Czy gotowania mozna nauczyc ?

27.01.11, 18:50
w sensie technicznym na pewno tak , ale jak przekazac "laikowi" np sztuke doprawienia do smaku ?
Pytam tak luzno, bo mnie poproszono abym zorganizowala maly kurs gotowania. Przyjda 3 kolezanki z pracy, jeszcze stosunkowo mlode ale bardzo ambitne dziewczyny, ktore jak same przyznaja do tej pory zyly fast foodem albo torebka Knorra.
Zabawa napewno bedzie fajna, ale ja tez jestem ambitna kobieta i jednak chcialaby je czegos tam nauczyc smile
    • roseanne Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 27.01.11, 19:27
      jak uczennice zdolne to nie widze klopotu

      corke sama szkole tongue_out
      jak miala wizyte w szkole kulinarnej- obowiazkowe w programie koncowych klas szkoly sredniej tutejszej, to radzila sobie znacznie lepiej niz tamtejsi uczniowie i to nie pierwszego roku...

      od jakiegos czasu jestem na diecie malosolnej i to ona sprawdza smak potraw do podania dla reszty rodziny, gosci, bo ja nie daje rady

      mozna np zrobic podstawowy sos i podzielic na male miseczki - dac mozliwosc doprawienia roznymi ziolami itd, porownac smaki
      • daxter Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 27.01.11, 19:33
        Gotowania mozna uczyć i nauczyć lecz doprawianie to jest dar i albo sie go ma
        i reszta to tylko techniki wykonywania potraw a jak go brak to nie ma siły nic nie wskórasz .
        • pietnacha40 Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 27.01.11, 19:42
          ja myślę,że to talent ,jak każdy inny. I zależy co rozumiemy przez umiejętność gotowania.Dla mnie to jest osoba,która idzie do sklepu,coś kupuje i z tego tworzy obiad - niepowtarzalny,pyszny.Osoba,która widzi przepis,ale coś w nim zmieni i jest super.dlatego ,ja siebie uważam za osobę,która gotować nie potrafi i się nie nauczy.Jasne,że gotuję,że przyjmuję gości i potrawy mi dobre wychodzą.Ale wszystko jadę według przepisu.Nie zmieniam w nim nawet przecinka.Jak zmienię,to wychodzi klops.Ale nie ten,co go lubimy big_grin A już najgorzej ,jak sobie danie wymyślę sama - masakra.
          Pomysl z nauką bardzo dobry.Miło spędzony czas,a kto ma talent,ten coś wyniesie smile
          • misia72 Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 27.01.11, 21:23
            wiesz Pietnacha, ze dalas mi tym duzo do myslenia smile
    • zwiatrem Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 27.01.11, 19:58
      jak przekazac "laikowi" np sztuke dopr
      > awienia do smaku ?
      Misiu, po pierwsze nakladz im do glowy - nie szkodziic smile.
      Mysle ze to smykalka jak kazda inna, jak kolezanki zalapia Twoj smak beda cuda robily, zeby go powtorzyc.
    • czarna9610 Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 27.01.11, 20:40
      Można się nauczyć podstaw. Na przykład takich niby dla gotującego prostych rzeczy a dla laika niezbyt oczywistych. O że do zupy to potrzebujemy dodać wywar z warzyw a nie kostkę rosołową ( proszę się nie smiać, moje pierwsze zupy to dwie kostki rosołowe + koncentrat
      pomidorowy ) Jakichś podstaw , że dobrze mięso zamarynować , czy smażenie naleśników. Pewnych oczywistych rzeczy z przyprawiania, co pasuje do jakiejś potrawy, ze lepiej mniej niż więcej . Chyba ten kurs ma polegać na tym, że będziecie wspólnie robić coś wiec naucza sie w trakcie. Najważniejsze zadanie - zachęcić, bo najtrudniejsze zawsze początki big_grin
      • misia72 Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 27.01.11, 21:19
        no wlasnie, tak to wlasnie widze. Przekazanie podstaw, ktore dla mnie sa oczywiste a dla nich moga okazac sie okryciem. I pokazac , ze gotowanie to przyjemnosc a nie praca czy koniecznosc. Wiecie, ze one byly bardzo zdziwione jak sie umowilysmy na pierwsza kolacje u mnie w domu a nie na miescie smile
    • krysia2000 Tak 27.01.11, 22:54
      W doprawianiu nie ma żadnej sztuki. Są wagi i miary. Uwierz mi, bo Zenka znajomy robi w mięsnych zakładach za doprawiacza. Gotować nie umi, umi za to ważyć. I kiełbaski wychodzą zgodne z normą smakową.

      Owszem, można w tym widzieć poezję i to nieuchwytne "coś", ale nawet poezji uczą. I chwytania tego nieuchwytnego "czegoś" także. Ars est celare artem. Scientia est celare scientiam.
    • bene_gesserit Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 28.01.11, 12:16
      Nie wydaje mi sie, zeby gotowanie to byla sztuka, wiec umiejetnosc gotowania nie moze byc talentem. Kucharzenie to raczej rzemieślnictwo.

      W umiejetnosci dobrego gotowania chodzi raczej o fizjologie - o posiadanie odpowiedniego wyposazenia do rozrozniania smakow, konsystencji i węchu. Jesli sie je ma i nagle poczulo chęci - mozna zostac nawet wybitną kucharką (nota bene - czytalam niedawno, ze statystycznie rzecz biorąc kobiety mają to fizjologiczne wyposazenie lepsze od mezczyzn, a Azjaci - od białych).

      Bardzo fajny pomysl z ta kuchenna reedukacją klientek fast-foodow. Masz jakies pomysly na to wasze pierwsze spotkanie? Bo mysle, ze najlepiej byloby im dawkowac wiedze powolutku i przy okazji, cos w rodzaju 'robimy makaron z lososiem w sosie smietanowym, doprawimy go czosnkiem i koperkiem, ale moglybysmy wrzucic tez kapary i musztardę'. I starczy, bez wspominania o estragonie, skorce cytrynowej, sosie teriyaki itd. Zeby nie przytloczyć. Za to na nastepnym spotkaniu moznaby zrobic lososia po azjatycku, w teriyaki wlasnie, a przy okazji pokazac im rozne rodzaje ryzu, a moze nawet ugotowac probki, zeby zrozumialy.

      (Poza tym w ramach pracy domowej nakaz im czytac Kuchnię i GP wink
      • shachar Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 28.01.11, 14:22
        niby wszystko jest rzemioslem, bo robimy rękami ,a zarazem nic nim nie jest.
        Jedni namalują konia a innym chocby pękli zawsze wyjdzie jakiś kot.Albo zakalec.
        Dla mnie kucharzenie to sztuka. nie mogę się nadziwić kiedy ktos mi mówi ze czyta egzotyczny przepis pierwszy raz i to mu robi sens, a co innego nie, albo ze czuje juz smak potrawy.
        • bene_gesserit Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 28.01.11, 15:52
          To w zasadzie jest jalowy spor o definicje slowa ('sztuka').
          To, o czym piszesz, to kwestia doswiadczenia i opanowania materialu, imo. Jesli sie to ma i dysponuje jeszcze tym, o czym pisalam ja (wybitnym węchem, smakiem), jest sie genialnym kucharzem. Tu nie trzeba natchnien, muz, nie trzeba sie miotac w rozterce i ładowac w garnki gwaltownych emocji.
        • krysia2000 Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 29.01.11, 01:29
          Przede wszystkim zerwijcie raz na zawsze z tym słowem: sztuka, a także z tym drugim: artysta. Przestańcie nurzać się w tych słowach, które powtarzacie z nieskończoną monotonią. Czyż nie jest tak, że każdy jest po trosze artystą? Nie jestże prawdą, że ludzkość tworzy sztukę nie tylko na papierze lub na płótnie, ale w każdym momencie życia codziennego – i gdy dziewczę wpina kwiat we włosy, gdy w rozmowie wypsnie się wam żarcik, gdy roztapiamy się w zmierzchowej gamie światłocienia, czymże to wszystko jest, jeśli nie praktykowaniem sztuki?

          Witold Gombrowicz to napisał. A napisał tak zgrabnie, bo się nauczył pisać. A potem długo długo ćwiczył, żeby pisać jeszcze lepiej. A na koniec umarł.
          • bene_gesserit Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 29.01.11, 02:29
            E tam.
            Tez mu sie merdalo. Nie kazdy tworca tworzy sztukę, chociaz kazdy moze byc tworcą.
            • krysia2000 Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 29.01.11, 10:07
              Nie merdało, tylko musielibyśmy uściślić, co rozumiemy pod pojęciem sztuki, bo to dość rozlazłe zjawisko, prawda?

              Czy chodzi nam o wszelki akt ludzki, w którym zawarty będzie znaczący pierwiastek estetyczny?

              A może sztuka to indywidualne, niepowtarzalne wyrażenie czegoś co na poziomie wspólnym tak bardzo trudno wyrazić?

              A może i to i tamto? I w jakim stopniu? Kiedy się kończy przeciętność, kiedy przechodzi w rzemieślniczy fach, a kiedy zaczyna się sztuka mistrzowska?

              No i czy sztuka jest (może być) anonimowa, czy też jest (musi być) podpisana?

              Zatem przekłądając na język kuchni: jak obrobić, przyrządzić i podać coś, co jest nieodzowną potrzebą każdego człowieka tak, aby nie ośmielono się nazwać tego zwykłym żarciem, a doznaniem artystycznej niecodzienności? Bo tak ktoś kiedyś sztukę określił, w swoistej opozycji do nauki: jako obcowanie z niecodziennością, tylko na poziomie indywidualnym, i przez to możliwie wieloznacznym, nieprecyzyjnym, i przez to pełnym nie do końca dających się zwerbalizować wrażeń. Takie wrażenia ułożone w rytm, gamę, wzorek, lecz nie w zdanie jasne, proste i zrozumiałe samo przez się.

              Sama już nie wiem, popraw mnie, moja droga, jeśli zechcesz.

              A wracając do żarcia, bo zaraz będę robić tartę z jabłkami. Czy to, że poukładam dekoracyjnie plasterki na rozwłałkowanym starannie kruchym cieście, wyłożonym i przyciętym na okrągłej formie z falbaniastymi brzegami, zamiast wrzucić wszystko do blendera i po prostu wyżłopać z niego papkowatą zawartość, czy to będzie sztuka? Pytanie pozostawiam otwarte i ciągnę dalej.

              Przecież jeśli dobrze się zastanowić, to mało która z tych przyziemnych, codziennych czynności, jako jest biologiczna wręcz potrzeba spożywania jest przez ludzi obarczony tak znaczącym, nieodzownym nieomal wymogiem estetycznym. Nie mówię tu o siedzeniu prosto i nie siorbaniu przy kierbacie, choć to też, ale o tym, że praktycznie, w dowolnej kulturze jedzenie musi posiadać formę, a sam akt posilania się naznaczony jest społecznie. No nie wstrzykujemy sobie po kryjomu substancji odżywczych prosto w żyły, ani jak ta ryba głębinowa nie robimy kłap pyskiem i po ptokach najadłam się dziękuję. Zamiast tego przygotowujemy sobie porcje, które umieszczamy przeważnie w naczyniach i spożywamy przeważnie w jakimś kręgu i w jakimś towarzystwie. Owszem, potrzeba porcjowania podyktowana może być niewielkimi stosunkowo rozmiarami naszych aparatów gębowych. Owszem, stosowanie naczyń wynikać może z konieczności zastosowania cieplnej obróbki, więc żeby się nie poparzyć, to lepiej nie trzymać gotowego w łapie, no nie? No i owszem, można jeść w samotności, ale to jest straszne i też obarczone znakiem. Społecznego odrzucenia. Wśród niższych od człowieka zwierząt stadnych a drapieżnych istnieje coś takiego, jak hierarchia żeru i po pyskach nurzanych w krwawych ochłapach poznać łatwo, kto alfa, kto beta, a kto wioskowy głupek.

              Napisałabym coś jeszcze, ale kto to będzie czytać? Idę zatem wykonać sztukę omleta z pieczarką i pomidorem, a potem do mekanika, mój kochany biedny mały samochodzik mi podreperować pod zbliżający się przegląd... A właśnie, auto mi przypomniało o jednej ważnej rzeczy związanej ze sztuką. O aspekcie użytkowym vs ozdobnym. Ale nie będę rozwijąc, bo kto to potem będzie zwijać?
              • bene_gesserit Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 29.01.11, 11:10
                No, tego wlasnie chcialam uniknac, bo to kompletny ot.
                Ale trudno: sztuka imo to taki wytwor rąk ludzkich, ktory oprocz wrazen estetycznych i emocjonalnych da sie rowniez interpretowac intelektualnie. To jest definicja na kolanku, do ktorej oczywiscie mozna sie przyczepic z pieciu stron, ale z grubsza chodzi mi o to, ze stolek to stolek, chocby byl nie wiem jak piękny, funkcjonalny i dowcipnie eklektyczny w stylu. Zupa to zupa, pieciu warstw znaczen nie ma, chocby byla i niebiansko pyszna i śliczna.
                • krysia2000 Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 29.01.11, 11:21
                  OT to inicjały mojego drugiego imienia. ;o) Poza tym to są Kuchenne pogaduszki, a nie przepychanie binów na lotnisku, prawda? Można se czasem pogawędzić na tematy oderwane bez szkody dla wykonywanego zajęcia podstawowego.

                  Zatem tak, można nauczyć gotowania, bo przecież nie święci garnki lepią. I tak, jest jakaś w tym sztuka, jakbyśmy jej nie rozumieli. Niekoniecznie wzniosła jak kaplica Sykstyńska, ale wrażeń dobre jedzonko potrafi dostarczyć, szczególnie jeśli zgrać w czasie i miejscu set z settingiem, czyli to co na stole z tym co przy stole. I w butelce. ;o)

                  Papatki!
                  • fettinia Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 29.01.11, 11:31
                    wlasnie to jak z tym namalowanym koniemsmileobrazy mistrzow pedzla to sztuka-dla oka
                    potrawy mistrzow patelni-to sztuka dla podniebienia
                    Sztuke mozna odbierac wieloma zmyslami-nie tylko wzrokiemsmile

                    "Sztuka – dziedzina działalności ludzkiej, uprawiana przez artystów."
                    Dobry kucharz to tez artysta w swojej dziedziniesmile
                • pietnacha40 Bene 30.01.11, 10:57
                  "Zupa to zupa, pieciu warstw znaczen nie ma, chocby byla i niebiansko pyszna i śliczna. "
                  big_grinbig_grinbig_grin oj bywa,ze potrawa ma kilka znaczeń i biesiadnicy się głęboko zastanawiają "co poeta miał na myśli " wink
                  • krysia2000 Re: Bene 30.01.11, 12:08
                    Uhm. Tylko wtedy sztuka powstaje nie w akcie tworzenia, a raczej podczas odbioru. Zresztą sztuka sama w sobie, jak każdy inny akt komunikacji, potrzebuje odbiorcy/widza/słuchacza. Inaczej mamy do czynienia z gotowaniem do szuflady.
                  • bene_gesserit Re: Bene 30.01.11, 12:38
                    ee tam smile
                    W takich wypadkach 'ukryte znaczenie' jest zwykle dosc oczywiste: przegląd lodowki i zamrazarki wink
                    • pietnacha40 Re: Bene 30.01.11, 13:36
                      nie,nie chodziło mi o to z czego ,tylko co z tego wyszło wyszło ? - czy to zupa,czy budyń,czy kluski na parze ;D
      • misia72 Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 28.01.11, 16:47
        bene_gesserit napisała:

        > Nie wydaje mi sie, zeby gotowanie to byla sztuka, wiec umiejetnosc gotowania ni
        > e moze byc talentem. Kucharzenie to raczej rzemieślnictwo.
        >

        po czesci sie z tym zgadzam, po czesci nie. Jakies tam predyspozycje ( wrodzone) trzeba miec zeby wyjsc ponad to zwykle rzemioslo i zablysna geniuszem. Co nie znaczy, ze jako dobry rzemieslnik nie mozna gotowac na przyzwoitym poziomie.
        Ja sie wlasnie za takiego rzemieslnika - hobbyste uwazam, i wszelkie echy i ochy przy stole pod moim adresem traktuje raczej z przymruzeniem oka. Bo wiem, ze daleko mi do prawdziwie wielkich umiejetnosci. Zreszta to co posiadam i praktykuje wystarcza mi na codzien, a dodatkowo przeciez ciagle sie ucze smile))))
        Pomyslu na wieczor jeszcze nie ma. Sama idea zrodzila sie podczas kolacji w ubiegly piatek, kiedy to dziewczyny zachwycone menu poprosily o przepisy a scislej , zeby im pokazac " jak to sie robi". Moze wiec przygotuje z nimi to, co jedlismy w ubieglym tygodniu ?

        >
        > (Poza tym w ramach pracy domowej nakaz im czytac Kuchnię i GP wink

        ha! to z krwi i kosci Niemki - nie podolaja smile))))
        • pietnacha40 Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 28.01.11, 17:15
          nadal uważam,że do gotowania trzeba mieć talent.I wenę twórczą też.Skąd się biorą te wszystkie,światowej sławy potrawy ? Fotografia to też sztuka.Ale i rzemiosło.Można produkować dobre zdjęcia do dowodu,a można zrobić zdjęcie,które dostanie nagrodę.I żeby tę nagrodę dostać,to trzeba mieć to trochę więcej niż rzemieślnik.I myślę,że bardzo często w gotowanie wkłada się właśnie emocje.
          Według Wikipedia,z moim poglądem jestem w starożytności big_grin
          • misia72 Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 28.01.11, 17:30
            absolutnie temu nie przecze smile
            • jacek1f gotowanie jest jak zycie - albo masz z tego frajdę 28.01.11, 19:36
              albo nie.

              Naprawdę.

              Dlatego przede wszytskim pokaż im jak prosto można cos zmieniac i decyfdowac o smaku. Tak jak Roseanne pisala - wymysl danie jakies podstawowe - wez styczniowe nasze - makaron.
              I zrob z nimi 3-4 sosy - na bazie jednego pomidorowego - tylko przyklad podaje:
              - z ziolami suszonymi oregano, bazylia...
              - z pieprzem i szczypta cynamonu;
              - sam czosnek, cebula.

              Albo makaron ale z bialym sosem, ale
              jeden ze skorka cytrynowa;
              jeden tylko z ziolami
              a jeden z serem ostrym jako przyprawa..

              Albo to samo - tzn podobnie jak wyzej ale piers kurczaka - pokaz im ciecie na cieniutkie plastry, smaz, ale pokaz ile od sosou zalezy smaku i ujecia miesa....


              Wytlumacz ze sa 3 doprawiania:
              1. z marynaty, smaku pierwszego - zamierzenia - azja, sosja, miod,cytryna, same ziola, itp...
              2. podczas gotowania.. owoce, chili, slod/kwas.
              3. indywidualne - na stole (sol, pieprz, wiecej sera, mniej, sok z cytryny...itp)

              Wazne zebys doprowadzila do kilku miseczek wlasnie o roznych smakach i stopniach o znaczenj roznicy.
              A niby to samo.


              Bo to życie jest....
              • daxter Re: gotowanie jest jak zycie - albo masz z tego f 28.01.11, 21:32
                Cos w tym jest że trzeba miec talet do dosmaczania ale z podstawami gotowania i pieczenia trzeba się przynajmniej opatrzec bo np zrobi sie biszkopt według wagi kolejności wykonania pieczenia ale juz ciasto drożdzowe według przepisu nawet szczegółowego nie jest łatwo zrobić jak sie nie widzi jak to ciasto ma wygladać , mnie nikt nie powiedzał ,że mozna dodac do drozdzowego mąki nawet po dodaniu stopionego tłuszczu ,byle by miało odpowiednia konsystencje ,że w drożdzowym ciescie bardziej wychodzi ciasto na oko niż według przepisu , dlatego takie warsztaty mają sens można zobaczyć jak dana potrawa ma wyglądać a dosmaczac mozna już według własnego uznania .
                • bene_gesserit Re: gotowanie jest jak zycie - albo masz z tego f 29.01.11, 02:34
                  Wyszlo ci bardzo dluuugie zdanie smile

                  Z tym dosmaczaniem to niekoniecznie tak. Tzn oczywiscie - wg wlasnego uznania, ale sa polaczenia najlepsze, o ktorych wiadomo, ze wiekszosci ludzi beda latwo wchodzic, sa tez polaczenia klasyczne, bo uswiecone etniczną tradycją. I ile sypac na ile w garnku, chociaz tak na oko. I kiedy co - listek laurowy na poczatku, pieprz mielony na koncu np. Ktore przyprawy lepiej przed dodaniem utrzec, ktore i dlaczego zaparzyć. To akurat ma sens na warsztatach wlasnie, bo w zbiorze regulek na ekranie/w ksiazce dla kompletnego lajkonika - zadnego.
        • bene_gesserit Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 29.01.11, 02:42
          misia72 napisała:
          >
          > po czesci sie z tym zgadzam, po czesci nie. Jakies tam predyspozycje ( wrodzone
          > ) trzeba miec zeby wyjsc ponad to zwykle rzemioslo i zablysna geniuszem.

          No to spieram sie dalej smile

          E tam, e tam. Nic nadprzyrodzonego w tym nie ma, nie ma tez genu kuchennego geniuszu - nie wierzę. Ew moze chodzic o pasję. Ze najpierw sie bardzo chce nauczyc - bo costam, zeby zdrowiej sie zylo albo zeby uwiesc kogos uroczego, a potem łapie sie chec, zeby gotowac czesciej i lepiej i odnajduje w tym niebywala przyjemnosc i ma sie wrecz organiczna ochote na nowe doswiadczenia - itd, spirala checi doznan sie nakręca.

          Do tego nie trzeba miec jednak talentu, ale lekko obsesysjną osobowosc wink

          Jest jeszcze jedna rzecz: emocje, wlozone w gotowanie. Gleboko wierze, ze gotowanie z miloscia, czułością, troską itd przeklada sie na przyjemnosc jedzenia. Nie na smak, ale mile uczucie w brzuchu. Kiedys przez pare dni jadlam rzeczy mi- wybredziosze - nie smakujace, a mimo to uznalam je za pyszne, bo gotowala je kobieta, ktora kochala swiat i ludzi - takze tych nieznanych, ktorzy zywili sie w jej stolowce. Podejrzewam, ze wlasnie czynnik cieplych emocji wlozonych w przygotowanie jedzenia powoduje dozywotnia tesknote za zupa taty, pierogami babci i szarlotką mamy.
          • senin1 to jeszcze mi powiedz, bene... 30.01.11, 06:57
            co sprawia ze jedna pomidorowa zajada sie az sie uszy trzesa a inna (od innej kucharki) przyprawia o mdlosci???

            wyglada na to, ze obie potrafia ugotowac pomidorowa...

            obie kucharki potrafia tez przyrzadzic golabki - u jednej smaczne az 'podniecajace' i wiecej sie chce, u innej nudne 'trzeba zjesc by sie ' uwazajac, by sie nie 'coflo' od bezsmakowej masy


            obie jak widac nauczyly sie gotowac - bo konsystencja i byc moze wyglad i takie inne OK,

            ale co ze smakiem sie stalo...???

            no jak to jest bene - czy jest cos, co wyroznia jedno gotowanie nad drugim? ..nazywane dobra kuchnia?
            czy moze raczej : co komu smakuje ???

            czy jest cos co odroznia kucharzy dobrych od zlych???


            jesli to ostatnie, to skad i po co krytycy kulinarni?
            • czarna9610 Re: Przełamywanie barier 30.01.11, 10:16
              bo zdarza się, że od pokoleń mamy zakodowane, że gotowanie to konieczność , obowiązek. No i jak jest możliwość to się gotowania raczej unika. Dzieciaki jedzą w szkole, rodzice jakieś gołąbki ze słoika czy inne gotowce (zależne od stanu kieszeni) U mnie takie przełamywanie trwało kilka lat, ale chyba chwyciłam bluesa i zaczęłam nawet eksperymentować .
            • krysia2000 Re: to jeszcze mi powiedz, bene... 30.01.11, 10:32
              To chyba jak ze wszystkim innym, co się robi. Albo się przykłada do czegoś i się trzyma pewien standard rzemiosła po prostu, niekoniecznie sztuki w wirtuozerskim rozumieniu, albo się robi na odp....

              Tym które romantycznie uważają, że kucharze są artystami to mogę powiedzieć, bo pracowałam na kuchni, że w 90% wypadków to nie są żadni artyści, ale zwyczajne chłopaki, o przeciętnym wyczuciu estetyki i przeciętnej nawet robotności. Po prostu przyuczeni do zawodu, z szefem kuchni stojącym im nad głowami i pilnującymi, aby steka grillować tak a tak, sosem polać tu i tu, itp. Artystyczny indywidualizm zabija dodatkowo obowiązek trzymania się standardu. Przecież nie jest tak, że się przychodzi do restauracji, wita od progu sam maestro chef, ucina rozmowę, przygląda się bacznie i wykrzykuje: "Już wiem, co Wam przygotuję! Czegoś takiego jeszcze nie jadłyście! I ja też jeszcze nie robiłem. Zamknę oczy i dam się ponieść wenie." I za 30 minut na stół wjeżdża obraz Arcimboldo. Jest menu z zamkniętą ilością potraw, które powinny być odwarzane za każdym razem możliwie identyczne. Są jasno i precyzyjne określone i wyliczone składniki, są fotki pokazujące sposób ułożenia i podania. I miejsca na Wielką Improwizację nie ma, bo na kuchni się zapie... w ukropie. Jasne, są lokale, gdzie coś się tam da zrobić na życzenie klienta, tylko zakradnijcie się na zaplecze i posłuchajcie tych bluzgów, jak się przytrafi jakiś taki grymaszący klient, szczególnie w bizi dej.

              Jakoś mechanika samochodowego nie nazwiecie artystą, prawda? A to ten sam typ faceta, co kucharz. Też się nazywa Stiwen, też ma pryszcze, też kibicuje MU i też chleje jak ma offa. I ich praca wygląda podobnie. Myślicie, że przesadzam? Że takie garkotłuki to tylko w jakiś podrzędnych bistro robią? To jest wyłącznie kwestia wyrafinowania i przykładania do wykonywanego rzemiosła. Odporni na wiedzę do emerytury będą przerzucać burgery, a tym staranniejszym może się pozwoli ułożyć tymbalika.

              Tak czy owak, sztuka kulinarna na tyle zestandaryzowana jest i skomercjalizowana, że doprawdy trudno nazwać ją sztuką. To, że ja czegoś nie umim tak ładnie, jeszcze nie czyni z kogoś mistrza. Nad zupą pomidorową i dosmaczaniem należy popracować, a nie zakładać, że to jakieś czary-mary.

              To raz. A dwa, to nasze apetyty na tyle są autystyczne (w rozumieniu dość konserwatywnie lgnące do tego, co znane), że miejsca na twórczą swobodę niewiele pozostaje. Jasne, są kierunki starające się uczynić z jedzenia coś innego, niż nim jest w istocie: są jakieś postmortemistyczne kompozycje wizualne, smakowe i co tam jeszcze, ale moim zdaniem to ślepa uliczka. Głód zaspokoić trzeba i to bez wewnętrznej obawy, czy to się je, czy może smaruje tym stopy. Zdecydowana większość klientó chce jeść to, co już jadło, takie to proste. Więc piekarz piecze codziennie ten sam chleb, cukiernik te same pączki, a menu w restauracjach zmienia się dopiero wtedy, kiedy się do cna zużyje moralnie. Albo jak lokal zbankrutuje i przejmie go nowy menedżment z nowym, młodym szefem, który starego menu jeszcze nie umie.

              --
              To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
            • bene_gesserit Re: to jeszcze mi powiedz, bene... 30.01.11, 12:33
              To proste: jedna ma wieksze doswiadczenie, wieksza pasję, lepsze wyposazenie fizjologiczne i bardziej wybujaly czynnik X (czyli kocha gotowac i kocha ludzi), a druga - gorsze. Przeciez o tym pisalam.

              Idziemy do bardzo, bardzo dobrej knajpy i te potrawy tam - bardzo skomplikowane i wymyslne - wydaja sie nam dzielem geniuszu, dzialania muz, talentu. Tymczasem za ich jakoscia stoją lata przeciężkiej pracy, uczenia sie od mistrzów, dowiadywania sie o tym, jak wybierac dobre skladniki itd. Tyle, ze my - prawdopodobnie - nigdy tej wiedzy nie zgarniemy, wiec wydaje sie nam nadprzyrodzona.

              Kiedys ludzie mysleli, ze na szczytach gor, na ktore nie mogli sie wspiac rezydują bogowie.
    • fettinia Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 29.01.11, 11:08
      Misia-na zadanie domowe kaz dziewczynom obejrzec to w poniedzialek na Sat1
      wwws.warnerbros.de/noreservations/
      smile
      • lonely.stoner Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 30.01.11, 01:21
        mozna sie nauczyc. Jak poznalam mojego faceta to umial zrobic jajecznice, makaron z sosem ze sloika i to byl w zasadzie caly jego repertuar. A teraz az mnie sama zaskakuje- nalesniki, rozne zupy, tajskie curry, pesto, i ostatnio mi zrobil canneloni! w ciagu roku sie sporo nauczyl i wiem ze lubi gotowac, cudowac, eksperymentowac. I dobrze mu to wychodzi.
        Chociaz wiem ze bywaja ludzie ktorzy maja do gotowania 2 lewe rece- ja tak mam do pieczenia, nawet baze do pizzy po prostu nie potrafie porzadnie zangniesc i juz.
        • bene_gesserit Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 30.01.11, 01:39
          > Chociaz wiem ze bywaja ludzie ktorzy maja do gotowania 2 lewe rece- ja tak mam
          > do pieczenia, nawet baze do pizzy po prostu nie potrafie porzadnie zangniesc i
          > juz.

          Pare razy ci cos nie wyszlo, ktos ci cos powiedzial i uwierzyłas.

          Pieczenie owszem - ma w sobie element alchemii i tajemnicy, bo to, co wsadzamy do pieca jest inne niz to, co z niego wyjmujemy, ale rzadzi sie podobnymi prawami, co gotowanie: kilkadziesiat regul do poczucia, zapamietania i uzywania. Jedyna roznica miedzy pieczeniem a gotowaniem jest taka, ze poczatkujacy do sredniozaawansowanych powinni sie scisle trzymac proporcji z przepisow, nic na oko.

          Zapytaj sie szanownej fettuszki, ze nie ma czegos takiego jak 'leworęcznociastowe' wink
          Zacznij jeszcze raz, od czegos prostego, jakis ciasteczek czy cos.
          • roseanne "leworecznociastowe"? wypraszam sobie :P 30.01.11, 02:33
            jam lewus od urodzenia
            • bene_gesserit Re: "leworecznociastowe"? wypraszam sobie :P 30.01.11, 12:37
              Jesli urazilam - przepraszam. Bez intencji. Bede sie pilnowac, obiecuję.
              • fettinia leworecznociastowe to bylo moje powiedzenie:) 30.01.11, 16:36
                mysle,ze Rose sie nie obrazilasmile
                moja najmlodsza corka tez leworeczna
                a faktem jest,ze trza sie przelamac,zaczac od najprostszych ciast i wtedy nawet tort mozna zrobicsmilesprawdzone osobisciebig_grin
                • amused.to.death Re: leworecznociastowe to bylo moje powiedzenie:) 30.01.11, 17:23
                  > a faktem jest,ze trza sie przelamac,zaczac od najprostszych ciast i wtedy nawet
                  > tort mozna zrobicsmilesprawdzone osobisciebig_grin

                  to prawda.
                  Pamiętam jak robiłam jedno z pierwszych ciast. Z połowy porcji bo dla trzech osób.
                  Zrobiłam, nie wyszło. Wylądowało w koszu.
                  Zrobiłam z drugiej porcji składników. I znowu do kosza. Ale było i tak lepsze....
                  Powiedziałam sobie, że MUSI przecież wyjść i poszłam jeszcze raz do sklepu.... wyszłosmile

                  Nie raz zdarzało mi się coś wyrzucać do kosza, bo nie wyszło - teraz już prawie nigdy, bo po pierwsze najczęściej gotuję rzeczy, które mi wychodzą, a po drugie nie mam ochoty do próbowania tych co rzadziej wychodzą - bo albo mi nie smakują albo za bardzo pracochłonne.
                  I w ten sposób prawie do zera ograniczyłam liczbę porażekbig_grin I stąd znajomi mają wrażenie, że ja umiem dobrze gotowaćbig_grin
                • roseanne Re: leworecznociastowe to bylo moje powiedzenie:) 30.01.11, 22:17
                  alez oczywiscie ze sie nie obrazilam

                  swoja droga w mojej szkolce jest nas 3 osoby leworeczne, nauczycielki praktycznej zadnej
                  wiec jak trzeba przystosowac jakas technike na nasze potrzeby to jest kupa smiechu i tylkko pilnowanie aseptyki
    • bodzia50 Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 30.01.11, 20:26
      Można smile.Ale to nie takie proste smile.
      Ja właśnie od jesieni uczę córkę gotowania i pieczenia.
      Polega to na tym że Ona robi, ja podpowiadam.Gdy mi ręce latają do pomagania ,to Ona rozstawia szeroko łokcie smile.
      Mieliśmy z mężem jakieś straszne zatrucie pokarmowe ,objawy przez tydzień.
      W tym czasie córka na chlebie i płatkach na mleku.
      Nagle zrozumiała że dobrze jest jednak umieć coś ugotować .
      Chętnie się uczy ,ale tylko to co lubi jeść.
      Ale ja mam problem , bo jak wytłumaczyć
      dokładnie co z czym połączyć i jak przyprawić ,gdy ja osobiście gotuję intuicyjnie.
      Musiałam sama wrócić do podstaw i książek, żeby podać Jej jakiś konkret.
      Wciąż dla mnie najgorsze jest pytanie - ile ?-.Bo jak komuś powiedzieć ile ma
      posolić ,czy popieprzyć ,i co to znaczy do smaku.
      Nauka idzie coraz lepiej , bo już widzę ten błysk w oku gdy potrawa się uda ,
      a biszkopt okazał się łatwizną .
      Wczoraj upiekła tort Sachera i to bez proszku i zrobiła pierogi .
      • daxter Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 30.01.11, 21:20
        Dlatego fajne są takie warsztaty , można spróbować potrawy widzi się konsystencję jaka powinna być np ciasta czy smakuje sie cała potrawę, bo wyczytac sie wszystkiego nie da nawet w najlepszej książce kucharskiej.Ja nauczyłam sie piec od mamy ale nie które ciasta jak np ptysiowe , drożdzowe to podpatrzyłam u koleżanki na wsi jak jej mama piekła i gotowała .
        Nawet takie proste zupy jak np ogórkowa to trzeba wiedziec ,że ryż gotuje sie pierwszy w rosole bo w kwaśnej zupie nigdy nie zmieknie.Tak jak ktoś tu wspomniał nawet kolejnośc dodawania przypraw jet ważna.smile
        Pomysł z wspólnym gotowaniem i nauką jest super smileżyczę powodzenia smile
        • edyta95 Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 30.01.11, 22:09
          oczywiście, że można, przecież my też się ciągle uczymy. Najlepsze dania wcale nie powstały w chwili szczytowania geniuszu, ale z najzwyklejszej pomyłki. Moje najlepsze duszone mięso wyszło przez pomyłkę, bo złapałam słoik z cynamonem zamiast z ostrą papryką i sypnęłam porządnie, oczywiście papryki tez dodałam, rodzina była zachwycona. Co do wyczuwania smaków i zapachów, jeśli ktoś nie ma tzw daltonizmu smakowego (są na to testy) to wszystko jest do wyuczenia, wiem co piszę, szkolę w tym temacie. Trzeba próbować, próbowac i jeszcze raz próbować. Pomysł ze spotkaniem genialny, ja niestety ani z mlekiem matki nie wyssałam umiejętności gotowania, ani jako młoda dzieweczka nie byłam uczona. To co umiem to wyuczone. Im częściej coś robię, tym lepiej mi wychodzi, zatem jednak rzemiosło, estetyczne rzemiosłosmile
      • roseanne Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 30.01.11, 22:19
        moja jest od jakieos czasu fanatyczka japonii, wczoraj wziela z polki ksiazi i obiecala minium jedno danie z niej co miesiac
        sushi robi sama od jakis dwoch lat
    • wiatrex Re: Czy gotowania mozna nauczyc ? 14.02.11, 11:00
      Trzeba chcieć i ćwiczyć, ćwiczyć i podglądać innych np na
      wykrywaczu smaków jest fajne połączenie dobrze zrobionych zdjęć i przepisów kulinarnych
      smile
Pełna wersja