BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC???

01.11.03, 14:59
Proszę o pomoc kogokolwiek kto zna się na astrologii chociaż o kilka zdań bo
już nie daję sobie rady z problemem.
W sierpniu 2002 zostawił mnie facet i związał się z inną kobietą. Podobno nie
układa się mu z nią najlepiej. Czy jest jeszcze szansa żebyśmy byli razem,
wciąż go kocham.
Moja data urodzenia 14.11.1971 godzina 9.20 Łódź, jego data urodzenia
23.07.1969 Pabianice, godziny nie znam.
W zeszłym roku byłam u kilku wróżek. I każda jedna powiedziała mi, że oni
razem nie będą, ale to potrwa bo to bardzo silna kobieta, która nim
całkowicie zawładneła /jej znak zodiaku to Panna/. Ale mimo wszystko razem
nie będą. Jedna z wróżek powiedziała mi, że on będzie chciał ze mną
rozmawiać i wrócić do mnie, że żałuje tego co zrobił. Ale na razie są razem
mimo tych strzępków informacji dochodzących do mnie, że coś tam się psuje.
Nie mogę już chodzić do wróżek bo mnie na to nie stać - jestem teraz
bezrobotna i nie mam na to pieniędzy. Poza tym ich wróżby na razie się nie
sprawdziły.
Rok temu Pani Iza pomogła mi i napisała do mnie kilka zdań ale to było rok
temu!!!
Pamiętam z tej wróżby, że koniec tego roku miał dla niego być decyzją z jaką
kobietą chciałby być.
Dla niego miałam rozwieść się z mężem, którego nie kocham od dawna, ale
zabrakło mi odwagi do tego kroku.
Czy jest szansa na jego powrót i czy coś zmieni się w moim życiu uczuciowym?
Bardzo proszę o pomoc.
Pozdrawiam wszystkich.
    • perse3 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 01.11.03, 15:52
      Sandro napisz do mnei napriva czyli Nospam.gazeta.pl a postaram się szybko
      odpowiedziec.Pozdrawaim.Są TOI MOIM ZDANEIM ZBYT INTYMNE TRESI BY JE UMIESZCZAĆ
      AN FORUM W POSTACI ODPOWIEDZI.
      • sandra31 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 01.11.03, 18:23
        Perse3!
        Dziękuję bardzo za zainteresowanie.
        Już do Ciebie napisałam.
        Odezwij się.
    • anahella Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 09.11.03, 01:25
      Co prawda nie jestem Bogiem (bo do niego zwracasz sie w temacie) ale sprobuje
      Ci cos powiedziec (bez zerkania do horoskopu). Zastanow sie czy naprawde chcesz
      byc z facetem, ktory zostawil Cie dla innej? Czy nawet jezeli on wroci do
      Ciebie, a ty rozwalisz swoje malzenstwo nie bedziesz drzec kazdego dnia ze
      kiedys wroci do tamtej albo po prostu znajdzie sobie kogos innego? Ufasz mu az
      tak?

      Zamiast latac od wrozki do wrozki to usiadz, napij sie zimnej wody i
      przekalkuluj na chlodno: co CHCIALABYS zbudowac a co JESTES W STANIE zbudowac.
      • sandra31 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 09.11.03, 14:44
        anahella napisała:

        > Co prawda nie jestem Bogiem (bo do niego zwracasz sie w temacie) ale
        sprobuje
        > Ci cos powiedziec (bez zerkania do horoskopu). Zastanow sie czy naprawde
        chcesz
        >
        > byc z facetem, ktory zostawil Cie dla innej? Czy nawet jezeli on wroci do
        > Ciebie, a ty rozwalisz swoje malzenstwo nie bedziesz drzec kazdego dnia ze
        > kiedys wroci do tamtej albo po prostu znajdzie sobie kogos innego? Ufasz mu
        az
        > tak?

        byłam z nim przez dwa lata i do tej pory nie mogę sobie z tym poradzić,
        strasznie za nim tęsknię, nie widziałm go już od lutego tego roku, jestem
        pewna chęci bycia z nim na 99% ale co z tego kiedy on na pewno tego nie chce -
        tak myśle po braku zaintersowania i kontaktu ze mną. Gdybym mogła zacząć
        jeszcze raz ten związek postępowałabym inaczej.
        >
        > Zamiast latac od wrozki do wrozki to usiadz, napij sie zimnej wody i
        > przekalkuluj na chlodno: co CHCIALABYS zbudowac a co JESTES W STANIE
        zbudowac.

        piłam już dużo i to nie tylko wodę
        >

        pozdrawiam Cię i dzięki za zainteresowanie
        • anahella Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 09.11.03, 19:40
          sandra31 napisała:

          > byłam z nim przez dwa lata i do tej pory nie mogę sobie z tym poradzić,
          > strasznie za nim tęsknię, nie widziałm go już od lutego tego roku, jestem
          > pewna chęci bycia z nim na 99% ale co z tego kiedy on na pewno tego nie chce -
          > tak myśle po braku zaintersowania i kontaktu ze mną. Gdybym mogła zacząć
          > jeszcze raz ten związek postępowałabym inaczej.

          Czekaj - ja Ci zadalam pytanie do odpowiedzenia sobie, a nie na forum:))) I
          brzmialo ono zupelnie inaczej: czy po tym jak Cie zostawil zaufasz mu? Ale
          zapytam inaczej (tez odpowiedz sobie a nie mi) czy ten zwiazek da Ci poczucie
          bezpieczenstwa, czy tylko satysfakcje z odzyskania tego czlowieka.

          > piłam już dużo i to nie tylko wodę

          No wlasnie - wiec teraz wypij tylko wode. Ta nie-woda nigdy nie pomaga w
          problemach, ona je tylko poglebia.
    • mskaiq Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 09.11.03, 03:24
      W Twoim zyciu jest napewno wiecej niz jeden problem ktory powinien byc
      rozwiazany. Pierwszy problem to sprawa Twojego malzenstwa. Jesli nie kochasz
      meza to rodzi sie pytanie czy powinnas byc z nim. Jest bardzo trudno budowac
      cos wartosciowego w zyciu kiedy nie istnieje solidna podstawa.

      Nastepna kwestia to Twoja milosc do drugiej osoby. Zawsze milosc jest sprawa
      niezwyklej wagi w naszym zyciu. My czasem czujemy to intuicyjnie ale
      okolicznosci czesto zniechecaja nas i pokonuja to co jest takie wazne dla nas
      czyli milosc do drugiej osoby. Rezynujac, tylko pozornie rozwiazujemy problem
      bo uczucie zwykle zostaje z nami bardzo dlugo, czasem do konca. Jesli chodzi o
      wzajemnosc to milosc zawsze znajdzie droge.

      Decyzja co dalej jest w Twoich rekach. Ty musisz Sama podjac decyzje.
      • sandra31 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 09.11.03, 14:51
        mskaiq napisał:

        > W Twoim zyciu jest napewno wiecej niz jeden problem ktory powinien byc
        > rozwiazany. Pierwszy problem to sprawa Twojego malzenstwa. Jesli nie kochasz
        > meza to rodzi sie pytanie czy powinnas byc z nim. Jest bardzo trudno budowac
        > cos wartosciowego w zyciu kiedy nie istnieje solidna podstawa.

        chciałabym odejść od męża ale jeśli nie będę miała pracy to jestem od niego
        zależna finansowo i nie mogę sobie pozwolić na rozwód. Wiem na pewno że to
        jednak nie ten człowiek z którym chciałabym być
        >
        > Nastepna kwestia to Twoja milosc do drugiej osoby. Zawsze milosc jest sprawa
        > niezwyklej wagi w naszym zyciu. My czasem czujemy to intuicyjnie ale
        > okolicznosci czesto zniechecaja nas i pokonuja to co jest takie wazne dla
        nas
        > czyli milosc do drugiej osoby. Rezynujac, tylko pozornie rozwiazujemy
        problem
        > bo uczucie zwykle zostaje z nami bardzo dlugo, czasem do konca. Jesli chodzi
        o
        > wzajemnosc to milosc zawsze znajdzie droge.
        >
        > Decyzja co dalej jest w Twoich rekach. Ty musisz Sama podjac decyzje.


        to praeda to uczucie cały czas ze mną jest i chociaż próbuję to nie potrafię o
        nim zapomnieć, próbowałam go sobie obrzydzić ale nic z tego

        chciałabym aby decyzja była w mpich rękach ale tak nie jest - decyzja należy
        do niego to on mnie zostawił a nie ja jego, ale jak widać on już zdecydował i
        dokonał wyboru. o decyzji powiadomił mnie smsem !!! nawet nie odważył się
        powiedzieć w twarz a może szkoda mu było na to czasu

        bardzo chciałabym się wyleczyć z tej miłości bo szansy dla siebie już nie widzę

        pozdrawiam Cię również i dzięki za zainteresowanie
        • mulinka Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 09.11.03, 16:40
          i nikt Ci nie pomoze
          mozesz pomoc sobie wylacznie sama
          i powinnas
          bo masz co robic
          krzywdzisz swojego meza, zdradzalas go, a teraz jestes z nim dla pieniedzy,
          czyli...sprzedajesz mu sie?
          ile jest zaklamania w Twoim postepowaniu? - odpowiedz sobie sama
          a ze zwiazku z tamtym facetem juz nigdy nic nie bedzie
          zabawil sie Toba raz
          jesli wroci, to znow sie zabawi i odejdzie
          nie bedziesz go miec dla siebie
          (bo on nie lubi byc traktowany przedmiotowo)
          i...on Cie nie kocha
          poza tym on tez nie jest wiele wart
          zamiast pic (nie tylko wode) - wez sie za robote
          praca fizyczna poprawia samopoczucie
          moze byc posprzatala?
          uprasowala mezowi koszule?
          w koncu on Cie utrzymuje!
          • sandra31 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 09.11.03, 17:41
            mulinka napisała:

            > i nikt Ci nie pomoze
            > mozesz pomoc sobie wylacznie sama

            tak Ci się tylko wydaje!


            > i powinnas
            > bo masz co robic
            > krzywdzisz swojego meza, zdradzalas go, a teraz jestes z nim dla pieniedzy,
            > czyli...sprzedajesz mu sie?

            nie masz prawa tak o mnie mówić bo mnie nie znasz!!!!!!!!!!!



            > a ze zwiazku z tamtym facetem juz nigdy nic nie bedzie
            > zabawil sie Toba raz
            > jesli wroci, to znow sie zabawi i odejdzie
            > nie bedziesz go miec dla siebie
            > (bo on nie lubi byc traktowany przedmiotowo)
            > i...on Cie nie kocha
            > poza tym on tez nie jest wiele wart


            w tym na pewno jest wiele racji ale do końca zweryfikuje to samo życie


            > zamiast pic (nie tylko wode) - wez sie za robote

            piłam owszem nie tylko wodę ale tylko pierwszy miesiąc po rozstaniu - tylko i
            wyłącznie!!! nie jestem żadną alkocholiczką!!!

            > praca fizyczna poprawia samopoczucie
            > moze byc posprzatala?
            > uprasowala mezowi koszule?

            wyobraź sobie że robię to i to codziennie, roboty mam po uszy tym bardziej
            przy 1,5 rocznym brzdącu


            > w koncu on Cie utrzymuje!

            teraz tak ale przecież może być odwrotnie on także może stracić kiedyś pracę


            Wiem, że napisałś do mnie w ten sposób, żeby mnie porządnie otrzeźwić ale
            zapewniam Cię że dokładnie wiem co robię i jestem pewna swoich decyzji.
            Jak byś płakała dzień w dzień przez ponad rok to miałabyś inne poglądy.
            Mam nadzieję, że ja i mój synek będęziemy jeszcze szczęśliwi z zupełnie kimś
            innym.

            Pozdrawiam Cię i życzę Ci wszystkiego dobrego.
            • anahella Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 09.11.03, 19:42
              Sandro, z listem Mulinki zgodze sie tylko w jednym punkcie: Tylko Ty sama
              mozesz sobie pomoc. Nikt inny. Do reszty jej postu nie chce sie ustosunkowac,
              bo ocenianie ludzi nie jest dobra metoda na dialog.
              • kamayak Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 09.11.03, 22:08
                zgadzam sie nie mamy prawa oceniac twojego postepowania bo tak naprawde cie
                nie znamy i nie znamy calej sytuacji.a w zyciu zdarza sie czasami ze bierzemy z
                kims slub a potem sie okazuje ze na naszej drodze staje ta prawdziwa polowka!to
                racja musisz pomoc sobie sama,ale ja mysle ze jezeli jestes pewna na 100%,ze
                nie kochasz meza to nie ma sensu trwac w toksycznym zwiazku,to tylko wszystkich
                krzywdzi.mowie jezeli jestes pewna na 100% bo czasami ktos nas opeta a potem
                przychodzi otrzezwienie,ze to jednak maz daje ci poczucie bezpieczenstwa-ale ty
                chyba jestes pewna.Sandro po utracie milosci mozna dlugo plakac ja tez oplakuje
                rozstanie i czasami mowie sobie wszystko bedzie dobrze,wez sie w garsc,a
                czasami nie mam kompletnie na nic sily tylko na placz!ale tak nie mozna pomysl
                o sobie, o dziecku i o tym co bedzie dla was najlepsze,kazdy ma prawo do
                szczescia!!!!pozdrawiam cie serdecznie
                • sandra31 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 10.11.03, 16:41
                  kamayak napisała:

                  > zgadzam sie nie mamy prawa oceniac twojego postepowania bo tak naprawde cie
                  > nie znamy i nie znamy calej sytuacji.a w zyciu zdarza sie czasami ze
                  bierzemy z
                  >
                  > kims slub a potem sie okazuje ze na naszej drodze staje ta prawdziwa polowka!


                  myślę że u mnie tak właśnie jest

                  to
                  >
                  > racja musisz pomoc sobie sama,ale ja mysle ze jezeli jestes pewna na 100%,ze
                  > nie kochasz meza to nie ma sensu trwac w toksycznym zwiazku,to tylko
                  wszystkich
                  >
                  > krzywdzi.mowie jezeli jestes pewna na 100% bo czasami ktos nas opeta a potem
                  > przychodzi otrzezwienie,ze to jednak maz daje ci poczucie bezpieczenstwa-ale
                  ty
                  >
                  > chyba jestes pewna.

                  myślę, że tak wystarczyła by propozycja z jego strony żebyśmy byli razem ale i
                  tak jej nie ma



                  Sandro po utracie milosci mozna dlugo plakac ja tez oplakuje
                  >
                  > rozstanie i czasami mowie sobie wszystko bedzie dobrze,wez sie w garsc,a
                  > czasami nie mam kompletnie na nic sily tylko na placz!

                  bardzo często rok temu wychodziłam z dzieckiem w wózku na spacer w ciemnych
                  okularach i łzy same leciały bo w domu płakać nie mogłam, nie płaczę dopiero
                  od bardzo krótkiego czasu ale czuje jakbym miała jakąś dziure w sercu - a
                  poważnie to przez to zmartwienie dorobiłam się arytmii serca i nerwobóli

                  ale tak nie mozna pomysl
                  > o sobie, o dziecku i o tym co bedzie dla was najlepsze,kazdy ma prawo do
                  > szczescia!!!!pozdrawiam cie serdecznie

                  mam nadzieję że mnie i Tobie jeszcze wszytsko się ułoży
                  również Cię pozdrawiam
    • mskaiq Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 09.11.03, 22:38
      Jesli kochasz to zawsze istnieje droga. To wydaje sie byc poza logika ale tak
      jest. Milosc zawsze wraca miloscia jest to regula ktora zawsze sie sprawdza.
      Jedyny problem to nasza wiara i wytrwalosc. My zwykle nie wierzymy i konczymy
      nasza milosc aby nie cierpiec. Wtedy probujemy sie pozbyc jej, ale jest to
      przeciez najpiekniejsza rzecz w zyciu. W koncu mozesz obrzydzic w sobie ta
      milosc ale czym to zastapisz? Zwykle czyms negatywnym, czyms zlym a to nas
      niszczy, zycie zaczyna gubic sens pojawiaja sie problemy. Trudno jest zastapic
      milosc bo jest swiatlem. Z nia wszystko jest latwe, wszystko cieszy i ma
      sens.
      To nie jest wazne ze on nie mial odwagi i wyslal Ci SMS i tak go kochasz a
      jego uczucia moga byc zupelnie inne niz myslisz. My czesto robimy bardzo
      dziwne rzeczy w zyciu, czesto boimy sie zwiazku i to wlasnie z osoba ktora dla
      nas jest wazna. Jesli wytwasz i bedziesz kochala i nie pozbedziesz sie tej
      milosci to bedziecie razem. Taka jest ensencja zycia, regula ktora kieruje
      nami tutaj.
      Dlatego w poprzednim liscie napisalem ze decyzja jest w Twoich rekach.
      • sandra31 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 10.11.03, 16:47
        mskaiq napisał:

        > Jesli kochasz to zawsze istnieje droga. To wydaje sie byc poza logika ale
        tak
        > jest. Milosc zawsze wraca miloscia jest to regula ktora zawsze sie sprawdza.
        > Jedyny problem to nasza wiara i wytrwalosc. My zwykle nie wierzymy i
        konczymy
        > nasza milosc aby nie cierpiec. Wtedy probujemy sie pozbyc jej, ale jest to
        > przeciez najpiekniejsza rzecz w zyciu. W koncu mozesz obrzydzic w sobie ta
        > milosc ale czym to zastapisz? Zwykle czyms negatywnym, czyms zlym a to nas
        > niszczy, zycie zaczyna gubic sens pojawiaja sie problemy. Trudno jest
        zastapic
        > milosc bo jest swiatlem. Z nia wszystko jest latwe, wszystko cieszy i ma
        > sens.
        > To nie jest wazne ze on nie mial odwagi i wyslal Ci SMS i tak go kochasz a
        > jego uczucia moga byc zupelnie inne niz myslisz.

        BARDZO BYM CHCIAŁA WIEDZIEĆ JAKIE NAPRAWDĘ SĄ JEGO UCZUCIA CZY WOGÓLE JESZCZE
        ISTNIEJĄ

        My czesto robimy bardzo
        > dziwne rzeczy w zyciu, czesto boimy sie zwiazku i to wlasnie z osoba ktora
        dla
        > nas jest wazna. Jesli wytwasz i bedziesz kochala i nie pozbedziesz sie tej
        > milosci to bedziecie razem. Taka jest ensencja zycia, regula ktora kieruje
        > nami tutaj.
        > Dlatego w poprzednim liscie napisalem ze decyzja jest w Twoich rekach.

        to prawda bałam się trochę tego związku bo tak wiele trzeba by było zrobić tzn
        mam na myśli rozwód a poza tym reakcję środowiska
        teraz jest mi to już obojętne ale po czasie
        tak bym bardzo chciała żeby było właśnie tak jak napisałaś tzn żebyśmy
        jeszcze byli razem
        dziękuję bardzo za słowa otuchy i pozdrawiam mocno
        • mulinka Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 10.11.03, 21:11
          hej,
          nie rozczulaj sie tak nad soba
          masz 1,5 dziecko
          facet zostawil Cie w sierpniu 2002
          to czyj to dzidzius???
          a wiadomosc, ze masz dzidziusia, to mnie juz porazila
          Kobieto!!!!
          odrobine odpowiedzialnosci!!!!
    • jk13 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 10.11.03, 22:35
      sandra31 napisała:

      >
      > W zeszłym roku byłam u kilku wróżek. I każda jedna powiedziała mi, że oni
      > razem nie będą, ale to potrwa bo to bardzo silna kobieta, która nim
      > całkowicie zawładneła /jej znak zodiaku to Panna/. Ale mimo wszystko razem
      > nie będą. Jedna z wróżek powiedziała mi, że on będzie chciał ze mną
      > rozmawiać i wrócić do mnie, że żałuje tego co zrobił. Ale na razie są razem
      > mimo tych strzępków informacji dochodzących do mnie, że coś tam się psuje.
      > Nie mogę już chodzić do wróżek bo mnie na to nie stać - jestem teraz
      > bezrobotna i nie mam na to pieniędzy. Poza tym ich wróżby na razie się nie
      > sprawdziły.

      Po prostu usłyszałaś to, co chciałas usłyszeć. Teraz jest "źle", ale możliwe
      są "zmiany" obecnej sytuacji. To dość częsta metoda, zwana "ładowaniem języka".
      Po prostu uzyskałaś opis sytuacji mogącej mieć miejsce w "jakiejś" przyszłości
      ( można to nazwać także "wariantowym" samospełniającym się proroctwem).

      Pozdrawiam.
    • jk13 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 11.11.03, 12:59
      Miałem tego nie robić, ale...
      Zadajesz swoje tytułowe pytanie w sposób niezwykle dramatyczny. Oczekujesz, że
      znajdzie się ktoś, kto podpowie Ci jak odzyskać złudzenia.
      Prawdę powiedziawszy Twoim problemem jest brak umiejętności dokonania wyboru. Z
      jednej strony mąż z drugiej zaś jak go nazywasz "facet".
      Nie obraź się, ale przypomina to bajkę, w której "osiołkowi w żłoby dano, w
      jeden owies, w drugi siano..."

      Prosisz o poradę. Wzywasz na pomoc Boga, astologów...

      Oczekujesz, że ktoś niejeko za Ciebie rozwiąże Twoje problemy. Mam dziwne
      wrażenie, że po prostu szukasz drogi "na skróty". Powstaje pytanie. Czego tak
      naprawdę oczekujesz?

      Pozwolę sobie na przypuszczenie, że nie interesuje Cię (przynajmniej na razie)
      stabilizacja w Twoim życiu emocjonalnym. Może rozwieść się z mężem, a może też
      nie? Może "facet" powróci, a może nie?

      Prosisz o pomoc astrologów. Wiesz, przypomina mi się pewien cytat (nie pamiętam
      jednak autora tych słów) mówiący o tym, że "...gwiazdy rządzą głupcami, mądrzy
      rządzą gwiazdami..."

      Czy oczekujesz od astrologów gotowej "recepty" na Twoje zmartwienia? Jeżeli
      tak, to szczerze powiedziawszy obawiam się, że "recepty" takowej nie otrzymasz.
      Z prostego moim zdaniem powodu. Uwikłałaś się w sytuację, która (wszystko na to
      wskazuje) przerosła Cię. Doprowadziłaś się do rozdarcia emocjonalnego. Zaczęłaś
      prowadzić swego rodzaju "grę", której skutków nie przewidziałaś, ba może nawet
      nie chciałaś przewidzieć. Jeden z jej "uczestników" z gry tej wyszedł...
      Zmianie uległy jej reguły.

      Mam dla Ciebie radę.

      Najpierw uczciwie odpowiedz sobie na pytanie, czego tak naprawdę chcesz? Czy
      prawdą jest zanik uczuć wobec męża? Jak wyobrażasz sobie swoje dalsze życie?
      Poddaj surowej ocenie swoje "dokonania" w "grze", której zdajesz się być ofiarą.
      Zmartwię Cię, ale na powyższe odpowiedzi nie udzieli Ci astrologia. To pytania
      dla Ciebie!

      Reasumując, uporządkuj swoje życie. Zdefiniuj własne potrzeby i oczekiwania.
      Przemyśl swoją postawę. Leczenie najlepiej zacząć od siebie...

      Jeżeli zaś chcesz porozmawiać ze mną o swoim problemie prywatnie, daj mi znać.

      Pozdrawiam Cię serdecznie, życząc "wyjścia na prostą".
      • kamayak Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 11.11.03, 14:02
        jk13 mnie to sie wydaje ze wlasnie ludzie szukaja pomocy u astrologow i wrozek
        jak sytuacja zaczyna ich przerastac.moim zdaniem wlasnie sandrze zalezy na
        stabilizacji emocjonalnej-ale nie z mezem tylko z tym "facetem".a tamten
        prawdopodobnie zabawil sie jej kosztem,zburzyl jej harmonie i nagle sobie uciekl
        (mysle ze stchorzyl,ze maz,ze dziecko)a ona zostala z tym sama i cierpi.nie
        twierdze ze jest bez winy,ale czasami milosc pojawia sie nieoczekiwanie,a
        czesto zwiazki sa pomylka.jasne ze tak naprawde nikt znas jej nie pomoze,ale
        moze potrzebny jest jej ktos kto naprawde siadzie z nia porozmawia o wszystkim
        od poczatku,dowie sie jaka jest prawda i moze nakresli jej chociaz troszke
        jakas droge!ja nie mowie ze to ma byc wrozba-zrob tak i tak,tylko pomoc-chyba
        wiesz o co mi chodzi?i niewatpliwie musi to byc osoba zupelnie obca,ktora
        chlodno spojrzy na sytuacje:)i mysle ze jej sytuacja jest dosyc kiepska-bo
        przeciez jest dziecko a to duzo komplikuje.tak sobie pomyslalam ze to napisze:))
        zycze jej duzo szczescia i ty pewnie tez:))tylko fakt ona musi do pewnych
        decyzji dojrzec sama-ktos moze tylko sprobowac pokazac jej droge!najgorsze to
        to ze ona kocha tamtego a tamten poprostu chyba sie znudzil!i wiesz tak
        naprawde nie wiemy jaki jest jej maz,dlaczego doszlo do czegos takiego?!!
        pozdrawiam-jak mozesz to pomoz jej:)
        • jk13 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 11.11.03, 15:35
          Jeżeli "sandra" da mi jakikolwiek znak, to postaram się Jej pomóc. Zależy mi na
          tym aby znalazła najkorzystniejsze wyjście. Powraca jednak pytanie, czy ona
          sama tego chce?
          Tak czy inaczej jeżeli tylko da mi znak, to porozmawiam z Nią prywatnie.

          Pozdrawiam.
          • sandra31 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 12.11.03, 00:07
            jk13 napisał:

            > Jeżeli "sandra" da mi jakikolwiek znak, to postaram się Jej pomóc. Zależy mi
            na
            >
            > tym aby znalazła najkorzystniejsze wyjście. Powraca jednak pytanie, czy ona
            > sama tego chce?
            > Tak czy inaczej jeżeli tylko da mi znak, to porozmawiam z Nią prywatnie.


            mam pytanie - czy jesteś psychologiem?


            >
            > Pozdrawiam.
        • sandra31 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 11.11.03, 23:59
          kamayak napisała:

          > jk13 mnie to sie wydaje ze wlasnie ludzie szukaja pomocy u astrologow i
          wrozek
          > jak sytuacja zaczyna ich przerastac.

          masz rację w 100%


          moim zdaniem wlasnie sandrze zalezy na
          > stabilizacji emocjonalnej-ale nie z mezem tylko z tym "facetem".a tamten
          > prawdopodobnie zabawil sie jej kosztem,zburzyl jej harmonie i nagle sobie
          uciek
          > l
          > (mysle ze stchorzyl,ze maz,ze dziecko)a ona zostala z tym sama i cierpi.nie
          > twierdze ze jest bez winy,ale czasami milosc pojawia sie nieoczekiwanie,a
          > czesto zwiazki sa pomylka.

          czytasz we mnie jak w książce



          jasne ze tak naprawde nikt znas jej nie pomoze,ale
          > moze potrzebny jest jej ktos kto naprawde siadzie z nia porozmawia o
          wszystkim
          > od poczatku,dowie sie jaka jest prawda i moze nakresli jej chociaz troszke
          > jakas droge!ja nie mowie ze to ma byc wrozba-zrob tak i tak,tylko pomoc-
          chyba
          > wiesz o co mi chodzi?i niewatpliwie musi to byc osoba zupelnie obca,ktora
          > chlodno spojrzy na sytuacje:)i mysle ze jej sytuacja jest dosyc kiepska-bo
          > przeciez jest dziecko a to duzo komplikuje.tak sobie pomyslalam ze to
          napisze:)
          > )
          > zycze jej duzo szczescia i ty pewnie tez:))tylko fakt ona musi do pewnych
          > decyzji dojrzec sama-ktos moze tylko sprobowac pokazac jej droge!

          jest już ktoś taki kto wie o mnie wszytsko na ten temat i staram się wziąść
          sobie rady tej osoby do serca i wprowadzić je w życie, to jest strasznie
          trudne ale bardzo się staram

          najgorsze to
          > to ze ona kocha tamtego a tamten poprostu chyba sie znudzil!

          sytuacja naszego związku przerosła go, przez dwa lata obiecywałam odejśćie i
          rozwód ale brakło mi odwagi, nie mógł już wytrzymać związku w ukryciu, tego że
          nie może o tym wszystkim mówić ani publicznie pokazywać się ze mną itd.


          i wiesz tak
          > naprawde nie wiemy jaki jest jej maz,dlaczego doszlo do czegos takiego?!!
          > pozdrawiam-jak mozesz to pomoz jej

          pozdrawiam i wszystkiego dobrego
      • sandra31 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 12.11.03, 00:07
        jk13 napisał:

        > Miałem tego nie robić, ale...
        > Zadajesz swoje tytułowe pytanie w sposób niezwykle dramatyczny. Oczekujesz,
        że
        > znajdzie się ktoś, kto podpowie Ci jak odzyskać złudzenia.
        > Prawdę powiedziawszy Twoim problemem jest brak umiejętności dokonania
        wyboru.

        był to mój problem przez bardzo długi czas ale już go nie mam, wyszłabym z
        domu tak jak stoję

        Z
        >
        > jednej strony mąż z drugiej zaś jak go nazywasz "facet".
        > Nie obraź się, ale przypomina to bajkę, w której "osiołkowi w żłoby dano, w
        > jeden owies, w drugi siano..."
        >
        > Prosisz o poradę. Wzywasz na pomoc Boga, astologów...
        >
        > Oczekujesz, że ktoś niejeko za Ciebie rozwiąże Twoje problemy. Mam dziwne
        > wrażenie, że po prostu szukasz drogi "na skróty".

        wrózki dają nadzieję i spojrzenie w głąb

        Powstaje pytanie. Czego tak
        > naprawdę oczekujesz?
        >
        > Pozwolę sobie na przypuszczenie, że nie interesuje Cię (przynajmniej na
        razie)
        > stabilizacja w Twoim życiu emocjonalnym. Może rozwieść się z mężem, a może
        też
        > nie? Może "facet" powróci, a może nie?
        >
        > Prosisz o pomoc astrologów. Wiesz, przypomina mi się pewien cytat (nie
        pamiętam
        >
        > jednak autora tych słów) mówiący o tym, że "...gwiazdy rządzą głupcami,
        mądrzy
        > rządzą gwiazdami..."
        >
        > Czy oczekujesz od astrologów gotowej "recepty" na Twoje zmartwienia? Jeżeli
        > tak, to szczerze powiedziawszy obawiam się, że "recepty" takowej nie
        otrzymasz.
        >
        > Z prostego moim zdaniem powodu. Uwikłałaś się w sytuację, która (wszystko na
        to
        >
        > wskazuje) przerosła Cię. Doprowadziłaś się do rozdarcia emocjonalnego.
        Zaczęłaś
        >
        > prowadzić swego rodzaju "grę", której skutków nie przewidziałaś, ba może
        nawet
        > nie chciałaś przewidzieć. Jeden z jej "uczestników" z gry tej wyszedł...
        > Zmianie uległy jej reguły.
        >
        > Mam dla Ciebie radę.
        >
        > Najpierw uczciwie odpowiedz sobie na pytanie, czego tak naprawdę chcesz? Czy
        > prawdą jest zanik uczuć wobec męża? Jak wyobrażasz sobie swoje dalsze życie?
        > Poddaj surowej ocenie swoje "dokonania" w "grze", której zdajesz się być
        ofiarą


        masz zupełną rację, sytuacja rzeczywiście przerosła mnie do tego stopnia, że
        miałam już bardzo czarne myśli


        > .
        > Zmartwię Cię, ale na powyższe odpowiedzi nie udzieli Ci astrologia. To
        pytania
        > dla Ciebie!
        >
        > Reasumując, uporządkuj swoje życie. Zdefiniuj własne potrzeby i oczekiwania.
        > Przemyśl swoją postawę. Leczenie najlepiej zacząć od siebie...


        staram się bardzo powli godzić z rzeczywistością
        >
        > Jeżeli zaś chcesz porozmawiać ze mną o swoim problemie prywatnie, daj mi
        znać.
        >
        > Pozdrawiam Cię serdecznie, życząc "wyjścia na prostą".

        dziękuję bardzo za Twoją odpowiedź, która dała mi wile do myślenia i za
        propozycję pomocy
    • mskaiq Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 11.11.03, 14:57
      Nie mozesz oceniac Jego bo nie wiesz co za tym SMSem stoi. Wasz uklad jest
      bardzo skomplikowany i dla Niego i dla Ciebie. On to rowniez rozumie. Byc moze
      konczac w taki sposob chcial Cie zniechecic do Siebie bo taki uklad w jakim
      jestescie jest bez przyszlosci. Nie oceniaj, wiesz jak bardzo oceny moge byc
      krzywdzace. Ty w tej chwili nie wiesz jakie byly motywy tego co sie stalo.
      Ja napisze do Ciebie dlugi list ale bezposrednio na Twoj adres. Trzymaj sie i
      szukaj odpowiedzi w Sobie i w milosci, na razie nie wiesz jeszcze co nia
      zrobic. Ale wierze ze znajdziesz Swoja droge. Taka droga istnieje w to nie
      watpie. Najwiekszy problem to uwierzyc ze tak jest. My zwykle jestesmy
      realistami i nie wierzymy w rzeczy malo mozliwe. Nie mniej rzeczy nie mozliwe
      zdarzaja sie tylko trzeba pozwolic im sie wydarzyc. My potrafimy czasem
      wszystko zniszczyc bo czujemy sie oszukani, wykorzystani itp. To sa nasze
      oceny wiesz jak moge skrzywdzic.
      • sandra31 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 11.11.03, 23:50
        mskaiq napisał:

        > Nie mozesz oceniac Jego bo nie wiesz co za tym SMSem stoi. Wasz uklad jest
        > bardzo skomplikowany i dla Niego i dla Ciebie. On to rowniez rozumie. Byc
        moze
        > konczac w taki sposob chcial Cie zniechecic do Siebie bo taki uklad w jakim
        > jestescie jest bez przyszlosci.

        obecnie nie ma już żadnego układu bo związek nie istnieje i od lutego tego
        roku nie widzieliśmy się ani nie rozmawialiśmy ze sobą, oczywiście był to
        bardzo skomplikowany układ, teraz byłoby już zupełnie inaczej


        Nie oceniaj, wiesz jak bardzo oceny moge byc
        > krzywdzace. Ty w tej chwili nie wiesz jakie byly motywy tego co sie stalo.
        > Ja napisze do Ciebie dlugi list ale bezposrednio na Twoj adres.

        bardzo Ci dziękuję i będę czekała na Twój list


        Trzymaj sie i
        > szukaj odpowiedzi w Sobie i w milosci, na razie nie wiesz jeszcze co nia
        > zrobic. Ale wierze ze znajdziesz Swoja droge. Taka droga istnieje w to nie
        > watpie. Najwiekszy problem to uwierzyc ze tak jest. My zwykle jestesmy
        > realistami i nie wierzymy w rzeczy malo mozliwe. Nie mniej rzeczy nie
        mozliwe
        > zdarzaja sie tylko trzeba pozwolic im sie wydarzyc. My potrafimy czasem
        > wszystko zniszczyc bo czujemy sie oszukani, wykorzystani itp. To sa nasze
        > oceny wiesz jak moge skrzywdzic.

        dziękuję bardzo za te miłe słowa możesz nie wierzyć ale czytając ten fragment
        rozpłakałam się

        pozdrawiam Cię bardzo mocno
        >
    • sandra31 Re: BOŻE DLACZEGO NIKT NIE CHCE MI POMÓC??? 12.11.03, 14:07
      Drodzy uczestnicy forum!
      Chciałabym Wam wszystkim bardzo serdecznie podziękować za Wasze odpowiedzi i
      dobre rady, które wzięłam sobie do serca i które będę się starała wprowadzić w
      życie. Jeśli kogoś uraziłam swoją odpowiedzią to z góry przepraszam bo nie
      było to moim zamierzeniem. Problem jest o wiele głębszy i poważniejszy ale nie
      mogłam napisać na forum wszystkiego, ponieważ są to strasznie osobiste sprawy.
      Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim z całego serca i życzę wszystkiego dobrego
      oraz jak najmniej problemów w życiu.
      Pozdrawiam serdecznie.
Pełna wersja