książka znowu - kolejny rozkład

14.05.09, 11:34
Jeszcze razsmile Jak zaśmiecam forum, to mnie wyrzućcie i będę jakoś inaczej
próbowaćsmile

Bohaterka wynajmuje mieszkanie. I tam jest taki facet, prezes wspólnoty, który
jej bruździ niesamowicie i w ogóle jest taki w stylu Anioła z Alternatywy 4.
I chciałabym by jej wywróżono, że będzie miała problemy z tym facetem, że
ktoś jej będzie szkodził, że ktos bardzo wtraca się w jej sprawy (ten facet),
ze bedzie posądzał ją o prowadzenie agencji towarzyskiej.

No i zmieniłam koncepcję. To przyjaciel bohaterki będzie jej wróżył. smile
    • romanticca Re: książka znowu - kolejny rozkład 14.05.09, 14:30
      Tyle mnie nie było i proszę, książka wydana i kolejna się szykuje.
      Właśnie sprawdziłam w swojej bibliotece - wszystkie egzemplarze
      wypożyczone, ale zapisałam się do kolejki smile

      Nie stawiałam kart od ponad roku, więc nie będę nic sugerować, bo w
      zasadzie muszę naukę zaczynac prawie od nowa, ale pamiętam jak tu
      kiedyś wróżyłam jakiejś Pani. Wyszło mi własnie wtedy, że ktoś jej
      przeszkadza, nie chce dla niej dobrze. Tylko, że to był dopasowany
      rozkład i po prostu na pozycji "co przeszkadza" pojawił mi się
      Cesarz. Okazało się, że faktycznie jest ktoś taki.

      A bohaterka żeby sie dowiedzieć takich szczegółów, o jakich piszesz,
      powinna podrążyć temat, bo w ogólnym rozkładzie to nie wyjdzie.
      Czyli dowiedziawszy się, że ktoś jej źle życzy podpytać: kto, co o
      niej myśli i tym podobne szczegółowe pytania.
      tak uważam ja - nowicjuszka. Ale jeśli jej przyjaciel będzie
      tarocistą z prawdziwego zdrzenia to pewnie i z ogólnego rozkładu
      wyczytałby sporo smile
      • ciemnanocka Re: książka znowu - kolejny rozkład 14.05.09, 14:37
        Ja to sobie wyobrazam tak, ze on się bedzie o nią martwił i jej postawi karty
        "zdalnie". I potem do niej zadzwoni, że ma uważać właśnie na tego faceta. No ona
        niestety jak zawsze go zbagatelizuje.
        • romanticca Re: książka znowu - kolejny rozkład 14.05.09, 14:43
          Raczej nie powinien stawiać jej kart bez jej wiedzy i zgody...
          • ciemnanocka Re: książka znowu - kolejny rozkład 14.05.09, 15:20
            kurcze, a gdyby wczesniej zadzwonil i zapytał? i ona tak "dla swietego spokoju"
            się zgodzi?
            • romanticca Re: książka znowu - kolejny rozkład 14.05.09, 16:07
              Przeszłoby smile tylko musiałabyś jakoś pokombinować, żeby to miało
              ręce i nogi, bo skoro wróży, bo sie o nią martwi, to jak już
              zadzwoni to może zwyczajnie spytać co u niej smile
    • ines113 Re: książka znowu - kolejny rozkład 14.05.09, 17:24
      Jesli to ma byc ksiazka humorystyczna, to moglabys sprobowac problem
      ugryzc inaczej. Wrozby czesto brzmia enigmatycznie, zwlaszcza jesli
      nie sa stawiane na konkretne pytania, tylko ogolnie. Bohaterka
      moglaby wiec po swojemu zrozumiec ta wrozbe, a potem okazaloby sie,
      ze chodzilo o cos innego. Temat oczywiscie musialby byc tak dobrany,
      zeby bylo to smieszne.
      Chcialabym Ci podac jakis przyklad, ale nie przychodzi mi nic do
      glowy. Chodzi mi o cos w stylu takim, ze np. wrozba mowi o
      powiekszeniu sie rodziny, dziewczyna kombinuje w zupelnie innym
      kierunku, a na koncu sie okazuje, ze jej kotka ma male smile
      Zalozmy, ze jej przyjaciel ma jej wywrozyc, ze ktos jej szkodzi, to
      jesli bylaby to wrozba ogolna, to na kartach nie ma imion osob, o
      ktore chodzi, chyba ze chcesz pojsc na calosc i sie tym nie
      przejmowac, to mozesz pisac, ze wyczytal on dokladny rysopis osoby
      szkodzacej wink
      Wrozba dokladna i precyzyjna potrzebuje precyzyjnego pytania, czyli
      przyjaciel musialby pytac konkretnie o tego "Aniola" w kartach, zeby
      wysnuc wniosek, ze na 100% chodzi o niego.
      Chyba ze we wrozbie opisalby tak dokladnie jego postac, ze bohaterka
      sama wpadlaby, o kogo chodzi.
      Jednak tarocista raczej by nie przedstawial kart Tarota, jakie mu
      wyszly w rozkladzie, zeby przekonac kogos,kto sie nie interesuje
      kartami. Chodzi mi o to, ze nie bedzie mowil do kogos- "a widzisz?
      mowilam, ze krol bulaw to on!". To raczej przypomina takie spotkania
      przyjaciolek przy Tarocie na ploteczkach i bardziej dla rozrywki,
      niz na powaznie.
      Jesli chcesz stworzyc postac niepowazna, ktora sie zajmuje
      rozrywkowo kartami, to praktycznie mozesz sie wyluzowac i nie
      przejmowac etyka wrozbiarska ani niczym.
      Najprosciej byloby, jakbys taki gotowy fragment tekstu pokazala
      komus, kto zna Tarota, zeby sprawdzil, co mozna tam ewentualnie
      wkleic z konkretnych kart Tarota, co brzmi niewiarygodnie, co trzeba
      poprawic. Bo ja bym za duzo nie dawala kart do ksiazki, bo dla
      wiekszosci czytelnikow moze to byc temat nieinteresujacy, natomiast
      sama wrozba najciekawsza.
      Popatrz, jak kolezanka pojdzie do wrozki, to spytalabys pewno, co
      jej wywrozyla, a nie jakie karty padly. Podobnie z ta ksiazka moze
      byc.

      • ciemnanocka zamieszczam rozdział 14.05.09, 17:40
        Zbyt wiele nie zdradzę mam nadziejęsmile
        Oczywiście to fragment nie doszlifowany jeszcze, ale rola Tarota w książce
        będzie taka mniej więcej.

        Jessica Marchewka w roli Królowej Pucharów, Diabeł, a poza tym Rydwan
        Jadąc do Poznania swoją srebrną strzałą, jak nazywało jej samochód Indywiduum,
        Aleksandra Pieczka uśmiechała się podśpiewując.
        W głośnikach, nie wiadomo dlaczego słychać było dawno zapomniane „Wind of
        change” Scorpionsów. W sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież
        niedawny seans Tarota z Maćkiem powinien otworzyć jej oczy na wszelakie sprawy,
        a niestety jakoś o tym zapomniała. Miłość Maćka, wieloletniego przyjaciela
        Aleksandry do magii, w szczególności czarnej był znany wszystkim. Karty Tarota
        odziedziczył po ukochanej babci, od której się wszystkiego nauczył i co tu
        ukrywać, do Kart nabrał dużo szacunku.
        Często przyglądał się rozlicznym rozkładom, a z czasem pomagał w interpretacjach.
        Nawet babcia była zdziwiona, jakże one zawsze były trafne…
        Przepiękną, naznaczoną zębem czasu talię kart, z należnym szacunkiem
        przechowywał w koronkowym woreczku zrobionym niegdyś na szydełku przez
        Aleksandrę, następnie w pudełku z cedrowego drzewa. Gdyby nie alergia, która
        powodowała, że Maćkowi Filipiakowi na jakiś czas odechciewało się żyć, zapewne
        miałby już ze dwa czarne koty, które budziłyby go co rano, wpatrywały by się w
        niego zielonymi oczyma z niekłamaną miłością i na pewno nie przechodziłyby przez
        jego drogę. Chociaż może jak własny kot przejdzie przez drogę to nie jest źle?
        - O żesz! – zdenerwował się Maciek, gdy Aleksandra przemierzała jedną z
        gdańskich uliczek. – Ola, zawracaj. Spojrzę na mapę, może da się to jakoś objechać.
        - Maciek, co znowu? Dlaczego? – Aleksandra zatrzymała się na poboczu. – O czymś
        zapomniałeś?
        - Kot. – lakonicznie stwierdził Maciek. – Czarny. – dodał – cofnij w tę uliczkę
        i zawróć!
        - No chyba żartujesz? – Aleksandra zmrużyła oczy i z powątpiewaniem popatrzyła
        na Maćka. Niestety zdawała sobie sprawę, że Maciek nigdy nie żartował w sprawach
        tak istotnych jak kot, i to na dodatek czarny oraz przechodzący mu przez drogę.
        No nie mogło być nic gorszego. No, może baba z próżnymi wiadrami, ale o to w
        dzisiejszym, cywilizowanym świecie trudno. – Mogłeś splunąć przez lewe ramię. Na
        to samo by wyszło – zamruczała bez sprzeciwu szukając nowej drogi.
        - Nie będę pluć przecież w twoim samochodzie. – Odparł Maciek. – Tu mam jakiś
        objazd…
        - Dobra, jedziemy – Aleksandra z powątpiewaniem patrzyła na polną drogę, na
        którą wskazywał Maciej - Ale nie wiem czy cało z tego wyjdziemy. – dodała
        podskakując na piaszczystych wertepach.
        - Cało byśmy nie wyszli, jakbyśmy pojechali po kocie. – powiedział z wyższością
        Maciek – A tak, mamy przynajmniej szansę.
        - Za serwis ty płacisz, jak nam się coś urwie – mruknęła Aleksandra z lekka
        poirytowana.
        - Płacę, płacę. Wolę zapłacić niż przejechać po kocie. – uspokojony już Maciej,
        że nie będzie musiał jechać skażoną czarnym kotem drogą, odetchnął z ulgą –
        zobacz, polna droga się kończy, jesteśmy na głównej!
        Faktycznie. Byli na głównej. Aleksandra Pieczka niemalże zaczęła się modlić, by
        nie spotkali znowu czarnego kota, baby, czy innej drabiny. Mimo wieloletniej
        przyjaźni z Maćkiem nie bardzo znała się na tym. Niemniej jednak bardzo ceniła
        talenty Maćka w dziedzinie wróżbiarstwa, tylko nie zawsze brała je pod uwagę. No
        bo kto, jak nie on pierwszy ujrzał Diabła w kartach i Królową Pucharów, tę
        lafiryndę ciziowatą, co Indywiduum się z nią spoufalało.
        Ech.
        Trzeba było mu wierzyć.
        A nie naocznie się przekonywać.
        Królowa Pucharów, phi.
        Lafirynda, a nie królowa.
        Phi.
        ***
        Aleksandra odstawiła pod dom Maćka, który nie tylko przeżył drogę z Gdańska do
        Poznania cały i zdrowy, ale również obiecał, że jak panna Pieczka będzie się
        przemieszczała w przeciwną stronę z dobytkiem swojego życia, by odreagować stres
        w nadmorskim klimacie, również z nią pojedzie. No, bo kto jej pomoże w
        przeprowadzce, jak nie on?
        Maciej zapewne był w tym nie do zastąpienia.
        Niezastąpiona, jakby się wydawało, była również Aleksandra, dla oczekującego na
        nią Indywiduum, które siedząc na schodach przykrytych gazetą „Harward Business
        Review” zastanawiało się, jak przekonać swoją - byłą już - dziewczynę do tego,
        by puściła w niepamięć nic w sumie nieznaczący epizod w jego życiu z cizią
        lafiryndowatą i powróciła w jego stęsknione ramiona. Siedział tam już od godziny
        i strasznie się nudził. Nie zdecydował się jednak wyciągnąć spod swojego tyłka,
        odzianego w niesamowicie drogie jeansy, gazety, by sobie umilić czas
        oczekiwania, bo bał się, że te niesamowicie drogie jeansy od razu mu się
        zafajdają. Stać już nie miał siły. W końcu czekał już na nią od trzech godzin.
        Najpierw poczuł perfumy.
        Zrobiło mu się gorąco. Sięgnął po wielki kosz kwiatów, który jeszcze tego samego
        dnia jego sekretarka zamawiała w kwiaciarni nieopodal, otrzepał niewidzialne
        pyłki ze swoich Levisów i stanął na baczność w wyczekiwaniu.
        Aleksandra Pieczka wchodząc na górę najpierw zobaczyła błysk butów, a następnie
        ich właściciela utrzymującego z ledwością kosz kwiatów wielki jak stodoła.
        - O nie. – stwierdziła lakonicznie Aleksandra i odwróciła się w celu szybkiej
        ucieczki od gnębiącego, jak jej się wydawało, Indywiduum.
        - Oleńko, poczekaj! Porozmawiajmy! – Wykrzyknęło Indywiduum, rzucając kosz na
        podłogę i łapiąc Aleksandrę za ramię. – Nie odchodź. Ja proszę tylko o rozmowę!
        - Popatrz jaki grzeczny… - mruknęła Aleksandra. – O coś prosi. Koniec świata. –
        Na głos powiedziała, złowrogo mrużąc oczy – Słucham. Masz pięć minut.
        - Oleńko… Kwiatki ci przyniosłem… Proszę… Proszę chodź ze mną w bardziej
        neutralne miejsce… Tu… Tu wszystko mi się kojarzy…
        Oleńka starała się być niewzruszona, ale gdy Indywiduum uklękło przed nią i
        przytuliło do niej głowę, zmiękła.
        - Poczekaj… A raczej wejdź… Zostawię tylko bagaże, trochę się umyję po podróży i
        wyjdziemy. Ale tylko na godzinę. Nie dłużej.
        - Choćby na pół… - Indywiduum w niczym nie przypominało przedsiębiorczego
        biznesmena, mającego biuro na szczycie wieżowca. Bardziej było podobne do
        basseta sąsiadów. A przynajmniej jego błagalny wzrok.
        Darek, czyli Indywiduum, przycupnął na skraju niepościelonego łóżka, przypomniał
        sobie, jak Lipnicka śpiewała o tym, że pościel jeszcze pachnie ogniem ich ciał i
        westchnął.
        Aleksandra Pieczka wyszła właśnie spod prysznica, otulona miękkim szlafrokiem.
        Indywiduum ponownie westchnęło.
        - Przejdź do drugiego pokoju. Muszę się ubrać.
        Darek posłusznie wstał i wyszedł z tęsknotą spoglądając na lekko wilgotne włosy
        Aleksandry. W drugim pokoju pospiesznie wystukał smsa o treści „Dzisiaj nie.
        Zadzwonię potem. Nie dzwoń, mam ważne spotkanie” i wysłał do kogos, kto widniał
        w telefonie jako „J.M.”.
        W tym samym czasie z pokoju wyszła Aleksandra. Włosy miała związane w koński
        ogon tak ciasny, że mogłoby się wydawać, że jej oczy zrobiły się skośne. Jej
        czarna sukienka do kostek wyraźnie wskazywała, z jakim nastawieniem Aleksandra
        Pieczka ma zamiar wyjść z Indywiduum.
        - Gdzie idziemy? – zapytała – A zresztą obojętnie. Masz godzinę. – Odrzuciła
        włosy na plecy i wskazała Darkowi drzwi.
        ***
        • ciemnanocka cd. 14.05.09, 17:42
          ***
          - No nie mów, że idziemy do ciebie do pracy – ze zdziwieniem zawołała, gdy
          podjechali pod biurowiec.
          - No… Mieszkam tam chwilowo… - mogłaby przysiąc, że Indywiduum się zarumieniło.
          – I mam niespodziankę…
          - Miało się nie kojarzyć – mruknęła Ola. – A tu kompletnie nic, nic mi się nie
          kojarzy prawda? - krzyknęła - To wcale nie tutaj obściskiwałeś tą lafiryndę!
          - Proszę… Godzina dla mnie… Dobrze?
          Aleksandra spojrzała na zegarek.
          - Godzina to była pod moim domem. Masz czterdzieści minut.
          Spojrzała na telefon, który wibrował od pewnego czasu. Odebrała.
          - Maciuś, kochany, nie mogę teraz. Jaka Królowa Pucharów? Znowu? – westchnęła –
          Te same karty?… Jakie kije?... Osiem kijów? Maciuś mów do mnie po ludzku!...
          Rycerz? Ja zadzwonię później, okej? Na spokojnie pogadamy! – odłożyła słuchawkę,
          nic nie rozumiejąc.
          - Znowu ci karty stawiał?
          - No chyba tak. Ale nic nie rozumiem. – spojrzała na Darka – no dobra, to gdzie
          chcesz rozmawiać?
          Wziął ją za rękę, mimo iż się wyraźnie ociągała i zaprowadził do windy. Po
          chwili byli przed drzwiami biura. Otworzył je. Zza nich dobiegła ją woń kwiatów
          i włoskiego jedzenia. Na podłodze, na biurku, na wszystkich możliwych miejscach
          były porozstawiane małe świeczki. Aleksandrę ścisnęło w gardle.
          - Darek… Wychodzę. Natychmiast wychodzę…
          - Poczekaj trochę. Proszę… - podstawił jej pod nos talerz z pachnącym spaghetti,
          nalał wina do kieliszka.
          Romantyczna z lekka Aleksandra nie mogła się temu oprzeć.
          Ku przerażeniu Maćka, siedzącego u siebie w domu nad Tarotem i wyraźnie
          widzącego zdradę, została zaniesiona na sofę i całowana, niemalże od stóp do głów.
          Gdy odchyliła jednak głowę, by w miłosnym uniesieniu zaczerpnąć świeżego
          powietrza, zobaczyła zdjęcie…
          Zdjęcie było zatknięte za ramkę z certyfikatem jakości ISO.
          Na nim widniała lafirynda ciziowata w niedwuznacznej pozie i w skąpym stroju.
          Bardzo skąpym.
          Miłosne uniesienie Aleksandry prysło natychmiast.
          Tchu zapomniała również zaczerpnąć.
          Zrzuciła z siebie nic nierozumiejącego Darka, wstała na równe nogi, sięgnęła po
          zdjęcie, na odwrocie którego czerwonym flamastrem była napisana dzisiejsza data,
          a poniżej dedykacja:
          „Kochanemu Kiciusiowi - Jessica Marchewka”.
          Aleksandrze Pieczce spaghetti niemalże wyszło z żołądka razem z winem, które piła.
          Wstała bez słowa. Nawet w oczach zamiast łez miała drwinę.
          Z kimś, kto się tak nazywa nawet nie miała zamiaru konkurować.
          Jessica Marchewka.
          Tą to rodzice dopiero skrzywdzili…
          Kiciuś.
          Fuj.
          ***
          • dobema Re: cd. 14.05.09, 18:24
            dla mnie bomba smile

            myślę że takie wiadomości o Tarocie są w sam raz, nie przestraszą
            przyszłych czytelników smile

            Mi się bardzo miło czyta. A jutro już bedę miała w garsic Twoją
            pierwsza książkę... już nie mogę się doczekać.
        • ines113 Re: zamieszczam rozdział 14.05.09, 18:54
          Pojawiajace sie karty Tarota sa podawane w tak luzny sposob, ze
          faktycznie nie jest konieczna szczegolowa znajomosc kart, podajesz
          tylko tyle, zeby bylo wiadomo, ze mowa o Tarocie smile
          I tak jest ok moim zdaniem.
          Krolowa pucharow zamienilabym na kr. bulaw, bo puchary to uczucie,
          a bulawy to seks i romansowanie.
          Jesli chodzi o postac Macieja, to wydaje sie on zbyt poczciwy, zeby
          zajmowac sie "czarna magia", chyba ze rozumiesz to okreslenie jakos
          specyficznie? Poza tym wydaje mi sie to sprzeczne, ze Maciej lubi
          koty i jednoczesnie wierzy, ze czarny kot, ktory przejdzie droge,
          przynosi pecha. Wspolczesne wrozki nie sa tak przesadne, jakby sie
          moglo wydawac smile Nie trzymalyby czarnych kotow, jakby wierzyly, ze
          przynosza one nieszczescie. I w ogole Tarot nie ma nic wspolnego z
          przesadami, choc dla celow ksiazkowych mozna stworzyc oczywiscie
          taka poczciwa postac jak Maciej, ktory stawia karty, zeby ochronic
          przyjaciolke, ostrzec ja przed niewlasciwymi facetami, a przy tym
          jest przesadny, jak pokolenie babci, od ktorej dostal karty.
          Trzeba wziac pod uwage fakt, ze wiekszosc osob, ktore beda to
          czytac, prawdopodobnie nie zna srodowiska osob wrozacych, wiec moga
          sobie wyrobic opinie na ten temat na podstawie Twojej ksiazki
          wlasnie.
          Takie to zabawne, ze ktos moze sie smiac z tarocistow, jacy sa
          przesadni, gdy tymczasem oni moga byc bardziej nowoczesni w tym
          wzgledzie niz reszta smile
          Oczywiscie tarocista jest wrazliwszy na "znaki", jakie podsuwa mu
          rzeczywistosc w postaci pewnych zdarzen, ale wynika to raczej z
          lepszego rozumienia mowy intuicji niz z przesadow.
          Twoj tekst ma jednak przede wszystkim bawic, odprezyc i wywolac
          usmiech na twarzy, wiec nie traktuj tego, co napisalam, jako
          wskazowke, co jest zle, tylko luzne przemyslenia na temat tarotowy
          pojawiajacy sie w tym fragmencie smile
          • dobema Re: zamieszczam rozdział 14.05.09, 19:25
            z tym kotem to masz rację Ines, też zwróciłam na to uwagę, sama mam
            czarną kocicę, wiele razy koty przebiegały mi drogę i nie był to dla
            mnie problem.
            W tym wypadku jest to fikcja literacka i ma nam się to miło czytać,
            więc można przymróżyć na to oko wink
            • ciemnanocka Re: zamieszczam rozdział 14.05.09, 21:44
              Zmienię na Królową Buławsmile

              Co do kotasmile Maciuś jest pozytywnie zakręconym człowiekiem, sam nie bardzo
              chciał się zając tym Tarotem, ale jakoś samo wyszło. Prawie przez przypadek.
              "wyssał z mlekiem babci". Sam generalnie jest zaskoczony, że to mu się sprawdza.
              Jakoś liznął otoczkę czarów, magii i stał się zabobonny we wszystkich kierunkach.
              Poczciwina taka.smile
              Więcej nie zdradzamsmile


              Ale pomóżcie mi prosze z tym facetem przeszkadzającym...
              • krolowa.mieczy Re: zamieszczam rozdział 15.05.09, 06:53
                ciemnanocka napisała:


                >
                > Ale pomóżcie mi prosze z tym facetem przeszkadzającym...

                Przyszło mi teraz do głowy że Cesarz którego zaproponowała Ines albo Romantica
                (sorry, nie pamiętam choć przed chwila czytałam...)
                mógłby stać w kartach przy walecie mieczy. To moje własne doświadczenia z tym
                walecikiem w talii 78 drzwi: podglądactwo, wścibstwo, kombinowanie, obserwacja
                innych (pasowałby mi też np na złodzieja); nie wiem czy on, znaczy walet mieczy,
                mógłby mówic o rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji... Jesli nie to można
                dorzucić np 6 monet albo 5 mieczy.

                Co wy na to?

                smile

                PS
                Fragmenty świetne i wartki jezyk, tempo. A w weekend zamówię sobie Milaczka big_grin
                • krolowa.mieczy Re: zamieszczam rozdział 15.05.09, 08:59
                  I jeszcze coś.

                  Żeby był happy end to ostatnią karta może być np as kielichów albo 3 kielichów
                  albo 9 kielichów...
              • ines113 Re: zamieszczam rozdział 15.05.09, 17:34
                ciemnanocka napisała:


                >
                >
                > Ale pomóżcie mi prosze z tym facetem przeszkadzającym...

                Plotki i oszczerstwa to 7 mieczy, moze bym polaczyla z ksiezycem,
                zeby poglebic odczucia negatywne.
                Prostytucja... zdaniem Jozwiaka np. to 9 denarow, ja bym dodala
                koniecznie diabla, ale zauwaz, ze jedna karta mowi o wielu sprawach,
                a nie ma stalych polaczen, ze jak sie polozy ta + ta to znaczenie
                takie i takie. To sie odczytuje z calego rozkladu kart.
Pełna wersja