wushum
04.09.18, 19:49
Choruję od lat. Dość "konkretnie".
Dwa nowotwory złośliwe. Ich konsekwencje, które ciągną się latami, są zagrożeniem życia i zdrowia. Operacje - po 10 przestałam liczyć - chemioterapia, naświetlania, hormono-terapia antynowotworowa, antybiotyki - nawet brane latami, sepsy - z których jedna zakończyła się amputacją... Zaczęło się kiedy miałam "naście" lat. Dało duży wycisk. Po kilku latach borykań, dostałam chwilę oddechu. Mogłam spróbować odrobinę normalnego życia. No, prawie - bo w pełni sprawna już nie byłam. W pełni - zdrowa też nie. W międzyczasie drobniejsze problemy, ale co tam - zwykły guz się wytnie, złamanie, czy potłuczenie - przejdzie... Przez chwilę wszystko się nawet układało... A potem znów zawaliło.
Teraz głównie wszystko się sypie. Po jednym chorowaniu, kolejne...gorzej, gorzej i gorzej. Wreszcie tak źle, że amputacja. Myślałam, że po tym dnie, wreszcie coś się zmieni. Będzie lepiej. I było. Przez chwilę. Teraz znowu pojawiają się kolejne kłopoty - i zdrowotne i ogólne. Jakby wszystko pod górę. Przyznam, że mnie to przerasta.
Zastanawiałam się już kiedyś - i może ktoś mi poradzi - czy może to być w wyniku czyichś negatywnych myśli na mój temat?
Owszem, wyobrażałam sobie ochronną energię, okadziłam mieszkanie białą szałwią... ale mam wrażenie, że to mało. Myślę, że są osoby, które mogą nie życzyć mi dobrze, mają za złe, że przestałam się godzić na wszystko, czego odczekiwali,...
Lata temu ktoś mi życzył śmierci na Sylwestra. Czy to, że jest źle i głównie zmienia się na "gorzej" może wynikać z cudzej negatywnej energii - takiego myślenia na mój temat?
Czy można jakoś dojść, kto może mi jakoś szkodzić? Mam pewne podejrzenia, ale przecież mogę się mylić.
Trochę interesuję się runami i numerologią, ale nie czuję się na tyle "mocna", żeby wróżyć sobie na ten temat.
Niestety, nie stać mnie na wizyty u wróżek - czeka mnie ciułanie kasy na protezę, a renta to małe pieniądze.
Co można zrobić? Ktoś coś poradzi?
Pozdrawiam