malanika
27.05.04, 08:52
Moja historia jest strasznie banalna. Zostałam porzucona....wczoraj....
Historia jakich wiele. Ale ja sobie nie radzę, nie mogę tego znieść. Kocham
tego człowieka, kocham prawdziwą miłością, wierzyłam i wierzę, że to Ten
Jedyny. Nie uległam fascynacji, powoli budowałam zaufanie do Niego i po
prostu pewnego dnia to poczułam. Dbał o mnie, traktował po prostu wspaniale,
a ja po wielu latach poczułam się szczęśliwa. Wszyscy widzieli, że po prostu
promieniałam z tego szczęścia. Dawałam mu wszystko co we mnie najlepsze,
doceniałam go, dbałam, okazywałam moją miłość najpiękniej, jak tylko umiałam.
Boże, czułam się najszczęśliwszą kobietą pod słońcem.
Potem stawał się coraz chłodniejszy, starałam się spełniać jego oczekiwania,
ale zawsze było coś nie tak. Półtora tygodnia temu wszystko się „rozwaliło”,
kłótnia, moje łzy, straszne załamanie. Jednak postanowiliśmy, że spróbujemy
jeszcze raz, że będziemy to odbudowywać. Ja pełna miłości, On wątpliwości.
Widziałam, ze się stara, ale czułam, że jest już inaczej, że On Tego nie
czuje. Wczoraj powiedział, że ta niepewność jego uczuć jest dla niego już
męcząca, że nie udało mu się tego odbudować i wątpi, że uda, że już nie
czuje, że jestem kobietą jego życia. No i odszedł. Dowiedziałam się jeszcze,
że byłam mu zbyt oddana (byłam zbyt oddana człowiekowi, który mówił, że
dzięki mnie znowu ma marzenia, że wszystko zyskało dla niego sens!!).
Kocham Go i wiem, ze to koniec. Nie wytrzymam, już nie mogę!!!! To za bardzo
boli. Uważam Go za mężczyznę mojego życia i nie wiem, czy kiedykolwiek
przestanę kochać.
Nie mam już żadnej nadziei, żadnej!!! Czuję się jak pies przywiązany przez
pana do drzewa i porzucony. Nie mogę tego zrozumieć!!! Przepłakałam cały
wieczór, noc, poranek. Nie wyobrażam sobie, bym kiedykolwiek mogła komuś
jeszcze zaufać; co więcej, nie chcę już nikomu zaufać.
Jestem osobą wierzącą i jeśli czyta to przez przypadek Pan Suliga albo Pawpos
być może powiedzą „módl się, zaufaj Bogu”. A ja już nie potrafię się modlić,
modlitwa nie przynosi mi żadnej ulgi. Czuję się jak g.......
Kiedy działo się źle bardzo się starałam nie uciekać do wróżb itp. Raz nie
wytrzymałam i napisałam do Isinki. Odpisała, że on nie chce mojej miłości, że
to raczej nie ma sensu. Ale ja się uparłam. Postanowiłam, że będę walczyć, a
ta wróżba to może podszept ciemnej strony, bym sama rozwaliła swoje życie. I
walczyłam i przełykałam gorzkie słowa i chłód i...... nie mam nic. Myślałam,
że będziemy mieć rodzinę, miałam tyle nadziei i marzeń.....
Błagam, niech mi ktoś pomoże. Może w oczach osób, moja historia jest banalna,
a ja śmieszna z tymi wynurzeniami, ale mój świat legł w gruzach (do tego
rozpad rodziny, niepewność zatrudnienia). Błagam, ktokolwiek, cokolwiek.
Dajcie mi nadzieję. Ja muszę się pilnować, by nie zapomnieć oddychać. Po
prostu jestem kobietą, której pękło serce.
Urodziłam się 27 kwietnia 1976 w Łodzi o 14:50.
M.