Gość: EWA
IP: *.turek.sdi.tpnet.pl
11.08.05, 21:18
Mam problem. Podejrzewam, że padłam ofiarą manipulacji magicznych użytych
przez pewnego mężczyznę, żeby wzbudzić we mnie miłość do niego.
Spotykałam się na tym forum z prośbami dziewczyn, które szukały miłosnych
zaklęć
Aby zatrzymać mężczyznę.
Tamtego mężczyznę poznałam rok temu na pewnej artystycznej imprezie.
Pamiętam, ze bardzo mi się przyglądał. Robił trochę demoniczne wrażenie. Nie
wiem jak się stało, ze poznaliśmy się. Chyba w żartach powiedziałam, że
pewien facet nachalnie mi się przygląda, więc ktoś inny z naszego towarzystwa
przyprowadził go i tak się poznaliśmy. Rozmawialiśmy na różne tematy, byłam
lekko wstawiona i miałam dobry humor, po prostu fajnie się bawiłam. W pewnym
momencie powiedzial, ze zna się na magii, że bardzo dużo potrafi. Myślalam,
ze się wyglupia, wiec ciągnęlam go za język. Powiedzial, ze należy do pewnej
grupy, która w jakiś rytualnych celach spotyka się gdzieś w lesie przy jakimś
kamiennym oltarzu lub kręgu, coś na ksztalt wspólczesnych Druidów. Potrafil
się świetnie poslugiwać runami. Powiedzial, ze potrafi nawet panować na
żywiolami i zna najróżniejsze zaklęcia. Nie bylam do niego wrogo nastawiona,
ale też nie bylam zakochana. Wokół mnie zawsze byli inni mężczyźni. Pewien
mój kolega, który zajmuje się parapsychologią, zakazal mi wszelkich kontaktów
z tym mężczyzną – nazwijmy go W. Jednak nie chcialam zrywać kontaktów z W.,
chyba z kobiecej przekory. Nie wiem, co się stalo, ze codziennie
rozmawialiśmy przez telefon i nawet nie wiem kiedy on miał nade mną ogromny
wplyw, ale było mi fajnie. Z kolegą, który zajmowal się psychoterapią, bardzo
się poklócilam i zerwaliśmy wszelkie kontakty. W. Często przysylal mi smsy,
czasem jak leżalam w lóżku nagle wyczuwalam różne dziwne zapachy, przeważnie
zapach palącego się papierosa, choć w moim domu nikt nie pali.
Któregoś dnia jednak się ockmęlam i zerwalam wszystkie kontakty z W. Spalilam
listy, podarlam kartkę z numerem telefonu... wszystko zniszczylam. Nie
dzwonil już więcej do mnie. Jednak przez ten rok walily mi się wszelkie
uklady z mężczyznami.
W czerwcu dostalam smsa od W., ze jest bardzo nieszczęśliwy. Zadzwonilam i
pogadaliśmy sobie. Okazalo się, ze we wakacje wybieramy się w to samo
miejsce... powiedzialam, ze wybieram się z kolegą. W. Powiedzial tylko – ach,
tak.... i skończyla się rozmowa. Prosil mnie o kontakt, choć ja nie
zdecydowalam się skontaktować z nim. Przed samą imprezą mój kolega odmówil
wyjazdu, tlumacząc się jakoś mętnie... pojechalam sama, z duszą na ramieniu.
Czulam węcz obrzydzenie do W., nie mialam ochoty na kontaty z nim.
Spotkaliśmy się... wydal mi się jakiś inny, atrakcyjniejszy. Nie udalo mi się
od niego uciec. Powiedzial, ze magicznie się postaral, żeby mój kolega nie
przyjechal ze mną. Ściągnąl mnie do swojego pokoju, a wlaściwie ja poszlam
jak baranek... skończylo się ...Pochwalil się, że magicznie podniósl swoją
atrakcyjność. Wziąl ode mnie to co chcial, a ja nie mogę zrozumieć jak się to
stalo. Po wszystkim odprawil jakiś rytual, zapalone w kręgu świece na
podlodze, a w dloniach trzymal nóż i rozcinal powietrze... malo pamiętam, bo
bolala mnie glowa i bylam rozbita. Na drugi dzień spalam chyba do 13.00
Zginęla cala niechęć do W. Wieczorem znów się to powtórzylo, rozmawialiśmy o
facetach, którzy zwracali na mnie uwagę... jeden był calkiem fajny. Na drugi
dzień, tego fajnego omijalalam szerokim lukiem... przestal mi się podobać. Po
wyjeździe z imprezy nie mogę przestać myśleć o W., tęsknę za nim, brak mi go.
Myślę, że związal mnie ze sobą magicznie i nie pozwoli mi pójść do innego
mężczyzny. Czuję się fatalnie psychicznie i fizycznie. Jestem rozbita.