magliano
07.09.07, 10:36
Prowadzę indywidualne zajęcia z pięcioletnim chłopcem
(typ "wszystkowiedzący", "wszechmogący", zawsze obrażony, znudzony i
niechętny do współpracy). Na koniec zajęć zawsze dołącza mama, z
ciekawością wypytuje o efekty terapii i zalecenia do dalszej pracy.
W tym czasie jej dziecko (z którym ewidentnie sobie nie radzi, o
czym też mnie informuje, opowiada sytuacje z życia oraz zadaje
pytania mające wspomóc proces wychowawczy) robi co mu się podoba.
Zawsze na tym etapie dostaje ode mnie kilka propozycji na zabawę:
rysowanie, układanki, książeczki lub spokojne poczekanie na koniec
rozmowy z mamą. Chłopiec zazwyczaj jednak nie jest się w stanie
zająć niczym, gdyż najlepszą dla niego zabawą jest właśnie
przeszkadzanie. Ostatnia próba wyegzekwowania jakiegokolwiek ładu
zaowocowała wielkim płaczem (nie przyjął prośby o dwie minuty
spokoju i wybór zabawy dla siebie, nie podjął żadnej rozmowy na ten
temat). Zachowanie dziecka wzmocniła mama, tuląc go i ostatecznie
przekreślając wszystko, co próbowałam uzyskać. Mhh ...
Muszę przyznać, że było naprawdę niefajnie, nazbyt emocjonalnie dla
wszystkich, no i zupełnie niekonstruktywnie

Jak radzicie sobie w takich/podobnych sytuacjach? Rozumiem, że w
obecności takiej mamy niewiele da się zrobić, ale czy nie reagować w
ogóle? Mam pewien zamęt ...