ciemnanocka
26.05.09, 23:48
A może by komuś się chciało i postawił karty książce?
1. czy w wydawnictwie bedzie się podobac
2. czy czytelnikom bedzie sie podobac
3. jak bedzie wygladala sprzedaz
4. kiedy mi ją wydadza
i fragmencik, jeszcze bez korekty i redakcji
***
- Tośka znowu ukradła mi Wisielca! – poskarżyła się na wstępie pani Anastazja
Filipiak – obcałowując Aleksandrę, a zaraz potem Maćka. – Nie mam siły za nią
ganiać. Od trzech dni psoci i kradnie. – wskazała na białego kota, który
właśnie oblizywał kartę Wisielca, siedząc na wysokiej szafie. – Nie ma nic
poszanowania dla kart. – podreptała do pokoju – Chodźcie za mną. – Maciek
zabierz jej tę kartę, bo bez tego ani rusz. Denerwuje mnie ta Tośka z
Wisielcem. Może to jakiś znak? – otworzyła szafkę i wyciągnęła ciasteczka –
Wiedziałam, że goście będą. Mile widziani. Ale nie wiedziałam, że to wy.
Miałam zapytać, no ale Tośka mi Wisielca zwinęła. Masz już go? – zawołała do
Maćka, który polował na korytarzu na zadowoloną wyraźnie z życia kotkę.
- Mam! – kichnął Maciek. – Obśliniona trochę.
- Daj, wytrę. Jeszcze się Tarot na mnie obrazi przez tego kota. – powiedziała
wyciągając rękę po kartę – Herbatka na stole, ciasteczka też… Schowam je i
pogadamy.
- Babciu, nie chowaj… Postaw karty Niuni…
- Niunia, od kiedy ty chcesz mieć karty stawiane? – zdziwiła się babcia.
- Ech, życie mi się sypie… - zaczęła Aleksandra. – I chciałabym wszystko...
- Nie kończ kochana, jak mam ci karty stawiać. – podała talię Aleksandrze. –
Potrzymaj je, dziecko troszkę. Poprzekładaj, pobaw się nimi…
Aleksandra wzięła karty od babci i przekładała je w dłoniach.
- Tośkę wyrzucimy. – zarządziła babcia, złapała polującą na karty już kotkę i
wystawiła ją na korytarz, po czym zamknęła drzwi.
Po chwili siedziała już nachylona w skupieniu nad kartami.
- Ty, znowu ta Królowa Buław – szepnęła cicho Aleksandra. Maciek tylko położył
palec na ustach.
- Duże zamieszanie… - zaczęła pani Anastazja. – Z jednej strony przykre
sprawy, rozstanie, przez romans z inną… Ale o tym już chyba wiesz, bo to już
było. Dobrze że się tak stało…
- Dobrze? – Aleksandra była zdziwiona.
- Jak nie teraz, to później. On ma to we krwi. Ale widzę zmiany pozytywne!
Rydwan, As Monet… Przeprowadzka. Bardzo pozytywnie! I to już na dniach.
Aleksandra zamarła, wpatrzona w babcię Maćka. Po chwili zwróciła oczy w stronę
przyjaciela z niemym pytaniem „mówiłeś jej coś?”. Maciek pokręcił przecząco głową.
- Miłość widzę. I dwóch ich będzie. Tacy sami! Koło Fortuny i Dwa Puchary,
widzisz Maćku? – uśmiechnęła się babcia. – Trochę też kłopotów, ale je pokonasz.
- Miłość? – zainteresowała się Aleksandra. – Ale wrócę do Darka?
- Nie, kochana. Tamto to już przeszłość. Nowe wyzwania przed tobą. Jak nie
popsujesz tego, to fajne życie cię czeka!