Dodaj do ulubionych

kuchnia, to też ... poezja :)

25.11.11, 17:23
" O Hilarym" - Natan Tenenbaum

czyli Jak roztargnienie obżartucha
przyprawić może o ból brzucha

Kupił książkę kucharską łakomczuch Hilary
Przejrzał stron dziewięćdziesiąt i bardzo przejęty
Chwyta michę i przetak, chochlę, sagan, gary
Wyjmuje z szuflad sztućce, przyprawy i sprzęty
Z szaf — rzadko używane wyciąga talerze
Grzeje wrzątek, aż błyszczą rumieńce na twarzy
Trzy łyżki pszennej mąki żywo sypie w dzieżę
Ryż praży, kaszę warzy, bukiet z jarzyn smaży
Toż będzie rzeczywiście obiad godzien króla:
Wprzódy — zupa warzywna, danie główne — gulasz!
Inny — byle co pichci, by oszczędzić grosze
Mistrz bierze przedni produkt, gdyż nie ścierpi fuchy;
Świeżutką wieprzowinę i krzynę rzeżuchy —
Przyjść mają przyjaciele, wytrawni smakosze
(Trudno przy tym ukrywać, że wielkie łasuchy)
Trzeba dać szczyptę pieprzu ...i posolić chyba
Wrzucić łyżkę przecieru, pół marchwi i grzyba
Obrus płótnem przeczystym na stole się ścieli
...Gości wciąż jeszcze nie ma... Czyżby zapomnieli?
Nagle spojrzał w kalendarz ...w przerażeniu zastygł
Mieli przyjść trzydziestego, a dziś jest trzynasty!
— Trudno, westchnął Hilary, taka boża wola
...i wtrząchnął wszystek gulasz, aż go brzuch rozbolał
Obserwuj wątek
    • aretha04 kuchnia, to też ... poezja :) 25.11.11, 17:24
      "Obiad rodzinny" - Wojciech Młynarski

      Nie ma nic milszego, niech, kto chce mi wierzy,
      Niż rodzinny obiad w sielskiej atmosferze,
      Obrus świeży leży, starsi znad talerzy do młodzieży
      Szczerze szczerzą się.

      Wujek Leon z punktu ku kuzynkom czterem,
      Z odpowiednim żartem zmierza, czy duserem,
      Dziadzio je z orderem, kuzyn z profelerem,
      Ciocia tartym serem sypie w krąg.

      Tak co dnia obiad trwa, wdzięku moc w sobie ma.

      Obserwować można choćby z przyjemnością
      Jak się wujek Leon zawsze dławi ością,
      Czyni to z godnością, rzeczy znajomością,
      Wuj z natury powściągliwy jest.

      A ciotunia w każde danie wciąż sypie ser, tarty ser, żółty ser,
      Bo pasuje do wszystkiego tarty ser,
      Czasami kuzyn co ma profelef,
      Twierdzi, że to jest nie fair.

      A dziadunio tak zabawnie gryźć umie wąs, prawy wąs, prawy wąs
      Bo przeszkadza mu w konsumpcji, prawy wąs
      Kuzynki mają przez to oczopląs,
      Nie chcąc sosów tknąć ni miąs,
      Bo jak się na dziadzia zapatrzą to ... przepraszam.

      Ciocia chciała kiedyś skonać na anewryzm
      Bo dziadziowi nagle order wpadł w ordewry
      I na pół go przegryzł podśpiewując:
      Everybody love somebody smaczne to!

      Tak to w atmosferze sielskiej i intymnej
      Zwykł przebiegać zawsze obiad nasz rodzinny,
      Wuj się dławił siny, kuzyn robił miny,
      A ciociny tarty ser mdlił nas.

      Mdliłby tak do dziś dnia, gdyby nie sprawa ta...

      Że raz dano zraz, czy bitki zdobne w nitki,
      A do zrazu zrazu chrzan, a potem grzybki,
      No i przez te grzybki, chłód rodzinnej kryptki,
      Nazbyt szybki dał obiadkom kres.
      • aretha04 kuchnia, to też ... poezja :) 25.11.11, 17:27
        "Dumna zupa" - Andrzej Waligórski

        W Dreptakowej, hen, chałupie
        Zakochał się krupnik w zupie
        Mruga na nią jedną krupą
        I bulgota: - Buzi, zupo.
        Ale zupa, jak to zupa,
        Na ten krupnik z furią chlupa.
        - Twe amory mi są zbędne,
        Bo kochają mnie ząb z dębem.
        - Ejże - krupnik rzekł ubogi. -
        - Czy nie za wysokie progi?
        Ząb i dąb do zwykłej zupy?
        Zostaw, zupo, te wygłupy.
        Na to zupa jak wąż sykła:
        - Ze mnie zupa jest niezwykła.
        Za to tyś nie Antonioni,
        Krupa w tobie krupę goni.
        Liczykupa, dziad, chałupnik.
        Aż się spłakał biedny krupnik,
        Jęknął, otarł z oka krupę
        I zapytał wredną zupę:
        - Powiedz zupo, mnie ciemnemu,
        Tyś niezwykła? Niby czemu?
        Widzę w tobie trochę grochu
        I kartofli zwykłych trochu...
        Zupa w krzyk: - Ach, ty krupniku,
        Podłej rasy krasy byku,
        Drzeć by z ciebie trzeba pasy,
        Za to, że nie czytasz prasy,
        Gdzie jest artykułów kupa,
        Że nie jestem zwykła zupa.
        - A co? - Bardzo atrakcyjne
        Danie regeneracyjne.
        Krupnik na to znieruchomiał:
        - Fajnie, to ja jestem koniak.
        • aretha04 kuchnia, to też ... poezja :) 25.11.11, 17:32
          "Ode To a Haggis" - Robert Burns

          Fair fa’ your honest, sonsie face,
          Great Chieftan o’ the Puddin-race!
          Aboon them a’ ye tak your place,
          Painch, tripe, or thairm:
          Weel are ye wordy of a grace
          As lang’s my arm

          The groaning trencher there ye fill,
          Your hurdies like a distant hill,
          You pin wad help to mend a mill
          In time o’need
          While thro’ your pores the dews distil
          Like amber bead

          His knife see Rustic-labour dight,
          An’ cut you up wi’ ready slight,
          Trenching your gushing entrails bright
          Like onie ditch;
          And then, O what a glorious sight,
          Warm-reeking, rich!

          Then, horn for horn they stretch an’ strive,
          Deil tak the hindmost, on they drive,
          Till a’ their weel-swall’d kytes belyve
          Are bent like drums;
          Then auld Guidman, maist like to rive
          Bethankit hums

          Is there that owre his French ragout,
          Or olio that wad staw a sow,
          Or fricassee wad mak her spew
          Wi’ perfect sconner,
          Looks down wi’ sneering, scornfu’ view
          On sic a dinner?

          Poor devil! see him owre his trash,
          As feckless as a wither’d rash
          His spindle-shank a guid whip-lash,
          His nieve a nit;
          Thro’ bluidy flood or field to dash,
          O how unfit!

          But mark the Rustic, haggis-fed,
          The trembling earth resounds his tread,
          Clap in his walie nieve a blade,
          He’ll mak it whissle;
          An’ legs, an’ arms an’ heads will sned,
          Like taps o’ thrissle

          Ye pow’rs wha mak mankind your care,
          An’ dish them out their bill o’fare,
          Auld Scotland wants nae skinking ware
          That jaups in luggies;
          But, if ye wish her gratefu’ pray’r,
          Gie her a Haggis!


          i przekład Ewy Bieńczyckiej

          "ODA DO HAGGIS, CZYLI DO SZKOCKIEJ KISZKI"

          Piękna twarz szczęśliwej kiszki
          wśród puddingów tylko błyszczy.
          Wielbią ją wybredne pyski,
          lagę siekaną.
          Flak w jelicie dymi wszystkim,
          długi, jak ramię.

          Jęk wydaje pod nią misa,
          wzgórze siedzeń. Przy niej przysiadł
          patyk z rożna: pęka rysa
          (nim naprawić młyn
          też można). Cieknie miodowa
          ciecz. Lśni, jak bursztyn.

          Nóż z talentem tnie w ferworze,
          przekłuwa się, by w oporze
          wejść w sokoupojne wnętrze!
          W pragnienia rowie
          to, co ogląda namiętnie,
          dymi dostojnie.

          Łyżka za łyżką, jeść szczerze,
          rozgrzanym ucztą! Weselej,
          do diabła rozbrat z talerzem
          i z brzucha z męką!
          Wzdęty jest bęben jedzeniem,
          beka z podzięką.

          Czyżby francuskiego ragoût,
          flaków w oleju zachciano,
          innych frykasów? Niesmak, do
          ich wyrzygania!
          Pogardy „nie wiadomo co”
          warte są dania.

          Diabeł biedny, co jak śmiecie
          wysuszoną trzciną świecił,
          nogi chude i pięść gniecie
          jak pusty orzech…
          Pole krwi przemierzył w bitwie,
          och, mój Boże…

          Gdy serwują haggis, mocniej
          depcze ziemię człowiek Szkocji!
          Zaciśniętym mieczem w pięści
          wroga tnie ostrym!
          Ręce, nogi, głowy w części!
          Lecą, jak osty!

          Mając opiekuńczą pieczę
          nie karm nigdy cienkim śmieciem!
          Nie daj Szkocji co chlupocze,
          to, co cię zdradzi!
          Lecz daj gębom samą ucztę,
          daj Szkotom haggis!
    • buka007 Re: kuchnia, to też ... poezja :) 25.11.11, 19:35
      sliczne! dziekuje arethko! smile

      na dokładkę Bigos z IV Ksiegi "Pana Tadeusza" smile

      W kociołkach bigos grzano; w słowach wydać trudno
      Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną;
      Słów tylko brzęk usłyszy i rymów porządek,
      Ale treści ich miejski nie pojmie żołądek.
      Aby cenić litewskie pieśni i potrawy,
      Trzeba mieć zdrowie, na wsi żyć, wracać z obławy.

      Przecież i bez tych przypraw potrawą nie lada
      Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa.
      Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,
      Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;
      Zamknięta w kotle, łonem wilgotnym okrywa
      Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;
      I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie
      Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie
      I powietrze dokoła zionie aromatem.

      Bigos już gotów. Strzelcy z trzykrotnym wiwatem,
      Zbrojni łyżkami, biegą i bodą naczynie,
      Miedź grzmi, dym bucha, bigos jak kamfora ginie,
      Zniknął, uleciał; tylko w czeluściach saganów
      Wre para, jak w kraterze zagasłych wulkanów.

      • aretha04 jak Pan Tadeusz, 25.11.11, 19:40
        to i śniadanie w domu Sędziegosmile

        Księga druga

        /…/ Wszczął się naprzód szmer, potem gwar i krzyk wesoły,
        Jak w ulu pustym, kiedy weń wlatują pszczoły:
        Był to znak, że wracali goście z polowania
        I krzątała się służba około śniadania.

        Jakoż po wszystkich izbach panował ruch wielki,
        Roznoszono potrawy, sztuczce i butelki;
        Mężczyźni, tak jak weszli, w swych zielonych strojach,
        Z talerzami, z szklankami chodząc po pokojach,
        Jedli, pili lub wsparci na okien uszakach,
        Rozprawiali o flintach, chartach i szarakach;
        Podkomorstwo i Sędzia przy stole, a w kątku
        Panny szeptały z sobą; nie było porządku,
        Jaki się przy obiadach i wieczerzach chowa.
        Była to w staropolskim domie moda nowa;
        Przy śniadaniach pan Sędzia, choć nierad, pozwalał
        Na taki nieporządek, lecz go nie pochwalał.

        Różne też były dla dam i mężczyzn potrawy:
        Tu roznoszono tace z całą służbą kawy,
        Tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane,
        Na nich kurzące wonnie imbryki blaszane
        I z porcelany saskiej złote filiżanki;
        Przy każdej garnuszeczek mały do śmietanki.
        Takiej kawy jak w Polszcze nie ma w żadnym kraju:
        W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju,
        Jest do robienia kawy osobna niewiasta,
        Nazywa się kawiarka; ta sprowadza z miasta
        Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku
        I zna tajne sposoby gotowania trunku,
        Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu,
        Zapach moki i gęstość miodowego płynu.
        Wiadomo, czem dla kawy jest dobra śmietana;
        Na wsi nietrudno o nię: bo kawiarka z rana,
        Przystawiwszy imbryki, odwiedza mleczarnie
        I sama lekko świeży nabiału kwiat garnie
        Do każdej filiżanki w osobny garnuszek,
        Aby każdą z nich ubrać w osobny kożuszek.

        Panie starsze już wcześniej wstawszy piły kawę,
        Teraz drugą dla siebie zrobiły potrawę:
        Z gorącego, śmietaną bielonego piwa,
        W którym twaróg gruzłami posiekany pływa.

        Zaś dla mężczyzn więdliny leżą do wyboru:
        Półgęski tłuste, kumpia, skrzydliki ozoru,
        Wszystkie wyborne, wszystkie sposobem domowym
        Uwędzone w kominie dymem jałowcowym;
        W końcu wniesiono zrazy na ostatnie danie:
        Takie bywało w domu Sędziego śniadanie./…/
        • aretha04 Re: jak Pan Tadeusz, 25.11.11, 19:42
          i Księga dwunasta

          /…/ Tu Wojski skończył opis i laską znak daje,
          I wnet zaczęli wchodzić parami lokaje
          Roznoszący potrawy: barszcz królewskim zwany
          I rosół staropolski sztucznie gotowany,
          Do którego pan Wojski z dziwnymi sekrety
          Wrzucił kilka perełek i szutkę monety
          (Taki rosół krew czyści i pokrzepia zdrowie).
          Dalej inne potrawy, a któż je wypowie!
          Kto zrozumie nie znane już za naszych czasów
          Te półmiski kontuzów, arkasów, blemasów,
          Z ingredyjencyjami pomuchl, figatelów,
          Cybetów, piżm, dragantów, pinelów, brunelów;
          Owe ryby! łososie suche, dunajeckie,
          Wyżyny, kawijary weneckie, tureckie,
          Szczuki główne i szczuki podgłówne, łokietne,
          Flądry i karpie ćwiki, i karpie szlachetne!
          W końcu sekret kucharski: ryba nie krojona,
          U głowy przysmażona, we środku pieczona,
          A mająca potrawkę z sosem u ogona.

          Goście ani pytali nazwiska potrawy,
          Ani ich zastanowił ów sekret ciekawy,
          Wszystko prędko z żołnierskim jedli apetytem,
          Kieliszki napełniając węgrzynem obfitym.

          Ale tymczasem wielki serwis barwę zmienił
          I odarty ze śniegu już się zazielenił,
          Bo lekka, ciepłem letnim powoli rozgrzana
          Roztopiła się lodu cukrowego piana
          I dno odkryła, dotąd zatajone oku;
          Więc krajobraz przedstawił nową porę roku,
          Zabłysnąwszy zieloną, różnofarbną wiosną.
          Wychodzą różne zboża, jak na drożdżach rosną,
          Pszenicy szafranowej buja kłos złocisty,
          Żyto ubrane w srebra malarskiego listy
          I gryka wyrabiana sztucznie z czokolady,
          I kwitnące gruszkami i jabłkami sady.

          Ledwie mają czas goście darów lata użyć,
          Darmo proszą Wojskiego, żeby je przedłużyć,
          Już serwis, jak planeta koniecznym obrotem,
          Zmienia porę, już zboża malowane złotem,
          Nabrawszy ciepła w izbie powoli topnieją,
          Już trawy pożółkniały, liścia czerwienieją,
          Sypią się, rzekłbyś, iż wiatr jesienny powiewa;
          Na koniec owe chwilę przedtem strojne drzewa,
          Teraz, jakby odarte od wichrów i śronu,
          Stoją nagie; były to laski cynamonu
          Lub udające sosnę gałązki wawrzynu,
          Odziane zamiast kolców ziarenkami kminu.

          Goście pijący wino zaczęli gałązki,
          Pnie i korzenie zrywać i gryźć dla zakąski.
          Wojski obchodził serwis i, pełen radości,
          Tryumfujące oczy obracał na gości./…/
          • aretha04 "Karnawał w Soplicowie" - Andrzej Waligórski 26.11.11, 21:29
            Zagrano poloneza. Podkomorzy rusza
            I z lekka zarzuciwszy wyloty kontusza
            Podaje rękę Zosi odzianej w atłasy
            Gdy wtem stanął i mruknął: - Cóż to za hałasy?
            Faktycznie, w sali trwała wrzawa niepojęta,
            Ci stronę asesora, ci brali rejenta,
            Jedni byli za Kusym, drudzy za Sokołem,
            Już też pierwsze butelki fruwały nad stołem,
            Już Jankiel, który właśnie szedł podlewać kwiatki
            Dostał nagle po pejsach półmiskiem sałatki,
            Kiedy zacny ksiądz Robak wskoczył na kominek
            I krzyknął: - Niech rozstrzygnie ten spór pojedynek!
            - Tak racja, pojedynek! - goście zakrzyknęli
            I obu adwersarzów ku sobie popchnęli.
            Rejent za bok się schwycił, lecz nie miał rapieru
            Więc warknął: - Ha, sprowadzę ja cię do parteru!
            Jakoż i rzeczywiście, złapawszy za kłaki
            Szarpnął i asesora stawił na czworaki,
            Ten jednakże na atak odpowiedział godnie -
            Dwakroć kłapnął zębami i przegryzł mu spodnie.
            Ugodzony w słabiznę, biedny rejent z bolu
            Wrzasnął, skoczył i zawisł był na żyrandolu.
            Chwilę wisiał, jednakże żyrandol starawy
            Urwał się i wpadł z trzaskiem we środek zastawy.
            Rozprysły się po izbie mięsiwa i sosy.
            Aromatyczne miody, treściwe bigosy.
            Obie podkomorzanki spryskała musztarda,
            Telimenie za dekolt wskoczyła pularda
            Tylko co upieczona i jeszcze skwiercząca,
            Ta zasię, gdy nie mogła wytrzymać gorąca
            Zrzuciła przyodziewek, tracąc prawie zmysły,
            Aż hrabia mruknął kwaśno: - Hm... biuścik obwisły,
            Teraz widać dopiero, gdy braknie stanika,
            Że przypomina uszy mojego jamnika,
            Którym szczułem niedźwiedzie z Nalibockich lasów
            Wraz z baronem Dreptakiem i z księciem Denasów!
            Nie skończył jeszcze mówić, kiedy wpadł nań Ryków,
            Skłębiony z całą kupą innych biesiadników,
            Zaś staruszek Gerwazy wydał grzmiący poryk,
            Wsadził w omszałą pochwę prastary scyzoryk
            I mruknął, uśmiechnięty od ucha do ucha:
            - Nu ot, miał być karnawał - wyszła rozpierducha!

            Wersja II
            I zawołał na widok walczących szlachciców:
            - Chroń nas, Panie, od ognia, wojny i kibiców!
    • aretha04 "Bankiet włoski" - Wacław Potocki 25.11.11, 19:45
      To sam, będąc w kościele, to przez swoje sługi
      Prosił mnie Włoch, w Krakowie, na cześć raz i drugi,
      Żebym od jego syna jechał w dziewosłęby.
      Głupi, kto na cudzy chleb swej żałuje, gęby,
      Pomyśliwszy, stawię się; gdy przyszło do stołu,
      Po konfektach wyglądam kapłona z rosołu.
      Obrus z śniegiem, z zwierciadłem talerz o met chodzi,
      Pięknie wszytko. Ja spluwam, apetyt się rodzi.
      Aż z rzodkwią młode masło, przetykane chwastem,
      Pierwszym przed mię gospodarz stawia antypastem;
      Aż niosą zuppenwasser, polewkę z pietruszki,
      Przyprawny móżdżek z główką i cielęce kruszki,
      Ślicznym kwieciem upstrzone. Z wczorajszego postu
      Nie wąchać, ale mi się dziś jeść chce po prostu.
      Kładzie przed mię dobyte z onej główki członki,
      A ja wyglądam z czosnkiem wołowej wędzonki,
      Ledwie drzwi skrzypną, albo sztuki mięsa z grochem;
      Ze główki nierad jadam, przysięgam przed Włochem.
      Aż na upstrzonej misie w rozmaite wzory
      Dwanaście wróblów niosą z kaulefijory;
      I na ząb mi nie padnie, chociem ich zjadł kilka:
      Biednież się najeść mięsa, gdzie kość jako szpilka.
      Nastąpią malowane galarety za tem;
      Myślę, co dalej czynić mam z tym odrwiświatem:
      Czy ja krowa na głąbie, czy koza na kwiatki?
      Gniewam się i tylko mu nie wspomnię pań matki.
      Toż ślimaki, ostrygi, podobno i żaby:
      Rozumiejąc prawdziwie, że wieprzowe schaby
      Albo jakie misternie upieczone ptastwo,
      Siągnę z nożem do misy, aż ono plugastwo.
      Wytrząsa Włoch skorupy, kosteczki osysa.
      Aż znowu druga po tej następuje misa:
      Para w nie zasuszonych gołąbiątek pałkach,
      Tamże rznięte kogutom grzebyki przy jajkach,
      Toż kochane blomuzie. Na samo przezwisko,
      Miasto jedzenia, już mi do ublwania blisko.
      Wety za tym z dawnego nastąpią zwyczaju:
      Naprzód rozmaitego sałaty rodzaju,
      Szpinaki z selerami, szparagi z karczochem,
      Białe grzanki, jakimsi przysypane prochem,
      Parmezanu jak papier i orzechów garstka.
      Wziąwszy potem kieliszek,; mało od naparstka,
      Z rozlicznymi figlami, jako krzyształ czysty:
      Bon proface, senior, ,de lacrima Christi!
      Pije do mnie, ja sobie po polsku tłumaczę,
      Że od głodu, za stołem, tylko nie zapłaczę.
      Więc co przytknie do gęby, to patrzy, to słucha,
      Więcej nie połknie, tylko jako jedna mucha;
      Za każdym razem kląśnie i oka przymruży,
      A mnie tym bardziej ckliwo, im smakuje dłużej.
      Za czym, ledwie mnie dojdzie, wszytko oraz całkiem,
      Że nie z kieliszkiem, jednym połknąłem michałkiem.
      Upuściwszy nóż z garści, pojźry na mnie krzywo,
      Że tymże haustem wino, którym piję piwo.
      Więc że drugiego czekać na mnie było długo,
      Dziękuję za on obiad, obiecuję mu go
      Odwdzięczyć; prowadzi mnie na ostatnie wschody.
      Zbieram nogi co prędzej do swojej gospody;
      Już czeladź po obiedzie: "Złodzieje, czemuście
      Zjedli?" "Jeszcze została słonina w kapuście,
      Jest i bigos cielęcy." A ja krzyknę głosem:
      ,,Dawaj po włoskiej uczcie kapustę z bigosem!"
      Walę łyżką oboje; toż wysławszy boki,
      Wypiwszy garniec wina, przysięgę, że póki
      Włoszy w Krakowie i ja póki żywy będę,
      Do włoskiego bankietu na czczo nie usiędę.
      Nazajutrz każę chłopcu, żeby miał nóż myty:
      "Pójdę znowu do Włocha, pójdziesz ze mną i ty."
      Dopieroż ten niecnota pocznie kląć i łajać:
      "A kiegoż tam nieszczęścia - rzecze - nożem krajać?"
      I po gębieć tam mało, prócz jednego nosa,
      Gdzie jeść nic, tylko wąchać: delicata cosa.
      • aretha04 "Kuchnia polska" - Andrzej Waligórski 25.11.11, 19:47
        Bekwarku, z zazdrości spuchnij
        I nogi za pas weź -
        Oto jest pieśń o kuchni,
        Wysokich lotów pieśń!
        Nad sadybami Słowian
        W dorzeczu Odry i Brdy
        Wicher historii, gdy powiał -
        Zapachy kuchenne z nim szły.
        Piekły się w skalnych bratrurach
        Jesiotry, niedźwiedzie lub
        Udźce z łosia i tura,
        Jak również żubr, względnie bóbr.
        Wrzucano do owej dziczyzny
        To brukiew, to pencak, to groch,
        A później - pęczki włoszczyzny
        (gdy Bona przywiozła ją z Włoch).
        Pan Kolumb odkrył ziemniaczki,
        Car Iwan kabaczki nam dal,
        Gdy Henryk Walezjusz zjadł flaczki,
        To zaraz do Francji zwiał.
        Batory się otruł rzodkiewką,
        Król Staś wydawał obiady,
        Horeszko czarną polewką
        Nakłonił Soplicę do zdrady.
        Przez Polskę, gdy jechał, Suworow
        Do adiutantów rzekł swych:
        Ech, skolko zdzieś pomidorów,
        A skolko witamin w nich!
        Stek, zrazy, pierogi, kołduny,
        Wędzonych kiełbas dym...
        Ułani jak jasne pieruny
        Walczyli po wikcie tym!
        Nasz rodak popuszczał szelek
        (gdy nie stać go było na pas)
        I mawiał: - O, kuchnia Felek,
        To kuchnia w sam raz dla mas!
        Dziś w kuchni też nie jest pusto,
        Lecz nudno, że niech ja zdechnę:
        - Poproszę schabowy z kapustą,
        Pół litra i "Słowo Powszechne"!
        • aretha04 "Kolacja" - Andrzej Waligórski 25.11.11, 19:50
          W strojne szaty odziani, piękni jak bogowie,
          Pełni niewymuszonej i wytwornej gracji,
          Do obfitego stołu siedli Dreptakowie
          W celu skonsumowania pożywnej kolacji.
          Całkiem jak na obrazie mistrza Leonarda
          Siedzieli. Jedni wąsy mieli, inni biusty
          A przed nimi na stole leżała pularda,
          kilka pęczków rzodkiewek i micha kapusty.
          Najstarszy dziadzio Dreptak, ongiś słynny strzelec,
          Ucałował szarmancko rączkę swojej żony,
          Wbił w dymiącą pulardę srebrzysty widelec,
          Spojrzał ciepło na wszystkich i rzekł rozczulony:
          - Wątpię moi kochani, czy w skłóconym świecie
          Na który tyle klęsk już i makabry spadło,
          Drugą taką porządną rodzinę znajdziecie,
          Takie pełne tradycji i godności stadło...
          Na to odparł łagodnie inny Dreptak, stryjek
          z czołem pięknie sklepionym, jak gotyckie okno:
          - Za twe mądre słowa drogi dziadziu piję!
          Wypił, czknął w czystą chustkę i w ramię go cmoknął.
          Natychmiast wszystkim wokół oczy się zamgliły,
          Babcia Wera objęła ciotunię Emilię,
          A dziadunio chcąc wzruszenie ukryć, z całej siły
          Zaczął dzielić pulardę pomiędzy familię....
          Jednym dał smaczne łapki a innym skrzydełka,
          Jednemu z wujów szyjkę, drzgiemu kuperek,
          A ciotuniom ze środka kurzego truchełka
          Wyjął piękną wątróbkę w otoczeniu nerek
          Tamtemu brzuszek wręczył, a owemu grzbiecik,
          Wydłubał wszystko mięsko z każdego zakątka,
          I złożył na talerze co najmniejszych dzieci...
          A wtem stryj spytał cierpko: - A gdzie są piersiątka?
          W dziadka jakby grom strzelił, względnie szlag go trafił,
          Widać było przez chwilę, że ze sobą walczy,
          Ale że w żaden sposób zdzierżyć nie potrtafił,
          Chwycił stryja za halsztuk i rzekł: Ty padalcze!
          Tu pchnął go, a stryj upadł, a za nim skorupy,
          Garnki, szklanki, talerze, widelce i tace,
          Atoli stryjna chochlę wyciągnąwszy z zupy
          Gwizdnęła dziadka krzepko w promienistą glacę...
          Dziadek postawił zeza, zaklął po łacinie,
          Przetłumaczył przekleństwo jędrnym słowem: - Dziwka!
          A w miejscu uderzenia na zacnej łysinie
          Rosła mu z cichym gwizdem fioletowa śliwka...
          Tutaj już wszyscy naraz jęli się naparzać,
          I kto komu co może nawzajem doradzać,
          I po splamionych tłuszczem dywanach się tarzać
          I jedni drugim głowy do kapusty wsadzać....
          A wtem ciotka Emilia głosem z głębi łona
          Krzyknęła: - Stop! Przerwijcie bratobójcze waśnie!
          Nie pulardeśmy widać jedli, lecz kapłona,
          I w tych piersi dlatego brak na pewno właśnie!
          Więc zaczęli się jednać, oczyszczać z pasztetów,
          I znów dowodzić że są mesjaszem Europy.
          A najgodniej dziadunio, choć w głębi sztybletów
          Skradzione kurze piersi cisnęły go w stopy.
          • aretha04 Wielkanoc gastropaty Konstanty Ildefons Gałczyński 25.11.11, 19:55
            Jajek nie można,
            szynki nie można,
            takoż nie można
            szaszłyka z rożna.

            Indyk - katafalk,
            kura - agonia,
            piwo - gaffa,
            morderstwo - koniak.

            Mięso cięlece
            ani pół deka,
            chrzanik - noc w męce,
            chyba do lekarstw.

            Sosy - satyra,
            kabul - testament,
            zupy - cholera,
            zamęt i lament.

            Kawa - dyspepsja,
            wizje niedobre,
            rum - epilepsja,
            cygaro - obłęd.

            Ani fistaszków,
            ani pistacji,
            wszystko prowadzi
            do prostracji.

            Torciki - zgaga,
            mazurki - zgaga,
            mazurek szkodzi,
            tort nie pomaga.
            Pytam lekarza: - Co?

            A na to lekarz: - Gdybyś był bladszy,
            niech pan spokojnie w niebo popatrzy.
    • aretha04 "Zwycajne zycie moje - o żywocie poćciwej gaździny 26.11.11, 21:32
      Zwycajny dom zwycajny stół nowy
      Plastyckowy
      Na stole zwycajno kiełbaska
      W kiełbasce zyły i kostusie
      Flaska
      I gornusie
      Stuka i krupy i dwie kiski duze
      Kotuś sięgo łapeckom
      I pazdurkiem struze
      Takie syćko zwycajne - rano we dnie w nocy
      Takie syćko zwycajne - jako widzom ocy

      A dopiyro pod stołem
      - Ze dwa grzychy gołe
      Cebrzyk dnem do góry
      A na nim Smok Waluś wyłazi ze skóry
      I kochanek w miodzie
      Bioły jak orzesek
      I scęścio pucienka
      Waryjactwa miesek
      Burniawy kurniawy toty i nietoty
      Wyłazom podłazom i cyniom mi psoty
      To skubnom to dziubnom z tyj i hawtyj strony
      Jakoz warzyć chłopu pańskie makarony?

      Wanda Czubernatowa
      • bodzia50 żurek ...kulinarna poezja 27.11.11, 16:22
        Młynarski :
        Jakaś przykrość nawet nieduża
        Pech przypadek zły losu traf
        Innych ludzi od razu wkurza
        Wciąga niby w błotnisty staw
        Zaś mną zły los zakolebie
        Chcąc mnie wprawić w psychiczny niż
        To ja wszystko to biorę w siebie
        A na zewnątrz marmur i spiż
        W środku wulkan na Filipinach
        Co udaje tylko że śpi
        A na zewnątrz ironia kpina
        Lekkie ramion wzruszenie i
        Krok do domu kieruje prędki
        i gdy z nerwów trafia mnie szlag,
        ściany mojej skromnej kuchenki
        są cichymi świadkami jak...

        Marcheweczkę ciach ciach ciach,
        pietruszeczkę ciach ciach ciach
        porek i selerek trach- siekam.
        I nastawiam gaz na full,
        rosołeczek bul bul bul,
        a ja siadam jak ten król-czekam.
        Śmietaneczka- tak tak tak,
        zasmażeczka- co za smak,
        kiełbaseczka sucha jak wiórek.
        Tak gotuję sobie przez
        dłuższy czas, aż gotów jest
        najwspanialszy lek na stres- żurek!

        Aż się nasze życie odmieniło tak nagle że
        Nie musiałem uciekać w żurek
        Chociaż nerwy wciąż żarły mnie
        Rok 89 czerwiec radość i w oczach blask
        I nadziei promyczek złoty że się
        Zaczął wspaniały czas
        A po chwili potwarz i obmowa
        W polskim piekle ślina i żółć
        A kto z kotła wychyli głowę
        Zaraz inni wciągną go w dół
        I gazeta leci mi z ręki
        I nerwowy trafia mnie szlag
        I znów ściany mojej kuchenki
        Są cichymi świadkami jak...

        Marcheweczkę ciach ciach ciach....

        Tu wam dodam tak jak stoję
        Myśl niegłupią która brzmi
        Że ten żurek przeciw komunie
        Jakby lepiej smakował mi
        Dziś mój żurek i to mnie smuci
        Nie bulgocze jak złoty sen
        Jakich przypraw bym nie dorzucił
        A smak psiakrew jakiś nie ten
        I tak chciałbym we własnym domu
        Wreszcie życie normalne wieść
        Nie jeść przeciw czemuś lub komuś
        No po prostu usiąść i zjeść
        Tu Tadeusz mści się z Lechem
        Tam ucichnie pretensji sto
        Jest normalnie miło jest w dechę
        A ja wtedy co robię, no...

        Marcheweczkę ciach ciach ciach....
      • bodzia50 a do żurku obowiązkowo- chleb - 27.11.11, 16:25
        Chleb
        Wiecznie tak samo jeszcze jak za czasów Piasta,
        Po łokcie umączone ręce dzierżąc w dzieży,
        Zakwasem zaczyniony chleb ugniata świeży
        Przejęta swym odwiecznym obrządkiem niewiasta.

        Gdy wedle doświadczenia niechybnych probieży,
        Nazajutrz ugniot miary właściwej dorasta,
        Pierzyną ciepłą kryje pulchne ciało ciasta,
        Kędy cierpliwie pory wypieku doleży.

        I uklepawszy w płaskie półkule miąższ miękki
        W gorący piec je wsuwa na długiej kociubie,
        Skąd roztaczając zapach kuszący i miły

        Wychodzą wnet pożywne, razowe bochenki,
        Brunatne i okrągłe - ku piekarki chlubie -
        Jak widnokrąg zoranych pól, co chleb zrodziły.

        Leopold Staff

        -------
        Pozdrawiam w s z y s t k i c h.
        • aretha04 "Abecadło o chlebie" - Władysław Bełza 27.11.11, 16:57
          ABC
          Chleba chcę,
          Lecz i wiedzieć mi się godzi,
          Z czego też to chleb się rodzi?

          DEF
          Naprzód siew:
          Rolnik orze ziemię czarną
          I pod skibę rzuca ziarno

          HKJ
          Ziarno w lot
          Zakiełkuje w ziemi łonie,
          I kłos buja na zagonie.

          Ł i L
          Gdy już cel
          Osiągnięty gospodarza,
          Zboże wiozą do młynarza.

          MNO
          Każde źdźbło,
          za obrotem kół, kamienia,
          W białą mąkę się zamienia.

          PQS
          To już kres!
          Z młyna piekarz mąkę bierze
          I na zacier rzuca w dzieże.

          RTU
          I co tchu
          W piec ogromny wkłada ciasto,
          By chleb miały wieś i miasto.

          WXZ
          I chleb wnet!
          Patrzcie, ile rąk potrzeba,
          Aby mieć kawałek chleba.
          • aretha04 " Bochen chleba dał Bóg" - Emily Dickinson 27.11.11, 16:59
            Bochen chleba dał Bóg wszystkim ptakom –
            Mnie dał tylko okruchy liche –
            Nie śmiem jeść ich – chociaż głoduję –
            Oto mój cierpki zbytek –

            Posiadać okruch – dotykać –
            Dowieść – że okruch mam w ręce –
            Zbyt szczęśliwa z mojej szansy wróbla –
            Żeby posiadać więcej –

            Choćby głód panował dokoła –
            Mnie nie brakłoby nawet kłosa –
            Mój spichlerz taki dostatni –
            Obfitość na stole – tak radosna –

            Ciekawam jak się czują bogacze –
            Kupiec – lord – co z bogactwem czynią –
            Sądzę, że z mym okruchem –
            Jestem ich wszystkich władczynią –

            przełożyła Ludmiła Marjańska
            • aretha04 "Pieśń o chlebie" - Sergiusz Jesienin 27.11.11, 17:00
              Oto ono, okrucieństwo chciwe,
              gdzie ból ludzi - pierworodny wszędzie!
              Rżnie sierp kłosy ociężałe tkliwie,
              tak jak się gardła rżnie łabędzi.

              Nasze pole jest od dawna znane
              z sierpnia, który wziął poranny ślub.
              Wiążą w snopy ciało żniw słomiane,
              każdy snopek jest jak żółty trup.

              I na wozach, jak na katafalkach,
              wiozą je w cmentarne krypty szop.
              Jakby diakon na kobyłę warknął,
              czci cmentarny ceremoniał chłop.

              Potem snopy ostrożnie, bez złości,
              płową głową po klepisku wloką,
              i cepami ich maleńkie kości
              wybijają z wychudzonych boków.

              I nikomu w głowie nie zaświta,
              że ta słoma - także ciałem jest!...
              Ludożerca-młyn kosteczki żyta
              łamie, dając im zębami chrzest.

              I z tej mąki ciasto zakwaszając,
              zaczynają stosy jadła piec...
              Wtedy niosąc białej trwogi jajo
              w dzban żołądka jad zaczyna ciec.

              Ogniem liżąc każdy pokos żyta,
              międląc żeńców okrucieństwo w żółć,
              mięso słomy jedzącym do syta
              żarna jelit będzie jadem truć.

              I gwiżdżąc przez kraj cały, jak jesień,
              kuglarz, złodziej i morderca pędzi...
              Dlatego, że sierpem kłosy rżnie się,
              tak jak się gardła rżnie łabędzi.

              tłum. Tadeusz Nowak
              • aretha04 " Kanapka z człowiekiem" - Jacek Kaczmarski 27.11.11, 17:14
                według obrazu Bronisława Wojciecha Linkego "Kanibalizm"

                Ostry nóż wchodzi w chleb
                Deszcz okruszków sypie się
                Grzęznę w tłuszcz, z oczu łzy
                W ciepłych strużkach płyną mi

                To cebuli żółte młyńskie koła
                Przygniatają mnie do kromki
                Wsmarowali mnie od czoła
                Aż po kręgi i korzonki

                Przyprawiają według karty
                Sól mnie szczypie w nos, pieprz wierci
                A ja wcale nie chcę być pożarty
                Mnie nie spieszy się do śmierci

                Jakim prawem starcy ludojady
                Przyrządzają sobie tę kanapkę
                Wrzeszczę przygnieciony i bezradny
                Wciskam w tłuste masło łapki
                Jeszcze sokiem z cytryn mnie spryskują
                Żebym przed spożyciem skurczył się
                Przecież ktoś się musi za mną ująć
                Tak po prostu wszak nie zjedzą mnie!

                Drgnął mój chleb, unosi dłoń go wzwyż
                Boże!
                Czuję dech, zgłodniały widzę pysk!
                Może
                To jest żart, czy śmiać się mam czy łkać?
                Patrzę
                W lśnienie warg, co zaczynają drgać!
                Nagle
                Otchłań ust i zębów biała grań
                Woni
                Zgniłej chlust! Ruchomą widzę krtań!
                Bronię
                Się co sił... wtem trzask i mrok mnie skrył!!!

                Masło świetne, chleb wspaniały
                Człowiek z lekka był zgorzkniały


                www.youtube.com/watch?v=ro7DM8Qk8AA
                • aretha04 " Chleb z Supraśla" - Tadeusz Gicgier 28.11.11, 13:29
                  Ludmile Marjańskiej

                  Łakoma dziejów dawnych,
                  znużona dziejami współczesnymi,
                  przybyłaś, pani, do Supraśla,
                  wędrowaliśmy ulicami miasteczka
                  wśród domów i ogrodów, gdzie słońce północy
                  pali się w pelargoniach i w kwiatach nasturcji,
                  a dogasając, jeszcze płonie
                  w kroplach żywicy na schnących bierwionach,
                  wtedy delikatnymi nozdrzami poetki
                  wyłowiłaś zapach starej piekarni,
                  tak inny od zapachu bazyliańskich murów,
                  ksiąg murszejących,
                  które były niegdyś pokarmem dla ducha,
                  i oto niesiesz na liściu dłoni
                  chleb ciepły, zdjęty z klonowego liścia,
                  delektując się jego skórką rumianą,
                  niesiesz ten chleb do rynku,
                  skąd powiezie cię autobus,
                  to są twoje dożynki,
                  chleb niesiony godnie
                  z Supraśla do Stolicy.


                  z dedykacją dla Qbraczka smile
                  • qubraq Re: " Chleb z Supraśla" - Tadeusz Gicgier 07.12.11, 11:19
                    aretha04 napisała:

                    > Łakoma dziejów dawnych, znużona dziejami współczesnymi, przybyłaś, pani, do Supraśla,
                    > wędrowaliśmy ulicami miasteczka wśród domów i ogrodów, gdzie słońce północy
                    > pali się w pelargoniach i w kwiatach nasturcji, a dogasając, jeszcze płonie
                    > w kroplach żywicy na schnących bierwionach, wtedy delikatnymi nozdrzami poetki
                    > wyłowiłaś zapach starej piekarni, tak inny od zapachu bazyliańskich murów,
                    > ksiąg murszejących, które były niegdyś pokarmem dla ducha, i oto niesiesz na liściu dłoni
                    > chleb ciepły, zdjęty z klonowego liścia, delektując się jego skórką rumianą,
                    > niesiesz ten chleb do rynku, skąd powiezie cię autobus,
                    > to są twoje dożynki, chleb niesiony godnie z Supraśla do Stolicy.

                    Jakie to piekne... w ogole wszystkie te utwory są takie "serdceszczypatielnyje"... smile

                    > z dedykacją dla Qbraczka smile

                    dzieki serdeczne! Wiesz, kiedyś do "Sklepu na górce" przywozili z piekarni w Łapach fantastyczny chleb "wileński" i ja wstawałem rano o szóstej zeby zdążyć go jeszcze kupić bo przywozili tylko kilka skrzynek a ludzie go natychmiast wykupywali; tyle lat tam jeżdżę ale jakos
                    nie trafiłem jeszcze do piekarni; zawsze kupowalem sobie pieczywo w "Sklepie na górce" smile
                    Warto jednak być na dorocznym "Uroczysku" na które okoliczni rzemieślnicy przywożą swoje podlaskie czasem niespotykane nigdzie wyroby... smile
        • smutas13 Re: smutas13 03.12.11, 08:17
          aretha04 napisała:

          > śpiewaj, śpiewaj i nie bądź smutasem smile
          >
          > www.youtube.com/watch?v=30_kr5zCQ78
          > www.youtube.com/watch?v=9cbboB2LKiQ
          >
          Dzięki za linki smile
          Miałam "smutny" tydzień. Ale już wracam i dalej się zachwycam smile
          Mój nick, jest trochę przewrortny - dla zmylenia wink
          • aretha04 Re: smutas13 04.12.11, 17:43
            przewrotny? kobiecysmile

            /.../ "A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
            Jest więc odtąd na wieki i grzeszna, i święta,
            Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
            I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza,
            I gołąb i żmija, i piołun i miód,
            I anioł i demon, i upiór i cud,
            I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna,
            Początek i koniec - kobieta, acha!" /.../

            Julian Tuwim
    • aretha04 "Obżarstwo i pijaństwo" - Jan Lechoń 28.11.11, 13:31
      Od wspaniałych się zastaw ciężko stół ugina,
      Białe strzępy chryzantem pośród gorsów bieli,
      Nalewam wciąż kieliszek, choć nie lubię wina,
      Ale będę pił dzisiaj, aby mnie widzieli.

      Jutro przyjdę tu także. Nic mnie to nie męczy:
      Już trzecią noc się bawię bez zmrużenia powiek,
      Nie tańczę, ale słucham, jak muzyka brzęczy.
      Nie jestem gorszy od nich. Jestem zwykły człowiek.

      Lecz nagle myśli jak piorun: "Skąd tu ja we fraku?"
      Z hukiem pęka butelka, ciśnięta o ścianę.
      Idioci! Wasze wino - wszystko fałszowane.
      Żeby pić takie świństwo - trzeba nie mieć smaku.
      • aretha04 " Piosenka" - Konstanty Ildefons Gałczyński 28.11.11, 13:34
        Moja mała bardzo lubi rosół,
        moja smagła, moja smukła.
        Gdy je rosół, to ja jestem wesół,
        bo to szczęście, gdy jest rosół i bułka.

        W oberży dla bezrobotnej inteligencji,
        pod afiszem Ligi Morskiej i Rzecznej,
        moja mała ma miejsce bezpieczne,
        dużą łyżkę trzyma w małej ręce.

        Tuż w szachy grają dwa biedne diabły –
        śnieg, śnieg po Wilnie hula.
        Kreślę na dłoni smukłej i smagłej
        drogę dla bajki o Trzech Królach.
        • aretha04 "Potrawy różnych narodów" - Wacław Potocki 28.11.11, 13:38
          Niech przy swym winie Węgrzyn je z czostkiem słoninę,
          Holender samo masło, Anglik baraninę,
          Włoch żaby do sałaty, cytryny i figi,
          Francuz potazie, Duńczyk śledzie i ostrygi,
          Niemiec szołdrą na zimno, Turczyn żyje ryżem,
          Moskwa bobrem po wódce palonej z hanyżem,
          Orda pszonem, Żyd gęsią, odarszy ze skóry,
          Ślęzak rybą jak wydra — każdy do natury.
          Polak pieczenia z wołu, zwłaszcza jeśli spaśny,
          Będzie się kontentował przy kapuście kwaśnej,
          Bo choć to wszytko, prócz żab, co tamte narody
          Jada, przecież pieczenia chodzi na stół wprzódy.
          U starych tak i mężnych bywało Polaków;
          Już się dziś jęli żółwi i brzydkich ślimaków -
          Poczekawszy, imą się żab i ostryg jadać
          (Inszych plugastw wspominać i grzech o nich gadać),
          Stąd mało serca, mniej sił ani zdrowia wiele
          W niedołężnym być może z wiotchych potraw ciele
          • aretha04 " Kuchnia wschodnioeuropejska" - Charles Simic 28.11.11, 13:40
            Kiedy markiz de Sade oddawał się perwersjom –
            W tym samym czasie mniej więcej, gdy Turcy
            Przypiekali moich przodków na rożnach –
            Goethe pisał „Cierpienia młodego Wertera”.

            Był zimny, słotny, przygnębiający dzień,
            Siorbaliśmy fasolówkę z plasterkami wędzonej kiełbasy,
            Przy Drugiej Avenue, gdzie przed laty widziałem, jak szkapa
            Ciągnie wóz z wielkim stosem materaców z domu noclegowego.

            Tak czy inaczej, z ustami pełnymi golonki i wina
            Mówiłem właśnie wujowi Borysowi: - Gdy oni
            Trzymali się za rączki i wzdychali pod kolorowymi
            Parasolkami, nas wieszano za języki.

            - Ja tam nie robię różnicy między jednym a drugim draństwem -
            Odparł, i miał na myśli wszystkich, ich i nas:
            Plemię, na które składali się pomocnicy morderców,
            Węszący odór zła terminatorzy z izb tortur.

            Co kazało nam zamówić nową butelkę węgierskiego wina
            Oraz półmisek knedli ze śliwkami, które
            Pochłonęliśmy w milczeniu, gdy Turcy tymczasem
            Walili dalej w swoje bębny i cymbały.

            Na szczęście obsługiwał nas ten kelner z Siedmiogrodu,
            Ekskomunikowany ksiądz, były nauczyciel tańca,
            Co do którego zalet byliśmy w zupełnej zgodzie,
            Jako że nie zapomniał wraz z rachunkiem przynieść wykałaczek.

            tłum. Stanisław Barańczak
    • buka007 Odwódki 30.11.11, 15:40
      Odwódki Wisi Szymborskiej :

      Od samogonu utrata pionu.

      Od koniaku finał na haku.

      Od palinki wstrętne uczynki.

      Od maraskino spadaj rodzino.

      Od pejsachówki pogrzeb bez mówki.

      Od śliwowicy torsje w piwnicy.

      • aretha04 :):):) Odwódki c.d. 30.11.11, 17:36
        pozwolę sobie, Buka, uzupełnić Odwódki

        Od whisky iloraz niski.

        Od żytniówki dzieci półgłówki.

        Od likieru równyś zeru.

        Od burbona straszna śledziona.

        Od martini potencja mini.

        Od sznapsa wezmą cię za psa.

        Od rumu pomruki tłumu.

        Od drinka czarna godzinka.

        Od sherry nogi cztery.

        Od żywca wyje spożywca.

        Od madery rypią nery.

        Od wina wszędzie lysina.

        Od cinzano konwulsje rano.

        Od brandy swedzenie wszędy.

        Od calvadosu wartyś donosu.

        Od alaszu byt w rozgardiaszu.

        Od porto powrot z eskortą.

        Od xeresu bieg do sedesu.

        Od siwuchy w brzuchu rozruchy.

        Od borygo uschniesz lodygo.



        Niestety, nie mam książki Wisławy Szymborskiej "Rymowanki dla dużych dzieci", w której są m.on. Odwódki
        a jak pisze Autorka - "Musze tu jednak z całym naciskiem podkreslić, ze nie jestem nieprzyjaciólka alkoholu. W każdym wymienionym tu przypadku ostrzegam tylko przed jednym kieliszkiem za dużo. Moje totalne potępienie dotyczy wyłącznie płynu borygo i win domowej roboty".
        • aretha04 Lepieje 30.11.11, 17:40
          z "Rymowanek dla dużych dzieci" - Wisława Symborska

          Lepiej złamać obie nogi,
          niż miejscowe zjeść pierogi.

          Lepiej mieć życiorys brzydki,
          niż tutejsze jadać frytki.

          Lepiej w glowę dostać dragiem,
          niż się tutaj raczyć pstrągiem.

          Lepiej mieć horyzont wąski,
          niż zamawiać tu zakąski.

          Lepiej wynieść się z osiedla,
          niż tu przełknąć choćby knedla.

          Lepszy ku przepaści marsz,
          Niż z tych naleśników farsz.

          Lepszy piorun na Nosalu,
          niż pulpety w tym lokalu.

          Lepiej mieć horyzont wąski,
          niż zamawiać tu zakąski



          Lepieje z akcentem prorodzinnym

          Lepiej w domu zjeść konserwę,
          niż mieć tutaj w życiu przerwę.

          Lepsza w domu świekra z zezem,
          niż tu jajko z majonezem.

          Lepsza ciotka striptizerka,
          niż podane tu żeberka.

          Lepiej nie być w żony guście,
          niż jeść boczek w tej kapuście.
      • aretha04 "Szkodzi trunek na frasunek" - Wacław Potocki 30.11.11, 17:45
        Nad intratę żył szlachcic o jednej wsi szumno,
        Trefunek przyniósł, że mu pogorzało gumno.
        Więc żeby, jako mówią, szkoda szła na poły,
        Każe w hucie na szkleńce przetopić popioły,
        Ostatek wsi przedawszy. Znacznie się pokrzepił,
        Bo nimi wszytkę swoje substancyją przepił.
        Z pogorzelca topielec, zgorzawszy utonął.
        Więc niżli umarł, niźli ostatni raz zionął,
        Ten sobie wiersz przy kuflu pisze przed kominem:
        Dobrze ogień zalewać wodą, a nie winem.
        Widzicie, znalazło się i w martwym popiele,
        Co mi drogę do nędze, ba, do śmierci ściele.
        Chciałem winem frasunek po swej zalać szkodzie,
        Aż mi przyjdzie i duszę położyć o wodzie.
        Przeto moim przykładem, jeśli się kto sparza,
        Pierwej się niechaj w wodzie niź[li] w winie narza.
        A kto jeden frasunek chce wypędzić winem,
        Nie wie, kiedy i jako uplące się inem.
        • aretha04 "Toasty" - Andrzej Waligórski 30.11.11, 17:47
          Ech, krzyk i rewelacja,
          Atmosfera paniczna,
          Bo z Francji delegacja
          Przybyła zagraniczna,
          Nawiązać z nami kontakt,
          A szef tej delegacji
          Podpisze nawet kontrakt
          W sprawie kooperacji!
          Ot problem, daj go katu,
          Jak przyjąć zagranicę?
          Dyrektor kombinatu
          Rozmawia ze swym "vice"
          Jak uczcić przedsięwzięcie
          By elegancko było?
          Jak urządzić przyjęcie?
          Po pół litra na ryło?
          Może po całym litrze?
          I co? Winiak czy czysta?
          I może by na cytrze
          Grał w kącie Karapystka?
          Może by przy nakryciach
          Asparagus pierzasty?
          I jakie podczas picia
          Należy wznieść toasty,
          Żeby było frymuśnie,
          Ale przy tym z fasonem.....
          - Może "chluśniem bo uśniem"?
          Rzekł ktoś niepewnym tonem.
          - Owszem, to niezły wierszyk,
          Ale gdzieś tak pod koniec!
          - "Zdrowie pań po raz pierwszy"!
          Krzyknął kasjer Piotr Dzwoniec.
          - To nam też nie podejdzie
          Bo przybyli bez kobiet.
          - "Prosiemy, bo śkłem przejdzie!"
          Zawołali księgowi.
          - Ba, któż to przetłumaczy,
          Chociaż brzmi, dość ambitnie....
          Szef kadr rzucił w rozpaczy:
          - "Pierdykniem, bo odwykniem ?"
          A francuska ekipa
          Już do jadalni zmierza,
          Nie wiadomo, czy stypa,
          Czy ostatnia wieczerza?
          Smutno acz uroczyście,
          Coś skwierczy w jarzeniówkach
          I wódka lśni srebrzyście
          W czterdziestu półlitrówkach,
          A dla niektórych osób
          Nawet koniak francuski,
          I słychać próby rozmów:
          - Gawaricie po ruski?
          Wreszcie główny szef powstał,
          I wszyscy nań spojrzeli:
          Twarz, myśląca choć prosta
          W prawicy rżnięty kielich.
          Urodziwy jak Drozda
          A natchniony jak w transie
          Po francusku się rozdarł:
          Hende hoch! Aby nam sie...
          Zabulgotała czysta,
          Zaczęły się narady
          Zbliżono stanowiska,
          Podpisano układy,
          A szef błagał tłumacza
          Gdy szli do toalety:
          - Jezu, sprawdźcie no Kawczak,
          Czy to znów nie Berliety!
    • aretha04 " Trzy obiady" - Wielemir Chlebnikow 04.12.11, 17:45
      Wieczór. Jadłodajnia do takiej to a takiej godziny.
      Udziec wieprzowy z plastrami
      Purpurowej padliny.
      Świńskie kiszki,
      Tłuszczem nabite,
      Chrupiąca skórka rumiana
      Młodego w liściach sałaty cielątka,
      I paszcza roześmiana
      Różowiutkiego prosiątka.
      W tłuszczu pływają gorące uszka,
      Chleb i sery łzy ronią,
      Szkarłatne jadło mięsne, zdrowe!
      A od mięsa czerwonego głos: „Jesz krowę!”
      Szkarłatnych jabłek góry,
      Ogórków wilgotno-zielonych wzgórza.
      Przechodzę w podartych białych trzewikach.
      Gawiedź – pieniądza kapłanka surowa.
      Malinowej szynki okrawek w ustach znika.
      Rozmowy o przeprawach z nożem,
      Z pijatyką,
      I o handlowych sztuczkach
      Ludzi o twarzach zielonych, szkarłatnookich.
      Szklanice herbaty, wszystkie z mlekiem,
      Barszcz. Kury dymią.
      Na kawałku sera łzy i dziury.
      Czysty, szanowny
      Samowar w kłębach białej pary,
      Czarodziej, co szumi i kipi.
      Twarz jego ze srebrnej blachy fajkę kurzy,
      Siwy śpi nad piwem.
      W jeziorach krwi i trawy zielonej
      Wśród wiórów chrzanu mięsiwo gorące.
      Patrzy miłośnie
      Czerwone jak kolano.
      Wystają wydłużone wargi
      Łeb wierzchopląsa.
      Na ścianie wiszą
      Po śmierci radosne
      Próżne rozpaczy, ale nie porywcze,
      Złotem prześwitujące przez czerwoną skórę,
      Na stole śmieją się ich pyszczki,
      Miękki tłuszcz kapie
      Przejrzyście, złoto się rozlewa.
      W łunie czerwieni purpurowa wołowina.
      Rozprawy o tych, którym kres pisany
      Na słupie z poprzeczką.
      Cześć mięsu czerwonemu!
      Nóż wbity, szkarłatne skaleczenie
      Na ciemnozielonym arbuzie –
      Łańcuszek na brzuchu.
      Kucharka ma piórko na fartuchu.
      W chrupiące, białośnieżne mięso
      Wgryzajcie się, ludzie!
      Jeszcze dymi mięso bycze,
      Zieleniny i chleba stogi,
      Pełnokrwiste wory ludzkich gąb
      Gotowe żreć,
      Słowa z zapachem sprawy,
      Psu, co zaszczekał, rzucić ochłap: „Na!”
      I purpurowo-złote barszczu misy
      W okach tłuszczu na wierzchu.
      Rudy kot
      Z czerwonymi oczami
      Na półmisku szklanym,
      Miękkie pieczywo,
      Rozpływa się w ustach,
      Chrupiące ciasteczka,
      Kruche rurki
      Z białą śmietaną,
      Ręce sprzedaż kupno,
      Czerwone wargi jedzą.
      Zwierciadło nowych panów,
      Potwornie do nich podobny
      Z pomarszczoną fałdzistą skórą
      Tłusty szczeniak
      Z długimi uszami
      Wskoczył na stół
      I wrzasnął z gniewu i pogardy,
      Gdy mu rzucili
      Razowego chleba.
      Nóż czerwony, kwiat zielonej gruszy
      I mięso – my zawsze sąsiady!
      Jak białe kwiaty
      Przesypywały się tu żywe twarze
      W krwistych obrożach,
      Szczelnych worach sadła i krwi.
      „Dziś ja, jutro ty!”
      głosił bezgłośnie tępy spokój.
      Radosna była twarz świniaka,
      Gdy słuchał o pędzeniu samogonu.
      A gdyby tak wstać i krzyknąć: „Muuu!”,
      Rogi nachylić i skoczyć przez stół
      Pełen twarzy i krzeseł: „Dość!”
      Jak się rozbiegną wtedy wszyscy! Precz!
      Nadchodzi rogaty gość!

      tłum. Anna Kamieńska
      • aretha04 " Łącka śliwowica" - Adam Ziemianin 04.12.11, 17:55
        Błękit po sadzie się kładzie
        delikatnie - ale z nadzieją
        ten błękit prawie nieziemski
        wielka siła bije od niego

        Pańskie oko śliwki liczy
        węgierki na chłodno rozbiera
        będzie trochę śliwowicy
        a potem trochę wesela

        Piosenka z dzieciństwa
        dziarsko ciśnie się na usta
        gospodarz trochę śpiewa
        lecz jeszcze bardziej się wzrusza:

        U dziadunia w sadzie
        błękitni się śliwa
        dziadziuś ją posadził
        wnuczek śliwki zrywa

        Kolorowe śliwki
        meszek aż niebieski
        i ja też dziaduniu
        nie wyrzucę pestki...

        Nauka w las nie idzie
        lecz w sadzie zostaje
        bo trzeba przestrzegać
        rodzinne zwyczaje

        Jeszcze tylko podpis
        na makatce zwisa:
        "Daje krzepę krasi lica
        nasza łącka śliwowica"


        dobrze zrobi, po sutym obiedzie smile

        tylko z umiarem bo potem... strasznie męczy smile

        "Kac" - Wanda Czubernatowa

        Kto nimioł kaca
        Nie wiy co to smutek
        Kie kufa drewniano
        Ocka ropom skute
        Kie koty łupiom raciami o blachy
        A wróble w bębny bijom
        I dziurawom dachy
        Suchość w cłowieku
        Od krztonia do dusy
        A bolom cie pazdury i kudły i usy
        Nie pochodzis
        Nie legnies
        Jesce gorzy siedzieć
        A co kwila ci sie beko
        Przedwcorajsym śledziem

        Moze i som jest tacy co kaca nimieli
        Ale coz oni w zyciu culi
        Coz oni widzieli?
    • smutas13 kawa 05.12.11, 10:53
      Witaj mi, witaj wonna czarna mokki!
      Kocham twą duszę o płynny hebanie.
      Aromatyczne pary twej obłoki,
      Którymi buchasz w polewanym dzbanie
      Kiedy kipiące twych ziaren gotowanie
      Cały glob ziemski czyni mą dzierżawą;
      Oto spoczęłaś w białej porcelanie
      Arabskich pustyń córo, czarna kawo!

      Antoni Lange
      • smutas13 Czerwone wino - Jan Lechoń 05.12.11, 11:20
        Bardzo wcześnie jest jesień,
        Coraz wcześniej słońce
        Za jezioro z ołowiu
        W drżące spada trzciny
        Dzień jest po to,
        By sennie płynęły godziny
        A wieczór, by oglądać
        Gwiazdy spadające

        Renoir chyba
        W sadzie pomalował śliwy
        Tak ich skórka zielona
        A brzegiem liliowa
        I wszystko tu coś znaczy
        Tylko brak na słowa
        Ach, jak tuodpowiedzieć
        Czy jestem szczęśliwy?

        Jak nurek schodzi
        W mroki tajemniczych głębin
        Gdzie przepych korali
        Bogato rozpina
        Tak ja wypijam wzrokiem
        Czerwoność jarzębin
        Lub próbuję wargami
        Czerwonego wina.
      • aretha04 "Filiżanka kawy" - Agnieszka Osiecka 05.12.11, 16:45
        Biedna ta miłość,
        cała się zmieści w filiżance kawy.
        Smutna ta miłość,
        niech się napije, kto ciekawy.

        Mała czarna - tęsknota,
        duża czarna - nadzieja.
        Czy to można tak kochać.
        kiedy nic się nie zmienia?

        Filiżanka czarnej kawy
        z maleńkim kruchym szczęściem.
        Niecierpliwość, nuda, zawiść,
        Filiżanka codziennie i częściej.

        Filiżanka czarnej kawy
        z okruchem smutku na dnie,
        z pachnącą goryczką obawy.
        Powiedz - nie będzie już ładniej?

        Mała czarna - tęsknota,
        duża czarna - nadzieja.
        Czy to można tak kochać.
        kiedy nic się nie zmienia?

        Filiżanka czarnej kawy
        z ukrytym na dnie cierniem,
        na lenistwo dla zabawy,
        filiżanka codziennie i częściej.

        Oceany czarnej kawy
        zastygły między nami.
        Rozbitkowie w filiżance kawy
        Mięciutkiej jak czarny aksamit.

        Mała czarna - tęsknota,
        duża czarna - nadzieja.
        Czy to można tak kochać.
        kiedy nic się nie zmienia?

        Biedna ta miłość,
        cała się zmieści w filiżance kawy.
        Smutna ta miłość,
        niech się napije, kto ciekawy.
        • aretha04 " Herbatka" - Jeremi Przybora 05.12.11, 16:49
          Z rozkoszy tego świata
          ilości niepomiernej
          zostanie nam po latach
          herbaty szklanka wiernej
          i nieraz się w piernatach
          pomyśli w porze nocnej
          ha, trudno, lecz herbata,
          herbaty szklanka mocnej

          Dopóki ciebie, ciebie nam pić
          Póty jak w niebie, jak w niebie nam żyć
          Herbatko, Herbatko, Herbatko
          Dopóki ciebie, ciebie nam pić
          Póty jak w niebie, jak w niebie nam żyć
          Herbatko, Herbatko

          O, jakżeś bliska chwilko,
          jesienne pachną kwiaty
          a my pragniemy tylko
          już tylko tej herbaty
          za oknem deszczyk sypnął -
          arrivederci lato
          gdy wtem drzwi cicho skrzypną
          i witaj nam, herbato

          Tak wdzięczni, że nas darzysz
          pod koniec już sezonu
          o tobie będziem marzyć
          twój zapach czule chłonąc
          a potem syci woni,
          poprzestaniemy na tym
          bo doktor nam zabronił
          picia mocnej herbaty

          I po co, i po co nam żyć
          kiedy nie będzie, nie będzie nam wolno już pić
          herbatki, herbatki...

          www.youtube.com/watch?v=4fGCLIhF98c
    • smutas13 Addio pomidory - Jeremi Przybora 05.12.11, 14:15
      Addio pomidory

      Minął sierpień, minął wrzesień, znów październik
      i ta jesień rozportarła melancholii mglisty woal.
      Nie żałuję letnich dzionków, róż, poziomek i skowronków,
      Lecz jednego, jedynego jest mi żal.

      Addio pomidory
      Addio ulubione
      Słoneczka zachodzące za mój zimowy stół,
      Nadchodzą znów wieczory sałataki niejedzonej
      Tęsknoty dojmująceji i łzy przełkniętej wpół.

      To cóż, że jeść ja będę zupy i tomaty
      Gdy pomnę wciąż wasz świeży miąższ...
      w te witaminy przebogaty...
      Addio pomidory, addio utracone
      Przez długie złe miesiące wasz zapach będę czuł.

      Owszem była i dziewczyna i miłości pajęczyna
      co oplotła drżący dwukwiat naszych ciał,
      Porwał dziewczę zdrady poryw
      i zabrała pomidory te ostatnie com schowane przed nią miał.

      Addio pomidory
      Addio ulubione
      Słoneczka zachodzące za mój zimowy stół
      Nadchodzą znów wieczory sałatki niejedzonej
      Tęsknoty dojmującej i łzy przełkniętej wpół

      To coż, że jeść ja będę zupy i tomaty
      Gdy pomnę wciąż wasz świeży miąższ...
      w te witaminy przebogaty...
      Addio pomidory, addio utracone
      Przez długie złe miesiące wasz zapach będę czuł.

      www.youtube.com/watch?v=BlxelewpCY4
    • smutas13 O grzybach i grzybobraniu - Jan Sztaudynger 06.12.11, 07:32
      Do borowika

      Z taką stoisz brawurą
      Z tak wojskowym szykiem,
      Że Cię pieśń mianowała
      Grzybów pułkownikiem.

      Obyczaje grzybiarzy

      Im pełniejsze kosze grzybów człowiek niesie,
      Tym bardziej klnie się,
      Że pustka w lesie.

      Do maślaka

      Oślizły jesteś trochę, maślaku przyjacielu,
      Jak grzybów mało, ale ludzi wielu.

      Niewdzięcznik

      Zostawiam wszystkie rydze,
      Kiedy prawdziwka widzę.

      Zasłona

      Gdy z Tobą idę na rydze,
      To wcale rydzów nie widzę.

      Zamiłowanie

      Zapraszałem nieraz różne panie,
      Na grzybobranie.
      Powtórnie chciała iść na grzyby
      Ta tylko, z którą zbierałem na niby.
        • aretha04 O rozkoszach stołu... 07.12.11, 16:31
          Kto lubi jeść dobrze, może z głodu umrzeć
          Konfucjusz

          Jedzenie, picie, sen, miłość cielesna - wszystko z umiarem.
          Hipokrates

          Człowiek nie żyje, aby jadł, ale je, aby żył.
          Autor: Sokrates

          Od czasu wynalezienia sztuki kulinarnej ludzie jedzą dwa razy więcej niż wymaga tego od nich natura.
          Benjamin Franklin

          Po dobrym obiedzie człowiek jest skłonny wszystkim wybaczać.
          Oskar Wilde

          Posiłki mają ogromny wpływ na człowieka, choć wino szybciej uwidacznia swoje działanie, a jedzenie wolniej, ale równie skutecznie.
          Georg Christoph Lichtenberg

          Bóg stworzył jedzenie, a diabeł kucharzy.
          James Joyce

          Książki kucharskie powinny podlegać cenzurze.
          Stanisław Jerzy Lec

          Myślenie o jedzeniu, gdy jest się głodnym, jest niewątpliwie innego rodzaju przyjemnością niż samo jedzenie. Myślenie jest przyjemnością psychiczną, jedzenie - przyjemnością fizyczną. Przewaga myślenia polega na tym, że przyjemność przez nie wywołana nie zmniejsza się w miarę upływu czasu, podczas gdy przyjemność jedzenia maleje w miarę jedzenia
          Stefan Kisielewski
          • aretha04 O kuchni miłości... 07.12.11, 16:32
            Miłość stanowi przyprawę życia. Może je osłodzić, ale także uczynić zbyt słonym.
            Konfucjusz

            Wszystkiego zażywaj z umiarem: jedzenia, picia, snu i miłości cielesnej.
            Hipokrates

            Każda noc powinna mieć swoje menu.
            Honore de Balzac

            Nie ma powodu, by uważać, że fantazje łoża są bardziej dziwaczne od kulinarnych. Alphonse de Sade

            Dusza i ciało podlegają takim samym prawom, ponieważ przy życiu utrzymuje je odpowiednia strawa.
            Luc de Clapiers

            O, jakże uroczy jest ów upór kochanki, który tylko po to opóźnia chwile rozkoszy, by nabrały smaku.
            Giacomo Casanova
            • aretha04 O winie... 07.12.11, 16:34
              Wino oświetla zacienione zakamarki duszy i czyni cuda, uwalniając utrudzone serca z nieznośnych ciężarów.
              Horacy

              Tam gdzie nie braknie wina, tam smutki i troski nie trafiają.
              Owidiusz

              Wino czyni ubogiego bogatym w fantazje, a bogatego biednym w rzeczywistość.
              Platon

              Wino to cudotwórca, bowiem rozwiązuje języki i uwalnia niezwykłe historie.
              Homer

              Wino pite w umiarkowany sposób, otwiera umysł człowieka. Rzadko kiedy posiada mądrość ten, kto jest zupełnym abstynentem.
              Talmud

              Bóg podarował nam tylko wodę, ale to człowiek stworzył wino
              Wiktor Hugo

              Wino to poezja w butelkach.
              Robert Louis Stevenson

              Piwo jest wytworem ludzi, zaś wino elementem stworzonym przez Boga.
              Martin Luther King

              Wino raduje serce człowieka, a radość jest matką wszelkich zalet i cnót.
              Johann Wolfgang Goethe

              Wino to nauczyciel smaku, wyzwoliciel duszy i światło inteligencji.
              Paul Claudel

              Wino to duchowa część posiłków. Mięsiwa to zaledwie ich materialna strona.
              Alexander Dumas

              Wino czyni codzienne życie lżejszym, mniej wymagającym, pozbawia je napięć i uzbraja w tolerancję.
              Benjamin Franklin

              Wszystko, czego oczekuję od wina, to aby się nim cieszyć
              Ernest Hemingway

              Szampan jest jedynym winem, po wypiciu którego kobieta pozostaje piękną.
              Madame Pompadour


              Stare wino i młoda kobieta
              to racjonalna dieta.
              Można na niej dożyć późnego wieku
              lecz skąd wziąć zdrowia dla takiego leku
              Jan Izydor Sztaudynger
              • aretha04 O kawie i czekoladzie... 07.12.11, 16:35
                Kawa musi być gorąca jak piekło, czarna jak diabeł, czysta jak anioł, słodka jak miłość.
                Charles-Maurice de Talleyrand

                Chociaż krowie dasz kakao, nie wydoisz czekolady.
                Stanisław Jerzy Lec

                Kawa nigdy nie może być za mocna, a piękna kobieta – za słaba.
                Jerzy Andrzejewski
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka