krysia2000
25.02.11, 21:40
Wiem, wiem, u Was na wsi sroga zima, za to u mnie wiooooosna! Aż się raźniej kartony przegniata, jak słońce hajwizkę na plecach rozgrzewa.
Nio! Na raty bo na raty, ale dopięłam swego i sprowadziłam w końcu rower z mojej byłej wsi głebokiej do obecnej wsi płytkiej. Z samiuśkiego Naas popedałowałam przez Kill i Kilteel do Rathcoole, by zajrzeć do słynnej Avocy (taki butik z wypiekami) i nabyć tam jeszcze słynniejszy tadżinak (kumy berberyjskie poproszę o jakieś fajne przepisy, byle autentyczne, bo się stołuję obecnie u Marokańczyków i mię wieprzowym gulaszem w śmiesznej przykrywce nie oszukacie ;o)). Potem pognałam, przez Saggart, Jobstown, Clondalkin i wzdłuż odcinka Wielkiego Kanału na upamiętniony powieścią sławnego Dżejmsa Dżojsa stary brudny Dablin, gdzie nabyłam w końcu nowe butki w rozmiarze tym razem 12 (stopa mi zmalała, czy co?); by w końcu dojechać na kwadrat w równie słynnym Ballymun, którego prastare blokowiska (jedyne w całej Irlandii, obecnie wyburzane) unieśmiertelniły strofy piosenki Running to Stand Still w wykonaniu U2.
60km, dwie herbaty, dwie kawy, dwa gigantyczne skony, pół ucierańca i... pół kilo mniej, niż przed wyjazdem. Po drodze tyle spraw załatwiłam: odwiedziłam starego kumocha i kumę, zaszłam do banku i zmieniłam dane adresowe, potem ten tadżin i trzewiki, kilka razy nie w tę lokalną drogę wjechałam... a i tak był czas na podziwianie okoliczności przyrody, mimo wszechobecnego hałasu przejeżdżających samochodów.
Mówię Wam, zagońcie starych do nasmarowania łańcucha, podregulowania hamulców i ustawienia siodełka i w drogę! Z pojazdów kołowych wynalezionych w ciągu ostatnich dwustu lat rower to naprawdę zeyefajna sprawa. A ile zaoszczędzę na paliwie i parkingach, jak się jeszcze cieplej zrobi. Będę tak bogata, że chyba kupię sobie miniaturowego pieska, którego nosić będę na rączkach.