten wątek:
                                      Coraz więcej męższczyzn powoływano do wojska, zwłaszcza po ataku Niemiec na
                                      ZSRR w 1941 r. I dalej... z miesiąca na miesiąc widywano w mieście mniej
                                      męższczyzn. Ci którzy wracali do domów, byli ranni bądź okaleczeni... To samo
                                      widzi Horst Bieniek w powieści "Ziemia i Ogień".
                                      Rodziny niepełne, chłopcy wychowani bez ojcowskiej ręki, panny bez szans na
                                      wydanie. I jeszcze kobiety zatrudnione w przemyśle na "męskich" stanowiskach, a
                                      za drucianą lub niewidoczną siatką jeńcy, którymi uzupełniano brak siły
                                      roboczej. To zaczeło się już wtedy - w czasie wojny i z powodu wojny.
                                      Niestety jeszcze troszkę potrwa to prawdziwe wypracowanie o tragedii Śląska i
                                      Gliwic. Warto przeczytać o sprawach , które dawniej były ukrywane i nie
                                      zamieszczane w żadnych historycznych podręcznikach szkolnych.
                                      "Gdy w styczniu 1945 zbliżała sie Armia Czerwona - w śląskich miastach prawie
                                      nie było młodych, zdrowych męzszczyzn. A tych, co zostali, czekał straszny los.
                                      Już na miesiąc przed styczniową ofensywą Państwowy Komitet Obrony ZSRR
                                      postanowił wywieź na roboty w ZSRR zdolnych do pracy Niemców ze zdobytych
                                      terenów. Deportacje miały objąć męższczyzn w wieku od 17-45 lat i kobiety w
                                      wieku od18-30lat. W uchwale pisano o Niemcach, ale jej wykonanie powierzono
                                      Ławrientijowi Berii. A ten internacjonalista nie przebierał w narodowościach.
                                      Plan dostaw realizowano ilościowo. Gdy brakło Niemców aresztowano Polaków, w
                                      tym nawet byłych więźniów niemieckich obozów śmierci."
                                      W dalszej części tegoż wypracowania, chciałabym udowodnić, że mimo , że mamy
                                      manię stawiania pomików to jeden taki powinien stanąć -"skamieniała matka nad
                                      małą trumienką, otoczona przez wianuszek głodnych, schorowanych, bosych i
                                      obdartych dzieci. Bo taki obraz Tragedii Śląskiej byłby najprawdziwszy."
                                      O Matkach-Ślązaczkach nie wolno milczeć, ale po wypowiedziach ludzi , którzy
                                      przeżyli ten koszmar - nie doda się już ani jednego słowa
                                      "Sytuację rodzin najlepiej chrakteryzuje sprawozdanie zabrzańskiego starosty,
                                      Pawła Dubiela, przytaczane w pracy Zbigniewa Gołasza:... bardzo wiele kobiet
                                      zgłosiło sie tutejszym starostwie, prosząc o przepustki na wyjazd do Niemiec.
                                      Jako powód podawały wszystkie bardzo cięzkie polożenie materialne.
                                      Przesłuchując każdą z osobna stwierdziłem, że kobiety te, mając każda kilkoro
                                      dzieci na utrzymaniu, znajdują sie w skrajnej nędzy, w sytuacji bez wyjścia.
                                      Mężowie ich znajdują się albo na pracach przymusowych w Rosji, o których nie
                                      mają żadnych wiadomości, względnie powołani swego czasu do armii niemieckiej
                                      zgineli na froncie, albo też dostali sie gdzieś do niewoli. Kobiety te, dopoki
                                      coś jeszcze posiadały, sprzedały, byle tylko moc utrzymać swoje dzieci i
                                      siebie...Kiedy im tłumaczę, że przepustek żadnych się nie wydaje, zrezygnowane
                                      odpowiadają, że nie mogą dłużej patrzeć na swoje głodne dzieci i są zmuszone po
                                      prostu najpierw je, a potem same siebie pozbawić życia... Kobiety te to
                                      wszystko zweryfikowane Polki."



                                      • rita100 Re: namawiam na wspominki. 25.07.05, 23:20
                                        "Rodziny nie tylko nie miały ojców, ale i nie miały matek, które zmuszane były
                                        imać się jakiegokolwiek zajęcia, dającego choć minimalny zarobek. Często były
                                        to ciezkie prace fizyczne na dole kopalni, cenione przez kobiety ze względu na
                                        możliwość otrzymywania kartek na żywność. Co mogły w tym czasie robić dzieci ?
                                        Dodajmy - dzieci głodne, źle ubrane i pozbawine wzorców wychowawczych. Na jakie
                                        dno upodlenia codziennie schodziły ? To są rzeczy tak straszne, że zwykłymi
                                        słowami nie da się tego wyrazić. I faktycznie - brak relacji...."
                                        A kopalnie musiały fedrować !
                                        Zdrowych górników wywieziono, ktoś więc musiał przyjść na ich miejsce, by
                                        wyprodukować choćby te trzynaście milionów ton węgla rocznie, które trzeba było
                                        oddać Zwiążkowi Radzieckiemu. Oczywiście - kraj potrzebował znacznie więcej
                                        węgla. To był absolutnie strategiczny surowiec. Bez węgla nie można było nawet
                                        myśleć o odbudowie zniszczonego wojną Polski. Zatrudniano więc na dole kobiety.
                                        Zatrudniano jeńców, gdzienigdzie również wolnych górników narodowości
                                        niemieckiej, polskich więźniow, a w końcu i żołmierzy.
                                        Ale górnictwo potrzebowało też fachowców, sprowadzano ich, a to
                                        oznaczało....wyrzucić z zakładowych mieszkań rodziny, w których nie było
                                        górników. I te najciężej doświadczone kobiety z dziećmi i chorymi rodzicami lub
                                        z mężem kaleką - przenoszono do najgorszych lokali. Ale i to nie koniec gehenny
                                        śląskich rodzin...
                                        Zacytujmy jeszcze jedno sprawozdanie, opublikowane przez Gołasza, tym razem z
                                        Rokitnicy, gdzie internowano niemal 25% mieszkańców.
                                        "Jeśli chodzi o liczne rodziny, których mężowie zostali zabrani na roboty
                                        przymusowe przez wojska radzieckie... to nie mają one prawa według
                                        obowiązujących przepisów do korzystania z przydziału i dlatego nie otrzymują
                                        kartek żywnościowych. Matka np., której mąż był powstańcem śląskim, a który
                                        obecnie nie z własnej winy znajduje się na robotach w głębi Rosji, posiadająca
                                        na swoim utrzymaniu czworo, względnie więcej drobnych dzieci, nie otrzymuje
                                        kart żywnościowych tylko dlatego, że nie ma dla niej pracy, względnie, że jako
                                        matka licznego rodzeństwa nie może po prostu podjąć żadnej pracy. Ta kategoria
                                        opuszczonych domaga się przydziału żywnościowego chociażby kategorii II. Skutki
                                        niedożywienia w tych rodzinach to tyfus, świerzb, który nabiera w gminie
                                        tutejszej rozmiarów epidemii, skrofuloza u dzieci, suchoty a co za tym idzie
                                        wzrastająca liczba zgonów z miesiąca na miesiąc."
                                        Po przeczytaniu wypowiedzi starosty bytomskiego z sierpnia 1945 o Matkach-
                                        Ślązaczkach - nie dodam już ani jednego słowa. Tak kończy swój artkuł Andrzej
                                        Jarczewski o Szpitalnikach Gliwickich.
                                        "Nie posiadają one żadnych środków do życia i zapomóg nie otrzymują. Głód
                                        panuje wszędzie, na skutek czego umiera 2-7 dzieci i to dzieci narodowości
                                        polskiej. Wydatki na same trumienki i grabarza wynoszą kilka tysięcy
                                        miesięcznie, co strasznie obciąża wydatki gmin. i tak nieposiadających
                                        gotówki.... Codziennie kilkadziesiąt znędzniałych matek, przedstawicielek 3,10
                                        dzieci, bez żadnych środków do życia, puka do drzwi naczelnika Gminy, prosząc o
                                        natychmiastową pomoc, bowiem matka z dziećmi zakończy życie śmiercią
                                        samobójczą, nie widząc innego wyjścia."
                                        Wstrząsająca jest historia wojenna i powojenna Gliwic i Śląska.







                                        • rita100 Re: namawiam na wspominki. 25.07.05, 23:23
                                          Tak, sam przeczytaj jaka róznica w wyzoleniu Śląska , a innych terenów.
                                          Wiesz , ze teraz zagłebiam sie w historię Warmii i Mazur ?
                                          Tak wojna to demony
                                          Ale musze teraz uciekać - dobranoc
                                          Myślę , że o wszytkim mozna mówić.
                                          • sensei4 Re: namawiam na wspominki. 26.07.05, 00:52
                                            Witaj Rita !
                                            Tak ! Wojna jest straszna. Bardzo straszna!
                                            Kto nie jej widział " z bliska" nie zdaje obie z tego sprawy. Żadne opisy nie
                                            oddają tej straszności.
                                            Rozmawiałem kiedyś z desantnikiem, który był już w 10-tym dniu karnej
                                            ekspedycji w Afganistanie. Opowiadał o strasznych rzeczach. O przeżyciu po tym
                                            jak pierwszy raz musiał zabić i widział jak zabjał. Ale po kilku takich razach
                                            już ne było to przeżycie. Ot fakt, zabił przeciwnika na zasadzie jak nie ja
                                            jego to on mnie. Powiedział mi ciekawą rzecz. 80% tych co wrócili z wojny w
                                            Afganistanie, to są już potencjalni mordercy. Tak jest po każdej wojnie
                                            prowadzonej na bliską odległość.Kiedy widzi się skutki strzału, rzutu granatem
                                            czy zabitego nożem. Tak jest wtedy, kiedy strzela się do bezbronnych w
                                            egzekucjach, lub dla zabawy, ot tak, nie podoba mi sie facet, to stuk-puk,
                                            bezkarnie, bo ja tu PAN życia i śmierci. Okrutne !
                                            Masz racje i tu, że różne tereny były w różny sposób "zdobywane".
                                            Śląsk, Mazury, Pomorze. Wszędzie gdzie tam słyszano mowę nie podobną do
                                            słowiańskiej było traktowanie okrutne. Z zemsty głównie. A ponoć mieli się za
                                            co mścić. Ale nie tylko. Zdziczenie wojenne jest bardzo niebezpieczne.
                                            Oby nigdy nie było potrzeby brać żelaza do ręki !
                                            Pozdrawiam !
                                            sensei4-ty.
                                            • rita100 Re: namawiam na wspominki. 26.07.05, 21:41
                                              Czytam Twoje opowiadanie i zastanawiam się co teraz o tym sądzisz jako dorosły
                                              człowiek z doświadczeniami ?
                                              Co onacza zdnie - "który bywał na Borze" ? Co to Bór ?
                                              Albo co oznacza -" które bez podpowiedzi poszło pod ''Hasaga'' ? Co to Hasag ?
                                              Co sądzisz o nalotach na Drezno i z jakiej jednostki ? Polacy też tam brali
                                              udział ? Przecież to były naloty aliantów - chyba ?

                                              "W nocy do piwnicy gdzie siedzieliśmy wszyscy, kilka rodzin, od kilku dni
                                              zaglądnęli dwaj żołnierze niemieccy prosząc o ''przechowanie'' . Nie zostali
                                              przyjęci ."

                                              Dlaczego nie zostali Niemcy przyjęci - czy żeście się bali czy tak ich
                                              nienawidzieliście ? Wiem , że zadaję trudne pytania, ale bez nich nie da sie
                                              zrozumieć sytuacje. Nasuwa mi się pytanie - czy ciężko było żyć w czasie
                                              okupacji niemieckiej ? Czy przeżyliśie jakies szokujące tragedie. I czy nie
                                              masz też wieści od innych żyjących u Was ludzi ? Co do Armii Radzieckiej to
                                              mieliscie szczęście, bo nawet w Wieliczce nie jest chlubnie wspominana. Moja
                                              babcia zawsze mi mówiła najgorsze było przejście wojsk radzieckich. Kobiety
                                              chowały sie w piwnicach, zakopywały sie w węglach, czy gdzież na strychach. Nie
                                              mam pretensji do wojka radzieckiego , ale jednak to inny naród i nie zapominaj
                                              w jak strasznej żyli biedzie, dla niektórych to zdobywanie łupów wojennych w
                                              róznej postaci, ale też opisujący wyzwolenie Warmii i Mazur taki pisarz
                                              Sołzencyn trochę ich nawet tłumaczy. Dlatego warto słuchać obydwóch stron.
                                              To własciwie sprawa historyków, ale Twoją sprawą jest bardziej upamiętnienie
                                              swoich wspomnień rodzinnych i doszukanie się swoich korzeni. Widzisz, urodziłam
                                              sie w Olsztynie, chociaż rodzina z Wieliczki - pytanie co połączyło moich
                                              rodziców , że znaleźli się w Olsztynie zawsze zostanie bez dpowiedzi, bo teraz
                                              już nikogo nie mam. Kraków jest teraz moim domem, ale dzieciństwo zostało w
                                              Olsztynie. Żeby Cię zachęcić do takiego pisania, to dadam Ci skrzydła - moi
                                              rodzice byli komunistami, wyrzucali Niemców, Warmiaków, Mazurów do Niemiec ,
                                              sama do tego doszlam. Niestety mając 12 lat rodzice zmarli i wychowala mnie
                                              babcia w Wieliczce. Odtąd sama do wszystkiego dochodzę. Coś tam wiedziałam, ale
                                              nigdy sie tym nie przejmowałam. Kiedy Niemcy powiedzieli , że będa
                                              odszkodaowania wypłacane za roboty w Niemczech wykorzystałam tą sytację do
                                              dowiedzenia sie kim byli moi rodzice i tak jest ? W poszukiwaniu w archiwum w
                                              Komendzie Milicji w Olsztynie i po przysłaniu odpowiedzi dowiedziałam sie czego
                                              chciałam. O żadne odszkodowanie nie wystąpiłam - nie mogłam tego zrobić i nie
                                              chcę od nikogo żadnych pieniędzy. Wystarczy to co przeżyłam do 12 roku życia i
                                              po. Wiesz w jakim rygorze żyłam, nie ochrzczona, zakaz chodzenia do kościła, na
                                              religię i takie inne rzeczy. Od początku żlobek , przedszkole wszystko w biegu,
                                              zadnych bajeczek, piosenek. Najważniejszy sprzęt w domu to maszyna do szycia i
                                              maszyna do pisania . Te maszyny jako dziecko doskonale opanowałam i wszystkie
                                              robótki ręczne i wszystko było potrzebne mi w zyciu. Alem się rozpisała.
                                              hoho
                                              pozdrawiam
                                              • sensei4 Re: namawiam na wspominki. 26.07.05, 23:28
                                                Witaj ! Pytasz co to Bór ? Tak, to określenie rzeczywiście znane jest
                                                miejscowym. To miejsce pierwszej masowej egzekucji w Skarżysku. Luty 1940
                                                roku. Około 350-360 mieszkańców miasta zostało tam rozstrzelanych.
                                                Mogiła-kiedyś, za okupacji miejsce dyskretnych pielgrzymek by położyć kwiatek
                                                lub zapalić świeczkę. Nie daleko było od miasta jeżeli sześciolatk mógł tam
                                                dojść z ojcem pieszo i wrócić. Bór, dziś obrzeżna dzielnica miasta. W lesie,
                                                boć miasto jest na brzegu Puszczy Świętokrzyskiej. Drugim takim miejscem
                                                uświęconym jest Brzask, kiedyś też w lesie. Tam rozstrzelano, troche później
                                                też nie mało, ponoć ponad 750 mieszkańców i nie tylko mieszkańców miasta.
                                                Miejscowi powiadali, że jeszcze na drugi dzień ziemia na mogile "chodziła".
                                                Hasag. To niemiecki koncern. Hasag Werke. Przejął pod zarząd Państwową Fabryke
                                                Amunicji Nr.1 Wojskowych Wytwórni Uzbrojenia. Ojciec i stryj, nim dostał
                                                dożywotni "posting"- przeniesienie do KLAuschwitz pracowali tam od przedwojny.
                                                Co sądzę o nalotach na Drezno ? Z punktu widzenia Bomber Comand operacja nawet
                                                udana. Zmieciono miasto z ziemi ( nie wiem czy pisać z , czy Z ?). Ale
                                                zmieciono. Czy to były naloty aliantów ? Oczywista. Przylatywali "taflami" tak
                                                po około 50 ciężkich bombowców w "tafli" i jednocześnie wywalali wszystko z
                                                komór bombowych. Za nimi następna "tafla". I tak chyba ze 600 samolotów w
                                                nalocie. Czy potrzeba było takich nalotów ? Pytanie takie samo jak o Hiroszimę
                                                i Nagasaki. Choś tu, wybór celów do zniszczenia jest ciekawy. Jak znajdziesz "
                                                Jaśniej niz tysiąc słońc" Roberta Junga, przeczytaj. Warto. Tam objaśnia
                                                sposób wyboru celów. A na tej liście było i Kyoto .
                                                Dla czego omówiono " gościny" dwu niemiekim żołnierzom ? Z prozaicznego
                                                powodu. Krasnoarmiejec przepatrując piwnice, tą czy inną jak zobaczłby
                                                wermachtowca to co zrobi? Posunie z pepeszy poszarzanym. Wywali pół magazynka.
                                                Ilu zbije, porani ? Za ki czort mieliby nasi zapłacic taką cenę? Teraz, kiedy
                                                Niemcy wieją i wojna w miście sie kończy zginąć? Za co ? Ludzie pamiętali
                                                Niemcom ich zachowanie. Nie wydali, ale nie schowali. Fakt, że zostali ci dwaj
                                                zatrzeleni, czy w walce ? Nie wiadomo.
                                                Jak to dziś widzę ? Zależy co. Mam różne odczucia. Bo jak widzieć mogiłę
                                                rostrzelanych w 44-tym 50-ciu żołnierzy AK omal pod murem kościoła ? Jak
                                                widzieć i oceniać ich ochotniczą ekshumację w 46-tym wiosna i pogrzeb na który
                                                poszło całe miasto.
                                                Jak patrzeć ? Czy przez przymróżone oczy by widzieć tamte lata i moją pierwszą
                                                szkołę w której zrobiono więzienie i z którego wywożono ludzi na rozwałkę
                                                wcześniej trując ( podobno, ale bardzo prawdopodobne, bo paki samochodów były
                                                obudowane, jak wracały to drzwi miały otwatre, tak jak by sie wietrzyły)
                                                gazami spalinowymi samochodu ? Czy pamiętając przemarsz jeńców rosyjskich,
                                                szcutych psami jak próbowali podnieść upuszczany przez nas na jezdnie chleb ?
                                                Czy czytając telegram zawiadamiający stryjenkę, że mąż jest "verstorben" ?
                                                O czym zawiadamia der Kommendant KL Auschwitz ?
                                                Było. Minęło. Niech się nigdy nie powtórzy.
                                                Pamiętajmy o poległych na wszystkich frontach, bo żołnierz bije sie o Ojczyznę
                                                nie o ideologię, zabitych i zamordowanych, przez jednych, drugich, może
                                                trzecich i czwartych. Szanujmy ich ofiarę i cienie.
                                                Przeszło, minęło. Nie wróci się ich. Trudno. Taki los.
                                                Mściwość prowadzi do tego, czego nie chcę oglądać ponownie.
                                                sensei4-ty.
                                                • rita100 Re:witam 27.07.05, 23:08
                                                  No tak, okres wojny i powojenny był bardzo cięzki. Dzięki za wyjaśniena. Wszycy
                                                  przechodzili to w swój sposób. Na takie wspomniemia trzeba mieć natchnienie,
                                                  nie żyć tylko wspomnieniami. Jak mowią trzeba z żywymi naprzód iśc, bo co nas
                                                  jeszcze czeka tego nikt nie wie.
                                                  Mam propzycje zamknięcia tematu.
                                                  Może tak zaproszenie na flaszeczkę - od wieków zawsze istniała i chyba będzie
                                                  istnieć. Bierze ona udział w każdej uroczystości.
                                                  Wydaje mi się Sensei , że Wieliczkę już nigdy nie zapomniesz, zawsze bedzie Ci
                                                  się kojarzyć z tą rozmową.
                                                  Tak jest , że na życie dzisiejsze duży wpływ ma internet. Poznając nowych ludzi
                                                  z innych miast poznaje się i przybliza daną miejsowość. W rezultacie jest to
                                                  pozytywny wpływ :)
                                                  pozdrawiam
                                                  • sensei4 Re:witam 28.07.05, 10:21
                                                    rita100 napisała:

                                                    > Na takie wspomniemia trzeba mieć natchnienie,
                                                    > nie żyć tylko wspomnieniami. Jak mowią trzeba z żywymi naprzód iśc, bo co
                                                    nas
                                                    > jeszcze czeka tego nikt nie wie.

                                                    Tak, tak. Trzeba z żywymi, z nadzieją, z mniejszą lub większą radością iść w
                                                    przód.
                                                    Ale jak śpiewał niezapomniany Edmund Fetting:
                                                    Slońce przytuli nas do swych rąk,
                                                    I spójrz - ziemia ciężka od krwi
                                                    Znowu urodzi nam zboża łan, złoty kurz.
                                                    .......................
                                                    .......................
                                                    Chleby upieką sie w piecach nam.
                                                    I spójrz, tan gdzie kiedyś był dym,
                                                    Kwiatem zabliźni sie wojny ślad, barwą róż.
                                                    Dzieci urodzą się nowe nam.
                                                    I spójrz- będą śmiać się że my,
                                                    Znów wspominamy ten wojny czas, porę burz.
                                                    ..........
                                                    ..........."
                                                    To słowa ballady nie zapomnianej też Agnieszki Osieckiej.

                                                    takie to jest, czy było moje pokolenie.



                                                    > Mam propzycje zamknięcia tematu.
                                                    Jasne. Zamykamy kramik. Dość !
                                                    > Może tak zaproszenie na flaszeczkę - od wieków zawsze istniała i chyba
                                                    >będzie
                                                    > istnieć. Bierze ona udział w każdej uroczystości.
                                                    Może kiedyś krzyknę w Wieliczce, na większym placu, Riiiitaaaaaaaaa !
                                                    > Wydaje mi się Sensei , że Wieliczkę już nigdy nie zapomniesz, zawsze bedzie
                                                    Ci
                                                    > się kojarzyć z tą rozmową.
                                                    Oczywista.
                                                    > Tak jest , że na życie dzisiejsze duży wpływ ma internet. Poznając nowych
                                                    ludzi
                                                    >
                                                    > z innych miast poznaje się i przybliza daną miejsowość
                                                    Ale i ludzi !!!!!
                                                    > W rezultacie jest to
                                                    > pozytywny wpływ :)
                                                    Też oczywista !
                                                    Pozdrówka, wielgachne !
                                                    sensei4-ty.



                                                  • rita100 Re:witam 28.07.05, 23:59
                                                    Sensei - wiersz , poezja i pieśni to to co podtrzymuje życie duszy w czlowieku.
                                                    Trzeba z żywymi naprzód iśc ale godnie, patrząc i wstecz i w przód. Ale też
                                                    trzeba sie umiec cieszyć z tego co mamy i z każdej chwili - jak mowią jest czas
                                                    na radość i jest czas na smutek. To co opowiadaliśmy bylo smutnem dlatego z
                                                    mila chęcia cieszmy sie , ze jestesmy. Alem zmęczona upalem , pisze bez namysłu.
                                                    Sensei , czy oprocz obowiazkow domowych lubisz coś specjalnego robić , zajmowac
                                                    sie , jakieś hobby, a może nałogi ?
                                                    Ja to chyba wszystko lubię :)
                                                    pozdrawiam
                                                    dobranoc
                                                  • sensei4 Re:witam 30.07.05, 08:48

                                                    > Sensei , czy oprocz obowiazkow domowych lubisz coś specjalnego robić ,
                                                    zajmowac
                                                    Obowiązki domowe traktuje jako konieczność.
                                                    >
                                                    > sie , jakieś hobby,
                                                    Matma, głównie geometria i mechanika na wyższym poziomie.
                                                    >a może nałogi ?
                                                    Gorzałę piłem ostatni raz 9 lat temu w Hagen, i tylko dla pokazania jak należy
                                                    to robić by nie przepijać, nie przekąszać i nie chuchać w chlebek.
                                                    Piwa nie pijam od 12 lat.
                                                    Palę markowe papierosy i pijam markowe, kawę i herbatę.

                                                    > Ja to chyba wszystko lubię :)
                                                    Ja już mniej, co wielu dziwi.
                                                    sensei4-ty.
                                                  • rita100 Re:witam 30.07.05, 22:18
                                                    uśmiechnij się - lubię wszystko to nie znaczy nic złego - chodzi mi o to że
                                                    lubie wszystko co jest piekne , dobre , miłe - nie mam jakis specjalnych
                                                    wymagań i nie staram sie narzekać, nawet stoktotka w szklance wody mi się
                                                    podoba. Szukam bardziej dobra i nie myśle o złych rzeczach. Jedno musze
                                                    przyznac , ze nasze zainteresowania są całkowicie odmienne. Matematyke tylko
                                                    widze po przez kalkulator, geometrie po przez ogród, a mechanikę automatyczną
                                                    czyli wszystko ma działac bez usterek , a jak sie coś zepsuje to są własnie od
                                                    tego mechanicy - no chyba , że zmianę koła, to może i potrafię :)
                                                    Mimo swojego wieku nie patrzę na zdrową żywnośc, lubie boczuś , kielbaske z
                                                    grilla. Lubie winko i piwo, ale niestety najczesciej jestem za kierownicą i nic
                                                    z tego dlatego wykorzystuję chwilę w domu kiedy ktos jest w gościach.
                                                    pozdrawiam
                                                    Strasznie , strasznie duszno mamy
                                                  • rita100 Re:witam 31.07.05, 21:17
                                                    idzie burza, za burza - dzis mnie chyba nie bedzie - jest taka duchota , ze
                                                    padam. Wczoraj piorun był w łazience tesciwej
                                                    do jutra
                                                  • rita100 Re:witam 01.08.05, 21:23
                                                    Krakus chce być gościem ?hahahha
                                                    Dunajec , no to co robimy ?
                                                    Dunajec, a moze będziesz wielickim wodzirejem forumowym ?
                                                    Zaszalej i powrzucaj tematy , a my bedziemy szaleć i odpowiadać ;)))))
                                                    Dalej duchota, ale chlodniej - da się wytrzymac
                                                  • rita100 Re:witam 21.08.05, 21:11
                                                    Pamiętacie mój pomysł o zostawieniu na znak wizyty w Wieliczce kamyczka pod
                                                    kapliczką przy skrzyzowaniu ul. Kościuszki na Krzyszkowice. Chyba nas tam dużo
                                                    bylo , bo kapliczka otoczona jest przez kamienie, stosy kamyczków - remont
                                                    drogi - haha, alem wypowiedziała sytuacje kamyczkową :)wcześniej niz zaczeły
                                                    się roboty ;)
                                                  • rita100 Re:witam 21.08.05, 21:21
                                                    alem sobie zrobiła wycieczke, prawie pieszo po całej Wieliczce. Najpierw
                                                    zaparkowalam samochód przed kopalnią na parkingu strzeżonym, pózniej widzę
                                                    pełno turystów i muzyke. Ho, ho sobie myślę, coś sie dzieje i patrzę a turystów
                                                    rozbawia wspaniały zespół regionalny, Krakowiacy - to znaczy 3 pary i 3
                                                    muzyków. Wszyscy spiewali rózne regionalne piosenki, pózniej tańczyli , bardzo
                                                    pięknie, pogoda dopisywała , więc i ludzi tłoczno. Zdjecia co chwile robili
                                                    turyści, wszyscy zadowoleni i rozbawieni , a międzynarodowość ludzka i nic sie
                                                    nie rozumie co mówili, po twarzach było widzać ich radość w oczekiwaniu na za
                                                    zjazd. Fajnie, fajnie bylo. Pózniej się przespacerowałam po parku Kingi to ten
                                                    za kopalnią i o dziwo zobaczyłam po prawej stronie staw z maleńką wysepką,
                                                    rybaka i kaczuszki plywające, również miłe dla oka widoki , nie powiem też
                                                    podobały mi się te budynki Straży Pożarnej . Następnie wróciłam pod kopalnie i
                                                    wyruszylam w miasto. Doszlam do stacji Wieliczki Rynek i tam juz czekał na mnie
                                                    Pociąg Retro - ooooooo, niesamowiete. Na sam widok pociągu staruszka dusza sie
                                                    radowała. Rownież pełno tam ludzi, szczególnie dzieciaki z rodzicami. To jest
                                                    frajda, nie powiem . Sama przespacerowałam się po całym pociągu wzdłuż. O
                                                    dziwo , kazdy wagon w innym stylu. Ach te czasy, gdzie te czasy ? Jakie te
                                                    wagoniki przytulne, jaki tam klimat panuje ? Oglądnełam szczegółowo parowóz -
                                                    tak jak Tuwim mówił - ciężka , ogromna maszyna i sapie i dmucha i gwiżdze , a
                                                    para bucha, buch, buch i mnie nawet ochlapała. Ludzie robili zdjęcia -
                                                    faktycznie jest to przezycie.
                                                    Pózniej poszłam na Rynek i tam niestety, mogę powiedzieć dziura, pusty
                                                    ryneczek, smutny,, tak jakby chciał płakać , że umarł. Bo tak jest, są
                                                    parasolki stoliki na środku i nikogo , może jakaś mlodzież, a fonatanna
                                                    zarośnięta i jakiś bluszcz się wije, żadna ozdoba rynku.
                                                    Rynek koniecznie prosi o pomoc, nawet wzywa o pomysły na rozwój. Powinny być
                                                    wokół tego rynku kamienczki , które są nawet ładne , jedna taka jest w remoncie
                                                    i bedzie cudowna, a w tych kamieniczkach hotele, a na parterach kawiarenki
                                                    róznego typu. Tak to chyba widze, takie duchy przeszlości Wieliczki. Wróciłam
                                                    piechotka przez taki park zamkowy pod kopalnię . Wsiadłam w samochód i
                                                    pojechałam Kopernika pod górę oglądac panoramę Wieliczki i Krakowa.
                                                    Tak zakończyłam wspaniałą wyprawę :)
                                                    A co Wy robicie ?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka