berkanan
10.08.04, 17:44
Trudno mi określić miejsce, gdzie to się działo...trochę jest to miasto
kolegi u którego byliśmy z mężem na ślubie w ten weekend,tam ten kolega
zaprasza nas na lody do knajpy, stolik przy oknie...jasno.Nie jest to
kawiarnia do której zwykle chodzimy...nie znam jej, ale widzę dużo
szczegółów. Włąścicielka tej knajpy okazuje się być ciocią kolegi...więc
dostajemy ogromne"wypaśne" lody. A potem nagle znajduje się w swoim mieście i
ogromnym domu, który jest w jakiś sposób moim domem...idę sama na spacer i
trafiam do kościoła, który był kiedyś na tym miejscu(teraz jest tam parking
nowy kościół stoi teraz dalej) Stara kaplica wydała mi się ogromna(to był
maleńki drewniany kościółek)wykorzystano jej główną nawę do rozbudowy w
wyglądający na stary gotycki kościół...wszystko było wymalowane na biało, pod
sufitem były jakieś ptaki...zdziwiłam się , że tu są (były szare).
Pomyślałam , że mogłabym coś pomódz...i zaczęłam zamiatać i wtedy weszli
jacyś robotnicy, zapytali się , czy się nie boję, bo to stary kościółi
straszy...a potem znalazłam się z mężem w jakimś muzeum i zobaczyłam
płaskorzeźbę w stylu indiańskim (kojarzyła mi się z meksykiem). Nikt nie
potrafił jej datować ani nazwać postaci, którą przedstawiała...słowo, które
się cały czas powtarzało , to "idol"...moje skojarzenia, to jakiś zwinięty w
lewo duży gryzoń trzymajacy coś w łapkach ( już go nie bardzo pamiętam). Ale
mnie sie uczepiło słowo opos -chociaż ani troche go nie przypominało(no i nie
ten kontynent)zakończenia juz nie pamiętam...to było tej nocy...ale zaraz
zaczęłam zapominać. Bardzo proszę o podpowiedź, bo to jest zupełnie
porąbane...pozdrawiam