Coś na czarną godzinę.

25.01.11, 23:50
Macie taki zakamarek w kuchni, w ktorym czeka cos na czarna godzine ?
Wpadaja niespodziewani goscie, ale pozno wrocilyscie z pracy i na szybko trzeba zrobic cos, czym sie nasyca.
Jakas soczewica, paczka makaronu, pomidory lub tunczyk w puszcze, albo zamrozony sos, czy gotowe wywary na zupe ...




    • bene_gesserit Re: Coś na czarną godzinę. 26.01.11, 01:46
      Ciecierzyca w puszce. Humus, salatka, cokolwiek na cieplo - wszystko sie z niej da.
      • czekolada72 Re: Coś na czarną godzinę. 26.01.11, 09:54
        Szczerze mowiac to stale jest pare butelek wina, a cosik do niego, zawsze sie znajdzie wink
        A i sa to 3 zakamarki - piwnica, kat za kuchennym regałem z książkami i szafka w ścianie obok balkonu, też w kuchni.
        • fettinia Re: Coś na czarną godzinę. 26.01.11, 10:00
          Nie mam wielu zakamarkowbig_grin Marze o spizarni z prawdziwego zdarzeniasmile
          Zawsze jest jakis makaron,skladniki na tarte warzywna,sloik burakow na barszcz i francuskie ciastosmileA przewaznie super potrawy powstaja jako "przeglad lodowki"big_grin
          • zwiatrem Re: Coś na czarną godzinę. 26.01.11, 12:38
            Psze Pani, ja to bede miala spizarnie, kilka krokow pod kuchnia, no ale bedzie, a wlasciwie juz jest, tyle ze to jeszcze nie spizarnia
            • czekolada72 Re: Coś na czarną godzinę. 26.01.11, 13:32
              Ja mam niestety 2 kondygnacje nizej, niby schudnac od ciaglego gonienia powinnam...
    • a74-7 Re: Coś na czarną godzinę. 26.01.11, 12:26
      wino mszalne wink A potem kawa na postawienie na nogi i fru.. do sklepu ;-D
      • olusinska Re: Coś na czarną godzinę. 26.01.11, 16:06
        A mi "na czarną godzinę" skojarzyło się tylko i wyłącznie ze słodyczami. W swoim pokoju mam taką szufladę, w której zawsze mam pokitrane jakieś słodkości.
        Zresztą w domu pełno takich zakamarków, niestety.
        A tak to generalnie z racji tego, że mieszkam z rodzicami to zawsze jest pełno takich "czarnogodzinowych" rzeczy. Mama ma nawyki wyniesione z poprzedniego systemu, kiedy to jeśli tylko można było zgromadzić jakieś zapasy, to się brało ile można. Dlatego też zawsze znajdzie się makaron, przetwory domowej roboty, jakieś "puszki" (groszek, kukurydza, czerwona fasola) i te nieszczęsne słodycze.
        A lodówka zawsze pełna warzyw, więc coś można wykombinować.
    • roseanne Re: Coś na czarną godzinę. 26.01.11, 16:39
      ryz, makaron, przynajmniej dwa opakowania sa w domu zawsze, podobnie jak puszki z pomidorami, cebula, czosnek
      zawsze mam tez zamrozone danie typu bigos, leczo
      wiec bez klopotow

      mysle ze na "zelaznych zapasach" wyzywilibysmy sie w 4 przez tydzien, no moze z wyjatkiem syna, bo on ma bardzo specjalne smaki
      • czekolada72 Re: Coś na czarną godzinę. 26.01.11, 17:36
        W sumie u nas podobnie - spokojnie na zapasach spizarniowych moglibysmy sie utrzymac, monotonnie, bo monotonnie, ale spokojnie nawet z 2 tygodnie...
    • nikanik Re: Coś na czarną godzinę. 26.01.11, 21:49
      zawsze mam makaron, suszone pomidory czosnek, mrozony szpinak.

      juz predzej zapomne kupic sol niz makaron lub oliwe i czosnekwink
    • czarna9610 Re: Coś na czarną godzinę. 26.01.11, 21:57
      Dobra kawa i herbata, to musi być zawsze big_grin
      • iwu Re: Coś na czarną godzinę. 26.01.11, 22:23
        Lubię mieć w rezerwie puszkę fasoli, pomidorów, tuńczyka, z warzyw zawsze są ziemniaki, cebula i czosnek. Po szafkach mam poupychane rodzynki, suszone śliwki, orzechy; w lodówce ser żółty, jakieś twarożki i jajka. Nie liczę zapasów mąki, makaronu, ryżu i kaszy wszelakiej oraz warzyw i mięsa w zamrażarce. W razie ataku gości na pewno coś się z tego przygotuje.
    • zwiatrem Re: Coś na czarną godzinę. 26.01.11, 22:22
      Po zastanowieniu to zawsze mam ryz, makaron, sloik majonezu, grysik (manna), czerwona fasole w puszce, czosnek i cebule bo bez nich to kiszka, i chociaz szczypte mrozonej zieleniny, koncentrat pomidorowy tez.
      I o ile goscie mnie nie napadaja, to moje migreny tak i wtedy mlodziez cos gotuje zdalnie.
    • gola.baba Re: Coś na czarną godzinę. 26.01.11, 22:44
      - dwie szuflady pełne strączkowych najróżniejszych,
      - makaron,
      - cebula, czosnek, imbir,
      - sałatka (wielka micha) jest w lodówce zawsze, gdy tylko się kończy, pojawia się nowa, robię sałatkę 2-3 razy w tygodniu, weekendowa, tuż po sobotnich zakupach bardziej zaplanowana, czwartkowa/piątkowa jest bardziej twórcza - wymiatanie warzyw,
      - armia puszek oliwek w pudełku na podłodze,
      - masło orzechowe (z fistaszków, migdałów i orzechów nerkowca) - jedno otwarte w lodówce, 3-4 oczekujące w szafce,
      - pasta fasolowa lub hummus, gdy jedna się kończy natychmiast pojawia się następna, bez niej nie możemy się obejść,
      - ugotowane strączkowe w zamrażarce - jeśli gotuję strączkowe, zawsze jest to duży garnek, część idzie na bierzące jedzenie, a część w małych pojemnikach zamrażam. Małej ilości gotować mi się nie chce, w dużej ilości te same znudziłyby się szybko, w wersji stopniowo rozmrażanej są jak znalazł i w odpowiednich odstępach czasu, by uniknąć nudy. Te, które rozgotowują się, tzn. groch na grochówkę i czerwoną soczewicę zamrażam w postaci gęstej papki, a nie zupy, zajmuje mniej miejsca,
      - awokado jest zawsze, kupujemy o różnych stopniach miękkości, do jedzenia od razu i na później,
      - razowa pita - używana jest do kanapek, tostowana na twardo jako "chipsy" do guacamole, a najlepsze szybkie danie awaryjne to pita, do której wrzucam pastę fasolową lub hummus + sałatkę, na patelnię teflonową bez tłuszczu i opiekam z dwóch stron,
      - często choć nie zawsze jest domowej roboty sos pomidorowy: gotuję jalapeños, miksuję z pomidorami, cebulą, czosnkiem i kolendrą = wychodzi litrowy słoik do celów różnych,
      - no i kolendra - sprzedają gigant pęczki 2 w cenie 1, myję, oddzielam liście od kijów, do zamrażalnika, wystarcza na długo,
      - dymka w sporej ilości - myję, kroję drobno i do zamrażalnika, również wystarcza na długo.

      Wyszedł elaborat. Jest tego tyle, bo w weekend, najczęściej w sobotę, ale czasem rozkłada się na dwa dni, robimy wielkie gotowanie na cały tydzień lub dłużej. W tygodniu nie ma czasu więc tylko wyciągamy całe gotowe dania lub półprodukty, z których można coś szybko wyczarować. Poza nielicznymi wyjątkami nie jadamy produktów przetworzonych fabrycznie, po zakupy jest daleko, więc wypracowaliśmy sobie taki system domowego przetwarzania i przechowywania. Działa bardzo dobrze.
    • czekolada72 Re: Coś na czarną godzinę. 27.01.11, 08:38
      W spizarni posiadam naprawde mnostwo kompotow, sokow, wszelkiego typu dzemow i konfitur; rozmaite salatki, w tym roku glownie na bazie ogorkow, ale i paprykowe, buraczki, papryki, sliwki na ostro, gruszki na slodko-kwasno, przeciery pomidorowe, botwinke i szczaw na zupe.
      Herbat mamy bez liku rozmaitych, kawa byc musi. Mleko takoz.
      Natomiast doslownie z cala reszta jest tak, ze jak cos sie konczy - wedruje brak na lodowkowa kartke i potem od razu przy zakupach jest uzupelniane.
      Stale w domu sa makarony, kasze rozne, ryz, maka, maka, zamrozone owoce i jakies jarzynki, placki na pizze , troszke miesa i wedlin; jakies rybne konserwy, troche sosow - w sloikach i torebkach; budynie, kisiele, galaretki; na biezaco uzupelniany nabiał (mleko to mus, serki, sery, jogurty); jarzynki, owoce, jajka - natomiast nie posiadam stale zapasow drobnych przegryzek slodkich i slonych typu cukiereczki, ciasteczka, orzeszki itp.
      Wiec to chyba jakos powinnam przemyslec?
      • zwiatrem Re: Coś na czarną godzinę. 27.01.11, 12:27
        Czeko, no to piszesz o zapasach w szafkach po prostu.
        A to nie jest czarna godzina.
        • czekolada72 Re: Coś na czarną godzinę. 27.01.11, 12:45
          No ale wlasnie nie mam czegos takiego wydzielonego - albo sie nie mozemy dogadac.
          Albo chyba juz u mnie to pojecie nie funkcjonuje.
          A moze starm sie nie dopuszczac do pojawienia sie "CzG"?
          • czekolada72 Re: Coś na czarną godzinę. 27.01.11, 12:47
            Zreszta nie tylko ja – popatrz na Fetti, Olusińską, Roseannę, Iwu, Gola.babę, a i Nikanik smile
          • zwiatrem Re: Coś na czarną godzinę. 27.01.11, 17:41
            Marta, tak, tak, ubytki draznia, bo anoz widelec sie cos wydarzy.
            Jak sie konczy plyn do prania, to juz rozmyslam o wiekszych zakupach, no bo co to ma byc, zeby nie miec NIC do prania. Nagle wtedy widze same niedostatki, a jak co do czego, to znowu o nich zapominam.
            Wiecznie kupuje i kupic nie moge, bo przeciez "zawsze sa " ocet, sol, zapalki.
            Jakby nie patrzec u mnie dochodzi zywienie zbiorowe, to szybko wymienia sie sklad safek i lodowki.
            Co ja tam z jedna paczuszka makaronu ale za to wino to Was podziwiam.
            Nie mam kilku butelek wina na czarna godzine, za to mam kilka paczek manny.
            Najstarszy syn nakupil manny, wszedzie ja pochowal i mi cos gada o czarnej godzinie wink)).
            Jako jedyny zjada jej ze 3kg w miesiacu.

            • czekolada72 Re: Coś na czarną godzinę. 28.01.11, 08:48
              Kochana - wina to sa w ramach kupna jako "pamiatka z wakacji" - ja swojego czasu, bo jak pisalam zmieniam nawyki, uwielbialam kolacje - camember lub brie , slone orzeszki i kieliszek wina. A ze ja na starosc pijam wylacznie wino + piwo, a pozostali czysta, wiec zapasy sa "moje" smile)

              A powazniej - to zawsze jest tak, ze lezy sobie ten ryz, do niczego nie potrzebny, ale jak juz sie skonczy - to nagle pojawia sie wizja glodu zupelnego, bo nie ma potrawy do ktorej by ten ryz nie byl potrzebny smile)
        • a74-7 Re: Coś na czarną godzinę. 27.01.11, 12:46
          Zwiatrem ,jak goscie wpadaja to tez nie jest czarna godzina big_grin, to uwaga odnosnie pierwszego postu.
          Czarna godzina to puste polki w sklepach , wyjatkowy stan jak powodz gdy trzeba polegac wlasnie na tych zapasach na dluzsza mete, a kolezanka wyzej swietnie zaopatrzona , zawsze moze cos wykombinowac ze swoich rozleglych zapasow smile
          Bo jak goscie wpadaja ostatecznie mozna zamowic takeawaya z dowozem do domu smile
          • fettinia Re: Coś na czarną godzinę. 27.01.11, 13:00
            pod warunkiem,ze sie w danym momencie dysponuje odpowiednimi srodkami i nie jest dzien przed wyplatabig_grin
            • a74-7 Re: Coś na czarną godzinę. 27.01.11, 13:07
              co prawda- to prawda big_grin
              • czekolada72 Re: Coś na czarną godzinę. 27.01.11, 13:32
                A tak swoja droga - czy zdarza Wam sie czesto (!), by wpadali niezapowiedziani goscie, lub byscie sami wpadali?
                Szczerze mowiac - ja osobiscie sobie nie wyobrazam w czasach obecnych, ogolnodostepnych telefonach tak komus zwalic sioe na glowe, a jezeli juz do kogos znienacja sie wybieram, bez duzowczesniejszej zapowiedzi, albo inicjatywa z mojej strony - to ide z tzw wyzerka wlasna. I oprocz 2 wujkow wpadajacych do mojej mamy bez zap[owiedzi - w druga strone tez to w sumie nie dziala.

                A pamietam z wlasnego dziecinstwa, jak mialam te pare latek, rodzice upychali sie do malucha z nami i jechalismy do znajomych czy rodziny, i vice-versa. wtedy - jak najbardziej "czarna godzina" smile
                • roseanne Re: Coś na czarną godzinę. 27.01.11, 15:19
                  jedyny typ "czarnej godziny" to jak sie kolezenstwo corki zasiedzi , zwlaszcza meskie nastolatki, co to zoladki miewaja bez dna smile
                  ale zazwyczaj sa bardzo zadowoleni jak im sie poda makaron lub pizze - corka robi bardzo chetnie
          • zwiatrem Re: Coś na czarną godzinę. 27.01.11, 17:55
            a74-7 napisał:
            Bo jak goscie wpadaja ostatecznie mozna zamowic takeawaya z dowozem do domu

            no no, w sam raz, jak za cholere zamowic nie mozna

            Ale wiecie co?
            Kilka dni temu w bagazniku mojej kumpeli lezaly chinskie ryzowe, makarony, nakupila do salatki, sadzilam, ze ona chce je do siaty i na gore, a tu skad, ONE SA NA CZARNA GODZINE, a dlaczego w bagazniku? Zeby koty nie zjadly.
            Moja mama z kolei, na czarna godzine to miala mieso peklowane, czy jak ono sie tam nazywa. jagniecine dokladniej, w cebulce, w wekach.
            No wielki dzwon musial dzwonic, zeby to mozna bylo otworzyc.
            WIec niby od swieta mialo byc, ale twierdzila, ze to na czarna godzine.
    • misia72 Re: Coś na czarną godzinę. 27.01.11, 15:05
      zazwyczaj mam ryz , makaron i make w nadmiarze. Na poczekaniu moze byc szybka pizza albo spaghetti ale marze o tym, aby miec zawsze jakis zapas gotowych potraw w zamrazalniku albo przynajmniej wywary - baza na zupe . Niestety jeszcze nie jestem na tyle dobrze rozganizowana smile
      • zwiatrem Misiu 27.01.11, 18:00
        Ja ostatnio mam lekkiego swira. Nie dosc, ze zmienilam sposob zywienia, swoj i rodziny tez, to jeszcze naczytalam sie u Was, ze ten pyszny rosol, to tylko z miesa swiezego, no wiec zeby nie bylo z mrozonego, bo rzeczywiscie wtedy i smak inny i metniejszy sie wydaje, to gotuje ze swiezego ale polowe mroze. Miesa z tego rosolu miksuje i przyrzadzam na farsz, potem mam do pierogow lub krokietow ...
        Dzieci uwielbiaja wiedziec, ze tam cos takiego jest, bo wtedy pomidorowa na pewno im sie uda.
        • iwu Re: Misiu 27.01.11, 18:36
          Jeśli chodzi o niezapowiedzianych gości, to mam przyjaciółkę, która nigdy, przenigdy nie uprzedza o swojej wizycie. Nie, nie jest odcięta od cywilizacji, ma internet i komórkę. Nawet jak Zośka się urodziła - co tam gonitwa z pieluchami, co tam karmienie piersią... Na szczęście zadowala się zieloną herbatą i/lub słodyczami (słodycze akurat miewam rzadko).
        • misia72 Re: Misiu 27.01.11, 18:43
          niegrozny ten Twoj swir Danusiu, powinnam wziasc przyklad smile
          W sumie to nawet bylo jedno z moich nielicznych noworocznych postanowien. Niestety jak do tej pory nie potrafilam sie rozganizowac na tyle, aby choc po czesci zrealizowac.
          Dla gosci ktorzy sie zpowiedzieli albo ktorzy dostali zaproszenie - potrafie byc w akcji caly dzien. Za to w tyg to tylko na szybko, w biegu i bez inwencji. Az troche szkoda smile
          • czekolada72 Re: Misiu 27.01.11, 18:59
            Dobrze Iwu, ale bedac z malenstwem to teoretycznie przynajmniej siedzisz w chalupie i prawie ze o kazdej porze mozna Cie zastac.
            A jak juz wyrosniesz z pieluch i zaczniesz pracowac, ganiac z przedszkola na plastyke, z plastyki na zakupy, z zakupow na trening, w miedzyczasie do fryzjera, potem na wywiadowke - to myslisz ile razy pocaluje klamke?

            Danusia, ja tez zmieniam nawyki zywieniowe smile
            Zwlaszcza swoje - Straznikami sie trocche katuje, Malej to raczej pod dziob podtykam witaminy, zurawiny i magnez, a jak M zawituje w odwiedziny - to ciasto i tak musi byc wink
            • iwu Re: Misiu 27.01.11, 20:33
              Tak, ale czasem człowiek rozmemłany, więc możnaby się trochę ogarnąć gdyby jakiś telefon uprzedzający... Albo uprzątnąć jakieś śliniaki czy inne grzechotki coby się gość nie zabił. Albo możnaby ewentualnie powiedzieć: przyjdź za dwie godzinki, teraz będę młodą usypiać... Zresztą cokolwiek, wiadomo że jak jest dziecię w domu, to nieraz nie wiadomo za co się łapać. Grzeczność po prostu nakazuje uprzedzić, zapytać, itp.
          • zwiatrem Re: Misiu 27.01.11, 20:05
            Wiesz Misiu, mam za maly zamrazalnik, bo pewnie wiecej bym tego zrobila.
            Kiedys w soboty po zakupach preparowalam mieso, robilam kopytka, bo pozno wracalam do domu. Ale juz mi przeszlo.
            W sumie lubie wyjac cos polgotowe, ale zrobione przeze mnie, bo ma smak ulubiony.
            Tyle ze zamrazalnik mamy bardzo maly jak na tak liczna rodzine, to i mrozic tez tylko moge kilka porcji.
            Marzy mi sie wiekszy zamrazalnik, zeby jednak odczuc ulge plynaca z tego zamrozenia, ale przy nowym domu tyle jest wydatkow, ze nie wiem czy podolam z kupnem takiego sprzetu.
            To a propos Twojego watku o lodowce smile))).
            • misia72 Re: Misiu 27.01.11, 20:27
              zwiatrem napisała:

              > To a propos Twojego watku o lodowce smile))).
              >
              Ktos tu pamieta jeszcze moj watek o lodowce ?? wink))))
              • zwiatrem Re: Misiu 28.01.11, 14:06

                Jak dla mnie Misiu, to byl hicior sezonu.
                Kiedy rozmyslam jaka ja bede musiala kupic, no i rozwazam ta zamrazarke na raty, to zawsze, ale to zawsze przypomina mi sie ten lodowkowy hit.
                Dla ciebie pewnie byl koszmarem, ale my (fettiniowe forumieta)czytajac.
                niezle sie bawilysmy.



                • misia72 Re: Misiu 28.01.11, 16:49
                  smile))
                  bawilyscie sie moim kosztem ! a dla mnie to byl koszmar, bo oczyma wyobrazni mej widzialam najgorsze scenariusze . Na szczescie dobrze sie skonczylo smile)))
                  • zwiatrem Re: Misiu 28.01.11, 19:00
                    wiem, wiem, jednak Cie pociesze po czasie, bowiem nie bawilam sie wiesz swobodnie, po pachy;

                    czytajac bez emocjonalnego podejscia do salonu, ktorego sie nie ma, extra wypasionej lodowki , ktora w nim stoi i pieknego ogrodka, ktory mial byc zniszczony to przynajmniej w mojej lepetynie film nagrywal sie pod komedie, czarna komedie, jak to zauwazylas;
                    dobre, co dobrze sie konczy;
                    • koniczynka777 Re: Misiu 31.01.11, 10:29
                      Mam taka poleczke w spizarni gdzie zawsze stoja puszka,groszku,fasoli czerwonej,kukurydzy,a w zamrazarce pomrozone pierogi wlasnej produkcji ikopytka
                      • agusia3107 Coś na czarną godzinę. 01.02.11, 19:55
                        zawsze jest mrożony szpinak minimum 3paczki(szybki obiad w razie "W"), makarony, ryż i kasza. W lodówce też jakieś zapasy są-kiełbaska, serek. A do warzywniaka mam 2 kroki, więc zawsze można podskoczyć.
      • achulaw Re: Coś na czarną godzinę. 01.02.11, 20:16
        ZAWSZE MAM:
        - PIECZONE MIĘSO ( W ZAMRAŻARNIKU : schab, karczek, szynka, itp) - nie kupuje wędlin więc pieczeń " do chleba " to standard.
        - konserwówki: groszek, kukurydza, tuńczyk, papryka - domowa, ogórki-domowe( nie wspomnę o makaronach i ryżu)
        -ser żółty i camembert
        - SZPINAK!!!!!!!!!!!!!!1big_grin , i brokuły ( mrożone)
        -słonecznik łuskany i orzeszki
        Z TEGO tongue_outtongue_out uczta rzymskasmile
        • koniczynka777 Re: Coś na czarną godzinę. 08.02.11, 10:51
          zawsze mam tez make,kasze,ryz,makaraony
        • zwiatrem Achulaw, 08.02.11, 12:21
          A mieso pieczesz w szynkowarze (warzysz powinno chyba wtedy byc), czy tradycyjnie ?
Pełna wersja