krysia2000
06.10.10, 21:13
Tak piszę do Was, kumochy, bo się zagmatwałam w mojej pokątnej pisaninie na błoga, więc chciałabym języka zasięgnąć, zanim opublikuję coś czytelniczo ciężkostrawnego, lub niestrawnego w ogóle.
Te, co mnie czytają, to znają moje grafomańskie zapędy i skłonność do snucia rozważań oderwanych. Takie pseudoprofesorskie dygresyjne roztargnienie. Dlatego też chciałabym wiedzieć, czy raczej w blogach kulinarnych odnajdywać chcecie przede wszystkim przepis, czy obiadową inspirację, czy też może... coś więcej, niekoniecznie tradycyjnie smakoszowo, choć zawsze wokół centralnego tematu jedzenia. Na przykład snucia teorii o związkach pomiędzy zmianami społecznymi a dietą w określonym historycznym momencie. Albo jeszcze bliżej mięsa: o wpływie ludzkiej diety, w jej historycznym momencie, na stan społeczeństw i ich ducha, czyli powiedzmy o tym, jak rafinacja cukrów przyczyniła się do rozwoju sportów wyczynowych i zwiększenia wydajności nocnych kierowcó ciężarówek. Taka socjologia żywności. I nie tylko. Bo biochemia także. I fizyka. Z filozoficzną pretensją w postaci (i tu cytat roboczych zapisek):
Jeśli koronnym przejawem życia jest świadomość i jej dynamiczny atrybut, czyli wolna wola, a więc możliwość dokonywania ukierunkowanych wyborów - często przeciwstawnych głównemu strumieniowi panujących sił - spośród wirtualnie nieskończonej liczby możliwości, to nie odnajdzie się ich w strukturze kryształu, regularnej i przewidywalnej do bólu. Kryształy są martwe. Diamenty są wieczne. Życie jest chwilowe. Życie to nie prosty łańcuch wynikających z siebie zdarzeń. Zycie to nie uporządkowany zbiór reguł. Wręcz przeciwnie - to istna kakofonia poronionych pomysłów połączonych immanentnym elementem zaskoczenia, upadających i wciąż odradzających się na nowo, w zmienionej bezpostaciowej postaci. To a właśnie, że nie! a nie na wieki wieków amen Życie to chaos wcielony, bardziej szaleństwo niż metoda. Dlatego tchnięte zostało nie w glinę, a w ciała amorficzne. Arytmiczna perfekcja, której największy paradoks zdaje się polegać na tym, że najdoskonalszy twór życia, świadomy rozum, nieustannie - aż do granic obłędu - doszukuje się w niej melodii, owego chwytającego za serce, taktowanego harmonijnego ładu. Kryształu w oceanie błota.
I tak dalej w ten deseń... A obok wykład z technik zagniatania ciast kruchych.
Krejzolka ze mnie, wiem.