Dodaj do ulubionych

jestem na skraju przepaści...

09.10.09, 20:32
witam,
chciałam się podzielić swoją historią,stoję na krawędzi i boję się że już dłużej się nie utrzymam...

związzek 4 letni,ja starsza o 4 lata, partnerstwo i naprawde udane zycie pod jednym dachem(nie jestesmy malzenstwem, bo on jescze sie uczy, czekalismy az skonczy studia). przezylismy razem bardzo duzo trudnych chwil i trudnych sytuacji rodzinnych, przezylismy bardzo duzo dobrych i szczesliwych porankow, wieczorow, wycieczek...praktycznie nie rozstawalismy sie na krok, on tylko szkola, dom i my, ja praca,dom i my, nigdy nie narzekalismy,naprawde byl idealem faceta, robil dla mnie wszytsko...czasem nachodzily mnie zle mysli w zwiazku z nasza roznica wieku i tym,ze sobie nie poradzimy w zyciu,zwalaam na niego wine, nie odzywalam sie i pisalam rozne slowa, ktore na pewno bolaly(nienawidze cie ze zniszczyles mi zycie).oczywiscie nigdy tak nie czulam, po prostu zcasem jakies zle emocje braly gore...nie raz spal przy mnie na podlodze, bo zabronilam spac w lozku, nieraz siedzial przy mnie godzinami by te zle mysli odgonic...potem byly lzy i jakos minely 4lata.wiem, jestem pewna ze dla mni i niego byly to najlepsze 4 lata zycia...
4 miesiace temu, po takiej sytuacji, nagle stal sie jakis osowialy, przestal pisac i odzywac sie, po tygdoniu pwoiedzial,ze czuje od jakiegos czasu ze cos nie jest tak miedzy nami, ze juz nie wie czego chce...
po kolejnym tyg dowiedzialm sie ze spotkal sie kilka razy ze swoja kolezanka ze studiow..kilka spacerow,po szkole,raz byl u niej pomoc jej w zadaniach,troche smsow(z jej strony raczej odwaznych,on jest raczej romantykiem,niesmialym w dodatku,ale pisal rowzniez,ze "to byl dobry dzien,dobrzez toba spacerowac "),byla tez herbata i pocalunek(z jej strony,w to akurat wierze), po tym jak sie dowiedzialam, po bardzo dlugiej rozmowie,lzach, wszytskow rocilo do normy,tzn wiele sobie wyjasnilismy, on do niej zadzwonil,powiedzial ze mnie kocha i ze w zlym momencie sie do niego odezwala,ze inaczej by jej nie odpisal i nigdzie z nia nie poszedl na zaden spacer...ona oczywiscie kilak razy jescez zawracala mu glowe, ale zbywal ja,dzwonil ze szkoly co godzine, meldowal sie by cos udowodnic...z tym ze ja juz nie bylam ta sama osoba...wyganialam go z domu, wyzywalam, robilam awantury,dochodizlo do tego ze dostawal po twarzy..
za miesiac po tym wyjechalam na tydzien.po powrocie wygonilam go znowu z domu, do tej pory zawsze wracala,ale tym razem poprosil bym pozwolila mu odetchnac od tego,i wrocil po dwoch dniach...nie dozywalm sie nadal, po tygodniu dowiedzialm sie ze po moim wyjezdzie napisla do niego i odpisal jej ze sie ze mna rozstal.spotkal sie znia znowu na spacerze i w szkole kilak razy z nia pogadal..pomogl jej w jakims zaliczeniu,raz byl z nia na piwie,wtedy kiedy wyprowadzil sie na dwa dni...nie doszlo do zadnych zblizen,do niczego,oprocz tych rozmow.on jak twierdzi dobrze mu sie znia rozmawialo,zafascynowal sie tym studenckim zyciem ktorego nigdy nie zaznal, ale jak twierdzi nigdy nie psaowal do takiego swiata...dobrze mu bylo z nia spedzac czas,ale twierdzil ze sie otrzasnal i juz nie chce niczego marnowac i psuc miedzy nami...

tylko ze od tego zcasu w naszym domu trwa piekło.bije go, pierwszy raz kiedy dowiedzialm sie po powrocie ze jednak mnie znowu oszukał. tak go pobiłam, ze wyladowal ze wstrzasem mozgu na pogotowi.zajelam sie nim, jak doszedl do siebie to bylow lipcu,do tej pory codzien dostaje po głowie,i nie tylko,jest pełen siniaków i podrapan,ma opuchniete co sie da, spi an podlodze lub w samochodzie gdy na dworze jest 5 stopni, nie daje mi spokoju, placze jak bobr i blaga o sznase, powiedzial ze nas nie odpusci bo nie widzi sesnu zycia bez nas...a ja nie umiem sie pozbyc tej agresji , kocham go,ale na sama mysl ze kims sie zafascynowal podnosze reke...

dodam,ze jestem jego pierwsza w ogole dziewczyna, nie zabranialam mu niczego,ale nigdy nie ciagnelo go do imprez,kumpli itp...moze to było jakies przesilenie?tylko jak sie z tym pogodzic?wierzylam mu bezgranicznie,byl najlepsza osoba jaka spotkalam w zyciu, jak wskrzesic w sobie ta milosc ktora uleczy ta agresje?i w ogole czy to am nadal sens?czy jak sie kogos kocha, mozna tak głupio sie zatracic?mozna z głupoty skrzywdzic kogos kogo sie kocha?i czy wtedy dac szanse?wybaczyc?

pozdrwaiam i dzikeuje za opinie...
Obserwuj wątek
    • endy-wia Re: jestem na skraju przepaści... 09.10.09, 21:05
      chciałam jeszcze dodac, ze to jest naprawde spokojny, dobrze ulozony chłopak..nigdy nie szlajal sie po barach, nie podrywal koleznaek, stawial zawsze na nauke, robi po dwa semestry by szybciej skonczyc studia i moc na nas zarabiac, na nasza przyszla rodzine..naprawde mielismy poukladana nasza przyszlosc,wiele marzen i planow, on nadal o nich mowi, dazy do nich, a ja nie umiem jzu tego zobaczyc...widze ze sie stara,zabiera mnie za maisto,organizuje nam jak najwiecej wspolnycch zajec, bym tylko nie musiala zostawac sama ze swoimi myslami, bylismy dwa tyg na urlopie w naszym ukochanym miejscu, tam troche odetchnelam,na chwile zapomnialam...ale po powrocie do domu wsyztsko wrocilo, kazde zle wspomnienie...
      dodam jescze ze on sam zakonczyl ta znajomosc,zaraz po tym ostatnim wyjsciu na piwo, powiedzial,zeby ta kolezanka nie zawracala mu glowy i sie nie interesowala nim.i na tym ich kontakt sie zakonczyl.nie odsteepuje mnie na krok,mam jego tel,sprawdzam poczte,przeszukuje historie stron...
      • rozi2807 Re: jestem na skraju przepaści... 10.10.09, 08:13
        Nie jesteś na skraju przepaści.....jesteś osobą niezrównoważoną psychicznie, która powinna pójść do dobrego psychiatry na leczenie. O Ile to co napisłaś jest prawdą w 100% to znęcasz się psychicznie nad swoim partnerem. On niestety jest nie dojrzałym człowiekiem, bo gdyby nim był już dawno kopnąłby Cię w zad i poszedł w siną dal. :-(
    • uleczka_k Re: jestem na skraju przepaści... 12.10.09, 09:46
      Jak to ktoś Ci już doradził, dobrze byłoby poszukać pomocy u specjalisty, bo
      własna agresja Cię przerasta. Albo spróbuj się zatrzymać sama w tym swoim dzikim
      pędzie (wolno mi tak to nazwać, bo sama doświadczam tego od czasu do czasu) i
      pomyśleć jak się będziesz czuła potem. Po tym, jak go skrzywdzisz. A jeśli go
      kochasz, poczujesz wstręt do samej siebie.
      A wydaje mi się, że jeśli on wylądował z urazem w szpitalu, to sprawy zaszły
      bardzo daleko. Ty sama się źle z tym czujesz, a nie wspomnę o tym, że on kiedyś
      po prostu się może ulotnić, po cichu, bo będzie się bał twojej reakcji.
      Szukaj ratunku dla siebie przede wszystkim.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia.
    • endy-wia Re: jestem na skraju przepaści... 17.12.09, 00:09
      witam ponownie,

      minelo juz kilka miesiecy do momentu kiedy zawitalo piekło w moim domu,
      staralam sie pzrez caly czas,ale jednek mnostwo pytan i watpliwosci nie pozwalały mi spokojnie zyc i funkcjonowac, dlatego awantury i podnoszenie reki, wyrzucanie zdomu,wyzwiska były na pozradku dziennym i nocnym...
      ostatnio piostanowilam zadzwonic do tej dziewczyny, i niestety dowiedzialm sie jescze okrutniejszej prawdy, ze po tym telefonie, wszytsko trwało nadal, najpierw spacery,potem pocałunki,potem moj wyjazd i jego codzienne odwiedziny u niej(pzrytulanie i całowanie), po moim powrocie spał u niej dwie noce(kazalm mu sie wynosic),twierdzi ze nie było sexu,ona to potwierdza,kusiła go w reczniku,ale odmówił(cóż za szlachetny gest),po tym jak sie dowiedzialam, rozwaliłam mu głowe butelka, wczoraj dostał nozem po nogach, oczywiscie w wyniku samoobrony i emocji mnie takze sie oberwało...
      dzis proozmawialismy, nie wiem co robic, jutro ide do psychiatry,chce pojsc an oddzial zeby wyleczyc ta agresje, ale co z tym zwiazkiem? on pzrez te miesiace siedzial przy mnie jak wireny pies,pomimo ze co druga noc spal w samochodzie, ze od 4 miesicy chodzi podrapany i posiniaczony, z nia urwal sam kontakt jescze w sierpniu,pomimo ze za nim jezdzila i nie dawala spokoju, za co ona go nienawidzi, wiem ze brzmi to absurdalnie, ale czy czasem czlowiek po prostu kochajac ulega jakims glupim sytuacjom?chce w to wierzyc, ona jest typem "bezposrednim" on raczej "ciepłe kluchy", wierze ze mozna go było zmanipulowac i omamic, tym barzdeij ze on nigdy nie zaznal ani zycia studenckiego,ani zadnej innej znajomosci...pewnie ta sytuacja sprawiła ze dojrzał i troche wydoroslał, wiem ze ten zwiazek pewnie nie ma szans, ale ejdnak dzis rozmaiwalimy, chce ze mna byc nadal, jesli pojde sie leczyc...
      czy mozna wyleczyc sie z tych obrazow, kiedy ukochany mezczyzna caluje i dotyka inna?z tej swiadomosci ze pisal do innej,oklamywal tyle czasu, zyl obok innym zyciem?te wlasnie wyobrazenia, on, ona i namietna sytuacja napawaja mnie taka agresja i zlsocia, ze zaczynam wariowac...czy po terapii i leczeniu, bede mogła to normalnie przyjac?jest szansa ze wroce do normalnosci?ze ten zwiazek moze sie odrodzic?a jesli nie, to czy kiedykolwiek nie bede sie bala pokochac?zaufac?
      • nomya Re: jestem na skraju przepaści... 07.01.10, 17:16
        po tym jak sie dowiedzialam, rozwaliłam mu głowe
        > butelka, wczoraj dostał nozem po nogach, oczywiscie w wyniku samoobrony i emoc
        > ji mnie takze sie oberwało...

        Nie, no oczom nie wierzę!!! Przecież to się normalnie nadaje na zgłoszenie
        sprawy na policji! Ty się po prostu znęcasz fizycznie i psychicznie nad tym
        facetem! Tutaj nie tylko psychiatra jest potrzebny, ale konsekwencje karne! Ja
        pierdzielę, jaka patologia ;/

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka