carrola1
04.06.07, 22:29
„Jak paw przez jezdnię przechodził”
Po chodniku szedł raz paw
I tak myślał sobie:
- Jestem taki piękny, ach,
jak dostojnie chodzę.
Podziwiają mnie na pewno
wszyscy dookoła,
bo urodą nikt tu ze mną
zrównać się nie zdoła.
Doszedł paw do skrzyżowania
i choć światło miał czerwone,
on na jezdnię wejść chciał zaraz,
żeby przejść na drugą stronę.
Lecz ktoś krzyknął:
- Stój co robisz!
Poczekaj chwileczkę,
Wszak przez jezdnię się przechodzi
Tylko na zielonym świetle!
A paw odparł dumnym głosem:
- Mnie to nie dotyczy,
ja na każdym świetle mogę
chodzić po ulicy,
bo mam ogon taki piękny,
taki kolorowy,
że aż na mój widok stają
wszystkie samochody.
- Zresztą zaraz sam zobaczysz-
krzyknął paw na koniec
i na jezdnię wszedł,
choć światło
było wciąż czerwone.
Wtem usłyszał pisk hamulców.
- Ratunku – zawołał
skoczył w górę, uszedł z życiem,
lecz już bez ogona.
Długo potem opłakiwał
Swoje pawie pióra.
Stał przed lustrem i powtarzał:
- Wyglądam jak kura.
Ale już od tamtej pory,
Gdy idzie przez miasto,
To cierpliwie zawsze czeka
Na zielone światło.
Juliusz Wasilewski
PRZYGODA MAŁEJ KROPLI
Wpadła kropla do strumienia, strumień płynie od niechcenia.
Do strumienia wpada struga, najpierw jedna, potem druga
i już jako spora rzeczka strumień dotarł do miasteczka.
Płynie kropla niezbyt szybko, to za listkiem, to za rybką.
Aż tu nagle młode pstrągi mówią: - Kryj się wodociągi!
Naszą kroplę coś chwyciło i wciągnęło z wielką siłą.
I już kropla płynie rurą, gdzie jest ciemno i ponuro.
Przerażoną i zemdloną, kroplę w filtrach oczyszczono.
I po chwili szumi w kranie, w filtrowanym czystym stanie.
Z kranu wpadła wprost do pralki, gdzie się prały jakieś halki.
Prąd po pralce krople toczy, mydło krople gryzie w oczy.
Wreszcie bardzo wyczerpana, zaplątała się w falbanach.
Teraz wisząc koło pieca, tak piecowi się poleca:
Grzej mnie piecu jak najwięcej, żebym miała wolne ręce.
Gdy się znowu stanę parą to ucieknę jakąś szparą.
(autor? Być może Joanna Kulmowa – ale nie jestem pewna)
„ W akwarium”
Tańczą w przejrzystej wodzie,
przyglądam im się co dzień.
Jedna rybka wąsata –
To na pewno tata.
Ta gruba, przejrzysta,
To mama – oczywista.
Jest także mały synek,
schował się za roślinkę.
Przed południowym słonkiem
Wachluje się ogonkiem
(autora nie znam)