buszka24
16.03.09, 20:27
Mam problem zdaje się wychowawczy.
Przejęłam grupę sześciolatków (wcześniej nie chodzili do
przedszkola) po zmarłej nauczycielce, która owszem była przekochaną
osobą, ale na wiele pozwalała. Mijają już dwa tygodnie, jak pracuję
i nie mogę ich okiełznać. Kilka rzeczy mi się udało zrobić, ale nie
mogę wypracować, żeby chwilę spokojnie posiedzieli podczas zajęć, do
tego doszło, że aby ich opanować w ich czasie wolnym (bo cuda
wyprawiają) daję im gry, puzzle, bo inaczej by salę roznieśli. Jak
zdaję sobie sprawę, że dzieci rozpiera energia, ale żeby powtarzać
2o raz to samo?? Może są jakieś sposoby na "utemperowanie"?
Wymyśliłam już tablicę zachowania, codzienne przypominanie zasad
typu: ja mówię wy słuchacie, wy mówicie, jak słucha, itd. przynosi
mierne rezultaty. Wiem, że to ode mnie zależy itd. ale jestem
przedszkolanką dopiero 11 dni, to moja pierwsza praca, na praktykach
nie było takiego czegoś, dziś wróciłam wściekła jak osa do domu, bo
w grupie mam "dyskutanta", każde polecenie musi skomentować, zasady
gry ustala dla innych nie dla siebie, ogólnie jest przemądrzałym
dzieckiem, ale go toleruję i nagrdzam za dobre zachowanie.
Pomóżcie, bo osiwieję do czerwca, a nie chcę by dzieci zapamiętały
mnie źle i by w ich głowach pozostał smutny obraz przedszkola i
znerwicowanej pani

Może kontrakt z nimi napisać? Helppp...
Jestem w ogóle na takim etapie, że chyba od czerwca nie będę szukała
pracy w przedszkolach, bo owszem radzę sobie z realizacją programu,
dostarczam im ciekawych zadań, zabaw ale nie radzę sobie z
ich "wychowaniem". Do tego większość chorowała, wrociła dziesiątka
dziś i był sajgon.
Osiwieję...