Dodaj do ulubionych

lekcje wf-u -co zrobić?

03.09.07, 16:45
więc jest tak:

lekarz i pielegniarka z przedszkola wypisali Mai gimnastykę
indywidualną
w szkole takiej nie ma

więc Pani pyta czy Maja bedzie chodzic czy nie. Ja mówię nie wiem bo
miałaby byc indywidualna. Lekarz nie zabronił bo Maja może wszystko
zrobic ale nie wszystko (potrafi) tzn. moze w sensie że sie nie
uszkodzi itp. Ale pani mówi że ona nie weźmie odpowiedzialności bo
to dziecko niepełnosprawne i lekarz musi napisac: moze albo nie może
ćwiczyc na wf. i na wf nie ma nauczyciela wspierającego

i nie wiem co robic. czy ja puszczac na wf i mówić lekarzowi że może
czy nie puszczac i mówić żeby napisał że nie może. co radzicie?
Obserwuj wątek
    • gorgona_1 Re: lekcje wf-u -co zrobić? 03.09.07, 18:01
      Może najpierw zapytaj wf-mana jak będą wyglądały zajęcia, a potem
      poproś lekarza o opinię, co Maja może, a czego nie. Myślę, że
      lepiej, żeby uczestniczyła w lekcjach, jeżeli nie ma przeciwwskazań
      medycznych. Będzie się lepiej czuła. Poza tym w szkole powinna chyba
      być dodatkowo gimnastyka korekcyjna.
    • memenka Re: lekcje wf-u -co zrobić? 06.09.07, 10:56
      to że na wf nie ma nauczyciela wspomagającego to dla mnie żadna nowość, syn
      chodzi do 6 klasy i "musi być" (powinien chodzić, wszystkiego nie zrobi ale to w
      koncu klasa integracyjna!!!!!) zwolniony z wf, poniewaz:
      - nie ma 2 nauczyciela,
      - ten co jest nie bierze odpowiedzialności
      - pani wspomagającej okrojono godziny i nie ma jej na plastyce, muzyce,
      technice, angielskim, informatyce i wf
      - przy szkole jest rehabilitacja i oni korzystają z naszego basenu a na lekcje
      jak mieli basen tez nie mógł chodzić, mimo że rehabilitacja jest w tym samym
      budynku, za rog
      iem
    • elmalina Re: lekcje wf-u -co zrobić? 07.09.07, 18:57
      Jeżeli w szkole nie ma takiej gimnastyki indywidualnej to szkoła
      musi zapewnić odpowiednią realizację wf (tj. obowiązek szkoły) i
      rodzice nie muszą przynosić od lekarza zgody. Nauczyciel może
      poprosić o opinie czy nie ma jakiś przeciwskazań do wykonywania
      niektórych ćwiczeń.
          • igge Re: lekcje wf-u -co zrobić? 12.09.07, 21:53
            o rany ja mam identyczny problem. Wstępnie pokłóciłam się lekko z
            nauczycielem wspomagającym a jutro przy zakładaniu gipsów w szpitalu
            poproszę o odpowiednią opinię lekarza i jeśli będzie negatywna to
            znajdę takiego lekarza, który zaleci małej wf bo ona strasznie chce
            na niego chodzić chociaż po godzinnej dyskusji ze mną poddała się
            trochę i stwierdziła, że jeśli panie mają kręcić nosem i mieć krzywe
            miny to ona nie chce. Panie idą na łatwiznę, kolejny raz. Wydaje mi
            się, że mam prawo chcieć, żeby robiła w miarę możliwości to co inne
            dzieci, czasami jeśli coś jest niewykonalne nawet na jej szczególny
            sposób to może dostać inne ćwiczenia, chętnie pokażę jakie. W
            przedszkolu uczestniczyła w rytmice i zajęciach ruchowych tylko
            tamtym paniom bardziej się chciało i nie zakładały z miejsca, że coś
            jest dla małej za trudne lub niebezpieczne. Inne dzieci sorry muszą
            nauczyć się delikatniej obchodzić się z niepełnosprawnymi kolegami
            ale najwygodniej posadzić
            "innego" dzieciaka na ławce i niech się patrzy jak reszta się bawi.
            Ciekawa jestem co nasz ortopeda o tym powie. Ale decyzję i tak
            podejmę biorąc przede wszystkim pod uwagę zdanie i chęci córki.
            • guderianka Re: lekcje wf-u -co zrobić? 12.09.07, 22:49
              ja już z panią uzgodniłam- i z mamą dziewczynki niedowidzącej że
              weźniemy zaświadczenie od lekarza że dziecko może uczestniczyć w
              lekcjach w f , brać udział w takich a takich zajęciach i że nie może
              wykonywac tego i tego (w Mai przypadku będą to np. wszelkiego
              rodzaju skoki)
              panie na zebraniu powiedziały że jesli będą zaświadczenie to
              pedagogg wspomagający ma obowiazek byc
              • igge Re: lekcje wf-u -co zrobić? 14.09.07, 23:18
                ma obowiązek ? u nas nie ma mowy. Zaświadczenie dostałam,
                że "powinna" chodzić na wf i ćwiczyć na nim w ortezach, mała śmieje
                się, że panie stwierdzą, że ma "kuku na muniu" kiedy zobaczą ją na
                wf-ie w gipsach na obu nogach, zobaczymy. Może starszy brat będzie
                pomagał a może panie zmobilizują się do jakichś rozwiązań same.
                Dzisiaj miałam dość wszystkiego bo dzieciaki znowu dokuczały i młoda
                po odebraniu ze świetlicy wtulona we mnie szlochała godzinę, jeszcze
                nigdy nie była tak długo taka zrozpaczona. Zazdroszczę Guderko, że
                Twoja córa umie jakoś nie przejmować się przykrymi
                uwagami/zachowaniami kolegów/nauczycieli.
                • guderka Re: lekcje wf-u -co zrobić? 15.09.07, 08:02
                  igge-ona JUŻ się nie przejmuje,zwłaszcza gdy mówią to dzieci o
                  których wie bywają złośliwe, zazdrosne, mają trudną sytuację w domu.
                  Ale ponad 1,5 roku było FATALNIE. była wypychana za ogrodzenie
                  podwórka-a ją wystarczy popchnąć i już leży więc się wywracała. Była
                  przezywana i baardzo płakała, dużo rozmawiałaysmy o jej chorobie, o
                  dzieciach, podłości ludzkiej..to były ciężkie tygodnie
                  teraz np. jest taka sytuacja że dziewczynka która ją wyzywa
                  przywaliła jej pięścia w twarz. zakzałam zabawy, byłam na rozmowie z
                  matką i wygarnełam (dziecko po lekcjach samo bo nikogo w domu nie ma
                  więc je przygarniałam wiele razy itp sytuacje, wychowuje sie bez
                  ojca, jest bite i duzo sie na nie krzyczy). i ta dziewczyna jest
                  typem dykttoa-"namawia" inne dzieci na maje żeby sie z nią nie
                  bawic, szepcze do ucha, odciąga od zabawy z nią..czaisz?...Maja
                  póbuje dalej-jest uparta i przez łzy potrafi nadal być na podwórku i
                  nie dać sie
                • gorgona_1 igge 15.09.07, 10:22
                  O ile pamiętam Twoja córka chodzi do szkoły integracyjnej. Przecież
                  takie szkoły są nie tylko po to, żeby niepełnosprawne dzieci miały
                  gdzie chodzić, ale także po to, żeby wychowywać, uczyć pewnych
                  zachowań.

                  Jak nauczycielka może mówić, że dziecko ma kuku na muniu?
                  Co to za pomysł, żeby angażować starszego brata do pomocy - a jego
                  lekcje?
                  Chyba, żeby przyjąć, że pomagają np. wszyscy ze starszych klas w
                  ramach jakiś wspólnych zajęć.
                  Dlaczego w czasie roku szkolnego panie dopiero mają mobilizować się
                  do szukania jakiś rozwiązań?
                  Jak świetliczanki mogą dopuścić, żeby dzieci doprowadziły koleżankę
                  do takiej rozpaczy?

                  Moim zdaniem powinnaś wyjaśnić czy szkoła ma jakąś koncepcję
                  wspólnego wychowywania dzieci zdrowych i niepełnosprawnych,
                  porozmawiać z dyrekcją.
                  Trzeba rozmawiać o tym na zebraniach z rodzicami zdrowych dzieci.

                  Takie sytuacje nie powinny zdarzać się w żadnej szkole, a zdarzanie
                  się ich w szkole integracyjnej to skandal.

                  Strasznie mi Was żal.
    • memenka Re: lekcje wf-u -co zrobić? 16.09.07, 01:10
      eh szkoda słów, jeśli ktoś tego nie doświadczył to nie zrozumie, co innego
      zapisane w statucie placówki, co innego mówią a inaczej jest na co dzień, szara
      rzeczywistosc, np w klasie integracyjnej mojego syna na 10 przedmiotów, pani
      wspomagająca jest na tylko 4
      • igge Re: lekcje wf-u -co zrobić? 20.09.07, 00:09
        gorgona kuku na muniu to słowa małej, nie pani smile)) ale to co
        napisałaś na końcu to ideał, niestety nieosiągalny dla nas na razie
        ale walczymy, mąż kiedy wreszcie wróci z wyjazdów umówi się na
        rozmowę z dyrektorką , ja nie mam siły, za bardzo emocjonalnie
        reaguję i nawet na rozmowę z rodzicami sprawnych dzieci na
        zebraniach nie mam odwagi. guderka straszne rzeczy na tym podwórku,
        może i dobrze, że nam na razie na podwórko brakuje czasu,
        dostatecznie dużo stresów funduje dzieciakowi szkoła
        generalnie od kilku dni jest lepiej, mimo czerwonego gipsu na nogach
        nikt nie robi chyba więcej uwag, nie słyszę o dokuczaniu, na wfie
        mała ćwiczy i jest zadowolona, pomoc brata została odrzucona przez
        panią pedagog wspomagającą, która na razie widziałam jest obecna na
        zajęciach (mówiła wcześniej że jej nie będzie i córka miała być
        posadzona na ławeczce) Ale co tu dziwić się szkole skoro nawet jakaś
        nowa lekarka w przychodni stwierdziła, że bałaby się mieć młodą na
        wfie. Wszyscy mają jakąś barierę w głowie i nienowoczesne podejście
        do kwestii niewykluczania niesprawnych dzieci/ludzi z zajęć pozornie
        dla nich za trudnych. Ja jestem za wfem o ile dziecko ma na niego
        ochotę, za nauką obcych języków nawet jeśli niesprawność jest także
        intelektualna o ile nauka sprawia frajdę etc W każdym razie kolejny
        raz okazało się, że jeśli się chce to można. Możliwe też, że
        niedługo mała będzie miała w szkole SI. Moja koleżanka stwierdziła,
        że szkoła powoli ale zaczyna stawać się integracyjna nie tylko z
        nazwy.
        • guderka po ortopedzie 20.09.07, 07:32
          igge-podwórka nie da się uniknąć. Mała sama wychodzi odkąd skończyła
          6lat-nie bede przeciez za nią łazic, obserwowac na każdym kroku i
          pilnować. Niech się uczy życia, nawet tak brutalnego ;/
          Pamietam jak raz dyrektorka w przedszkolu jeszcze po mojej kolejnej
          interwencji (tym razem że każą Mai gdy chce do wc a jest na dworze
          biec do ubikacji i ściagac buty bo pani podłogę umyła. Przez co ona
          skupia sie na ściaganiu butów, wstawaniu z podłogi i w rezultacie
          majtki popuszczone)stwierdziła : pani robi z niej taką
          niepełnosprawną a ona na podwórku na rowerze jeździ i się wywraca i
          nic jej nie jest. i to powiedział pedagog z 30letnim stażem któremu
          jak krowie na rowie tłumaczyłam że dziecka największy problem to
          pęcherz i toalete musi mieć JUZ a nie zaraz

          co do ortopedy-M pojechał. I doopa z niego. Lekarza powiedział że
          nie da zaświadczenie bo....się BOI! bO JESZCZE cos sie jej stanie.
          ale nie dal tez zwolnienia z wf. jutro wiec ide do rodzinnej po
          zaświadczenie na wf i napisanie jak krowie na rowie czego dziecko
          nie może robic a co może robic
        • gorgona_1 Re: lekcje wf-u -co zrobić? 20.09.07, 08:09
          > >>gorgona kuku na muniu to słowa małej, nie pani smile))

          Jako żywo - "panie stwierdzą" a nie "panie twierdzą".....
          Niestety należę do większości społeczeństwa nierozumiejącej słowa
          pisanego, przykro mi. Ostatnio mam też chyba coraz większe kłopoty
          ze zrozumieniem słowa mówionego, zwłaszcza płynacego z TV....

          Spróbuję się usprawiedliwić tym, że na takie zdarzenia reaguję dość
          emocjonalnie, bo takie zachowania są niedopuszczalne, nie oznaczają
          braku integracji, ale brak elementarnej kultury i wychowania.

          Cieszę się,że jest lepiej. Dziwi mnie i boli, że czasem pewne rzeczy
          najtrudniej jest zrozumieć i wprowadzić w szkole.
          • gorgona_1 I jeszcze 20.09.07, 08:18
            sądze, że z rodzicami zdrowych dzieci o sprawach wychowania powinni
            rozmawiać wychowawcy i nauczyciele, a nie rodzice dzieci
            niepełnosprawnych.

            Czy Twoja córka ma jakieś kontakty towarzysko-pozalekcyjne z
            koleżankami z klasy?
            • guderianka a moje i jeszcze 20.09.07, 08:37
              a ja sie nie zgadzam jesli pozwolisz-choc małolata jestem wobec
              ciebie i mam mniejsze doświadczenie
              w przedszkolu popełniłam błąd i nie powiedziałam na forum grupy-
              rodziców i dzieci co jest mai. nie wprowadziłam jej przez to w
              środowisko i bywało....ciężko. W szkole postąpiłam inaczej-ponieważ
              juz zaczął sie robic ferment wynikający z ludzkiej ciekawości "a co
              jej jest, a to wypadek czy tak od zawsze" itp. Więc na zebraniu
              poprosilam o głos, opowiedziałam co jest mai, poprosiłam na co
              uczulic dzieci i..zauważyłam ze rodzicie byli wdzieczi i odetchneli
              z ulga! I przede wszystkim-uciełam niezdrowe domysły ktore snute w
              domu mogły wpływac na zachowanie dzieci
              • gorgona_1 Re: a moje i jeszcze 20.09.07, 10:00
                Bardzo słusznie zrobiłaś, bo po prostu poinformowałaś w sposób jaki
                uznałaś za właściwy. Ludzie bardzo często nie wiedzą jak się
                zachowywać i nie wiedzą jak zapytać, żeby nikogo nie urazić.

                Chodziło mi raczej o to, że rolą szkoły jest uczenie dzieci
                właściwych zachowań wobec wszystkich, także wobec niepełnosprawnych.
                O to, że rodzice niepełnosprawnych dzieci nie mogą w pewnych
                sprawach zastępować nauczycieli i tłumaczyć rzeczy podstawowych,
                np.,że nie wolno dokuczać.

                PS. Nie martw się, że jako małolata musisz nie zgodzić się z osobą
                sędziwą i doświadczoną. Wiem (po sobie), że z wiekiem się specjalnie
                nie mądrzeje, a w każdym razie nie z automatu.

                To forum pokazało mi jak niewiele wiem, o ilu sprawach nawet nie
                słyszałam, ile w ogóle nie przeszłoby mi przez myśl. I m.in.
                dlatego, droga małolato, dziekuę Ci za jego założenie.

                A poza tym szacunek dla siwych włosów (u mnie nie widać,
                sprawdziłam - ale może wzrok nie ten?) nie oznacza, że z
                właścicielką takowych trzeba się we wszystkim zgadzać i przez
                grzeczność potakiwaćsmile
                Pozdrawiam serdecznie.
                • guderianka Re: a moje i jeszcze 20.09.07, 16:35
                  masz zadatki na fajną teściową big_grin

                  O to, że rodzice niepełnosprawnych dzieci nie mogą w pewnych
                  > sprawach zastępować nauczycieli i tłumaczyć rzeczy podstawowych,
                  > np.,że nie wolno dokuczać

                  tez sie nie zgadzam do końca. bo dziecko to dziecko-zawsze bedzie
                  dokuczac bo ma emocje. bedzie dokuczac z zazdrości, złości, agresji,
                  dla żartu. a dziecko któremu sie dokucza powinno umieć sie zachowac
                  w tej sytuacji. Powinno wiedziec co zrobic, na ile pozwolić tamtej
                  osobie i kiedy podjąć działanie. A to juz kwestia wychowania w domu -
                  a nie w szkole.
                  Poza tym-nauczyciel często jest istotą ułomną i nie wie jak
                  postepowac z dzieckiem niepełnopsrawnym. No bo skąd? Ja sama nie
                  wiedziałam jakimi specyficznymi prawami rządzi się nasz światek
                  dopóki sama w niego nie weszłam. Jako mama zdrowego dziecka (do 2
                  roku zycia Mai)- nie wiedziałabym jak tłumaczyc mojemu dziecku co
                  dolega innemu, dlaczego tak sie dzieje, co mu sie stalo, że ma nie
                  patzec (dlaczego ma nie patrzec??przeciez to ciekawe-bo takie inne)-
                  a potem spojrzałam na świat z drugiej strony lustra.nauczyciel ktory
                  nie przezywa na codzien w domu radości i smutków związanych z
                  wychowaniem dziecka niesprawnego nie bedzie w stanie wpaść na pewien
                  pomysł, inicjatywe, podjąć działania. to My rodzice musimy ich tego
                  nauczyc-dla dobra nas, naszych dzieci i przyszłych pokoleń. wiem że
                  brzmi to jakbym nawiedzona była ale powtarzam po raz któryś-to od
                  nas i naszych dzieci zalezy jak beda niepełnosprawność postrzegac
                  inni, jak beda ją traktowac. Naprawde-uważam że żyjemy w świetnych
                  czasach do łamania pewnych stereotypów, do wychowywania nowego
                  pokolenia które moze miec ogromny wkład w traktowanie
                  niepełnopsrawnych w przyszłości. tylko nie mozemy sie bac, wstydzic,
                  ukrywac-udawac że nic sie nie dzieje. BO SIE DZIEJE. i traktujac
                  normalnie nasze dzieci musimy wiedziec że nigdy nie osiągną one tyle
                  co zdrowi rówieśnicy, zawsze bedą miały na grzbiecie o ten jeden
                  kamień więcej.

                  w klasie na 4 dzieci tylko ja powiadomiłam na forum klasy co jest
                  mai. pozostałe mamy stwierdziły " a co innych to obchodzi" " to
                  nasza sprawa", "nie bede innym mówić co jemu jest" "poczekam na
                  rozwój sytuacji"
                  TO ZŁE POSTEPOWANIE-trzeba wyprzedzac pewne kroki innych, wyprzedzac
                  pewne słowa, dusic nim powstaną.

                  uff..
                  wink
                  • gorgona_1 Re: a moje i jeszcze 20.09.07, 17:34
                    >>> tez sie nie zgadzam do końca. bo dziecko to dziecko-zawsze
                    bedzie
                    > dokuczac bo ma emocje. bedzie dokuczac z zazdrości, złości,
                    agresji,
                    > dla żartu. a dziecko któremu sie dokucza powinno umieć sie
                    zachowac
                    > w tej sytuacji. Powinno wiedziec co zrobic, na ile pozwolić tamtej
                    > osobie i kiedy podjąć działanie. A to juz kwestia wychowania w
                    domu -
                    > a nie w szkole.

                    Tak, ale mówimy o sytuacji dziecka w szkole integracyjnej, które
                    dokuczanie w świetlicy, pod okiem nauczycielek, doprowadziło do
                    rozpaczy. Dzieci czasem sprawiają przykrość nawet nieświadomie.
                    Każdy - zdrowy też - musi się nauczyć żyć z tym, że nie każdy jest
                    dla niego miły, i że nie zawsze to, co co odbiera jako złośliwość i
                    dokuczanie tym właśnie jest. Ale nie zwalniałabym w żadnym razie
                    nauczycieli z wychowywania i uczenia właściwych zachowań.

                    >>>> Poza tym-nauczyciel często jest istotą ułomną i nie wie jak
                    > postepowac z dzieckiem niepełnopsrawnym. No bo skąd?

                    Nauczyciel jest profesjonalistą. Jeżeli pracuje w szkole
                    integracyjnej musi wiedzieć, jak postępować z dziećmi
                    niepełnosprawnymi. Skąd - z książek, kursów, studiów podyplomowych,
                    o specyficznych problemach konkretnego dziecka może dowiadywać się
                    od jego rodziców i z dokumentów.
                    Guderko, nie wszyscy rodzice wszystko wiedzą o chorobie dziecka.
                    Nauczyciel w szkole integracyjnej powinien umieć pokierować
                    rehabilitacją dziecka, w razie potrzeby pomóc także rodzicom. Do
                    przedszkoli i szkół trafia mnóstwo dzieci niezdiagnozowanych,
                    nauczyciele muszą umieć sobie z tym poradzić.

                    >>>>>> TO ZŁE POSTEPOWANIE-trzeba wyprzedzac pewne kroki innych,
                    wyprzedzac
                    > pewne słowa, dusic nim powstaną.

                    Podoba mi się to sformułowanie.
                    Już gdzieś pisałam, że ja też tak robiłam, ale wiem, że to sporo
                    kosztuje i rozumiem, że nie wszyscy mają na to ochotę.


                    PS
                    >>> masz zadatki na fajną teściową big_grin
                    Nie wiadomo jaką będę teściową, ale mój starszy syn ma
                    fantastyczną "koleżankę".

                    Swoją drogą w realu rzadko rozmawia się z ludźmi spoza rodziny
                    starszymi lub młodszymi o 10, 20 lat. Może dlatego tyle problemów na
                    linii synowa - teściowa?
                    • guderka Re: a moje i jeszcze 20.09.07, 19:03
                      Ale nie zwalniałabym w żadnym razie
                      > nauczycieli z wychowywania i uczenia właściwych zachowań

                      ja też nie zwalniałabym. ale szkoła nie jest-wg mnie od tego by
                      wychowac-ale kształtować. Główny wysiłek spoczywa na barkach
                      rodzica, on musi "naladowac akumulator "dziecka tak by docinki
                      innych nie były tragedią a tylko przykrością, nauczyć odrózniac
                      dobro od zła

                      Nauczyciel jest profesjonalistą. Jeżeli pracuje w szkole
                      > integracyjnej musi wiedzieć, jak postępować z dziećmi
                      > niepełnosprawnymi. Skąd - z książek, kursów, studiów
                      podyplomowych,
                      > o specyficznych problemach konkretnego dziecka może dowiadywać się
                      > od jego rodziców i z dokumentów.

                      nauczyciel jest człowiekiem. może gdybac, mniemac, znać teorie-ale
                      sytuacje rzeczywiste przerastają. np.z czym innym wiązałabym
                      drapanie sie po brzuchu przez dziecko zdrowe a z czym innym -
                      niepełnosprawne. Ja miałam za sobą wolontariat z dziecmi z MPDZ,
                      kursy ratownicze (ratownik wodny), semestr fizjoterapii zaliczony.
                      Poza tym psychologie na studiach i dużą wiedze z pedagogiki.fajnie-
                      wszystko to sie ładnie układa na kartach ksiązki. W życiu tak fajnie
                      nie bywa. "syty głodnego nie zrozumie"-i tak jest tez w tym
                      przypadku. zdrowy chorego nie zrozumie choćby na rzęsach stanął

                      Nauczyciel w szkole integracyjnej powinien umieć pokierować
                      > rehabilitacją dziecka, w razie potrzeby pomóc także rodzicom. Do
                      > przedszkoli i szkół trafia mnóstwo dzieci niezdiagnozowanych,
                      > nauczyciele muszą umieć sobie z tym poradzić

                      bo nie mamy takich placowek które miałyby takich nauczycieli. trzeba
                      dążyć by to zmienic i równiez samemu kształcic nauczyciela


                      >>>>>> TO ZŁE POSTEPOWANIE-trzeba wyprzedzac pewne krok
                      > i innych,
                      > wyprzedzac
                      > > pewne słowa, dusic nim powstaną.
                      >
                      > Podoba mi się to sformułowanie.
                      > Już gdzieś pisałam, że ja też tak robiłam, ale wiem, że to sporo
                      > kosztuje i rozumiem, że nie wszyscy mają na to ochotę

                      a ja nie rozumiem-przeciez nie mówienie, nie wdrażanie działań
                      prwencyjnych SZKODZI. nie można świadomie szkodzic własnemu
                      dziecku...

                      Swoją drogą w realu rzadko rozmawia się z ludźmi spoza rodziny
                      > starszymi lub młodszymi o 10, 20 lat. Może dlatego tyle problemów
                      na
                      > linii synowa - teściowa?
                      pewnie tak. i pewnie stąd że obie- i tesciowa i synowa kochają tego
                      samego faceta. a gdzie kucharek sześć...nie ma nic gorszego niz
                      zaborcza miłość matki wink
                      ja z moją tesciową najgorsze szlaki juz przetarłam-umiemy szczerze
                      rozmawiac, doradzac, dogryzac jak trzeba i krytykowac. fajnie nam wink
                          • igge Re: a moje i jeszcze 26.09.07, 01:12
                            do mnie bardziej przemawiają argumenty gorgony .. chociaż myślałam
                            przez chwilę po przeczytaniu Waszej dyskusji, że może powinnam
                            wywiesić na świetlicowej tablicy jakąś kartkę z prośbą o ludzkie
                            traktowanie córki (nie wiem, z historią choroby ???? tylko po co, co
                            jej jest każdy od razu widzi)
                            W klasie nie ma problemów, w świetlicy zdarzają się niestety. Do
                            świetlicy chodzą dzieci z całej szkoły - mam urządzać pogadankę na
                            zebraniu w każdej klasie??? Bez sensu. Małej kazałam stanowczo
                            pamiętać o tym, że nikt nie ma prawa źle jej traktować i nie bać się
                            skarżenia tylko informować o każdym incydencie panią. Na szkolnych
                            korytarzach wiszą plakaty mówiące między innymi o tym, że nie wolno
                            nikogo obrażać, wyśmiewać, robić mu przykrości, dokuczać, patrzeć
                            obojętnie jak komuś się dokucza i że należy o takich faktach komuś
                            powiedzieć. Tak samo można być dla kogoś niemiłym z powodu piegów,
                            rudych włosów, okularów, niemodnego koloru tornistra, braku
                            tamagottchi, "brzydkiego" rysunku, za dużych butów czy noszenia
                            łusek na stopach, innego sposobu chodzenia i braku równowagi.
                            Ostatnio ktoś czepiał się małej z tego powodu, że nie jest w stanie
                            unieść swojego tornistra. Generalnie zasada bycia miłym dla kolegów
                            obowiązuje zawsze i to jest elementarna rzecz, którą dziecko
                            przyswaja w domu i w szkole też. Ja po prostu chcę tego samego co
                            rodzice i wychowawcy wymagają od wszystkich od mojej córki też czyli
                            zwyczajnego kulturalnego i cywilizowanego podejścia do innych ludzi.
                            Nie wiem czemu ja mogę wytłumaczyć córce, że nie wolno lekceważąco
                            wypowiadać się o nauczycielce i koleżankach bezlitośnie
                            popełniających podstawowe błędy na angielskim a inny rodzic nie może
                            sam z siebie zwrócić uwagi swojemu dziecku, żeby nie dokuczało
                            koleżance z powodu jej wolniejszego chodzenia? To przecież
                            oczywiste. Odpukać kochane mamy ale na razie jest lepiej, od
                            tygodnia nie było żadnego płaczu a świetlica jest coraz bardziej
                            lubiana przez małą. W zeszłym roku nikomu nie mieściło się w głowie,
                            żeby przyjąć do niej niepełnosprawne dziecko. Serdecnie pozdr.
                            • guderka Re: a moje i jeszcze 26.09.07, 07:46
                              igge-to chyba nie kwestia argumentów ale podejscia do wychowania. a
                              wychowanie zależy od :rodzaju niepełnosprawności dziecka, naszych
                              doświadczeń z ludźmi w tym względzie, tego jak my zostaliśmy
                              wychowani przez naszych rodziców, środowiska w jakim się obracamy.
                              Ty np. napisałaś (kiedyś) że twoja córka nie doświadcza przykrych
                              sytuacji bo ciagle jest z tobą. A moja odkąd skonczyła 6lat CAŁY
                              dzien jest sama na dworze (przy sprzyjającej aurze)-i przychodzi
                              tylko na jedzenie i tylko na siku. W ogóle dość szybko poszła w
                              dziki świat beze mnie -najpierw żłobek, potem gdy miała 4,5 roku
                              prywatne przedszkole, potem zerówka i teraz szkoła. Mamy zatem inne
                              doświadczenia związane z ludźmi i równieśnikami. Moje doświadczenia
                              pokazują że problemy trzeba ukręcac przy samej doopie. że trzeba
                              zaspokoic ludzką ciekawość w zakresie inności dziecka bo wtedy nie
                              powstaje masa niepotrzebnych pytan, domysłów, plotek


                              piszesz : Generalnie zasada bycia miłym dla kolegów
                              > obowiązuje zawsze i to jest elementarna rzecz, którą dziecko
                              > przyswaja w domu i w szkole też

                              genralnie. a w życiu to utopia. bo nawet my -dorośli-nie potrafi byc
                              zawsze mili chociaz znamy zasady poprawnego zachowania się. Dzieci-
                              były, są i będą: ciekawe, złośliwe, okrutne. Prawda jest taka że
                              zawsze bedzie wybierana ofiara w klasie i zawsze bedzie jej
                              przywódca. Miedzy innymi umiejteność radzenia sobie z takimi
                              złośliwości o tym decyduje. I przywódcą klasowym nie bedzie ten
                              który jest zawsze miły. Za to ten zawsze miły ma szanse byc ofiarą.
                              Wiem co mówię-bo jak pisałam-przeszłyśmy niezłą szkołe przez te
                              wszystkie lata przedszkoli,zerówki, podwórka-na którym przewineła
                              sie masa dzieciaków.

                              Ja po prostu chcę tego samego co
                              > rodzice i wychowawcy wymagają od wszystkich od mojej córki też
                              czyli
                              > zwyczajnego kulturalnego i cywilizowanego podejścia do innych
                              ludzi.
                              znowu utopia...ty możesz chciec ale zycie to zweryfikuje. szkoła do
                              której chodzi twoja córka to nie szkoła dla wybrańców którzy mają
                              odpowiednie cechy charakteru i status społęczny ale zbieranina
                              różnych środowisk. I są tacy którzy wychowują dzieci w świetle ducha
                              cywilizacji i kultury i są tacy którzy w ogole nie wychowują.łatwo
                              odróżnic jedne dzieci od drugich

                              > Nie wiem czemu ja mogę wytłumaczyć córce, że nie wolno lekceważąco
                              > wypowiadać się o nauczycielce i koleżankach bezlitośnie
                              > popełniających podstawowe błędy na angielskim a inny rodzic nie
                              może
                              > sam z siebie zwrócić uwagi swojemu dziecku, żeby nie dokuczało
                              > koleżance z powodu jej wolniejszego chodzenia?

                              wolno lekceważąco sie wypowiadac, wolno krytykowac , wolno ganic.
                              taki jest świat. nie unikniesz podstawowych praw. jesli ktos robi
                              coś niewłaściwie musi byc gotowy na to, ze zostanie skytykowany. Czy
                              ty sama nigdy nikogo nie krytykujesz? Nie mówisz z noszalancja i
                              lecewazeniem? Ludzmi jestesmy a nic co ludzkie,...Nikt nie jest
                              idealem więc nie powinno sie uczyc dziecka życia w idealnym świecie
                              bo ten taki nie jest.

                              Odpukać kochane mamy ale na razie jest lepiej, od
                              > tygodnia nie było żadnego płaczu a świetlica jest coraz bardziej
                              > lubiana przez małą. W zeszłym roku nikomu nie mieściło się w
                              głowie,
                              > żeby przyjąć do niej niepełnosprawne dziecko. Serdecnie pozdr
                              Bardzo dobrze wink pomalutku az do skutku smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka