independency.today
01.09.12, 22:38
W zeszłym tyg. zadzwonił nagle, z wielką czułością i sercem na dłoni. Opowiadał o urlopie, gdzie był z synem, co robili, co słuchać. Cud miód. Skończył rozmowę- jutro wyjeżdżam (środa), ale w niedzielę wracam i koniecznie musimy się spotkać. A w niedzielę telefon z zagranicy, w pośpiechu, z drogi na lotnisko (powrót do PL), początek rozmowy ze słowami: "wiesz, teraz będę miał masę pracy, ze 3 dni muszę harować", asekuracja pełna, "urocze" odwołanie planów spotkania. Od tamtej pory cisza jak w grobie (tydzień mija), zniknął, nie ma go nawet w necie, co jest już zupełnie niewiarygodne.
Mam dość. Jest to wieloletnia znajomość w której zawsze iskrzyło, ale nigdy z pozytywnym skutkiem. Krok do przodu, 2 kroki do tyłu. Mam już dość.
Czy mogę prosić o karty o co w tym wszystkim chodzi, jaka jest przyczyna znowu takiego, skądinąd znanego, ale już potwornie irytującego zachowania? Chciałabym wiedzieć, czy coś jeszcze będzie z nas, bo po tych wszystkich latach niepewności zaczynam mieć dość. Smutno...