Dodaj do ulubionych

Wybór tematu habilitacji

17.05.07, 15:39
Z ciekawości zapytam, jak długo trwało, aż ustaliliście sobie temat
habilitacji? Ja niby mam przed sobą mnóstwo czasu, bo obrona doktoratu dopiero
na jesieni. Ale właśnie przy doktoracie przez dwa lata szukałam właściwego
tematu (albo raczej doprecyzowywałam wariant ostateczny) i do dziś mam
poczucie, że te dwa lata były, w pewnym sensie, stracone - to, co przez ten
czas przeczytałam, i tak musiałam czytać potem ponownie, bo pod innym kątem...
Wolałabym nie powtarzać tego samego przy habilitacji.

A jak było/jest u Was?
Obserwuj wątek
    • niewyspany77 Re: Wybór tematu habilitacji 17.05.07, 21:36
      elwinga napisała:

      > Z ciekawości zapytam, jak długo trwało, aż ustaliliście sobie temat
      > habilitacji? Ja niby mam przed sobą mnóstwo czasu, bo obrona doktoratu dopiero
      > na jesieni. Ale właśnie przy doktoracie przez dwa lata szukałam właściwego
      > tematu (albo raczej doprecyzowywałam wariant ostateczny) i do dziś mam
      > poczucie, że te dwa lata były, w pewnym sensie, stracone - to, co przez ten
      > czas przeczytałam, i tak musiałam czytać potem ponownie, bo pod innym kątem...
      > Wolałabym nie powtarzać tego samego przy habilitacji.
      >
      > A jak było/jest u Was?

      Ja sie nad tym zastanawialem - jesli juz - to w kategorii potencjalnego kierunku
      rozwoju mojego dorobku a nie konkretnego tematu - czytam teksty i widze gdzie sa
      luki, czym mozna sie zajac. Potencjalnych "porzadnych" tematow byloby kilka juz
      na dzien dobry. Mysle ze to kwestia podejscia. Zakladajac ze habilitacja =
      monografia na jakis specyficzny temat to nie widze problemu :) I mysle ze trzeba
      czytac czytac i czytac, i szukac dziur ;)
      • profes0r Re: Wybór tematu habilitacji 17.05.07, 21:42
        I to jest chyba najlepsze rozwiązanie - nie traktować tematu habilitacji jako
        związanego z habilitacją, tylko po prostu poszukać sobie nowego tematu
        badawczego, a habilitacja wyskoczy niejako przy okazji. Ja jechałem do USA z
        obmyślonym pomysłem na habilitację, który padł po miesiącu kwerendy
        bibliotecznej, natomiast coś, co początkowo uważałem za pomysł na artykulik,
        rozwinęło się w monografię, którą z tychże Stanów przywiozłem i na podstawie
        której się habilitowałem.
        • janek10555 Pytanie do profes0ra 20.05.07, 12:20
          Mam wrażenie, że wszyscy zabierający głos w tym wątku są humanistami. Dlatego
          rozmowa na temat habilitacji powinna być podzielona: osobno nauki humanistyczne,
          osobno nauki przyrodnicze. Na przykład w naukach biomedycznych wybór tematu
          przekłada się na potrzebne do tego środki finansowe.
          Mam jednak pytanie do profes0ra jako człowieka z "grupy trzymającej władzę" na
          uczelni. Częstym zarzutem pod adresem ludzi z ambicjami habilitacyjnymi jest to,
          iż ich temat nie nie jest nowatorski albo praca zawiera zbyt mało wyników(????).
          Ostatnio na jednej z polskich akademii medycznych rada wydziału odmówiła
          nostryfikacji habilitacji zrobionej w dobrym ośrodku niemieckim i opublikowanej
          w czołowym piśmie (IF powyżej 8). Zarzut - praca nie jest nowatorska.
          Pytanie jest następujące: czym tak naprawdę kierują się rady wydziałów przy
          ocenie habilitantów? Czy czasem koneksje i modne teraz "układy" nie mają
          znaczenia? Proszę tylko o szczerą odpowiedź.
          • bumcykcyk2 Re: 26.05.07, 18:07
            janek10555 napisał:

            > Pytanie jest następujące: czym tak naprawdę kierują się rady wydziałów przy
            > ocenie habilitantów? Czy czasem koneksje i modne teraz "układy" nie mają
            > znaczenia? Proszę tylko o szczerą odpowiedź.

            Szczerze - co ma znaczenie? Kto był promotorem doktoratu delikwenta, to po
            pierwsze. Po drugie, czy to "swój" człowiek (znaczy z macierzystego wydziału),
            czy też zrzut z innego ośrodka (wtedy pytanie - czy to ośrodek zaprzyjaźniony z
            nami, czy nie, no i kto personalnie za delikwentem stoi). Jak facet jest z
            zagranicy, to znaczy, że nikt z "naszych" za nim nie stoi, a wtedy mogiła i
            żaden IF nie pomoże (nawet zaszkodzi, bo nic tak nie drażni, jak człowiek z
            autentycznym dorobkiem światowym, takiego uwala się dla przykładu, żeby nie
            podskakiwał - a jak będziemy mieli dobry humor to mu się za jakiś czas pozwolimy
            habilitować w Rzeszowie albo Toruniu i niech potem odpracowuje naszą łaskę
            kilkuletnim wygnaniem na zadupiu)

            Poza tym, liczy się to, czy członkowie Rady Wydziału są przyjaźnie nastawieni do
            habilitanta, to jest czy pili z nim wódkę na wyjazdowych konferencjach, śpiewali
            razem 'hej sokoły', etc.

            Najmniej liczy się przebieg kolokwium i ocena cegły czyli samej habilitacji,
            której nikt z członków Rady Wydziału nigdy nie zwykł czytać (kartkuje sie
            dopiero na posiedzeniu, bezpłatne egzemplarze, które dostarczył habilitant)
            • janek10555 Re: 27.05.07, 00:08
              Dzięki za szczerą odpowiedź. Piszesz to z pozycji członka rady wydziału czy
              szarego doktora?
              Nie pozostaje nic innego, jak wyjechać. Chyba że ktoś ma inne pomysły?
              • harry1973 Re: 27.05.07, 00:44
                > Nie pozostaje nic innego, jak wyjechać. Chyba że ktoś ma inne pomysły?
                cholerny swiat - ja!
                ide po piwo do nocnego
                • profes0r @janek10555 29.05.07, 11:02
                  Przepraszam za zwłoki, ale bujałem się po kraju, m.in. produkując doktorów :].

                  > Pytanie jest następujące: czym tak naprawdę kierują się rady wydziałów przy
                  > ocenie habilitantów? Czy czasem koneksje i modne teraz "układy" nie mają
                  > znaczenia? Proszę tylko o szczerą odpowiedź.

                  Szczera odpowiedź może być tylko jedna - zależy od Rady Wydziału. Zaliczyłem w
                  swojej nie tak znowu długiej karierze dwie - pierwszej można było raczej
                  zarzucić zbytnią spolegliwość, nawet gdy habilitant bardzo się starał, by
                  zawalić kolokwium i wykład, rada i tak wspólnym wysiłkiem go przepychała w
                  objęcia CK, a byli to również i kandydaci z zewnątrz, OIMW bez powiązań
                  towarzyskich na wydziale. Obecna natomiast jest - i mogę to powiedzieć z całą
                  odpowiedzialnością - wrednie merytoryczna, i do kolokwium nie dopuszcza miernot.
                  Zresztą może właśnie dlatego w mojej branży habilitowanie się u nas zrobiło się
                  ostatnio modne.

                  Natomiast z moich obserwacji i rozmów wynika, że - nawiązując do Twojego
                  przykładu - na uczelniach medycznych krewni i przyjaciele królika wciąż
                  odgrywają decydującą rolę. O brak nowatorskiego charakteru pracy zawsze
                  najłatwiej habilitanta zahaczyć, a jeśli jeszcze nie daj ponbócku pracę zrobił
                  zagramanicą, dochodzi do tego kompleks psa ogrodnika.

                  Ale znowu - każdy przypadek jest inny. W zeszłym roku osobiście przyłożyłem rękę
                  do odmowy nostryfikacji dwóch doktoratów zrobionych w Anglii na
                  uczelniach-krzakach, bo takowe również i tam istnieją. Opisywanego przez Ciebie
                  przypadku nie znam, a i branża zupełnie nie moja, więc trudno powiedzieć, czy
                  habilitant poległ słusznie czy niesłusznie.
                  • janek10555 Co to takiego "uczelnia krzak", profes0rze? 29.05.07, 13:45
                    Domyślam się, w naukach humanistycznych trudno o obiektywizm w ocenie pracy
                    naukowej. W medycynie jest to , moim zdaniem, łatwiejsze. Jeżeli coś jest
                    opublikowane w dobrym piśmie (wysoki Impact Factor),to znaczy, że przeszło przez
                    sito anonimowych recenzji pisanych zwykle przez ekspertów. Istnieje cała masa
                    pisemek bez żadnego IF. Zwykle są to polskie wydawnictwa publikujące przyjaciół
                    królika i innych znajomków. W imię zasady: dziś ty mnie ja jutro tobie. Według
                    listy Ministerstwa Nauki mają one 5 pkt. I tak ludzie ciułają mozolnie punkty do
                    habilitacji, publikając nieistotne rzeczy w nieistotnych pismach. Przyjęło się ,
                    że dobrze w dorobku habilitanta wyglądają jedna lub dwie prace z jakimkolwiek
                    IF. Ludzie walczą więc o IF rzędu 0,2 -0,6. Większość profesorów z rad wydziałów
                    akademii medycznych na oczy nie widziała IF większego niż 1. Tak więc uwalenie
                    habilitacji opublikowanej Z IF 8 jest przegieciem. I takie praktyki są, moim
                    zdaniem, najważniejszym argumentem za zniesieniem habilitacji.
                    Na koniec mam pytanie. Co to takiego "uczelnia krzak"? Czy nie powinno się
                    patrzyć na wartość merytoryczną doktoratu a nie na to gdzie został zrobiony?
                    Równie dobrze ktoś w USA może powiedzieć, że doktorat z UW nie ma dla niego
                    wartości , bo UW to mało znana "uczelnia krzak".
                    • profes0r Re: Co to takiego "uczelnia krzak", profes0rze? 29.05.07, 17:21
                      > Na koniec mam pytanie. Co to takiego "uczelnia krzak"? Czy nie powinno się
                      > patrzyć na wartość merytoryczną doktoratu a nie na to gdzie został zrobiony?
                      > Równie dobrze ktoś w USA może powiedzieć, że doktorat z UW nie ma dla niego
                      > wartości , bo UW to mało znana "uczelnia krzak".

                      Jak napisał podmówca, "uczelnia krzak" to uczelnia nieakredytowana w danym
                      kraju, zwykle sprzedająca dyplomy za skromnym "co łaska", często on-line, często
                      na podstawie "doświadczenia zawodowego". W każdym kraju jest ich mnóstwo,
                      również w USA i WB, 5 sekund na googlu powinno Ci znaleźć ich kilkadziesiąt, ot,
                      choćby :

                      www.brixtonuniversity.com/
            • illogical Re: 29.05.07, 17:06
              Nareszcie rzetelna opinia demaskujaca mafie okopane dobrze w Radach Wydzialow i
              radach Instytutow. Moje osobiste wnioski ida jeszcze dalej. Mianowicie szanse na
              habilitacje rozstrzygaja sie w duzej mierze przy wyborze promotora. Jesli to
              szara eminencja wydzialu, to pozostaja one spore. Zachodzi duzo
              prawdopodobienstwo transakcji wiazanej: ja ze wspierajaca mnie mafia pomozemy Ci
              w uzyskaniu habilitacji (nie trzeba wrecz posiadac zadnego dorobku naukowego,
              przeciez to Rada wyznacza recenzentow, a na kolokwium habilitacyjnym krzywdy
              nikt nie da zrobic "swojemu"), ty dostaniesz synekure do konca swych dni, a w
              zamian dostaniemy jeden glos wiecej na Radzie Wydzialu (dr hab. wchodza tam z
              urzedu) i z tym wieksza latwoscia mozemy forsowac dowolne wnioski. Nlezy takze
              zwroci uwage, ze swiezo namaszczony dr hab. czestokroc nie juz wyboru i musi
              juz glosowac w sposob, w jaki zdecyduje mafia. W przeciwnym wypadku nieuczciway
              sposob uzyskania habilitacji moze zostac ujawniony.

              Na swoje szczescie, kiedy wybieralem promotora, nie kierowalem sie tymi
              preferencjami i dzis jestem bardzo zadowolony, ze nie zostalem czlonkiem mafii.
              Dosc szybko zorientowalem sie na czym polega to oszustwo i dalem sobie spokoj z
              kpina nazywana praca naukowa.
              • profes0r Re: 29.05.07, 17:21
                > przeciez to Rada wyznacza recenzentow, a na kolokwium habilitacyjnym krzywdy

                A to już od jakiegoś czasu nie jest prawdą.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka