dziś mam urodziny :)

IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 14.05.02, 10:58
... i w związku z tym ... chciałabym nawiązać do mojego postu nr 90. ;)))
nie ukrywam, że temat dla mnie wciąż nader aktualny, wciąż nader ważny.. a ja
czuję się wciąż ... 'niezaspokojona' ;)
aha - podałam tam datę swoich urodzin. nie podałam zaś daty urodzenia osoby, o
której także pisałam, a przed ktorą niejako mnie wróżka 'ostrzegała', a z którą
w jakimś sensie wciąż jestem [chodzi o tego mężcyznę rzecz jasna ;)]. otóż
urodziła się ta osoba 27 VII 1973 roku.
Mam nadzieję, że jako 'prezent urodzinowy' mogę się 'podopraszać' jakichś
cennych informacji?
Pozdrawiam serdecznie :)
ja.
    • mii.krogulska Re: dziś mam urodziny :) 16.05.02, 14:09
      Witam serdecznie,
      trochę się zagubiłam w wątkach. Czy mogę prosić o ponowne naświetlenie problemu?

      Mii
      • Gość: Maja Re: dziś mam urodziny :) IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 17.05.02, 09:39
        oczywiście :)
        chodzi o to, że... [i tu zaczyna się długa i nudna historia ;)]
        Dawno dawno temu [około czerwca 2001 roku] postanowiłam pierwszy raz w życiu
        udać się do wróżki.
        Wynikało to w dużej mierze z tego, że własnie wyszłam z powaznego maxi-kryzysu
        [wcale nie dotyczącego mężczyzn czy coś takiego... ot 'po prostu' sesnu życia,
        odpowiedzi na pytanie, czego od tego życia chcę etc.. rzuciłam wtedy pracę,
        uczelnię, mężczyznę. przez ponad pół roku 'bezczynnie' siedziałam w domu
        zagłębiając się w _siebie_].
        Z kryzysu wyszłam silna, ale... wyszłam z tego po powaznych już zamiarach
        skończenia ze sobą.
        Stąd... pomyślałam, że chcę spytać wróżki.. jak się rysuje przede mną moje
        życie...
        dodała mi otuchy.. [chący lub niechcący ;)]. Powiedziała mi dużo rzeczy, które
        sprawiły, że z nową jeszcze siłą i wiarą, że 'chcieć to móc' zaczęłam dużo
        rzeczy na nowo.. po swojemu...
        ale.. jenda rzecz mnie zaintrygowała.
        Już wtedy, gdy poszłam do wróżki byam związana z żonatym mężczyzną.
        wróżka powiedziała, że.. ona w sumie 'nie widzi' koło mnie żadnego mężczyzny, a
        ten, o którym myślę... on stoi do mnie plecami [tak się wyraziła].. i że
        powinnam dać sobie spokój...
        jestem osobą przekorną...
        bardzo nawet..
        a na tym mężczyźnie mi zależało..

        stąd... stąd właśnie wynikał moj pierwszy wysłany tu post.
        [fragment pozwolę sobie zacytować - mam nadzieję, że nie zanudzę na śmierć :(]

        Postanowiłam 'postawić na swoim'. Wiele razy zresztą miałam doświadczenia
        własnie takie, że... - chcieć to móc(!), tyle tylko, że trzeba wiedzieć czego
        i czy naprawdę się tego chce.. ale gdy byłam w stosunku do czegoś
        zdeterminowana... stawiałam na swoim... Do czego zmierzam?
        W tym wypadku chyba... chciałam znowu na przekór... być z tym mężczyzną...
        chciałam udowodnić 'sobie i całemu światu', że.. będę z nim,a on ze mną.. i że
        wcale nie stanie do mnie 'plecami'...

        Założenie pierwsze -wróżka nie mówi mi o tym, co MUSI się stać, ale o tym, co..
        może być(?), ew. o tym, co 'było mi pisane'.. ale nie jest to zdeterminowane..
        tak ja to rozumiem. Jeśli się mylę, prosze mnie poprawić.. To by wyjasniało,
        dlaczego czasem można wbrew temu, co 'mi pisane' niejako zmienić swoje życie...
        [patrz: to moje przekorne 'postanowienie'] Pytanie, które mi się nasuwa jest
        takie... czy jednak to, co 'widzi' wróżka jest tym, co _powinno_ mi się
        przytrafić? w sensie.. czy mogę założyć, że jesli to 'cos' zmienię, to będzie
        to 'gorszy' wariant?
        Czyli: w moim przypadku.. powinnam 'pogodzić się z losem' i potulnie rozstać z
        tym mężczyzną, bo 'tak będzie dla mnie korzystniej'? Dodam na marginesie, że
        jak dotąd [a minąl już niemal rok od tamtej wizyty..] jestem z tym mężczyzną [w
        jakimś tam sensie.. ale to mniej istotne w tym momencie]..
        "Bawi" mnie to i dziwi. i trochę niepokoi... bo zastanawia mnie potencjalna
        moc.. która tkwi w człowieku.. moc jego 'chęci'.. moc 'bycia kowalem własnego
        losu'.. ale także, co za tym idzie 'moc' poddania się... bo.. tak zakładam,
        jeśli żyłabym biernie.. chyba wiele z tego, czego pragnęłam, minęłoby mnie...
        ale może też coś na tym bym zyskała(?)
        Teraz mam wrażenie, że moje główne pytanie rozmyło się gdzieś w gąszczu luźnych
        innych refleksji..
        Chyba zatem poproszę po prostu o równie być może luźne refleksje o człowieku i
        o determinacji jego losu.. jego zycia... a także o istotę tego, co "widzi"
        wróżka [co jest zapisane w gwiazdach?] i tego, co należałoby z tą wiedzą o
        sobie uczynić...
        [no i o ew. uwagi, co do tego 'nieszczęsnego' męzczyzny i mnie...]

        ps. ja urodziłam się 14 maja 1980 roku, o godzinie 21.15 [podobno].
        ten "mój" mężczyzna 27 VII 1973 roku [chyba rano].
        pozdrawiam serdecznie i... czekam na odpowiedź :)


        ja.
        • Gość: Maja ps. IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 17.05.02, 14:01
          małe ps jeszcze: urodziłam się w Warszawie. on też.
        • mii.krogulska Re: dziś mam urodziny :) 25.05.02, 01:23
          Witam serdecznie,
          i mam nadzieję, że nie zapomniała Pani o tym wątku :)

          Gość portalu: Maja napisał(a):
          > Już wtedy, gdy poszłam do wróżki byam związana z żonatym mężczyzną.
          > wróżka powiedziała, że.. ona w sumie 'nie widzi' koło mnie żadnego mężczyzny, a
          > ten, o którym myślę... on stoi do mnie plecami [tak się wyraziła].. i że
          > powinnam dać sobie spokój...
          > jestem osobą przekorną...
          > bardzo nawet..
          > a na tym mężczyźnie mi zależało..

          Tak się najczęsciej zdarza, że Klienci wróżek i tak robią to, na co mają ochotę i
          znacznie mniej sie przejmują wróżbami, niż sądzą postronne osoby :) - wbrew
          narzekaniom i opiniom, jakie można przeczytać na ten temat w prasie. Przynajmniej
          moje wywiady to potwierdzają.
          Przyznam Pani szczerze, że ja też z czystej przekory często postępowałam "wbrew"
          temu, co mówiły mi wróżki - bo ja czasem też zasięgam ich porady. Któraś
          mówiła "to nie dla Ciebie, skończy się bzdurnie" - a ja brnęłam w sytuację i
          rzeczywiście - różnie się to kończyło :)

          > Postanowiłam 'postawić na swoim'. Wiele razy zresztą miałam doświadczenia
          > własnie takie, że... - chcieć to móc(!), tyle tylko, że trzeba wiedzieć czego
          > i czy naprawdę się tego chce.. ale gdy byłam w stosunku do czegoś
          > zdeterminowana... stawiałam na swoim... Do czego zmierzam?

          Sadzę, że po prostu miała Pani intencję bycia z tym męzczyzną i żadna wróżba nie
          zachwiałaby Pani zdaniem. Często nasza własna intuicja bywa silniejsza niż
          jakiekolwiek rady i sądzę, że dobrze robi ten, kto szanuje jej głos. Chodzi mi o
          niezwykle silny głos intuicji, a nie o zwykłe zachcianki.

          > W tym wypadku chyba... chciałam znowu na przekór... być z tym mężczyzną...
          > chciałam udowodnić 'sobie i całemu światu', że.. będę z nim,a on ze mną.. i że
          > wcale nie stanie do mnie 'plecami'...

          I co się stało? Jesteście razem, jesteście szczęśliwi?

          > Założenie pierwsze -wróżka nie mówi mi o tym, co MUSI się stać, ale o tym, co..
          >
          > może być(?), ew. o tym, co 'było mi pisane'.. ale nie jest to zdeterminowane..

          Są różne hipotezy, które próbują wyjaśnić wcześniejsze pojawianie się znaków,
          które zapowiadają późniejszy rozwój sytuacji. Ja sądzę, że wróżka mówi zarówno o
          tym, co się musi stać, jak i o tym co się może wydarzyć - ale wcale nie musi.
          Rozróżnienie tego jest niezwykle trudne. To problem czemu jedne wróżby sie
          sprawdzają, a inne wcale nie.

          > [patrz: to moje przekorne 'postanowienie'] Pytanie, które mi się nasuwa jest
          > takie... czy jednak to, co 'widzi' wróżka jest tym, co _powinno_ mi się
          > przytrafić? w sensie.. czy mogę założyć, że jesli to 'cos' zmienię, to będzie
          > to 'gorszy' wariant?

          A może jest wiele wariantów i nie da się ich w żaden sposób watosciować? Nie
          wiadomo przecież, który wybór tak na prawdę jest lepszy.

          > Czyli: w moim przypadku.. powinnam 'pogodzić się z losem' i potulnie rozstać z
          > tym mężczyzną, bo 'tak będzie dla mnie korzystniej'? Dodam na marginesie, że
          > jak dotąd [a minąl już niemal rok od tamtej wizyty..] jestem z tym mężczyzną [w
          >
          > jakimś tam sensie.. ale to mniej istotne w tym momencie]..

          Nie warto robic czegoś tylko po to, aby sprawdziły się czyjeś słowa. Jeśli się
          mają sprawdzić - to się sprawdzą :) Nawet, jeśli założymy, że jest Wielki Plan,
          to i tak czasami warto próbować poszukać innej możliwości.

          > "Bawi" mnie to i dziwi. i trochę niepokoi... bo zastanawia mnie potencjalna
          > moc.. która tkwi w człowieku.. moc jego 'chęci'.. moc 'bycia kowalem własnego
          > losu'.. ale także, co za tym idzie 'moc' poddania się... bo.. tak zakładam,
          > jeśli żyłabym biernie.. chyba wiele z tego, czego pragnęłam, minęłoby mnie...
          > ale może też coś na tym bym zyskała(?)

          Nie znamy wszystkich mocy, które tkwią w człowieku - ale też nie powinnyśmy się
          bawić tym, co już na swój temat wiemy. Pani jest silna i wbrew pozorom odważna.
          Taką moc można wykorzystać, aby kształtować świat i swoje życie według
          pozytywnych i twórczych wzorców. Samo myślenie "o mocy" prowadzi do straty
          energii. Sadzę, że po prostu trzeba mieć pewną dozę zaufania do życia, świata i
          siebie.

          Pozdrawiam serdecznie,
          Mii
          • Gość: Maja Re: dziś mam urodziny :) IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 27.05.02, 12:29
            mii.krogulska napisał(a):

            > Witam serdecznie,
            > i mam nadzieję, że nie zapomniała Pani o tym wątku :)

            Witam równie serdecznie. Jakże mogłabym zapomnieć ?? :))))
            i dodam - jestem ogromnie wdzięczna za odpowiedź.




            Często nasza własna intuicja bywa silniejsza niż
            > jakiekolwiek rady i sądzę, że dobrze robi ten, kto szanuje jej głos. Chodzi
            mi
            > o
            > niezwykle silny głos intuicji, a nie o zwykłe zachcianki.

            To bardzo słuszna uwaga.
            Wydaje mi się, że nauczyłam się słuchać [a raczej wsłuchiwać się w] głos
            intuicji.
            I myślę, że wiem, co ma Pani na myśli rozróżniając intuicję od zachcianek.



            >
            > I co się stało? Jesteście razem, jesteście szczęśliwi?

            Nawiązując do intuicji.. ja już gdy poznałam tego człowieka czułam, że.. ja
            będę _przy_ nim.
            i tak jest. [inna sprawa, że zawsze czułam tę swoją obecność jak kogoś,
            kto 'prowadzi za rękę', a nie jak partnerki.. i chyba coś w tym jest. ztego
            samego powodu to ja chyba jestem tą, która jest szczesliwa czujac, ze moze
            kierowac swoim zyciem, a nie on..ale to juz inna historia.]


            > Nie znamy wszystkich mocy, które tkwią w człowieku - ale też nie powinnyśmy
            się
            >
            > bawić tym, co już na swój temat wiemy. Pani jest silna i wbrew pozorom
            odważna.
            >
            > Taką moc można wykorzystać, aby kształtować świat i swoje życie według
            > pozytywnych i twórczych wzorców. Samo myślenie "o mocy" prowadzi do straty
            > energii. Sadzę, że po prostu trzeba mieć pewną dozę zaufania do życia, świata
            i
            >
            > siebie.

            własnie odnoszę wrażenie, że czasem mi tego zaufania brakuje [własnie odnośnie
            intuicji i zaufania], że to, co robię, jest dobre... wtedy boję się, bym swoimi
            czynami etc. nie krzywdziła i nie postępowała po prostu błednie.
            to jest chyba jakaś obsesja, by zawsze mieć rację i by nie mylić się.
            to chyba nie jest dobre. w końcu nie o to chodzi, by się nie mylić, ale by z
            tych omyłek wyciągać wnioski]

            raz jeszcze dziekuję za odpowiedź.
            na pewno będę miała ponownie o czym myśleć.
            [Maja w zamyśleniu popatrzyła przez okno, z zieleni drzew czerpiąc kolejną
            porcję niezbędnej siły, by nauczyć się słuchać, słyszeć i ufać]


            pozdrawiam


            ja.
Pełna wersja