Gość: Ania
IP: 217.153.4.*
15.01.09, 16:43
Dawno temu (jakis '92 rok) byłam u wróżki. Nie jestem z Warszawy, ulicy nie
pamiętam, ale: było to w centrum, przy którejś głównej ulicy, obok było kino,
było to w starej kamienicy, a babka miała pełno gadgetów: chyba nawet turban
na głowie, cyganicha (taka stylizacja, bo Cyganką nie była) pełną gębą, chyba
nawet szklana kula i kot paradował. Była to starsza kobieta, choć teraz bym
jej nie poznala. Zapamiętałam ją jako gdzieś 70-latkę, ale głowy nie dam
(wtedy!) Brała drogo jak diabli, przewidziała mi przyszłość odległą, nie
skupiała się na teraźniejszości...a szkoda (nie pokierowała mną, a może byłam
za młoda na właściwy odbiór wróżby). Śmiałam się, że jak na taką cenę to
głupot mi naopowiadała...nie wierzyłam jej a właśnie u niej tak się spełniało,
hmm. Pamiętam, że wzięłam adres z gazety - ogłaszała się.
Chętnie dostałabym na nią namiar. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...
spostrzeżenia też poczytam chętnie...