krysia2000
17.03.11, 23:15
Jak to dobrze czasem zamiast wątpliwej jakości błyskotek z "dowcipnymi" tekściorami przywieźć sobie z wojaży coś do jedzenia na pamiątkę. Nic tak nie budzi wspomnień jak smaki i zapachy.
Kaeng phet sobie szczeliłam właśnie na juterasko do pracki, bo cały dzień będę robić, a nie chce mi się przepłacać w lotniskowych knajpkach za posh lancze odgrzewane z kartona i serwowane przez przemiłe aczkolwiek absolutnie niekompetentne kelnerki. Się zawsze śmieję przegniatając potem te kartony w mojej pracowni ricajklingowej, bo napisane na nich "Homemade pastries" na przykład. Co to jest to home-made? To taka tutejsza wersja "Babuni". Makdonald jest przy tych "organicznych" kafejkach szczery do bólu.