zbyt realistyczne i zadziwiająco regularne...

12.09.07, 11:34
Od tygodnia śni mi się jeden sen... dodam, iż ów sen pojawiał się już
wcześniej (wiele razy, rok temu, dwa, pięć). Spokojnie mogę pokusić się o
stwierdzenie, że pojawia się cyklicznie. Trochę się go boję, trochę lubię.
Przeraża mnie i daje jakieś światło, poczucie swobody.

Zaczyna się prozaicznie: pociąg i podróż pociągiem do punktu A – gdzie to
jest? Nie mam bladego pojęcia. W każdym razie jest tam bardzo ładnie i chcę
tam dojechać. Zresztą nie tylko ja, bo i współpasażerowie również. Mało tego,
wśród nich jest grupa osób, które kojarzę – czy to znajomi, przechodnie przez
moje życie, a nawet czasami rodzina.

Podróż do jest prosta. Gładko pociąg jedzie. W trakcie podróży za oknem
pojawiają się obrazki z mego życia – bolączki. Nie zdarzyło się jeszcze, aby
były to rzeczy przyjemne. Więc mijam tak po drodze za oknem moje łzy,
utrapienia moje, moje smutni i ból, jakiego doznałam. Przyznam, iż sporo tego.

Kiedy już dojeżdżam do punktu A, okazuje się, że czas wracać. Nic a nic nie
pamiętam,co dzieje się podczas tej wizyty – nie mam świadomości tego (choć
wiem, że wizyta trwała dzień lub dwa).

Powrót... Z powrotem jest więcej problemu. Wsiadam do pociągu, ale ów nie jest
pociągiem klasy premium jak ten, którym jechałam wcześniej. To zwykły pociąg
towarowy – taki jak do przewozu drewna, odkryty dach i tylko podłoga... w
lepszym miejscu do połowy zakryty wagon, ale bez dachu, za to z siedzeniami
(taki cabrio, hehe).

Wracamy tą samą trasą, z tym że tym razem piękną dolinkę z niesamowicie
urokliwym jeziorkiem i polaną okalamy z drugiej strony. Upajam się tym
widokiem. Niestety do czasu, kiedy mój pociąg (ten wyjeżdżający już a punktu
A) ma minąć pociąg jadący tam właśnie. Tak skonstruowane są tory – mijanka
przy dolinie. Pociągi się wykolejają. Ludzie się mieszają. Nie wiadomo już kto
jedzie do... kto zaś z... O dziwo nie ma ofiar śmiertelnych. Pojawia się
gdzieś tam przy domku dróżnika motor, który jest przeznaczony dla mnie.
Wsiadam wiec i nim jadę w podróż z punktu A. Z powrotem... tylko nie wiem,
gdzie znajduje się to „z powrotem” - budzę się.

Budzę się, a w głowie mętlik... strach, ciekawość i poczucie straty...

Hm...

Zna się ktoś na snach?
    • romanticca Re: zbyt realistyczne i zadziwiająco regularne... 12.09.07, 12:21
      Powiem tak: o rany!
      smile
      • wredna_zmija Re: zbyt realistyczne i zadziwiająco regularne... 12.09.07, 12:56
        taaaa, to ja powiem tak: to był jeden z bardziej lightowych snów...
        • wredna_zmija maj 07 12.09.07, 12:57
          Akcja rozgrywa się w moich rodzinnych stronach - konkretnie w domu moich
          dziadków (uściślając: w domu mojej babci, bo dziadzia już nie ma z nami od
          prawie dwóch lat). Jakaś podejrzana impreza - nie potrafię określić konkretnie,
          co to było...

          Najprawdopodobniej jakieś wesele. Duże prawdopodobieństwo, że było to wesele
          mojej średniej siostry. Ale nie o to tak na dobrą sprawę idzie w tym śnie.

          Uwagę moją bowiem na sobie skupia moja najmłodsza siostra (a mam je tylko dwie).
          Jakaś taka niewyraźna, podejrzana wydaje się być. Jak nie ona. Nie jest sobą i
          ja (w tym śnie rzecz jasna) nie bardzo potrafię jej zaufać, mało tego widzę
          pewne różnice w zachowaniu, sposobie bycia, spojrzeniu. Wszyscy są nią
          zachwyceni - traktują z życzliwością i ciepłem, jak zwykło się było traktować
          członków najbliższej rodziny, tylko ja (niewdzięczna, znów be, znów niedobra)
          nie potrafię przełamać tego potwornego dystansu.

          I co się okazuje? Że...

          Że Ewka to wcale nie ona. Jakaś inna dziewczyna podszywała się pod nią. Chodziła
          w jej płaszczyku (takim szarym mięciutkim - Ewka ma taki, ale to tak na
          marginesie). Wyglądała niemal tak samo, jak Ewka i tylko ja widziałam coś w
          spojrzeniu... coś innego i to mi nie pasowało.

          Wreszcie udało mi się ją zdemaskować.

          Niestety tu pamięć senna staje się zamazana i nie potrafię przypomnieć sobie
          wyglądu tej kobietki - bo jak by nie było Ewka ma 20 lat przecież. A może nie
          ujawnia nam swego prawdziwego oblicza? Sama nie wiem. Na pewno po chwili
          przemienia się w małą dziewczynkę (notabene do złudzenia wyglądającą tak, jak
          moja siostra kiedy była dzieckiem) i pakuje mi się na kolana... Ja jej nie chcę,
          odpycham... w końcu to ktoś/coś, co się podszywa pod moją siostrę... Ta mała
          pakuje się na kolana mamy - mama też jej nie chce, bo to nie jej córka
          przecież... Ale mała nie daje za wygraną, bardzo chce z nami zostać. Nie chce
          odejść (widok za oknem: szaro, buro i ponuro, wieje wiatr, siąpi deszcz).
          Wreszcie przemienia się w przecudnego małego kotka (doprawdy niezwykłej urody) i
          łasi się do wszystkiego, co i kto popadnie, by tylko zostać...

          Budzę się... Budzę się z mieszanymi uczuciami. Na pewno jestem pod wrażeniem
          urody kotka (wiem, że w tym śnie wszyscy byli nim zachwyceni... że taki śliczny,
          maleńki, bezbronny). Z pewnością byłam też skołowana...

          W dalszym ciągu nie potrafię zinterpretować tego snu...
        • wredna_zmija kwiecień07 12.09.07, 12:58
          dzisiejszy sen - znów koty

          To jakiś znak. Chyba. Pisałam, pisałam. Sen opisywałam, i już byłam na półmetku,
          kiedy mi się komputer zbiesił i pozamykał wszystkie aplikacje. Niestety nie
          zdążyłam nawet kliknąć w „zapisz”. Ałłł! Zabolało i już tego nie będzie. A
          szkoda. Niemniej, aby stało się zadość – bo nie zwykłam była odpuszczać – opiszę
          ów sen once again, a co mi tam. Chcę go zachować nie tylko w pamięci. Zresztą
          zapomniałabym go zapewne niedługo, a tak będzie sobie tu czekał grzecznie na
          lepsze do interpretacji czasy.

          Tak – znów mi się śniły koty (i nie mam pojęcia dlaczemu, ani dlapoco).

          Nie będę również zbyt nowatorska, pisząc, iż znów nie potrafię zinterpretować
          snu (to już kolejny). Choć w sumie to nie jest tak do końca zgodne z prawdą.
          Bardziej adekwatnie bowiem zabrzmi, jak powiem, że nie chcę, bądź też boję się
          interpretować ten sen do końca. Część już mam zinterpretowaną, acz wciąż
          pozostają obszary, które pozostają nieczytelne. Cóż, może z biegiem czasu dojrzeję…

          Akcja znów rozgrywa się w domu mojej Babci. Tym razem, wiem to na pewno, są
          święta Bożego narodzenia (sugeruje to śnieg za oknem i choinka).

          Bohaterowie: moi – znaczy ja, rzecz to nader oczywista (jestem egoistką, głównie
          śnię o sobie, hie, hie), Mama, Ojciec, moje Siostry, przyszły i oby niedoszły
          szwagier, Dziadzio (a dziwne, bo przecież nie żyje), Babcia, Joasia – babcia
          mojej ex przyjaciółki (notabene również nie żyje), i Bałwan – zwany dalej
          Gnomem, Paszkwilem, Paskudem, Łysą Wredną Pałą, Wrednym Brzydkim Ogórem (znaczy
          Maciek, i po kiego diabła on mi się po snach plącze to nie wiem – a myślałam, że
          mam go ładnie przepracowanego, Eeech).

          Wątki w kolejności:

          Dziadzio

          Dziadziuś żartuje sobie, rozmawia, cieszy się świętami, jest bardzo żywotny i
          rozradowany. Niezmiernie się cieszę, że go widzę – w końcu dawno już mnie nie
          odwiedzał, od czasu swojej śmierci. Długo już nie przychodził do mnie, a tu
          proszę, taka fajna senna niespodzianka.

          Babcia również cieszy się z tego powodu, że Dziadek przyszedł na święta. Wiem,
          że za nim tęskni. W końcu, jakby ni było, to już niemal dwa lata, od kiedy go
          nie ma wśród żywych. Każdy z nas tęskni za nim na swój sposób – moja tęsknota
          jest 25letnia. Babci tęsknota sięga ponad 50-ciu lat, bo tyle właśnie razem
          przeżyli. Dla mnie to niewyobrażalne. Być z kimś, żyć, kochać tyle czasu, a
          później musieć żyć bez niego. Nie potrafię sobie wyobrazić tak długiego
          wspólnego życia, co dopiero tęsknoty za nim...

          Joasia

          Jak zrozumiałym wydaje się fakt przyśnienia się nieżyjącego Dziadzia, tak
          niewyjaśniane jest pojawienie się we śnie Asi – babci mojej ex przyjaciółki.

          Asia, jest bardzo wychudzona (od kiedy pamiętam, zawsze była chuda, ale tym
          razem to same kości obleczone skórą). Jest smutna. Nie mówi nic. Nie odzywa się
          zupełnie. Po prostu jest. Dziwna sprawa, bo Asia siedzi na takiej jakby
          komodzie, witrynie (pierwszy raz widzę taki mebel – bardzo ładny swoją drogą, z
          ciemnego drewna, gustowny). Zatem siedzi sobie na tej komodzie (nie wiedzieć
          zupełnie czemu, jakby na przykład nie mogła siedzieć na fotelu, krześle, bądź
          kanapie). I podświadomie przemawia do mnie. To niesamowite, ale wdziera się w
          moje myśli. Czuję dużą presję z jej strony. Czuje się cokolwiek nieswojo. Asia
          (podświadomie wciąż) zapytuje mnie o swoją wnuczkę, a moją ex przyjaciółkę, Ewę.
          Nie mam pojęcia, dlaczego mnie akurat o nią pyta. O tyle bardziej, że od kiedy
          potraktowała mnie nieelegancko (jeśli użyć najlżejszego określenia na to, co się
          stało), nie mam z nią kontaktu i nie śledzę jej życia. Nie potrafię zatem
          zaspokoić ciekawości Asi, co jeszcze bardziej ją zasmuca.

          Mało tego jest odgórny prikaz, aby Asi nie ruszać, nie ściągać z tej komody i,
          broń bogini, nie próbować poprawiać jej, czy zmieniać tego pampersa. W
          przeciwnym razie zapanuje jeden wielki smród nie do zniesienia (co notabene też
          dla mnie jest ainterpretowalne).

          Jeśli idzie o Aśkę, to jest jeszcze jeden wątek. Mianowicie moja siostra Beata
          namiętnie szuka pieniędzy, które Joanna gdzieś zabunkrowała. I przez złośliwość,
          czy sklerozę nie jest w stanie wskazać miejsca. A pieniądze te przydałyby się na
          jej leczenie czy na te cholerne pampersy klasy Premium, ech… Niestety czuję, że
          to nie jest głównym powodem poszukiwań rzeczonej kasy. Motywacje są chyba inne i
          raczej mało honorowe (ale to tylko jakieś przypuszczenie pojawiające się w tym
          śnie).

          Ewa – siostra moja

          Rozmawiam z Ewką. Młoda postanowiła podzielić się ze mną tajemnicą. Konkretniej
          tym, co mówią i myślą o mnie inni, jak mnie odbierają. Kuba (jej chłopak)
          powiedział jej, że wie, dlaczego jestem sama. Faceci się mnie boją. Owszem,
          ciągnie ich do mnie, ale boją się i uciekają. Nie powiem, aby mi się spodobała
          taka opinia na temat mojej osoby (ani we śnie, ni też w rzeczywistości). No co?
          Czy ja straszę? Czy kurde jakaś czarownica jestem? Ech…

          Wątek bez imienia

          Wiem, że jest jakiś konflikt… atmosfera nie jest za ciekawa… a może to tylko
          moje samopoczucie. Na pewno jestem rozdrażniona. I na stan ów złożyło się kilka
          czynników. Zawiedziona mina Aśki i to nieszczęście rysujące się na jej twarzy,
          tajemnica, jaką zdradziła mi Ewa, niehonorowe pobudki zachowania mojej drugiej
          siostry Beaty i… Obecność Łysego.

          Zupełnie nie wiem, po co on się pojawił w tym śnie. Mało tego, po co i dlaczego
          i w ogóle „że ke”??? Jak to tak? On obecny na rodzinnych świętach? Why?????? O
          so chodzi? W ogóle sama jego obecność mi nie odpowiadała tam i drażniła. Mało
          tego rozmawiał o mnie z Ewką (nie wiem o czym konkretnie). Mało tego rozmawiał o
          mnie z Mamą i też nie wiem o czym. Mało tego jakiś taki przymilający się do mnie
          był i też nie wiem dlaczego. W końcu – w rzeczywistości nasze stosunki
          ochłodziły się bardzo, żeby nie powiedzieć, że wystygły.

          Ucieczka

          Sytuacja i rozdrażnienie sięgnęły zenitu i postanowiłam natychmiast opuścić ten
          dom, ludzi, uciec daleko. W las, śnieg, cokolwiek, byle by tylko nie czuć tego
          napięcia i złości. Ubrałam buty, miałam na sobie wełniany golf, zabrałam
          rękawiczki i czapkę i wybiegłam przed siebie…

          Koty

          Po drodze – w sieni – natknęłam się na dwa koty (spore, dorosłe koty, chyba
          parka – kocur i kociczka, ale głowy nie dam, w każdym razie dorodne i ładne).
          Chciałam je pogłaskać, niestety uciekały ode mnie. Nie chciały, bym je głaskała,
          bym robiła z nimi cokolwiek – wbiegły po schodach na strych. Ja zaś na zewnątrz.

          Ucieczka ciąg dalszy

          Pobiegłam pod górkę w stronę tego zrujnowanego pałacyku, jaki jest na wsi u
          dziadków. Ładny był – odremontowany, śliczny. Biegłam, w śniegu, mrozie, nocy.
          Dużo gwiazd.

          Bałwan pobiegł za mną. Dogonił mnie, zatrzymał i zbeształ za to, że zachowuje
          się jak idiotka i o co mi w ogóle chodzi? Że on przez cały czas próbuje przez te
          święta nawiązać ze mną kontakt, jakoś porozumieć się, a ja w zaparte. Okrył mnie
          swoją kurtką. Kazał wracać do domu. Wiec mu powiedziałam, że tak, chcę wracać do
          domu, ale nie tam. Chcę wrócić do swego domu. Zapytał czy do domu rodziców? Nie
          chciałam tam. Chciałam wrócić do swego domu w Poznaniu. Ale nie miałam pomysłu
          jak. Daleko od szosy, daleko od dworca. Bałwan zaproponował, że mnie zawiezie do
          domu. Obiecał, że zawiezie mnie do Poznania, bo i tak w sumie nic tu po nim
          skoro mnie nie będzie.

          Podróż

          Jechaliśmy. Noc. Śnieg. Ślisko. Poczułam zmęczenie, przysypiałam. Jechaliśmy w
          milczeniu. Raz na jakiś czas tylko zatrzymywaliśmy się. Wtedy budziłam się, bo
          on na mnie patrzył, albo przykrywał.

          Później niewiele pamiętam, bo spałam.

          Obudziłam się (we śnie), kiedy zdejmował mi buty. Nie był to mój dom. Okłamał
          mnie. Zawiózł mnie do siebie.

          Obudziłam się (w rzeczywistości) zła. Zła na niego, że mnie okłamał. Zła na
          siebie, że mi się śnił. Zła po prostu i żądna interpretacji.
        • wredna_zmija 01-05-07 12.09.07, 12:58
          z niedzieli na poniedziałek

          Zamknijcie mnie w pokoju bez okien, bez klamek i bez kantów. Matko jedyna, co to
          w ogóle ma być???!!! Głupie te sny, bez sensu.

          Tym razem krótko, bo zbyt wiele nie pamiętam:

          znów dom dziadków...

          Muszę zająć się kurami babci, nakarmić i takie tam, coś w ogródku porobić.
          Babcia jedzie do sąsiedniej miejscowości po ciało dziadka, bo umarł. Mija dzień,
          nadchodzi wieczór i nie wraca. Późną nocą dowiaduję się, że babcia też umarła i
          trzeba odebrać dwa ciała - babci i dziadka. Dwie trumny, jeden pogrzeb, jeden grób.

          Kotów niet w tym śnie - nie wiem, czy to pocieszające.

          A teraz perełka senna z innego wątku tej nocy:

          Śniła mi się moja praca. Jak zwykle kogoś rekrutowałam, łowiłam i tepe.
          Dokładnie pamiętam nazwisko i przybliżony wiek osobnika...

          Jakież było moje zdziwienie, kiedy w pracy odebrałam rzeczywistą wiadomość od
          człowieka o tym samym nazwisku i wieku. Jedyna różnica pomiędzy snem, a
          rzeczywistością jest taka, że ów rzeczywisty aplikował na inne stanowisko niż
          ten ze snu.

          Gdyby sie okazało, że już więcej nic nie napiszę, znaczy, że mnie w Gnieźnie
          zamknęli. Booosz!
        • wredna_zmija 02-05-07 12.09.07, 12:59


          Miejsce akcji: dom dziadka.

          Czas akcji: święta, albo jakaś inna laba – dłużymy się przed TV.

          Babcia, rodzina moja, dziadek (ten sam, który w rzeczywistości nie żyje - nie
          ożył, nie wskrzeszono go nadal), ktoś podobno bliski memu sercu (ale nie wiem
          kto), plus facet, który był u mnie na rozmowie kwalifikacyjnej, mój kandydat – Ed.

          Ja młócę pracę – przeżywam ruminuję. Beata się naigrywa, że pracoholiczką
          jestem. Ed przysiada się bliżej mnie. Jest półmrok – gra tylko TV, więcej
          żadnego światła. Dotykam go po głowie w zasadzie przez przypadek, ma bardzo
          przyjemne włosy w dotyku, łasi się podstawia głowę do głaskania. Robię to z
          nieukrywaną przyjemnością, ale też staram się, aby nie ostentacyjnie. By to było
          ukradkiem, bo po drugiej stronie pokoju na kanapie siedzi właśnie ów wybranek.

          Ed bierze mnie za rękę i prowadzi do kuchni, gdzie pod oknem stoi stół. Zapalamy
          światło stajemy przed oknem, widać nasze odbicia w szybie. Staje za mną,
          obejmuje od tyłu, przylega równolegle do moich swoje ręce, podnosi je na
          wysokość moich piersi, składa jak do modlitwy i pyta o to, co mi teraz chwila
          przynosi do głowy. Nie wiem, w pierwszym momencie o co mu chodzi. Po lewej
          naszej stronie są drzwi do komórki – tam ciemno i dziwnie, ja się boję tych
          drzwi i tego co za nimi, choć doskonale wiem, co tam jest – spiżarka, słoiki,
          ciasta i tepe.

          Proszę, abyśmy przeszli w okolice kuchni kaflowej, byle dalej od tych drzwi.
          Cały czas stoimy w tej samej przyjemnej dla mnie pozycji. Później mówię to, co
          czuję, co chwila przyniosła mi do głowy. Odpowiadam na zadane pytanie: spokój,
          opanowanie, bezpieczeństwo, siła.

          Pojawia się dziadek – wychodzi zza tych drzwi od komórki, niesie ze sobą kawałek
          ciasta i z dużą przyjemnością sobie je zjada. Przechodzi obok nas w chwili,
          kiedy Edi zaczyna mi tłumaczyć, po co zadał mi takie pytanie.

          Wątki nagle mi się mieszają, Beata też tłumaczy to po swojemu: chce żebym
          pogrupowała jej ludzi, z którymi się spotkałam w jakieś grupy czasowe. Miała po
          tym oszacować, który/ra z nich najbardziej mi do gustu przypadła.

          Dziadek twierdzi, że to zupełnie nie tak, że Beata coś pokręciła, bo ludzi
          grupuje się nie czasowo, a obszarycznie (merytorycznie, kompetencji, wrażenia,
          sympatii). On wiedział, kto wywarł na mnie wrzenie, choć nie mógł wiedzieć z kim
          się spotykałam.

          Podobno dziadek poznał tę metodę od jakiejś starowinki, która miała wpływ na
          życie papieża JPII. Zresztą JPII również opowiadał dziadkowi o tej metodzie.

          Później widzę, że siedzimy znów na swoich miejscach w pokoju z telewizorem u
          dziadków. Ed cały czas obok mnie i trzyma mnie za rękę. Ja mam mieszane uczucia,
          bo niby mi przyjemnie i jakoś bezpiecznie przede wszystkim, a jednak ciągnie
          mnie do tego mego obiektu i mam cichą nadzieję, iż on zza stołu nie widzi tego –
          w końcu panuje półmrok. Rozdarcie – Edi vs obiekt. Mam świadomość tego, że przy
          obiekcie nigdy nie czułam się bezpieczna, nie czułam takiego spokoju, pokoju i siły.

          Dziadek patrzy na ten obrazek i się uśmiecha.

          Pojawia się świadomość, że we śnie pojawi się jakaś kobieta. Nikomu nieznana raczej.



          „szukam szukania mi trzeba, domu gitarą i piórem” - audycja w 3ce "gitarą i
          piórem".

          Obudziłam się, a w radiu szły wspominki o pewnej aktorce, piosenkarce –
          hospicjum, ona nie żyje.

          Natasza Czermińska – ur. 18 maja 1950 w Warszawie, zm. 22 kwietnia 2004 w
          Warszawie [*]
        • wredna_zmija 03-05-07 (a to zapiski z mojego bloga).. 12.09.07, 13:00


          Dziś śniły mi się latające trupy - w zasadzie jeden latający trup, który w
          pewnym momencie spadł z hukiem na mój parapet, a ja, aby uchronić przed tym
          widokiem moją siostrę Ewkę, zrzuciłam tego trupa (trupa kobiety notabene) z
          parapetu. Trup spadał zatem z mego 10ego piętra.

          Nie mam pytań.

          Zaczynam bać się spać, chyba...
        • wredna_zmija Re: zbyt realistyczne i zadziwiająco regularne... 12.09.07, 13:02
          wpisałam te sny w sumie w ramach rozrywki dla wróżek i czytających smile ja już
          swoją naukę z nich wyciągnęłam. Więcej Was nie będę nimi zadręczała - no, chyba
          że pojawi się jakaś senna perła smile
          • romanticca Re: zbyt realistyczne i zadziwiająco regularne... 12.09.07, 13:32
            Nad snami warto się zastanawiać. Np. gdy mojej mamie śni się jej ś.p. tata to nigdy bez powodu. Gdy się przewraca lub coś go boli to znak, że na pewno coś się mamie stanie i ma uważać.
            Niedawno mama i jej rodzeństwo sprzedawali swój dom rodzinny. W przeddzień transakcji przyśnił się dziadek, który poprowadził mamę moją do ogródka gdzie rosła śliwa a na niej gruszki. Dziadek pokazał na to drzewo. Mama po przebudzeniu pomyślała, że zupełnie jak "śliwki na wierzbie" i faktycznie: w urzędzie okazało się że brak jakichś dokumentów i klops.

            Ja z kolei czasem mam sny, w których okazuje się, że mój synek nie jest mój i muszę go oddać bo czas "wypożyczenia" się skończył, albo że my go wypożyczamy komuś itp. Za pierwszym razem w dzień po takim śnie synek się zgubił w Kościele, za drugim użądliła go pszczoła. Gdy teraz coś takiego mi się śni - siedzę z nim w domu cały dzień i nie spuszczam go z oka.
            • wredna_zmija Re: zbyt realistyczne i zadziwiająco regularne... 12.09.07, 21:55
              Masz rację - ja zawsze słucham swoich snów... i tych, co w snach do mnie
              przychodzą... lub nie tylko w snach...

              głupie? wyśniłam śmierć koleżanki mojej siostry (nie bezpośrednio, ale śniłam
              żałobę i rozpacz mojej siostry po tej osobie)... i co? było to w maju bodaj, ona
              zaś w sierpniu utonęła. Czy mogłam tej śmierci jakoś zapobiec? Chyba nie...

              Z rzeczy przyjemnych: uwielbiam kiedy przychodzi do mnie mój dziadek (obojętne
              czy we śnie czy na jawie).
    • sui2 Re: zbyt realistyczne i zadziwiająco regularne... 12.09.07, 19:32
      Powiem tak jak ja to rozumiem.
      Ten sen ukazuje Ci, ze powinnas wrocic do przeszlosci czegos w niej
      nie rozliczylas, jest tam cos co musisz zrobic. Taki powrot do
      korzeni.Pociag czesto to nasz rozwoj duchowy z tym ze rozwoj to nie
      jest podroz wstecz a do przodu. Moze chodzi o to aby pojsc dalej
      musisz cos zrobic rozliczyc w przeszlosci. Cos Cie hamuje nie pozwala
      rozwijac. Mysle, ze wiesz co.
      • wredna_zmija Re: zbyt realistyczne i zadziwiająco regularne... 12.09.07, 21:52
        sęk w tym, że nie wiem... ehm, znaczy na stówę nie wiem... pewne jest jedno,
        motyw pociągu i tej dolinki i wykolejenia pojawia mi się z reguły w sytuacjach,
        kiedy życie dowala mi do pieca... daje mi kopa w zadek. Tak jak teraz... Są
        możliwości, ale aby iść dalej, muszę dopełnić powinności i domknąć kończący się
        etap - całkowicie, by doń nie wracać.
        • sui2 Re: zbyt realistyczne i zadziwiająco regularne... 12.09.07, 22:01
          wiesz tylko sie skup. Po cofnieciu sie wstecz jestes tak wolna i
          oczyszczona ze podroz z powrotem mimo niewygody jest piekniejsza.
          Napisalam na poczte bo to co mi sie nasunelo nie jest na forum smile
Pełna wersja