Manifest wszystkozerców

18.07.10, 10:35
znacie to?
www.rp.pl/artykul/509936_Milczenie_burakow.html
    • krysia2000 Re: Manifest wszystkozerców 18.07.10, 11:42
      Mogłabym się pod tym podpisać obiema rękoma i nogami, gdyby nie skopująca całość
      dokumentnie końcówka, ta w szarej rameczce, czyniąca z artykułu o głupocie
      dietetycznych zaleceń kolejny poradnik na temat tego, jak należy się odżywiać.
      Czyli:

      "Diety-srety, bla bla bla... ale generalnie:

      - trzeba jeść wszystko w małych ilościach, a najlepiej to, co z dzikiej gleby
      i co dzikie.
      [siedzi sobie redaktor w ciepłym pomieszczeniu, przed
      komputerem, mieszka zapewne w wielkim mieście i wciąż śni o życiu bon sauvage -
      kom. K2000]

      - Wybierać pokarmy pochodzenia roślinnego, przede wszystkim zielone. Więcej
      liści niż nasion, chociaż orzechy i ziarna zbóż mają także dużą wartość, pod
      warunkiem że nie są przetworzone.
      [no proszę, ale to człowiek tysiące lat
      błądził, rzucając się na kolorowe owoce i nawet wykopując z ziemi korzenie,
      kiedy krowy, owce i kozy wciąż mu podpowiadały, że najlepsze jest zielone]

      - Mięso – tak, ale w niewielkiej ilości, ze zwróceniem uwagi na to, co jadły
      zwierzęta, od których pochodzi.
      [to łaź cały czas za krówką i pilnuj, co
      żre, cfaniaczku. Przecież kontrola żywienia zjadanych zwierząt to jeden z trzech
      podstawowych elementów hodowli, poza kontrolą rozpłodu oraz kontrolą
      przestrzeni. Kręcimy się w kółko, dziki Watsonie]

      - Unikać produktów reklamujących swoje właściwości zdrowotne; od razu
      wiadomo, że są przetworzone. Burak i kapusta milczą na swojej półce, ale to nie
      znaczy, że nie mają nic do zaoferowania.
      [... Geniusz! Marnuje się tylko JB
      w tej Rzepie]

      - Unikać produktów, które zawierają więcej niż pięć składników. [bo?
      Nowa zabawa?]

      - Po posiłku wypić lampkę wina. [a to skąd ta rewelacja? Czyżby artykuł
      sponsorowany? ;o)]

      - I przede wszystkim: nie jeść niczego, czego nasza prababka nie uznałaby za
      jedzenie. Metody, na których wychowały się pokolenia, ucieleśniają logikę
      żywienia właściwą danemu narodowi.
      [to niby jak? wykopać z grobu mam
      prababkę i zapytać, czy dobre? Tylko którą prababkę? Bo każdy miał 4.]

      PS Co za ulga. Bigos, chleb z pomidorem i cebulą, zrazy i barszczyk
      uniewinnione."
      [tia, szczególnie te pomidory zgodne z logiką żywienia właściwą danemu
      narodowi. Prababka by szmatą bez ueb dała, jakby zobaczyła.]

      Ot, taki wysilony paradoks zasady, że nie ma żadnych zasad, z wyjątkiem... A i
      tak, czego by się nie żarło, to umrzeć trzeba. Bynajmniej nie w zdrowiu.
      • olusinska Re: Manifest wszystkozerców 18.07.10, 15:06
        Krysiu co my byśmy zrobili - potrafisz tak pięknie ubrać w słowa to,
        co zapewne większość z nas sobie myśli smile
        Zwłaszcza ostatnia uwaga jest nadzwyczaj trafna i zwykłam to
        wszystkim powtarzać, ale ludzie się zaraz oburzają.
      • szpulkaa Re: Manifest wszystkozerców 18.07.10, 15:45
        Zważywszy, że to książka amerykańska to ramczka jest jak najbardziej na miejscu.
        Bez wniosków czytelnych dla ogółu, lektura nie ma szans na sprzedaż wink - ot taki
        urok miejscowy heh

        Nie znałam autora ani książki, ale jestem w trakcie pozyskiwania audobooka tongue_out
        Temat powrotu do nauturalnego, lokalnego żywienia nie jest mi obcy, bo już,
        gdzieś, kiedyś o tym słyszałam... Nie wykluczam, że były to artykuły czy
        programy inspirowane tą książką.
        Myślę, że teoria jest słuszna, ale... jak to w przypadku większości idei,
        odklejona od życia. No, przynajmniej od mojego heh Bo nie mieszkam, tam gdzie
        się urodziłam. Podobnie moja babcia. No i już na wstępie teoria się potknęła...
        Dalej jest jeszcze gorzej, ale to wymagało by analizowania mego życia, czego Wam
        oszczędzę heh
        Zmierzam do tego, że dobrze, że prowadzi się badania nad żwyieniem współczesnego
        człowieka, dobrze że są dietetycy, którzy szukają złotego śrdoka... bo niestety,
        ale dziś samemu ciężko znać sie na wszystkim a nasze jedzenie jest coraz
        bardziej skomplikowanym zagadnieniem...
      • izabelski Re: Manifest wszystkozerców 18.07.10, 22:01
        moja prababcia by pewnie nie uwazala wina za warte picia smile
    • bene_gesserit Re: Manifest wszystkozerców 18.07.10, 18:49
      Jakby to nie bylo pisane dla Amerykanow, to bym pewnie przeczytala -
      ale nawyki zywieniowe i rynek produktow spozywczych w USA rozni
      sie od europejskiego, tym bardziej polskiego, wiec pewnie
      przekartkuję. Podoba mi sie to zdanie o milczących burakach, ale
      nieufnosc budzi zalecenie, zeby kazdy posilek popijac winem - brzmi
      to jak jedna z tych 'rewelacji' w ktore autor akurat uwierzyl, wiec
      nibyto maja byc sluszne.
    • 363636r Re: Manifest wszystkozerców 18.07.10, 20:17
      Pewnie sporo racji. Generalnie trza jeść wszystko, starać się jak najmniej jeść produktów przetworzonych i zachowywać we wszystkim umiar, ktoren jest podstawą zdrowia i dobrego samopoczucia smile. A wszelakie rewolucyjne odkrycia dietetyki traktować z dużym dystansem. I tak za kilka, kilkanaście lat się zdezaktualizują i co wtedy biedni poczniemy?
      Demagogii jednak też sporo. Jak wyżywić miliardy ludzi żywiąc ich tym co rośnie dziko i naturalnie hodowanymi zwierzętami? Utopia smile
      • 51pdeta Re: Manifest wszystkozerców 18.07.10, 21:00
        Ale mnie najbardziej smakują owoce i warzywa z mojego ogrodu-bez chemii
        ,oprysków ,nawozów.Tylko mi brak starych odmian drzew np śliwka węgierka - mam 1
        stare 60 letnie drzewo i nowe 7 letnie .Jaka różnica w smaku owoców ! To stare o
        niebo lepsze-ten smak,zapach...a nowe co prawda większe owoce ,ale takie jakieś
        "sztuczne".Brak mi starych "augustek" ! To były letnie jabłka !Stara jabłoń mi
        się połamała parę lat temu , a nowa ....to już nie to .
      • krysia2000 Re: Manifest wszystkozerców 18.07.10, 21:47
        > Demagogii jednak też sporo. Jak wyżywić miliardy ludzi żywiąc ich tym co
        > rośnie dziko i naturalnie hodowanymi zwierzętami? Utopia smile

        No właśnie. Nie wiem do końca, na ile artykuł jest streszczeniem książki, a na
        ile opracowująca go osoba własne myśli wtrąciła (no ten pomidor z cebulką i
        bigos to chyba jej), więc pewnie jej się trochę dostało mojej krytyki. Tak czy
        owak, nothing personal, mkay?

        Autor książki, co jak co, Amerykanin, a więc obywatel kraju, który w dużej
        mierze jest także swoistym eksperymentem żywnościowym, troszkę lepiej powinien
        przemyśleć pewne sprawy, zanim popełnił tę pracę. To jasne jest, że każdy zdrowo
        myślący człowiek, gdyby tylko mógł, to odżywiałby się zgodnie z rytmem natury,
        itp. Sęk w tym, i to jest naczelne prawo ekonomii, że potrzeby ludzkie
        (żywieniowe także, a może przede wszystkim) są nieograniczone w zestawieniu ze
        szczupłością surowców, które mogą je zaspokoić. I trzeba kombinować. Sezonowość
        przyrody oraz łatwość, z jaką przetrzebić może nawet niewielka społeczność
        ludzka okoliczną zwierzynę łowną i inne dary lasu to racja stojąca za pierwszą
        rewolucją agrarną: udomowieniem zwierząt i uprawą traw i krzewów owocowych.
        Żadne diety, czy smak. Zaspokojenie głodu. Tylko, że sytość w przyrodzie oznacza
        rozrost. A rozrost oznacza wzrost zapotrzebowania. Błędne koło, albo spirala
        głodu. Człowiek w swoim bezmiernym sprycie nauczył się obchodzić ten problem, a
        może wynosić go na coraz wyższy krąg. Historia ludzkości to także, a może przede
        wszystkim, historia jedzenia: od jego pozyskiwania z przyrody, poprzez obróbkę,
        na spożyciu kończąc. Jeśli przyjrzeć się dobrze przemianom społecznym, które
        przeniosły Europę (i świat też) z najdalej udokumentowanego antyku do
        współczesności, to ich jądro stanowi kontrola produkcji i redystrybucji żarcia:
        skoordynowana na skalę państwową uprawa zbóż w dolinie Nilu (dzięki której
        starożytny Egipt dorobił się przydomku spichlerza świata), gospodarka
        latyfundystyczna rzymskich kolonii, oparta na niewolnictwie, system feudalny
        średniowiecza, wielkie odkrycia geograficzne i europejskie podboje, pierwsze
        międzynarodowe korporacje (kompanie), grodzenie w Brytanii, kolonializm,
        pańszczyzna w Europie Środkowej i Wschodniej, rewolucja przemysłowa, itd. - tym
        wszystkim powodował głód i chęć jego zaspokojenia. I za każdym razem, kiedy
        wydawało się, że problem został rozwiązany, ten pojawiał się na nowo, w większej
        skali. I co nam, 6 mld. (and counting) ludzkich istnień proponuje autor? Dietę
        gourmanda: dziczyznę, liście i lampkę wina do każdego obiadu. Is he for real? To
        tak naprawdę trudno pojąć, że na przestrzeni dziejów większa część ludzkości
        jadła beleco, i wciąż je beleco, tylko sterylniej opakowane? I choćby nie wiem
        jak zwiększyć podaż "lepszego" jedzenia, to i tak dla wszystkich nie starczy? No
        i poza tym prawo inflacji też ma zastosowanie dla jedzenia: im go więcej, tym
        mniej wartościowe.

        Zmiana żywieniowych nawyków Ameryki wymagałaby rewolucyjnych wręcz przemian
        społeczno-ekonomicznego układu, w którym garstka korporacji żywnościowych z
        większości konsumentów uczyniła bydło karmione tanią paszą, byleby się kręciło,
        byle był obrót, a im taniej, tym więcej, im więcej, tym taniej, i margines
        profitu się zgadza. Jak w zaprezentowanej przeze mnie tutaj piosence: "Chcesz
        trzydzieści burgerów za miedziaka, tłusta świnio? Z tyłu masz jeszcze trochę
        miejsca. Bierz! 200 litrową beczkę koli do tego? Tylko 3 centy drożej."
        I
        bydło potulnie siedzi przy korycie i żre pokornie. Bo karmienie to władza. Stąd
        powiedzenie o jedzeniu komuś z ręki.

        Zatem jedna z niewielu moich rad odnośnie diety brzmi: w miarę możliwości
        jedzcie swoje, bo to wykładnik człowieczej wolności. W miarę, bo własna
        ograniczna farma z dobudowanym kuchennym zapleczem to przywilej niewielu. I to
        oni są na absolutnym szczycie łańcucha pokarmowego. Chociaż zmierzajmy w tą stronę.
    • very.martini Re: Manifest wszystkozerców 18.07.10, 22:08
      Ja książkę pewnie zakupię, przeczytam i opowiem, chociaż nawet się
      nie domyślam zapewne, jak bardzo nasze warzywa różnią się od
      amerykańskich - i nie chcę się domyślać. Cieszę się, że w sklepie
      jeszcze nigdy nie byłam zmuszona do kupna sałaty w postaci innej niż
      cała główkasmile
      Bardzo mnie zaciekawil ten fragment (nie wiem, czy jest w e-wydaniu,
      czytałam na papierze) o badaniu różnych diet na różnych grupach, jak
      się potem okazywało, niekoniecznie zgodnie z metodologią, liczę na
      więcej takich smaczków.

      16%VOL
      22%VAT

      --
      takie tam... forum homeopatia
Pełna wersja