Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-)

24.01.09, 17:36
Jestesmy dzis zaproszeni do szwagrostwa na kolacje, ktora ........
ja sama ugotuje wink))

Bo ... cytat : " ty tak super gotujesz i sprawia Ci to tyle radosci.
mnie nic nie wychodzi, a Twoje zawsze tak swietnie wszystkim
smakuje " itp itd

To w sume fajne jest, jak Cie ludzie chwala i doceniaja wklad i
wysilek kulinarny, ale kurcze tez bym chciala, zeby i mnie ktos
zaprosil i obgotowal i obsluzyl smile

Pamietam mielismy kiedys taka zaznajomiona pare ( teraz sie
rozeszli ) ktorzy tez nas bardzo chetnie odwiedzali co weekend, bo
zawsze bylo cos do jedzenia.

Macie podobne doswiadczenia ? smile
    • marisaa Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 24.01.09, 17:52
      O tak.Przestalam takich ludzi zapraszac.
      Zapraszamy sie na zmiane.Pewnie,czasem tak wyjdzie,ze zapraszam ludzi kilka
      razy,a potem oni nas,ale nauczylam sie pewnego "wyrachowania".
      Czuje sie glupio wykorzystana,jesli jestem w takiej sytuacji jak Ty,a to
      przychlebianie tylko mnie wpieprza...
      • misia72 Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 24.01.09, 18:00
        faktycznie, w przypadku tez zaznajomionej pary po jakims czasie tez
        czulam sie wykorzystywana. Zaczelismy z chlopem robic uniki i
        wymyslac powody, dla ktorych nie ma nas w weekendy w domu. Chyba
        zrozumieni. No a potem sie rozstali i "problem" sam sie rozwiazal smile
    • sylwia1607 Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 24.01.09, 17:53
      Nie, bo moi znajomi tez gotuja, jedni lepiej inni gorzej. Natomiast jak jestem u
      siostry , to ona mnie czasem prosi abym cos ugotowala "na zyczenie"smile
    • aniaiewa Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 24.01.09, 18:07
      Ja jedynie jak jade do tesciow to obowiazkowo musze ugotowac ogorkowa i krupnik
      oraz upiec schab i boczek (mieszkamy 1000 km od siebie, wiec jak sie odwiedzamy,
      to juz na kilka dni)
      Jako ze nikt oprocz mnie i tesciowej nie jada kaszy manny na gesto z sokiem
      malinowym, to jak jestem to to wykorzystujemy i dogadzamy sobie obie calym
      garemwink Dla 1 nie chche sie gotowac
      Misia, dobrej zabawy Ci zycze Zarowno przy gotowaniu jak i kolacjismile
      Ania
      • ewa9717 Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 24.01.09, 18:11
        Nie wyobrażam sobie, że ktoś mógłby mnie tak zaprosić wink W języku
        jestem obrotna i dość...hm...bezkompromisowa.
        • lisia312 Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 24.01.09, 20:36
          jak jadę do siostrzyczki, to przeważnie z wypiekami, bo podobno dobre, a ja
          lubię piec. Co do znajomych, to mi się nie zdarzyło
          • panna.pola Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 25.01.09, 09:40
            A ja roznie. Czasem mam ochote u kogos razem popichcic, czasem sama cos
            przyniesc, ale zeby tak mnie zaprosili do siebie i 'wykorzystywali' - o nie. smile
            • shachar Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 25.01.09, 11:11
              wiktualy tez masz kupic?
              • misia72 Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 25.01.09, 11:30
                shachar napisała:

                > wiktualy tez masz kupic?


                ha, ha . no wlasnie ! Wczoraj wstyd mi bylo napisac, ze zakupy tez
                zrobilam bo " Ty tam najlepiej wiesz, co kupic. Policzymy sie
                pozniej". Jak narazie zadnego liczenia nie bylo .
                Ech smile
                Ale wieczor , nie powiem, byl udany no i jedzonko dobre smile
                • aniaiewa Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 25.01.09, 11:41
                  misia72 napisała:
                  > Ale wieczor , nie powiem, byl udany no i jedzonko dobre smile

                  >> jestem niepoprawna optymistka <<

                  Misia, odniose sie do Twojej sygnaturkismile
                  Naprawde jestessmile))))

                  Ania
                • fettinia Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 25.01.09, 13:22
                  Misia Misia-znowu dalas sie wpuscic w maliny...smile
                  • marijohanna Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 25.01.09, 13:50
                    misia, ale dalas sie podpuscic.

                    mialam taka "przyjaciolke". ciagle do nas przylazili az w koncu
                    stwierdzili, ze grill tym razem bedzie u nich. no i dzien przed
                    zadzwonila, zebysmy robili grilla u nas, bo my mamy ladniejszy
                    taras, czy moglabym kupic mieso, bo nasz rzeznik ma super wyroby i
                    salate tez robie najlepsza na swiecie. wiedzialam w co sie laduje,
                    ale zrobilam to przysiagajac, ez po raz ostatni a oni nawet dupy z
                    krzesla nie ruszyli, zeby obracac mieso na grillu. tak sie skonczyla
                    nasza przyjazn, bo byla to koronacja wykorzystywania nas.
                • julsza Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 25.01.09, 16:06
                  misia72 napisała:

                  > Ale wieczor , nie powiem, byl udany no i jedzonko dobre smile

                  a co zrobilas?
                  wiesz, co innego, gdy ktos prosi od czasu do czasu: a przynies ten
                  Twoj rewelacyjny placek (salatke, sos), a co innego jak Ty robisz
                  caly catering. chyba, ze Ci to pasuje - to nie dyskutuję.
                  jesli nie to istnieje cala parada unikow i wymowek (stosowanych
                  ciagle): nie moge; nie zdaze; nie mam czasu; przed wizyta u Was
                  bedziemy tam-i-tam i sie popsuje; przecieka mi garnek; chyba sie
                  spoznimy, wiec nie wiem, o ktorej dowieziemy to jedzenie; a juz mega-
                  maga dokuczliwe z prawdziwymi lazami w oczach: kot (pies sasiadow)
                  wyzarl w ostatniej chwili, ale mozemy razem podskoczyc do sklepu i
                  kupic paluszki.
                  • misia72 Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 25.01.09, 16:41
                    lubie gotowac, wiec to w sumie dla mnie przyjemnosc a nie robota smile
                    No ale jak juz napisalam, fajnie by tez bylo przyjsc , siasc i
                    zostac obsluzonym smile A ja zzwyczaj na kazdej imprezie laduje w
                    kuchni, aby dosmakowac, uratowac, co sie nie udalo, zgadnac, co
                    brakuje albo przygotowac od poczatku do konca wink

                    Wczoraj przynajmniej zagonilam towarzystwo do krojenia, bo mielismy
                    chinszczyzne i bylo tego duzo.

                    Ilonko, zrobilma ryz curry z krewetkami i makaron chinski z
                    kurczakiem i kapusta pak czoi.
                    • ilekobietamalat Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 25.01.09, 17:10
                      taaak.
                      lubie gotowac, to mam za catering robic, lubie jezdzic samochodem to
                      mam za taksowke robic.. byla taka jedna co myslala ze tak wlasnie
                      winno bycsuspicious za ktoryms razem nie dalam rady,i powiedzialam co mysle.

                      najlepsze sytuacja w moim zyciu lat temu kilka: siedzimy u znajomej,
                      bo zaprosila niby na obiadsuspicious do jedzenia nie ma nic, ona stwierdza
                      ze ma jakies mieso, no ale nam nie da bo ja przeciez wegetarianka.
                      padl tekst, no doobra to pojde po zakupy,a ty cos ugotujesz (w
                      sensie ze ona juz kupi,a ja bede gotowacsuspicious w momencie kiedy siedzimy
                      juz u niej w domu). na co ja ze nie, bo bez swojego noza nie umiem
                      blablablasuspicious myslalbykto ze mi sie chcesmile no to padla propozycja ze
                      zamawiamy.. koniec koncow wyszlo ze nie dosc ze bylam zaproszona na
                      obiad ktorego nie bylo, to musialam zaplacic za swoj i znajomej
                      obiad;> bo nie maiala gotowkisuspicious
                  • gonia225 Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 27.01.09, 12:18
                    a juz mega-
                    maga dokuczliwe z prawdziwymi lazami w oczach: kot (pies sasiadow)
                    wyzarl w ostatniej chwili, ale mozemy razem podskoczyc do sklepu i
                    kupic paluszki.

                    dobre smile
      • pasqoodnikowo ooo! to ja sie przyznam! 27.01.09, 21:41
        Jak Aniaiewa jeszcze w Wwie mieszkala, to ja sie na bezczela
        wpraszalam na obiady. Slowo daje, ze nawet moja Babcia takich nie
        robila - no moze oprocz krupniku wink Staralam sie odwdzieczyc na
        przyklad zbijajac komode dla Ewci, z czego do dzis jestem dumna!

        Anus, nie masz przypadkiem ochoty zaprosic nas na obiad? wink
        • fettinia Re: ooo! to ja sie przyznam! 27.01.09, 21:47
          no dobra-ale to juz byl element przetargowy-cos za costongue_outPP ty komode Ania
          jedzonkosmileTo co innego hehesmile
          • aniaiewa Re: ooo! to ja sie przyznam! 30.01.09, 23:09
            Fetti,
            To bylo troche inaczejsmile
            Adka iles tam razy do mnie na obiad (ale ja bym tam nie powiedziala ze wproszony
            Jak byl, to co mialam sie nie podzielicsmile Ale nigy nie bylo tak, zeby mi
            powiedziala, przyjedz do mnie to sobie pogotujeszwink ) A za jakis czas ja
            zostalam sama z brzuchem pod nos i mezem oddalonym o 1200 km od nas z mala
            szansa na szybki przyjazd + komoda do zlozenia dla nienarodzonej jeszcze Ewy i
            do odmalowania kacik dla nowej obywatelki No to kto wtedy pomogl? Adka!smile
            Ale na tym polega przyjazn, nie?smile
            A.
            • pasqoodnikowo Re: ooo! to ja sie przyznam! 31.01.09, 15:31
              Reklame mi robisz smile Fakt, ze nie zapraszalam na gotowanie u mnie.
              Ale nada twierdze, ze "wpraszalam" sie na obiady. Chociaz moze to
              bylo z gory ustalone - na przyklad wypad na zakupy (Ikea i inne...)
              a pozniej wzmocnienie sil w postaci dobrego jedzonka u Ciebie. To se
              nie wrati sad
    • huarani Problem rozwiązuje się niezwykle łatwo 25.01.09, 17:40
      Urządzasz homing - czyli wspólne gotowanie. Produkty na pół i
      bierzecie się do roboty. W kuchni dobre winko, albo coś mocniejszego.
      Uwierz mi cudo, faceci angażują się jak nikt. Problem - w przypadku
      za małej kuchni. Ale u nas też duża nie jest a w szóstkę gotowało się
      świetnie.
      • la.felina popieram! :) 25.01.09, 19:18
        > Urządzasz homing - czyli wspólne gotowanie. Produkty na pół i
        > bierzecie się do roboty.

        To samo przyszło mi do głowy.
        Misia, nie daj się wykorzystywać! Nawet szwagrostwu. Bez przesady.
        • misia72 no ale przeciez tak wczoraj prawie bylo ! 25.01.09, 19:26
          prawie, bo ...
          smile
          i nigdzie nie napisalam, ze nie bylo fajnie. A wrecz przeciwnie!
          Prosze mi tu nic nie sugerowac wink)))
          • la.felina Re: no ale przeciez tak wczoraj prawie bylo ! 25.01.09, 19:45
            Wiesz co mówią - prawie robi dużą różnicę wink

            > Prosze mi tu nic nie sugerowac wink)))
            A właściwie dlaczego nie?.. ;D
    • alinka_li Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 26.01.09, 14:44
      Misiu, jesteś poddawana manipulacji. To, że są mili i tobie w sumie też jest
      miło, nic tu nie zmienia. Nie zgadzaj się na to w imię miłych relacji ze
      szwagrostwem, bo z czasem będzie coraz mniej miło, a trudniej będzie ci się
      zdobyć na jakąś reakcję. Asertywność bardzo wskazana, przecież można powiedzieć
      NIE w taki sposób, by nie urazić, a i samej czuć się komfortowosmile
      • misia72 Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 26.01.09, 20:10
        alinka_li napisała:

        > Asertywność bardzo wskazana, przecież można powiedzieć
        > NIE w taki sposób, by nie urazić, a i samej czuć się komfortowosmile

        jak ? jak ? bo ja nie jestem za biegla w tym temacie.
        jeszcze uda mi sie nie urazic, ale i tak nie czuje sie komfortowo.
        • alinka_li Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 26.01.09, 21:38
          Misia, ja też na razie jestem lepsza w teorii niż praktyce, niestetysad Ale ciągle się tego uczę. Najważniejsze (moim skromnym zdaniem) to dać sobie czas- na przemyślenie i danie odpowiedzi. Zaskoczona i mile połechtana godzę się na wszystkosmile A później jestem zła na samą siebie. "Hmm, no nie wiem...może raczej...to się jeszcze zdzwonimy". Wymowne milczenie z lekkim uśmiechem, potem zmiana tematu- też niezły patentwink Da ci trochę czasu a dla kogoś sygnał, że nie dajesz wpuścić się w maliny tak od razuwink Albo umów się, że cały catering to może niekoniecznie, ale ciasto/deser/przekąskę/zupę/cokolwiek przyniesiesz w prezencie, jeśli jednak chcesz posłuchać zachwytówsmile Ja tam lubięsmile
          Ale się powymądrzałamsmile)))
    • egipcjanka15 Re: Nie wiem, cieszyc sie czy nie ? ;-) 30.01.09, 23:01
      Mialam kiedys taka kolezanke, ktora jakos dziwnie czesto zjawiala
      sie u mnie po siodmej (pora posilku). Przypadkowo maz mial kolege,
      ktory tez nie wiedziec dlaczego upodobal sobie te pore do odwiedzin.

      Kiedys cala czworka bylismy na plazy (kolezanka i kolega stanowili
      przez czas jakis luzna pare, ale do nas przychodzili calkiem
      niezaleznie) i po plazy jedzonko mialo byc dla odmiany u nas wink.
      Akurat mialam robic krewetki duszone i wyraznie powiedzialam, ze
      biale wino do nich pasuje niezmiernie. Kolega akurat byl nie przy
      forsie, kolezanka za to miala tylko dolary akurat, zamiast lokalnej
      waluty, wiec krewetki bez wina byly sad. Tu juz mi sie miarka
      przebrala i nastepnym razem jak przyszli wstrzymalam sie z
      podawaniem jedzenia, wszyscy glodni nieco sie rozgladac zaczeli.
      Wtedy powiedzialam mezowi: wiem, glodny jestes, ale chyba poczekamy
      z jedzeniem az goscie juz pojda, bo nie bedziemy przeciez jesc przy
      nich. Przykro by im bylo big_grin. Aluzju poniali i zmienili godziny (i
      czestotliwosc) odwiedzin
Pełna wersja