Jak parzycie swieze ziola?

08.05.08, 13:04
Z suszonymi nie ma problemu - jak herbate
A co ze swiezymi?
Wlasnie sobie zrobilam miete, taka moja, ogrodkowa (a wlasciwie tarasowa)
I albo dalam jej za malo (10 duzych listkow), albo taki jej urok - bo ani to
specjalnie mietowe, ani smaczne
Jak doslodzilam i dodalam cytryny, da sie wypic, ale zadna przyjemnosc
Co zle robie?
Aha, najwazniejsze - sposob przygotowania - umylam listki, wlozylam do
szklanki, rozdusilam palka, zalalam wrzatkiem, nakrylam spodeczkiem na 3 min
I... efekt marnysad
Ania
    • fettinia Re: Jak parzycie swieze ziola? 08.05.08, 13:52
      Swieze ziola(niektore)maja to do siebie,ze sa mniej aromatyczne-intensywne w
      smaku niz suszone.Trzeba dac ich wiecej no i dluzej parzyc-ca 1o minutsmile
    • iwu Re: Jak parzycie swieze ziola? 08.05.08, 13:52
      Parzyc nie próbowałam, ale lubię włożyc gałązkę świeżej mięty do
      butelki z wodą mineralną. Z lodem i cytryną, albo i bez - orzeźwia
      cudownie.
      • aniaiewa Re: Jak parzycie swieze ziola? 08.05.08, 13:57
        Ha,
        I moze tu jest wlasnie pies pogrzebany, ze to bylo na goraco (no nie do strawienia)
        Teraz jak wystyglo, ciutke poslodzone (1/4 lyzeczki) i odrobina cytryny i jest
        pychota!
        smile
        Ania
        • kasia_bzdeta_wons Re: Jak parzycie swieze ziola? 08.05.08, 14:06
          aniaiewa napisała:

          > Ha,
          > I moze tu jest wlasnie pies pogrzebany, ze to bylo na goraco (no nie do strawie
          > nia)
          > Teraz jak wystyglo, ciutke poslodzone (1/4 lyzeczki) i odrobina cytryny i jest
          > pychota!
          > smile
          > Ania
          no własnie. ja tam nizej się namęczyłem wink a ty widze sama juz wnioski wyciagnełas ;D
    • kasia_bzdeta_wons Re: Jak parzycie swieze ziola? 08.05.08, 14:04
      miete swierzą parzoną lubię. ale:
      trzeba jej więcej
      parze gałązki tz. konce pedów, gałązka plus 4-6 lisci
      na dzbanek ok 1l wrzyciłbym ich 10
      jesli Twoja to po co ją myć
      jesli jednak chcesz umyc to po prostu pod kranem z zimna woda na zasadzie prysznica
      jak najmniej jej dotykaj i nie rozgniataj, olejek mietowy nie zostanie Ci na palcach ani na widelcu, mniej go tez wyparuje bo bedzie sie wolniej uwalnial i napar zdazy naciagnac kolorem a olejek jeszcze bedzie. niezalewałbym ukropem tylko policzył do dziesieciu po zagotowaniu wody i wtedy zalał.
      nie przesadzałbym z przykrywaniem- tz, najlepsze sa dzbanki których pokrywka ma dziure np. na dziubek, wtedy nadmiar pary ucieknie i napar nie pachnie "termosem".
      jesli lubisz słodkie cukier dodaj pózniej, najlepiej juz w kubku.
      najwiecej aromatu ma dla mnie napar po wystudzeniu, czyli listki miety pływaja sobie w mim ok godziny tym wazniejsze jest by nie przykryć szczelnie bo niektóre fenole musza uciec by pozniej nie psuc aromatu.
      juz chyba dosc sie nawytrząsałem smile))
      hej
      • aniaiewa Re: Jak parzycie swieze ziola? 08.05.08, 19:20
        kasia_bzdeta_wons napisał:


        > jesli Twoja to po co ją myć

        No moze nie myc, tylko oplukac, bo akurat mamy tez sezon kwitniecia rzepaku i
        sosny, wiec zolte paskudztwo wielkosci ziarnka piasku ale 100 razy lzejsze
        zalega wszedzie Na mojej miecie niestety tezsad
        I dzieki za reszte wskazowek, nastepnym razem madrzej przystapie do przyrzadzaniasmile
        Ania
    • sarahdonnel Re: Jak parzycie swieze ziola? 08.05.08, 17:01
      Świeżą miętę kupuję w sporym pęczku, albo u 'islamistycznego
      rzeźnika', albo na targu - więc myję pod chłodną wodą. Taka wilgotna
      dobrze przechowuje się dzień do dwóch w folii w lodówce.
      Parzę tak (główny amator mięty musi mieć mocną, niesłodzoną i w
      większej ilości): podgrzewam płytę elektryczną, ustawiam na tym
      garnek (taki, w którym też gotuję ryż na 2 osoby), wrzucam 1/3 do
      połowy pęczka i zalewam gorącą wodą. Potem 'pyrczy' to sobie na 1 -
      2 (sześciostopniowa skala) przez jakieś 10 minut. Po odlaniu
      pierwszej porcji, dolewam wrzątku do pełna po raz kolejny - płytę
      wyłączam, i tak grzeje. Mamy zapas na całe popołudnie.
      Druga opcja, kiedy mam więcej czasu: zalewam zimną wodą i powoli
      pogrzewam, na skraj gotowania, potem znów na 1 - 2, żeby trzymało
      ciepło.
      Czasami słodzę odrobiną miodu.

      W sezonie 'przeziębieniowym' robię też herbatę ze świeżego imbiru
      (pokrojonego lub grubo tartego) z limetką/cytryną/tamaryndowcem i
      miodem/trzcinowym cukrem oraz kawałkiem cynamonu. Ja wolę taką
      podgrzewaną od zimnej - ale też zależy, ile mam czasu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja