Juz sie slinie na sama mysl...

12.02.10, 10:48
... o zurze owsianym. Po radach i zachwalaniu Rafala ukisilam. Dzis bede
gotowac zupe, ktora wg Rafala jest zalewajka, a u mnie w domu to nazywano
zurkiem. Czyli w wege bulionie ugotuje grzybki suszone, ziemniaki i cebulke i
doleje zakwasu owsianego, ktorym rano sie zaciagnelam - pieeeknie pachnie. smile

Dla mnie jajko, a luby pewnie dostanie i jajko i wieprzowa kielbaske. No i
majeranek dla smaku i aromaty, rzecz jasna. big_grin
    • 363636r Re: Juz sie slinie na sama mysl... 12.02.10, 16:08
      Napisz koniecznie jak wrażenia :0)
      Dobrze jest okrasić.
      • tamaryszek44 Re: Juz sie slinie na sama mysl... 12.02.10, 18:50
        Bardzo proszę o przepis na ten kwas owsiany i żurek z niego.smilesmilesmile
        • pani.serwusowa Re: Juz sie slinie na sama mysl... 12.02.10, 20:44
          Prosze, tu przepis na zakwas owsiany Rafala:
          fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,78268728,78268728.html
          A opis gotowania zupy tutaj, gdzies ponizej, w odpowiedzi do Rafala.

          Jesli interesuja Cie inne zurki na dowmowym zakwasie, to zajrzyj tutaj:
          fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,106175025,106175025.html
          fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,76288633,78551434.html
          fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,106175025,106175025.html
      • pani.serwusowa Re: Juz sie slinie na sama mysl... 12.02.10, 20:36
        Same ochy i achy! big_grin

        Zupa jest przepyszna, mila odmiana, bede powtarzac na zmiane z zurem zytnim. Odcedzilam zakwas na gestym sicie, tak wiec przedostala sie tylko drobniutka maka, resztki pomielonych platkow zostaly na sicie. Dzieki temu zpa byla gladka. smile

        Lekko kwaskowata, delikatniejsza niz ta na zakwasie zytnim.

        Ugotowalam wywar na garsci suszonych podgrzybkow, marchewce, porze i pasternaku, z dodatkiem ziela angielskiego i liscia laurowego. Odcedzilam wygotowane warzywa, zachowalam grzyby, dodalam ziemniaki pokrojone w duza kostke. Ugotowalam do miekkosci, zalalam zakwasem, zagotowalam, okrasilam cebulka przesmazona na lyzeczce oleju, dodalam duzo czarnego pieprzu, majeranku i nieco soli. Jedlismy z jajkiem na twardo, bo kielbaski wyszly. wink

        Niebo w gebie. smile Bardzo Ci dziekuje za ten pomysl. Zalewaja (po Twojemu), czy zur (po mojemu) - wszystko jedno. Najwazniejsze, ze delicje! big_grin

        Pozdrawiam!


        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/ai/oe/ambo/1T9dBpTwBkjeFx6PyB.jpg
        • emigrantka34 Re: Juz sie slinie na sama mysl... 12.02.10, 21:51
          Ja wlasnie koncze zurek na zakwasie zytnim (przywiozlam 2 kg zmielonego
          zyta), ktory jutro zamierzam dac rodzinie i Panu Bazantowi -
          rzeznikowi.
          A te grzybki piekne w Twoim zurze!
          Chetnie sprobowalabym jednak zakwasu owsianego - jak rozumiem, platki
          maja byc surowe, nie grillowane ? Bo niestety tu grillowane kroluja,
          hoc w sklepie bio pewnie dostane surowe. Tak, wiem, glupie pytanie, ale
          wole sie upewnic.
          • pani.serwusowa Re: Juz sie slinie na sama mysl... 12.02.10, 22:09
            U mnie tez ciezej takie nieobrobione dostac, poza tym w domu zwykle mam takie
            juz lekko przetworzone, jakby przemielone z grubsza - na owsianke sniadaniowa w
            sam raz, bo gotuja sie szybciej. (u mnie na nie mowia "szkockie"). Zrobilam wiec
            zakwas na takich, kilkakrotnie tylko w trybie pulsujacym potraktowalam je
            malakserem. Bardzo smaczny ten zakwas, pachnial tak, ze chcialam go wypic przed
            dodaniem do zupy. wink

            Ciekawe, czy Pan Bazant polubi zur. smile Moj niezyjacy juz przyjaciel, angielski
            gentelman, ktory spedzil troche lat w Moskwie za zur i kwasne zupy dawal sie
            posiekac. Gotowalam mu czesto zur. smile Jego ulubionym chlebem byl natomiast
            Borodinski. Zyto w ogole lubil, w postaci plynnej z % tez. wink
            • emigrantka34 Re: Juz sie slinie na sama mysl... 12.02.10, 22:33
              dzieki za rade co do platkow.
              na pewno zrobie ten zakwas, ciekawi mnie.
              moj zytni wyszedl przedni, ale jeszcze dam mu sie pokisic do jutro i
              rano zaleje.
              mam swietna make - to wlasciwie nie maka, a zyto zmielone,
              gdzieniegdzie wystaja zdzbla trawy.
              ma piekny kolor i ladnie pachnie, tylko w kuchni niezbyt cieplo -
              jest nieogrzewana - wiec na te ostatnia noc poloze go w pokoju
              dziennym, gdzie jest cieplej.
              Robie go na wywarze z zeberek cielecych, ktore bardzo lubie. wywar
              wyszedl dobry, z dodatkiem ostatnich suszonych grzybow, jakie mialam,
              za chwile go odcedze i wrzuce ziemniaki.
              Zobaczymy, co ten Pan Bazant powie, bo Francuzi to dziwny narod - z
              jednej strony jedza niemyte flaki i zepsute sery, a na widok ogorkow
              kiszonych wzdrygaja sie.
              Nie zamierzam jednak Bazantowi zdradzic, ze zupa jest na kwasnej mace
              - powiem mu dopiero w poniedzialek, jak zje !

              A jak nic nie powie, to znaczy, ze wylal.
              • emigrantka34 a wiesz, 12.02.10, 22:51
                zapomnialam dopisac to w poprzednim poscie, ale a propos Twojego
                przyjaciela - angielskiego gentlemana - to sobie przypomnialam, ze
                moja przyjaciolka, zamieszkujaca wraz z malzem i dziecmi od ponad 10
                lat w Londynie, ktora obiecuje sobie odwiedzic co roku i poki co
                widzimy sie na wakacjach w Krakowie, opiekowala sie przez kilka lat
                rowniez innym angielskim gentlemanem, ktory mial potomstwo rozsiane
                po swiecie, byl samotny z tego powodu, zona zmarla dawno, i z moja
                przyjaciola bardzo sie zaprzyjazinili. do tego stopnia, ze ow John -
                juz wowczas po osiemdziesiatce - przyjezdzal pod koniec lat
                dziewiecdziesiatych pare razy z rzedu do Krakowa i mieszkal w ich
                mieszkaniu. Bardzo mu sie w Krakowie podobalo, a sam John - ktorego
                mialam okazje poznac - byl wlasnie dobrze wychowanym Anglikiem starej
                daty, nie dajacym po sobie poznac specyfiki wielodzietnej, niezbyt
                zamoznej polskiej rodziny (przyjaciolka ma trojke rodzenstwa) i
                niektorych aspektow rzeczywistosci polskiej.
                • pani.serwusowa Re: a wiesz, 12.02.10, 22:57
                  No, widzisz, wyglada na to, ze wszystkie Johny to porzadne chlopy. wink Ten "nasz"
                  tez John, poznalismy go niedlugo po przyjezdzie do UK, rok temu zmarl. Mial
                  prawie 83 lata. Podrozowal cale zycie, bo pracowal jako wyslannik Reutersa. Jego
                  opowiesci sluchalismy godzinami.
                  • pani.serwusowa Re: a wiesz, 12.02.10, 22:59
                    To ten nasz John:
                    www.guardian.co.uk/media/2009/jan/20/obituary-john-rettie
                    • emigrantka34 a propos jeszcze starszych panow 12.02.10, 23:43
                      to nie jest ten john, oczywiscie, choc z wygladu tamten przypominal
                      waszego.
                      w moim zyciu nie spotkalam zadnego znaczacego johna, ale za to dwoch
                      leopoldow - obydwoje pochodzenia zydowskiego, zwiazania w krakowie.
                      Poldek Pfefferberg - juz niezyjacy od prawie dziesieciu lat, byly
                      pracownik fabryki Schindlera, ktory po Holocauscie wyemigrowal do
                      Stanow. Zalozyl tam ze swoja zona, o ile sie nie myle - biznes z
                      gatunku galanterii skorzanej. To dzieki niemu swiat, a wlasciwie
                      australijski pisarz Thomas Keneally dowiedzial sie o Schindlerze - i
                      tak od nitki do klebka powstala powiesc, potem film. Poldka
                      pierwszego poznalam w Krakowie, podczas krecenia filmu, gdzie byl
                      zdaje sie konsultantem, a w kazdym razie szara eminencja, jedna z
                      niewieliu zyjacych, bylych pracownikow w emalienfabrik w plaszowie
                      (teraz dzielnica krakowa). poldek mowil nienaganna polszczyzna
                      przewdojenna, bez jakiegokolwiek akcentu mimo tego, ze nie byl w
                      Polsce kilkadziesiat lat.

                      Drugi Poldek, rowniez zydowskiego pochodzenia, kompozytor muzyki
                      klezmerskiej,do tej pory mieszkajacy w Krakowie (tak naprawde chyba
                      nikt nie wie, ile ma lat - odkad go znam - a znam go 7 lat - ma 85
                      lat), jest moja sympatia od wielu lat. Bardzo ubolewam nad tym, ze
                      nasz przyjazn zostala w jakis sposob przerwana moim wyjazdem do
                      Francji. Przezyl rowniez bardzo wiele, ale jego opowiesci byly
                      traumatyczne, zwlaszcza te z okresu Holocaustu. Ostatnio wydal
                      ksiazke:

                      czytelnia.onet.pl/0,42993,0,1,nowosci.html
                      pl.wikipedia.org/wiki/Leopold_Koz%C5%82owski
                      Ten drugi Poldek wydaje sie byc niezniszczalny, widzialam go w
                      czerwcu, byl w swietnej formie.
                      en.wikipedia.org/wiki/Poldek_Pfefferberg
                      Zdrowia, Panie Poldku!
                      • pani.serwusowa Re: a propos jeszcze starszych panow 13.02.10, 10:24
                        Pierwszego kojarze z filmu.

                        Uwielbiam starszych ludzi, ze kindersztuba, ktorej dzis ze swieca szukac.
        • fettinia Re: Juz sie slinie na sama mysl... 12.02.10, 22:42
          Mmm super wygladasmile
          Naczytalam sie o tym zakwasie owsianym tyle,ze chyba czas zrobic wreszciesmile
        • 363636r Re: Juz sie slinie na sama mysl... 13.02.10, 14:21
          Bardzo się cieszę, że Ci posmakowało :0)Ja co prawda nie daję włoszczyzny, ale
          sposobów na te zupę tyle co domów. W wątku zalewajkowym sprzed lat dwie
          dziewczyny z Kielecczyzny spierały się który sposób jest prawidłowy - u jednej w
          domu gotowało się z warzywami, u drugiej bez.
          Zresztą już maestro Młynarski śpiewał o gotowaniu żurku: "Marcheweczkę ciach,
          ciach, ciach, pietruszeczkę ciach, ciach, ciach, porek i selerek trach, siekam".
          Ja w życiu nie gotowałem żuru na wywarze z włoszczyzny i z tego co wiem w moich
          stronach, a i na Śląsku tak się nie gotuje. Widocznie w domu poety gotowało sie
          zupełnie inaczej :0)
          U mnie na obiad dzisiaj też była zalewajka, nie ja co prawda gotowałem tylko
          moja piękniejsza połówka, ale i tak była pyszna. Znaczy zalewajka:0)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja