po prostu cierpię

27.05.04, 08:52
Moja historia jest strasznie banalna. Zostałam porzucona....wczoraj....
Historia jakich wiele. Ale ja sobie nie radzę, nie mogę tego znieść. Kocham
tego człowieka, kocham prawdziwą miłością, wierzyłam i wierzę, że to Ten
Jedyny. Nie uległam fascynacji, powoli budowałam zaufanie do Niego i po
prostu pewnego dnia to poczułam. Dbał o mnie, traktował po prostu wspaniale,
a ja po wielu latach poczułam się szczęśliwa. Wszyscy widzieli, że po prostu
promieniałam z tego szczęścia. Dawałam mu wszystko co we mnie najlepsze,
doceniałam go, dbałam, okazywałam moją miłość najpiękniej, jak tylko umiałam.
Boże, czułam się najszczęśliwszą kobietą pod słońcem.
Potem stawał się coraz chłodniejszy, starałam się spełniać jego oczekiwania,
ale zawsze było coś nie tak. Półtora tygodnia temu wszystko się „rozwaliło”,
kłótnia, moje łzy, straszne załamanie. Jednak postanowiliśmy, że spróbujemy
jeszcze raz, że będziemy to odbudowywać. Ja pełna miłości, On wątpliwości.
Widziałam, ze się stara, ale czułam, że jest już inaczej, że On Tego nie
czuje. Wczoraj powiedział, że ta niepewność jego uczuć jest dla niego już
męcząca, że nie udało mu się tego odbudować i wątpi, że uda, że już nie
czuje, że jestem kobietą jego życia. No i odszedł. Dowiedziałam się jeszcze,
że byłam mu zbyt oddana (byłam zbyt oddana człowiekowi, który mówił, że
dzięki mnie znowu ma marzenia, że wszystko zyskało dla niego sens!!).
Kocham Go i wiem, ze to koniec. Nie wytrzymam, już nie mogę!!!! To za bardzo
boli. Uważam Go za mężczyznę mojego życia i nie wiem, czy kiedykolwiek
przestanę kochać.
Nie mam już żadnej nadziei, żadnej!!! Czuję się jak pies przywiązany przez
pana do drzewa i porzucony. Nie mogę tego zrozumieć!!! Przepłakałam cały
wieczór, noc, poranek. Nie wyobrażam sobie, bym kiedykolwiek mogła komuś
jeszcze zaufać; co więcej, nie chcę już nikomu zaufać.
Jestem osobą wierzącą i jeśli czyta to przez przypadek Pan Suliga albo Pawpos
być może powiedzą „módl się, zaufaj Bogu”. A ja już nie potrafię się modlić,
modlitwa nie przynosi mi żadnej ulgi. Czuję się jak g.......
Kiedy działo się źle bardzo się starałam nie uciekać do wróżb itp. Raz nie
wytrzymałam i napisałam do Isinki. Odpisała, że on nie chce mojej miłości, że
to raczej nie ma sensu. Ale ja się uparłam. Postanowiłam, że będę walczyć, a
ta wróżba to może podszept ciemnej strony, bym sama rozwaliła swoje życie. I
walczyłam i przełykałam gorzkie słowa i chłód i...... nie mam nic. Myślałam,
że będziemy mieć rodzinę, miałam tyle nadziei i marzeń.....
Błagam, niech mi ktoś pomoże. Może w oczach osób, moja historia jest banalna,
a ja śmieszna z tymi wynurzeniami, ale mój świat legł w gruzach (do tego
rozpad rodziny, niepewność zatrudnienia). Błagam, ktokolwiek, cokolwiek.
Dajcie mi nadzieję. Ja muszę się pilnować, by nie zapomnieć oddychać. Po
prostu jestem kobietą, której pękło serce.
Urodziłam się 27 kwietnia 1976 w Łodzi o 14:50.
M.
    • berkanan Re: po prostu cierpię 27.05.04, 12:55
      Pamiętam jak sie czułam w takiej sytuacji...teraz słowa nic nie
      pomagają...Zawaliłam swoje studia, pracę i jeszcze parę rzeczy byłam w czarnej
      deprasji , jak Ty teraz -było to ładnych parę lat temu. On twierdził,że ja
      jestem mu za bardzo oddana, czuje się osaczony moja miłością...za wcześnie na
      małżeństwo(choć nigdy tego tematu nie poruszałam) on uznał, że napewno będę
      chciała mieć dzieci, a on się jeszcze nie czuje gotowy....same bzdury...bolało,
      a że to jeszcze się z Tarotem połączyło, miałam w tym momencie starszne
      doświadczenia z zemstą Tarota...chciałam się zabić...Na szczęście nawet na to
      nie miałam siły. Pomogli przyjaciele. Pozwolili mi poczuć się znowu ważną. Tak
      po jakims czasie bez większego przekonania wyszłam za mąż, za kolegę z klubu
      motocyklowego. A teraz wiem, że zdarzyło mi się coś cudownego. Dopiero po
      ślubie dotarliśmy się i jesteśmy z sobą szczęśliwi, mamy teraz dziecko, ale
      dopiero po 5 latach wspólnych wyjazdów, zwiedzania świata i życia...
      Bardzo śmieszne się okazało moje spotkanie z TAMTYM. Zgadaliśmy się na
      internecie. Przyjechałam do Warszawy, spotkalismy się. Ja opowiadałam o
      podróżach, pokazywałam zdjęcia, on siedział cicho ...potem zaczął opowiadać o
      pracy, pracy, pracy...i o mieszkaniu, które kupił.......potem powiedział naszej
      wspólnej znajomej, że to był jego największy błąd w życiu...Jeszce jedno- jak
      minęło po latach moje zaślepienie - do tej pory się zastanawiam , jak ja go
      mogłam tak kochać...
      Owszem mam teraz straszne problemy i wykończają mnie psychicznie-teściowie,
      ale mam miłość - i to jest dopiero prawdziwa miłość, chociaż w nią nie
      wierzyłam...Trzymaj się, będzie lepiej-wiem, ze to truizm.Ale naprawdę będzie
      lepiej.
      • malanika Re: po prostu cierpię 27.05.04, 13:28
        Ja już miałam złamane serce i pamiętam, jak długo potem cierpiałam. Byłam
        później ostrożna, ale wydawało mi się, że tym razem mogę zaufać na nowo.
        Pokochałam i czułam się kochana. Mimo całej masy problemów (rodzina) czułam się
        jak w siódmym niebie. A teraz... nie wiem, co ze sobą zrobić. Pozbawiono mnie
        marzeń i cholernie, CHOLERNIE mnie boli. I nie mogę uwierzyć, że będzie lepiej,
        bo nie wierzę, że będę zdolna jeszcze kiedykolwiek kogoś pokochać.
        Bardzo dziękuję, że napisałaś, że nie pozostałaś obojętna. Życzę Ci dużo
        szczęścia i trzymam kciuki za pomyślne rozwiązanie problemów z teściami.
        M.
        • kateszu Re: po prostu cierpię 27.05.04, 14:02
          Trudno w takiej sytuacji doradzać bo sprawa jest bardzo świeża ale uwierz
          mi ,że jeżeli to on odszedł ( to może zabrzmieć banalnie;-) to widocznie kosmos
          przygotował dla Ciebie coś znacznie lepszego. Nie skupiaj się na bólu skup sie
          teraz na sobie, spójrz dookoła - świat jest naprawdę piękny, zrób banalne
          rzeczy ( zapisz się do klubu, poćwicz trochę - poprawiona figura też poprawia
          nastrój no i musisz dobrze wyglądać dla tego który już gdzieś tam jest Tobie
          pisany) Przeczytaj piękną książkę " Zakochaj się w życiu" Ewy Foley i pamiętaj
          nic nie dzieję się bez przyczyny. Nasze,życie to okresy szczęścia ale i
          nieszczęścia ( Tylko wtedy sie czegoś tak naprawdę uczymy). Naucz się cieszyć z
          bycia samą, uwierz w siebie i zaufaj swojemu aniołowi - on na pewno nie da Cię
          skrzywdzić jeżeli jesteś dobrą osobą:-)
          • malanika Re: po prostu cierpię 27.05.04, 14:46
            Kurcze, no nie umiem, nie umiem!!! Dlatego napisałam na tym Forum. Bo ani moje
            serce, ani rozum, ani dusza nie mają nadziei. Liczyłam, że może ktoś spojrzy w
            gwiazdy, karty, cokolwiek i zobaczy tam coś pozytywnego. Może wyczerpałam już
            limit szczęścia w życiu:-(. Przepraszam, że tak się rozklejam, ale myslę, że
            jesli czyta to jakas kobieta, ktorą spotkała podobna historia, to zrozumie mnie.
            • kateszu Re: po prostu cierpię 27.05.04, 15:49
              Jak można wyczerpać limit szczęścia w wieku lat 28? Mam tyle samo:-)Wiem,że
              jest Ci ciężko ale od każdego usłyszysz to samo. Czas leczy rany a jedyne co
              możesz teraz zrobić to zacząć żyć od nowa. Musisz zrozumieć ,że teraz otwiera
              się przed tobą nowy rozdział w życiu i nigy nie zapominać,że po deszczu zawsze
              wychodzi słońce:-)Przeczytaj tą książkę o której Ci pisałam i nie użalaj się
              nad swoim losem tylko zacznij działać ( będziesz miała mniej czasu na
              rozpamiętywanie )
              • kateszu Re: po prostu cierpię 27.05.04, 15:57
                I jeszcze jedno. Idź do wróżki a ona powie Ci to samo z tym plusem ,że będziesz
                miała sie potem komu wygadać;-)Nie ma takiej opcji byś czuła się do końca życia
                nieszczęśliwa.Wszystko wali Ci się by cię wzmocnić, musisz mieć tylko wiarę i
                nadzieję a miłość i szczęście przyjdą same. Gdzie są Twoje koleżanki? Idź do
                kina, na imprezę, do pubu. Wynurz sie z domu i z pracy. Przecież życie nie na
                tym się kończy... pokaż wszystkim,że jesteś silna - musisz sie przemóc.
                • ona.a Re: po prostu cierpię 27.05.04, 16:25
                  Kateszu, piszesz bardzo mądrze.
                  Jestem z tych "porzuconych".Doskonale rozumiem, co czuje autorka wątku. Chociaż
                  moja sytuacja była nieco inna [nie odszedł, bo przestał kochać] ale dla mnie
                  świat się zawalił. Jakby coś ciężkiego na mnie spadło.Zaufałam z
                  trudem.Pokochałam.I wiem, ze byłam/jestem kochana.Niestety, nie możemy być
                  razem. Mija ponad miesiąc, a ja nie mogę się z tym pogodzić. Ale po tylu
                  przepłakanych dniach, wiem, że muszę stanąc na nogi; podnieść się.I chociaż
                  jednocześnie moje zycie zawodowe się rozpadło [chyba w myśl zasady, ze wszystko
                  naraz:)] musze się podnieść.Tłumaczę sobie, że widocznie tak miało być.Próbuję
                  otworzyć się na nowo.Bardzo trudno będzie wpuścić kogoś do mojego życia, ale
                  nie powinam łączyć wszystkich jego sfer, inaczej zawalę dosłownie wszystko.
                  Dlatego postanowiłam zając się sobą, przede mną trudne egzaminy, chcę zdać je
                  jak najlepiej, w miarę możliwości.I choć siadła mi psychika, próbuję uwierzyć,
                  że to paskudne uczucie minie i wrócę do normalności.Nie mam tu na myśli
                  kolejnego związku.Ale spokój wewnętrzny, emocjonalny, zeby znowu poczuć się
                  dobrze we własne skórze i z samą sobą. Chociaż bardzo boli i nie zgadzam się z
                  tą niesprawiedliwością co wieczór dziękuję, ze poznałam tak wspaniałego
                  człowieka, że zaznałam przy nim tak wiele szczęscia i smaku dobroci, troski i
                  bezpieczeństwa.Doceniam to.Moze dlatego tak trudno jest się pogodzić.Moze to
                  strach, że nigdy wiecej nikt tak mocno nie pokocha? sama nie wiem.Ale wiem,że
                  mimo tak przykrego zakończenia, jestem wdzięczna losowi, ze go spotkałam, ze
                  przeżyła z nim tak wspaniałe chwile.
                  Ludzie przychodza i odchodzą.Niestety.Nigdy nie wiemy, jak długo kto u nas
                  zagości.Cieszmy się tym, póki chcą do nas przychodzić.
                  No, wracam do książek:)
                  Malanika teraz jest Ci trudno w to uwierzyć, doskonale to rozumiem, ale życie
                  toczy się dalej i swoje życie masz tylko w swoich rękach.Nadaj mu kształt.Nie
                  uzależniaj się od tej jednej, jedynej osoby.Badź zależna tylko od siebie.I
                  uwierz w ludzi.
                  Może to kiepskie pocieszenie, ale spójrz na to z innej strony, co gdbyś to TY
                  była tą stroną,która przestała kochać? a on na Twoim miejscu.??Przeciez nie
                  zawsze tylko my jesteśmy zostawiane, czasami to MY zostawiamy.Co by było wtedy?
                  Pozdrawiam Cię serdecznie.I uwierz w siebie przede wszystkim.To najwazniejsze.
                  I nie bądź sama, starj się jak najwięcej czasu spędzac ze znajomymi,
                  towarzystwo bardzo pomaga.Uwierz.Mam 22 lata i gdyby nie moi przyjaciele, na
                  których zawsze mogę liczyć, nie wiem, co byłoby dalej.Pamiętaj, ze kochanych
                  ludzi w życiu jest wielu, ale prawdziwi przyjaciele tylko jedni.:)
                  M.
    • frostinka Re: po prostu cierpię 27.05.04, 16:41
      Rok temu byłam w takiej samej sytuacji jak Ty. Kochałam i wierzyłam, że jestem
      kochana. Zapewniał mnie o swojej miłości. A potem nagle wszystko się skończyło.
      Świat mi się zawalił. Moje życie straciło sens. Płakałam w domu, płakałam w
      pracy, chodziłam z oczami pełnymi łez... Nie chciało się żyć, nie wierzyłam w
      miłość, bo jak mogłam wierzyć w coś co straciłam na zawsze? Dziś wiem, że czas
      leczy rany - to banał ale prawdziwy. Najpierw porównujesz każedego z nim, tym
      jedynym, a potem pewnego dnia spostrzegasz, że ktoś kto jest kompletnie inny
      budzi Twoją sympatię, zaczynasz czuć, że być może.... Nieśmiało badasz
      zakamarki swego serca i umysłu - jeszcze telepie się w głowie myśl o nim, ale...
      Tak będzie zobaczysz. Spróbuj zapomnieć - to nie jest łatwe, wiem bo jeszcze 2
      miesiące temu na takie słowa reagowałam płaczem. Ale można spróbować zapomnieć.
      Naprawdę chcesz żyć wspomnieniami? Po co? Myślisz, że on będzie żył
      wspomnieniami? Myśląc w taki sposób sama zmarnujesz sobie życie, na własne
      życzenie. Przeszłość jest martwa, a nie można wskrzesić czegoś co jest
      martwe... Chce Ci się płakać? Płacz, jeśli Ci to pomaga ale i walcz z tym.
      Przynajmniej spróbuj. Powodzenia.
    • berkanan Re: po prostu cierpię 27.05.04, 17:13
      No własnie już kilka osób Ci powiedziało: skup się na sobie, zadbaj o siebie.
      Może to głupie, ale po jakimś czasie, gdy już będziesz z kimś zupełnie innym,
      rozkwitniesz, poczujesz się dobrze i będziesz silna...możesz się z nim
      spotkać...dla mnie to było oczyszczające i dało mi głupią , ale bardzo dużą
      satysfakcję ...nie masz pojęcia, jak on żałował swojego kroku...ON TEŻ BĘDZIE
      ŻAŁOWAŁ, A TY BĘDZIESZ MIAŁA SWOJE LEPSZE ŻYCIE...powodzenia
    • ankalin Re: po prostu cierpię 27.05.04, 19:58
      Kochana ,w tym samym czasie czuje dokladnie to samo co Ty ,mam ten sam problem
      i tak samo to przezywam .Brak slów ,aby to opisac ,tylko
      myśli,wspomnienia ,ranki ,gdy budze sie i ..odkrywam z przerażeniem ,że to
      rzeczywistośc a nie zly sen ....Wiesz co mi pomaga ?Wyczytalam dwa zdania które
      powtarzam sobie w pamięci do znudzenia - troche pomaga .Oto one :"Jeśli on był
      tą osobą, dla której powstało twoje życie - wróci
      Bo jego życie powstało dla ciebie ..."
      Trzymaj się !!!życze sobie równiez tego samego .Rozumiem Cie !
      • malanika Re: po prostu cierpię 28.05.04, 09:02
        Dziewczyny, dziękuję Wam z całego serca. Dziękuję, że okazałyście mi
        zrozumienie i że chciało Wam się znaleźć chwilę czasu, by odpisać. Kurcze, są
        jeszcze dobrzy ludzie na świecie.
        Wczoraj, gdy znowu zalewałam się łzami, nagle, nie wiem skąd, zaświtała mi taka
        myśl: „Boże, co ja robię??! Przecież to on powinien płakać, nie ja!! Przecież
        to on odrzuca tę miłość. ”. Pomimo tego, jak czasami potrafił mnie dobić, wiem,
        że jestem wartościową kobietą, jestem czuła, wierna, zdolna do poświęcenia.
        Skończyłam studia z wyróżnieniem i usłyszałam kilka komplementów w życiu.
        Wiem, ile mogłam mu dać. A on nie jest ideałem. Paradoksalnie, ja go kochałam,
        a on mnie zawsze kochał „pomimo” i dawał mi to odczuć.
        Opowiadał bzdury, że szuka kogoś na całe życie, tworzył wspaniale wizje, a
        potem nagle okazało się, że jestem mu „za bardzo oddana”.
        Tyle wymyśliłam, a teraz muszę się tego trzymać, jak najdłużej (choćby kilka
        godzin, to zawsze coś). Nie wiem, czy kiedykolwiek odzyskam zaufanie do
        mężczyzn. Ale teraz muszę odbudować wiarę w samą siebie.
        Dziękuję Wam dziewczyny za wsparcie. Wszystkie zasługujemy na miłość,
        prawdziwą, szczęśliwą miłość
        M.
        • pani.jazz Żeby rowiać Twoje wątpliwości... 29.05.04, 14:18
          ... spojrzałam w karty. Teraz nie wiem tylko, czy chcesz, żebym opisała to, co
          zobaczyłam tutaj, czy mam wysłać Ci maila.
          Daj znać.
          Teraz powiem Ci tyle, że jesteś niesamowicie silną kobietą. Twój ostatni post
          dobitnie tego dowodzi. Trzymam za Ciebie kciuki i wierze, ze wszystko wróci do
          porządku.

          pozdrawiam Cie serdecznie :),
          pani.jazz
          • barrakkuda Do Malaniki!... 29.05.04, 16:01
            Pozdrawiam serdecznie! Ja też jestem w trakcie "wyleczania się" z tak podobnej
            do Twojej historii. Wiem, że boli, bo boli... Ale znalazłam w sobie dość sił,
            by dojść do wniosku, że obiekt moich uczuć miał swoje 5 minut i ich nie
            wykorzystał. Tyle że ja nie mam 28 lat - jestem po 40 i choć każdy wiek jest
            dobry na miłość to w mojej sytuacji sprawy wyglądają troche inaczej. Ty masz
            jeszcze życie przed sobą, a mnie powoli przecieka przez palce - to
            chyba "ostatni pociąg" na przeżycie czegoś pięknego i emocjonującego, ale się
            się nie załamuję. Nie poszukuję też wyroczni w gwiazdach choć podobno ona ryba
            i on skorpion to dobra kombinacja... Głowa do góry! ;)
            • azlab Re: Do Malaniki!... 29.05.04, 16:15
              a ja tak jak Malanika mam 28 lat i bardzo! podobne doświadczenie w niedalekiej
              przeszłości. Ale juz mogę powiedzieć, że to należy do przeszłości. Już nie boli
              tak bardzo, teraz czuję żal. I rozczarowanie człowiekiem, który kiedyś był dla
              mnie najważniejszy na świecie. I tak jak barrakkuda czuje, że życie przecieka
              mi przez palce, więc chyba to nie kwestia wieku, ale nastawienia...

              pozdrowienie dla wszystkich:)
              • ogrom Re: Do Malaniki!... 29.05.04, 20:52
                Jej no ja mam 26 lat i tez czuję, e życie mi przecieka przze palce, a ostatnie
                6 LAT Z NIM uważam za zmarnowane tylko sie wypalałam, i szłam na kompromisy
                które mi wogole nie słuzyły poprostu nie a potem pod koniec 2003 deprecha że
                nie cche byc sama i teraz juz chyba jest OK. niemnije inaczej się czuję i nigdy
                sobie nie pozwolę na tego typu sprawy poprostu nie i juz dajcie znac moze bysmy
                sie tak powspieraly co? Ola
                • azlab Re: Do Malaniki!... 31.05.04, 14:39
                  ogrom napisała:

                  > Jej no ja mam 26 lat i tez czuję, e życie mi przecieka przze palce, a
                  ostatnie
                  > 6 LAT Z NIM uważam za zmarnowane tylko sie wypalałam, i szłam na kompromisy
                  > które mi wogole nie słuzyły poprostu nie a potem pod koniec 2003 deprecha że
                  > nie cche byc sama i teraz juz chyba jest OK. niemnije inaczej się czuję i
                  nigdy
                  >
                  > sobie nie pozwolę na tego typu sprawy poprostu nie i juz dajcie znac moze
                  bysmy
                  >
                  > sie tak powspieraly co? Ola

                  Ola, ja tez wpadłam kiedyś w depresje prze faceta. Tzrymaj się.
                  myslę o cieplutko:)
            • lillka2 Re: Do Malaniki!... 31.05.04, 12:26
              Pozdrawiam serdecznie,wiele jest wiary w tym,co piszecie,mam w tej chwili
              wielkiego doła,ale mam nadzieję na lepsze jutro.Jestem również po 40,staram sie
              nie żałować niczego,ale właściwie moje życie jest w rozsypce.Często czytałam,ze
              zwiazek ryba i skorpion,to dobry układ,ale u mnie nie,po stokroć nie,jak
              słyszę "skorpion",skóra mi cierpnie.Wiem,wiele można znieść i znoszę,ale wydaje
              mi się,ze czas już skończyć tę farsę,może już niedługo będe na tyle silna.
              • Gość: ona Re: Do Malaniki!... IP: *.px.pl 22.06.04, 14:12
                jestem skorpion (ką),podobno - jak mi mówił milion razy - złego słowa o mnie
                powiedzieć nie mógł. A i tak zostawił. Wodnik. po prostu on. nie mam nic. A le
                kiedy słyszę wodnik, nóż mi się otwiera...
          • malanika Re: Żeby rowiać Twoje wątpliwości... 31.05.04, 08:55
            Pani Jazz
            Dopiero dziś weszłam na Forum.Odpisałam na skrzynkę. Jejku, bardzo Pani
            dziękuję:-) Jeśli można, to bardzo proszę o odpowiedź na maila.
            Jeszcze raz dziękuję, dziękuję :-)
            M.
            • malanika Dziewczyny Kochane - dziękuję 31.05.04, 10:11
              To, co napiszę nie będzie miało zbyt wiele wspólnego z tym Forum, ale chciałam
              podziękować Wspaniałym Kobietom, które do mnie napisały.
              Ponieważ mam teraz dużo wolnego czasu wieczorami ;-) przemyślałam sobie parę
              rzeczy. Najważniejsze to chyba wierzyć w siebie. Bo największy błąd jaki
              popełnia kobieta, gdy mężczyzna ją porzuca to poczucie, że jest się teraz
              gorszą „odszedł, bo jestem taka beznadziejna”. A właśnie, że nie!! Bo gdy
              poznał tę kobietę, to pokochał ją (zafascynował się nią) za to jaką jest, jaką
              się stawała przez całe swoje dotychczasowe życie jeszcze bez niego. A że
              odchodzą....Niektórzy boją się problemów, inni (oj wielu takich) mylą
              zauroczenie z miłością, chociaż te różne emocje nazywają tak samo, a my,
              spragnione miłości reagujemy na ciepłe słowa, jak mucha na lep ;-)
              Po drugie, trzeba być bardzo ostrożną. Trzeba słuchać, a nie słyszeć. Nie
              ulegać tak bardzo emocjom, nie oddawać od razu całej siebie i zawsze zachowywać
              delikatną rezerwę.
              Po trzecie, być pewną siebie. Bo jeśli zna się swoje atuty, to on też to
              dostrzeże. A jeśli kobieta uzależnia poczucie własnej wartości od słów
              partnera, to w końcu wpadnie w depresję, a mężczyzna też będzie
              zdezorientowany...
              Po czwarte, idę dziś na gimnastykę, jutro kupię sobie coś fajnego, a w środę
              wybieram się do kina :-))
              A to wszystko dzięki Wam i bliskim ludziom :-))
              Z całego serca Wam dziękuję i życzę wszystkim dużo szczęścia !! :-)
              M.
              • ta_co_szuka Re: Dziewczyny Kochane - dziękuję 31.05.04, 14:25
                ...znam to z autopsji...
                wariowałam , nie mogłam uwierzyć ,ze już nie jesteśmy razem.
                Nie mogłam zrozumiec dlaczego tak się stało? dlaczego ja?
                Myślałam, analizowałam.... dniami i nocami..
                Próbowałam znalezc sobie zajęcie, spotykac sie ze znajomymi, biegac po sklepach
                itp....zapominałam lecz na któtko.
                Mijały dni, tygodnie, miesiące a w mojej głowie był on....pomału jego obraz się
                zacierał, zanikał...
                czas... potrzebny jest czas... stare i mądre powiedzenie" czas leczy rany"
                Trzeba to wszystko przeżyc aby zrozumieć, wyciagnąc wnioski, rozpatrzyc za i
                przeciw i nie popełnic tego samego błędu...
                Zapomniałam CAŁKOWICIE w momencie kiedy pojawił się ON... "wyleczyłam
                się"mimo,ze nie ufałam...
                Kocham i jestem kochana, nie ślepo zakochana!, daje i biorę...jestem szczesliwa!
                Tamten stał się tylko wspomnieniem.....!!!

                Dbaj o siebie,nie rozpamietuj,realizuj cele nie dla niego dla SIEBIE!
                Dasz RADE! kobieta to silne stworzenie;))))

                powodzenia!



    • malani Re: po prostu cierpię 17.06.04, 01:15
      Witam Cię gorąco Malanika!
      Opieram się o list Kateszu. Jak najbardziej polecam Ci w chwili obecnej zająć
      się SOBĄ!!! Książka Ewy Foley jest rewelacyjna, sama osobiście jestem po jej
      lekturze - WIELE oj WIELE mi dała! Jej kasety również. Podaje tam swój e-mail,
      więc napisałam, spotkałam się, oprócz ciepła obdarzyła mnie nadzieją, miłością
      do zycia, serduszko obok dedykacji w książce... - często na niego patrzę i
      przypominają mi się fale spokoju, które Ewa wysyłała. Piszę to wszystko po to,
      byś rzeczywiście wzięła się za SIEBIE, przyjmij swoje przeżycia jako
      doświadczenie, które jest Ci potrzebne (tak poprostu - nie trzeba sobie
      bardziej komplikować niż jest). Czasem tak jest, zeby pójść dalej musimy
      zamknąć pewien rozdział swojego życia i zamknąć go na pewnym etapie, bo później
      mogłoby to być jeszcze trudniejsze. Ja bardzo często "pracowałam" z rozdziałem
      Twórcza Wizualizacja. Byłam wtedy w ciężkiej depresji, po dwóch latach gorącego
      związku.... historia się powtarza... raptem pół roku pracowałam ze sobą nad
      sobą z książką Ewy i zaczęły dziać się cuda. Może wydawać się to absurdalne,
      możesz nie wierzyć, kto chce niech wierzy lub nie, ale diametralnie zmieniło
      się moje życie pozytywnie oczywiście. Dziś jestem szczęśliwą żoną, matką prawie
      półtorarocznego synka, itd... (z tym, że mam 38 lat i tego chciałam, tzn. chcę
      Ci przekazać, że mam to wszystko o czym marzyłam; natomiast nie wiem jakie są
      Twoje marzenia - więc zacznij je spełniać!!!) Wszystko leży w Twoich rękach!!!
      NIe wiem czy nabyłaś już tę książkę? na początek powiem Ci jak ja pozbywałam
      się stresów: nabyłam duży zeszyt A4 na kółkach i pisałam, pisałam, pisałam,
      bazgrałam WSZYSTKIE SWOJE ŻALE, BOLĄCZKI...często polane łzami co wyciągało ze
      mnie więcej bólu...(do niego, do siebie, do znajomych, do pań urzędnczek,
      wszystko) jak to w depresji, stresie, bólu często bez ładu i składu
      przerzucałam na papier wszystko bez ogródek (ważne!) nie ukrywając, nie
      zatrzymując w sobie niczego, żadnego braydkiego słowa czy czegoś co wydawaćby
      się mogło nieprzyzwoite!!! papier wszystko przyjmie. Pozwalaj sobie na
      nieuzasadniony śmiech czy płacz - to też jest ważne. Niczego w sobie nie
      zatrzymuj. Potem nie czytając tego darłam na kawałki, wychodziłam np. na rolki
      (uwielbiam) i albo paliłam albo rozrzucałam w przestrzeń, albo do wody (jakiś
      mały ciek wodny) i uwalniałam się od problemu i to jest najważniejsze!
      Przy tym wszystkim akceptuj swoje wydawaćby się mogło dziwne, nienaturalne
      zachowania czy reakcje to jest odreagowanie przeżyć. Pozwól sobie na to.
      Więc bierz się do roboty: WYRZUĆ Z SIEBIE WSZYSTKO CO CIĘ BOLI!!
      !!! ZRÓB MIEJSCE NA NOWE !!!
      I potem przyjmij nowe z godnością i miłością.
      Fajne uczucie, mówię CI.
      Powodzenia!
    • malani Re: po prostu cierpię 17.06.04, 01:31
      Malanika, zadam Ci jeszcze jedno pytanie może dwa.
      Czy ten facet poznał Cię z kimś, zaprowadził, pokazał jakieś miejsce, którego
      nie znałaś a okazało się, że nawet nie wiedziałaś, ale tego szukałaś? Tego lub
      kogoś co będzie Ci potrzebne?
      Pytam, abyś sobie coś uświadomiła, ponieważ w moim przypadku tak akurat było.
      Mój ówczesny facet pokazał mi miejsce, którego sama nigdybym nie znalazła,
      gdzie mogłam zgłosić się ze swoimi problemami. Widzisz i mimo różnych żali do
      niego jestem mu za to wdzięczna. Pewnie ten facet w tym czasie miał spełnić
      taką rolę w moim życiu. Już.
      Buziaczek, trzmaj się gorąco. Jeśli masz ochotę podzielić się wrażeniami priv
      pisz gg 4356053.
    • cmytojet Re: po prostu cierpię 17.06.04, 08:55
      malani napisała:

      > Nie wiem czy nabyłaś już tę książkę? na początek powiem Ci jak ja pozbywałam
      > się stresów: nabyłam duży zeszyt A4 na kółkach i pisałam, pisałam, pisałam,
      > [dużo wycięte] ...

      To tylko jedna z możliwosci. "Koleżanki" tak intensywnie Cię przekonują,
      bo trafiłaś na forum "wróżbiarstwo". A tymczasem nie jedna pani (Ewa Foley)
      na całym świecie jest najmądrzejsza!

      Zacznę od pewnego ogólnego stwierdzenia. Cierpienie powoduje nieuchronnie
      zawężenie tego, co postrzegamy/doswiadczamy/czujemy na zewnątrz. To czego
      akurat teraz doświadczasz rani Cię do głębi (jak wnioskuję z Twoich
      postów). Jesteś na skraju swojej wytrzymałości (może już nie, ale byłaś
      jak zaczynałaś ten wątek) i na zasadzie "tonący brzytwy się chwyta" szukasz
      ratunku tutaj. Napisałaś jednak tak dużo o sobie, że nie jest trudno
      (przepraszam, jeżeli Cię to rani) napisać wiarygodne słowa pocieszenia.
      Pytanie tylko, czy "cała reszta" - traktujac pocieszenie jako wstęp, "zachaczkę"
      doprowadzi Cię tak, gdzie chcesz zajść?

      napisałaś:
      > Kiedy działo się źle bardzo się starałam nie uciekać do wróżb itp.

      Dla mnie to jest właściwy kierunek. Bowiem człowiek jest tak zbudowany, że
      jest w stanie znajdować właściwe rozwiązania bez wróżb (itp. :). A jak
      zaczniesz wierzyć wróżbom, wierz mi, bedzie Ci szalenie trudno przestać.
      Wydaje mi się, że to dla Ciebie ogromne ryzyko zawierzyć czemuś co jest
      tak zakręcone i odległe od naszego "realnego" świata.


      • kaska110 Re: po prostu cierpię 17.06.04, 20:35

        Słuchaj Cmytojet kolezanki nie przekonywały Malani,współczuły,opowiadały jak
        sobie radziły.Nikt nie twierdził,że Ewa Foley jest najmądrzejsza,ale,że jej
        książki pomogły poradzić sobie z sytuacją.
        Ty poza ogólnikami i zjadliwą krytyką nie wnosisz nic więcej poza
        podejrzeniami,że słowa pocieszenia to "zachaczka".
        Cieszę się,że nie spotkamy się w"naszym realnym świecie".Żałuję,że nie
        potrafisz zdobyć się na odrobinę empatii,tylko sączysz te swoje frazesy;czasem
        kiedy Cię czytam zastanawiam się czy to człowiek czy boot.Ale jak pisał poeta
        (R.Krynicki):Świat woli prostsze kalectwa:niewiarę,bezduszność,brak serca".
        Jesteśmy z różnych światów,nie potrafię Cię zrozumieć,ale jest mi Ciebie
        żal.Naprawdę.
      • Gość: kateszu Re: po prostu cierpię IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 09:49
        Nikt tu nikomu nic nie każe tylko na podstawie różnych życiowych doświadczen
        doradza. A Ty cmytojet chyba zaznałaś mało wyższych uczuć skoro jest w Tobie
        tyle cynizmu i sarkazmu. Aż żal za serce chwyta gdy czyta się wypowiedzi takich
        ludzi jak Ty. Kiedy człowiek cierpi szuka ratunku i to jest całkiem zrozumiałe.
        A Ty to negujesz. Czyżbyś nigdy nie cierpała? Nie czuła się zagubiona? Ja
        jestem uważana za twardą osobę i jest to zasługa mojej ciężkiej pracy nad sobą
        ale cieszę się ,że stać mnie na odrobinę zrozumienia gdy czytam o cierpieniach
        innych ludzi bo to daje wiarę i nadzieję.
        • kateszu Re: po prostu cierpię 18.06.04, 09:54
          Nikt tu nikomu nic nie każe tylko na podstawie różnych życiowych doświadczen
          doradza. A Ty cmytojet chyba zaznałaś mało wyższych uczuć skoro jest w Tobie
          tyle cynizmu i sarkazmu. Aż żal za serce chwyta gdy czyta się wypowiedzi takich
          ludzi jak Ty. Kiedy człowiek cierpi szuka ratunku i to jest całkiem zrozumiałe.
          A Ty to negujesz. Czyżbyś nigdy nie cierpała? Nie czuła się zagubiona? Ja
          jestem uważana za twardą osobę i jest to zasługa mojej ciężkiej pracy nad sobą
          ale cieszę się ,że stać mnie na odrobinę zrozumienia gdy czytam o cierpieniach
          innych ludzi bo to daje wiarę i nadzieję.


    • cont66 Re: po prostu cierpię 17.06.04, 18:42
      "......Ja muszę się pilnować, by nie zapomnieć oddychać......" Nic dodać nic ująć,jakbym czytała siebie. Pozdrawiam bardzo serdecznie, czas goi i zmienia postrzeganie, trzymaj się z każdym dniem jesteś silniejsza. Swoją drogą to nie rozumiem jak faceci mogą odchodzić od Takich Kobiet...
    • santafeb Re: po prostu cierpię 17.06.04, 20:48
      Ja to samo przechodzilam w zeszlym roku, strasznie i dlugo bolalo. Chyba do tej
      pory czuje taki zal i rozczarowanie osoba, ktora kochalam i ktorej
      bezgranicznie ufalam. Rzeczywiscie cale to cierpienie powoduje ze czlowiek sie
      zamyka na swiat i czuje sie nic nie wart. Caly moj swiat wywrocil sie do gory
      nogami i nie wiedzialam jak sie odnalezc w tym wszytskim, zabraklo sensu
      istnienia. On okazal mi kompletna obojetnosc pomimo ze bylo ze mna naprawde
      zle. Ja cierpialam, on sie bawil w tym czasie. Czlowiek wtedy jest jak dziecko,
      odepchniete - cierpi.W tym krytycznym momencie pomogli mi przyjaciele a nawet
      ludzie prawie mi obcy. Bardzo poszerzylam krag swoich znajomych. Uwierzylam w
      siebie i teraz wiem, ze to on powinien za mna plakac a nie odwrotnie. Ja pomimo
      ciezkiej sytuacji poradzilam sobie z zyciem i chociaz nie zawsze jest super
      rozowo to i tak moge powiedziec ze jestem szczesliwym czlowiekiem. To
      paradoksalne ale to prawda ze takie doswiadczenia choc trudne, bardzo
      wzmacniaja i dodaja sil. A on... Jest teraz kompletnie inny, zagubiony,
      otoczony ludzmi, ktorzy sa strasznie powierzchowni i nie koniecznie chca jego
      szczescia. Ja w nim widzialam czlowieka wartosciowego, dobrego, ich to nie
      obchodzi bo zyja w swiecie gdzie o wartosci czlowieka decyduje jego portfel. To
      jest bardzo puste zycie i jedno jest pewne to nie daje szczescia, ktore jednak
      czasami jest tak bardzo potrzebne..
      Malaniko, wiem ze dasz sobie rade, choc pewnie jeszcze troche bedzie bolalo.
      Ale musisz wiedziec jedno to Ty jestes strona ktora jest emocjonalnie dojrzala
      i gotowa do szczerych, wyplywajacych prosto z serca uczuc. On jak widac jeszcze
      nie, wiec to on traci tak wartosciowa osobe jaka niewatpliwie jestes. A kiedy
      sie zorientuje co stracil to Ty juz "na drugim brzegu rzeki bedziesz spokojnie
      stala" z kims innym:)
      Pozdrawiam
    • j.wojak Re: po prostu cierpię 18.06.04, 10:36
      "Co cię nie zabije- to cię wzmocni"

      pozdro

      Jacek
      • malanika Re: po prostu cierpię 18.06.04, 12:01
        Witajcie

        Naprawdę nie myślałam, że ktoś odpowie jeszcze na mój post, minęło kilka
        tygodni...
        Zacznę może od tego, że postanowiłam wziąć w życie w swoje ręce i walczyć o
        siebie samą. Gdy zamieściłam swój post bolało mnie tak bardzo, że myślałam, że
        zwariuję. Szukałam pomocy. I otrzymałam ją. Dałyście mi bardzo dużo wsparcia.
        Wiele z Was przeszło podobne załamania i Wasze słowa, Wasze historie dały mi
        bardzo dużo nadziei; nadziei, ze można z tego wyjść. Nawet w najśmielszych
        marzeniach nie liczyłam, że spotka mnie tyle życzliwości. Szukałam szybkiego
        środka przeciwbólowego w postaci wróżby, a dostałam coś znacznie więcej –
        prawdziwe wsparcie. Boli mnie nadal, nadal nie mogę zrozumieć, ale.... ale jest
        już troszkę inaczej. Nie wpadam w czarną rozpacz, nie histeryzuję i chyba po
        prostu w końcu przestałam być dziewczyną, a stałam się kobietą. Tak to
        prawda, "co cię nie zabije, to cię wzmocni". Choć na początku załamałam się, to
        teraz wiem, że jestem silna, zyskałam większa świadomość swoich ograniczeń, ale
        też wiem, że jestem wartościowym człowiekiem (i że tej wartości nie tracę, ani
        nie zyskuję przez związek).

        Chciałam również napisać, że słowa Cmytojeta mnie nie zraniły i w liście, który
        mu wysłałam podziękowałam Mu za nie. Zanim weszłam na to Forum byłam
        przeciwnikiem sięgania do takich metod (mam na myśli wróżbiarstwo). Bo sama
        doświadczyłam tego, że wróżby, magia itp. sieją zamęt w życiu. Ale załamałam
        się, po prostu załamałam się i nie mogłam sobie poradzić. Mam naprawdę sporo
        poważnych zmartwień i rozpad związku mnie dobił (taka kropla, która przeważa).
        Wiem, że dobra wróżba, przepowiednia działa jak środek przeciwbólowy, daje
        nadzieję. Niestety wiem też, że można się od tego uzależnić, że można sobie
        strasznie namieszać w życiu sięgając do takich metod. Abstrahuję tu teraz od
        wiary, bo każdy ma prawo do własnego systemu wartości i własnych przekonań.
        Chodzi mi o to, że do wróżb sięgają zazwyczaj ludzie nieszczęśliwi, a w swym
        nieszczęściu słabi. A magia uzależnia. Jeśli na dodatek spotykają na swej
        drodze wróżbitów przepowiadających rzeczy w stylu : "za 5 miesięcy wyjdziesz za
        mąż za bruneta" mogą sobie tym po prostu bardzo zaszkodzić (uwierzcie, wiem, co
        mówię). Przez tego typu wróżby tracimy swoja intuicję i próbujemy pozbyć się
        odpowiedzialności za swój los. Oczekujemy pewnych wydarzeń, nie słuchamy swego
        serca (a czasem też rozsądku).
        Kurczę, wypisuje tu straszne frazesy, ale nauczyłam się, że w życiu trzeba
        walczyć o szczęście, walczyć o siebie.

        Hmm....wydaje mi się, że Opatrzność nade mną czuwa, bo nikt mi tu nie dał
        prostych odpowiedzi, prostych rozwiązań. Co prawda jedna osoba zajrzała karty,
        ale nie przepowiadała mi przyszłości, dała mi wsparcie i była to pomoc
        psychologa, a nie wróżbity (dziękuję Pani :-)).
        Dostałam od Was mnóstwo nadziei, bo to, że wyszłyście ze swoich dołków / dołów
        zawdzięczacie same sobie. Bo dzięki Wam wiem, że choćby nie wiem, jak bolało,
        można sobie jednak ułożyć życie. Trudno mi jeszcze sobie wyobrazić, że mogę
        zaufać mężczyźnie, ale Wam się udało, niektóre są już w szczęśliwych związkach,
        więc taki cichy głosik mówi mi "zobacz, naprawdę można, poczekaj, uda ci się".

        Jeszcze raz dziękuję za Wasze odpowiedzi i życzę Wam bardzo dużo szczęścia
        (przede wszystkim szczęścia do ludzi, takiego, jakiego ja doświadczyłam tutaj).
        Nie wiem, czy się jeszcze tu pojawię, ponieważ moja wypowiedź, chyba nie pasuje
        do charakteru tego Forum.
        Pozdrawiam Wszystkich bardzo gorąco.
        M.
        • cmytojet Re: po prostu cierpię 18.06.04, 12:12
          Zamierzałem odpowiedzieć Paniom, które mi się rzuciły do gardła ale
          po Twoim poscie odeszła mi ochota :) Ewidentnie zostałem zrozumiany,
          i to mi starcza ...

          Dzisiaj od koleżanki dostałem w emalii ten tekst, mysle że może Ci sie
          przydać!

          "Kiedy Pan stworzył kobietę, był to już jego 6 dzień
          pracy i w dodatku po godzinach...

          Pojawił się anioł i spytał:
          - Czemu tyle czasu ci to zajmuje?
          Pan mu odpowiedział:
          - Widziałes zamówienie? Musi być całkowicie zmywalna,
          ale nie plastykowa, ma 200 ruchomych części wszystkie
          wymienne, działa na kawie i resztkach jedzenia, ma
          łono, w którym się mieści 2 dzieci naraz, które znika
          kiedy (pojęcia nie mam), ma taki pocałunek, który
          leczy każdą rzecz, od startego kolana do złamanego
          serca.
          Anioł starał się powstrzymać Pana:
          - To jest za dużo pracy na jeden dzień, lepiej poczekać
          ze skończeniem do jutra.
          - Nie mogę, powiedział Pan. Jestem tak blisko skończenia
          tego dzieła, które jest tak bliskim memu sercu.
          Anioł zbliżył się i dotknął kobiety:
          - Ale zrobiłeś ją taką miękką, Panie?
          - Ona jest miękka, ale zrobiłem ją także twardą. Nawet
          nie wiesz ile może znieść lub osiągnąć.
          - Będzie myśleć? Spytał anioł?
          Pan odpowiedział:
          - Nie tylko będzie myśleć, ale rozumować i negocjować.
          Anioł zauważył coś, zbliżył i dotknął policzka kobiety.
          - Wydaje się, że ten model ma skazę. Powiedziałem Ci, że
          starałeś się daćza wiele rzeczy.
          - To nie jest skaza - sprzeciwił się Pan - to jest łza.
          - A po co sa łzy? zapytał anioł.
          Pan powiedział:
          - Łza to jest forma, którą ona wyraża swoją radość,
          wstyd, rozczarowanie,samotność, ból i dumę.
          Anioł był pod wrażeniem.
          - Jestes Panie geniuszem, pomyślałeś o wszystkim, to
          prawda, że kobiety są zdumiewajace.
          - Kobiety mają siłę, która zdumiewa mężczyzn. Mają dzieci,
          przezwyciężają trudności, dźwigają ciężary, ale obstają
          przy szczęściu, miłości i radości. Uśmiechają się kiedy
          chcą krzyczeć, śpiewają kiedy chcą płakać, płaczą kiedy
          są szczęśliwe i śmieją się kiedy są zdenerwowane. Walczą
          o to w co wierzą, sprzeciwiają się niesprawiedliwości, nie
          zgadzają się na "nie" jako odpowiedź, kiedy wierzą, że
          jest lepsze rozwiązanie. Nie kupią sobie nowych butów, ale
          swoim dzieciom tak...
          Idą do lekarza z przestraszonym przyjacielem, kochają
          bezwarunkowo, płaczą kiedy ich dzieci osiagają sukcesy
          i cieszą się kiedy przyjaciele odnoszą sukcesy. Łamie się
          im serce kiedy umiera przyjaciel, cierpią kiedy tracą
          członka rodziny, ale są silne kiedy nie ma skąd wziąć
          siły.
          Wiedzą, że objęcie, pocałunek może uzdrowić zranione
          serce. Kobiety są różnych wielkości, kolorów i kształtów.
          Prowadzą, latają, chodzą lub wysyłają ci maile żeby
          powiedzieć ci, że cię kochają. Serce kobiety jest tym
          co powoduje, że świat się kręci. Kobiety robią więcej
          niż to, że rodzą. Przynoszą radość inadzieję, współczucie
          i ideały. Kobiety mają wiele do powiedzenia i dodania.
          Tak, serce kobiety jest zadziwiajace. "

          cmytojet
          • kateszu Re: po prostu cierpię 18.06.04, 14:38
            Gdybym wiedziala,że jesteś mężczyzną mój post wyglądał by troszkę inaczej;-)Bo
            właśnie takie są kobiety jak wyżej lub niżej przytoczyłeś i za to nas tak
            bardzo kochacie:-)
        • Gość: pawpos Bardzo, bardzo się cieszę !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 12:59
          Witaj Malaniko,

          Wiesz bardzo się cieszę. Naprawdę.

          Przy okazji - nie jesteś sama i w pewnych sprawach choćbyś stanęła na głowie to
          i tak nie będziesz w stnie nad nimi zapanować. Spójrzmy prawdzie w oczy.

          Kto jest koło Ciebie? Jeśli nie jesteś sama?

          Pawel
          • cassadaga5 Re: Do Malaniki 18.06.04, 17:08
            Cześć,W wieku 17 lat przeżyłam coś podobnego, oczywiście żadne pisanie i
            opowiadanie nie opowiedzą tego co czułam 20 lat temu.TO BYŁA JEDNA WIELKA
            KATASTROFA! Miałam 17 lat i żadnych związków przed 17-tką więc nie było
            doświadczenia, porównywania. Rzuciłam się na żywioł, a ponieważ byłam i jestem
            osobą prostolinijną nie umiałam odróżnić ziarna od plew.I.........mocno
            oberwałam po głowie.Trzymało mnie barrrrrrrrrrrrrdzo długo to uczucie,
            sentyment (czy jak to nazwać) zanim się obudziłam po SZOKU!
            Później wyszłam za mąż,(oczywiście z miłości)urodzilam dziecko i zaczęłam sie
            dowartościowywać. Zaczęłam sie zmieniać i wraz ze zmianami coraz piękniej
            cieszyć się życiem.Teraz jestem (niestety przed 40-tką)i czuję jak życie mnie
            wypełnia od środka ,jak jestem ważna dla siebie samej i ...........jak bardzo
            się pomyliłam wtedy gdy byłam nastolatką, ale............NICZEGO NIE ŻAŁUJĘ!!!!
            Bo było to dla mnie kolejne doświadczenie na drodze mojego życia.
            Naprawdę Malaniko nigdy nie wiesz co cię jeszcze spotka jeszcze........
            I po pierwsze: przeżyj tą rozpacz do końca (to trochę potrwa...)
            ale ..... świadomie czuj że cierpisz
            po drugie: poczuj że jesteś wartościową osobą (do tego też potrzeba świadomości)
            po trzecie: zajmij sie tym co cię bawi, interesuje, przyjaciółmi itp
            Nie zamykaj się na otoczenie.NAPRAWDĘ NIE WARTO.
            A reszta sama przyjdzie........................, zobaczysz.
            Cassa.
            • Gość: Kasia Re: Do Malaniki IP: *.motor.taninet.pl / *.motor.taninet.pl 23.06.04, 18:28
              Malaniko chcialam cie tylko pozdrowic i powiedziec ze 3-mam za ciebie kciuki,
              wiem ze spotkasz swoja prawdziwa milosc, bo wszystko co najlepsze jest jeszcze
              przed toba :))))
    • agrentowy4321 Re: po prostu cierpię 09.03.23, 08:13
      Ciekawe
Pełna wersja