Dodaj do ulubionych

pomozcie, nie wiem co robic...

02.09.08, 11:24
Razem jestesmy niecale 7 lat, malzenstwem jestesmy od 2,5 roku. Moj maz zawsze
lubil rozne rozmowy na gg, czatach itp, delikatnie mowiac nie nalezace do
niewinnych. Myslalam, ze jestem wyrozumiala, poki byly to osoby obce, mowilam
sobie co mu szkodzi, jezeli to lubi a do niczego to nie prowadzi, to czemu nie
(monitorowalam jego komputer i wiedzialam, ze faktycznie sa to jednorazowe
rozmowy). No i podczas takiego monitorowania raz, drugi, trzeci natknelam sie
na jego rozmowy z kolezanka z pracy (mieszka kilka godzin od nas ale pracuja w
jednej firmie), mowiace o tym jak to chetnie by sie ze soba przespali itp.
Awantura, obietnice, ze wiecej sie to nie powtorzy. Oczywiscie az do nastepnej
rozmowy, moj maz pytal sie jej czy "nadal ma ja tak slicznie wygolona", ze ma
najpiekniejsze piersi jakie kiedykolwiek widzial, rozmowy tego typu, no
myslalam, ze pekne... Znowu awantura, znowu obietnice, ze to sie nie powtorzy,
oczywiscie przysieganie, ze do niczego nie doszlo, ze to tylko takie
rozmowy... I tak bylo jeszcze kilka razy, caly czas to samo, awantury,
obietnice... W koncu powiedzialam, ze jezeli to sie znowu powtorzy to koniec,
odchodze. I znalazlam rozmowe, ktora swiadczy o tym, ze chyba nawet ze soba
spali, ale to jest rozmowa sprzed 2 lat. Maz sie poczatkowo zapieral, ze nic
takiego nie mialo wogole miejsca, potem mowil ze byl pijany i tylko ja macal a
ona dala mu w twarz. Przysiegal na zycie naszych przyszlych dzieci ze tak
bylo. Ale powiedzcie czy to naprawde tak wyglada, jezeli ona mu mowi: co
mowiles zonie o mnie: on: ze jestes kolezanka z pracy. ona: trzeba bylo
powiedziec, ze jestem taka jedna, ktorej zrobiles tak dobrze, ze od tej pory
nie moze o tobie zapomniec. on: i ktora potrafila mnie piescic coraz lepiej.
Powiedzcie, czy to wyglada jakby on ja tylko macal a ona dala mu w twarz?? On
twierdzi, ze to bylo tylko takie wzajemne nakrecanie, tylko rozmowa na gg, ze
to tylko takie ich gadanie... Ja mu nie wierze, a on przysiegal na zycie
naszych dzieci, ktore tak bardzo chcemy miec... :-((( Dodatkowo 2 tyg temu
mial sie z nia sluzbowo spotkac, wbilam sie na jego konto gg i od razu od niej
wiadomosc czy moze liczyc w trakcie spotkania na masaz... On oczywiscie
odkrecal, ze to niby ona sie pomylila i do kogos innego chciala wyslac... Od
tego momentu przysiagl, ze wiecej z nia nie bedzie mial kontaktu, a potem
nakrylam jego sms na komputerze, pisal jej, ze to wszystko co wiem to nie od
jej meza (tego sie bala), ze odezwie sie jutro... A przysiegal ze nie bedzie
:-((( Oczywiscie znowu jakies glupie wyjasnienia, wymowki... Napisalam maila
do meza tej laski, ale prawdopodobnie ona go przechwycila. Mam zamiar
zadzwonic do niego, moze nawet pojechac, nie wiem, moze to cos zmieni, ona sie
opamieta... Myslicie, ze to dobry pomysl? A najgorsze w tym wszystkim jest to,
ze my sie naprawde kochamy, jestesmy szczesliwi... Moj maz ma po prostu rozne
dziwne fantazje seksualne, kreci go to, ale jestem sobie w stanie glowe uciac
za to, ze mnie bardzo kocha. Chcialam wyprowadzic sie na pare dni (w
miedzyczasie moze pojechac do meza tej laski), powiedziec ze wroce, jak powie,
jak bylo naprawde. Tylko ze on nawet zlapany za reke bedzie mowil, ze to nie
jego reka. Nie chce od niego odchodzic, nie chce sie z nim rozstawac, ale nie
moge zyc ze swiadomoscia, ze mnie oklamuje, ze robi ze mnie kretynke, nie moge
dluzej udawac, ze w to wszystko wierze... Moze jak wyjade na pare dni to sie
przyzna? A moze to faktycznie byly tylko rozmowy? Nie mam pojecia, co robic,
pomozcie... ;-(((
Obserwuj wątek
    • allena Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 12:04
      Mam obecnie identyczną sytuację. Niby niewienne gadki w sieci, a
      teksty świadczące o tym, że było coś więcej. I wypieranie się do
      końca, nawet jak zdobyłam dowody. Też nie bardzo wiem, co z tym
      zrobić. Jeśli chcesz pogadać - zapraszam na PRIV.
    • marlena_mill Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 12:24
      Wiem, że jesteś przybita całą tą sytuacją, ale musisz postępować
      konsekwentnie wobec niego. Pamiętaj zawsze masz to, no co się
      godzisz.
      Jeśli stanowczo powiesz mu, że jeżeli jeszcze raz Cie okłamie,
      spotka się z tamtą lub będzie nadal robił to, co robi to
      wyprowadzisz się. I niestsety musisz to zrobić. Jeżeli za wszelką
      ceną będziesz się go kurczowo trzymała to pomyśl jak będzie
      wyglądałao twoje życie z nim za kilka lat, co jeśli pojawią się
      dzieci ?
      On zawsze już będzie pewny, że mu wybaczysz lub, ze będziesz
      tolerowac jego zdrady i romanse, bo kochasz, bo boisz sie rozstania.
      Moim zdaniem nie jest to wartościowy człowiek, nie da ci tego czego
      pragniesz skoro po 2,5 roku po ślubie robi ci takie rzeczy.
      Zastanów się, czy tak postępuje ktoś kto KOCHA ???? A gdzie
      zaufanie, gdzie poczucie bezpieczeństwa w związku ?
      Ja postawiałbym sprawe na ostrzu noża, choć to trudne gdy się kogoś
      kocha pomimo wszystko.
      A tak szczerze to uważam, ze to zakłamany i egoistyczne drań i
      powinnaś zastanowić się bardzo poważnie nas waszym związkiem.
      Uwierz mi później nie bedzie lepiej, będzie tylko gorzej skoro już
      teraz facet jest taki bezwzględny i tak cię rani.
      A`propos jej męża, nie miałabym skrupułów mu o tym wszystkim
      powiedzieć, tez powinien znac prawde o swojej żonie.

      • smutna-zona Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 12:53
        On to zrobil pol roku po slubie... A z tym straszeniem go to ja juz wlasnie mu
        tak kiedys mowilam, ze JESZCZE RAZ i koniec. Potem odkrylam ta rozmowe, ale jako
        ze byla sprzed 2 lat to nawet chcialam mu wybaczyc. Tu chodzi o to, ze wypieral
        sie, nie przyznal (a przeciez cytowalam tu kawalek, to chyba przeciez nie byla
        tylko rozmowa...?), przysiegal ze nie bedzie sie wiecej kontaktowal. I dzien
        pozniej ten sms do niej. Na tej podstawie przypuszczam ze to nie koniec tego
        typu ich kontaktow...
        • marlena_mill Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 13:09
          Z tego co piszesz to wygląda na regularny romans, który trwa nie od
          wczoraj...:( Musisz być twarda jak głaz i zagrać va bank.
          Nie wierz w jego tłumaczenia i wykręty. Gdyby to tylko takie
          wygłupy i flirt to nie napisałby zaraz do niej sms i nie zapewniał,
          ze jej mąz nic nie wie. Chcesz to raz na zawsze uciąć ? to postaw
          ultimatum, zadzwoń do jej męża (powiedz te mężowi, ze to zrobiłaś)i
          najlepiej wyprowadź się na jakiś czas lub jego wyrzuć z domu (jeśli
          możesz).
          Daj mu czas do namysłu. Niech on podejmie decyzję. Bo to nie Ty
          zawiodłaś tylko on, nie ty zdardzałaś tylko on, nie Ty zaangażowałaś
          się w romans. Nie możesz go do niczego zmuszać to musi być jego
          wybór.
          Wiem, że to trudne, sama tez przez to przechodziłam i tylko dzięki
          konsekwencji i wytrwałości zawalczyłam o swojego mężczyznę.
          Jeśli jest tak jak piszesz i on cię naprawde kocha zrozumie, że to
          nie są żarty i że popełnił błąd. I że albo Ty albo ona...
          Ty nie masz własciwie w tej aytuacji wyboru to on musi wybrać, nie
          daj się poniżać dziewczyno ! Musisz żądac od faceta szacunku dla
          Ciebie i dla waszego małżeństwa.

          • smutna-zona Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 13:18
            To nie jest wszystko takie latwe, raz ze nie mam pewnosci czy sie przyzna - moge
            ewentualnie blefowac ze wiem wiecej i czekac co mi powie, tylko ze ostatnio jak
            probowalam tego samego to sie nie przyznal, ze bylo cokolwiek, ze lzami w oczach
            przysiegal, ze to byly tylko rozmowy... Poza tym to dosyc dlugi czas mialam
            wglad w jego rozmowy i wiem, ze te bardziej "pikantne" zdarzaly sie raz na pare
            miesiecy, poza tym byly zwykle rozmowy kolezenskie, bez zadnych podtekstow, wiec
            juz sama nie wiem... Do tego meza napewno zadzwonie, kwestia czy jak moj maz sie
            bedzie upieral ze nic wiecej nie bylo to mam mu wierzyc? Bo jak sie przyzna to
            sprawa bedzie jasna, wtedy bede mu mogla uwierzyc ze skonczy ta znajomosc, ale
            jak sie nie przyzna? Czy wedlug Was jest taka mozliwosc ze faktycznie w tym
            momencie mowi prawde i nic nie bylo?
              • marlena_mill Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 13:41
                Tu nie chodzi o blefowanie, tylko o to że nawet takie pisnaie, w
                takiej zażyłości, takie spoufalanie się i to w taki "bezpośredni"
                sposób świadczy o nieuczciwości twojego męża wobec Ciebie.
                Wiele lat pracuję w firmie, gdzie są takie różne wyjazdy, spotkania
                intergracyjne i wiele takich "romansów" widziałam.
                Co byś nie powiedziała to przeciez Cie to rani i boli. I tak
                czujesz się oszukiwana i zdradzona (nawet jeśli tylko wymianą ich
                intymnych wyznań). Czym prędzej się z tym rozprawisz tym lepiej.
                To, że on ma łzy w oczach o niczym nie świadczy, po prostu
                przestarszył się ( i dobrze), pewno boi się też o nią i o reakcję
                jej męża, ale to już jej sprawa i problem, nie Twój.
                Twój mąż musi w końcu zrozumiec, że wszystko ma swoje granice oraz
                to na czym oparta jej prawdziwa miłość - na uczciwości i w jakimś
                sensie wyłączności intymnej i emocjonalnej.
                Jeśli on szuka sobie takich rozrywek to nie jest wobec Ciebie w
                porządku.
                Zapytaj go czego brak mu w waszym związku, że szuka takiego rodzaju
                podniet, zapytaj jak by się poczuł i co pomyślał gdybyś to Ty tak
                postępowała i wchodział w takie relacje z innym facetem. Porozmawiaj
                konkretnie i radzę Ci postaw sprawę jasno.
                Ja wiem, ze łatwo sie radzi... jest ból, są emocje, smutek,
                rozpacz...
                Ale może to, że ja oceniam to wszystko chłodnym okiem, z boku pomoże
                Ci jakoś uporać się z tą sprawą.

                PS. Nie bądź łatwowierna, znam to z autopsji!!!!Gdybym ja kiedyś też
                nie uwierzyła mojemy mężczyźnie, że to tylko koleżanka, że to jakaś
                pomyłka, że to są moije imaginacje, to sprawy nie zaszłyby tak
                daleko, że odkręcaliśmy nasze życie prze dwa lata....

                • smutna-zona Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 13:52
                  Tylko tu chodzi o to, ze on sie do tych rozmow przyznaje, przeprasza i wogole
                  cuda wianki, ale twierdzi, ze to bylo dawno i juz go nie ruszaja takie rzeczy. A
                  przeciez to nieprawda, skoro byl ten sms i ten tekst o masazu? On twierdzi, ze
                  to wszystko juz za nim i ze nie bedzie sie przyznawal do czegos, czego nie bylo.
                  A ja nie moge isc dalej z tym zwiazkiem wiedzac, ze mnie dalej oklamuje, nawet
                  jezeli sa to rzeczy z przeszlosci, jezeli mam mu ufac to musi mi powiedziec
                  prawde. Tylko kwestia jest taka czy on czasem nie mowi prawdy? Moze te rozmowy
                  sa juz faktycznie za nim? Tylko wtedy skad ten sms i tekst o masazu?? Czy mam
                  prawo nie wierzyc mu i DOMAGAC SIE, zeby sie przyznal? Czy jest mozliwe, ze mowi
                  prawde? A tak btw, wielkie dzieki Milena...
              • allena Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 13:43
                Jak mówiłam, u mnie jest identycnza sytuacja. Powiem Ci, że mąż tez
                tak skutecznie się wybierał, że momentami traciłam rozeznanie, co
                widziałam w zapisie rozmów, a co moze sobie ubzdurałam. Ale
                postanowiałm wierzyć sobie. Nawet jeśli on to traktuje jak "żart" to
                dla Ciebie to żart nie jest. U mnie sprawdził się też blef. Co
                więcej - ciężko mi, ale działam konsekwentnie. Kazałam mu się
                wypowadzić. Wnoszę sprawę o rozdzielność majątkową. To są
                działania "widoczne" i "stanowcze" - mąż widzi, że nie żartuję. W
                domu porozkładałam wizytówki prawników. A w ramach ratowania
                małżeństwa kazałam mu iść do psychologa - żeby mu wyjaśnił jak
                bardzo mnie skrzywdził i jaki jest kobiecy punkt widzenia. Potem,
                razem mamy iść do terapeuty od "ratowania związków". Staram się
                działać konsekwentnie, ale sytuacja mnie przeraża ;-(
                • smutna-zona Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 13:56
                  No widzisz, tylko ze on uparcie twierdzi ze juz z tym skonczyl a ja jakos nie
                  moge mu uwierzyc. Zebym mu uwierzyla to musialby sie przyznac do tego co bylo
                  miedzy nimi, tylko kwestia czy naprawde bylo? Jak myslicie, czy na podstawie
                  tego co Wam zacytowalam moge w 100% byc pewna ze to bylo cos wiecej niz on mowi,
                  czyli niby macanie i danie mu w twarz??
                  • marlena_mill Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 14:01
                    smutna-zona napisała:

                    > > tego co Wam zacytowalam moge w 100% byc pewna ze to bylo cos
                    wiecej niz on mowi
                    > ,
                    > czyli niby macanie i danie mu w twarz??

                    Sorry, ale jak laska pisze takie teksty do twojego męża i sama go
                    zacheca to nie sądze, aby mu dała w twarz.
                    ja nie wierzyłabym w takie brednie. Nie bądź naiwna !!!
                    Przepraszam za szczerość, ale pytasz to odpowiadam ...
                • marlena_mill Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 13:58
                  Najważniejsze to nie popadać w rozpacz i nie bać się.
                  Dziewczyny, co ma być to będzie. Jeśli wasi mężowie was kochają i
                  żałują to będzie oK. Ważne, aby pokazać swoją siłę, samodzielność,
                  zaradność. Po przepłakanych i nie przespanych nocach taka siła musi
                  kiedyś wrócić.
                  Ważne, żeby mąż wiedział na czym mu naprawde zależy i czego tak
                  naprawdę chce. Bo nic na siłę, nie zmusisz nikogo do miłości i
                  wierności.
                  • smutna-zona Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 14:04
                    Masz racje, tylko ze ja w pierwszej chwili mu uwierzylam (bo chcialam), po
                    pewnym czasie dopiero zaczelam to wszystko analizowac i stwierdzilam, ze bylam
                    kretynka ze uwierzylam. Poki co udaje, ze jest ok, widze, ze moj maz sie stara,
                    ale nie moge zniesc mysli, ze mnie caly czas oklamuje. A ja MUSZE wiedziec, co
                    miedzy nimi naprawde bylo. To jest warunek tego, czy bedzie miedzy nami lepiej.
                    Tylko skad mam wiedziec, ze on znowu nie powie, ze nic nie bylo? I przeciez
                    teoretycznie moze mowic prawde. A jak Wy to widzicie - zdradzil mnie (fizycznie,
                    seks) czy nie?
                    • allena Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 14:11
                      Mój mąż też się wykręcał, że to tylko takie teksty, podpuszczanie
                      się. Okazało się jednak, że było coś więcej. W końcu - przyparty do
                      muru przyznał się. Także myślę, że i u Twojego męża było coś więcej -
                      przykro mi. Może to faktycznie dla niego nic nie znaczy, ale Ty (ja
                      też) odbieramy to inaczej. A to, że mu teraz w nic nie wierzysz - a
                      jak inaczej ma być, skoro zawiódł Twoje zaufanie? Ja też nie wierzę
                      i wyszłam z założenia, że to on musi udowodnić, że mówi prawdę.
                      Chociaż sama nie mam pojęcia co by mnie przekonało!
                      • smutna-zona Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 14:16
                        No wlasnie o to chodzi... Ja wiem, ze jezeli do czegos doszlo, to nic dla niego
                        nie znaczylo. Wiem, ze mnie naprawde kocha. Jestem mu w stanie wybaczyc, ale
                        tylko jezeli bede znala prawde, bo jak inaczej znowu mu zaufam? Zalozmy ze sie
                        wyprowadze na jakis czas, tak jak planuje i dam mu ultimatum: albo powie mi jak
                        bylo naprawde, albo koniec. Jezeli sie przyzna to wszystko bedzie ok. Ale co
                        jezeli on mowi prawde? Jednym slowem: czy moge sie wyprowadzic na te pare dni?
                        Bo do tego musze byc przekonana o tym, ze bylo cos wiecej, inaczej to wszystko
                        nie ma sensu. Najgorsze bedzie takie zakonczenie, ze ja sie wyprowadze a on sie
                        nie przyzna bo faktycznie nic nie bylo... Myslicie ze to wogole mozliwe? Wogole
                        to dzieki dziewczyny za otuche i rady, sama nie moge dac sobie z tym rady a nie
                        mam przed kim sie wyzalic...
                        • marlena_mill Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 14:25
                          Ok możesz tak zrobić, wyprowadź się (lepiej jego wywal) daj mu czas
                          i powiedz, że gdy sie juz zdecyduje na coś to pogadasz z nim.
                          Cokolwiek Ci nie powie musisz postawić swój warunek - nigdy więcej.
                          Powiedz, ze jeśłi się znowu okarze, ze z nią pisze, rozmawia,
                          spotka się to z wami koniec, bo nie chcesz tak przeżyc swojego życia
                          i być w taki sposób traktowana przez kogoś kogo kochasz i komu
                          ufalaś.
                          Nie licz na to, że dowiesz sie prawdy, ale najważniejsze jest co
                          będzie a nie to co było. Wiesz ja sama nie wiem, czy dobrze, ze mój
                          facet wyzanał mi prawdę , wiesz jak prawda boli !!!!
                          • smutna-zona Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 14:38
                            Dzieki Marlena, tak wlasnie chyba zrobie, ale dopiero jak porozmawiam z jej
                            mezem, a nr do niego bede miala dopiero za tydzien. Wiem, ze prawda boli, ale
                            niewiedza chyba jeszcze bardziej... Nie wiem, moze to glupie, ale mam takie
                            przekonanie, ze gdyby sie do tego przyznal to wiecej by sie to nie powtorzylo, a
                            tak, skoro sie nie chce przyznac to by znaczylo, ze dalej chce to ciagnac... A
                            jezeli nie bede pewna jak bylo, to skad moge byc pewna, ze sie nie powtorzy?
                            Teraz juz pilnuje sie tak, ze pewnie nic nie znajde. Jego niestety nie moge
                            wywalic, zreszta mysle, ze bardziej go zaboli kiedy to ja sie wyprowadze.
          • afrika Re: pomozcie, nie wiem co robic... 04.09.08, 15:36
            > Ty nie masz własciwie w tej aytuacji wyboru to on musi wybrać, nie
            > daj się poniżać dziewczyno ! Musisz żądac od faceta szacunku dla
            > Ciebie i dla waszego małżeństwa.

            A szpiegowanie GG i maila to jest szacunek? Skoro zdradził to widocznie czegos
            mu brakuje w zwiazku, a nie dlatego ze jest zły i podły. Rzdko kiedy wina leży
            po jednej stronie...
    • nitka215 Re: pomozcie, nie wiem co robic... 02.09.08, 19:37
      widze że Twoje życie toczy się tylko wokół problemu czy mówi prawdę czy nie, czy
      coś było czy nie, czy było coś więcej czy coś mniej. A czy nie wystarczy że
      boli,że krzywdzi, sprawia że płaczesz i zadręczasz się. Chyba nie chcesz tak
      spędzić resztę życia i dziecku sprezentować takiego tatusia i wiecznie
      sfrustrowanej, prowadzącej śledztwa i dochodzenia mamusi. Jeśli pokażesz swoją
      siłę i niezależność od niego i zaczniesz żyć swoim własnym życiem i w ogóle nie
      zwracać uwagi na niego to może staniesz się bardziej atrakcyjniejsza dla niego
      bo bardziej niedostępna, tajemnicza i znająca swoją wartość. A nie wiecznie
      skomląca wyjaśnień o jego kochanki namacalne czy też wirtualne.
      • smutna-zona Re: pomozcie, nie wiem co robic... 03.09.08, 07:38
        Masz racje, w tej chwili tylko o to mi chodzi. Bo gdyby faktycznie moj maz teraz
        mowil prawde, to ja mu juz to wybaczylam, rozmawialismy o tym i mysle, ze gdybym
        byla tego pewna to moglabym zaczac zyc spokojniej. Ale jezeli w tej chwili mnie
        oklamuje, to jaki jest sens zaczynania wszystkiego od nowa? Zeby ciagle zyc w
        strachu ze to sie powtorzy? Dlatego to dla mnie takie wazne, zeby wiedziec, czy
        moj maz w tej chwili mowi prawde, ze nic nie bylo.
    • ewa_mama_jasia Re: pomozcie, nie wiem co robic... 03.09.08, 15:20
      Wytłumacz mi jedno, smutna, po co Ci kontakt z jej mężem? Nie
      rozumiem. Sama byłam w podobnej sytuacji, po długich perturbacjach
      uwierzyłam że to jest tylko przyjaźń (a nie musiałam, bo byłam
      zdecydowana na rozwód), ale w zyciu nie przyszłoby mi do głowy
      mieszać w to ewentualnego męża dziewczyny. Owszem, w przypadku
      zdrady kochanka jest winna, ale najbardziej winny dla mnie jest mąż.
      Jej wolno próbowac, ale to on podejmuje decyzję o przystapieniu lub
      nie do zdrady.
      --
      Jasio urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
    • lisaejotz Re: pomozcie, nie wiem co robic... 04.09.08, 09:14
      Nie rób nic!!!
      Po co Ci wiedza, czy i jak Ciebie mąż zdradził, czy nadal zdradza?
      Na pewno Ci na nim zalezy i masz racje. Walcz o swoja miłość!!!
      Prowokuj zblizenia jak najczęściej i pieść go tak, jak byscie brali
      udział w filmie porno!!!
      I nie bój sie okazywania uczuc i zachęcania do zblizeń. Jestes
      zmeczona? Wynajmij gosposie, ale dla swojego meza musisz mieć duzo
      czasu. On brał slub z Toba - Kobieta, a nie niańka, sprzątaczka,
      robolem, kucharką, pomywaczka itp.
      Jak bedzie miał wreszcie zone- kochanke, nie w głowie beda mu
      internety i blogi, bo nie bedzie ich potrzebował. Zmień siebie i
      swoja rolę w waszym zwiazku i okaz mezowi, ze jest dla Ciebie
      jedyny!!! Mam 52 lata i nieudane małzeństwo. Bo nie byłam kochanka
      mojego męża!!! Byłam wszystkim, tylko nie kochanka. Teraz jestem
      przede wszystkim kochanka i partnerką. Mój maz ma 56 lat i kochamy
      sie przynajmniej raz dziennie, a pieścimy cały czas...I wszystko
      inne mnie nie obchodzi. Jestem szczęśliwa.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka