czy przetrwam ten koszmar?

17.06.03, 12:34
bardzo bym prosila wrózki o chociaz drobną poradę w związku z moją
sytuacją....


jestem teraz w 8 miesiącu ciąży, dwa miesiące temu dowiedzialam się że mój
mąż się zakochał i mnie zdradził... nie fizycznie (i dlatego uważa że nie
zdradził) - ale przeżył fascynację inną kobietą. przeżyłam koszmar, rozterki
co zrobićze sobą, załamanie - jaką jestem kobietą skoro on poszukał
pocieszenia, rozmowy, humoru, luzu u kogoś innego... on do końca się nie umie
wytłumaczyć, nei widzi powodu do poprawy zachowania w stosunku do mnie, ja
nadal jestem roztrzesiona i niepewna każdego dnia. Oni pracują ze sobą - więc
więcej czasu spędza z nią niż ze mną.. i tak dzień za dniem, a mi zamiast
lepiej jest coraz gorzej, do tego dziecko które się niedługo urodzi (już
drugie) i moja wielka niepewnośc- i pytanie - czy ten związek ma szanse? czy
nei przerwac tego teraz póki jeszcze mam na to siły? z każdym dniem mi gorzej
podjąc taką decyzję; finansowo dam sobie radę; a czy mam być przy nim i
myśleć co on czuje i o kim mysli - czy być bez niego i po jakimś czasie
przeboleć tą samotność???
oboje urodziliśmy się w W-wie, ja 24.10.1974 o 2,35 w nocy; on 23.02.1972 o
12 w południe. znakami zodiaku niby pasujemy - ja Skorpion on Ryby - jestesmy
już razem ponad 5 lat... bardzo proszę o jakiś komentarz co do naszego
związku i tego co się przydarzyło....
    • dorkasca Re: czy przetrwam ten koszmar? 17.06.03, 19:50
      Minie mu. Przeczekaj i nie szalej z zazdrosci.....Zadbaj o siebie jeszcze
      bardziej, niektore kobiety wygladaja wlasnie supersexi nawet w zaawansowanej
      ciazy. Chodz na spacery, i nie tlumacz sie gdzie bylas, nie czekaj na niego
      niech to on na Ciebie czeka. Tyle.
      Pozdrawiam i trzyma sie cieplo
      dorka
      • edzioszka Re: czy przetrwam ten koszmar? 18.06.03, 00:21
        właśnie - postaraj się przede wszystkim zrobić coś dla siebie dla poprawienia
        humorku - może coś,na co zawsze miałaś ochotkę - spraw sobie jakąś małą chociaż
        przyjemność...i nie bądź zbyt wylewna ani nie okazuj jak bardzo Ci zależy
        <faceci bardziej szanują te,które muszą wciąż zdobywać i te tajemnicze - do
        końca niepoznane>..ale też nie bój się mówić o swych pragnieniach i tym co Cię
        dotknęło...i się nie zamartwiaj i pomyśl,że przede wszystkim to on może wiele
        stracić...

        PS.uszka do góry! pozdrawiam! :)

        Edi
        • edzioszka Re: czy przetrwam ten koszmar? 18.06.03, 00:27
          przede wszystkim spójrz w lustro - jesteś piękną i atrakcyjną kobietą - każda z
          nas jest choć czasem nie zdajemy sobie sprawy..uroda to nie tylko wygląd ale to
          wszystko co składa się w całość - to jakie jesteśmy..:)

          PS.poza tym tyle kobiet wokół,a wybrał Ciebie właśnie..:)..i czym tu się z góry
          zamartwiać..:)
    • zodiakalna.ryba Re: czy przetrwam ten koszmar? 28.11.03, 23:26
      To bardzo przykra sytuacja. Ryby to raczej opiekuńcze osoby. Może się to jednak
      zmienić.Postawiłem Tarota z 3 kart. 1. O. Sprawiedliwość - niesprawiedliwość,
      nietolerancja, zły osąd. 2. O. Kochankowie - zadrość, zdradę. 3. Eremita -
      doświadczenie, samotność, rozwój duchowy, cierpliwość. Wziąłem 4 kartę. Sąd
      Ostateczny. Oznacza miłość i wybaczenie. Mam nadzieję, że ci się powiedzie.
      Pozdrawiam. Sam jestem Rybą.
      • kasia_mm Re: czy przetrwam ten koszmar? 03.12.03, 00:14
        bardzo bardzo dziękuję:)
        sytuacja jest cały czas dość martwa... rozmawiać nie chce on bo o wszystkim
        zapomniał - ja chcę bo mam wiele pytań i uważam że nie można dalej żyć bez
        wyjaśnienia pewnych rzeczy .. do tego codzienna gonitwa, dzieci, bałagan,
        pośpiech, nerwy jak to zwykle i w rezultacie mam wrażenie że się mijamy chociaż
        w domu spokojnie i bez awantur... ale ciągle coś wisi w powietrzu a ja mam
        wrażenie że duch tej trzeciej ciągle mi się pałęta obok....
    • mskaiq Re: czy przetrwam ten koszmar? 29.11.03, 14:00
      Jak blisko jestes Niego. To jest podstawowe pytanie. Czy po powrocie z pracy
      jestescie razem czy zyjecie obok siebie. Jesli zyjecie obok to trzeba to
      zmienic. My szukamy (mysle ze Ty tez) bratniej duszy, kogos z kim mozna
      rozmawic, wyzalic sie czy razem sie cieszyc. Czy jestes taka osoba dla swojego
      Meza a on dla Ciebie. Jesli nie to probuj to zmienic, Czy jest to mozliwe, Ty
      wiesz lepiej.

      Sa dzieci to Was laczy, oboje jestescie im potrzebni. To co sie stalo to
      sygnal dla Ciebie ze moze warto cos zmienic w Waszym malzenstwie. Przede
      wszystkim byc blizej siebie.

      Piszesz o rozwodzie, mysle ze warto dac i dzieciom i Waszemu malzenstwu
      szanse. Mam wrazenie ze jestes bardzo urazona i zraniona tym co sie stalo.
      Staraj sie wybaczyc i rozumiec druga strone to bardzo wazne w ukladzie
      pomiedzy dwojgiem ludzi.

      Poza tym jesli chodzi o podejrzenia zwiazane z praca, nie pozwalaj takim
      myslom byc w Tobie bo szybko zniszczysz ten zwiazek. Czesto potrafimy ukladac
      bardzo niedobre scenariusze w ktore czasem wierzmy a ktore nie maja nic
      wspolnego z rzeczywistoscia.
      Mysle ze wszystko w Twoich rekach. Pozdrowienia .
      • kasia_mm Re: czy przetrwam ten koszmar? 03.12.03, 00:19
        jestem Skorpionem i bardzo mnie boli jakakolwiek zdrada czy naruszenie mojej
        prywatnosci mojej kobiecości.. nie umiem ot tak - sobie ciach i zapominam
        wybaczam jest ok dziubek buziaczek i już nei pamiętamy że było źle bo wmawiamy
        sobie że jest dobrze...
        coś co mnie spotkało to cios który gdyby nie dzieci nie wiem jak by się
        skończył a na pewno coś co mi złamało życie na długi czas mimo prób powrotu do
        normalności
        przepraszam że to powiem - ale najłatwiej powiedziec - spróbuj zapomnieć nie
        rozpamiętuj nie wspominaj złego - gdyby - czego Ci nie życzę- ktoś cię tak
        zranił wiedział(a) bys jak to boli i jak trudno z tym życ.. to nie takie
        proste - zapomnieć.....
    • mskaiq Re: czy przetrwam ten koszmar? 03.12.03, 05:39
      Jesli chodzi o wybaczenie to nie jest to dziubek buziaczek . Wybaczenie to
      znak milosci to bardzo wielka sztuka. Ten duch trzeciej osoby jest wlasnie
      dlatego z Toba ze nie chcesz wybaczyc. Moze Ci towarzyszyc cale Twoje zycie i
      bedzie wracal wiekszym i wiekszym cierpieniem.

      Wiem ze cierpisz i ze wartosci Twojego swiata nagle zostaly obrocone w
      perzyne. Nie mniej kontynujac to cierpienie, wzmacniasz je i budujesz jeszcze
      wieksze. Ogolna zasada jest ze negatywne energie wzmacniaja te negatywne
      energie ktore sa juz w Tobie. Wybaczenie jest zlamaniem tego procesu. Wtedy
      znow zaczynaja w nas plynac dobre energie, dobre mysli. Przychodzi milosc i
      radosc. Wybor nalezy do nas, chociaz zdaje sie byc on oczywisty bardzo czesto
      wybieramy zniszenie i cierpienie Dlaczego ?
      Pozdrowienia.
    • carmanita25 Moja odpowiedz dla Ciebie,Kasiu 03.12.03, 15:07
      Witam Cie,Kasiu.
      Z wielkim skupieniem przeczytalam Twoj"apel o pomoc".Rozumiem Cie bardzo
      dobrze,gdyz kiedys tez wlasnie przezylam moment,gdy moj narzeczony"byl w
      fazie"fascynacji inna osoba.Aby bylo lzej,napisze,ze on byl takze
      ryba.Zauwazylam u mezczyzn-ryb jedna wspolna ceche:potrafia swietnie oddzielac
      rozne takie"fascynacjo-sny"od rzeczywistosci,a co za tym idzie,kochaja swoje
      zony(narzeczone) i bez zmruzenia oka "wystawiaja sie"na podziw innych pan
      (czasem jest to cos wiecej niz tylko zachwyt).Pol biedy jesli to nie ma innych
      skutkow.Ale w Waszej sytuacji jest to malzenstwo,wspolny dom i dzieci.Mam
      przyjaciolke-skorpiona,ktorej najwiekszym wlasnie wrogiem jest niemoznosc
      podjecia decyzji.Zyje tak z tym juz 3 lata.To nie zycie-powtarzam jej do
      znudzenia-to wegetacja.
      Jest ciezko Ci cos konkretnego poradzic.Mysle(patrzac wstecz na swoj zwiazek z
      ryba),ze musisz to jakos przeczekac.Nie jako cierpietnica!!!O nie!!!Wiesz,co
      powiedzial mi moj narzeczony wtedy,gdy byl w "wirze"tej nowej znajomosci??Ze
      podziwia mnie,iz przyjmuje to z takim spokojem.A potem powiedzial mi,ze
      dlatego tak mnie kocha,bo wie,ze zycie to tez bledy a ja potrafilam je po
      ludzku przeanalizowac.Ale z drugiej strony przeczekanie to nie bierna
      akceptacja,o nie!!!Wlasnie przez wzglad na dziecie,ktore nosisz staraj sie byc
      pogodna,usmiechnieta.Masz tez jeszcze inne dziecko-poswiec mu wiecej
      uwagi,gdyz od dzieci mozemy zarazic sie optymizmem.Nie draz tej sytuacji:ona
      kiedys bedzie miala swoj koniec.To fakt:z tylu kobiet Twoj maz wlasnie wybral
      Ciebie-o tym tez pamietaj.Czesto tez gdy kobieta jest w ciazy,mezczyzni czuja
      sie odsunieci na dalszy plan.Stad tez np.wielu"przyszlych tatusiow"jest
      klientami agencji towarzyskich.Nie tyle chodzi o seks ale o"wygadanie" sie:ze
      sie boja,bo zona sie tylko na brzuchu koncentruje.Nie wiem jak to jest z Twoim
      mezem,ale mysle ze otarlam sie o prawdziwa przyczyne.Tak wiec uwierz mocno,ze
      bedzie dobrze.Mysle,ze nadejdzie dzien,w ktorym on wroci calkiem skruszony.Ale
      wtedy musiz postawic sprawe jasno:jak w przyslowiu francuskim:"Jesli cos
      zdarzylo sie tylko raz,przebacz i zapomnij.Jesli natomiast sie powtorzy,bedzie
      zdarzalo sie zawsze".Daj Waszemu malzenstwu szanse.Nie ze wzgledu na
      dzieci,ale na niedoskonalosc ludzkiej natury.I nie zapomnij o przysiedze:"Co
      Bog zlaczyl,czlowiek niech nie rozdziela"...
      Z calego serca zycze trafnosci w wyborze oraz spokoju sumienia.
      Carma
Pełna wersja