grejdi
22.09.08, 21:12
Witam. W grupie, którą prowadzę jest chłopiec, z którym mam wielki
problem. Jest w przedszkolu od 2 tyg. cała adaptacja to pasmo
niepowodzeń.
Dziecko nie mówi - choć nie - mówi w swoim języku, powtarza
zasłyszane słowa (nie zawsze), z reguły krzyczy, jego reakcje są
nieadekwatne do sytuacji. Nie odpowiada na pytanie "tak - nie".
Nie nawiązuje kontaków z innymi dziećmi, ale bardziej martwi mnie
to, że nie mogę nawiązać z nim kontaktu wzrokowego. Nie słyszy,
kiedy go wołam, czasami wykona jakąś prośbę. Ale sporadycznie (typu -
włóż książkę do szuflady). Bawi się sam - izoluje się od innych -
dzieciaki też już nie zachęcają go do zabawy, wręcz boją się jego
reakcji.
Siada w kole tylko razem ze mną, ale uczestniczy w zajęciach
biernie...
Chłopiec nie je, nie potrafi trzymać łyżki, nie sygnalizuje potrzeb
fizjologicznych, nie mówi, kiedy się oddala. O trzymaniu kredki nie
wspomnę...
Podczas rozmowy z matką mam wrażenie, że ona... jest matką innego
dziecka - bo cyt. "jej dziecko wie, jak się nazywa, jej dziecko w
domu pracuje z książką, jej dziecko samodzielnie".
Na sugestię, aby wybrać się do logopedy, odparła, że nie ma takiej
potrzeby bo jej lekarka tak powiedziała... Dziś po poinformwaniu
przeze mnie, iż niezbędna będzie wizyta w poradnii odpowiedziała, że
owszem, tak, ona rozumie, ale... to chyba nie jest konieczne. Bo ona
sądzi, że synuś wszystkiego nauczy się w przedszkolu - łącznie z
myciem rąk i zębów czego nie potrafi....
Ręce mi opadają. Szkoda dzieciaka. Już nie wiem, czy ma zaburzenia
czy to zaniedbanie ze strony rodziców.
Wygadałam się. A teraz proszę o rady.